Artykuły,Publicystyka

K. Maziarz: Inicjatywa musi wyjść od dołu

Nie ulega wątpliwości, że w ostatnich latach kraje Azji i Pacyfiku stały się motorem rozwoju gospodarki światowej, a faktem jest, że mimo kryzysu większość z nich utrzymała wysoką dynamikę wzrostu PKB. Możemy założyć, że kontynent azjatycki będzie w najbliższym okresie najszybciej rozwijającym się regionem świata. W procesach tych wyróżniać się będą przede wszystkim Chiny – z ogromną liczbą konsumentów oraz coraz większym potencjałem inwestycyjnym. Już teraz ChRL klasyfikuje się jako drugą gospodarkę świata, największego eksportera i kraj dysponujący największą kwotą rezerw walutowych.

Przejdźmy z III do II ligi

Ten potencjał nie był do tej pory przez Polskę w pełni wykorzystywany. Zagraniczne relacje gospodarcze naszego kraju są w wysokim stopniu europocentryczne – udział krajów europejskich w polskim eksporcie przekracza 90 proc., a w roku 2009 kraje europejskie przyjęły blisko 95 proc. wszystkich polskich inwestycji zagranicznych. Jest to w pewnym stopniu zrozumiałe, gdyż wynika ze struktury polskiej gospodarki, w której przeważają firmy małe, niedysponujące potencjałem wystarczającym do podjęcia szerszej działalności na rynkach odległych geograficznie.

Niemniej jednak – wbrew obiegowym opiniom – polska dyplomacja i klasa polityczna są świadome wyzwań i możliwości, które stwarza dynamika procesów gospodarczych oraz społecznych w Azji, w szczególności w Chinach. Ogólne założenia polityki RP wobec Azji, koordynowanej w wymiarze politycznym przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a w wymiarze gospodarczym przez Ministerstwo Gospodarki, opierają się na przekonaniu, że Polska ma potencjał, który powinna wykorzystać w przejściu z III do II ligi graczy politycznych i gospodarczych w Chinach. Nie mamy wprawdzie takiego potencjału jak Stany Zjednoczone, Japonia, Wielka Brytania czy Niemcy, z pewnością jednak nie jesteśmy państwem, które musi pozostawać na marginesie procesów zachodzących w regionie Azji i Pacyfiku.

Azja oferuje wielki tort – częściowo już podzielony, ale niektóre kąski są wciąż w zasięgu tych, którzy postarają się po nie sięgnąć. Kiedy w Polsce przez ostatnie 20 lat byliśmy zajęci problematyką transatlantycką, inni budowali w Azji mocną pozycję, kontakty i korzystają z tego już dziś. Polska musi to nadrobić. Nie jest jeszcze za późno, aby wykorzystać dla polskich interesów nowy okres rozwoju Chin, który charakteryzuje prowadzona obecnie polityka tzw. wychodzenia na zewnątrz – głównie z inwestycjami.

Na szczeblu lokalnym

Obecne ograniczenia budżetowe nie pozwalają na natychmiastową realizację tego, co uczyniła w 2011 r. m.in. dyplomacja brytyjska, dokonując masowego transferu środków i kadr do takich państw jak Chiny, Indie czy Indonezja. Polska będzie musiała skoncentrować się na bardziej długofalowych działaniach w wybranych obszarach współpracy, posiadających największy potencjał rozwoju z punktu widzenia interesów RP.

Przykładem udanych działań tego typu była m.in. decyzja o udziale Polski w Wystawie Światowej EXPO 2010 w Szanghaju, w formule odrębnego pawilonu narodowego, który przez sześć miesięcy 2010 ub.r. istniał nie tylko jako obiekt turystyczny, ale również ośrodek rozbudowanego programu promocji wybranych branż polskiej gospodarki oraz regionów.

