Artykuły,Publicystyka

K. Zalewski: Azjatyckie stulecie – w poszukiwaniu ładu światowego (Raisina Dialogue 2018)

Źródło: hindustantimes.com

Obserwacje na marginesie 3. edycji Raisina Dialogue (Managing Disruptive Transitions, 16-18 stycznia 2018, Delhi)

Krzysztof M. Zalewski

Długo zapowiadane nadejście azjatyckiego stulecia przynajmniej z punktu widzenia Delhi i innych stolic azjatyckich stało się faktem. Dla azjatyckich elit powodem do dumy jest to, że zmiany w tym obszarze geopolitycznym uważane są za decydujące dla losów świata. Z drugiej strony dynamiczny rozwój niektórych państw i nieco powolniejszy lub stagnacja innych zmienia równowagę sił w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej. Rosną więc obawy o stabilność, bezpieczeństwo i sposoby rozwiązywania międzynarodowych konfliktów w regionie, w którym instytucje wielostronne są dość słabe, a bilateralne czy wielostronne stosunki często konfliktowe i dodatkowo obarczone ciążącym bagażem przeszłości.

W czasie tegorocznej edycji Raisina Dialogue, najważniejszej indyjskiej konferencji dotyczącej bezpieczeństwa i współpracy międzynarodowej, obradującej pod hasłem Managing Disruptive Transitions, optymizm rywalizował z ostrożnością. W przeciwieństwie do perspektywy wielu państw Zachodu, gdzie czwarta rewolucja przemysłowa związana z rozwojem robotyki, wielkimi bazami danych (Big Data) oraz sztuczną inteligencją spotyka się często z obawami o miejsca pracy i zanik prywatności, w Indiach i państwach regionu postrzegana jest raczej przez pryzmat szans rozwojowych, polepszenia infrastruktury, usług publicznych oraz jako ważny element przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Elity Azji wydają się wierzyć, że XXI wiek przyniesie więcej dobrobytu niż ubiegłe stulecie, a kolejne pokolenia będą miały możliwość dostatniejszego życia niż poprzednie generacje dzięki szansom, jakie stwarza era cyfrowa.

Ostrożność jest jednak równie dobrze odczuwalna. Rozwój gospodarczy i wzrost znaczenia geopolitycznego Chin witany jest z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony chińskie inwestycje dają nadzieję na wydobycie się całych społeczeństw i regionów z nędzy, ponieważ Państwo Środka jest w stanie dostarczyć kapitał na długofalowe inwestycje, którego w regionie jest zbyt mało w stosunku do potrzeb. Jednocześnie jednak sztandarowa inicjatywa chińska Jednego Pasa i Jednej Drogi (OBOR – One Belt One Road) budzi obawy o uzależnienie średnich i małych państw Indo-Pacyfiku oraz Azji Centralnej od chińskiej gospodarki i interesów politycznych. Chińskie zbliżenie z Pakistanem, amerykańska presja na ten kraj w celu efektywniejszego zwalczania źródeł terroryzmu, indyjsko-chińskie tarcia związane z konkurencją w Nepalu, Bhutanie, Sri Lance, na Malediwach i w innych państwach regionu – te wszystkie procesy powodują, że Azja potrzebuje zarówno forów dialogu międzynarodowego jak i instytucji, które pomagałyby negocjować sprzeczne interesy między państwami.

Wzorem roku ubiegłego po konferencji Raisina poniżej przedstawiamy obserwacje w ośmiu punktach na temat świata takiego, jakim jawi się z perspektywy wzgórza Raisina, wzniesienia, na którym stoją najważniejsze indyjskie budynki rządowe.

  1. Jaki ład międzynarodowy?

Naczelnym pytaniem trzydniowej konferencji, przewijającym się przez kilkadziesiąt różnych paneli tematycznych, była kwestia ochrony i reformy liberalnego ładu międzynarodowego, który w ostatnich kilkudziesięciu latach w sferze politycznej pozwalał unikać międzynarodowych konfliktów zbrojnych na dużą skalę, a w sferze gospodarczej – głównie dzięki handlowi międzynarodowemu – przyczynił się do szybkiego wzrostu gospodarczego w wielu dotychczas peryferyjnych regionach świata. Obecnie jednak, na skutek zmiany układu sił w systemie międzynarodowym, jak i burzliwych przemian technologicznych, świadomość kryzysu ładu międzynarodowego staje się powszechna.

