Artykuły

Kartki z kalendarza W. Tomaszewskiego: Największa tragedia Chin

Prawdopodobnie na jesieni 2011 r. minęła równa rocznica (800 lat) inwazji Mongołów na Chiny, a konkretnie na północnochińskie cesarstwo Jin, która ostatecznie doprowadziła do podboju, po raz pierwszy w historii, całych Chin przez koczowników.

Na początku XIII w. wódz Mongołów Temudżyn, a więc plemienia, które bynajmniej nie odgrywało pierwszoplanowej roli na stepach leżących na północ od Chin, podbił lub pokonał inne tamtejsze plemiona: Kereitów, Merkitów, Tatarów i Najmanów. W 1206 r. na zjedzie podbitych plemion został wybrany kaganem (chanem chanów) przyjmując imię Czyngis Chana. Po tym dobrowolnie przyłączyły się do niego plemiona Ujgurów i Karłuków.

W tym czasie Chiny nie stanowiły jednego państwa. W 960 r. Chiny zjednoczyła dynastia Sung, ale poza jej władzą zostawało 16 prefektur w okolicach Pekinu będących we władaniu plemienia Kitanów. które na terenie Mandżurii utworzyło państwo zwane Liao. Wszelkie próby odbicia tych prefektur kończyły się niepowodzeniami. W XII w. Sungowie zawarli przymierze z Dżurdżenami, wasalami Kitanów mieszkającymi na północ od Kitanów (w obecnej północnej Mandżurii). Dżurdżeni uderzyli z północy na Kitanów i rozbili ich główne armie. Sungowie mimo że przeciwko sobie mieli nielicznie oddziały Kitanów znowu zostali pobici. Część Kitanów uciekła na zachód tworząc na terenach Azji Środkowej i zachodniej części obecnego Xinjiangu dobrze prosperujące państwo Kara-Kitanów, a reszta podporządkowała się zwycięskim Dżurdżenom. Widząc ogólną słabość armii Sungów oraz fakt, że Sungowie próbowali zająć większe terytorium niż ustalono w przymierzu, Dżurdżeni uderzyli na swoich dotychczasowych sojuszników Sungów i w wyniku trwającej kilkanaście lat wojny zdobyli całe północne Chiny, tworząc cesarstwo Jin. Sungowie stracili 1/3 terytorium swojego cesarstwa. Granica pomiędzy oboma cesarstwami: Jin i Sung została ustalona na rzece Huei płynącej pomiędzy dwiema największymi rzekami Chin: Huang-he i Jangcy-ciang. Ta granica, pomimo późniejszych wojen, pozostała nienaruszona aż do pojawienia się Mongołów.

W międzyczasie na zachód od obu cesarstw, tybetańscy Tanguci założyli państwo Xixia, którego centrum stanowiły tereny obecnych prowincji Gansu i Ningsia. Na południe od Tangutów mieszkały inne plemiona tybetańskie, a jeszcze bardziej na południe, na terenach obecnej prowincji Yunnan, istniało królestwo Dali, założone przez ludność pochodzenia tajskiego. Istnienie kilku organizmów państwowych na terenach obecnych Chin, niewątpliwie ułatwiła podbój Mongołom, zwłaszcza, że Sung, Jin i Tanguci walczyli każdy z każdym.

Dlaczego Mongołowie, których liczebność oceniana była na 1-2 miliony ludzi, zdecydowali się na podbój Chin, gdzie mieszkało 120 mln ludzi. ? Po pierwsze łupy. Koczownicy, oprócz zajmowania się pasterstwem, żyli z łupów. Władca, który nie dokonywał wypraw i nie zapewniał łupów, nie mógł być pewien swojej przyszłości. Po drugie – należało gdzieś skierować energię zjednoczonych plemion. Na stepie zawsze trwała nieustanna walka nie tylko pomiędzy plemionami, ale też pomiędzy poszczególnymi klanami wewnątrz plemion. Te walki w naturalny sposób przyczyniały się do stabilizacji demograficznej na stepie. Bez tych walk ilość ludności wzrastała do poziomu, której step nie mógł wyżywić. Podboje Mongołów różniły się od wcześniejszych najazdów koczowników. Czyngis Chan, bodajże jako pierwszy nadał im podstawę ideologiczną. Głosił, że Niebo wybrało Mongołów do podboju świata i że ludy żyjące na stepie są zdrowsze moralnie od ludów osiadłych i że tamte odeszły od prawdziwego życia degenerując się. Można powiedzieć, że stał się prekursorem tych wszystkich ludzi, którzy za pomocą podobnie prymitywnych ideologii, deklarujących swoją wyższość, marzyli o podboju świata. Zarówno on jak i jego duchowi naśladowcy zafundowali milionom ludzi krwawy koszmar.

Czyngis Chan był genialnym wodzem, wybitnym organizatorem a także prawodawcą. Przemieszał podbite plemiona stwarzając nowe zupełnie inne jednostki wojskowe, poddane nieprawdopodobnie bezwzględnej dyscyplinie, bez przerwy ćwiczące się w sztuce wojennej. Ustanowił kodeks prawny nazwany Yassa (nie dochował się w całości do naszych czasów), który m.in. nakazywał zabicie wszystkich mieszkańców danego miasta, jeżeli nie podda się ono na pierwsze wezwanie zanim jeszcze rozpocznie się oblężenie. Tak więc przeciw podzielonym Chinom stanął zjednoczony step, pod ogólną nazwą Mongołów.

Przed wyprawą na Chiny Mongołowie zaatakowali Tangutów i po kilku wyprawach narzucili mi swoje zwierzchnictwo. Czyngis Chan osiągnął w ten sposób dwa cele: eliminował ewentualne współdziałanie Tangutów z cesarstwem Jin a także w praktyce przetestował zdolność bojową swojej nowej armii. W tym pierwszym pomógł mu cesarz Jin, który mimo protestów swoich doradców odmówił pomocy Tangutom stwierdzając: „Dla nas jest lepiej kiedy nasi wrogowie walczą między sobą.” Nie wiemy dokładnie kiedy Mongołowie zaatakowali Chiny. Na pewno nie zimą, kiedy mrozy w Mongolii dochodziły nawet do – 40 stopni C, ani też wiosną kiedy potrzebowali dłuższego okresu, żeby odbudować kondycje koni bojowych po zazwyczaj głodnej zimie. Najlepszą porą był koniec lata lub wczesna jesień, kiedy kończyły się upały a ziemia wydawała plony.

