Komentarz eksperta,Korea Pn news

Kim Jong Il nie żyje. Nowym przywódcą Korei Północnej jest Kim Jong Un


„Nasz Drogi Przywódca zmarł z powodu przepracowania fizycznego i umysłowego” – poinformowała północnokoreańska agencja prasowa KCNA. Korea Północna nie rozpadła się. Ultranacjonalizm o mocnym podłożu rasowym i dyktatura mają się tam dobrze i nic nie wskazuje na to, by cokolwiek miałoby się w tym kraju zmienić.

Według KCNA Kim Jong Il zmarł w sobotę 17 grudnia o godzinie 8.30 rano czasu lokalnego. w pociągu podczas podróży po kraju, na skutek zawału serca. Uroczystości pogrzebowe mają się prawdopodobnie odbyć 28 grudnia. Czy coś się w kraju zmieniło od soboty, albo czy ma się zmienić? Nie mamy na ten temat wystarczających informacji, ale nic na to nie wskazuje.

Córy i synowie Partii wpadają co prawda w rozpacz, ale to wszystko. Mimo  dramatycznej sytuacji żywnościowej, jaka kojarzy się z rządami Kima, naród wierzył w przywódcę, a propaganda i mitologizacja przywódcy odniosła w tym kraju ogromny sukces. Jeśli ktoś temu zaprzecza, to powinien posłuchać uchodźców, którzy  nawet w Seulu i już po ucieczce z kraju wyrażają się o Kim Jong Ilu z szacunkiem. Poza tym tegoroczne dane CIA określają, że około połowa uchodźców z KRLD próbuje wrócić do rodzinnego kraju. I nie ma tu innego wytłumaczenia niż fascynacja własnym krajem i głęboka wiara w wyższość własnej „północnokoreańskiej rasy”.

Syn dyktatora i nowy przywódca kraju, 29-letni Kim Jong Un, wychowanek znamienitej szwajcarskiej prywatnej szkoły, wcale nie zamierza zmieniać polityki, nie dąży do zjednoczenia i nie zamierza zaprzestać aktów agresji wobec Korei Południowej. Przyczyna jest nader oczywista. Po pierwsze zjednoczenia oznaczałoby polityczne samobójstwo i koniec Korei Północnej, do którego jeszcze daleko, a po drugie mieszkańcy Pyongyangu – jedyni z którymi liczy się przywódca – nigdy nie będą usatysfakcjonowani status quo. Możliwa jest więc tylko eskalacja agresji, czyli to co robił ojciec, będzie prawdopodobnie czynił syn. Musimy pamiętać, że w 1995 roku Korea Północna ogłosiła się państwem o dominującej polityce wojskowej, czyli sprawy wojskowe są dla niej priorytetowe i uzasadniają istnienie państwa.

Nawet jeśli Kim Jong Un uzyskałby nagły wzrost ekonomiczny, powiedzmy nawet 40 procent w przeciągu kolejnych trzech lat – co jest wyjątkowo mało realne – to nie dogoniłby Korei Południowej. Tak więc pozostaje mu trzymać się linii wytyczonej przez własnego ojca i pokazywać narodowi, że Korea Północna jest liczącym się graczem na arenie międzynarodowej. Jeśli nie ekonomicznie, to militarnie. I to jest jedyna z możliwych dróg dla Kim Jong Una.

Od soboty Seul nie poinformował o wzmożonej aktywności wojsk północnokoreańskich, ale ma się na baczności. Południowokoreąński prezydent Lee Myung-bak zwołał posiedzenia Narodowej Rady Bezpieczeństwa i rozpoczął konsultacje z Waszyngtonem i Tokio. Rzecznik Białego Domu, Jay Carney oświadczył, że na razie nic się nie zmienia i USA pozostają zaangażowane w sprawy obronności Półwyspu Koreańskiego.

Dyktator miał 70 lat, a wedle źródeł oficjalnych 69. Różnica w oszacowaniu jego wieku wynika ze zmian celowo wprowadzonych przez propagandę KRLD, tak by między nim a jego ojcem i założycielem państwa Kim Il Songiem, było dokładnie trzydzieści lat. Kim Jong Il urodził się w 1941 roku we wsi Viatskoje około 70 km. Na północ od Khabarovska na Syberii, a nie w 1942 i nie na świętej górze Paektu-san – jak z uporem utrzymują północnokoreańskie źródła.  Co więcej nazwano go tam z rosyjska, Szura Kim.