To ostatnie warte jest odrębnego podkreślenia, ponieważ specyfika zarówno polskiego, jak i chińskiego systemu politycznego daje ogromne możliwości władzom lokalnym w dziedzinie promocji współpracy gospodarczej. Wbrew pozorom, większość projektów współpracy gospodarczej Chin z zagranicą (wyłączając te największe, i tak raczej niedostępne dla polskich firm) zatwierdza się na poziomie lokalnym – prowincji i miast. Z tego powodu nasz awans do drugoligowych graczy na rynku chińskim będzie możliwy tylko przy aktywnym wsparciu władz samorządowych.

Na szczeblu rządowym

Polska dyplomacja wobec Chin już od wielu lat ma znaczący wymiar ekonomiczny, rozumiany zarówno jako promocja konkretnych projektów gospodarczych, jak i budowanie pozytywnego wizerunku Polski w społeczeństwie i jego elitach, który może pozytywnie wpływać na decyzje biznesowe w przyszłości.

MSZ wychodzi z inicjatywami (w ramach swojej właściwości merytorycznej oraz mając na uwadze kompetencje resortów gospodarczych) uwzględniania problematyki gospodarczej w rozmowach i spotkaniach z partnerami zagranicznymi – na szczeblu premiera i prezydenta. Dotyczy to również konferencji i międzynarodowych wydarzeń wysokiej rangi, gdzie istotne miejsce zajmują kwestie gospodarcze.

Zarówno wizyty zagraniczne, jak i spotkania z delegacjami chińskimi w kraju praktycznie zawsze zawierają komponent gospodarczy. Niejednokrotnie oznacza to bezpośredni udział polskich eksporterów i inwestorów, prezentację ich oferty oraz spotkania z potencjalnymi partnerami.

Prowadzenie skutecznej dyplomacji ekonomicznej w Azji pozostaje jednak ogromnym wyzwaniem, m.in. ze względu na niespotykane nigdzie indziej ścisłe nakładanie się sfer politycznej, gospodarczej i społecznej oraz skomplikowany układ czynników politycznych i gospodarczych, który kształtuje aktywność gospodarczą nowych mocarstw azjatyckich, co szczególnie widoczne jest w Chinach.

Aktywność regionów

Nakładająca się na powyższe wciąż istniejąca przepaść w znajomości nie tylko kultury i zwyczajów, ale i prawa oraz innych szczegółowych regulacji w sferze gospodarczej, zbyt często powoduje również, że dopiero po przyjeździe do Polski czy Chin inwestor lub wykonawca dowiaduje się o kluczowych dla powodzenia projektu standardach i procedurach.

Dlatego jednym z naczelnych zadań polskiej służby zagranicznej pozostanie informowanie chińskich partnerów o Polsce i o wszystkich aspektach współpracy gospodarczej z naszym krajem. W promocji tego głębszego wzajemnego zrozumienia pomiędzy społeczeństwami, w tym kręgami biznesowymi Polski i Chin, szczególną rolę mogą odegrać kontakty regionalne.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych dostrzega rosnącą aktywność polskich województw i miast w tej mierze, co wykazała kwerenda przeprowadzona przez MSZ na początku 2011 r. Pomiędzy Polską a Chinami istnieje już ponad 30 sformalizowanych par siostrzanych miast oraz regionów (polskie województwa i chińskie prowincje). Warta podkreślenia jest aktywność województwa pomorskiego, które jest pierwszym i do tej pory jedynym polskim regionem, który utworzył w Chinach swoje stałe przedstawicielstwo – Biuro Pomorskie, działające w Pekinie od roku 2009.

Z informacji uzyskanych przez MSZ wynika, że z perspektywy czasu współpraca lokalna z Chinami oceniana jest przez polskie regiony bardzo pozytywnie. Niemalże zgodnie deklarują one chęć jej poszerzania i pogłębiania. Władze polskich miast i województw generalnie nie mają też zastrzeżeń do poziomu zaangażowania polskiego czynnika rządowego w kontakty regionalne, wskazując, że obecność przedstawicieli władz centralnych podczas spotkań organizowanych na szczeblu samorządowym podnosi prestiż wszelkich lokalnych inicjatyw.

