K. Zalewski: BRICS z indyjskiej perspektywy – wywiad z Samirem Saranem

 ›  ›  › K. Zalewski: BRICS z indyjskiej perspektywy – wywiad z Samirem Saranem

Publicystyka,Wywiady

K. Zalewski: BRICS z indyjskiej perspektywy – wywiad z Samirem Saranem

Samir Saran, wicedyrektor wiodącego indyjskiego ośrodka analitycznego Observer Research Foundation w New Delhi. Specjalizuje się w kwestiach zarządzania globalnego (global governance), ze szczególnym uwzględnieniem polityki klimatycznej i ekonomicznej. Doradzał rządom Indii podczas przygotowań szczytów grupy BRICS.

Rozmawiał Krzysztof M. Zalewski (Delhi)

Źródło: commons.wikimedia.org

Krzysztof Zalewski: Indie to wielki kraj, zarówno pod względem ludności, jak i powierzchni, z szybko rosnącą gospodarką. Dopiero jednak od niedawna są postrzegane jako mocarstwo, które wkrótce może wywierać wpływ o zasięgu globalnym. Jak wyglądałby porządek światowy, gdyby to zależało od Indii?

 Samir Saran: Wpływ Indii na losy świata już teraz jest znaczący. Historia Indii to opowieść o tym, jak biedny rozwijający się kraj przyjął porządek demokratyczny, by poprawić warunki życia ludzi. Niektóre kraje w podobnej sytuacji igrały z zasadami demokracji i liberalnego porządku. Konsekwentny demokratyczny wybór Indii jest przekonujący dla innych, tak w skali globalnej, jak i w najbliższym sąsiedztwie. To jest źródło indyjskiej miękkiej siły.

Z drugiej strony rola Indii jako mocarstwa jest ciągle niedookreślona. W ciągu następnych paru lat Indie muszą wyartykułować swoją wizję światowego porządku, zasad, które powinny nim rządzić. Co może być naszą propozycją? Czy będzie to ufundowane na naszym doświadczeniu, opierającym się na demokracji, budowie przemysłu high-tech, rozwoju sektora usług i transformacji  regionów do niedawna rolniczych? Indie muszą wypracować wewnętrzny konsensus na temat tego, jaka jest nasza propozycja dla świata.

Jakiego rodzaju wpływ na świat mogą wywierać więc Indie?

Na to pytanie musimy sobie odpowiedzieć najpierw w Indiach. Czy Indie będą chciały jedynie zastąpić stare potęgi? Czy ulegnie zmianie także sposób, w jaki radzimy sobie z problemami? Jesteśmy krajem, który określany był mianem Trzeciego Świata, a wkrótce będzie trzecią światową gospodarką. Z tego powodu będzie się od nas oczekiwać podejmowania decyzji o znaczeniu globalnym w większym niż obecnie i bardziej reprezentatywnym gronie państw. Takie zresztą postulaty wyrażają konsekwentnie przywódcy Indii, kiedyś  Jawaharlal Nehru (pierwszy premier niepodległych Indii – red.), a obecnie premier Narendra Modi. By w pełni rozwinąć swój potencjał, Indie potrzebują dwóch dekad. Ten czas powinniśmy wykorzystać też na wewnętrzne dyskusje w Indiach i na udział w międzynarodowych debatach.

Znamy „amerykański sen”, mit o możliwości indywidualnego awansu dzięki ciężkiej pracy. Ostatnio Chiny włożyły wiele wysiłku, by sformułować „chiński sen”, opierający się na błyskawicznym rozwoju gospodarczym popartym zbiorowym wysiłkiem, dzięki któremu setki milionów ludzi zostało wydobytych z nędzy. Jaki będzie Pana zdaniem „indyjski sen”?