Rządził on Koreą Północną od 1994, gdy przejął władzę po zmarłym ojcu. Jednak to przez lata właśnie jego ojciec i założyciel KRLD – Kim Il Song – uznany był za wiecznie żywego prezydenta. Nie zmieniła tego ani jego własna śmierć, ani teraz śmierć Kim Jong Ila. A więc w Korei Północnej bez zmian. Korea Północna pozostaje oficjalnie w stanie wojny z Koreą Południową, a władzę przejął kolejny dyktator (KRLD utrzymuje nietypową rodzinną sukcesję władzy).

Czego moglibyśmy się obawiać? Na pewno wciąż tego samego co wcześniej, czyli niekontrolowanej dystrybucji broni biologicznej i chemicznej, bo nie wiemy w czyich rękach się znajduje w Korei Północnej i kto dokładnie jest jej odbiorcą, oraz tego że sytuacja może wymknąć się spod kontroli Pyongyangu i dojdzie do kolejnej wymiany ognia z Seulem. Czego mogą się obawiać Koreańczycy z Północy? – tego że na razie nic się nie zmienia.

Ciekawym zagadnieniem jest jak zachowa się propaganda Korei Północnej, odpowiedzialna za wiarę całego narodu. Wszak Korea Północna to państwo wyznaniowe, gdzie jedynym bogiem jest przywódca kraju. Do tej pory naród miał już słońce, czyli Kim Il Songa. Potem miał księżyc, czyli Kim Jong Ila. Czyżby Kim Jong Un miałby być nową „gwiazdą”?

Jak na razie naród obowiązuje żałoba do 29 grudnia. Oficjalnie podano, że Korea Północna straciła „matkę”. To nie pomyłka. Kim Jong Ila często nazywano „matką narodu” i utożsamiano z ojczyzną. Wielka machina propagandy wymyśliła nawet pojęcie „żywych bomb” czyli ludzkich ciał, które trzeba poświęcić, by bronić najważniejszej osoby w kraju. Tym samym wpadła we własną pułapkę. Kim Jong Il miał być osobą potężną, która sobie świetnie radziła z obronnością, a z drugiej strony  miał być tym, którego należało bronić przed Waszyngtonem, Tokio i Seulem.

Zmarły dyktator pozostawił synowi niełatwą sytuację w kraju. Nie dość, że młody przywódca będzie musiał się uporać z wpływową ciotką, siostrą zmarłego Kima i jej mężem, to kraj jest na skraju przepaści ekonomicznej i w dramatycznej sytuacji żywnościowej. W tym roku amerykańska organizacja Mercy Corps, jedyna która wynegocjowała sobie możliwość kontroli dystrybucji żywności w KRLD, alarmowała o zapotrzebowaniu na 250 000 ton żywności. Północnokoreąńscy dyplomaci wciąż proszą o tę pomoc w Waszyngtonie.

Nowy przywódca Korei Północnej nie musi zaś obawiać się walki o władzę z przyrodnim bratem ojca, Kim Pyong Ila. Jest on dawno odsunięty od władzy. Mieszka on w Warszawie, jest ambasadorem Korei Północnej i ma dwoje dzieci – córkę i syna, którzy uczą się w Polsce.

Kinga Dygulska-Jamro, University of California, Los Angeles (UCLA), Centrum Studiów Polska-Azja

 

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Kim Jong Il nie żyje. Nowym przywódcą Korei Północnej jest Kim Jong Un Reviewed by on 19 grudnia 2011 .

„Nasz Drogi Przywódca zmarł z powodu przepracowania fizycznego i umysłowego” – poinformowała północnokoreańska agencja prasowa KCNA. Korea Północna nie rozpadła się. Ultranacjonalizm o mocnym podłożu rasowym i dyktatura mają się tam dobrze i nic nie wskazuje na to, by cokolwiek miałoby się w tym kraju zmienić. Według KCNA Kim Jong Il zmarł w sobotę 17

