Artykuły

K. Piekut: Azjatyckie determinanty konkurencyjności

Jednym z najważniejszych tematów od dłuższego czasu w mediach jest trwający kryzys światowy i związane z nim konsekwencje dla gospodarki światowej. Warto jednak zwrócić uwagę na przyczyny problemów finansowych. Pragnę skupić się w szczegolności na jednym takim elemencie tj. determinanty konkurencyjności w gospodarce światowej.

Aby móc skutecznie rywalizować na globalnym rynku trzeba spełnić co najmniej jeden z trzech warunków: „do it faster”, „do it better”, „do it cheaper” (dostarczyć produkt/usługę szybciej, lepiej bądź taniej). Tak było przynajmniej dotychczas. Obecnie jednak trzeba jeszcze zwrócić uwagę na dodatkowe elementy, bez których nasze możliwości współzawodniczenia będą się systematycznie kurczyć, a są to takie składniki, którym nie można przypisać wartości pieniężnej. Są nimi umiejętność posługiwania się językami obcymi oraz świadomość kulturową.

 Co obecnie łączy Japonię, Włochy, Grecję oraz Stany Zjednoczone? Pomijając ustrój demokratyczny oraz problemy gospodarcze, wymienione państwa są jednojęzyczne. Mimo, różnych nacji zamieszkujących terytorium USA, dwoma językowa władają jedynie mniejszości narodowe często zamknięte we własnych enklawach kulturowych. Z moich osobistych doświadczeń wynikających z odbytych studiów w Stanach Zjednoczonych wynika, że większość osób posługuje się tylko jednym językiem. Drugi język jest nauczany w szkołach jednak amerykanie nie posiadają wystarczających umiejętności, aby porozumiewać się po hiszpańsku.  Zachód na własne życzenie traci zdolność konkurowania. Nasz (w znaczeniu zachodni) system edukacyjny nie jest w stanie przygotować adeptów do pracy w globalnej gospodarce. Azja Południowo-wschodnia lepiej radzi sobie z tym problemem. Wystarczy spojrzeć jak wygląda kształcenie elit w Korei Południowej. Muszą przede wszystkim znać dwa najważniejsze dla nich języki: angielski ze względu na silne kontakty gospodarcze i polityczne oraz chiński, język najsilniejszego sąsiada.

Drugim czynnikiem wartym uwagi jest świadomość kulturowa, a raczej jej brak z naszej strony. Pieniądze posiadają tę właściwość, że potrafią pokonać większość przeszkód, większość ale nie wszystkie. Za strumieniem „dolarów” stoją konkretni ludzie, posiadający pewne wartości, tradycje i przyzwyczajenia, które w ostatecznym rozrachunku determinują cel przepływów pieniężnych. Tu właśnie istotną rolę odgrywa świadomość kulturowa, interesy robi się z drugim człowiekiem, a nie z firmą. Warto chociażby zaznaczyć wpływ guanxi (budowanie nieformalnych relacji) w Chinach. Na tym jednak nie koniec. Dużo ważniejszym czynnikiem jest szeroko pojęty konfucjanizm. Oczywiście w krótkim artykule nie da się streścić wykładni nauk Konfucjuszu, ale chciałbym zaznaczyć istotne elementy. W IV Księdze Dialogów Konfucjańskich Kongzi(Konfucjusz) mówi: „Gdy widzisz mędrca, myśl o tym, by mu dorównać. Gdy widzisz tego, komu brak rozsądku, zastanów się nad sobą samym.” Natomiast zachód nie zastanawia się nad samym sobą tylko zaczyna krytykować innych. Najlepszym przykładem tego była ostatnio często recenzowana, na łamach serwisu CSPA, książka Brunet’a i Guicharda’a „Chiny światowym hegemonem? Imperializm gospodarczy Państwa Środka”.

Brak świadomości kulturowej może prowadzić do niepotrzebnych antagonizmów. Np. częstą obawą Polaków jest, że Chiny wymuszą na nas zmiany systemowe bądź ograniczą naszą wolność. Chińczykom nie zależy na reformowaniu Europy, nie widzą takiej potrzeby. Europa wychowała się na Chrześcijaństwie a Chiny na konfucjanizmie, obie religie (w znaczeniu źródła wartości społecznych) nie są sprzeczne wobec siebie, jednakże opierają się na innych wartościach. Nasze idee są uniwersalne, ale dla zachodu, nie dla Azji czy Afryki. Musimy to w końcu zrozumieć, bo bez tego nie będziemy mieli możliwości do dalszego rozwoju.

