Komentarze,Publicystyka

Konrad Godlewski: Korea Południowa – historia pewnego generała

IMCOM/CCBY

IMCOM/CCBY

Jest taki kraj, który ma historię zdumiewająco podobną do polskiej. W latach 80. ten kraj stanął przed podobnymi problemami i rozwiązał je w zaskakująco podobny sposób. Ale w pewnym momencie nasze drogi się rozeszły…

Ten kraj to Korea Południowa. Wiem, wiem, totalna egzotyka. W ogóle się w Polsce o niej nie pisze. Przeciętny Polak myśli, że to mało ważny dodatek do Korei Płn., o której uwielbiamy słuchać, bo pokrzepia nas myśl, że my TO (czyli komunizm) mamy już za sobą…

Korea Płd. nie istnieje. Może to i lepiej, bo przepatrując jej historię najnowszą moglibyśmy dojść do smutnych wniosków. Ta historia w latach 80. jest zdumiewająco podobna do polskiej – oba kraje wyszły z dyktatury podobną drogą, tyle, że w Korei wszystko wydarzyło się trochę wcześniej. A było tak…

Po pierwsze,
na rok przed stanem wojennym w Polsce, w 1980 roku wybucha w Korei Płd. demokratyczne powstanie w mieście Gwangju. Gen. Chun Doo-hwan, który w grudniu 1979 roku przejął władzę w przewrocie wojskowym, postanawia uciszyć opozycję. Tłumaczy, że postępuje ona „niepatriotycznie” i robi krecią robotę, bo przecież kraj jest wciąż zagrożony przez Koreę Płn.

W Gwangju, gdzie na studentów posłano armię, ginie oficjalnie 144 osób. Nieoficjalne szacunki mówią o 1-2 tys. To jest zbrodnia założycielska rządów generała Chuna.

Po drugie,
rok później Korea wygrywa prawo zorganizowania olimpiady w Seulu, a gospodarka odzyskuje szybkie tempo rozwoju po kryzysie paliwowym. Generał czuje się silny i postanawia rozpisać wybory, żeby zjednać sobie naród. Oczywiście wybory są tak rozpisane, żeby opozycja nie wygrała.

W 1985 roku wybory odbywają się i opozycja zdobywa wszystko, co mogła zdobyć – niecałe 70 miejsc w parlamencie, a więce dwa razy mniej, niż obóz rządzący. Ale w dużych miastach ma nawet 15 proc. przewagę głosów!

I to jest szok. Opozycja widzi, że jest liczna, że jest siłą polityczną, z którą trzeba się liczyć. Podobne wybory odbędą się w Polsce dopiero za cztery lata.

Po trzecie,
rozpoczyna się wojna nerwów. Ludzie wychodzą na ulice, powstają nowe partie i ruchy społeczne. A generał próbuje ogarnąć kraj, który wymyka się spod kontorli. Godzi się na debatę o reformie autorytarnej konstytucji, ale potem ją zawiesza. Lud jest wściekły. 26 czerwca 1987 roku na ulice Seulu wychodzi milion osób.

Generał rozważa wariant siłowy. Ale przecież za chwilę jest olimpiada! Cisną Amerykanie, ciśnie go wreszcie własny obóz, który nie chce rozlewu krwi. W końcu generał znajduje rozwiązanie: wskazuje gen. Roh Tae-woo, który w 1980 r. tłumił zamieszki w Gwangju i mówi mu tak: „ogłosisz demokratyzację, a wtedy lud uzna Cię za bohatera. Rozpiszemy wybory prezydenckie i Ty je wygrasz”.

I faktycznie. 28 i 29 czerwca Roh ogłasza plan demokratyzacji i bezpośrednie wybory prezydenckie. Lud jest ukontentowany, a przygotowania do olimpiady idą pełną parą.

Wybory się odbywają w grudniu 1987 roku i zgodnie z planem wygrywa je Roh. Opozycja przegrywa, bo ma dwóch kandydatów (Kim Young-sama i Kim Dae-dzunga), którzy toczą bratobójczą walkę. Telewizją rządzą generałowie, więc pokazują głównie Roh, a Kimów tylko z okazji burd towarzyszących ich spotkaniom wyboryczym. W dodatku Korea Płn. w listopadzie przeprowadza zamach na samolot Korean Air lot nr 858 z Bliskiego Wschodu do Seulu. Ginie 115 osób, co przyciąga wyborców do obozu rządzącego, bo opozycja chciała procesu pokojowego z Północą.

Roh zostaje prezydentem. Zgodnie z obietnicą, przeprowadza demokratyzację, liberalizację mediów itd. itp. Wielu spraw nie rusza, ale za jego rządów Korea staje się wreszcie krajem demokratycznym, a nie pół-demokratycznym czy też autorytarnym, jak przez ostatnie 50 lat swej historii. A wszystko to na dwa lata przed Okrągłym Stołem w Polsce.

Po czwarte,
tu podobieństwa się kończą. Kolejne wybory w 1992 roku wygrywa kandydat opozycji Kim Young-sam, który dokańcza robotę Roh – na mocy amnestii wypuszcza z więzień „politycznych”, których wsadził tam poprzedni reżim. Ogłasza kampanię antykorupcyjną.

Z początku Kim nie myśli o wymierzeniu sprawiedliwości generałom. Ale ludzie wychodzą na ulice – domagając się sprawiedliwości. W listopadzie 1995 roku przez kraj przetaczają się manifestacje i w 3 grudnia 1995 roku generałowie Chun i Roh zostają postawieni w stan oskarżenia za udział w masakrze w Gwangju. Media piszą, że to proces stulecia.

Dwa lata później gen. Chun trafia za kraty – z wyrokiem śmierci. Gen. Roh, mimo zasług w procesie demokratyzacji, dostał 17 lat więzienia. Nie nasiedzieli się – Kim Young-sam na prośbę swego następcy, późniejszego noblisty Kim Dae-dzunga, ułaskawia ich.
Chu i Roh wychodzą na wolność i znikają z życia publicznego.

W 2005 roku rząd w Seulu nakazał zwrot wszystkich medali związanych z tłumieniem powstania w Gwangju.

Autor: Konrad Godlewski
Artykuł ukazał się pierwotnie na blogu autora.

Udostępnij:
  • 9
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    9
    Udostępnienia
Konrad Godlewski: Korea Południowa – historia pewnego generała Reviewed by on 28 lutego 2011 .

Jest taki kraj, który ma historię zdumiewająco podobną do polskiej. W latach 80. ten kraj stanął przed podobnymi problemami i rozwiązał je w zaskakująco podobny sposób. Ale w pewnym momencie nasze drogi się rozeszły… Ten kraj to Korea Południowa. Wiem, wiem, totalna egzotyka. W ogóle się w Polsce o niej nie pisze. Przeciętny Polak myśli,

Udostępnij:
  • 9
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    9
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 27

  • Cyt. „Na razie zauważyłem jedną ciekawą rzecz – w Korei politycy jakoś chęnie podają się do dymisji, kiedy coś przeskrobią.”
    Owszem, ale przecież na Zachodzie też z na ogół tak jest, choć trzeba przyznać coraz liczniejsze są wyjątki od tej chlubnej reguły. U nas to prawie nie do pomyślenia. Dlaczego? Przypuszczam, że w pewnym stopniu wynika to z faktu, że w kulturze katolickiej poczucie winy jest słabsze niż w innych kulturach. Wystarczy się spowiadać, po czym parafianin ledwo wyjdzie z przybytku religijnego od nowa robi to samo: klnie jak szewc, upija się, truje rodzinę papierosami, zdradza żonę, popełnia różne wykroczenia etc. Nic nie skłania go do zmiany sposobu postępowania. I jakże nieliczne są wyjątki od tej żelaznej reguły!

    • Zgadzam się z powyższą diagnozą tego problemu. Spowiedź zwalnia po części z odpowiedzialności za własne czyny. Teologowie katoliccy zapewne widzą to inaczej, ale przeciętny katolik wyciąga taki właśnie wniosek. Przy czym należy odróżnić tutaj mentalność od wiary. Ta pierwsza jest znacznie bardziej zakorzeniona i tkwi głęboko w kulturze czy schematach zachowania (tj. przeciętny ateista wychowany w kraju katolickim, będzie miał bardziej podobny sposób myślenia do katolika niż do ateisty wychowanego w kulturze chińskiej). Ta druga natomiast to bardziej wypadkowa wielu czynników, a przede wszystkim – wychowania, wpływu otoczenia, doświadczenia życiowe.

      Modelowym przykładem kraju katolickiego są Włochy. Tam również premier Berlusconi nie podaje się do dymisji. Nie zdaje sobie sprawy z problematyczności swoich zachowań, a wręcz jest z nich dumny. Nie chodzi tu wcale o moralność, ale o fakt ośmieszania własnego państwa na arenie międzynarodowej z czego niestety nie zdają sobie sprawy Włosi popierający i identyfikujący się z Berlusconim.

      • Avatar Zyggi

        Otóż to. Katolicyzm występuje w bardziej cywilizowanej postaci na terenach, gdzie w różnym stopniu oddziaływał nań ożywczy wpływ protestantyzmu (kraje Beneluksu, Francja, Austria, Bawaria, Czechy, Słowacja, Węgry, Irlandia). Natomiast tam, gdzie nie miał religijnej konkurencji, widzimy jego najbardziej patogenne cechy.
        A teraz ostrzegam, że dalej piszę tylko dla ludzi o mocnych nerwach…
        Przykładem regionu, gdzie katolicyzm dzielił i rządził przez kilka wieków jest tu Ameryka Łacińska – dziś najbardziej katolicka część świata, „Ziemia krwi i przemocy” o historii i współczesności nieporównanie okrutniejszej niż USA czy Kanada. W USA i Kanadzie nie bowiem rozrywano nikogo końmi (Peru, XVIII w.), nie rozpuszczano w H2SO4 (Dominikana za Trujillo), nie wrzucano ludzi do kraterów wulkanów (Nikaragua za Somozy), nie rąbano na kawałki maczetami (Haiti), nie zrzucano ludzi z helikopterów do oceanu (Argentyna, lata 70-te XX w.), nie tresowano psów, by gwałciły kobiety (pinochetowskie Chile), nie otwierano żywcem czaszek (Gwatemala, lata 80-te), nie wyrzucano ludzkich zwłok na śmietniska (Salwador, lata 80-te), nie mordowano bezdomnych dzieci (Brazylia, lata 90-te), nie zostawiano w miejscach publicznych obciętych głów (dzisiejszy Meksyk)….
        Cóż jeszcze dodać. Czy cała ta moralna nędza, okrucieństwo i cynizm nie są rezultatem z jednej strony wielowiekowej nędzy i ucisku, a z drugiej – obłudnego, jezuickiego podejścia do świata i do drugiego człowieka?…

      • Avatar ciekawy

        Dodam jeszcze, że w krajach Ameryki Łacińskiej od lat dokonuje się proporcjonalnie najwięcej morderstw.
        Zastanawia mnie na ile wkład w ten stan rzeczy miał Kościół Katolicki a na ile zwyczaje odziedziczone z czasów prekolumbijskich.
        Nawiązując do cywilizacyjnego wpływu protestantyzmu to mam pewne wątpliwości – w rejonach, gdzie protestantyzm stykał się z katolicyzmem najsilniejsza była kontrreformacja, która raczej nie wpływała na łagodzenie obyczajów.

      • Avatar ril

        @Zyggi, obwiniasz katolicyzm o bestialstwa dziejące się w krajach Ameryki Południowej. Ale w krajach Afryki też się działy nie lada zbrodnie. Ile osób zabito maczetami w Rwandzie? A przecież nie mieli tam katolicyzmu. Może krótka tradycja własnej państwowości opartej dodatkowo na autochtonach jest czynnikiem (w Stanom Zjednoczonym i Kanadzie państwo budowali imigranci z pamięcią historyczną o swoich krajach)

      • Avatar Zyggi

        Oczywiście KK nie ponosi 100% odpowiedzialności za te okropieństwa, ale moim zdaniem większą częśc. Co do Rwandy, tam jest ok. 70% katolików, co stanowi pozostałośc po belgijskich misjach. Belgowie (w odróżnieniu od np. Francuzów) byli aktywni na polu nawracania. W Kongu również, jakkolwiek tam animizm miał i nadal ma dużo większy „rząd dusz” niż w Rwandzie czy Burundi.