Każdy „indyjski sen” będzie się opierał na tym, co stworzyli nasi ojcowie założyciele, a co kontynuowane jest przez naszych obecnych przywódców. To wizja pozytywnej zmiany dla milionów młodych ludzi w Indiach, Afryce i innych miejscach świata. Musimy zmienić światową architekturę finansową, zasady handlu światowego i ochrony praw autorskich, co pozwoli nam zmniejszyć ubóstwo, śmiertelność wywołaną chorobami i przywrócić nadzieję. Innymi słowy, naszym największym wyzwaniem jest włączenie w globalny system gospodarczy 500 milionów obywateli Indii urodzonych w ostatnich 25 latach, i mniej więcej pięć razy tyle młodych ludzi w innych częściach świata. Oni wszyscy chcą mieć pracę, oni mają marzenia i aspiracje. Wielu z nich odmówiono prawa do realizacji marzeń z powodu koloru ich skóry, czy z powodu ich pochodzenia. Obecnie rządzący odmówili im prawa do ich przyszłości. Indie muszą znaleźć miejsce dla wykluczonych w globalnym porządku.

W Indiach od pewnego czasu można wyczuć fascynację przykładem Chin i frustrację powolnością podejmowania decyzji w Indiach  – normalną  dla społeczeństwa demokratycznego – oraz skomplikowaniem systemu federalnego. Czy to możliwe, by chiński model stawał się coraz bardziej atrakcyjny?

I tak, i nie. Odpowiadając na pierwszą część pytania, chciałbym podkreślić, że wielu z nas, prawdopodobnie większość, myśli o sobie jako o społeczeństwie otwartym, liberalnym i demokratycznym. Jest nam dobrze z wartościami stojącymi u podstaw liberalnego ładu światowego. Indie w drugiej części tego stulecia będą jednym z najważniejszych graczy broniących tego porządku. W jakimś sensie odziedziczymy odpowiedzialność za ochronę tych wartości, których Amerykanie bronili w drugiej części XX wieku. Liberalny ład światowy nie przetrwa, jeśli Indie nie przejmą wtedy pałeczki. Innym dużym graczom na arenie międzynarodowej zachodnioeuropejskie i amerykańskie modele stawiania czoła globalnym wyzwaniom nie muszą być bliskie.

Kiedy krytykujemy skomplikowany proces decyzyjny w naszym kraju, przez który rozwój jest wolniejszy, a czasami nawet okazuje się niemożliwy, nie chodzi nam o uderzenie w fundamenty naszego systemu politycznego, który wybraliśmy, i w ramach którego jesteśmy rządzeni. Podziwiamy Chińczyków tak samo, jak Niemców i Japończyków. Częściej spoglądamy na Chiny dlatego, że to był kraj rozwijający się tak jak my, więc teraz dogonienie ich jest realistycznym celem, który sobie stawiamy.

Jednym z instrumentów, które Indie współtworzyły, by być bardziej widoczne na scenie globalnej, jest BRICS (zob. ramka). Ostatnio Pan opublikował ciekawy tekst o tym, czym jest BRICS dla Indii. Czy można się pokusić o wniosek, że BRICS jest jak pociąg, z którego każdy z pasażerów wysiada na innej stacji?

Na początek jedno zastrzeżenie: nie mówię w imieniu rządu Indii, ani w żadnym razie o ambicjach Chin, RPA, Brazylii czy Rosji.

Uważam, że BRICS to dla Indii formuła  przejściowa. Metaforycznie można powiedzieć, że długo staliśmy na czele światowych związków zawodowych. W latach 50-tych  i 60-tych XX wieku inicjowaliśmy G-77 (luźna forma współpracy gospodarczej państw światowego Południa na rzecz przebudowy światowego ładu gospodarczego zdominowanego przez bogatą Północ – red.) i Ruch Państw Niezaangażowanych. Dzięki naszej energii powstały instytucje międzynarodowe w Trzecim  Świecie. Teraz jesteśmy mocarstwem, które musi przyczyniać się do wzrostu gospodarczego, utrzymania pokoju i zrównoważonego rozwoju. Będziemy musieli ponosić koszty zajmowanej pozycji. W dłuższej perspektywie Indie powinny stać się płatnikiem netto globalnej pomocy rozwojowej.

BRICS pomoże Indiom przekształcić się z działacza związkowego w menadżera. Musimy robić to ostrożnie. Musimy pożegnać naszych dotychczasowych partnerów i  – biorąc pod uwagę współczesne uwarunkowania – lepiej zrobić to poprzez BRICS niż poprzez OECD.

Co konkretnie zyskują Indie dzięki współpracy w ramach BRICS?

Uczymy się, jak budować instytucje międzynarodowe służące rozwiązywaniu globalnych problemów, czego przykładem może być Nowy Bank Rozwoju (NDB) czy Porozumienie o Rezerwach Walutowych (Contingency Reserve Arrangement -CRA), które będzie użyteczne w przypadku kryzysów płynności czy walutowych na rynkach. Myślimy o powołaniu własnej agencji ratingowej, o wzmocnieniu Światowej Organizacji Handlu. W ramach BRICS ustanowiliśmy grupy robocze ds. energii i bezpieczeństwa, które podlegają narodowym doradcom do spraw bezpieczeństwa.

BRICS jest dla nas ważny także z powodów wewnętrznych. To motywuje społeczeństwo indyjskie do myślenia w szerszych kategoriach, do tego, by brali udział w rozwiązywaniu problemów globalnych i zdawali sobie sprawę z większej odpowiedzialności, jaka na nas ciąży.

Wspomniał Pan o Nowym Banku Rozwoju. W Azji powstaje wiele międzynarodowych instytucji gospodarczych, jak na przykład Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB), który rozpoczął działalność w 2015 roku (jego członkiem jest Polska- red.). Jak Pan widzi podział pracy między tymi dwoma instytucjami?

AIIB jest dokładnie tym, co sugeruje jego nazwa. Skupia się na koniecznych w Azji inwestycjach w twardą infrastrukturę. Indie są zresztą drugim po Chinach największym udziałowcem AIIB. Nowy Bank Rozwoju ma inne cele i inną strukturę. Nowością jest to, że każdy z pięciu udziałowców ma równe prawo głosu. Ten bank będzie wspierał nie tylko budowę dróg i mostów, ale także projekty społeczne, jak służba zdrowia czy pomoc małym i średnim przedsiębiorstwom. Joseph E. Stiglitz, były szef Banku Światowego, uważa, że potrzebujemy wielu globalnych instytucji finansowych zajmujących się pomocą rozwojową. AIIB i NDB to tylko jedne z wielu podmiotów, które muszą powstać po to, by zamienić światowe oszczędności w inwestycje w krajach rozwijających się.

W Nowym Banku Rozwoju jest pięciu członków założycieli z równym prawem głosu. Na ile jest on otwarty na nowych członków?

49% udziałów może zostać przekazane podmiotom spoza BRICS. W samym założeniu bank jest otwarty na inne instytucje międzynarodowe lub  państwa. I myślę, że skorzystają z tej możliwości w ciągu paru lat. Większość udziałów pozostanie w krajach BRICS, pozostałe będą w posiadaniu innych krajów i instytucji. To ważne dla banku, by byli w nim Amerykanie i Europejczycy. To poprawi jego rating i koszt pieniądza spadnie.

Jeśli chciałby Pan zachęcić polski rząd do zaangażowania w tę instytucję, to jakiego rodzaju argumentów by Pan użył?

Dwojakiego rodzaju. Istnieje olbrzymia dysproporcja między potrzebami rozwojowymi, a kapitałem, który jest w tej chwili do dyspozycji. Jeśli Polska uważa, że infrastruktura rozwojowa to ważna kwestia, Nowy Bank Rozwoju jest bardzo użytecznym instrumentem. Po drugie, NDB jest nowym bankiem, więc ci, którzy zaangażują się teraz, mogą wpływać na jego kształt, w tym na sposób podejmowania decyzji w tej instytucji.

Nowy Bank Rozwoju to tylko część polityki BRICS, której celem jest zmiana globalnego ładu ekonomicznego. W Polsce BRICS jest postrzegany raczej jako opozycja w stosunku do ładu światowego, który generalnie popieramy, opozycja w stosunku do USA. Jak przekonujecie, że chcecie współkształtować ład światowy, a nie fundamentalnie go zmienić?

Postrzeganie roli BRICS zależy od miejsca, z którego się patrzy. Jeśli kontrolujesz globalne instytucje, zawsze będziesz patrzył z nieufnością na nowe byty, które proponują podobne usługi społeczności światowej. Oskarża się nas o chęć podkopania pozycji międzynarodowych instytucji finansowych, takich jak Bank Światowy czy MFW, co nie jest prawdą. Myślę, że BRICS ani nie ma takich możliwości, ani takich ambicji.