W Azji szczególnie odczuwane są deficyty tego porządku, który w założeniu miał być oparty na powszechnie obowiązujących państwa regułach i instytucjach międzynarodowych. Instytucje podstawowe dla systemu gospodarczego, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy czy Światowa Organizacja Handlu – mimo zmian jakie przeszły w ostatnich latach – w Azji mają reputację reprezentujących interesy państw Zachodu, zaś instytucje bezpieczeństwa zbiorowego, jak trybunały międzynarodowe czy Rada Bezpieczeństwa ONZ, w czasie ostatnich kryzysów pokazywały swoją umiarkowaną skuteczność. Przestrzeganie reguł prawa międzynarodowego uchodzi zaś za cnotę mniejszych państw, która mniej krępuje mocarstwa. Co więcej, ład liberalny był funkcjonalny wtedy, kiedy jedno mocarstwo – Stany Zjednoczone – było w stanie dostarczać samodzielnie lub z pomocą sojuszników takie dobra publiczne w systemie międzynarodowym, jak np. bezpieczeństwo i swoboda żeglugi morskiej. Wraz ze wzrostem gospodarczym i aspiracji państw Azji, a co za tym idzie tworzeniem się świata coraz bardziej wielobiegunowego, system międzynarodowy znajduje się w nierównowadze. Jak jednak zauważali w Delhi były australijski premier Stephen Harper czy Yul Sohn z koreańskiego East Asia Institute, ład międzynarodowy przeżywa obecnie kryzys i potrzebuje reform, ale nie mamy jeszcze do czynienia z jego załamaniem. Nie wyłoniła się też żadna alternatywa obiecująca pokojowe współdziałanie państw. Nawiązując do tytułu znanej książki obecnego na Raisinie Charlesa Kupchana wielu mówców podkreślało, że świat już nie jest amerykański, i stał się niczyj (No One’s World).

Z punktu widzenia Azji z jej dość słabymi instytucjami bezpieczeństwa zbiorowego, problem zmiany zasad ładu światowego wydaje się pilny: opinia publiczna w wielu państwach jest kształtowana przez retorykę wojny, a wielość potencjalnych punktów zapalnych może prowadzić do otwartych konfliktów nawet wbrew intencjom zaangażowanych aktorów. Z dyskusji podczas Raisina Dialogue wyłaniały się trzy modele przekształceń systemu światowego.

Po pierwsze, powracały postulaty dostosowywania struktur międzynarodowych do zmienionych warunków geopolitycznych, między innymi powiększenia Rady Bezpieczeństwa ONZ o nowych stałych członków, takich jak np. Indie. W sposób oczywisty zwiększyłoby to reprezentatywność tej instytucji, ale nie uczyniłoby jej efektywniejszą bez zrzeczenia się prawa weta przez jej członków, co wydaje się mało prawdopodobne.

Drugą proponowaną możliwością jest częstsze wykorzystywanie słabo sformalizowanych forów międzynarodowych, takich jak G20, jako mechanizmów wypracowywania rozwiązań bieżących kryzysów. Tutaj warunkiem wydaje się korzystanie z ekspertyzy istniejących organizacji międzynarodowych (jak w przypadku kooperacji G20 z OECD). Uczestnicy rozmów G20 z Turcji, Meksyku i RPA przekonywali jednak, że spotkania liderów w gorącym okresie ostatniego globalnego kryzysu finansowego odsunęły np. niebezpieczeństwo wojen walutowych. Państwa średniej wielkości, jak obejmująca wkrótce przewodnictwo w grupie G20 Argentyna, mogą zaś wykorzystać do podniesienia ważnych dla siebie kwestii na forum przywódców państw (w tym przypadku prezydencja skupi się na bezpieczeństwie żywnościowym i przyszłości pracy), a brak sformalizowanych procedur biurokratycznych prowadzi do większej elastyczności w podejmowaniu decyzji.