Budowanie międzyludzkich więzi

Polsko­-chińska współpraca regionalna wyszła już na szczęście z dawnego okresu, w którym ograniczała się do wyjazdów urzędników raz na kilka lat, mało wnoszących zarówno do relacji na poziomie ogólnokrajowym, jak i lokalnym. Wiele miast i województw chce omawiać konkretne projekty współpracy, kładzie nacisk na sprawy gospodarcze oraz bezpośrednie kontakty lokalnych instytucji i organizacji. Także strona chińska stopniowo odchodzi od stricte oficjalnej formuły współpracy, opartej na kontaktach partyjno­-urzędniczych.

Pomimo wielu trudności związanych z odległością, barierami kulturową i językową itp. współpraca regionalna odgrywa zdecydowanie pozytywną rolę w tworzeniu właściwej atmosfery dla polsko­-chińskich kontaktów politycznych na szczeblu centralnym i będzie nadal aktywnie wspierana przez polskie placówki dyplomatyczno­-konsularne.

Nie ulega wątpliwości, że regionalny wymiar stosunków polsko­-chińskich pozwala na budowanie więzi międzyludzkich, kreowanie bezpośrednich kontaktów roboczych na szczeblu instytucji lokalnych, lepsze zrozumienie i zbliżenie społeczeństw. Współpraca tego typu sprawdziła się już w relacjach między państwami europejskimi – wspieranie jej w obszarze euro­-azjatyckim wydaje się równie istotne, a przykład polsko­-chiński powinien inspirować do partnerstwa samorządowego także w relacjach z innymi państwami azjatyckimi.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest głęboko przekonane, że wymiar lokalny współpracy jest koniecznym warunkiem pełnego rozwoju stosunków polsko­-chińskich, które od 2004 r. zostały oficjalnie podniesione do rangi partnerstwa przyjaznej współpracy. Należy przy tym pamiętać, że o ile odpowiedzialność za stwarzanie sprzyjającej ogólnej atmosfery politycznej dla rozwoju współpracy z Chinami spoczywa na rządzie RP, w tym na Ministerstwie Spraw Zagranicznych, o tyle wypełnianie tych ram konkretnymi projektami zależy już od aktywności samych podmiotów gospodarczych, z których większość – zarówno w Polsce, jak i w Chinach – działa poza stolicą oraz bezpośrednią kontrolą władz centralnych.


Autor: Konrad Maziarz – kierownik Referatu ds. Azji Wschodniej i Pacyfiku, a wcześniej I sekretarz i radca ds. Chin i Tajwanu w Departamencie Azji i Pacyfiku Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. W latach 2000–2006 attaché prasowy i II sekretarz w Wydziale Politycznym Ambasady RP w Pekinie. Absolwent Uniwersytetu Fudan w Szanghaju.

Tekst pochodzi z Pomorskiego Przeglądu Gospodarczego nr 2/2011 pt. “Jak wykorzystać szansę chińską?”.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Maziarz: Inicjatywa musi wyjść od dołu Reviewed by on 6 października 2011 .

Nie ulega wątpliwości, że w ostatnich latach kraje Azji i Pacyfiku stały się motorem rozwoju gospodarki światowej, a faktem jest, że mimo kryzysu większość z nich utrzymała wysoką dynamikę wzrostu PKB. Możemy założyć, że kontynent azjatycki będzie w najbliższym okresie najszybciej rozwijającym się regionem świata. W procesach tych wyróżniać się będą przede wszystkim Chiny –

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 6

  • „Niejednokrotnie oznacza to bezpośredni udział polskich eksporterów i inwestorów, prezentację ich oferty oraz spotkania z potencjalnymi partnerami.”

    Nie przesadzał bym z tym udziałem polskich inwestorów. Gdy Tusk leciał w 2008 do Chin te podniosły rangę wizyty i z Tuskiem spotkali się premier i prezydent Chin. Tusk zamiast upchać w samolot szefów największych polskich przedsiębiorstw wolał ich zamienić na dziennikarzy zeby lansować w mediach.

    Dodam do komentarza Zyggiego, że Polacy nie znają dzisiejszych Chin więc działają po omacku na zasadzie „pojedziemy, może sprzedamy, jak nie to obwinimy Chiny, że nam nie pozwoliły” Comarch np. się na Chiny obraził: „Biznesu nie da się robić przez z góry wyznaczone przez rząd firmy. Współpraca powinna uwzględniać interesy dwóch stron, a Chińczykom zależy głównie na sprzedawaniu towarów za granicę. Nie chcą wpuszczać obcych podmiotów na swój rynek. Nie mogliśmy się na to zgodzić.”

    • Wyznaczanie przez rząd firm do robienia biznesu powinno dać do myślenia
      tym, którzy twierdzą, że w Chinach jest gospodarka rynkowa, taka jak na
      Zachodzie.
      W Chinach jest socjalistyczna gospodarka rynkowa i jest to oficjalne
      określene przez tamtejsze władze.

  • To nie tak. Nie zgadzam sie z Panem. Chiny blokuja dostep do swojego rynku. Takze mani[puluja kursem wlasnej waluty, tak by bylo to wygodne dla ich eksprtu o czym mowi dyskutowana na CSPA ksiazka francuskich autorow „Chiny nowy hegemon”.
    Gdyby ten kurs byl urealniony, Polska mialaby co zaoferowac Chinom.
    Przebojowosc nie ma tu nic do rzeczy. To wina Chinczykow.

    • Zabawny tok myślenia: Wina Chińczyków, że dbają o swoje interesy ekonomiczne zamiast o cudze. Nie chcą stac się ekonomicznym protektoratem Zachodu jak kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Tak, to wielka wina… :-)
      Manipulują kursem swojej waluty… Wie Pan, waluta jest dobrem narodowym. Przed I wojną światową 1 dolar kosztował 2 ruble i 0,10 funta. Kursy te nie podlegały wahaniom giełdowym. Po II wojnie Amerykanie ustalili kurs w wysokości 360 jenów za 1 USD, o czym również pisze we wspomnianej przez Pana książce. Niekiedy takie sztywne kursy były ustalane pod dyktando MFW i Banku Światowego (Polska, Argentyna), tyle, że niekoniecznie z korzyścią dla eksportu danego kraju.
      Pisze Pan: „Gdyby ten kurs byl urealniony, Polska mialaby co zaoferowac Chinom.”
      Tzn. co Polska wtedy miałaby do zaoferowania Chinom, czego dziś im nie sprzedaje?
      Jak postawiłbym sprawę tak: to wina Polaków, że nie potrafią sprzedac swoich wyrobów podczas gdy Niemcy (i nie tylko oni) mają okresowo nawet nadwyżkę w handlu z Chinami. To wina Polaków, że Chińczycy wolą włoskie ciuchy, rosyjską wódkę, szwajcarskie słodycze czy niemieckie maszyny niż polskie wyroby. Nie szukajmy winnych naszych własnych niepowodzeń. Polak może i potrafi. Za to Niemiec, Szwed, Szwajcar, Włoch, Japończyk – UMIE.

  • Oile mnie wiadomo Unia Europejska ma znaczny deficyt w handlu z Chinami z czego wynika że największe korzyści wyniosły Chiny.

    • Niektóre państwa UE mają wyrównane saldo w handlu z Chinami (Niemcy, Szwecja). A więc jednak można, o ile ma się do zaoferowania coś, co interesuje Chińczyków. W każdym razie to nie Chińczyków wina, że niektóre kraje są mniej przebojowe od innych w promowaniu swojego eksportu.

Pozostaw odpowiedź