Artykuły,Publicystyka

K. Zdanowicz: Krwawe losy japońskich chrześcijan

http://hushiginomedai.holy.jp/martyres%20japonenses%2068.JPG

Obecnie chrześcijaństwo w Japonii nie odgrywa żadnej istotnej roli – ogół chrześcijan oscyluje tam raptem wokół jednego procenta – są to głównie katolicy, protestanci i prawosławni. Ale małą część, z i tak już małego procenta, cały czas zajmują kakure kirishitan – ukryci chrześcijanie. To spadek z czasów, gdy chrześcijaństwo podlegało w Japonii karze śmierci, a wyznawcy by uniknąć krwawych prześladowań, tortur i rzezi – zeszli do podziemia. Wierność religii, która była przekazywana z pokolenia na pokolenie, przetrwała ponad 300 lat praktyki w ukryciu – coś, co na tamte warunki wydaje się nieprawdopodobne. Gdy Japonia otworzyła swoje granice w XIX wieku, misjonarze zdziwili się podwójnie – raz, że w Japonii cały czas są chrześcijanie, a dwa, że dużą część z nich uważa powrót do Kościoła za wyrzeczenie się swojej wiary.

To wszystko miało swój początek w 1549 roku, gdy portugalski statek z pierwszymi misjonarzami dobija do portu Nagashima, na południu kraju. Japonia znajduje się wtedy pod koniec okresu sengoku, który swoją nazwę “kraju w wojnie” zawdzięcza licznych wojnom prowadzonym między daimyo – wpływowymi i potężnymi władcami ziemskimi. Początkowo, to między innymi dzięki ich wpływom chrześcijaństwo mogło się prężnie rozwijać. Zaczęły zdarzać się nawet przypadki przejścia daimyo na chrześcijaństwo, co oznaczało chrzest również jego rodziny, a w niektórych przypadkach nawet całej ludności w prowincji. Taka decyzja nie była podyktowana płomienna wiarą, a raczej strategicznym wyborem – misjonarze przekonywali władców ziemskich, że chrześcijańskie kraje zachodu będą chciały handlować jedynie z innymi chrześcijanami. Dla Japończyka, przyzwyczajonego do religijnego synkretyzmu, przyjęcie jeszcze jednego boga, do i tak niepoliczalnego panteonu własnych kami nie było żadnym problemem. Tym bardziej gdy w grę wchodziły duże korzyści.

O ile sytuacja polityczna początkowo wydawała się być na rękę pierwszym misjonarzom, to bardzo szybko zdali oni sobie sprawę, jak trudno jest w ogóle wytłumaczyć japońskiej ludności podstawowe założenia chrześcijaństwa. Przekonał się o tym Franciszek Ksawery – jeden z założycieli zakonu jezuitów, pomysłodawca misji. Misjonarze nie znali japońskiego i w głoszeniu wiary posługiwali się japońskimi tłumaczami. Problem pojawił się już na samym początku, czyli przy tłumaczeniu słowa “bóg”. W rodzimych wierzeniach Japończyków nie ma pojęcia jedynego transcendentalnego Boga. Tłumacz zdecydował się w tym przypadku na termin buddyjski – chrześcijański Bóg został Dainichi – dosłownie “wielkim słońcem”, a w praktyce – jednym z buddów. Ksawery dopiero po dwóch latach zdał sobie sprawę z tej pomyłki, gdy na spotkaniu z jedną z buddyjskich sekt (za którą zdążono już uznać chrześcijaństwo), okazało się, że mnisi bardzo dobrze znają Dainichi, nie ma on jednak wiele wspólnego z chrześcijaństwem.

Od tego wydarzenia zdecydowano się na słowo “Deus”, które było pozbawione buddyjskich konotacji. Jednak samo tłumaczenie terminu boga to tylko początek problemów. Dla Japończyków bardzo trudny był do zrozumienia koncept nieśmiertelnej duszy, która nie podlega cyklom narodzin i śmierci, a nawet sam koncept “nicości”, która w buddyzmie nie oznacza “pustki”, ale “brak stałej istoty rzeczy”. Również koncept wiecznego potępienia  w piekle oburzał Japończyków, dla których skazanie przodków na wieczne męki było czymś nad wymiar okrutnym.

Wiernych jednak przybywało i szacuje się, że w najliczniejszym momencie liczba nawróconych chrześcijan sięgała 300 tysięcy osób (ok. 1% populacji). Wyciągnięto lekcje z popełnionych błędów i kolejne misje były coraz bardziej udane. Misjonarze uczyli się japońskiego, budowano kościoły i zakładano szkoły – seminario. Dalej sprzyjała w tym sytuacja polityczna – pod koniec XVI wieku rozbita Japonia była na drodze do unifikacji, a pierwszy z trzech głównych unifikatorów – Oda Nobunaga (1534-1582) był przychylny chrześcijańskim misjonarzom – nie lubił buddyjskich kapłanów, których uważał za zdemoralizowanych, a rozumiał korzyści płynące z wymiany handlowej możliwej dzięki wsparciu misjonarzy. Dodatkowo w 1580 dzięki lokalnemu daimyo jezuitom powierzono miasto portowe Nagasaki, które stało się centrum japońskiego chrześcijaństwa.

Pierwszy kryzys nastąpił wraz ze śmiercią Nobunagi, po którym władzę przejął Hideyoshi Toyotomi (1536-1598). Początkowo kontynuował politykę tolerowania chrześcijaństwa, jednak nagle w 1587 roku został wydany dekret o wydaleniu wszystkich misjonarzy z Japonii. Powodów mogło być wiele – zachowanie podwładnych mogło wzbudzać niepokój – ochrzczeni byli lojalni zasadom wiary, nie popełniali harakiri, na pogrzebach nie odmawiali buddyjskich sutr oraz sprzeciwiali się rozkazom pana, jeżeli godziło to w ich sumienie. Toyotomi usłyszał również o Nagasaki, które rzekomo stało się jezuicką twierdzą, co przypominało niedawne bunty ikko ikki – religijnych komun buddyjskich mnichów, chłopów i mieszczan z którymi zmagał się Nobunaga. Chrześcijaństwo stało się przeszkodą dla jedności kraju.

Jezuici nie opuścili kraju, ale rozumieli potrzebę ograniczenia zwracania na siebie uwagi – w przeciwieństwie na przykład do nowo przybyłych zakonów jak Franciszkanie, którzy na ulicach miast otwarcie głosili i nawracali na chrześcijaństwo. Jednak Hideyoshi nie był początkowo zaangażowany w walkę z religią, zajmował go między innymi podbój Korei. Dopiero wydarzenie z 1596 roku przelało czarę goryczy – kapitan hiszpańskiego statku San Felipe, który rozbił się u wybrzeża Japonii, rozgoryczony złym traktowaniem groził Japończykom, że Hiszpanie razem z pomocą misjonarzy skolonizują ich kraj. Wydarzenie było bezpośrednim punktem zapalnym tragedii z 1597 roku – ukrzyżowania 26 chrześcijan w Nagasaki.

Od tego czasu sytuacja chrześcijan na wyspach ulegała jedynie pogorszeniu. W 1600 roku władzę w kraju przejmuje Ieasu Tokugawa (1543-1616) i przez kolejne 250 lat krajem będą rządzić sioguni z rodu Tokugawa, co przypadnie na okres najsurowszych prześladowań. Praktykowanie chrześcijaństwa podlega karze śmierci, siogunat postawił sobie za cel całkowite wyeliminowanie chrześcijaństwa. Wielu z wyznawców, szczególnie wyżej postawionych i świadomych konsekwencji, by nie ryzykować życia odrzuca wiarę. By rozpoznać wyznawców chrześcijaństwa wprowadzono praktykę fumi e – deptania obrazów przedstawiających Jezusa lub Maryję. Ci, którzy nie chcieli tego robić byli identyfikowani jako chrześcijanie i poddawani torturom dopóki nie wyrzekną się wiary. Odbywały się masowe egzekucje – w Kioto 1619 r. stracono z tego powodu 52 osoby (w tym 6 dzieci), w Nagasaki 1622 r. 55 osób a w Edo 1623 r. spalono 50 osób – szacuje się, że podczas prześladowań śmierć poniosło około 5 tysięcy wiernych.

Na fali prześladowań pozostali chrześcijanie schodzą do podziemia. Od teraz stają się kakure kirishitan – chrześcijanami w ukryciu. Do Japonii starali się przedostać misjonarze, jednak byli oni bezwzględnie tropieni. W początkowym okresie prześladowań w kraju znajdowała się mała liczba zachodnich duchownych, którzy pod osłoną nocy odprawiali nabożeństwa, ukrywani przez miejscową ludność. Jednak wycelowana w nich polityka siogunatu, która za wydanie misjonarza wypłacała duże sumy sprawiła, że kirishitan zostali pozostawieni sami sobie na kolejne stulecia. By poddać ludność kontroli został wprowadzony system przypisania każdego mieszkańca do buddyjskiej świątyni, a w przypadku podejrzeń były przeprowadzane szczegółowe kontrole. Ze względu na charakter prześladowań kakure kirishitan izolowali się od zwykłej ludności, uciekali do mniej zamieszkałe wyspy, gdzie kontrola siogunatu była słabsza, a tam tworzyli ścisłe społeczności, a czasami całe wioski.

Figurka Jizo

By móc dalej praktykować swoją wiarę kirishitan używali do tego buddyjskich symboli. Posągi boddhisatwy Kannon, uosobienia współczucia i matczynej troski stały się utożsamiane z kultem Maryi, w niektórych przypadkach na tyłach figurek został wyryty znak krzyża. W podobny sposób były traktowane kamienne posągi boddhisatwy Jizo. Podczas uroczystości posąg był obracany – na tyłach kamienia był wyryte chrześcijańskie symbole lub podobizny świętych. Dla bezpieczeństwa wszystkie modlitwy były przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie. Były to orashio – od łacińskiego oratio, które odmawiane po łacinie przez Japończyków musiały brzmieć niemal jak zaklęcia.

Wchodząc głębiej w praktyki kirishitan można zacząć zadawać sobie pytanie – w jakim stopniu chrześcijaństwo zachowało swoją odrębność, a na ile stało się częścią japońskich wierzeń. Kirishitan identyfikowali się jako oddzielna grupa od buddystów – tyle jest pewne. Jednak ich podejście do wielu koncepcji było na wskroś rodzime. Grzech został utożsamiony z pojęciem tsumi – zbrukania, które wymaga oczyszczenia poprzez obrzęd misogi, gdzie taką rolę pełni woda – w podobny sposób kirishitan traktowali wodę używaną podczas chrztów. Kult, jakim byli otaczani misjonarze i inni męczennicy przypominał otaczanie czcią kami – według rodzimych wierzeń niektórzy po śmierci mogą dołączyć do panteonu bóstw. Odmawianie orashio przypominało recytowanie sutr, a różańce i krzyże były traktowane jak omamori – talizmany.

Japońskie podejście do chrześcijaństwa, ale też religii ogólnie dobrze ilustruje często przytaczana historia zanotowana przez jednego z jezuitów – gdy przed kościołem zauważył Japończyka modlącego się na buddyjskim różańcu do Buddy Amidy, upomniał go, jednak w odpowiedzi usłyszał że jego grzechy są zbyt ciężkie by wybaczył mu surowy Deus, więc na wszelki wypadek zwraca się też do miłosiernego buddy. Japończycy już dawno temu odrzucili ideę ekskluzywności jednej religii. Chrześcijaństwo spotkał taki sam los jak buddyzm – stało się na wskroś japońskie.

Kolejnym argumentem, który sugeruje, że wiara kirishitan stała się czymś innym od chrześcijaństwa jest moment, gdy Japonia po 250 latach zamknięcia otwiera swoje granice i do kraju na nowo przybywają misjonarze. Spotkanie kirishitan jest ogromnym zaskoczeniem, ale jeszcze większym szokiem gdy część z nich decyduje się zostać przy wierze przodków – zmiana jej byłaby dla nich aktem apostazji. Możliwe, że to dzięki zakorzenionej w japońskiej świadomości potrzebie podtrzymywania tradycji i przekazywania jej dalej wiara kirishitan przetrwała tak długo w izolacji. Jednak to właśnie lojalność do tradycji, a nie wiara przekazana przez misjonarzy sprawiła, że była podtrzymywana z tak dużym oddaniem.

Shūsaku Endō porównał Japonię do bagna, na którym nic nie wyrośnie. Możliwe, że taki los właśnie spotkał chrześcijaństwo. W Japonii przyjęły się i cieszą się dużą popularnością śluby w “chrześcijańskim stylu” – w kaplicy, z urzędnikiem przebranym za księdza. Samo chrześcijaństwo pozostało marginalne – przyjęło się z niego tylko tyle, ile było potrzebne, tak samo jak kirishitan przyjęli te cechy, które i tak już odpowiadały ich sposobowi myślenia. Jednak historia kakure kirishitan to nie jest głównie opowieść o dopasowywaniu obcych prądów do japońskiej świadomości, a przede wszystkim ciągnąca się kilka wieków historia społecznego wykluczenia, nieuzasadnionej nienawiści i brutalnych prześladowań.

Autorka: Karolina Zdanowicz

Bibliografia:

Dougill John, 300 lat milczenia. W poszukiwaniu ukrytych chrześcijan, przek. J. Ochab, Agora SA, Warszawa 2007

Harrington Ann, The Kakure Kirishitan and Their Place in Japan’s Religious Tradition, Japanese Journal of Religious Studies 7/4, s.318-336.

Higashibara Ikuo, Christianity in early modern Japan. Kirishitan belief and practice, Brill’s Japanese Studies Library, Brill 2001

Źródła zdjęć:

Figurka Jizo: https://blog-001.west.edge.storage-yahoo.jp/res/blog-b0-f4/yunitake2000/folder/1098257/10/48325910/img_3?1412124022

Udostępnij:
  • 22
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    22
    Udostępnienia
K. Zdanowicz: Krwawe losy japońskich chrześcijan Reviewed by on 6 lutego 2018 .

Obecnie chrześcijaństwo w Japonii nie odgrywa żadnej istotnej roli – ogół chrześcijan oscyluje tam raptem wokół jednego procenta – są to głównie katolicy, protestanci i prawosławni. Ale małą część, z i tak już małego procenta, cały czas zajmują kakure kirishitan – ukryci chrześcijanie. To spadek z czasów, gdy chrześcijaństwo podlegało w Japonii karze śmierci, a

Udostępnij:
  • 22
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    22
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Pozostaw odpowiedź