Trzecim rozwiązaniem, za którym z pasją opowiadał się na przykład M.J. Akbar, minister stanu w indyjskim MSZ, był powrót do wyobrażonego ładu westfalskiego, a więc dowartościowanie suwerenności równych państw i wspierających je (republikańskich) nacjonalizmów. W takim układzie rozwiązanie konkretnych kryzysów pozostawić by należało w gestii państw bądź koalicji państw, stosunki międzynarodowe byłyby w większym stopniu transakcyjne, podobne do działań biznesowych. Słuchając Donalda Trumpa, prezydenta USA w Davos tydzień później można było mieć wrażenie déjàvu. Obecna administracja USA mówi językiem świetnie w Delhi zrozumiałym.

Reakcje na przedstawione propozycje były różne. Zasadność pierwszej właściwie nie była kwestionowana, być może także dlatego, że dyskusje o reformie systemu ONZ ciągną się już na tyle długo, że nikt nie spodziewa się ich rychłego końca. Drugi model jawił się jako konieczność w sytuacji okresowego paraliżu tradycyjnych instytucji jak RB ONZ i coraz bardziej wielowymiarowych kryzysów, lecz wyzwaniem pozostaje legitymacja decyzji podejmowanych na forach takich jak G20. Trzecia natomiast przez uczestników pochodzących z Azji Wschodniej i Południowej przyjmowana była z pewnym zrozumieniem, innym dyskutantom –w tym niżej podpisanemu – zbytnio przypominała rozwiązania unilateralne czy „koalicje chętnych” i jako taka wydała się ryzykowna dla pokoju w wielu regionach świata. Jak przypominano, nacjonalizmy nie zawsze są republikańskie, a często etniczne, co prowadzi do tego typu konfliktów, z których w Europie słyną Bałkany.

Obecne i przyszłe kryzysy będą rozwiązywane w tych trzech modelach działania, a być może w ich kombinacji. Trudno było jednak spotkać uczestników „Raisiny”, którzy po wysłuchaniu debat byliby spokojniejsi o pokój w Azji, niż przed przyjazdem do Delhi.

Szczególny niepokój budziła kwestia zbrojeń nuklearnych, która ma największy potencjał destabilizacyjny w regionie. Nie chodzi wyłącznie o gorącą wymianę opinii i gróźb między Koreą Północną a USA, ale także wojenną retorykę w stosunkach pakistańsko-indyjskich czy też napięcie chińsko-indyjskie. „Próba indyjskiej międzykontynentalnej rakiety Agni V zakończyła się powodzeniem (…). Zasięg powyżej 5 tys. kilometrów zwiększy siłę indyjskiego odstraszania wobec Chin. 17-metrowa rakieta da Indiom możliwość przeniesienia jednotonowej głowicy nuklearnej gdziekolwiek na terytorium Chin. (…) Chiny mają rakiety z większym zasięgiem. Dong Feng -31 o zasięgu 14 000 kilometrów mogą uderzyć w cele w dowolnym punkcie na kuli ziemskiej” – donosił „Hindustan Times” 19 stycznia 2018 roku, dzień po zakończeniu Raisiny.

W tej dziedzinie nie pojawiły się żadne zaskakujące propozycje. Pozostaje nadzieja wyrażana przez wielu uczestników konferencji, że pomimo wojowniczej retoryki aktorzy po wszystkich stronach pozostaną racjonalni, a osiągnięcie porozumienia między mocarstwami będzie możliwe w ramach istniejącego – choć chwiejnego – porządku międzynarodowego i opierać się na zasadach braku nowych prób atomowych, braku gróźb nuklearnych i nieeksportowaniu materiałów rozszczepialnych poza istniejącym reżimem międzynarodowym.

  1. Indie jako obrońca zasad wolnego handlu

Indie konsekwentnie starają się przedstawiać jako obrońca liberalnego ładu międzynarodowego w sferze handlu oraz państwo przyjazne międzynarodowemu biznesowi. Dobitnie podkreślali to zarówno mówcy indyjscy, jak i ci goście – np. otwierający konferencję premier Izraela Benjamin Netanjahu – którzy wiedzieli jaką strunę potrącić, by wydobyć muzykę chętnie słuchaną przez gospodarzy. Podobną pochwałę wolnego handlu wygłosił w kilka dni później w Davos premier Modi, starając się i w tym aspekcie dorównać chińskiemu przywódcy, który w Szwajcarii był przed rokiem gorąco oklaskiwany.