Należy wymienić jeszcze jeden dodatkowy element, który ma negatywny wpływ na kondycję gospodarczą zachodu: system socjalny. Poleganie na zabezpieczeniach społecznych demotywuje ludzi do aktywnego działania, sprzyja lenistwu oraz pochłania pieniądze z budżetu państwa. O ile idea tego systemu jest zacna, gdyż miał pomóc w redystrybucji dochodu na rzecz osób mniej uprzywilejowanych, niestety rozpieścił część społeczeństwa, która liczy, że państwo zrobi wszystko za nich. Jak sobie radzi Azja z zabezpieczeniem społeczeństwa? Np. w Singapurze, nie ma żadnych zabezpieczeń, osoby nie pracujące są zdane tylko na siebie, jedynie niepełnosprawnym przysługuje pomoc państwowa. A Chiny? Trzy pokoleniowe rodziny mieszkające pod jednym dachem. Oczywiście trudno to nazwać systemem zabezpieczeń społecznych, tym bardziej, że taki układ jest związany z tradycją i warunkami ekonomicznymi, nie mniej gwarantuje lepszą opiekę niż sam system emerytalny.

Politycy rządący Chińską Republiką Ludową uważnie przyglądali się transformacjom i reformom na zachodzie. Wyciągnęli wnioski z naszych porażek i zaadoptowali pewne reformy do swoich tradycji i potrzeb, tak aby gospodarka krajowa mogła się prężnie rozwijać. Mimo, różnic systemowych, dokonali niezbędnych zmian w gospodarce i dziś czerpią z tego korzyści. Czy zachód nie może skorzystać, z niektórych rozwiązań chińskich?

 Autor: Karol Piekut, jest studentem trzeciego roku sinologii UW oraz doktorantem SGH w Kolegium Gospodarki Światowej.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Piekut: Azjatyckie determinanty konkurencyjności Reviewed by on 16 stycznia 2012 .

Jednym z najważniejszych tematów od dłuższego czasu w mediach jest trwający kryzys światowy i związane z nim konsekwencje dla gospodarki światowej. Warto jednak zwrócić uwagę na przyczyny problemów finansowych. Pragnę skupić się w szczegolności na jednym takim elemencie tj. determinanty konkurencyjności w gospodarce światowej. Aby móc skutecznie rywalizować na globalnym rynku trzeba spełnić co najmniej

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 7

  • Dodam jeszcze w sprawie posługiwania się językiem obcym.No cóż wydaje mnie się że jeśli chodzi o starsze pokolenie to przymus nauki języka rosyjskie go w minionym okresie i złe skojażenia z okresem zaborów zniechęciło wielu polaków do nauki języków,jednocześnie trudności kontaktowania się ze społeczeństwami zza żelaznej kurtyny stwarzała trudności z doskonaleniem i wykorzystaniem tej umiejętności.Uważam że teraz zaczyna być znacznie lepiej szczególnie wśród młodszego pokolenia.Z tego co wiem rwnież Chińczycy mogą się pochwalić dobrą znajomością języka angielskiego co nie jest obojętne dla współpracy gospodarczej tych krajów ale nie tylko.Jeśli chodzi o artykuł trudno nie przyznać racji.

  • wiekszosc osob w Stanach Zjednoczonych vs. elity Korei Poludniowej ? niezle porownanie. to moze porownac amerykanskie elity z koreanskimi? wsrod tychze zatrudnianie nianiek z dobrym mandarynskim jest akurat dosyc modne

    jaki jest wynik tych tysiecy godzin spedzonych przez azjatyckie dzieci na nauce ang? raczej taki sobie. akurat spoleczenstwa rozwinietych krajow azji raczej znaja jezyk ang lepiej niz ich odpowiednicy w europie wsch, ale to takze zasluga ich rozwinietych gospodarek

    czy autor moglby podac konkretne przyklady tych zastosowanych przez chinskie wladze wnioskow i reform? akurat Hu/Wen sa znani z zatrzymania tychze reform. pisal o tym niedanwno JG, jak to czesci gospodarki sa zamykane. tworzy sie raczej zapory niz wspiera konkurencyjnosc, wspiera SOE niz drobnych przedsiebiorcow – jak w USA banki zamiast klasy sredniej

    • ad 1.
      Słuszna uwaga. Jeśli uznać wykładowców uczelniach ze część pewnej „elity” to również nie znają języków obcych. Opiekunki najczęściej nie są amerykankami
      ad 2
      Proces kształcenia to nie jest kwestia 1 pokolenia. Na efekty trzeba nie wątpliwie poczekać, ale obrany kierunek jest zdecydowanie poprawny.
      ad 3
      Cofnąć trzeba się do Deng Xiao Ping albo chociaż do okresu transformacji Polski, kiedy Chiny miały specjalny wydział analizujący ten proces u nas. Reformy miały z reguły „próbny” region i były wprowadzane powoli ale systematycznie i konsekwentnie. np 1979-1984 reforma rolna, później od 1984 reforma przemysłu. Chiny nie chcą dopuścić do sytuacji gdzie kapitał zagraniczny będzie mógł chociażby w najmniejszym stopniu kontrolować gospodarkę.

      Dziękuję za komentarz.

