Artykuły,Publicystyka

K. Kotlarski: Księżycowa Republika Ludowa?

Znany dowcip z brodą mówi, że gdyby Chińczycy chcieli dostać się na Księżyc musieliby jedynie wejść jeden na drugiego. Dziś jednak takie archaiczne metody nie są im już potrzebne, a obywatela Państwa Środka na Srebrnym Globie spodziewać się możemy we względnie niedalekiej przyszłości. Wszystko to za sprawą ogromnych postępów, jakie poczynił chiński program kosmiczny od momentu jego rozpoczęcia w 1956 roku.

Osiągnięcia Chińczyków w podboju kosmosu przez długi czas pozostawały w cieniu sukcesów amerykańskich i radzieckich. Pierwszy chiński satelita o nazwie Dong Fang Hong 1 wystrzelony został dopiero w 1970 roku, 13 lat po locie Sputnika i niemal rok po księżycowym spacerze Neila Armstronga. Dopiero w 2003 roku w kosmosie znalazł się pierwszy chiński kosmonauta lub, jak zwykła nazywać ich międzynarodowa prasa, taikonauta. Analogicznie jednak do całej chińskiej gospodarki, przemysł kosmiczny stale nabiera rozpędu, a jego założenia stają się coraz ambitniejsze.

Długi marsz krok po kroku

Długi Marsz (Chang Zheng) to seria rakiet nośnych, której rozwój najlepiej chyba ilustruje postępy chińskiego programu kosmicznego. Projekt ten rozpoczynał skromnie, bazując silnie na technologii radzieckiej. Chiny kupowały stare rakiety i na zasadzie wstecznej inżynierii odkrywały i kopiowały ich technologię. Te czasy dawno już minęły, Chiny stały się innowacyjne, a każdy nowy model rakiety jest nie tylko większy ale i nowocześniejszy. Jeden z obecnie opracowywanych projektów to już kolos na miarę rakiety Saturn V z programu Apollo, który z powodzeniem będzie mógł konkurować z analogicznym amerykańskim projektem SLS (Space Launch System).

Opracowanie nowej generacji rakiety nośnej to tylko jedno z wielu zadań, jakie stawia przed sobą Chińska Narodowa Agencja Kosmiczna (CNSA). Do 2022 roku ma zakończyć się konstrukcja chińskiej stacji orbitalnej. W związku ze zbliżającym się planowanym zakończeniem misji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, chińska konstrukcja może się okazać niedługo jedynym tego typu obiektem. To także Chińczycy jako pierwsi po czterdziestu latach ponownie umieścili obiekt na powierzchni Księżyca. Sonda Chang’e 3 wraz z łazikiem Yutu pomyślnie wylądowała na powierzchni Srebrnego Globu w grudniu 2013 roku. Program Chang’e to na razie oprócz misji lądownika także udane testy orbitera księżycowego. Eksploracja Księżyca jest głównym celem Chin w tej i kolejnej dekadzie, a jego zwieńczeniem ma być ponowne lądowanie człowieka na Księżycu i zatknięcie na jego powierzchni flagi ChRL. Plotki głoszą, że już teraz trwają negocjacje pomiędzy Chińczykami i Rosjanami w sprawie założenia wspólnej, stałej bazy badawczej na Srebrnym Globie. Choć droga do tego celu wciąż jest jeszcze daleka, to w powszechnym mniemaniu ekspertów to właśnie Państwo Środka ma obecnie największe szanse na względnie szybkie przeprowadzenie załogowej misji na inne ciało niebieskie w Układzie Słonecznym. Na razie taikonauci regularnie odbywają loty na niewielką stację orbitalną Tiangong 1, wystrzeloną w 2011 roku, gdzie przeprowadzają szereg badań, w tym spacery orbitalne. Powstają także coraz bardziej udoskonalane modele załogowego statku kosmicznego Shenzhou, który ma być docelowym środkiem transportu taikonautów z orbity ziemskiej na Księżyc i z powrotem. Wraz z niedawnym zakończeniem budowy ośrodka na wyspie Hainan, Chiny dysponują również czterema placówkami zdolnymi do wynoszenia obiektów na orbitę. Nowy kosmodrom powstał specjalnie do obsługi kolejnej generacji rakiet Długi Marsz.