      • Zyggi – wymienianie najróżniejszych zbrodni, z krajów Ameryki Łacińskiej i obwinianie za to katolicyzm jest trochę bez sensu. Czy przed przybyciem katolików ten region świata mnie spływał krwią? Można z całego świata przytoczyć najróżniejsze bestialstwa od ateistycznych Czerwonych Khmerów po buddyjski faszyzm w Birmie. Odnośnie tematu religie a zbrodnie polecam dyskusję z prof. Rezą Aslanem:

  • 1. To ciekawe co piszesz. Ale czy wlasnie konfucjanizm koreanski nie ulegl jakis przeobrazeniom czyniac z Koree tak specyficzny kraj? W koncu de facto jest to kraj chrzescijanski ( choc nie katolicki). Bylem bardzo zdziwiony widzac tam wszedzie koscioly.

    2.A szukajac podobienstw. Jaka byla ( w dwoch slowach) rola kosciolow chrzescijanskich w demokratyzacji Korei. W Polsce byla znaczaca i nawet na Tajwanie ( ktroy w przeciwientswie do Korei nie jest krajem chrzescijanskim) odegraly one istotna role.

    3. Analogiczne przypadki rzeczywisie zastanawiajace :)

    • w znacznej mierze kosciol prezbiterianski, bardzo wspieral ruch niepodleglosciowy

      • Avatar Radek Pyffel

        Dokladnie tak. Lee Teng Hui (Li Deng Hui) byl wlasnie prezbitarianinem.

  • Społeczeństwo się włączyło i to bardziej niż w Polsce. To w ogóle ciekawy kazus: Korea jest uważana za kraj hiperkonfucjański, a przez całą dyktaturę miałą co i raz studenckie bunty. Jeden autor, którego czytam, twierdzi, że studenci uważają sie za stróżów moralności i czują się w obowiązku wypunktować władcę, który źle czyni.

    Choć na zachodzie uważa się konfucjanizm za ideologię zachowawczą wychodzi na to, ze jest ona bardziej postępowy od polskiego kompleksu mesjanistyczno-katolicko-demokratycznego :-)

    Co do drugiego problemu, to wciąż się wgłębiam, więc nie będę się jeszcze wymądrzał. Na razie zauważyłem jedną ciekawą rzecz – w Korei politycy jakoś chęnie podają się do dymisji, kiedy coś przeskrobią. Szef MSZ poleciał ze stołka jesienią za to, że pomógł awansować córce, a szef MON za niezborną reakcję na ostrzał Yeonpyeong. Obie sytuacje mają ciekawe analogie, które wszakoż skończyły się inaczej.

  • Bardzo ciekawe co napisales. Ale nie wiem czy to do konca takie podobne. Mam wrazenie ze u nas poszlo to o wiele bardziej zgodnie. W Korei:
    -opozycja czekala az piec lat na zwyciestwo
    – dokonano tam radykalnej de-autorytaryzacji vide prces stulecia o ktorym piszesz, a z ktorego potem sie wycofano.
    – Kary jakie zapadly dla generalow- kara smierci i 17 lat, w kontekscie np gen Jaruzelskiego czy gen Kiszczaka brzmia niewiarygodnie
    – w proces de-autorytaryzacji wlaczylo sie spoleczenstwo koreanskie ( prawdopobonie po porstu zaktywizowala sie jedna ze stron- a nie „spoleczenstwo” jako takie- ale nie mam na ten temat wiedzy). Tymczasem w Polsce nacisk na dekomunizacje byl juz po 1989 roku bardzo slaby.