BRICS powołują instytucje, które uzupełniają działanie już istniejących podmiotów. Będą one pożyteczne dla krajów, które ich najbardziej potrzebują, jak kraje zapóźnione w rozwoju. I powinny zrobić to w sposób zasadniczo inny niż kraje OECD czyniły to do tej pory. Chodzi o to, by pożyczać pieniądze nie stawiając dodatkowych warunków, jak Bank Światowy. Ważne, by wspierać sektory, w których znajdą miejsca pracy Afrykanie i Azjaci. By pomóc tym społeczeństwom znaleźć rozwiązania trapiących je problemów. Jeśli to się uda, zdobędziemy wiarygodność w tych państwach. Jeśli jedyną różnicą między Nowym Bankiem Rozwoju a Bankiem Światowym będzie pochodzenie etniczne ich menadżerów, tylko zastąpimy jedną instytucję drugą i nic się nie zmieni. Wiarygodność BRICS będzie bezpośrednio związana z jakością instytucji, które stworzą. Czy państwa BRICS są w stanie zbudować wiarygodną agencję ratingową, bezpieczne gospodarki cyfrowe, efektywną agencję energetyczną? Podstawowym wyzwaniem jakie stoi przed BRICS jest stworzenie instytucji.

Komentując jesienny szczyt BRICS w indyjskim Goa, media międzynarodowe skupiły się na indyjskich próbach izolacji Pakistanu. Co zrobić, by bieżąca polityka nie zatruła współpracy w ramach BRICS?

Nie można pozwolić, by przekaz dotyczący instytucji BRICS był zdominowany przez kwestie bilateralne, między krajami tworzącymi tę grupę. Instytucje BRICS muszą być ponad państwami, które je tworzą.

Musimy oddzielić też kwestie bilateralne państw BRICS z państwami trzecimi od problemów, które poruszamy w ramach BRICS. Jeśli spojrzeć na dokumenty końcowe szczytu z Goa, Pakistan nie jest wspomniany. Przywołane są za to zasady, na których winno opierać się rozwiązywanie problemów międzynarodowych. To dobrze, że potrafimy dyskutować w ramach BRICS także zasady zwalczania międzynarodowego terroryzmu. Jeśli wskazujemy palcami winnych, to osłabiamy współpracę. BRICS powinien się jednak skupić na umacnianiu kooperacji gospodarczej. To jego przyszłość.


BRICS

Akronim pierwotnie ukuty  od pierwszych liter angielskich nazw państw przez analityków Goldman Sachs w 2001 roku dla określenia krajów decydujących dla rozwoju gospodarki światowej w kolejnych dekadach (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny). Po pewnym czasie zostało przekształcone w forum dyskusyjne tych państw, które łączy postulat zmiany światowego systemu walutowego, zwiększenia w nim roli państw rozwijających się oraz reforma ONZ. Od 2009 roku (szczyt w Jekaterynburgu) odbywają się spotkania przywódców państw grupy. W 2011 roku dołączyła RPA (South Africa). W ostatnich latach powołano do życia pierwsze instytucje grupy, jak Nowy Bank Rozwoju, oraz zawarto porozumienie o rezerwach walutowych (CRA). Grupa działa pomimo znacznych różnic interesów jej członków i diametralnie różnych rozwiązań ustrojowych w nich przyjętych (autorytarne Rosja i Chiny, demokratyczne Brazylia, RPA i Indie).

 

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Zalewski: BRICS z indyjskiej perspektywy – wywiad z Samirem Saranem Reviewed by on 11 stycznia 2017 .

Samir Saran, wicedyrektor wiodącego indyjskiego ośrodka analitycznego Observer Research Foundation w New Delhi. Specjalizuje się w kwestiach zarządzania globalnego (global governance), ze szczególnym uwzględnieniem polityki klimatycznej i ekonomicznej. Doradzał rządom Indii podczas przygotowań szczytów grupy BRICS. Rozmawiał Krzysztof M. Zalewski (Delhi) Krzysztof Zalewski: Indie to wielki kraj, zarówno pod względem ludności, jak i powierzchni, z

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Pozostaw odpowiedź