W 1211 r. Mongołowie zaatakowali cesarstwo Jin. Bez trudu sforsowali Wielki Mur i niedługo potem wciągnęli w pułapkę główną armię cesarską na przełęczy Czubczijalskiej, masakrując ją kompletnie. Po paru następnych bitwach zakończonych zawsze zwycięstwem Mongołów, armie cesarskie oddały inicjatywę przeciwnikom zamykając się w twierdzach. Mongołowie podzielili swoje wojsko na kilka korpusów i przez kilka lat niemal bezkarnie przemierzali całe cesarstwo od Wielkiego Muru aż do Żółtej Rzeki bezlitośnie mordując i rabując. Zrównali z ziemią setki miast i miasteczek oraz dziesiątki tysięcy wsi. W 1215 r. zdobyli Pekin gdzie 60 tysięcy młodych Chinek (liczba prawdopodobnie zawyżona) zrzuciło się z murów obronnych chcąc uniknąć czekającego ich losu. Cesarz jeszcze przed oblężeniem Pekinu udał się na południe i przeniósł główną stolicę do miasta Kajfeng oddzielonego od Mongołów barierą w postaci Żółtej Rzeki. Cesarstwo Jin zmniejszyło się do wielkości 2-3 prowincji. Klęska liczącej 600 tys. armii cesarstwa Jin z liczącą niecałe 100 tys armią mongolską to nie tylko klęska słabo wyszkolonej piechoty z mobilną jazdą mongolską, ale to przede wszystkim efekt słabości cesarstwa, w którym 6 mln Dzurdzenów rządziło prawie 40 mln Chińczyków. Dodatkowo na żądanie Czyngis Chana, Tanguci uderzyli na cesarstwo rozpoczynając bezsensowną 10-letnią wojnę. W międzyczasie Mongołowie przerwali wojnę w Chinach i skierowali się na zachód, gdzie rozbili państwo Kara-Kitanów i muzułmańskie mocarstwo Chorezmu obejmujące większość Azji Środkowej i Persję. W 1227 Czyngis Chan zdecydował się zlikwidować państwo Tangutów jako karę za nieudzielenie mu pomocy w wyprawie na zachód. Podczas tej wojny zmarł. Jego wola została wypełniona z nadmiarem. Mongołowie dokonali straszliwej eksterminacji Tangutów oraz całej ludności tego państwa. Sądzi się, że przetrwało 1% populacji.

Na początku lat 30-tych XIII w. kurułtaj (zjazd mongolskich książąt) podjął decyzję o dokończeniu podboju cesarstwa Jin i podboju Europy. Cesarz Jin zwrócił się do cesarza Sung o pomoc, ale dla chińskiej dynastii Sung, Jin (Dżurdżeni) byli nadal barbarzyńcami, którzy pozbawili ich terytoriów północnych Chin, mimo że elita dżurdżeńska dawno się zsinizowała. Zamiast tego zawarli sojusz z Mongołami w zamian za odzyskanie prowincji Henan i Kajfengu, który poprzednio był stolicą Sungów. Mongołowie po zaciętej walce rozbili armię Jin i oblegli Kajfeng gdzie podobno wraz z uciekinierami schroniło się 2,5 mln ludzi (Kajfeng liczył 1mln). Kiedy około miliona zmarło z głodu i epidemii, miasto się poddało. Dowodzący oblężeniem najlepszy z mongolskich wodzów (oprócz Czyngis Chana) Subudej zwrócił się do wielkiego chana Udegeja o zgodę na wyrżnięcie tych co przeżyli, tak jak stanowiło mongolskie prawa Yassa. Na szczęście chiński doradca Yelu Chucai przekonał wielkiego chana, że w mieście schroniło się wielu rzemieślników i zabijając ich,chan pozbawi się zarówno ich wyrobów jak i podatków. W 1234 r. upadło ostatecznie cesarstwo Jin, a Sungowie zajęli nie tylko przyrzeczony im Kajfeng, ale także dawne stolice Chin: Changan i Luoyang, które miały przypaść Mongołom. Reakcja tych ostatnich była natychmiastowa. Uderzyli tego samego roku na Sungów i zdobyli prowincję Syczuan, dokonując chyba swojej największej masakry w Chinach, wyrzynając podobno 1,4 mln ludzi w stolicy Syczuanu, mieście Chengdu. W 1236 r. wojna została przerwana, ponieważ Mongołowie swoje główne siły skierowali na Europę. Następna ofensywa zaczęła się w latach 50-tych XIII w. Wielki chan Mongke postanowił nie atakować frontalnie cesarstwa lecz odciąć je od wszelkiej pomocy, okrążając je od zachodu i południa. Mongołowie zajęli Tybet, zniszczyli królestwo Dali i podporządkowali sobie północny Wietnam. W międzyczasie podczas oblężenia jednego z miast chińskich zmarł wielki Chan Mongke i walki zostały przerwane aż do 1268 r. ze względu na wybuch wojny domowej pomiędzy jego braćmi z której zwycięsko wyszedł Kubilaj, nowy wielki chan.

Podbój chińskiego cesarstwa Sung był o wiele trudniejszy niż cesarstwa Jin. Sung było wielkim i najbogatszym wówczas państwem na świecie. Liczyło 70 mln ludzi i miało milionową armię. Imperium mongolskie rozciągające się od delty Dunaju do Korei włącznie, też miało milionową armię, ale była ona rozrzucona po całym jego terytorium. Wielki chan Mongke mógł przeznaczyć do walki z Chińczykami max. 400 tys., a jego następca Kubilaj, nieuznawany przez większość mongolskich książąt (za jego panowania imperium rozpadło się na kilka części), podobną liczbę wojowników. Podbój południa Chin był też trudniejszy ze względu na górzystość terenu, gdzie możliwości wykorzystania mongolskiej jazdy były ograniczone, a poza tym armia mongolska składająca się w ogromnej liczbie z ludzi z północy, wszelkiej narodowości, z trudnością wytrzymywała klimat południa. Punktem zwrotnym wojny było oblężenie dwóch bliźniaczych twierdz: Xiangfanu i Fanchengu leżących po obu stronach rzeki Han, zamykających dostęp do zachodniej części basenu rzeki Jangcy i blokujących natarcie najeźdców. Kiedy po pięcioletnim oblężeniu (1268 – 1273) oba miasta padły, los cesarstwa był przesądzony. Trzy lata później poddała się bez walki stolica Sungów, ponad milionowe Hanghzou. Ostatecznym finałem była bitwa morska między obiema flotami koło Yamen zakończona klęską Sungów i śmiercią małoletniego cesarza Huaizonga.

Niewątpliwie powstaje pytanie, dlaczego tak wielka i rozległa cywilizacja została padła pod naporem bardzo nielicznej społeczności, w dodatku stojącej o wiele niżej w rozwoju społecznym.

1. Przede wszystkim Mongołowie byli lepszymi wojownikami. Żyjący w surowym klimacie, gdzie w zimie temperatura nie różniła się zbytnio od tej na Syberii, niemal bez przerwy walcząc z naturą i ludźmi o przeżycie stali się urodzonymi wojownikami, odpornymi na niewygody. Chińczycy jako lud osiadły i rolniczy nie mogli się równać z nimi w wyszkoleniu, a przede wszystkim w wytrwałości.

2.Na czele armii koczowników stawali przeważnie ludzie, których władza, w o wiele większym zakresie zależała od ich indywidualnych zdolności, niż to było w przypadku cesarzy chińskich. Ci ostatni albo dowodzili ze stolicy albo w ogóle nie interesowali się walkami przekładając nad nie uciechy z konkubinami lub studiowanie dzieł filozoficznych i literackich. Klasycznym tutaj przykładem jest sungowski cesarz Duzong. Poinformowany przez konkubinę, spytał kanclerza Jia Sidao: Czy to prawda, że Xiangfan jest od trzech lat oblegany? Wojska Północne (Mongołowie) już się wycofały – skłamał kanclerz. Następnie wyśledził, kto o tym doniósł cesarzowi i zmusił tą nieszczęsną dziewczynę do samobójstwa.