NASA myśli, CNSA działa

Przez ostatnią dekadę chiński przemysł kosmiczny, podobnie jak cała gospodarka, rozwijał się w zawrotnym tempie 10% rocznie. Stanowi to wynik tym bardziej imponujący, że budżet NASA utrzymuje się na najniższym od wielu lat poziomie, co stanowi szansę dla innych uczestników kosmicznego wyścigu do nadrobienia zaległości. W trakcie realizacji programu Apollo, program kosmiczny pochłaniał około 4,5% amerykańskiego budżetu. Dziś jest to poniżej 0,5%. Z drugiej strony to wciąż więcej niż otrzymuje CNSA, zarówno względnie jak i w wartościach bezwzględnych. Pomimo znacznego skoku Chiny przeznaczają bowiem obecnie na program kosmiczny rocznie około 2 mld dolarów, podczas gdy rekordowo niski budżet NASA to wciąż 18 mld dolarów.

Kluczowa jest jednak efektywność wydawania tych pieniędzy. Rozrośnięta do ogromnych rozmiarów administracja i brak jasnego kierunku, w którym zmierzać ma NASA sprawia, że duża część tych środków jest marnotrawiona. Jak trafnie zauważyła Joan Johnson-Freese, profesor amerykańskiego Naval War College, „Chińczycy wysyłają na Księżyc łazik, podczas gdy my tworzymy prezentacje w Power Poincie dla programów, które i tak nie zostają przyjęte przez Kongres”. Amerykański program kosmiczny, który jako jedyny ma już zaliczony punkt „lądowanie człowieka na Księżycu”, formalnie skupia się obecnie na misji marsjańskiej. Jest to jednak perspektywa na tyle odległa i niepewna, że w działaniach NASA brakuje odpowiedniego poświęcenia i ambicji dla realizacji celu. Zamiast tego budżet rozpływa się na wiele różnych projektów będących na bardzo wstępnych etapach realizacji.

Woli dla realizacji ambitnych, ale jednocześnie drogich i ryzykownych projektów brakuje może nie tyle kierownictwu NASA, co amerykańskim politykom, a w pewnym stopniu także i społeczeństwu. Obywatele Stanów Zjednoczonych obecnie znacznie bardziej niż w czasach zimnej wojny skupieni są na problemach wewnętrznych kraju, a nie na zaznaczaniu swojej mocarstwowej pozycji poprzez wyścig kosmiczny. Jest to oczywiście zrozumiałe, ale odbija się negatywnie na stanie programu kosmicznego USA. Takich problemów nie mają Chiny. Po pierwsze, podbój kosmosu to dla mieszkańców Państwa Środka nowość, każde osiągnięcie jest „tym pierwszym”. Po drugie, chińskiemu programowi kosmicznemu sprzyja fakt, że niemal wszyscy wykonawcy z nim związani to państwowe firmy, podporządkowane realizacji nadrzędnych celów rządu w Pekinie. Nie ma tu miejsca na żadne dysonanse i wzajemną konkurencję. Chińska administracja popiera bowiem ambitny program kosmiczny w stu procentach, jako drogę do powiększania swojego międzynarodowego prestiżu oraz rozwijania nowych technologii. Politycy amerykańscy w ostatnich latach zdają się być zainteresowani głównie rzucaniem kłód pod nogi NASA.

Co więcej, Amerykanie nie mogą w żaden sposób wykorzystać na swoją korzyść rosnącego potencjału chińskiego przemysłu kosmicznego, gdyż współpraca w tym zakresie pomiędzy oboma krajami jest formalnie zabroniona. Przeforsowane w 2011 roku przez konserwatywnego kongresmena Franka Wolfa prawo zabrania bowiem finansowania przez budżet amerykański jakichkolwiek badań w kooperacji z chińską agencją kosmiczną ze względu na łamanie praw człowieka w tym kraju. Kierownictwo NASA oficjalnie przyznaje, że utrzymywanie tego zakazu w obecnej sytuacji to błąd, który może kosztować Amerykanów nie tylko udział w projektach chińskich, ale i wsparcie ze strony Rosji i Europy. Zarówno Roskosmos jak i Europejska Agencja Kosmiczna pozytywnie odpowiedziały już na wezwanie CNSA do współpracy przy projekcie nowej stacji kosmicznej. Brak chociażby podstawowej współpracy pomiędzy NASA i CNSA skutkować może także nieprzewidzianymi wypadkami w coraz gęściej zajmowanej przestrzeni okołoziemskiej.