Za tą prorynkową retoryką Indii idą działania, których skutkiem jest na przykład skokowy awans w rankingu łatwości prowadzenia biznesu Banku Światowego („Doing business” 2018, o trzydzieści pozycji do góry, choć na odległe 100. miejsce). Temu zapałowi do liberalnych reform ekonomicznych towarzyszy jednak w indyjskim przypadku także duża determinacja do obrony własnych interesów gospodarczych, jak stosowanie ceł w przypadku podejrzenia partnerów handlowych o dumping (przypomnijmy, że w czerwcu zeszłego roku podwyższono w Indiach cła na kilkadziesiąt typów produktów chińskich).

  1. One Belt, One Trap” – rosnąca nieufność wobec Chin

W ten sposób dochodzimy do najbardziej rzucającej się w oczy różnicy wobec zeszłorocznej Raisiny, a więc rosnącej nieufności wobec Chin.

Od wielu lat stosunki indyjsko-chińskie oscylują między kooperacją a konkurencją, będąc zresztą jednocześnie w jednych sprawach kooperacyjne, w innych zaś – konkurencyjne, a nawet konfrontacyjne. Jeśli w zeszłym roku na delhijskiej konferencji przeważały nastroje kooperacyjne, wywołane zapewne nadziejami na powodzenie współpracy w ramach Grupy BRICS i powołaniem Nowego Banku Rozwoju, o tyle w tym roku głosy dotyczące Chin były o wiele bardziej nacechowane ostrożnością, jeśli nie obawą.

Przyczyny tej zmiany są dwie: realizacja planu Jednego Szlaku i Jednej Drogi w sposób, który Indie uważają za zagrożenie dla swoich interesów geopolitycznych i związana z tym rosnąca konkurencja w mniejszych państwach regionu takich jak Nepal, Bhutan, Malediwy czy Sri Lanka, uważane przez Indie za ich strefę wpływów. Indyjskie niepokoje współgrały z obawami wyrażanymi przez europejskich i amerykańskich uczestników konferencji. Jak podsumowała je Theresa Fallon z think tanku CREAS, globalizacja przyczyniła się do kryzysu demokracji na Zachodzie, a Chiny obecnie bardziej oddziaływują na kraje Zachodu niż Zachód na Państwo Środka.

Konkurencja chińsko-indyjska wydaje się nieunikniona. Chiny rozbudowują swą potęgę militarną, by chronić swe coraz bardziej globalne interesy, a projekty takie jak OBOR mają służyć zapewnieniu długofalowych podstaw wzrostu chińskiej gospodarce. Ich poczynania śledzone są z niepokojem przez innych aktorów regionu, w tym rząd w Delhi, które boją się chińskiej dominacji w wymiarze wojskowym i gospodarczym. Choć Indie kolejny rok z rzędu rozwijają się szybciej niż Chiny, to pomimo porównywalnej liczby ludności gospodarka indyjska stanowi ciągle jedynie 20-25 % gospodarki chińskiej.

Nie dziwi więc, że coraz więcej głosów dotyczących realizacji Jednego Pasa i Jednej Drogi (OBOR) było krytycznych. Ten skrót parafrazowano żartobliwie jako One Belt, One Way czy One Belt One Trap, sugerując, iż koncepcja OBOR jednostronnie służąc chińskim interesom przyczyni się do ekonomicznego i politycznego uzależnienia państw szlaku od Chin (ze względu na potencjalną spiralę zadłużenia wobec chińskiego państwa lub banków kontrolowanych przez Chiny).