3. Cesarstwo Sung, które było największym z zaatakowanych państw było odcięte od północy i zachodu przez szereg sąsiadów, od dostaw koni z Azji Środkowej i przeto armia Sungów cierpiała na braki konnicy. Powodowało to, że piechota chińska pozbawiona większej konnej osłony nie wytrzymywała natarcia Mongołów w polu i zamykała się w twierdzach oddając najeźdźcom inicjatywę. To także, choć w mniejszym stopniu, dotyczyło armii cesarstwa Jin (Dżurdzenów).

4. Już w pierwszym etapie wojen Mongołowie wzięli wielu jeńców, od których nauczyli się posługiwania nieznanymi im przedtem rodzajami broni, głównie oblężniczej, likwidując w ten sposób chińską przewagę technologiczną.

5. Inną przyczyną był fakt, że na terenie Chin istniało kilka organizmów państwowych, co ułatwiło Mongołom dokonanie podboju, zarówno w sensie walki z każdym z nich osobno jak i w zawieraniu sojuszy z jednymi przeciw drugim

6. Kolejną przyczyną był niski status zawodowy żołnierzy, wynikający z pogardy jaką żywili uczeni-urzędnicy dla przemocy, jak i z panujących przekonań społeczno-religijnych, że człowiek winien umierać we własnym domu, a nie gdzieś daleko i bez uszczerbku na ciele. Efektem tych przekonań był bardzo niski status społeczny żołnierzy. Jedynie prostytutki i więźniowie mieli niższy. To skutkowało brakiem chętnych do służby wojskowej i przeto do armii chińskiej z powodu niedoboru wysyłano więźniów i włóczęgów.

7. Przeciwko Chińczykom zadziałała też instytucja mandatu nieba. Polegała ona na tym, że przypadku nieszczęść, poddani mogli uważać, że cesarz stracił nadany mu przez niebo mandat do wykonywania władzy i należało go odstąpić. M. in. z tego powodu było tak wielu którzy podczas tych długotrwałych walk przeszli na stronę wroga. W końcowym etapie podboju cesarstwa Sung, armia mongolska w większości składała się z Chińczyków.

8. Do zwycięstw Mongołów przyczynił się też masowy terror i koszmarne rzezie tych, którzy się bronili.

9. Chińskie elity lekceważyły Mongołów, tak jak przedtem lekceważyli Kitanów i Dżurdżenów. Uważali ich za barbarzyńców, których jedynym celem jest grabież. Nie znali ich planów, ani też strategii. Nie wiedzieli, że w początkowym okresie podbojów u Mongołów istniała doktryna całkowitego wyniszczenia ludów osiadłych w Chinach. Nie słyszeli też o mesjanizmie stepowym, który główny kapłan mongolski Teb Tengri wyraził słowami do Czyngis Chana: Bóg postanowił ażebyś był władcą świata (Raszid Ad-Din, t.1, ks.1, s.167).

Podbój Chin przez Mongołów to koszmar jakich mało w historii. Ze 120 mln ludzi przed podbojem, zostało 60 mln po jego zakończeniu wg spisów. To jest liczba porównywalna ze stratami jakie poniosła cała ludzkość w czasie II WŚ ,a ocenianymi na 55 -72 mln ludzi. Ginęli przede wszystkim podczas masowych rzezi, bitew, ucieczek ludności, od głodu, od chorób czy w czasie powodzi wywołanych brakiem konserwacji wałów przeciwpowodziowych. Mongołowie założyli w Chinach dynastię Yuan (Początek). Ogłosił ją wielki chan Kubilaj w 1271 r., ale w historiografii przyjmuje się, że panowała w latach 1279 – 1368. Dla Chin był to stracony okres. Mongołowie nic nie wnieśli. Uważa się, że jedynie pełnili funkcje policyjne. Upadek dynastii Sung miał niezmiernie negatywny wpływ na rozwój Chin. Choć militarnie bardzo słabi, to pod względem rozwoju cywilizacyjnego Sungowie reprezentowali najwyższe stadium rozwoju. To za czasów ich panowania prowadzono do użycia większość największych chińskich wynalazków: druk, kompas, proch czy pieniądze papierowe. Gospodarka Chin rozwijała się w tym czasie niesłychanie szybko. Mongołowie to wszystko zniszczyli.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Kartki z kalendarza W. Tomaszewskiego: Największa tragedia Chin Reviewed by on 6 stycznia 2012 .

Prawdopodobnie na jesieni 2011 r. minęła równa rocznica (800 lat) inwazji Mongołów na Chiny, a konkretnie na północnochińskie cesarstwo Jin, która ostatecznie doprowadziła do podboju, po raz pierwszy w historii, całych Chin przez koczowników. Na początku XIII w. wódz Mongołów Temudżyn, a więc plemienia, które bynajmniej nie odgrywało pierwszoplanowej roli na stepach leżących na północ

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 21

  • youtube.com/watch?v=SiHcSPE9Hnw&feature=fvwrel
    18 dzielnica Paryża może tu przypominac Algier, Oran, Tunis lub Casablankę. Wydaje mi się, że ci ludzie traktują islam nie jako zbiór nadrzędnych zasad rządzących codziennym życiem ile raczej jako element tożsamości, samookreślenia w społeczeństwie – które ze zrozumiałych względów nie traktuje ich jako „swoich”. Tu działa mechanizm wzajemnego odpychania dwóch kultur: zachodniej (w konkretnym wypadku powyższego filmiku – francuskiej) oraz muzułmańskiej (w wypadku Francji – gł. przybyszy z Maghrebu i z Zachodniej Afryki). Nie wykluczam, że uliczne modły są też demonstracją siły, choc to może byc przesadna interpretacja.

    • Uliczne modły są też demonstracją siły, ale przede wszystkim próbą narzucenia swojego systemu wartości. Jak kiedyś napisałem, na danym
      terytorium nie mogą funkcjonować równolegle dwie cywilizacje. One na tym terytorium walczą między sobą aż jedna pokona druga i podporządkuje sobie. Podporządkowana we Francji cywilizacja muzułmańska, bo tam cały system prawny, cała organizacja życia społecznego, politycznego i gospodarczego.są zorganizowane według wartości cywilizacji zachodniej, poczuła się na tyle mocna, że wystąpiła otwarcie z systemem swoich wartości próbując narzucić je cywilizacji zachodniej na polu francuskiego prawa administracyjnego. Akceptacja
      modłów ulicznych, blokujących normalny ruch uliczny, zapewne naruszających przepisy administracyjne/ruchu drogowego oznaczałoby zwycięstwo cywilizacji muzułmańskiej na tym polu, ponieważ okazałby się
      że nad zachodnimi wartościami cywilizacyjnymi reprezentowanymi przez
      francuskie prawo administracyjne nadrzędną i obowiązującą pozycję mają wartości cywilizacji muzułmańskiej. Zapewne uległość rządu
      francuskiego spowodowałaby dalsze żądania muzułmanów, bo cywilizacje
      walczą aż do narzucenia swojego systemu wartości.
      Walka cywilizacji odbywa się na naszych oczach, niemal wszędzie tam
      gdzie na danym terytorium znajdują się dwie czy trzy cywilizacje, bo
      cywilizacje to systemy wartości wg których ludzie żyją lub starają się żyć.
      Swego czasu. kilka lat temu, prasa opisywała przypadek jakiego szejka.
      brata czy kuzyna, któregoś z emirów z nad Zatoki Perskiej. W Rzymie
      wsiadł ze swoimi żonami do samolotu włoskiego lecącego do Londynu
      czy Paryża. Zajął miejsce w klasie biznes. Niestety dla niego w tej klasie
      siedział zachodni biznesmen i ponieważ układ miejsc był taki, że któraś z kobiet szejka musiała siedzieć obok giaura to szejk kazał mu szukać
      sobie nowego miejsca. Zachodniak zignorował to i w ogóle nie chciał
      dyskutować. Zrobiła się awantura z załoga samolotu, kontaktem z
      ambasadą w Rzymie, grożeniem sankcjami dyplomatycznymi..itd.
      Skończyło się tym, że zachodni biznesmen nie opuścił swojego miejsca i
      dostał brawa od pasażerów a samolot wystartował z godzinnym opóźnieniem. Ten incydent to też forma walki cywilizacyjnej, próba narzucenia swoich wartości innej cywilizacji. Charakterystyczne były te
      brawa oznaczające, że cywilizacja zachodnia po latach ustępstw
      przechodzi do obrony swoich wartości w walce z islamem.

