Komentarz eksperta,Pakistan news

K. Iwanek: Turyści – nowy cel talibów pakistańskich

Krzysztof Iwanek,,Zabójcza Góra’’ (Killer Mountain) – tak tabliczki w Pakistanie przezywają Nanga Parbat, tak też nazywają ją himalaiści. Niedawno himalajski szczyt stał się zabójczy na nowy i znacznie bardziej szokujący sposób. W noc z dwudziestego drugiego na dwudziestego trzeciego czerwca pakistańscy talibowie wtargnęli do obozu himalaistów i zamordowali 11 osób. Kule zbrodniarzy nie rozróżniały narodowości. Pośród zabitych jest trójka obywateli chińskich (w tym jedna osoba mająca równocześnie obywatelstwo amerykańskie), dwóch słowackich, trzech ukraińskich, jeden Litwin, jeden Nepalczyk i ich pakistański przewodnik. Wielu himalaistów, w tym Polkę Aleksandrę Dzik, ewakuowano. Kolejni wspinacze, w tym liczna grupa z Rumunii, są obecnie w wyższych partiach Nanga Parbat.

Pakistańscy talibowie nigdy nie kryli się ze swoją wrogością do niektórych cudzoziemców, to jest szczególnie Amerykanów i obywateli wszystkich innych państw, których oddziały są obecne w Afganistanie. Jednakże celowe atakowanie turystów jest tak naprawdę nowością. Owszem, walki w leżącej na zachód od Nanga Parbat dolinie Swat wpłynęły na upadek turystyki w tym regionie, ale ataki nie były skierowane przeciw obcym jako takim (teraz zresztą sytuacja w dolinie wydaje się powoli wracać do normy). Talibowie porwali też i ostatecznie zamordowali polskiego geologa Piotra Stańczaka, porywali również osoby innych narodowości. Zazwyczaj jednak żądali czegoś w zamian, na przykład pieniędzy lub wypuszczenia ich towarzyszy z więzienia. Tragiczne zajście pod Nanga Parbat było inne pod kilkoma względami. Oddział pakistańskich talibów opuścił swój obszar najwyraźniej tylko po to, by dostać się do regionu turystycznego, nie miał wybranego konkretnego celu, ale obcych jako takich, a jego celem od początku było nie porwanie, ale mord.

Rzecznik talibów pakistańskich, Ehsanullah Ehsan, w pierwszej chwili zaprzeczył informacjom o odpowiedzialności jego ugrupowania. Potem jednak sam zadzwonił i przyznał dziennikarzom rację , wyjaśniając, że ataku dokonała grupa talibów pakistańskich pod nazwą Junood ul-Hifsa (wym. Dźunud ul-Hifsa). Nazwa to pojawia się w mediach bodajże pierwszy raz i sam Ehsan przyznał, że jest to ugrupowanie nowe. Swoją odpowiedzialność za mordy ogłosiło także inne terrorystyczne ugrupowanie, Jundullah. Niejednokrotnie jednak bywa tak, że więcej niż jedna grupa głosi się autorem zamachu. Jakkolwiek strasznie by to brzmiało, jest to dla takich organizacji forma ,,reklamy’’ – sposób na pokazanie swoich wpływów i siły. Jundullah działa jednak w zupełnie innym regionie i kontekście i stąd zakładam, że odpowiedzialni są pakistańscy talibowie.  Ehsan w swojej drugiej wypowiedzi stwierdził, że ataki były zemstą za zabicie jednego z ważnych przywódców talibów, Waliur Rehmana. Zginął on 29 maja w wyniku ataku amerykańskiego samolotu bezzałogowego. Rzecznik talibów dodał, że Junood ul-Hifsa powstało właśnie po to, by zabijać cudzoziemców w formie sprzeciwu przeciw nalotom amerykańskich na pasztuńskie terytoria w Pakistanie.

Główny motyw ataku jest zatem klarowny. Ataki dronów to jedyny sposób, w jaki USA może formalnie atakować talibów pakistańskich i inne radykalne ugrupowania w tym kraju. Naloty te przyniosły pewne rezultaty, chociaż spowodowały też śmierć wielu niewinnych osób i wywołały złość wielu obywateli Pakistanu. Ci ostatni naciskają na własny rząd, by nie pozwolił Amerykanom na dalsze naloty (na co Waszyngton się nie zgodzi, bo wszystkie zwierzchnie struktury organizacji zaangażowanych w wojnę z NATO w Afganistanie funkcjonują  się tak naprawdę na pusztuńskim pograniczu w Pakistane). Po utracie kolejnego przywódcy talibowie pakistańscy zdecydowali się zatem na stworzenie nowej formy presji na Amerykanów i własny rząd. Twierdzą, że będą zabijać cudzoziemców tak długo, aż naloty dronów nie są zostaną wstrzymane.