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Politolog i koreanistka, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Pompeu Fabra w Barcelonie. Doktorat obroniony w języku koreańskim na Uniwersytecie Kyung Hee w Seulu poświęciła zagadnieniu władzy w Korei Północnej i mitologizacji przywódcy KRLD. Stypendystka Korea Foundation, Korea Literature TransIation Institute, Uniwersytetu Leuven oraz Uniwersytetu Kyung Hee. Pracowała jako dziennikarz „Rzeczpospolitej” w Seulu i w Warszawie. Autorka kilkudziesięciu reportaży i artykułów dotyczących Dalekiego Wschodu, w tym specjalnego wydania „Rz” o Korei Północnej; a także przekładów literatury hiszpańskiej i koreańskiej na język polski, m.in. Yoon Yul Soo, Tradycyjne malarstwo koreańskie. Symbole i wierzenia. Pracowała naukowo na Uniwersytecie Nawarry w Barcelonie, a obecnie prowadzi badania na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. Ekspertka CSPA: Korea Północna, Korea Południowa, Japonia.

komentarzy 12

  • Nie wiem dlaczego Korea Północna miałaby się rozpaść wraz ze śmiercią swojego
    tyrana. Takie wydarzenia wymagają czasu, w tym także odsunięcie od władzy
    rodziny Kimów. W Chinach po śmierci Mao, bandę czworga aresztowano dopiero
    około miesiąc później. W Sowietach po śmierci Stalina, Berię aresztowano po
    kilku miesiącach.

    „Mimo dramatycznej sytuacji żywnościowej, jaka kojarzy się z rządami Kima, naród wierzył w przywódcę, a propaganda i mitologizacja przywódcy odniosła w tym kraju ogromny sukces. Jeśli ktoś temu zaprzecza, to powinien posłuchać uchodźców, którzy nawet w Seulu i już po ucieczce z kraju wyrażają się o Kim Jong Ilu z szacunkiem.”

    To bardzo wątpliwa teza. W Korei Północnej ludzie zachowują się jak myszy w
    probówce. Są totalnie zastraszeni. Jeden z moich dawnych znajomych opowiadał,
    że jak pojechał do KRLD na placówkę handlową i wszedł do sklepu, to sprzedawczyni zobaczywszy białego schowała się pod ladę, tak była przerażona
    konsekwencjami spotkania z obcokrajowcem. Takich opowieści zapewne są
    dziesiątki. Nie wiem na jakiej podstawie Pani uważa, że naród wierzy w przywódcę
    i że propaganda i mitologizacja odniosła w tym kraju, w którym ludzie umierają z
    głodu, wielki sukces. Chyba nie bierze Pani na poważne to, co mówiąc ludzie.
    Część, zapewne znaczna część tych uciekinierów do Republiki Korei, to nie są zwykli
    uciekinierzy tylko ludzie ze specjalnymi zadaniami. Jednym z ich celów jest
    dezinformacja. Jak przypuszczam część z nich po wykonaniu zadania, wyraża chęć
    powrotu do KRLD, a część zostaje na miejscu, żeby dalej „pracować”
    Z kolei ci, którzy są faktycznymi uciekinierami zazwyczaj wypowiadają się pozytywnie
    o przywódcy z różnych powodów. Mogą one być jak poniżej.:
    – nie chcą dalszego palenia za sobą mostów
    – zazwyczaj zostawiają na północy dalszych krewnych
    – obawa przed zemstą dokonaną przez wywiad północny, w przypadku „opluwania”
    Kimów.
    Część zwykłych ludzi mimo oczywistych faktów (głód), należy sądzić, że wierzy w przywódcę tak jak wielu wierzyło w Stalina.
    W KRLD nie znajdzie się ludzi, którzy by poddawali choćby w najmniejszym stopniu
    wątpliwość co do geniuszu „ukochanego przywódcy”. Tam podejrzany się staje nie
    ten, kto ma jakieś wątpliwości, bo nikt o zdrowych zmysłach z tym się nie ujawnia,
    ale ten, kto w mniejszym stopniu niż inni wykazuje swój entuzjazm dla wodza.

    • Ale i u nas zdarzają się ludzie zauroczeni północnokoreańską propagandą. A także tacy, który pomniejszają zbrodnie tego państwa stwierdzeniami, że w Korei Pd. panuje ucisk. Vide: P.Piotr Badura.
      P.S. Przepraszam Ciebie i innych za moją nieobecność w sobotę. Byłem lekko przeziębiony i mając w perspektywie kilka godzin podróży PKP zdecydowałem się pozostać w Bydgoszczy.

      • Panie Zyggi czytając takie wypowiedzi jak pana Badury trudno się nie zdenerwować ale faktycznie może te teksty mają nas właśnie sprowokować i trzeba zachować zimną krew.Czytam wie pan czasami na forum w Onecie wypowiedzi różnych ludzi i włosy na głowi mnie stają jaka wielka jest ich ignorancja i jakie przekonanie o własnej słuszności niewspółmierne do wiedzy.

      • wute

        Szkoda. Ja też jestem cały tydzień przeziębiony, ale Cię rozumiem, bo jazda z Bydgoszczy to nie to samo co z jednej
        dzielnicy W-wy do drugiej.

      • Piotr Badura

        @ Stefan Dudziński
        Szanowny Panie
        Zachowywanie zimnej krwi jest bardzo rozsądne i całkowicie popieram Pana pogląd w tej sprawie. Martwi mnie jednak, że źle odczytuje Pan moje intencje. We mnie jest silny opór przed podporządkowywaniem się. Ja wiem, że dziś obowiązuje plucie na Koreę Północną, na Białoruś, na Kubę, na Wenezuelę i na kogo tam jeszcze. Wychwalać trzeba za to Unię Europejską, USA no i Koreę Południową też. Odnoszę wrażenie, że niektórzy zabierający głos na stronie CSPA mają jakąś wyraźną łatwość myślenia o wszystkim tak, jak chciałyby władze. Jest to w pewnym sensie wygodna postawa. Ale ja nie mam tej łatwości przytakiwania. Jestem nieufny.
        Jest takie narzędzie jak Google Earth. Czy byłoby tak strasznie kosztowne dla naszej części świata pokazanie przez Google Earth możliwie aktualnych zdjęć całej KRLD w dużej rozdzielczości? Dlaczego każe mi się oglądać jakieś stare zdjęcia (np. z 2003) o beznadziejnej rozdzielczości?
        Może Pan oczywiście powiedzieć, że takie zdjęcia są niepotrzebne, bo dziennikarze opowiedzą nam przecież jak tam jest. No ale ja nie mam tej łatwości uwierzenia we wszystko dziennikarzom, politykom etc. Dla mnie niechęć dokładnego pokazania Korei Północnej przez Google Earth oznacza, że ktoś chce przed nami ukryć prawdę.
        Dziwi mnie Panów łatwość wierzenia. Wszystkie moje komentarze są tylko zwracaniem uwagi na miejsca, w których system obowiązujących kłamstw pruje się i przez dziurę wyziera prawda (albo przynajmniej nowsza, lepsza wersja kłamstwa).
        Pozdrawiam serdecznie i życzę nie tylko zimnej krwi, ale też zdrowego sceptycyzmu.

      • wute

        @ p. Badura
        Co prawda jest to post skierowany do p.Dudzinskiego, ale
        ponieważ poruszył Pan sprawę zabierających głos na forum
        CSPA to czuję się upoważniony do zabrania głosu.
        1. Nie jest prawdą, że opluwamy, Koreę Północną, Kubę,
        Białoruś i Wenezuelę.
        2. Kubą i Wenezuelą w ogóle się nie zajmujemy na tym forum.
        Jeśli ktoś wspomni o tych krajach to incydentalnie.
        3. Poza tym oceniamy a nie opluwamy.
        4. Owszem zajmujemy się od czasu do czasu Białorusią, kiedy
        zejdziemy na sprawy europejskie i oceniamy ją tak jak
        zasługuje.
        5. Korea Płn jest państwem typu orwelowskiego i trudno, żeby
        u nas otrzymała jakąś dobrą notę.
        6. Myli się Pan, że na tym forum chwalimy Unię. Komentatorzy
        którzy najczęściej zabierają głos tj kolega Zyggi i chyba
        Wute są bardzo krytyczni w stosunku do Unii. Kolega Zyggi
        jest ponadto krytyczny w stosunku do USA.

        Szanuję Pana poglądy, ale odnośnie Korei Północnej, to system jaki tam panuje budzi obrzydzenie.
        Pozdrawiam.

    • Miły Panie Wute. Całkowicie się z panem nie zgadzam. Wątpi Pan w szczerość miłości tych ludzi do Ukochanego Przywódcy? A wie Pan dlaczego? Bo nie pamięta Pan, co się działo w Rosji po śmierci Stalina! Jak bardzo był kochany i jak ludzie, zwykli ludzie po nim płakali. Byłem wtedy małym chłopcem i pamiętam tylko tyle, że kogo nie słuchałem to wyczuwałem u nigo strach przed tym co się stanie. W Polsce! Gdzie był znienawidzony! W 1969 byłem w ZSRR na obozie studenckim. Rozmawialiśmy z młodymi ludźmi, studentam,i jak my. Wie Pan jak oni kochali Stalina? To był dla nich bat’ka! Nie mogłem tego pojąć i do dziś mam trudności. Teraz tłumaczę to zupełnie inną mentalnością nas, Polaków i właśnie Azjatów.
      Tyle, że to nie tłumaczy stosunku Niemców do Adolfa Hitlera? Tę parę zbrodniarzy ludzie kochają do dziś!
      Oczywiście, że część tych uciekinierów z północy to agenci. Ale przecież nie wszyscy!
      Proszę pamiętać- nie można Ich sposobu myślenia i postępowania tłumaczyć naszymi kryteriami. One nie są uniwersallne. Tak nam propaganda wbija do głowy. Ale to jest bzdura.

      • Panie Wiesławie nie przypuszczam by cały naród miłował swojego przywódcę ale po części na pewno.Być może nawet większa ta część.Zastanawiam się nad tym podmiotem którym jest niewątpliwie społeczeństwo jak jednak łatwo nim manipulować i to nie tylko w Korei Pn.Druga sprawa po co wyciągać do nich pomocną dłoń gdy wiadomo że będzie opluta.Po co ta pomoc żywnościowa ,przecież to pomoc dla reżimu,wobec tego co przecież pan pisze to jest ich wybór to co mają. A przecież jak uczy doświadczenie nie można uszczęśliwiać ludzi na siłę

      • wute

        Panie Wiesławie,
        Odnoszę wrażenie, że w jakimś sensie wyważa Pan otwarte
        drzwi albo nie całkiem dokładnie przeczytał, Pan mój post.

        Napisałem:
        „Część zwykłych ludzi mimo oczywistych faktów (głód), należy sądzić, że wierzy w przywódcę tak jak wielu wierzyło w Stalina.”
        „Z kolei ci, którzy są faktycznymi uciekinierami zazwyczaj wypowiadają się pozytywnie o przywódcy z różnych powodów”

        Jak Pan widzi w swoim poście zamieściłem uwagę, że część ludzi wierzy w Kima, wielu wierzyło w Stalina i uwagę, że część to są faktyczni uciekinierzy., a nie agenci.

        Co do Hitlera, to jego sytuacja była zupełnie inna. W odróżnieniu od obu tych komunistycznych tyranów, Hitler miał
        sukcesy gospodarcze. Mordował obcych i to w dodatku poza
        granicami Niemiec w czasie wojny, co powodowało, że jego
        zbrodnie w olbrzymiej większości nie były wtedy Niemcom
        znane. Nawet na Zachodzie przez dłuższy czas nie dawano
        wiary w eksterminacje Żydów.

      • wute

        @ p. Pilch
        Pamiętam jak pierwszy raz jechałem na Zachód, a właściwie
        płynąłem z Gdańska do Ipswich w 1986 r., statkiem pod banderą RFN, to kapitan Niemiec spytał mnie co sądzę o komunizmie. Nie znałem człowieka, nie wiedziałem czy dla kogoś pracuje, więc dałem mu odpowiedź oględną, nie taką jak o tym systemie myślałem.

        Ja też byłem na obozie studenckim w ZSRR, tyle że w latach
        siedemdziesiątych. Rozmawialiśmy z ich studentami przy
        wódce o wszystkim, ale jak się weszło na tematy polityczne to
        nawet najbardziej pijani z nich od razu zachowywali czujność.
        Przed wojną poparcie dla Stalina było takie jak obecnie dla
        Kima w Korei. Sowieckie media były pełne peanów od
        rozmarzonych i rozhisteryzowanych ludzi na temat wodza
        światowego proletariatu. Podczas wojny miliony obywateli
        sowieckich poparły Hitlera, ale ten nie skorzystał z okazji i wolał pacyfikować zdobyty kraj. Mimo tego w 1944 r. kiedy
        Niemcy zmądrzeli i zgodzili się na tworzenie kolaboranckich
        oddziałów zbrojnych w znacznie większym zakresie niż było
        to dotychczas to zgłosiło się 1 milion ochotników, mimo że w
        tym czasie klęska Niemiec była już przesądzona.
        Konkluzja:
        W systemach totalitarnych ludzie w sprawach politycznych nie
        mówią prawdy. Olbrzymia większość kamufluje swoje poglądy.
        Część oczywiście wierzy, ale jaka to jest część tego nikt nie
        wie.
        Dopiero jak system pada (jak w przypadku Sowietów w latach
        1941-1942) to widać co naprawdę ludzie myśleli.

Pozostaw odpowiedź