    • @ Wute.
      Ciekawe spostrzeżenia, w dodatku zbieżne z tezami Feliksa Koniecznego o niemożności pokojowej koegzystencji na jednym obszarze dwóch wyraźnie różniących się cywilizacji. Bez wątpienia duża część muzułmanów we Francji czy w innych krajach chce zdominowania zachodniej cywilizacji przez własną. Jednak inni muzułmanie (zwł. młodzi) chcą żyć wg reguł zachodnich, a więc m.in. pić alkohol, słuchać zachodniej muzyki, poznawać atrakcyjne dziewczyny bez obawy, że zostaną za to ukarani lub napiętnowani. Tu powstaje pytanie, jak wygląda stosunek ilościowy obu grup. Myślę, że z krajów „starej Unii” w dość korzystnej sytuacji demograficznej są Niemcy, gdyż tam gros muzułmanów stanowią Turcy. Ci zaś są bardziej zeuropeizowani niż Arabowie czy muzułmanie z subkontynentu indyjskiego.

      • Avatar wute

        @ Zyggi
        Problem młodego liberalnego pokolenia muzułmanów żyjących na Zachodzie to nadzieja miejscowych władz i ich polityki multi-kultur. Jednakże obok nich żyją inni młodzi muzułmanie urodzeni już na Zachodzie, którzy mają tradycyjne albo wręcz fanatyczne poglądy. Przypadki bomb w metrze Londyńskim dokonane przez urodzonych w UK muzułmanów czy zabójstwa w Holandii Fortuyna i van Gogha to dzieła młodych ludzi.
        Jaki jest stosunek obu grup. Pewnie tego nie wie nikt. Moim
        zdaniem sprawa nie polega na ilości ale na oddziaływaniu.
        Ortodoksi i tradycjonaliści muzułmańscy mogą lepiej oddziaływać na ich społeczność, ponieważ zawsze mogą się odwołać do nakazów religii. Poza tym są lepiej
        zorganizowani niż muzułmańscy liberałowie, a także stosują
        metodę zastraszania. We wszystkich sporach i konfliktach o wartości między Zachodem a islamem, liberałowie muzułmańscy są mało słyszani. Choć może nie jest to najlepszy przykład, bo to nie Europa a której mówimy, ale
        wygrane wyb ory przez islamistów w Algierii kilkanaście lat temu czy spodziewany ich sukces w Egipcie, kraju
        uchodzącym za dość liberalny w świecie muzułmańskim
        pokazuje faktyczny wpływ liberałów w społecznościach
        muzułmańskich. Nawet w tak cywilizowanych Niemczech przy
        dość zlaicyzowanych Turkach, istnieją w Berlinie dzielnice
        tureckie gdzie władze niemieckie funkcjonują tylko na papierze
        a Turcy z Anatolii żyją tam po swojemu zgodnie z własnymi
        prawami.
        Wracając do początku dyskusji czyli tożsamości cywilizacyjnej
        w Chinach, to upadek panowania mongolskiego (1368 r.) po 90 latach od ostatecznego podboju to efekt braku adaptacji
        cywilizacyjnej Mongołów. Dostali oni wielką szansę awansu
        cywilizacyjnego, ale ją zaprzepaścili. Cytowałem już prof.
        Rodzińskiego, który podawał opinię Chińczyków o Mongołach:
        pijaństwo, niechlujstwo… Mongołowie w Chinach na szczeblu
        władzy zamiast się rozwijać to nieustannie prowadzili małe
        wojny domowe. Na szczeblu prowincjonalnym zamiast
        zarządzać otrzymanymi majątkami, prowadzili życie próżniacze i beztroskie. Oddawali się głownie polowaniu, a
        jeśli odwiedzali własne wsie, to po to żeby zebrać podatki albo
        porwać jakąś dziewczynę. Niechęć do przyjęcia wartości
        cywilizacji chińskiej spowodowała, że ta ostatnia kiedy się
        wzmocniła wydala walkę cywilizacji koczowników i ją pokonała.
        Inną strategię przyjęli Mandżurowie, którzy byli w połowie drogi
        pomiędzy zrzuceniem cywilizacji koczowniczej a przyjęciem
        cywilizacji ludów osiadłych, w tym wypadku chińskiej. Po podbiciu Chin w drugiej połowie XVII w. prowadzili politykę
        dwutorową czyli rozwoju obu cywilizacji chińskiej i swojej.
        Ostatecznie ich upadek w 1911 r. miał częściowo w swoich
        przyczynach fakt że nie zdołali się do końca określić cywilizacyjnie.

      • Avatar PZ

        @wute
        @wute
        Dodam, ze Ci fanatyczni juz na Zachodzie urodzeni wcale nie rekrutuja sie z biedoty, ale bardzo czesto sa dobrze wyksztalceni w zachodnim systemie.
        Bardzo dobrze nazywasz to „nadzieja” miejscowych wladz, moim zdaniem plonna w wielu przypadkach, gdyz do momentu kiedy w srodowiska te pompowany jest socjal, zachod kupuje sobie spokoj. Natomiast na ile integracja jest skuteczna bedzie widac po odcieciu socjalu.

  • O znaczącym awansie cywilizacyjnym Mongołów można mówić dopiero w czasach Timura, znanego na Zachodzie jako Tamerlan. W jego stolicy, Samarkandzie (dzisiejszy Uzbekistan) powstało wiele dzieł sztuki i architektury, które można podziwiać do dziś. Timur był też – mimo, że muzułmanin, pozostawał względnie tolerancyjny dla innych religii. Niemniej i ten władca był znany z typowego dla mongolskich koczowników okrucieństwa wobec prawdziwych lub wyimaginowanych przeciwników.
    Warto też pamiętać o mongolskim rodowodzie dynastii Wielkich Mogołów. Ta muzułmańska dynastia cesarzy Indii walnie przyczyniła się do wzbogacenia kultury subkontynentu o elementy cywilizacji muzułmańskiej (zwłaszcza perskie). Tacy mecenasi kultury i sztuki jak cesarze Akbar Wielki, Dżahangir czy Szachdżahan w niczym już nie przypominali swoich przodków, prymitywnych koczowników. Ich fanatyczny następca Aurangzeb sygnalizował zmierzch dynastii i w ogóle siły Indii; efektem jego polityki zwalczania hinduizmu i sikhizmu był wzrost konfliktów religijnych i rebelie, których krwawe tłumienie wyczerpywało skarb państwa.
    W obu wypadkach, Timura i Wielkich Mogołów widać prawidłowość, o której wspomniał P. Ciekawy, pisząc: „prymitywne ludy pokonywały państwa bardziej od siebie rozwinięte, ale jednocześnie silna kultura tych państw/cywilizacji powodowała że plemiona na szybko traciły swoją tożsamość i niejako zostawały wchłonięte kulturowo.”

  • Interesujący artykuł jednak ze względu na swoja jednostronniczość wiele rzeczy, które Mongołowie wnieśli do Chin została pominięta. Cytując japońskiego uczonego Hidehiro Okada: „Największą rzeczą jaką wnieśli Mongołowie do Chin jest właśnie chiński naród” Poza rozdrobnieniem administracji na mniejsze jednostki tzw ‚she’, które usprawniły funkcjonowanie państwa, doprowadzenie do emisji papierowego pieniądza na terenie całych Chin, a także wielki wkład Mongołów w chińska edukację (Chińska Akademia Hanlin) należy pamiętać, że oprócz tego co Pan wspomniał wyżej Mongolia miała wielki wkład w rozwój kultury w Chinach w XIII wieku. Wiele ważnych dzieł literackich, które przetrwały do dziś zostały właśnie stworzone pod okiem Mongołów, którzy pozwolili na tworzenie w języku kolokwialnym, a więc zrozumiałe dla mas, a nie tylko elit. Przed najazdem Mongołów status społeczny artystów, np aktorów czy śpiewaków był równy ze statusem prostytucji. To patronat Mongołów wzniósł ich rangę do profesjonalistów i poprzez budowę wielu teatrów czy oper, które przetrwały do dziś (np Peking opera) „wyciągnęli” artystów z dzielnic broteli. Mongołowie nie tylko jako pierwsi w historii zjednoczyli terytoria mówiące innym dialektem chińskim, ale także pomniejsze królestwa np Tybetu, Mandżurii czy Uighur. Tak więc oficjalna kultura państwowa nie była ani mongolska, ani też chińska.
    Co do liczb zabitych podczas najazdów należy podkreślić, że w historii Imperium Mongolskiego jeśli wioska tudzież wielkie miasto podda się bez walki i będzie płacić trybut, żadna krew nie była przelewana. Dopiero w momencie złamania umowy żołnierze Khana robili swoje, jednak unikając dosłownego rozlewu krwi, która tak jak śmierć była tematem tabu wśród Mongołów.

    • @ p.PiotrK
      Dziękuję za istotny komentarz, jednakże z wieloma tezami nie mogę się
      zgodzić.
      1. Nie wiem co prof. Okada miał na myśli mówiąc o największej rzeczy
      jaką Mongołowie wnieśli do Chin, tj. w postaci chińskiego narodu. To
      jest teza wielce dyskusyjna. Chińska cywilizacja została ostatecznie
      ukształtowana w swoich podstawach za czasów dynastii Han. Od
      tego czasu Chińczycy nazywają siebie Han. Natomiast poczucie
      świadomości narodowej to proces niezmiernie długi i złożony,
      szczególnie w Chinach gdzie różnice kulturowe pomiędzy prowincjami
      są tak znaczne. Chińczycy generalnie mieli poczucie solidarności na
      poziomie swojej rodziny, klanu, wsi i powiatu. W mniejszym zakresie na
      poziomie prowincji, zwłaszcza, że mówiono różnymi dialektami często
      zupełnie niezrozumiałymi dla innych. Sądzę, że pełną świadomość
      narodową osiągnięto podczas wojny z Japończykami w pierwszych
      latach powojennych.
      Wracając do prof.Okady to sądzę, że Mongołowie nie tyle „wnieśli”
      naród chiński co stworzyli nienawiść do cudzoziemców. Mongołowie
      stworzyli swoisty apartheid dzieląc ludność na cztery kategorie:
      Mongołów, ich sojuszników ze Środkowej Azji, Kitanów, Dzurdżenów
      i Chińczyków z Północy i ostania grupa poddana dyskryminacji tj.
      Chińczyków z południa. Po wygnaniu Mongołów. stosunek Chińczyków
      do obcych zmienił się radykalnie na niekorzyść.
      2. Za czasów dynastii Sung istniał trójstopniowy podział administracyjny
      na szczeblu lokalnym. Najniższą jednostką był Xien (dystrykt, powiat).
      Było ich ca. 1500, więc nie było co rozdrabniać.
      3. Emisja papierowego pieniądza zaczęła się w Chinach pod koniec
      dynastii Tang. Na szeroką skale stosowały go oba cesarstwa: Jin i
      Sung jeszcze przed Mongołami.
      4. Wielki wkład w Chińską edukację to żart. Akademia Hanlin istniała
      500 lat przed Mongołami. Jeśli był wkład to nie w chińską a mongolską
      edukację poprzez utworzenie równoległej mongolskiej akademii Hanlin.
      O wkładzie w chińską edukację świadczy fakt przerwania istniejących
      o 596 r. egzaminów (ich początki sięgają epoki Królestw Walczących)
      które przywrócili dopiero w 315 r.
      5. „Wiele ważnych dzieł literackich, które przetrwały do dziś zostały
      właśnie stworzone pod okiem Mongołów,”
      Ciekawy jestem jakie dzieła ?
      W poezji, złota era to czasy dynastii Tang (618-907) i najwybitniejszych
      chińskich poetów: Li Bo, Du Fu i Wang Wei.
      W prozie najważniejsze książki powstały za czasów dynastii Ming:
      powieść awanturnicza – Opowieści znad brzegu rzeki
      powieść historyczna – Dzieje Trzech Królestw
      powieść fantastyczna – Wędrówka na Zachód
      powieść obyczajowa – King Ping Mei (Śliwa w Złotej Wazie)
      oraz za czasów dynastii Qing (1644-1911)
      powieść psychologiczna – Sen w czerwonej komnacie
      powieść satyryczna – Nieoficjalna historia konfucjanistów.
      5. Wszystkie terytoria zamieszkałe wtedy przez Chińczyków zostały
      zjednoczone przez dynastię Tang. Yunnan czyli ówczesne królestwo
      Dali był zamieszkały przez ludność pochodzącą z poza Chin.
      6. Rzezie mongolskie obejmowały dziesiątki tysięcy chińskich wsi. Czy
      każda z nich się broniła. Oczywiście, że nie. Mongołowie mordowali
      tam ludzi bez powodu o czym świadczą ogólne liczby.
      Mieli też różne pomysły. Na początku planowali wyrżnąć całą ludność
      Północnych Chin, a tereny przeznaczyć na pastwiska dla koni. Potem
      kiedy już rządzili Chinami, a mieszkańcy się buntowali to wpadli na
      pomysł zabicia wszystkich noszących najbardziej popularne nazwiska:
      Li, Wang, Li, Liu, ..czyli 50% ludności (pomysł niezrealizowany). Jak
      pisze prof. Rodziński (Historia Chin. Ossolineum, 1992, s.270),
      Chińczycy: „nie kryją oni swojej głębokiej pogardy dla niskiego poziomu
      obyczajów i kultury Mongołów,” (pijaństwo, niechlujstwo i niebywałe
      okrucieństwo)

  • Niezwykle interesujący artykuł streszczający to co można przeczytać w literaturze, ale ze względu na brak czasu (lub inne priorytety) się nie czyta.
    Przykład Mongołów w Chinach i Europie, czy najazdów barbarzyńców na Imperium Rzymskie daje dużo do myślenia: prymitywne ludy pokonywały państwa bardziej od siebie rozwinięte, ale jednocześnie silna kultura tych państw/cywilizacji powodowała że plemiona na szybko traciły swoją tożsamość i niejako zostawały wchłonięte kulturowo. Czy tego samego możemy oczekiwać w przypadku rosnącej liczby muzułmanów w Europie ?

