Komentarz eksperta

K. Palonka: Czy zagraniczne inwestycje naprawdę uciekną z Chin?

W prasie ekonomicznej panowała ostatnio opinia, że zagraniczni inwestorzy wycofają się z Chin w związku z rosnącymi płacami i spadkiem eksportu. Wydaje się jednak, że to przekonanie mija się z faktami. Po załamaniu w roku 2012, rok 2013 przyniósł wzrost o 7,1 proc. inwestycji bezpośrednio pochodzących z USA i wyniósł 3,4 mld dolarów, a napływ inwestycji z Europy wzrósł o 18,1 proc. i wyniósł 7,2 mld dol. Hongkong pozostaje największym zagranicznym inwestorem w Chinach (napływ inwestycji via Hongkong wyniósł w 2013 roku 73,4 mld dol.) – szacuje się jednak, ze przez jego kanały finansowe przepływa około 65,4 proc. inwestycji z USA. Singapur i Japonia są odpowiednio na drugim i trzecim miejscu (7,2 mld dol. i 7,1 mld dol. w 2013 roku). Zmianą w rankingu jest spadek na czwarte miejsce Brytyjskich Wysp Dziewiczych, które w latach 2006-2012 były drugim co do wielkości źródłem napływu inwestycji do Chin. Uznawane za raj podatkowy i mające nadzwyczaj sprzyjające biznesowi regulacje szczyciły się imponującą liczbą 900 000 zarejestrowanych tamże firm. Prawdziwe miejsce pochodzenia kapitału zarejestrowanego na tym archipelagu nie jest na razie do zidentyfikowania (mimo że liczne międzynarodowe stowarzyszenia i organizacje pozarządowe prowadzą coraz bardziej wnikliwe śledztwa w tej sprawie). Można jednak przypuszczać, że część kapitału pochodzi także z USA. Dlatego też należy podsumować, że inwestycje z USA dominują w strukturze geograficznego pochodzenia zagranicznych inwestycji w Chinach.

Ważnym elementem zjawiska jest reinwestowanie przychodów z eksportu za pośrednictwem Hongkongu lub Wysp Dziewiczych. Tzw. round-trip investments obejmują także inwestorów chińskich, którzy kwoty uzyskane za wyeksportowane towary „parkują” w rajach podatkowych i następnie jako firmy zagraniczne reinwestują w Chinach. Część tych pieniędzy napływa także do szarej strefy w sektorze finansów i jest przedmiotem szczególnej uwagi chińskich władz[1]. Ocena wielkości tego zjawiska jest bardzo trudna, choć działania chińskiego Ministerstwa Handlu (zwłaszcza ograniczenie przywilejów inwestorów zagranicznych) przyczyniły się do przesunięcia Wysp Dziewiczych na czwarte miejsce w wyżej przytoczonym rankingu.

Dlaczego więc pozornie pogarszające się warunki gospodarcze nie odstraszyły zagranicznych inwestorów?

Powodów jest kilka. Pierwszy to wzrost produktywności pracowników w Chinach (tzn. wystarczy zatrudnić ich mniej dla osiągnięcia tego samego efektu). Przesunięcie produkcji do Bangladeszu czy Wietnamu nie gwarantuje takiej efektywności, nie mówiąc już o jakości.

Drugie to imponujący wzrost klasy średniej, a zatem wzrost popytu[2], co w ekonomicznym żargonie nazywa się „bliskością rynku”. Nie trzeba większości towarów eksportować, można je sprzedać na miejscu. Pod tym względem Chiny nie mają konkurencji (Indie jeszcze wciąż pozostają daleko w tyle).

Prezentowana graficznie poniżej analiza Economist Intelligence Unit dowodzi, że niewiele jest miejsc na świecie, w których można inwestować bezpieczniej i taniej niż w Chinach. Co interesujące, jednym z takich miejsc jest Polska, która w zestawieniu znalazła się obok Peru, Meksyku i Tajwanu.

źródło: The Economist

źródło: The Economist

Warto również zwrócić uwagę na zmianę struktury gałęziowej inwestycji zagranicznych w Chinach. W 2013 roku po raz pierwszy większą część tych inwestycji ulokowano w sektorze usług, a nie jak poprzednio w przemyśle przetwórczym. W dalszym ciągu jednak 78,5 proc. ulokowano we wschodnim pasie regionów nadmorskich. Również badania przeprowadzone wśród zagranicznych inwestorów wskazują, że otoczenie biznesowe w Chinach stopniowo się poprawia (za wyjątkiem korupcji, gdzie Chiny wciąż pozostają na 88. miejscu na liście badanych 177 państw).



[1] Napływ tych pieniędzy (tzw. gorący pieniądz) w ostatnim czasie spowodował interwencję Ludowego Banku Chin (chiński bank centralny), który celowo doprowadził do czasowej deprecjacji juana.

[2] Co istotne, badania wskaźnika ufności konsumentów (przekonanie o poprawiającej się sytuacji materialnej, wzrost dochodów i nadzieja na dobrą pracę, a także stopniowy – choć wolny – wzrost kredytu konsumenckiego i najszybsza w świecie dynamika handlu poprzez Internet) wskazują, że jest on w obecnym roku na najwyższym od 5 lat poziomie.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Palonka: Czy zagraniczne inwestycje naprawdę uciekną z Chin? Reviewed by on 1 czerwca 2014 .

W prasie ekonomicznej panowała ostatnio opinia, że zagraniczni inwestorzy wycofają się z Chin w związku z rosnącymi płacami i spadkiem eksportu. Wydaje się jednak, że to przekonanie mija się z faktami. Po załamaniu w roku 2012, rok 2013 przyniósł wzrost o 7,1 proc. inwestycji bezpośrednio pochodzących z USA i wyniósł 3,4 mld dolarów, a napływ

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź