BLOGOSFERA

Koniec lata w Delhi

Jest 1. lipca. Lecimy do Delhi. Na lotnisku w Moskwie było dośc ciepło, za ciepło, ale znośnie, podobnie z samolotem, ale można to było złożyć raczej na niedomagania klimatyzacji niż pogodę.

Przylatujemy po 2.00, jest znośnie, nie atakuje nas fala gorąca. Ale następny dzień jest już inny.

Pierwsze nieprzyjemne uczucie, to nagromadzony kurz. Sypialnię posprzątali znajomi, ale wszędzie indziej, mimo zamkniętych okien jest go nieprzyjemna w dotyku warstwa. Balkony totalnie zaśmiecone przez ptaki.

W domu można funkcjonować przy włączonych wentylatorach i pootwieranych oknach. Niemniej wychodząc na korytarz, czy nawet z mieszkania słychać włączone klimatyzatory. Ewidentnie społeczeństwo zamożnieje. Coraz więcej ludzi chłodzi całe mieszkania i to chyba przez 24 h. Przy takim mieszkaniu jak nasze, rachunek wyniesie prawdopodobnie ponad 1000 PLN.

Kolejna uderzająca rzecz we wczesnych godzinach popołudniowych to pustka. Kto nie musi, nie wychodzi na dwór. Sklepy niby pootwierane, minęła juz godzina lunchu, tylko jakoś nie widać sprzedawców. Ale oni są, śpią na podłodze, nie ma klientów, a jest to jakiś sposób na przetrzymanie skwaru.

W biurze firmy kurierskiej ruch natomiast normalny, może ciut mniej klientów niż zwykle. Wentylatory pracją pełną para, pracowników nie rozpieszcza się klimatyzacją. Zresztą przesyłka zostaje dostarczona następnego dnia do Faridabadu (miasto obok Delhi), czyli upał nie przeszkadza.

Wieje wiatr, chyba z północy, to jakby obietnica ochłodzenia, ale ono nie przychodzi. Chwilami wiatr się wzmaga, robi się nawet szaro, ale trwa to krótko i nie osiąga to siły burzy pyłowej.

Więcej ludzi pojawia się wieczorem, choć nadal nie ma tłumu. W parku jest tłoczno. Jest wyraźnie chłodniej, choć daleko do naszej wieczornej rześkości. Na podwórku naszej society ganiają tabuny dzieci. Skąd one się tu wzięły? Przed wakacjami ich tylu chyba nie było.

Wieczorem w ogóle jest o wile przyjemniej, to nie jest taki orzeźwiajacy chłod jak w Polsce, niemniej jest nieco lepiej. Ale tylko na zewnątrz. W mieszkaniu gorąc jak za dnia. To niestety fatalna cecha betonowego budownictwa. Nagrzany za dnia beton teraz oddaje ciepło. W efekcie wieczorem w budynku jest o wiele goręcej niż na zawnątrz.

W niedzielę wieczorem jedziemy do kościoła do wioski Amerhai. To też w Dwarce, w sektorze XIX. Tu już jest inny świat. Tłum, do tego radykalnie spada jego klasa. Gromady boyów. Gęsto stojace kilkupiętrowe budynki wstrzymuja ruch powietrza. Po dwóch godzinach wracamy. Jest już ciemno, jedna z głównych ulic i znów inny świat. Masa świateł, setki samochodów (oczywiscie z długimi swiatłami). Ruch, jak w Singapurze. A przecież to niedziela wieczór. Z drugiej strony, jest juz chłodniej i ludzie zaczynają życie towarzyskie, chciaż jego aktywność wielokrotnie przewyższa nasz niedzielny wieczór.

Budzimy się około 6.30 w poniedziałek. Coś ciemniej niż być powinno. Po kwadransie zaczyna padać. Lato się chyba skończyło, przyszedł monsun.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Koniec lata w Delhi Reviewed by on 28 lipca 2015 .

Jest 1. lipca. Lecimy do Delhi. Na lotnisku w Moskwie było dośc ciepło, za ciepło, ale znośnie, podobnie z samolotem, ale można to było złożyć raczej na niedomagania klimatyzacji niż pogodę. Przylatujemy po 2.00, jest znośnie, nie atakuje nas fala gorąca. Ale następny dzień jest już inny. Pierwsze nieprzyjemne uczucie, to nagromadzony kurz. Sypialnię posprzątali znajomi,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Włodzimierz Madziar

Autor niniejszego artykułu od 12 lat mieszka w New Delhi, gdzie wraz z żoną prowadzą własną firmę Oriental Adventure Pvt. Ltd. http://indianadventure.eu Główne obszary działania to: - konsulting głównie dla polskich przedsiębiorstw planujących działania w Indiach - turystyka (organizacja indywidualnych wypraw i wyjazdów biznesowych do Indii - eksport i import Żona autora pochodzi z Manipuru, stąd szczególnie bliskie są mu problemy North-Eastu.

Pozostaw odpowiedź