    • A propos Europy Śr.-Wsch., tu chlubnym wyjątkiem jeśli chodzi o znajomość języków jest Estonia. Tu po angielsku potrafią się porozumiewać niemal wszyscy poniżej 40 roku życia. A ludzie starsi często znają niemiecki i oczywiście fiński – język pokrewny estońskiemu.

  • Arcyciekawy tekst, poruszający nader ważne kwestie.
    Język… To m.in. dlatego wśród CEO wielkich zachodnich koncernów istnieje swoista nadreprezentacja Holendrów, Skandynawów, Szwajcarów, Żydów – że u tych nacji jest tak duży odsetek poliglotów. Dla typowego holenderskiego managera nie ma problemu z odbyciem spotkania biznesowego w jęz. angielskim / niemieckim / francuskim i oczywiście własnym. Nie wiem, jak wygląda tam z nauką chińskiego, ale znając holenderski pragmatyzm i rozległe interesy tamtejszych firm, zapewne dużo lepiej niż nad Wisłą.
    Kwestia świadomości kulturowej. Weźmy konfucjanizm, o którym pisze Autor. Nieraz wydaje nam się, że konfucjanizm to przeszłość. Kojarzymy go z kultem Konfucjusza, studiowaniem jego pism, sztywnymi rytuałami, konkursami na urzędników – i myślimy sobie: cóż za archaizm, jakie szanse ma ten filozoficzny trup w naszych czasach?! Ale chyba to nie tak, skoro został zdjęty z piedestału wiek temu, za Mao wyklęto go a mimo to przetrwał wszystkie te zawirowania… Tak, on przetrwał! Przetrwał w chińskiej mentalności, jako system zachowań, np. w uległości wobec przełożonych, w tych wszystkich zhierarchizowanych strukturach, formalizmie czy w gotowości do ciągłego samodoskonalenia. W prowincji Shandong żyje bodajże 78. pokolenie potomków Konfucjusza. Przez tysiące lat to, co zapoczątkował ich przodek, zakorzeniło się w ludzkich zachowaniach. Konfucjanizm stał się częścią chińskiej psyche. Nie musi wracać do gry jako oficjalna wykładnia ideologiczna Chin.
    Kwestie socjalne. Sto lat temu w Europie i USA młodzi gazeciarze byli źródłem dochodów dla wielu uboższych rodzin. Podobnie ich rówieśnicy w fabrykach i na targowiskach. Czy ktoś dzisiaj sobie to wyobraża? W Hiszpanii na moją uwagę, że chyba trzeba będzie zdrowo zacisnąć pasa i być może zbliżyć się do standardów azjatyckich, usłyszałem złowróżbne: „lepsza śmierć niż takie życie”… Oho, pomyślałem, homo sovieticus może nie taki zły i jak homo ibericus, a na pewno nie taki wściekły i roszczeniowy…
    Brak akceptacji faktu, że się żyło ponad stan sprawia, że tzw. terapie szokowe w Europie Śr.-Wsch., Rosji, Ameryce Łacińskiej nieodmiennie kończyły się lawinowym wzrostem przestępczości wśród tzw. wykluczonych. Zobaczcie co dzieje się w Meksyku, RPA, co było w Rosji za Jelcyna – rodzime gangi z Pruszkowa i Wołomina to łagodne baranki w porównaniu do pozbawionych jakichkolwiek skrupułów bandziorów z meksykańskich karteli „ucinaczy głów” albo z salwadorskiej „Mara Salvatrucha”.
    Nie wiadomo, jak rozwinie się sytuacja w UE i USA… Wielu ludzi woli napadać, kraść, nawet zabijać niż pracować tak jak pracowali ich pradziadkowie. Nauczyli się konsumować bez grama potu… Jak pisał Sołżenicyn, najgorszą formą demoralizacji jest łatwy pieniądz. Kto go raz posmakuje, jest uzależniony jak narkoman. Będzie kradł i zabijał byle się nie spocić przy pracy.

    • Panie Zyggi ma pan rację ,wiele krajów Europy a także Stany żyją ponad stan niestety ale życie zmusi w końcu ich do zmierzenia się z rzeczywistością bo nie wyobrażam sobie innej opcji.Chyba że zaprzedadzą duszę diabłu czyli kosztem wolności niezależności wyprzedając swoje dobra narodowe jakiś czas jeszcze będą żyli na kredyt ale to tylko jakiś czas bo potem i te zasoby się skończą.Lekarstwo jest jedno zacisnąć zęby wziąść się za ciężką pracę zrezygnować z roszczeń i przywilejów. Ale czy panowie wyobrażacie sobie by zrezygnowały z przywilejów takie nacje jak nauczyciele czy służba żdrowia, trzeba by chyba ogłosić stan wojenny.

      • Avatar Zyggi

        Panie Stafanie, dokładnie tak jak Pan pisze. Dodałbym tu jeszcze służby mundurowe, bo wg mnie 40-letni emeryci to skandal. Tylko jak wtedy wprowadzić stan wojenny? ;-)

Pozostaw odpowiedź