Dodatkowym tłem dla sprawy są plany wycofania wojsk NATO do końca tego roku i trwające negocjacje z afgańskimi talibami, a zatem – jakkolwiek blada – szansa na zakończenie wojny domowej w Afganistanie. Biuro afgańskich talibów w Katarze, założone tam po to, by prowadzić rokowania na neutralnym gruncie, już otwarto i działa. Co prawda, prezydent Afganistanu Hamid Karzai kilka dni temu ogłosił, że z talibami rozmawiać jednak nie będzie, ale wiadomo, że tak naprawdę zaraz się z tego wycofa, bo nic innego zrobić nie może. To, że afgańscy talibowie złożą broń, nie musi oznaczać, że to samo zrobią ich ideologiczni i etniczni bracia, czyli talibowie pakistańscy. Najprościej mówiąc, afgańscy talibowie rekrutują się z afgańskich Pasztunów, pakistańscy talibowie z pakistańskich Pasztunów. Kiedy afgańscy talibowie zbiegli do Pakistanu po amerykańskim ataku na Afganistan, schronili się pośród pakistańskich Pasztunów i wywarli na niektórych z nich taki wpływ, że ci ostatni utworzyli Tehrik-e-Taliban Pakistan, Ruch Pakistańskich Talibow. Jednakże w momencie podpisania porozumienia dla Amerykanów i ich sojuszników wojna się skończy. Skoro nie będzie konieczności dalszej walki z afgańskimi talibami, nie będzie też potrzeby bombardowania ich gospodarczy – talibów pakistańskich. Obie strony są świadome, że wojna może wkraczać w ostatnią fazę. Amerykanie chcą zapewne przed podpisaniem porozumienia zabić jak najwięcej przywódców talibów pakistańskich. Ci zaś, wiedząc o tym, chcą jak najszybciej doprowadzić do powstrzymania amerykańskich nalotów.

Z tak nakreślonej sytuacji wypływa kilka wniosków. Po pierwsze, wyjazd do Pakistanu może być teraz jeszcze bardziej niebezpieczny niż wcześniej. Ambasada RP w tym kraju od dawna zresztą to odradza.

Po drugie, atak ten nie dowodzi, że pakistańscy talibowie rozszerzyli swój obszar działania, chociaż nie swoje wpływy. Obszar administracyjny Gilgit-Balistan, na terenie którego leży Nanga Parbat, znajduje się względnie niedaleko jednego z obszarów koncentracji sił talibów: regionów doliny Swat i terytoriów Buner i Śangla (ang. Shangla). Równocześnie jednak talibowie rekrutują się spośród Pasztunów i wyznają radykalną formę sunnickiego islamu. W Gilgicie i Baltistanie natomiast żyją inne grupy etniczne, a religią większości jest  islam szyicki. Talibowie pakistańscy nie zbudują sobie zatem nowej bazy w Gilgit-Baltistanie, ale jest bardzo możliwe, że będą ponownie dokonywać wypadów na ten obszar. Jest też bardzo prawdopodobne, że będą atakować cudzoziemców w innych regionach. Ostatecznie P. Stańczak został porwany w Pendżabie (chociaż też względnie niedaleko od terenów pasztuńskich), a podczas ostatnich wyborów w Pakistanie, pakistańscy talibowie dokonywali zamachów aż w odległym Karaczi, czyli jednym z najodleglejszych od ich matecznika punktów w kraju (mogli tego dokonać najpewniej dlatego, że w metropolii tej żyje bardzo wielu Pasztunów i niektórzy z nich mogli udzielić talibom pomocy).

Po trzecie, ataki na turystów zadadzą kolejny cios pakistańskiej gospodarce. Już teraz organizatorzy himalajskich wypraw narzekają, że po mordzie pod Nanga Parbat odwoływanych jest coraz więcej grup (a w obszarze Himalajów kontrolowanym przez Pakistan znajduje się dużo więcej atrakcyjnych szczytów, choćby słynne K2). Tak naprawdę jednak turystyka wysokogórska nie kwitła w Pakistanie od lat 70. Już nawet pochodzenie ofiar i innych osób znajdujących się w okolicy w momencie dokonania mordu pokazuje, że w pakistańskie Himalaje jeżdżą nie turyści z Europy Zachodniej i USA, a bardziej z Europy Wschodniej, Rosji i Chin. Jednakże do ataków na turystów może dojść i gdzie indziej. Nawet i ten,  kurczący się strumyk dochodów praktycznie wyschnie, zabierając pracę kolejnym Pakistańczykom.

Po czwarte, sposób wypowiedzi rzecznika talibów dowodzi, że w łonie TTP dochodzi do coraz mocniejszych podziałów. Zastanawia, że najpierw odpowiedział przecząco, a potem przyznał nie tylko, że ataku dokonała grupa talibów pakistańskich, ale na dodatek grupa nowa i utworzona do nowego zadania. Brzmi to tak, jakby rzecznik w pierwszej chwili nie wiedział o tym ugrupowaniu. Zakładałbym, że Junood ul-Hifsa to nie grupa, a wręcz frakcja i że swojego ataku mogła dokonać bez konsultacji z przywództwem. Po chwili konsternacji temu ostatniemu nie zostało nic innego, jak wziąć na siebie odpowiedzialność, bo inaczej przyznałoby, że nie kontroluje swoich własnych ludzi. Amerykańskie naloty zabiły kilku kolejnych przywódców pakistańskich i od pewnego czasu mówi się, że organizacja nie ma obecnie jednego wodza, rozpadając się coraz bardziej na kilka frakcji. Nagłe pojawianie się Junood ul-Hifsa i sprzeczne wypowiedzi Ehsanullaha Ehsana mogą być kolejnym na to dowodem. Niewielkie to pocieszenie, ale przynajmniej może to oznaczać, ze nie wszystkie skrzydła pakistańskich talibów zdecydują w przyszłości na ataki na cudzoziemców.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Turyści – nowy cel talibów pakistańskich Reviewed by on 27 czerwca 2013 .

,,Zabójcza Góra’’ (Killer Mountain) – tak tabliczki w Pakistanie przezywają Nanga Parbat, tak też nazywają ją himalaiści. Niedawno himalajski szczyt stał się zabójczy na nowy i znacznie bardziej szokujący sposób. W noc z dwudziestego drugiego na dwudziestego trzeciego czerwca pakistańscy talibowie wtargnęli do obozu himalaistów i zamordowali 11 osób. Kule zbrodniarzy nie rozróżniały narodowości. Pośród

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

Pozostaw odpowiedź