    • @ p.Ciekawy
      Dziękuję za opinię.
      Ogrom materiału historycznego związany z podbojem Chin i sama długość
      tego podboju trwającego kilkadziesiąt lat (1211-1279) a także ograniczenia związane z pisaniem artykułu (nie może być on rozwlekły), mogą sprawiać wrażenie, że jest on streszczeniem tego, co można przeczytać w literaturze. W tej sytuacji myślą przewodnią było pokazanie najważniejszych momentów podboju, jego mechanizmu i przyczyn porażki cywilizacji chińskiej zawartej w 9 punktach. Część z tych punktów to moje własne pomyślenia.
      Chociaż znana mi jest mi niemal cała literatura naukowa i popularnonaukowa w języku polskim o imperium mongolskim i podboju Chin, np. książki: Kałużyńskiego, Podhorodeckiego czy tłumaczenia Mana to wiedzę jaką posiadam na ten temat i która przekazałem w tym artykule pochodzi nie z tzw. literatury, ale przede wszystkim materiałów źródłowych: Tajnej Kroniki Mongołów i Zbioru Kronik.
      Ta pierwsza została napisana kilkanaście lat po śmierci Czyngis Chana przez jednego z jego najbliższych współpracowników, Tatara Szigiego Kutuku, który umiał pisać i był „szefem” sądownictwa mongolskiego. Ta druga została napisana na początku XIV w., ca. ćwierć wieku po zakończeniu podboju Chin przez Rashida al-Dian. To bardzo kompetentna osoba. Wezyr mongolskiego chana Persji, mający dostęp do wielu materiałów i osobiście znający część mongolskiej elity. Tą kilkutomową kronikę, nigdy nie wydaną w jęz.. polskim, udało mi się zdobyć (wydanie
      rosyjskie). Do tego materiału źródłowego mogę dodać pracę kilkunastu
      najwybitniejszych światowych sinologów pt. Sung Biographies, zawierającą przetłumaczone lub napisane z XIV wiecznej chińskiej Historii Dynastii Sung, kilkaset biogramów najwybitniejszych person z czasów tej dynastii. Za niemałe pieniądze udało mi się to trzytomowe wydanie ściągnąć z Zachodu.
      Na zakończenie tej sekwencji pozwolę sobie na jeszcze jedną osobista uwagę. Właśnie przez czytanie o imperium mongolskim, doszedłem do zainteresowania się Chinami i przeto może okres dynastii Sung jest mi najbliższy i najbardziej znany z całej historii Chin.

      Jestem pesymistą odnośnie społeczności muzułmańskiej w Europie. Jak na razie wyniki są mniej niż skromne. Przede wszystkim muzułmanie mają w swojej religii trzy punkty, które skutecznie uniemożliwiają asymilacje:
      1. Nie można odstąpić od religii – pod karą śmierci
      2. Muzułmanin zgodnie z Koranem może ożenić się kobietą pochodzącą z ludów
      księgi tj. z chrześcijanką albo żydówką, natomiast muzułmanka
      może wyjść za mąż tylko za muzułmanina
      3. Niewierzący w Boga (ateiści) nie są uważani za ludzi.
      A więc populacja muzułmańska w Europie nie będzie się zmniejszała na skutek odejścia od religii (punkt 1 i 3) ani też z powodu małżeństw mieszanych. Wręcz przeciwnie. Dzieci z małżeństw z Europejkami niemal w ogromnej większości (przypuszczam, że dobrze ponad 90 % zostają muzułmanami). Upadek religii chrześcijańskiej na Zachodzie powoduje, że Europejki nie mają bariery religijnej przeciwko małżeństwu z muzułmanami a znane skłonności białych kobiet do mężczyzn o ciemniejszym kolorze skóry tylko te tendencje pogłębiają. Poza tym islam jest religią misyjną, mniemaniu jego wyznawców jedyną prawdziwą i mimo ogólnego opóźnienia cywilizacyjnego społeczeństw arabskich czy w ogóle muzułmańskich to znaczna ich część ma poczucie wyższości religijnej czy moralnej nad Europejczykami. Z tego powodu nie szanują prawa europejskiego i starają się żyć w/g własnych praw (dyskryminacja kobiet, zabójstwa „honorowe”, próba obchodzenia miejscowego prawa tam gdzie jest to możliwe..itd).
      Nie możemy spodziewać się wchłonięcia kulturowego. Np. w Holandii, gdzie liczba rodzących się obecnie dzieci, wynosi fifty-fifty pomiędzy białymi holenderskimi a kolorowymi (z dużym procentem muzułmańskimi), możemy się spodziewać, że za kilkadziesiąt lat, kiedy wymrą obecne pokolenia muzułmanów będzie więcej niż etnicznych Holendrów i w sposób legalny zmienia prawo kraju na muzułmańskie. Podobnie może być w Belgii.

      • Moim zdaniem bardzo cenne spostrzeżenia jednocześnie chciałbym przeprosić za swoje uwagi dot.odszkodowań w Bhopalu po prostu nie doczytałem .Wiecie panowie to wszystko przez żonę stoi nad głową i czeka aż skończę bo musi grać na komputerze w swoje idiotyczne gry,przez co są sprawy które umkną mojej uwadze Jeszcze raz przepraszm bo popełniłem istotną pomyłkę.Panie Zyggi odnośnie muzułmanów i ich zagrożenia dla Europy mam całkowicie takie same poglądy cieszę się że są ludzie którzy myślą podobnie jak ja.

      • Avatar Zyggi

        @ Wute. @ P. Stefan.
        Moje poglądy w kwestii obecności islamu w Europie są zbieżne z Waszymi. Uważam, że winne sytuacji są: poprawność polityczna, hojna polityka socjalna i otwartość dla „uchodźców” (z których uchodźcami politycznymi jest może 1%, bo nikt nie ucieka z Arabii tylko z ubogich krajów: Algierii, Maroka, Tunezji, Egiptu, Iraku itd.). To one otworzyły „puszkę Pandory”, której zamknąć chyba już Europejczycy nie są w stanie. Wyjątkiem są te kraje, w których muzułmanów wciąż jest niewielu, np. Polska i inne kraje Europy Śr.-Wsch.
        P.S. Panie Stefanie, z całym szacunkiem, ale może będzie Pan musiał sprawić żonie konsolę do gier. :-)

      • Avatar ciekawy

        @ p. wute
        Byłem w Holandii kilka razy, w tym kolebce multi-kulti Amsterdamie i moje doświadczenia są nieco inne.
        Śpieszę się, więc napiszę to krótko i w punktach.