    Ciekawi mnie przy tym wszystkim jak wyglada ta „trzecioswiatowa polityka” jak piszesz. Czy jest jakis konsensus miedzy post-autorytarystami i post-opozycjonistami? Czy nadal Ci pierwsi maja wplywy w mediach, gospodarce itd czy moze nie ma to juz dzisiaj zadnego znaczenia, a dawne podzialy rozmyly sie. Czy nie jest tak ze po kazdych wyborach, nawet wygranych jednym glosem wymienia sie wszystkich ludzi na „swoich” i realizuje kompletnie inna polityke?
    Oczywiscie to pytania na dlugi artykul :) i pewnie na niejeden post :)

  • problem z Korea to nie same liczby, ale i jakosc ich produktow. przegonili nie tylko Polske, ale i Tajwan, co tutaj postrzegane jest ze znacznym rozczarowaniem.
    odpowiednia polityka wladz pomogla w wykreowaniu miedzynarodowych marek.

    o ile Tajwan to nadal model OEM/OEM, w Korei etap ten to przeszlosc.
    tyle ze do tego potrzebna jest odrobine inna mentalnosc biznesowa, niz samo liczenie kosztow i wymaganie od pracownikow, by bezmarkowe produkty sprzedawali w tych samych ilosciach i z identyczna marza, jak te uznane.

    • Ciekawe Tajwańczycy dlaczego tak uparcie tkwią w OEM. Przecież niektóre tajwańskie firmy wyrobiły sobie w świecie całkiem dobrą markę, np. HTC, Asus, MSI, Genius. Nie ma chętnych, by powtórzyć ich sukces?

      • Avatar rysiek

        od ponad dwoch lat nie pracuje tu w korporacjach, wiec troche stracilem kontakt.
        to sa wyjatki, tak naprawde firma na swiatowym poziomie jest HTC, niedoscigniony w swojej branzy od samego poczatku. to Google, pierwsi pracownicy zostali milionerami dzieki akcjom, wyznaczaja standardy w przemysle i w ramach samego Tajwanu.
        trudno mi uogolniac, ale nawet Acer i Asus to w kwestii marketingu nic wielkiego, to samo MSI bo do tej dziedziny odnosze swoja wypowiedz. tak mi mowia znajomi, ktorzy tam pracuja i Tajwanczycy i cudzoziemcy.
        jestem jedynym cudzoziemcem broniacym Tajwanczykow, wszyscy moi zagraniczni znajomi tutaj pracujacy dla nich jada po firmach jak po burej suce – ze glupi, kompletnie niekreatywni, nie potrafia sprzedawac, zarzadzac itd.
        nie zgadzam sie z tym, ale to wiekszy temat i nie bede go tu zglebial.

  • Wartościowy tekst w przystępnej formie dla tych, którzy chcą dowiedzieć się podstaw historii najnowszej tego niezwykle szybko rozwijającego się kraju.

    „Sami Koreańczycy ciągle powtarzają, że mają “trzecioświatową politykę i pierwszorzędną gospodarkę””
    Gdybyśmy my mieli, chociaż drugorzędną gospodarkę…

    Jak rozeszły się gospodarcze drogi Polski i Korei (o ile wcześniej już tego nie pisałem):

    1990
    PKB wg siły nabywczej Polski : 221 mld $
    PKB wg siły nabywczej Korei : 330 mld $
    PKB Polski stanowi 67 % PKP Korei.
    2000
    Polska: 394 mld $
    Korea: 729 mld $
    54 %
    2010
    Polska: 722 mld $
    Korea: 1374 mld $
    52 %

    Dla zainteresowanych:
    http://seoul.trade.gov.pl/pl/korea/article/detail,134,Gospodarka_Republiki_Korei.html

    • Dziękuję za link. W ogóle strona ciekawa, zawiera dużo ważnych i interesujących informacji (choć nie bardzo wiem, jak z ich aktualizacją). W każdym razie jest lepsza niż wiele witryn ambasad krajów zachodnich w Polsce.

  • Republika Korei faktycznie medialnie u nas niemal nie istnieje. Daleki Wschód to w krajowych środkach przekazu niemal wyłącznie 3 kraje: Chiny, Japonia i KRLD. Tym dziwniejsze, że furorę u nas robią właśnie południowokoreańskie telewizory, DVD, kuchenki mikrofalowe, komórki. A więc koreańska gospodarka – tak, cała reszta – nie?…
    Jest natomiast istotna różnica, która jakoś uszła uwagi Pana Godlewskiego. Otóż Chon Du Hwan nie był niczyją marionetką. Był co prawda sojusznikiem USA, ale nie namiestnikiem w rodzaju tandemu Jaruzelski-Kiszczak. Dlatego o ile został skazany w procesie o przestępstwa przeciw narodowi, o tyle nikt nie zarzucał mu zdrady i zaprzaństwa. Tymczasem u nas Jaruzelski zdaniem Rosjan (jego dawnych „przyjaciół”) sam ich wzywał na pomoc, by zdławic demokratyczną opozycję. Nie wiem, ile w tych rosyjskich twierdzeniach prawdy. Byc może po raz kolejny Rosjanie chcieli tylko pokazac światu, jak to oni „kochają pokój”, że to nie oni chcieli tylko ten tam, w czarnych okularach. :-) Ale tak czy inaczej widac tu wyraźnie 2 sprawy: 1) istniała przynajmniej w teorii możliwośc interwencji ZSRR (skoro Moskwa tak gorliwie jej zaprzecza) i 2) Rosjanie wskazując palcem Jaruzelskiego jako tego, kto chciał interwencji Armii Czerwonej, pokazali, iż zawsze gardzili tymi, którzy im się wysługiwali. Przypomina to znamienne zdanie przypisywane carowi Mikołajowi I: „Znam tylko dwa rodzaje Polaków: ci, którzy są mi posłuszni i ci, którzy buntują się przeciw mnie. Pierwszymi gardzę, drugich nienawidzę”…
    Południowokoreańscy generałowie, jak Chon Du Hwan, a przed nim Park Chung Hee potrafili udowodnic Amerykanom, że jako sojusznik są wartościowi, ba – niezbędni. Mało tego, potrafili wykorzystac swe więzi z USA i resztą świata zachodniego do odniesienia sukcesu gospodarczego nie mającego precedensu w dziejach świata: w ciągu cwiercwiecza udało się im ubogi kraj rolniczy przeobrazic w dynamiczną potęgę przemysłową i organizatora igrzysk w 1988 r. Położone wówczas fundamenty sprawiły, że dziś Korea Pd, jest dziś krajem wysoko rozwiniętym i nowoczesnym. To okolicznośc łagodząca dla skądinąd brutalnych poczynań południowokoreańskiej armii. Tego nie da się powiedziec o tandemie Jaruzelski-Kiszczak oraz różnych Millerach, Messnerach, Urbanach itp. Ci ludzie nie mają żadnych istotnych zasług dla kraju i społeczeństwa, a wszystko, co robili służyło tylko ratowaniu ich pozycji, przywilejów i – mówiąc kolokwialnie – tyłków przed karą, jaka niechybnie by ich dosięgła, gdyby nie „gruba kreska” Mazowieckiego. Jak widac, Jaruzelski i Kiszczak dobrze wiedzieli, których członków opozycji zapraszac do Okrągłego Stołu, a których nie…

    • Pan z kolei zapomniał o jednej różnicy: jednym z fundamentów gospodarczej transformacji Parka było naprawienie kontaktów z Japonia, o której w połowie lat 60. otrzymał 800 mln dolarów pożyczek.
      To był śmiały ruch, bo Japończycy kolonizowali Koreę od początku XX wieku do 1945 roku. To trochę tak, jak z ociepleniem polsko-rosyjskim – tzn. Japonią nie rządzili ludzie z FSB/KGB, ale w społeczeństwie koreańskim były przed tym ogromne opory. Po normalizacji stosunków odbywały się zaciekle protesty, które Park tłumił.
      Ale Korea zyskała ważny rynek eksportowy. Dziś Japonię podbijają koreańskie seriale, a do Seulu przyjeżdżają turyści, którzy wędrują śladami swoich ulubionych bohaterów.
      Czy Polska mogła więcej ugrać na handlu z Rosją?

      • Avatar Zyggi

        Jeśli chodzi o naprawę stosunków z Japonią, mam wrażenie, iż była ona czczym gestem Seulu obliczonym na pozyskanie owych pożyczek. Zaznaczam, iż nie widzę w tym nic nagannego, jeśli ma to służyć rozwojowi gospodarczemu i wzrostowi dobrobytu obywateli. Natomiast na utylitarne traktowanie stosunków z Japonią przez Seul wskazywałby też fakt, że w 1989 r., czyli ponad dwie dekady później, na pogrzebie cesarza Hirohito nie pojawił się ani prezydent Roh Tae Woo ani premier Kang Young Hoon, a jedynie drugorzędni przedstawiciele Republiki Korei. To mogło mieć na celu zwiększenie popularności rządzącej Demokratycznej Partii Sprawiedliwości (notabene dawniejszej Demokratycznej Partii Republikańskiej wykreowanej przez reżim Parka w 1963 r.) wśród obywateli, na ogół niechętnych Japonii i jej zmarłemu cesarzowi.
        Wracając na nasze podwórko… Czy można było ugrać coś z Rosją? Myślę, że tak. Powiem więcej: nawet w czasach ZSRR było to w jakimś stopniu możliwe, co udowodnił Gomułka nie godząc się na całkowitą kolektywizację polskiego rolnictwa. Inna rzecz, że polscy komuniści choćby z powodów geograficznych nie mieli takiej swobody manewru jak np. marszałek Tito. Ponadto w swej ogromnej większości nie mieli też titowskiego charakteru i odwagi, ale to już inna historia…

      • Avatar roberto

        POST USUNIETY ZE WZGLEDU NA WULGARNE SFORMULOWANIA I ARGUMENTACJE AD PERSONAM

      • Avatar Zyggi

        Tym razem „roberto”?… Chyba znam Cię, koleżko. Nawet nie odpowiadałem na twój post, czekając aż Cię wymażą. Ciekawe, czy umiesz sklecic coś bez wulgaryzmów?

  • Takie już są uroki modelu tranzycji przez kontrakt – dawna władza godzi się na zmiany, ale pod pewnymi warunkami. Sami Koreańczycy ciągle powtarzają, że mają „trzecioświatową politykę i pierwszorzędną gospodarkę”. Niemniej, ci „trzecioświatowi” politycy mają – w moim przekonaniu – lepszy pomysł na rządzenie krajem, niż polskie elity. Choćby dlatego, że nie mogą się oprzeć na gotowych wzorach z UE.
    Ale my do tej rzeki już nie wejdziemy.

  • Uważam, że tekst jest b.dobry, i podobieństwa widać. Oczywiscie nie jest to dokładnie to samo w Polsce, ale mechanizmy manipulacji społeczeństwem są takie same. I tam i w Polsce po okrągłym stole i w krajach arabskich obecnie. Liderami przemian usiłują zostać przepoczwarzeni ludzie dawnego reżimu a realna władza pozostaje w rękach „grupy trzymajacej władzę” (nie ja ten termin wymysliłem)

  • Przykro mi, że tak Pana rozczarowałem. Z pewnością czytał Pan przede mną wielu polskich autorów, którzy dawno temu porównywali historię Polski i Korei Płd. Zaraz na pewno sypnie Pan z rękawa nazwiskami i cytatami. Czekam niecierpliwie.

  • Bardzo słaby tekst, nawet jak na bloga. Wyliczenie faktów, do tego wcale nieanalogicznych do sytuacji polskiej (czyli sprzecznych z pierwotnym założeniem, które poniekąd jest słuszne, ale w szerszej perspektywie historycznej) to zdecydowanie za mało, oczekiwałbym raczej poważnego artykułu naukowego podpartego własnymi obserwacjami i pokaźną bibliografią, a nie kalendarium z wikipedii. A podobieństw jest sporo, nawet w sferze nie tylko historycznej, ale nawet kulturowej (przy przyjęciu poprawki na różnice pomiędzy kręgiem Christianitas, z którego Polska wyrasta, a znacznie schrystianizowaną, zokcydentalizowaną kulturą Korei). Kiepsko…

Pozostaw odpowiedź