Komentarz eksperta

K. Iwanek: Wybory w Indiach: czy i jak zmienią ich politykę zagraniczną?

Lada chwila poznamy wynik wyborów do Lok Sabhy, niższej izby parlamentu indyjskiego. Czy i w jaki sposób kolejna ekipa w Nowym Delhi zmieni dotychczasową politykę zagraniczną Indii?

źródło: flickr.com/Prashanth Vishwanathan/UNDP India

źródło: flickr.com/Prashanth Vishwanathan/UNDP India

Ktokolwiek by go nie utworzył, na nowy rząd czekają rozmaite wyzwania. Siły ISAF mają wycofać się z Afganistanu, a im większa powstanie tam próżnia, tym większą możliwość działania będą mieć talibowie, co powinno też ułatwić rozszerzanie się wpływów Islamabadu.

Jak zawsze trudna do przewidzenia jest przyszłość Pakistanu i działających stamtąd antyindyjskich terrorystycznych ugrupowań. Rośnie gospodarcza rywalizacja Indii i Chin w Afryce, ale też kwitnie handel między nimi.

Napięcia amerykańsko-rosyjskie są Nowemu Delhi wybitnie nie na rękę, bo stawia je to pomiędzy tymi dwoma państwami, które chciałyby zachować jak najlepsze stosunki.

Indie liczą też na rozwój wymiany handlowej z Unią Europejską, ale na drodze do tego stoją liczne przeszkody, co pokazał niedawny zakaz importu indyjskiego mango.

Zakończyły się wojny domowe w Nepalu i na Sri Lance, ale przemiany w Birmie/Mjanmie powinny być pilnie śledzone w Nowym Delhi.

Wyniki wyborów poznamy 16 maja. Jest prawie pewne, że największa i najaktywniejsza partia opozycji, Bharatiya Janata Party, uzyska najwięcej mandatów. Jest jednak znacznie mniej oczywistym, czy ona lub nawet cały sojusz, któremu BJP przewodzi, National Democratic Alliance, zgromadzi ich wystarczająco, by uzyskać większość.

Pierwsze exit polls – które oczywiście są tylko sondażami – wcale nie są co do tego zgodne. Na początku NDA nie będzie też na pewno dysponować większością w wyższej izbie parlamentu, Radźja Sabsze, której jedna trzecia reprezentantów wybierana jest pośrednio co dwa lata i następne wybory odbędą się w 2017 r. Brak większości w Radźja Sabsze może nie wpływać tak bardzo na politykę zagraniczną, ale wpływać będzie zasadniczo na cały proces legislacyjny.

W razie gdyby jednak władzę utrzymał dotąd rządzący sojusz – United Progressive Alliance – nie należy spodziewać się specjalnych tąpnięć w polityce zagranicznej. W takiej sytuacji ujrzymy zapewne kontynuację partnerstwa zarówno z USA, jak i z Rosją, wolny rozwój stosunków handlowych z Unią Europejską, powolny i kontrolowany napływ inwestycji zagranicznych, brak przełomu, ale także brak otwartego konfliktu w relacjach z Pakistanem i Chinami.

Utworzenie rządu przez Front Lewicy (Left Front) wydaje się tak mało prawdopodobne, że wątpliwości do tego publicznie wygłosił niedawno jeden z jego przywódców, sekretarz generalny Komunistycznej Partii Indii (Marksistowskiej), Prakash Karat.[1] Gdyby jednak to kiedyś miało nastąpić, spowodowałoby to najpewniej ochłodzenie stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, powstrzymanie napływu zagranicznych inwestycji w wielu sektorach i podtrzymanie dialogu z Chinami i Pakistanem.

Powstanie jakiejkolwiek innej rządzącej koalicji złożonej z wielu ugrupowań połączonych przeciw BJP może być matematycznie możliwe, w tym z udziałem UPA i Frontu Lewicy. Tu kluczową rolę może odegrać rezultat i zachowanie czarnego konia wyborów, Aam Aadmi Party, która mogłaby stać się ważnym członkiem takiego sojuszu.[2] Przy takiej ewentualności bardzo trudno wyrokować o polityce zagranicznej złożonego z tak wielu ugrupowań rządu; najwięcej zależałoby od tego, czy byłaby w nim jakaś przewodnia i mająca znaczną przewagę nad innymi partia, która mogłaby narzucić innym swoją wizję polityki zagranicznej.

Z tych wszystkich wyżej wymienionych powodów najbardziej sensowne rozwiązanie to zastanowienie się nad polityką zagraniczną przyszłego rządu National Democratic Alliance i jego niemal pewnego premiera, Narendry Modiego z BJP. Zaryzykuję cztery tezy:

1. Rząd NDA nie będzie dążył do eskalacji napięć z Pakistanem i Chinami.

W niejednym miejscu można obecnie przeczytać, że Indie po wyborach okażą się bardziej twarde czy wręcz konfliktowe, szczególnie wobec swoich dwóch  sąsiadów – Chin i Pakistanu.[3] Faktycznie, hinduscy nacjonaliści od dawna podkreślają, że Indie powinny być w stosunku do tych dwóch państw bardziej asertywne i że rząd Kongresu był i jest wobec nich zbyt ,,miękki’’. Sam Narendra Modi stwierdził niegdyś srogo, że ,,Pakistanowi należy tłumaczyć [sporne kwestie] takimi słowami, które Pakistan zrozumie’’ [Pakistan dźis bhasza me samdźhe, usi bhasza me samdźhana ćahije].[4] Co więcej, stwierdził on, że gdyby za jego rządów w Indiach doszło do takich ataków jak te na Bombaj, on ,,uczyniłby to samo, co w Gudźaracie’’, po czym dodał: ,,Nie boję się’’.[5] Jeśli mamy przez to rozumieć, że odpowiedzią na zamachy terrorystyczne byłyby rzezi muzułmanów jak te w Gudźaracie w 2002 r., to byłaby to wypowiedź skandaliczna. Jednakże Modi zawsze może tłumaczyć się, że chodziło mu o co innego: że zaostrzyłby prawo, wzmocniłby policję, służby specjalne i wojsko, itd. Z kolei do Pekinu Modi skierował ostrzeżenie, by ów porzucił swoje myśli o ekspansji.[6]

Jednakże te deklaracje to niewiele więcej niż retoryka. Twardy elektorat BJP złożony z radykalnych hindusów takich właśnie słów oczekuje. W rzeczywistości jednak za każdym razem gdy hinduscy nacjonaliści dochodzili do władzy ich działania nie były dużo ostrzejsze od działań ich głównego rywala – Indyjskiego Kongresu Narodowego. Jako przykład ich antypakistańskiej krucjaty niektórzy mogliby podać próby atomowe z 1998 r. i wojnę z 1999 r. Należy jednak przypomnieć, że

(1) indyjski program atomowy zapoczątkowały i w większości przeprowadziły kolejne rządy Kongresu,

(2) wojnę 1999 r. rozpoczął Pakistan, a mimo to

(3) rząd BJP pod wodzą premiera Atala Behariego Vajpayee[7] doprowadził do obiecującego  pakistańsko-indyjskiego szczytu w Agrze w 2001 r. i

(4) nawet gdy jego niepewne efekty zostały zniweczone przez ataki na indyjski parlament dokonane w tym samym roku przez pakistańskie organizacje terrorystyczne, to mimo koncentracji wojska na granicy, nie doszło do wybuchu wojny.

Chociaż BJP w swoim programie wyborczym wyraziło chęć zmiany doktryny nuklearnej Indii[8], należy raczej oczekiwać, że rząd Narendry Modiego będzie względem Pakistanu kontynuować politykę rządu A.B. Vajpayee z lat 1999-2004. Sam Modi powołuje się właśnie na przykład Vajpayeego a podczas kampanii wyborczej powiedział też, że ,,by toczyć sensowną rozmowę, muszą najpierw ucichnąć wybuchy i wystrzały’’.[9] Tę pozornie mocną wypowiedź tak naprawdę można rozumieć jako wyrażenie chęci do dialogu. Co ciekawe, pojawiły się też niemożliwe do potwierdzenia pogłoski, że Modi już wysłał swoich posłańców, by nawiązać kontakt z premierem Pakistanu, Nawazem Sharifem.[10]

Te wnioski tym bardziej tyczą się Chin. Wypowiedź o chińskim ,,ekspansywnym’’ nastawieniu Modi wygłosił podczas wiecu wyborczego w Arunaćal Pradeś, na terytorium spornym między Pekinem a Nowym Delhi. Jednakże w 2011 r. jako premier Gudźaratu odwiedził Chiny i to na ich zaproszenie. Towarzyszyła mu delegacja biznesmenów i Modi w typowym dla siebie stylu odtrąbił wizytę jako wielki sukces.[11] Niezależnie od tego czy wyprawa ta rzeczywiście wiele zmieniła, na pewno wiele znaczyła. Rozwój stosunków gospodarczych jest tym, czego obie strony potrzebują. Modi chce i stara się być postrzegany jako łowca inwestycji, a niejedna firma chińska chętnie ulokowałaby swój kapitał i fabryki w Indiach. Chiny wyrosły też na głównego partnera handlowego Indii. Na drodze do wpuszczania chińskich firm na rynek Indii mogą stanąć bardziej czynniki wewnętrzne (ochrona firm indyjskich, o czym niżej) niż wewnętrzne, tj. nierozstrzygnięte przez Pekin i Nowe Delhi spory o granicę, sojusz chińsko-pakistański, stosunek Pakistanu do kwestii Kaszmiru itd., chociaż dla ogólnych stosunków te drugie kwestie dalej będą istotne. Tak czy inaczej, z przyczyn gospodarczych Indiom i Chinom otwarty konflikt się po prostu nie opłaca.

W trakcie kampanii wyborczej Narendra Modi zapowiedział również wyproszenie z kraju imigrantów z Bangladeszu. To mogłoby spowodować napięcia z Dhaką, ale i to się nie stanie. Skomplikowanej kwestii licznych imigrantów nie rozwiązał żaden indyjski ani lokalny rząd.[12] Gromkie wołanie o ,,wyrzucaniu imigrantów’’ jest, tak samo jak ,,ostre traktowanie Pakistanu’’, po prostu stałym elementem retorycznego repertuaru hinduskich nacjonalistów. Jest to element wygodny dla ich ideologii, bo imigranci ci to muzułmanie i w niektórych wypadkach spośród nich wywodzą się działający w Indiach terroryści.

Bardzo prawdopodobne jest także wzmacnianie współpracy i rozwój handlu z innymi państwami azjatyckimi, jak Japonia (która wydatnie wsparła budowę delhijskiego metra) i Korea Południowa (której prezydent niedawno odwiedziła Indie, między innymi ze względu na koreańskie próby podpisania z Indiami umowy na budowę reaktora atomowego).

2. Rząd NDA zachowa partnerstwo z Rosją i będzie rozwijał stosunki z USA, ale ta druga droga będzie na początku wyboista.

Związek Radziecki był do swojego upadku największym sojusznikiem i patronem Indii. Obecnie Nowe Delhi nie potrzebuje patronów, ale potrzebuję przyjaciół i partnerów. Stosunki z Rosją nie mają już charakteru ideologicznego, ale dalej mają duże znaczenie gospodarcze i polityczne. Od lat 90. rozwijają się też dynamicznie relacje z Waszyngtonem i obecnie można powiedzieć, że Indie chciałyby równie aktywnego partnerstwa z USA co z Rosją. Rosja sprzedaje Indiom technologie wojskowe, ale mogą to też czynić i stopniowo czynią też Amerykanie; zaangażowanie USA w Afganistanie odpowiada Nowemu Delhi, ale przy braku Amerykanów Indusi mogą kiedyś współpracować na tym obszarze z Rosjanami; Waszyngton jest potrzebny jako rozjemca przy negocjacjach z Pakistanem, ale wsparcie Moskwy na arenie międzynarodowej też Indiom się dotąd przydawało (można powiedzieć, że w kontekście Kaszmiru i całego sporu indyjsko-pakistańskiego Nowe Delhi potrzebuje zarówno Moskwy ( bo jest ona sojusznikiem Indii), jak  i Waszyngtonu (bo jest on sojusznikiem Pakistanu).

Rozumieją to też hinduscy nacjonaliści, którzy za swoich rządów w latach 70-tych i 1999-2004 zwracali się do Amerykanów bez odwracania się od Rosjan. Narendra Modi był członkiem delegacji BJP udającej się zarówno do USA, jak i do Rosji. Ten pierwszy fakt jest mniej pamiętany, bardziej mówi się o tym, jak odmówiono mu wydania wizy w 2005 r. ( jednak wcześniej na początku lat 90. Modi pojechał do Ameryki).

Modiemu odmówiono wizy  w 2005 r. ze względu na podejrzenia o jego rolę w masakrach muzułmanów, do jakich doszło w jego stanie i za jego rządów w 2002 r. Podobnie persona non grata stał się Modi nad Tamizą. Jednakże już w 2006 r. tak rząd brytyjski jak i amerykański zaczęły zmieniać swoje podejście. Powoli rozumiano, że popularność Modiego rośnie i że trudno będzie działać w Indiach ignorując go. Być może pomógł fakt, że w swoim poszukiwaniu zagranicznych i krajowych firm, które można byłoby ściągnąć do Gudźaratu, Modi nie pominął koncernów amerykańskich. To podejście stało się szczególnie jasne teraz, kiedy wydaje się on o krok od zostania premierem Indii – czego zresztą Amerykanie oczekują od 2011 r. Waszyngton odwołał swoją ambasador z Indii przed zakończeniem wyborów i podejrzewa się, że powodem mogły być jej nie najlepsze stosunki z premierem Gudźaratu. Jeśli stanie się on premierem Indii, USA wolałoby dać mu znać, że otwiera nowy rozdział i zapomina o ,,starym’’.

Jako premier państwa Modi nie będzie miał już problemu z uzyskaniem wizy do Stanów Zjednoczonych. Ta sprawa zresztą z czasem stanie się drugorzędna, podobnie jak niedawna afera wokół Devyani Khobragade, która na trochę napsuła powietrza w indyjsko-amerykańskich relacjach dyplomatycznych. Jednakże prawdziwymi i ważnymi wyzwaniami będą niedokończone kwestie handlu i współpracy, jak i różnice polityczne. Nowe Delhi i Waszyngton toczą niełatwe dyskusje dotyczące szeregu dziedzin gospodarki, w których każda, mówiąc krótko, chroni swojej przedsiębiorczości i swoich norm. Tak jest na przykład w dziedzinie energii słonecznej, w której oczekiwano dużych zakupów i inwestycji z USA, ale Nowe Delhi postawiło m.in. warunek o montowaniu w bateriach słonecznych modułów wyprodukowanych w Indiach, co wybitnie nie spodobało się Waszyngtonowi.[13]

Silnie zaznaczyły się także – i jeszcze zaznaczyć mogą – inne wizje ładu międzynarodowego. Wobec kryzysu na Ukrainie Indie zachowały neutralność, ale ze wskazaniem na Moskwę. Podobnie Indie nie poparły amerykańskiego stanowiska w sprawie Syrii. Czując, że grunt jest bardzo grząski teraz jeszcze opozycyjna – a za chwilę być może rządząca –  BJP nie przedstawiła żadnego oficjalnego stanowiska wobec tak zajść w Kijowie, jak i później na Krymie i wschodniej Ukrainie. Te sprawy będą nowymi wyzwaniami dla Modiego, ale zakładam, że rząd NDA będzie próbował zachować jak najlepsze relacje tak z Moskwą, jak i Waszyngtonem.

3. Rząd NDA otworzy się na więcej inwestycji zagranicznych niż dotychczasowy rząd UPA, ale mniej niż spodziewają się międzynarodowe koncerny.

Oczekiwania wielkich indyjskich i międzynarodowych koncernów wobec rządu Modiego są ogromne. W piątek, pod koniec głosowania, bombajska giełda pobiła swój handlowy rekord (23048.49 punktów indeksu BSE Sensex).[14] Giełda pobiła kolejny rekord, przekraczając po raz pierwszy 30000 punktów, we wtorek 12 maja, po tym jak wraz z zakończeniem głosowania w poniedziałek wieczór zaczęto ujawniać dane z exit polls. Tego samego dnia kurs słabnącej w zeszłym roku indyjskiej rupii osiągnął pozycję, jakiej nie miał od ponad dziewięciu miesięcy.[15] Sprawa jest jednak bardziej złożona.

Książka Francine R. Frankel India’s Political Economy 1947-20014. A gradual revolution dobrze dokumentuje starcie w BJP między dwiema frakcjami: zwolennikami wolnego rynku a obrońcami rodzimej przedsiębiorczości (swadeśi, czyli ,,z własnego kraju’’). Hinduska nacjonalistyczna organizacja stojąca za BJP, RSS, stoi po stronie tej drugiej. Owszem, rząd NDA w latach 1999-2002 przeprowadził szeroko zakrojoną prywatyzację, ale przerwał ją na kolejne dwa lata, właśnie ze względu na naciski ze strony frakcji swadeśi. Stosunek hinduskich nacjonalistów do kwestii gospodarczych dobrze pokazuje też niedawna kontrowersja wokół bezpośrednich inwestycji zagranicznych w handlu detalicznym (FDI in retail). Ustępujący rząd UPA najpierw chciał się na te inwestycje otworzyć, ale wycofał się w obliczu protestów drobnych sklepikarzy. Następnie jednak, w obliczu spowolniającej gospodarki, ponownie się na te inwestycje otworzył. Wkroczenie zagranicznych koncernów na te rynek obwarowano jednak szeregiem warunków mających po części chronić indyjskich przedsiębiorców. Te warunki wiele firm uznało ostatecznie za zbyt niekorzystne; odstraszają je też m.in. biurokracja, korupcja i poziom infrastruktury. W zeszłym roku z partnerstwa z indyjską Bharti Enterprises wycofał się amerykański Wal-Mart[16],  obecnie zaś pojawiły się pogłoski, że Indie opuści Carrefour.[17] Rząd przegrał na dwóch frontach jednocześnie – stracił w oczach drobnych sklepikarzy, a wielu znacznych inwestycji i tak nie przyciągnął.

Jak do całej sytuacji odniosło się BJP? Otóż ta uważana za najbardziej ,,wolnorynkową’’ w Indiach partia krytykowała decyzję o wpuszczeniu inwestycji zagranicznych do handlu detalicznego. Skrytykował ją niejednokrotnie sam Modi[18]. ,,Co z nas za kraj’’ – pytał – ,,który sprzedaje za granicę pszenicę, żeby potem kupić podpłomyk?’’. Dodajmy, że część elektoratu BJP stanowią drobni sklepikarze. Program partii tradycyjnie waha się między gospodarką narodową a wolnorynkową, na dodatek z dużą dawką działań socjalnych.Jeden z polityków BJP, Subramaniam Swamy, groził, że po dojściu do władzy jego partia zwolni dyrektora Reserve Bank of India, Raghurama Rajana, gdyż – cytując za The Hindu – ,,on jest z [Uniwersytetu w] Chicago […], gdzie wierzą w wolny rynek’’.[19] Jako premier Gudźaratu Modi rzeczywiście zasłynął ze ściągania inwestycji, w tym tych zza granicy, jeszcze bardziej krajowych. W 2011 r. jego stan był na pierwszym miejscu w Indiach  jeśli chodzi o ilość inwestycji firm krajowych i trzecim jeśli chodzi o inwestycja zagraniczne. Narendra Modi uważany jest za przyjaciela wielkiego biznesu, ale szczególnie indyjskiego. Jako premier Indii będzie musiał szukać kompromisu między swoją chęcią ściągania zagranicznego kapitału a deklaracjami o ochronie rodzimej przedsiębiorczości i szukać równowagi między dwoma trendami myśli ekonomicznej w łonie swojej partii.

4. Rząd NDA będzie rozwijał stosunki gospodarcze z Unią Europejską i może postawić na rozwój handlu między mniej dotąd zauważanymi przez Nowe Delhi państwami.

W jednym z  poprzednich komentarzy pisałem o tym, że niektóre stany w Indiach prowadzą na własną rękę pewne działania poza krajem. Czynią tak szczególnie te, którymi akurat nie rządzą te same siły co w Nowym Delhi (i w związku nie mają takiego wsparcia Centrum). Celuje w tym zwłaszcza Narendra Modi. Wysyłane przez niego delegacje zjeździły Europę i dotarły aż do Polski.  Organizowany przez niego szczyt Vibrant Gujarat, na który spraszani są goście z całego świata, służy do wyrobienia światowej marki zarówno dla jego stanu, jak i jego samego.

W gruncie rzeczy jednak to, że Narendra Modi prowadzi działania PR-owe, nie jest niczym niezwykłym; jest w nich po prostu lepszy niż wielu politycznych rywali. Uważam jednak, że nawet gdy odrzucimy całą promocyjną warstwę i przekopiemy się przez stosy porozumień, z których często nie zostaje nic więcej niż papier, to nadal pozostaniemy z ważnymi wnioskami. Po pierwsze, w przeciwieństwie do wielu premierów indyjskich stanów, Narendra Modi ma szerokie horyzonty jeśli chodzi o stosunki międzynarodowe. Po drugie, jest najwyraźniej otwarty na współpracę z innymi krajami niż te najbardziej w Indiach znane. Jako premier całego kraju nie będzie mógł oczywiście prowadzić już dyplomatycznej partyzantki wbrew Nowemu Delhi i powinien przełożyć doświadczenia z promocji Gudźaratu na całe Indie. Jednakże jego doświadczenie z czasów, gdy kierował mniejszym obszarem, ale patrzył poza swój kraj, może oznaczać, że w orbicie jego zainteresowań znajdą się mniejsze państwa.

Unia Europejska już przyjęła wobec Modiego takie samo stanowisko jak USA i Wielka Brytania. Krótko mówiąc, uznano, że lepiej z nim handlować bez oglądania się na ciążące na nim poważne zarzuty i podejrzenia. W piątek ambasador UE w Indiach stwierdził, że Unia nigdy nie zajęła oficjalnego stanowiska w sprawie rzezi w Gudźaracie w 2002 r., choć sprawę uważa za istotną i że jest otwarta współpracę z premierem Indii, ktokolwiek nim nie będzie. Dodał też, że Narendra Modi to ,,osoba o wielkim znaczeniu’’, co jest bardzo dyplomatycznym rozwiązaniem i w zasadzie oddaje istotę problemu – czy się Modiego lubi czy nie, jest teraz osobą o wielkim znaczeniu.[20]

Jednakże w praktyce współpraca Indii z UE może natrafić na po części te same problemy co trudna przyjaźń Nowego Delhi z Waszyngtonem. Indie mogą jednak chronić swój rynek bardziej, niż się tego po nowym rządzie oczekuje, a Unia Europejska od dawna sprzeciwia się wpuszczaniu na swój rynek wielu indyjskich produktów, ze względu na niespełnianie przez nich unijnych norm.

Reasumując, rząd NDA – wbrew szumnym zapowiedziom w programie wyborczym BJP – nie spowoduje raczej rewolucji w polityce zagranicznej Indii, która na przestrzeni dekad nie przeżywała specjalnie radykalnych zwrotów. Jeśli premierem zostanie Narendra Modi, to świat wobec niego stanie przed swoistym ,,chińskim dylematem’’. Z przyczyn moralnych można wahać się, czy z osobą tą należy ochoczo współpracować, z przyczyn gospodarczych jednak trudno będzie tego nie robić.

Sam Modi, król PR-u, zrobi zaś wszystko, by o wydarzeniach 2002 r. mówiono jak najmniej i by promować na arenie międzynarodowej tak Indie, jak i siebie. Należy jednak pamiętać, że taki rząd, jeśli się zawiąże, nie będzie ostatecznie ,,rządem Modiego’’, ale rządem National Democratic Alliance. W odniesieniu do chociażby inwestycji zagranicznych premier będzie potrzebował błogosławieństwa nie tylko swojej partii, ale i jej sojuszników.

Na dobre i na złe, Indie są krajem demokratycznego kompromisu, nie rewolucji. I tego Narendra Modi nie zmieni.


[2] Zachowanie Arvinda Kejriwala, przywódcy AAP, jak zwykle trudno przewidzieć. Jedenastego maja jeden z członków jego partii, Gopal Rai, zapowiedział możliwość poparcia takiego Trzeciego Frontu (Third Front), ale Kejriwal szybko to zdementował. Dla AAP sensownym byłoby przynależeć do sojuszu, którego częścią nie są ani BJP ani Kongres (bo są to główni rywale dla AAP), ale z drugiej strony AAP może nie chcieć tworzyć koalicji z komunistami, którym zapewne ma nadzieję zabrać część wyborców.

http://www.thehindu.com/news/national/aap-distances-itself-from-gopal-rais-comment-on-third-front/article5998553.ece?homepage=true

[12] Rząd Rajeeva Gandhiego w latach 80. (a zatem Kongresu) był ostatnim rządem w Nowym Delhi, który naprawdę, chociaż również nieskutecznie, próbował się tą kwestią zająć.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Wybory w Indiach: czy i jak zmienią ich politykę zagraniczną? Reviewed by on 15 maja 2014 .

Lada chwila poznamy wynik wyborów do Lok Sabhy, niższej izby parlamentu indyjskiego. Czy i w jaki sposób kolejna ekipa w Nowym Delhi zmieni dotychczasową politykę zagraniczną Indii? Ktokolwiek by go nie utworzył, na nowy rząd czekają rozmaite wyzwania. Siły ISAF mają wycofać się z Afganistanu, a im większa powstanie tam próżnia, tym większą możliwość działania

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Patrycja Pendrakowska

Prezes CSPA od maja 2017 roku, ekspert od Chin. Doktorantka w zakładzie filozofii społecznej UW. Ukończyła sinologię, etnologię i socjologię na UW, którą studiowała również na Ludwig-Maximilians Universität w Monachium. W 2011 roku badała problem migracji w Nepalu, w Institute of Integrated Development Studies w Katmandu. Była redaktorka TVN24 i wolontariuszka w dziale misji PAH. Otrzymała stypendia naukowe na seminaria i badania w Polsce, Niemczech, Hiszpanii i Chinach. E-mail: [email protected]; twitter: @patrycjapendra

komentarze 4

  • Ma Pan całkowicie rację Panie Krzysztofie. O tym, aby Modi wyplenił korupcję, nie ma nawet co marzyć, (BJP w kwestii kandydatów notowanych za przęstępstwa kryminalne wcale nie jest lepsza od Kongresu, ale może ją ograniczyć.
    Przede wszystkim jego pozycja w rządzie i parlamencie będzie bardzo silna. Rząd UPA posiadajacy niedużą większość, osłabiony dualizmem centrum władzy musiał często tolerować podejrzane praktyki, aby utrzymywac lub pozyskiwac sojuszników. Modi tu będzie miał łatwiej.
    Jeżeli zacznie usprawniać administrację i gospodarkę, to automatycznie powinien zlikwidować wiele przepisów dajacych pola do korupcji. Rząd UPA takie przepisy natomiast tworzył.

    Co do stosunków z Europą i USA to ma Pan rację, że powodów do zadrażnień będzie więcej, głównie na niwie gospodarczej. Obie strony będą się domagały otwarcia rynków partnera, a chciały bronić własnych. Europa broni swojego rynku za pomocą wymogów bardzo kosztownych certyfikacji (przy okazji też eliminując mniejsze firmy własne), dla wielu firm indyjskich jest to poważny problem. Indie z kolei przez system pozwoleń i licencji, często ukrytych i „niewidocznych” przy pierwszym badaniu (znów eliminacja mniejszych firm). Tak naprawdę, to obie strony na tym tracą, ponieważ dopuszczaja do swoich rynków tylko największych graczy, którzy mogą dyktować warunki (patrz ceny wielu produktów żywnościowych w Indiach, produkowanych na miejscu przez wielkie koncerny zagraniczne), ale nikt nie ustąpi.

    Takie sprawy jak Khobragade sa w tym kontekście mało istotne, ale kiedy ich liczba narasta, ponadto maja zwyczaj „wybuchać” w najmniej spodziewanym momencie, a to już zaczyna być problem. Pozostaje tajemnicza sparwa dwóch włoskich marines, którzy zastrzelili dwóch rybaków biorąc ich za piratów, itd. Czasami mam wrażenie, że Kongres takie sprawy specjalnie uwypuklał, aby uniknąć oskarżeń o klientyzm wobez USA i Zachodu. Modi nie musi tego udowadniać.
    Ciekawe, że w tym tygodniu już miał miejsce kolejny „incydent”. Pracownica ambasady Niemiec (ale obywatelka Indii) ponoć uderzyła i obraziła policjanta blokującego drogę dla konwoju premiera. Ukazała się tylko jedna notatka w Times of India i nic więcej, czyli nie ma zaogniania sprawy.
    Skala licencji i uznaniowości w indyjskiej administracji jest tak ogromna, że nawet ograniczone działania będą widoczne i jakis postęp przyniosą.

  • Panie Włodzimierzu
    Przepraszam, znowu mi się nazbierało komentarzy od Pana – za które dziękuję – ale postaram się teraz na nie stopniowo odpowiadać.
    1.Dziękuję za link do wywiadu z W.A., bardzo wartościowy.
    2.Azja. Indie zaczęły Look East w latach 90. I podobno BJP też jest jego gorącą zwolenniczką. Ma to mieć głównie wymiar gospodarczy, ale widać, że w ogólności azjatyckiego wymiaru nabiera też wymiaru politycznego: jak Pan pisze, przeciwwaga dla Chin. Indie inwestują w Wietnamie (i to obszarze energetycznym na wodach spornych z Chinami), robią interesy z Japonią (gigantyczna japońska pożyczka dla delhijskiego metra), nie mówiąc już o stosunkach z Rosją. Z drugiej strony, jeśli Modi jest rzeczywiście zainteresowany rozwojem gospodarczych stosunków z Chinami, to powinien ,,przyhamować’’ z aktywnością Indii w tej anty-chińskiej ,,przeciwwadze’’. Czyli musi szukać między drogą stricte gospodarczą a drogą gospodarczo-polityczno-strategiczną. Wszyscy już wiedzą, jak realizuje tę pierwszą, zobaczymy jak będzie tę realizować tę drugą.
    3.UE i USA. Uważam, że sprawa Khobragade jest w dłuższej perspektywie najmniej ważna. Indydenty takie mogą wracać, wszystkiego Modi nie przypilnuje, ale owszem, jest na tyle racjonalny, że nie pozwoli, żeby to naprawdę zepsuło relacje. Sprawa przeszłości Modiego jest znacznie ważniejsza, ale uważam, że tu i UE i USA zastosują ,,model chiński’’ – czyli trudno, skoro gospodarka jest taka ważna, to o pewnych kwestiach moralnych nie mówmy. Ale ma pan rację, że w razie zamieszek za NDA reakcja będzie inne niż w przypadku zamieszek za UPA. Pamiętam, że jak były ataki na chrześcijan w Orisie/Odishy, to nawet w Polsce były protesty pod ambasadą. Najważniejsza jest natomiast gospodarka i tu są problemy na obu frontach. USA i UE nie chcą różnego rodzaju produktów indyjskich, bo nie spełniają norm. USA chciałoby wejść z rozmaitymi inwestycjami, ale Indie chcą bronić swojej przedsiębiorczości. To są poważne wyzwania, tu praktyczny zmysł Modiego może pomóc, ale wszystkiego nie przemoże.
    4.Gospodarka. Jak pisałem, nie spodziewam się, że Modi wprowadzi FDI in retail. Zbyt mocno on i jego partia wypowiadali się przeciw. Jego ,,modinomika’’ to w gruncie rzeczy głównie industrializacja, sprowadzanie dużych firm, żeby zakładały fabryki. I takie będzie ściągał z zagranicy. Ale nadal preferencja będzie dla wielkich koncernów indyjskich, które go, swoją drogą, wielbią.
    5.Korupcja. Oczywiście BJP powtarza, że Modi jest czysty i zwalczy korupcję. Ale konkretnych obietnic nie widzę. Więcej na tym polu pokazała i obiecała AAP. Oni przynajmniej jakieś konkrety zaproponowali – Jan Lokpal, transparentne finanse (o ile wiemy) ich ugrupowania. Ale politycznie okazali się zbyt zieloni w porównaniu z Modim i BJP (na razie). Modi sam może nie być skorumpowany – bo jest z RSS, jest człowiekiem bardzo uformowanym przez nich mentalnie – i może otaczać się ludźmi, którzy wolą pracę nad pieniądze, ale to jeszcze całego stanu czy kraju nie zmieni. Jakieś reformy na tym polu, panie premierze? Bo Pana BJP była przeciwna projektowi Jan Lokpal.
    6.Nuklearny deal. Ja też nie bardzo kojarzę jakieś konkrety wypływające z ust Modiego czy BJP. Ale tu też myślę, że będzie praktyczny. Energii trzeba Indiom od zaraz i tyle. Nie z USA, to zrobi się z innymi. Rosjanie już im budują reaktory. Tu, ,,u mnie’’, Koreańczycy też są chętni.
    7.Iran. Za UPA-II dalej kupowano gaz i formalnie Indie nie dołączyły do sankcji, ale faktycznie jakoś w okresie największych napięc na linii Teheran-Waszyngton zakup gazu spadł. Tu znowu pytanie na które nie znam odpowiedzi – jak zachowa się Modi? Jak dla mnie to Indie nie powinny się wyzbyć relacji z Iranem ani z powodów gospodarczych (najbliższe tanie źródło gazu dostępne morzem) i strategicznych (sąsiad arcyrywala) i gospodarcz-strategicznych (brama do Afganistanu i Azji Centralnej za plecami Pakistanu).
    8.Rosja. Modi był w Rosji z delegację BJP a za NDA Indie podpisały umowę o partnerstwie strategicznym. Jest tyle wspólnych interesów i kwestii, że nie sądzę, żeby rząd Modiego osłabił stosunki z Moskwą. Zakup rosyjskiej technologii wojskowej, wsparcie Moskwy dla Nowego Delhi na arenie międzynarodowej (Pakistan i Kaszmir – żaden inny tak wielki kraj Indii w tych sprawach tak mocno nie wspiera), budowa reaktorów, teraz jeszcze inwestycje indyjskie w rosyjski sektor energetyczny. Dlatego sprawa Ukrainy jest dla Indii dalece niewygodna, bo za dużo interesów, żeby krytykować, ale zbyt ważna, żeby milczeć. Będą w tych i podobnych kwestiach wypowiadać się okrągłymi zdaniami

  • Jest przedpołudnie w Korei a rano w Indiach. Wciąż zostały do policzenia głosy z 31 okręgów.
    Wiadomo już jednak, BJP już uzyskała 278 mandatów i po raz pierwszy w historii może rządzić sama.

  • Chyba nikt po Narendrze Modim nie oczekuje jakiejś rewolucyjnej zmiany, zresztą można chyba uznać, że pewne roziazania w polityce zagranicznej przez rząd UPA1 i UPA-2 były optymalne.
    „Obserwator” Modiego Walter Andersen uważa, że Indie bardziej skoncentrują się na Azji, nie zaniedbując bynajmniej stosunków z USA, ale Azja zajmie pierwsze miejsce. Uważa on też, ze pierwszą wizytą zagraniczną Modiego będzie wizyta w Japonii.

    Faktycznie kraje Azji Południowo-Wschodniej w oblliczu wzrastającej coraz bardziej patrzą na Indie, jako przeciwwagę dla Chin. Taką ideę wyraził niedawno związany z rządem wietnamski think-tank. Jakąś formą partnerstwa/sojuszu z Indiami jest zaintersowana też Japonia. Z takim podejściem do sprawy jest właściwie każdemu po drodze. Dla USA czy UE też chyba było wygodnie, gdyby jakis południwo-wschodnio-azjatycki „instrument” (celowo nie uzywam tu terminu sojusz, organizacja i trudno mi dobrać właściwy) powstał, gdyż pozwoliłby on unikać angażowania się w sprawy „drobne”, zostawiajac bardziej wolną ręke dla spraw ważniejszych, niekoniecznie w Azji.

    W stosunkach z USA sprawy osobiste, czyli wizy dla Modiego, czy Khobgragade powinny rozwiazać się same (jako premierowi Modiemu „należy” sie wiza, a Khobgragade wróciła już do Indii), liczy się natomiast, czy prasa lub jacyś politycy nie przedstawia tego, jako „kapitulacji USA”, czy czegoś w tym rodzaju.

    Natomiast zarówno w stosunkach z USA, jak i UE Modi bedzie miał o trudniejszą sytuację niż rząd Mamohana Singha. Nieważne, czy oficjalnie będzie się mówiło o pogromie w Gujaracie, czy nie, to będzie on pamiętany. Jeżeli nic się nie stanie, to nie będzie się o nim mówić, jeżeli natomiast dojdzie do pogromów w rodzaju pogromu chrześcijan w Orissie, to „wróci” i Gujarat. To co „uszło” rzadowi UPA, zostało uznane za jego słabośc i zapomiane, nie ujdzie Modiemu.

    Istnieje też pewne ryzyko, że może dojść do jakiś zamieszek z udziałem hinduskich nacjonalistów, gdzie będa poszkodowani Europejczycy lub Amerykanie (np. ataki na puby jak w Mangalore) ; kolejny gwałt na zagranicznej i wypowiedź jakiegos przedstawiciela władzy, że to ofiara jest winna bo nie przestrzegała indyjskiego dress codu (Goa) i wszystko pójdzie „w kapcie” Modiego. Od dawna żadne pogromy czy awantury nie zdarzyły się w Gujaracie, ale tam cudzoziemców liczba jest ograniczona. Ponadto w dużym kraju istnieje większe prawdopodobieństwo, że coś się wydarzy niż w jednym stanie.

    Czy może dojść do powtórki Khobgragade, „przeczołgania” Shah Rukh Khana, lub innego mało znaczącego, ale bardzo psujacego krew incydentu? Tego nigdy nie mozna wykluczyć, ale teoretycznie można przypilnować, aby takie sprawy „nie wybuchły”. Tu chyba twardo trzymający sprawy Modi dopilnuje tego.

    W stosunkach gospodarczych indyjski opór przeciw FDI w sektorze detalicznym będzie psuł stosunki z UE i USA. Dla wielu firm zagraniczne hipermarkety w Indiach to praktycznie jedyna szansa, aby się znaleźć na tamtejszym rynku. Musimy zaliczyć do nich i firmy polskie. Dlatego, choć nie mamy polskich sieci detalicznych zainteresowanych wejsciem do Indii, to jak najbardziej powinniśmy popierać wszelkie inicjatywy europejskie w tym kierunku.
    Z kolei w Indiach zagraniczne hipermarkety, to sól w oku sklepikarzy, będących elektoratem BJP. Zresztą to temat na osobny artykuł.

    Do tego możemy dodać wiele problemów: korupcja, próby wstecznego opdatkowania, właściwie niedostępność niektórych rynków, itp.

    Indiom zależy z kolei na dostępie do amerykańskiego i europejskiego rynku usług i możliwości w pracy tam ( 100 mln wyborców w tym roku głosowało po raz pierwszy, nikt nie stworzy takiej ilości miejsc pracy w kraju, dorze byłoby, gdyby choć część z nich znalazła zatrudnienie za granicą). Przed czym z kolei USA i UE się bronią. W UE z kolei część krajów moze traktować indyjskich pracowników, jako konkurencje, więc tym bardziej będą czyniłu UE oporną.

    Czy Modi zwalczy korupcję? Zapowiada, że tak, to podobałoby się zagranicznym inwestorom i miejscowym biznesmenom, ale to będzie bardzo trudne. Czy na jakimś z pól może osiągnać jakiś znaczący przełom. Rząd UPA w stosunku do USA zdawał sobie sprawę, że poważniejsze poluzowania wizowe nie wchodzą w rachubę, ale z sukcesem uzyskał zwiększenie ilości wiz H1B (dla profesjonalistów). To też chyba należy uznać za optymalne i bedzie trzeba się starać o kontynuację.

    Rząd Mamohana Singha BJP krytykowało za „nuklearny deal” z USA. Zarzucano mu, że zrzekł się nuklearnej suwerenności Indii, itd. Teraz już właściwie się tego nie wspomina, zresztą chyba nikomu nie zależy na zmianie tego stanu. Modi chyba się nie wypowiadał w tej sprawie i nie zapowiadał rewizji, czy wypowiedzenia traktatu.

    Były i inne sprawy, jak głosowanie nad sankcjami wobec Iranu, gdzie rząd, zbierajac głosy krytyki, zajmował stanowisko zbieżne ze stanowiskiem amerykańskim. Takie konieczności wyboru zapewne będą się zdarzały. Modi pokazał, że jest mistrzem PRu, więc może będzie potrafił jakoś te sprzeczności rozwiazać, choć można przypuszczać, że ukazanie poparcia Indii będzie trudniejsze, ale nie niemożliwe.

    Nie potrafię natomiast wypowiedzieć się na temat indyjskiego stanowiska wobec kryzysu na Ukrainie. Jak wspomiał Pan Krzysztof Indie delikatnie poparły Rosję. Czy chciały uzyskać wdzięczność Rosji, czy w obliczu kampanii wyborczej rzad chciał pokazać, że „nie idzie na pasku Zachodu”, czy też była to tradycujna lekka antyzachdnia retoryka? Kontestując arbitralną decyzję Chruszczowa z z przed 60 lat, wręcz daję się propagadowy oręż Chinom kontestujące arbitralne układy narzucone przez Brytyjczyków Dalaj Lamom w XIX w dotyczące terenów w obecnym Arunachal Pradesh.

Pozostaw odpowiedź