        1) Większość imigrantów jest pochodzenia europejskiego.
        2) Imigranci spoza Europy stanowią 10 % populacji.
        3) Nie wszyscy imigranci spoza Europy są mahometanami. Wśród całej populacji 6 % społeczeństwa to muzułmanie. Niemuzułmanie spoza Europy to m.in imigranci z Karaibów czy Surinamu.
        4) 6 % muzułmanów nie stanowią jednolitego bloku – są wśród nich Marokańczycy, Turcy czy Indonezyjczycy którzy oprócz religii nie mają ze sobą nic wspólnego, przy czym Turcy nie są tak bardzo do religii przywiązani. Pakistan udowadnia, że religia to zbyt słabe spoiwo nie tylko dla państwowości, ale i poważnych ruchów społecznych, które mogłyby zainicjować zmiany. Antagonizmy etniczne są silniejsze niż solidarność wyznaniowa.
        5) Liczba urodzeń dzieci nieeuropejskiego pochodzenia wynosiła 16,4 % wszystkich urodzeń. Teraz najprawdopodobniej jest niższa. Już kiedyś przytaczałem statystyki dot. dzietności kobiet z krajów islamskich – spada regularnie i obecnie jest na niewiele wyższym poziomie niż przeciętna (Marokanki 2,86 ; Turczynki 1,88, średnia: 1,72).
        Podobna przewaga w dzietności imigrantów przy tak przytłaczającej przewadze rdzennych Holendrów powoduje, że nawet w bardzo odległej perspektywie struktura nie zmieni się znacznie.
        6) Imigracja z Turcji i Maroka została w ostatnich latach znacznie ograniczona i jest marginalna.
        7) Ogólne wrażenia to nie żaden solidny dowód, ale w Amsterdamie obok przechadzających się kobiet w burkach, murzynów stylizujących się na amerykańskich raperów widziałem też całujących się gejów, co było dla mnie pewnym szokiem. Niewątpliwie jest część muzułmanów, którzy mają radykalne poglądy jednak wydaje się, że większość przywykła już do życia w liberalnej Holandii.
        8) Muzułmanie w Holandii nie należą (z powodów demograficznych i socjo – ekonomicznych) do elity, więc ich wpływ na politykę jest bardzo niewielki. Nie mają nawet własnej partii politycznej (choć odwołujących się do chrześcijaństwa partii w Holandii jest kilka).

        Oczywiście dostrzegam zagrożenie wynikające z odmienności tych kultur i jestem przeciwny dalszemu ich napływowi, ale też nie histeryzujmy i nie przesadzajmy.

        Są kraje tj. Indie, które mają większy odsetek muzułmanów (13,5 %) niż jakiekolwiek państwo UE i nikt nie mówi o możliwości zmiany formuły państwa indyjskiego na islamskie.

        Zapominają Panowie, że władzę mają nie ci których jest więcej, ani ci którzy są bardziej agresywni, ale ci którzy należą do elity i mają pieniądze.

      • Avatar wute

        @ p.Ciekawy
        Dziękuję za te informację, które w gruncie rzeczy mnie cieszą.
        Moja informacja o proporcjach w urodzeniach fifty-fifty pochodziła z jakiejś gazety. Będzie to dla mnie nauczka, że dane gazetowe sprawdzać z innymi źródłami. Moje doświadczenia z Holandią, byłem tam bardzo dawno (1987,
        1988) są zapewne nieaktualne, biorąc pod uwagę emigrację ze Wschodniej Europy. W świetle podanych przez Pana liczb
        rzeczywiście wynika, że problem muzułmański w Holandii jest
        o wiele przesadzony i w przewidywanej przyszłości nie grozi
        temu krajowi utrata cywilizacyjnej tożsamości.
        Jeszcze raz dziękuję za podane liczby.

      • Avatar ciekawy

        Proszę bardzo.
        Tutaj przytaczam jeden z linków:
        statline.cbs.nl/StatWeb/publication/?DM=SLEN&PA=37325eng&D1=0&D2=0&D3=0&D4=0&D5=0-1,84,102,139,145,210,225&D6=a&LA=EN&HDR=G2,G3,G4,T&STB=G1,G5&VW=T
        Widać wyraźnie, że liczba „obcych” rośnie, ale nie jest jakieś oszałamiające tempo, a niektórych narodowości nawet ubywa jak np. Indonezyjczycy.

      • Avatar PZ

        @wute @ciekawy
        Jesli chodzi o Holandie to problem z imigrantami (ale nie tylko z muzulmanami) jest i nie ma co mowic inaczej.
        Oficjalnie 20% spoleczenstwa jest nie-holenderskiego, jesli dodac ze imigracja koncentruje sie w obszarze Randstadt to tam ten procent jest nawet wyzszy.
        Pan Gert Wilders, ktory prezentuje ultranacjonalistyczne poglady zdobywa sobie coraz wieksza popularnosc i z czegos to wynika (rykoszetem obrywaja Polacy, ktorzy sa obsmarowywani dosyc czesto od ponad dwoch lat i protesty do ambasady na niewiele sie zdaja).
        Na statystyce przedstawionej przez ciekawego (dzieki za link, oszczedzilem czasu na szukanie :) )wyraznie widac, ze szybciej rosnie populacja z grupy „non dutch background” (calkowity wzrost populacji wedlug tabeli to 1.1 mln, z czego tylko 0.23 mln to „Dutch background” – nie nalezy tego mylic z etnicznymi Holendrami, gdyz w statystykach trzecie pokolenie imigrantow, to ktore juz ma nabyte prawa do holenderskiego obywatelstwa i chodzilo do szkoly tutaj jest ujmowane jako Dutch background. Apokalipsy z tego moze i nie bedzie, natomiast zmiany w spoleczenstwie widac golym okiem.
        Jesli chodzi o Amsterdam to nie uwazam tego miasta za reprezentatywne dla kraju, gdyz jego miedzynarodowosc jest tak znana iz pewne aspekty tego co dzieje sie w calym kraju, w samym Amsterdamie tak razaco widoczne nie sa. Na pewno w kolorycie spolecznosci nie beda sie w Amsterdamie wyrozniac muzulmanie. Czasami mam wrazenie, iz nawet jakby jutro wyladowali w Amsterdamie Marsjanie to tez nie zostaliby zauwazeni. :)
        Natomiast nie jest prawda iz muzulmanie nie maja swojej reprezentacji politycznej. Fakt ten dopiero zaczyna byc widoczny, burmistrz Rotterdamu to Marokanczyk (notabene oficjalnie ma dwa obywatelstwa mimo iz w Holandii takiej opcji poza wyjatkami dla uchodzcow nie ma).
        Dzieje sie tak dlatego, ze dopiero teraz do wieku startowania w wyborach dorasta drugie pokolenie imigrantow, ktorzy wiedza jak system dziala. Dodam, ze w wyborach lokalnych moze glosowac kazdy zameldowny w Holandii (nawet jesli nie ma obywatelstwa i nie mowi po holendersku), natomiast w krajowych tylko obywatele, stad tez najpierw bedzie widac polityczne reprezentacje imigrantow w wyborach lokalnych a dopiero pozniej w krajowych.
        W calym kraju slawne sa dzielnice „probleemwijk”, gdzie policja w mundurze nie wejdzie, a ostatnio po atakach na personel medyczny rozpoczeto kampanie billboardowa o respektownie ich nietykalnosci (powolujac sie na Konwencje Genewska na plakatach). To, ze nie ma az takich wybrykow jak we Francji, czy Belgii jest zasluga wiekszej puli pieniedzy na socjal kierowany do tych grup, ktory to strumyk zaczyna niestety wysychac.
        Faktem jest, ze najbardziej problematyczna grupa imigrantow to przybysze z Surinamu i przybysze z Antyli, a nie muzulmanie i tu ciekawy ma racje.
        Panowie, podczas Waszej nastepnej wizyty w kraju tulipanow chetnie zabiore Was do takich dzielnic, ze nie bedziecie wiedziec czy to Holandia, RPA, Afryka Polnocna, czy Bliski Wschod. :)
        I mowiac szczerze mam nadzieje, ze do tego aspektu „multi-kulti” w Polsce nie dojdzie.

      • Avatar ciekawy

        @ PZ
        Dzięki za korektę moich wiadomości. Nawet kilkakrotny pobyt w danym kraju w połączeniu ze statystykami nie da nigdy takiej wiedzy i doświadczenia jak mieszkanie tam.
        Np. nie zdawałem sobie z faktu, że ujęci w statystyce „rdzenni” Holendrzy to również imigranci, którzy mieszkają tu od trzech pokoleń. To tłumaczyłoby zapewne ten „spadek” liczby Indonezyjczyków, którzy zapewne są w Holandii najwcześniej.
        Wydaje się natomiast (z tego co Pan napisał) że głównym problemem jest nie o tyle fundamentalizm islamski co przestępczość.
        Przestępczością dotknięci są jednak głównie sami imigranci (tak jak w USA gdzie większość ofiar zabójstw dokonanych przez czarnych są… czarni). To dosyć ryzykowne stwierdzenie, ale w przeciwnym wypadku czy biali Holendrzy montowali by w swoich ceglanych domach w Lejdzie okna (bez żadnych zasłon) o sporej powierzchni prosto na ulicę ? Muszę przyznać, że zrobiło to na mnie wrażenie. Ta spójność architektoniczna tak bardzo kontrastuje z polskimi pseudo – pałacami i porozstawianymi wszędzie reklamami, że musi wpaść w pamięć.
        W Holandii byłem ostatni raz chyba z 3 lata temu, ale na pewno jeszcze wrócę, a wtedy dam znać :)

      • Avatar PZ

        Odnosnie tradycyjnego budownictwa holenderskiego (czyli duze okna wychodzace na ulice i to zarowno w blokach, domach i biurach) dostalem dwa wyjasnienia.
        Pierwsze klimatyczne, ze robi sie to po to aby jak najwiecej swiatla dziennego wchodzilo do domu, jako ze jest tu malo slonecznych dni i czesto leje.
        Drugie pragmatyczne, ze w trakcie zamorskich wypraw Holender zostawiajacy malzonke w domu chcial, aby sasiedzi mieli czujne oko, czy aby obcy facet wokol tejze sie nie kreci. :)
        Nie wiem ktore jest blizsze prawdy.

    • @ p.PZ
      Dziękuję za post. W 1987 byłem na praktyce handlowej w Amsterdamie przez 3 tygodnie. Gospodarze pokazali mi z daleka coś, co mogło
      przypominać „probleemwijk”. Było to kilka nowoczesnych wieżowców
      pobudowanych dla imigrantów zamorskich. Moi Holendrzy skomentowali to
      następująco: pobudowaliśmy im piękne domy, nawet nie wiesz jaki syf jest
      teraz tam wewnątrz.”

  • Wute, po raz kolejny z wielkim zainteresowaniem czytam Twoje „Kartki z kalendarza”. Chyba wszędzie tam, gdzie pojawiły się mongolskie hordy, rozwój społeczno-ekonomiczny ulegał zahamowaniu, ba kraje te nawet cofały się o całe stulecia. Przykłady to oprócz Chin także: Rosja, Persja, Mezopotamia, Azja Centralna. Dużo nie brakowało, by i Polska…
    Przykładem jest tu dramat, jaki rozegrał się w Bagdadzie w 1258 r. Mongołowie wymordowali szac. 800 tys. mieszkańców, w tym kalifa Al-Mutasima ostatniego władcę z dynastii Abbasydów. W czasie tego najazdu Mongołowie podpalili miasto, niszcząc skarby arabskiej kultury i sztuki, w tym bezcenne manuskrypty z Wielkiej Biblioteki Abbasydów. Jakby tego było mało, barbarzyńscy najeźdźcy unicestwili nie tylko Bagdad, ale też rozwijany przez wieki system irygacyjny, będący podstawą rolnictwa Mezopotamii. To wszystko spowodowało upadek cywilizacyjny regionu. Na ironię zakrawa okolicznośc, że po stronie Mongołów stały posiłki chrześcijan – Gruzinów i Ormian – upatrujących w Mongołach ratunku przed islamskim zagrożeniem.
    Można wyobrazic sobie, jaką katastrofą byłoby, gdyby Mongołowie zapuścili się w swoich podbojach do centrum Europy czy do Japonii. Na szczęście zostali z tych terenów wyparci lub sami się wycofali.

    • @Zyggi
      Wpływ Mongołów na dzieje powszechne oceniam niemal jednoznacznie
      negatywnie. Jeżeli coś było pozytywnego to tolerancja religijna Mongołów
      oraz przez krótki czas do momentu rozpadu imperium ca. 1260 r. możliwość prowadzenia handlu „bez granic” wewnątrz tego imperium rozciągającego się od ujścia Dunaju do Korei.
      Ale w żaden sposób nie zrównoważy to strat jakie poniosły kilka cywilizacji, szczególnie chińska i muzułmańska. W Azji Centralnej okrucieństwo Mongołów przewyższało chyba to wyczyniali w Chinach,
      chociaż jakiekolwiek tutaj porównania są chyba pozbawione sensu.
      Problem okrucieństw mongolskich świetnie ując prof.Rodziński w swojej
      Historii Chin (wyd. 1992 r., s.236) cytując Czyngis Chana, który zapytał
      swoich dowódców, na czym polega prawdziwe szczęście. Niezadowolony
      z odpowiedzi, władca Mongołów następująco pouczył swoich wodzów:
      „Szczęście polega na pokonaniu swoich wrogów, na popędzeniu ich przed sobą, na odbieraniu im ich dóbr, na rozkoszowaniu się ich rozpaczą, na gwałceniu ich żon i córek”. (Oryginalna wypowiedź pochodzi
      z którejś z kronik Rashida al-Dina albo Juvainiego).
      Mongołowie jako koczownicy nie rozumieli ważności systemów irygacyjnych dlatego nieświadomie doprowadzali do jego upadku. Tak
      było w Mezopotamii i tak było w Chinach. Właśnie przerwanie tam na
      Żółtej Rzece w 1351 r. doprowadziło do powstania Czerwonych Turbanów
      co stało się początkiem końca panowania Mongołów w Chinach.
      Zdobycie Bagdadu, straty kulturalne i eksterminacja ludności były
      straszliwym szokiem dla świata muzułmańskiego. Czytając swego czasu
      artykuł jakiegoś arabskiego naukowca spotkałem się ze stwierdzeniem, że w świadomości muzułmanów to wydarzenie funkcjonuje jako największa tragedia świata arabskiego.
      Odnośnie udziału chrześcijan to polecam powieść Jana Dobraczyńskiego
      pt. Klucz Mądrości. W młodości zaczytywałem się nią.

Pozostaw odpowiedź