W zgodnym przekonaniu wszystkich niemal uczestników dyskusji, sam OBOR znacząco wykracza poza kwestie rozwoju infrastruktury. Ze względu na swój rozmach Nowy Jedwabny Szlak będzie ustanawiał standardy w wielu dziedzinach w krajach tranzytowych (od sposobu finansowania aż po warunki techniczne), a całemu procesowi może brakować przejrzystości jeśli chodzi o sposoby wytyczania konkretnych szlaków komunikacyjnych, wyboru realizujących go firm czy relacji z miejscowymi elitami w państwach między Chinami a Europą. Uczestnicy konferencji, nie kwestionując samego pomysłu inwestycji w infrastrukturę ułatwiającą handel dalekosiężny, zwracali uwagę, iż projekt zyskałby na wiarygodności, gdyby wciągnięto do niego sektor prywatny oraz był pomyślany w sposób bardziej pluralistyczny, uwzględniający interesy wielu aktorów i więcej dróg łączących ze sobą ludzi i gospodarki.

Jak na to reaguje strona chińska? Niestety, będąc na Raisinie trudno się tego dowiedzieć. Chińskich mówców było zdecydowanie mniej niż w zeszłym roku (choć trudno dociec, czy odpowiedzialni są za to organizatorzy, czy kraj z drugiej strony Himalajów), a chiński rząd – już tradycyjnie – w ogóle nie był reprezentowany. W powietrzu czuło się, że wielu mówców mówi o Chinach albo do Chin, nawet jeśli używa pozornie ogólnych sformułowań o konieczności powstrzymywania się od unilateralnego używania siły militarnej i gospodarczej czy o potrzebie dostarczania dóbr publicznych przez największe potęgi, takie jak bezpieczeństwo w regionie szlaków handlowych. Bez wciągnięcia w debatę strony chińskiej znacznie trudniej wyobrazić sobie, by w stosunkach chińsko-indyjskich na trwałe przeważył element kooperacji.

  1. Od BRICS do RIC i rosyjski zwrot ku Azji

Jeśli podczas ubiegłorocznej konferencji za najbardziej obiecujący z nowych formatów współpracy międzynarodowej można było uznać BRICS, to w 2018 roku ze względu na problemy wewnątrzpolityczne Brazylii i RPA, grupa ta zdała się zredukowana praktycznie do RIC, a więc Rosji, Indii i Chin, z tym pierwszym państwem starającym się mediować między dwoma pozostałymi. Być może format BRICS wróci jako efektywniejsze forum współpracy, jeśli Brazylia i RPA przezwyciężą wewnętrzne kryzysy.

Rosja, która Europie jest postrzegana z powodu agresji na Gruzję i Ukrainę jako siła burząca międzynarodowy porządek, w Azji jawi się raczej jako aktor potrafiący przyciągnąć Chiny i Indie do tego samego stołu i efektywnie zwalczać – przynajmniej niektóre – organizacje terrorystyczne (np. w Syrii).

Moskwa zaczyna rozumieć się jako siła, która ma ambicję nie tylko wpływać na przyszłość Europy, ale także w rosnącym stopniu – w Azji. Intensywnie inwestuje zarówno w swą potęgę, zarówno w wersji hard, jak i soft. Przykładem mogą być programy wymiany młodzieży z krajami Azji (głównie Chinami). Timofiej Bordaczew, dyrektor moskiweskiego Ośrodka Kompleksowych Badań Europejskich i Międzynarodowych, zwrócił uwagę na rosnące zapotrzebowanie rosyjskiego przemysłu i władz na ekspertyzę dotyczącą Azji, co w pewnym stopniu wiąże się z amerykańskim zwrotem w kierunku Azji, ale odzwierciedla też wzrost znaczenia tego kontynentu jako przestrzeni geopolitycznej i geoekonomicznej dla Rosji.

  1. Quad – NATO Indopacyfiku?

Od kilku miesięcy jako interesujący alternatywny format współpracy międzynarodowej w regionie w dziedzinie bezpieczeństwa jawi się tzw. Quad, skupiający takie kraje demokratyczne jak Indie, Japonię, Australię i USA. Jak podkreślano na Raisina Dialogue, bardziej niż zasady porządku wewnętrznego łączy je jednak zbieżność celów strategicznych (strategic convergence). W powszechnym odczuciu Quad stanowi odpowiedź na rosnące wpływy chińskie w regionie. Fakt, że w sesji o poszukiwaniu ładu na Indo-Pacyfiku (ten pierwotnie amerykański termin określa oba oceany jako jedną przestrzeń polityki bezpieczeństwa), wzięło udział czterech admirałów, odczytano jako symboliczną demonstrację determinacji w obronie wspólnych interesów.

Na czym więc polega format współpracy Quad? Kooperacja czterech państw będzie prawdopodobnie pragmatyczna, nastawiona na dwustronną współpracę koordynowaną przez USA, a jej celem – rozwój zdolności interoperacyjnych każdej z marynarek i ich technicznej zdolności do zapewnienia bezpieczeństwa żeglugi, zwalczania piractwa i terroryzmu czy niesienia pomocy w wypadku katastrof naturalnych. Stanowiska w czasie wspomnianego „forum admirałów”, były niekonfrontacyjne, otwarte na współpracę z innymi, nastawione na budowanie zdolności obronnych i umiejętności współpracy.

Jednocześnie jednak wypowiedzi wojskowych były zdecydowane. Wszyscy uczestnicy dyskusji podkreślali konieczność poszanowania prawa morza, co zostało w sposób dość jednoznaczny odebrane jako komentarz do sytuacji bezpieczeństwa na Morzu Południowochińskim. Admirał Katsutoshi Kawano (Japonia) zwracał uwagę na potencjalne militarne znaczenie OBOR (np. wykorzystania portów kontrolowanych przez Chiny do celów militarnych). Admirał Harry Harris (USA) mówił o zbyt wolnym w stosunku do potrzeb postępie współpracy indyjsko-amerykańskiej, namawiając partnerów do większej odwagi. Wiceadmirał Tim Barrett (Australia) zaś domagał się więcej transparentności od wszystkich aktorów w regionie, co pozwalałoby uniknąć ryzyka eskalacji w razie incydentów.

W kuluarach tylko nieco żartobliwie pytano, czy Quad może stać się swoistym NATO Indo-Pacyfiku. Przynajmniej na obecnym etapie inicjatywa nie ma z pewnością aż tak dalekosiężnych ambicji. Każdy z partnerów ma dobre powody by współpracy zbytnio nie formalizować. Udział w bloku militarnym byłby sprzeczny z podstawową zasadą „autonomii strategicznej” w polityce zagranicznej i obronnej Indii. Warto przypomnieć, że ten kraj w ostatnim roku wstąpił jednocześnie z Pakistanem do zdominowanej przez Chiny i Rosję Szanghajskiej Organizacji Współpracy (o czym z satysfakcją przypominali moskiewscy politycy).

  1. Europa – pacjent w trakcie rekonwalescencji

A gdzie w tym wszystkim jesteśmy my, Europejczycy? Jeśli chodzi o prezentację krajów Unii Europejskiej i samej tej organizacji, to wypadła ona w porównaniu z zeszłoroczną edycją zaskakująco dobrze. Kłótnia została zastąpiona dość rzeczową wymianą opinii, nie zawsze zgodnych, ale utwierdzających słuchaczy w przekonaniu, że UE kryzys ma już za sobą, wspólna waluta została ustabilizowana, a integracja postępuje na przykład dzięki nowym inicjatywom we wspólnej polityce obronnej (PESCO). W Indiach, które przykładają wielką rolę do autonomii strategicznej także w wymiarze militarnym, kraje Unii nie będą wiarygodne bez utrzymania konkurencyjności w nowoczesnych technologiach zbrojeniowych. Jak podkreślał Sunjoy Joshi, przewodniczący delhijskiej Observer Research Foundation, pozycję Europy w kwestiach bezpieczeństwa podkopuje np. brak europejskiego myśliwca 5. generacji. Przez polityków indyjskich (jak Ruchi Ghanashyam, zastępczynię MSZ) Unia jest w dalszym ciągu postrzegana jako bardzo istotny partner handlowy i siła, która dzięki swojemu wielkiemu rynkowi może wpływać na globalne standardy w różnych dziedzinach (np. bezpieczeństwa żywności), partner w zwalczaniu terroryzmu, ale dostrzegają oni również głębokie pęknięcia wspólnoty poddanej próbie przez szereg kryzysów.

Na stosunkach między Indiami a UE, choć te należą do najstarszych utrzymywanych przez europejskie wspólnoty i zostały wzmocnione kilkanaście lat temu umową o strategicznym partnerstwie, od dawna kładzie się cieniem kwestia umowy o wolnym handlu i inwestycjach. W negocjacjach nic nie zapowiada szybkiego przełomu, ale zaangażowani eksperci sądzą, że szanse na jej zawarcie w następnych latach będą rosnąć w związku z napiętymi relacjami w regionie i obawami przed konsekwencjami inicjatywy OBOR. Obie strony, postrzegające się jako obrońcy wolnego handlu światowego, będą być może chciały dać tej idei nowy impuls.

  1. Polityka antyterrorystyczna – nowe partnerstwa

Po raz kolejny jednym z szeroko dyskutowanych na Raisinie był terroryzm, który z punktu widzenia państwa-gospodarza nie jest kwestią tylko bezpieczeństwa wewnętrznego (seria zamachów z Mumbaju sprzed 10 lat, w której zginęło ponad 170 osób, wciąż pozostaje w żywej pamięci), ale także polityki zagranicznej. Indie od lat oskarżają Pakistan, że wspiera grupy terrorystyczne w państwach ościennych, by je destabilizować. Politycy delhijscy z nieukrywaną satysfakcją przyjmowali niedawne wstrzymanie amerykańskiej pomocy wojskowej dla Pakistanu, motywowanej brakiem postępu w zwalczaniu grup ekstremistycznych na jego terytorium. Prominentna obecność na Raisinie izraelskich i amerykańskich ekspertów od bezpieczeństwa i polityk antyterrorystycznych może wskazywać, że współpraca Indii z USA i Izraelem (dwie wizyty państwowe w ostatnim roku!) w tych dziedzinach będzie się rozwijać. Słowami kluczami w tych dyskusjach była „wymiana informacji” i „wywiad”, które powinny zapobiegać zagrożeniu ekstremizmem.

Krytyka indyjska wobec państw wspierających terroryzm zabrzmiała o tyle wybiórczo, że za potępieniem Pakistanu nie podszedł równie zdecydowany głos w sprawie Iranu i jego poparcia dla Hezbollahu. Iran jednak jest dla Indii coraz ważniejszym partnerem geoekonomicznym, na przykład indyjskie inwestycje w zespół portów w Chabaharze mają dla Indii znaczenie strategiczne, pozwolą bowiem stworzyć efektywne połączenie pomiędzy Afganistanem a Indiami.

  1. Nowe technologie – szanse rozwoju i zagrożenie deglobalizacją

Rozwój technologiczny nie budzi w Azji tylu obaw, co w Europie i postrzegany jest w większym stopniu jako szansa. Choć system elektronicznej i biometrycznej identyfikacji dla wszystkich mieszkańców Indii (Adhaar) wciąż wzbudza wątpliwości jeśli chodzi o poziom jego zabezpieczeń (zarówno na poziomie systemowym, jak i poszczególnych użytkowników), to stwarza możliwości znacznie ułatwionego dostępu do administracji publicznej i systemu finansowego, co ma olbrzymie znaczenie w kraju, gdzie nierówności społeczne i wykluczenie są palącym problemem. Wprowadzany obecnie projekt 100 inteligentnych miast (smart cities) ma przekształcić wiele średniej wielkości ośrodków w lokalne centra rozwojowe, które w zamierzeniu mają promieniować na całą okolicę. Wiąże się to z tym, że 60 % PKB indyjskiego i 90 % podatków pochodzi z miast. Na uwagę zasługuje dość otwarty i pluralistyczny model przetargów na obsługę programu, w którym biorą udział 42 firmy z 14 państw.

Nie oznacza to jednak, że w azjatyckich dyskusjach nie dostrzega się potencjalnych zagrożeń związanych z postępem technicznym. W pierwszym rzędzie jednak obawy dotyczą możliwego odwrócenia procesu globalizacji w związku z postępami automatyzacji produkcji i robotyzacji. Indie, jak większość społeczeństw Azji Południowej, są młode i chcą podążyć śladami państw Azji Wschodniej, które swój rozwój gospodarczy oparły na porównywalnie niższych kosztach pracy i eksporcie. Jednak rośnie świadomość, że na skutek robotyzacji globalny łańcuch produkcji może ulec skróceniu, a być może nawet zamknąć w państwach narodowych. Rozwój sztucznej inteligencji (AI) już teraz stanowi poważne wyzwanie dla miejsc pracy w indyjskiej informatyce i usługach dla biznesu.

Co więcej, potencjalne zastosowanie zaawansowanej robotyki i AI na polu walki może doprowadzić do zmiany sytuacji bezpieczeństwa w regionie świata, w którym ryzyko konfliktów zbrojnych wydaje się rosnąć. Indie – także w obawie przed sąsiadami, którzy mogą uzyskiwać na tym polu przewagę – będą zapewne państwem w rosnącym stopniu zaangażowanym w traktatowe uregulowanie zasad użycia maszyn sterowanych AI na polu walki.

***

Kiedy znaczna część opinii publicznej mobilizuje się przeciw sąsiadom, a wojenna retoryka dominuje okresowo dyskurs publiczny, uczestnicy i uczestniczki „Raisina Dialogue” koncentrowali się na zbliżaniu stanowisk i szukaniu rozwiązań. Znaczenie tej konferencji, która chce oferować miejsce do dyskusji nad rozwiązaniami globalnie istotnych kryzysów w szerokim kontekście ekonomicznym i społecznym, polega więc na tym, że jest miejscem międzynarodowej debaty pomiędzy przedstawicielami polityki, biznesu, wojska i instytucji analitycznych w części świata, gdzie takich forów brakuje.

W ciągu trzech lat Raisina bardzo się rozrosła i stała się jednym z kilku globalnie istotnych miejsc spotkań. Dobrze więc się stało, że głos polski był w Delhi słyszalny, a zdecydowane, choć niekonfrontacyjne wystąpienia ministra Marka Magierowskiego (MSZ) w panelu poświęconym UE ciepło przyjęte.

Napięta sytuacja w sąsiedztwie Indii oraz ich mocarstwowe ambicje sprawiają, że Raisinie trudno będzie osiągnąć status Davos, które położone jest w neutralnej Szwajcarii. Wciągnięcie w publiczny dialog znaczących mówców chińskich czy pakistańskich może być bardzo trudne. Jednak kraj szczycący się swoją otwartością i pluralizmem powinien dać konferencyjnej publiczności możliwość zadawania pytań indyjskim ministrom. W tym roku – odmiennie niż w zeszłym – zostaliśmy tej możliwości pozbawieni.

W innej kategorii Raisina jednak przebiła Davos. W Szwajcarii prawie 80% uczestników konferencji stanowili mężczyźni. W Delhi prawie 35% uczestników paneli było kobietami, a ambicją organizatorów jest dalsze wyrównywanie szans udziału w debacie między płciami.

***

Poniżej znajduje się prywatna galeria zdjęć autora z opisanej wyżej konferencji Raisina 2018 (kliknij zdjęcie, aby zobaczyć pełny rozmiar):

Wystąpienie premiera Izraela Benjamina Netanjahu

Przerwa w obradach – hotel Taj Palace

Dyskusja o prawach kobiet

Autor

Autor c.d.

Forum admirałów państw Quad

Forum admirałów państw Quad c.d.

Wystąpienie ministra Marka Magierowskiego MSZ

Udostępnij:
  • 13
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    13
    Udostępnienia
K. Zalewski: Azjatyckie stulecie – w poszukiwaniu ładu światowego (Raisina Dialogue 2018) Reviewed by on 29 stycznia 2018 .

Obserwacje na marginesie 3. edycji Raisina Dialogue (Managing Disruptive Transitions, 16-18 stycznia 2018, Delhi) Krzysztof M. Zalewski Długo zapowiadane nadejście azjatyckiego stulecia przynajmniej z punktu widzenia Delhi i innych stolic azjatyckich stało się faktem. Dla azjatyckich elit powodem do dumy jest to, że zmiany w tym obszarze geopolitycznym uważane są za decydujące dla losów świata.

Udostępnij:
  • 13
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    13
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź