Mongolia news

Kontrowersje wokół mongolskich dzieci-dżokei

320px-HorseNaadamWedług statystyk tylko w zeszłym roku w Mongolii odbyły się 653 wyścigi konne, w których wystartowało około 20 tys. dzieci. Przynajmniej 958 z nich spadło w ich trakcie z konia, w wyniku czego czterdzieści czworo dzieci odniosło ciężkie obrażenia, a sześcioro zmarło.

Chociaż coraz więcej Mongołów porzuca koczowniczy tryb życia i przenosi się do miast jedną z rzeczy, które wciąż najbardziej cenią i kochają nadal pozostają konie. Choć w dzisiejszych czasach coraz więcej dzieci wychowuje się z dala od szerokich połaci stepu i tradycyjnego stylu życia, część Mongołów nadal stara się podtrzymywać tradycję i zadbać by ich potomstwo było w stanie utrzymać się w siodle. Na prowincji dzieci sadzane są na konia już w wieku 3-4 lat. Rosną w siodle, doglądając stad należących do ich rodziców. Kochają swoje konie i często biorą udział w lokalnych festiwalach popisując się swoimi umiejętnościami w trakcie wyścigów, zdobywając  nagrody i uznanie na równi  z dorosłymi.

Konne wyścigi dostarczają w Mongolii ogromnych emocji i cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem. Ostatnimi czasy jednak Mongołowie zaczęli zwracać uwagę na ciemną stronę tego sportu, zwłaszcza zimą kiedy temperatura w Ułan Bator spada poniżej -20 ° w ciągu dnia i poniżej -30 ° w nocy. Co roku, po każdym Cagaan Sarze (mongolskim tradycyjnym nowym roku wypadającym między styczniem a lutym) Mongołowie organizują „Dundżingaraw”, pierwszy i największy wiosenny wyścig w Mongolii. W zeszłym roku to właśnie w nim zginęło sześcioro dzieci, a ponad sto innych zostało rannych. W konsekwencji rząd Mongolii wydał zakaz organizowania wyścigów konnych aż lipca.

Startując w zimowych zawodach dzieci, niektóre z nich ledwie pięcioletnie, muszą w bardzo niskiej temperaturze pokonać z prędkością około 45 km/h dystans wynoszący nawet do 20 km. Przez prawie godzinę narażone są na przejmujące zimno, które sprawia że ich ciała drętwieją, a oddychanie staje się bolesne. W trakcie jazdy lawirują nie tylko między rywalami, lecz również podążającymi za nimi samochodami. Czasem trudno jest powiedzieć co jest groźniejsze – niebezpieczeństwo jakie niesie ze sobą jazda konna, czy samochody, których kierowcy – często widzowie, wjeżdżają między konie. Znacznie lżejsze niż dorośli mali dżokeje chętnie wystawiani są do wyścigów przez własnych rodziców. Ci ostatni często opłacani są przez zamożnych hodowców wystawiających swoje konie na zawodach.

Dzieci jeżdżą bez kasków, czy jakiejkolwiek innej ochrony. A przynajmniej jeździły, ponieważ w zeszłym roku Mongolska Federacja Trenerów Koni odpowiedzialna za organizację wyścigów została zmuszona do wprowadzenia nowych ustaleń, zgodnie z którymi dzieci uczestniczące w wyścigach muszą być objęte polisą na życie i nosić odzież ochronną. Nie powstrzyma to ofiar wśród dzieci, jednak lobby hodowców koni ma w Mongolii bardzo wysoką pozycję i swoich przedstawicieli w rządzie, a niektórzy z rodziców zeszłorocznych ofiar wycofali swoje oskarżenia odbierając policji możliwość przeprowadzanie śledztwa. Istnieją zresztą podejrzenia, ze zrobili  to opłaceni przez trenerów.

Coraz więcej osób sprzeciwia się narażaniu zdrowia i życia młodziutkich dżokejów. Jest ich jednak wciąż zbyt mało, a tegoroczny “Dundżingaraw”  zbliża się wielkimi korkami. W tym roku odbędzie się 23 lutego.

Na podstawie: ubpost.mongolnews.mn
Opracowanie: Karolina Zygmanowska

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Kontrowersje wokół mongolskich dzieci-dżokei Reviewed by on 8 lutego 2014 .

Według statystyk tylko w zeszłym roku w Mongolii odbyły się 653 wyścigi konne, w których wystartowało około 20 tys. dzieci. Przynajmniej 958 z nich spadło w ich trakcie z konia, w wyniku czego czterdzieści czworo dzieci odniosło ciężkie obrażenia, a sześcioro zmarło. Chociaż coraz więcej Mongołów porzuca koczowniczy tryb życia i przenosi się do miast

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • miałem okazję uczestniczyć (jako kibic) w takim wyścigu w którym dżokejami były 8-10 letnie dzieci, kibice, często ojcowie kilka zaledwie metrów od tabunu mknących z prędkością 80-100km/h dżokejów; (byłem w takim pojeździe z jednym z rodziców); niesamowite szaleństwo i spore zagrożenie życia dla młodych jeźdźców …

Pozostaw odpowiedź