Źródłó: commons.wikimedia.org

Źródłó: flickr.com

Poza kwestiami ideowymi, przeszkodą we wzajemnej współpracy ma  być również obawa władz USA o dzielenie się z Chinami jakąkolwiek technologią. Wstrzemięźliwość wydawać się może nieco paranoiczna, wszak nie powstrzymała ona Amerykanów przed współpracą z Rosją, a wcześniej nawet z ZSRR. Pamiętać jednak należy, że chiński program kosmiczny, w przeciwieństwie do swoich odpowiedników w innych krajach, nie jest programem cywilnym, lecz pozostaje pod bardzo silnym wpływem Armii Ludowo-Wyzwoleńczej.

Młodości, ty nad poziomy wylatuj…

Mając przed sobą kilka jasno określonych i osiągalnych w przewidywalnej perspektywie czasowej celów, chiński program kosmiczny staje się obecnie najaktywniejszym i najambitniejszym programem eksploracji kosmosu na naszej planecie. Do jego realizacji CNSA rekrutuje najbystrzejszych, najbardziej kreatywnych i najlepiej wykształconych młodych Chińczyków zarówno z krajowych, jak i zagranicznych uczelni. NASA już od jakiegoś czasu przegrywa walkę o najtęższe umysły z prywatnymi firmami. Potwierdzają to dane statystyczne, średnia wieku wśród pracowników chińskiej agencji to zaledwie 27 lat, podczas gdy w NASA to 47 lat. Chiny oferują świeże spojrzenie na podbój kosmosu, na które być może nie stać weteranów z amerykańskiej agencji, pracujących w przeświadczeniu, że era „ogromnego skoku dla ludzkości” minęła, a do kolejnej jeszcze daleko. Władze Chin starają się zaś maksymalnie wykorzystać entuzjazm, jaki wywołują pierwsze sukcesy ich kraju w przestrzeni kosmicznej. Administracja w Pekinie jest świadoma, że zarówno ich obywatele, jak i ludzie z całego świata, są wciąż żywo zainteresowani eksploracją kosmosu. Dlatego też starają się uczynić z programu kosmicznego nie tylko przedmiot wydatków, ale także źródło dochodu. Dla przykładu, tuż obok nowego kosmodromu na wyspie Hainan powstaje pokaźna baza hotelowa i ogromny kosmiczny park rozrywki.

Jeden z raportów Chińskiej Akademii Nauk przedstawia wizję, w której około roku 2050 Chiny posiadają stałą bazę na Księżycu, wysłały kosmonautów na Marsa oraz prowadzą szczegółową eksplorację innych obiektów w Układzie Słonecznym przy pomocy zdalnie sterowanych sond. Raport nie jest jedynie zbiorem pobożnych życzeń, a szczegółową listą konkretnych kroków, jakie muszą zostać uczynione w celu realizacji tej wizji oraz technologii, jakie muszą w tym celu powstać. To czy zostanie ona spełniona zależy oczywiście od wielu czynników. Postęp naukowy jest tylko jednym z nich, bynajmniej nie najważniejszym. Kluczem do realizacji tych zamierzeń będzie raczej stabilność polityczna i gospodarcza.

Krzysztof Kotlarski

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Kotlarski: Księżycowa Republika Ludowa? Reviewed by on 31 stycznia 2016 .

Znany dowcip z brodą mówi, że gdyby Chińczycy chcieli dostać się na Księżyc musieliby jedynie wejść jeden na drugiego. Dziś jednak takie archaiczne metody nie są im już potrzebne, a obywatela Państwa Środka na Srebrnym Globie spodziewać się możemy we względnie niedalekiej przyszłości. Wszystko to za sprawą ogromnych postępów, jakie poczynił chiński program kosmiczny od

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź