Komentarz eksperta

K. Iwanek: Rozwój indyjskiego przemysłu obronnego a polski eksport

iwanek2Dnia 13 stycznia 2011 r. minister obrony Indii A.K. Anthony ogłosił strategię rozwoju przemysłu obronnego tego kraju. Strategia owa otrzymała nazwę Defence Production Policy i za jej najważniejsze założenie można uznać dążenie do minimalizacji uzależnienia od importu sprzętu i technologii wojskowych z innych państw. Cel ten ma być osiągnięty przez nadanie dużej roli w przemyśle obronnym przedsiębiorcom prywatnym, preferowanie indyjskich projektów i produkcji i maksymalną współpracę między siłami zbrojnymi, środowiskami przemysłowymi i ośrodkami badawczymi. Plan zakłada, dość ambitnie skądinąd, iż za 10 lat większość wyposażenia potrzebnego indyjskiej armii produkowane będzie w kraju,  z wyjątkiem tych podsystemów, których produkcja byłaby nieopłacalna czy niepraktyczna – te mają być dalej importowane.

Ogłoszenia takiej strategii należało od dawna oczekiwać. Indie to obecnie jeden z największych importerów broni na świecie. Równocześnie mają on liczne cechy, które mogą im pozwolić na znaczne uniezależnienie się od dostaw z zewnątrz: posiadanie zaawansowanych ośrodków naukowych (w tym właśnie na polu technologii), wykształcona kadra inżynierów, tania siła robocza,  dostęp do surowców czy wreszcie obecny, dynamiczny rozwój gospodarczy. Stąd od lat podnoszony jest postulat, by Nowe Delhi wydawało pieniądze raczej na rozwój własnych technologii niż płacenie za nie innym podmiotem (tak też Indie czynią np. w kwestii produkcji rakiet bojowych). Tym bardziej, iż ścieżką produkcji własnej podążają już Chiny, największy rywal Indii.  (Pozwolę sobie dodać, iż przyjęcie przez Indii strategii uniezależnienia się od importu przewidywałem już np. na łamach pisma „Arcana” w połowie roku 2010).

Rzecz jasna, na razie jest to plan i jak każdy plan może on nie zostać zrealizowany: czy też, co bardziej prawdopodobne w indyjskich warunkach, nie zostać zrealizowany tak szybko, sprawnie i w tak pełnym zakresie, jak życzyłby sobie tego rząd. Fakt, iż w uniezależnianiu się od importu sprzętu wojskowego Indie będą naśladować Chiny nie oznacza bynajmniej, iż mogą odnieść podobny  sukces. ChRL jest bowiem państwem zdecydowanie bogatszym i lepiej przemysłowo rozwiniętym; Chiny mają drugi po USA największy budżet na wydatki wojskowe na świecie, budżet Indii jest na miejscu dziesiątym. Dotychczasowe próby stworzenia własnych indyjskich technologii wojskowych przyniosły raczej mieszane rezultaty. Na przykład projekt indyjskiego czołgu Arjun (wym. Ardźun) realizowany jest od 35 lat i liczne niedociągnięcia i opóźnienia w tym projekcie sprawiają, iż Indie wciąż uzależnione są od importu czołgów z Rosji, na których zresztą indyjski czołg jest wzorowany (tym niemniej, od kilku lat pierwsze Arjuny zjeżdżają już z taśmy produkcyjnej).

Tym niemniej, zapowiedź nowej strategii ministerstwa obrony Indii ma wielkie znaczenie dla polskiego eksportu sprzętu, technologii i usług militarnych do tego kraju. Biorąc pod uwagę wartość umów podpisanych w latach 2005-2009 Polska zajęła czwarte miejsce wśród dostawców Indii (według danych Stockholm International Peace Research Institute, 2010). Po pierwsze jednak pozostali dostawcy podpisali kontrakty na dużo większe sumy – w wypadku dostawcy Indii numer jeden, to jest Rosji, wartość kontaktów była ponad 22 razy większa od wartości kontraktów Polski (6458 do 283 milionów dolarów). Po drugie – i ważniejsze – tacy dostawcy Indii jak Rosja, Wielka Brytania, Izrael, Francja czy USA sprzedają Nowemu Delhi najnowsze technologie i sprzęt. Tymczasem kontrakty Polski polegały w części – choć nie tylko – na modernizacji istniejącego indyjskiego sprzętu (np. czołgów T-72), po prostu dlatego, że tak Indie, jak i Polska posiadają podobny, posowiecki sprzęt. A zatem w sytuacji, gdy Indie rozpoczną rozwój własnych technologii, Polska prawdopodobnie najszybciej utraci swoją pozycję pośród ich głównych dostawców, podczas gdy pozycja takich sprzedawców jak USA czy Izrael może jeszcze bardzo długo pozostać niezagrożona. W dłuższej perspektywie może też znacznie osłabnąć  import z Rosji. Im bardziej  Indie odchodzić będą od technologii poradzieckich (bądź będących przedłużeniem radzieckich), tym mniej polska oferta dla Indii będzie kompatybilna z zapotrzebowaniami tego kraju.

Jeśli zatem Nowe Delhi będzie swoją nową strategię realizować konsekwentnie, to spadek polskiego eksportu do Indii na polu przemysłu obronnego będzie nieunikniony. Pewnym buforem dla tego procesu może być dążenie do realizacji jak największej ilości wspólnych projektów w tym przemyśle, tak aby Polska mogła zaoferować Indiom jeden ze swoich największych atutów – to jest umiejętności inżynieryjne – nawet wtedy, gdy wojskowa technologia indyjska zacznie coraz bardziej oddalać się w zaawansowaniu od polskiej. Innymi słowy, bardziej perspektywiczne jest budowanie wraz z Indiami nowego sprzętu, niż modernizowanie ich starego czy sprzedawanie im naszego obecnego. Zapowiedzią takiego procesu może być podpisanie na targach DefExpo 2010 w Delhi porozumienia na budowę lekkiego czołgu między firmą BEML a OBRUM z Gliwic. Reasumując, państwo polskie – jeśli na eksporcie do Indii mu zależy – winno właśnie teraz bardzo pilnie przyglądać się reformie indyjskiej zbrojeniówki.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Rozwój indyjskiego przemysłu obronnego a polski eksport Reviewed by on 20 stycznia 2011 .

Dnia 13 stycznia 2011 r. minister obrony Indii A.K. Anthony ogłosił strategię rozwoju przemysłu obronnego tego kraju. Strategia owa otrzymała nazwę Defence Production Policy i za jej najważniejsze założenie można uznać dążenie do minimalizacji uzależnienia od importu sprzętu i technologii wojskowych z innych państw. Cel ten ma być osiągnięty przez nadanie dużej roli w przemyśle

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 7

  • Panie Pawle!
    Proponuję przy pisaniu na tematy techniczne – a zwłaszcza tak skomplikowane jak dotyczace zbrojeniówki – konsultować się jednak z kimś kto się na tym zna.
    Inaczej popełnia się istotne błędy, które wymagaja sprostowania – takie np. jak:
    1. Indyjski czołg ARJUN na pewno nie jest wzorowany na czołgach rosyjskich
    2. Żadna z polskich firm nie zawarła dotychczas kontraktu na modernizację czołgu T-72 ani żadnych innych wyrobów (na remonty – tak)
    3. Dostawy o wartości 283 mln USD w ciagu 4 lat na pewno nie ustawiły nas w roli jednego z głównych dostawców sprzętu wojskowego do Indii.
    Ogólne dywagacje i wnioski w zasadzie w porzadku. Moznaby tylko dodać, że wartość polskiego eksportu do Indii w ogóle jest właściwie żenujaca a problemem jest fakt, ze większość firm – nie tylko ze zbrojeniówki – (z kilkoma wyjatkami) – ze swoim mało solidnym podejściem i wysokimi cenami nie ma szans na tym bardzo trudnym rynku. A przetargi trwaja po kilka a nawet kilkanaście lat i są bardzo wyczerpujace – takze finansowo.

    • Szanowny Panie
      Z pochyloną głową przyjmuję uwagi, serdecznie przepraszam za błędy i obiecuję na przyszłość konsultować taką tematykę z kim tylko mogę.

      1.Jeśli chodzi o punkt pierwszy, to przyznaję się do błędu, co do stwierdzenia, że Arjun jest oparty na T-72, pomyliłem Arjun z EX.

      W pozostałych dwóch punktach mogę się próbować bronić o tyle że:

      2.Czyli w takim razie mylę się sądząc, iż w indyjskich czołgach instalowano np. polskie systemy przeciwpożarowe? Czy to nie jest przykład modernizacji?

      3.Napisałem iż Polska znalazła się na 4. miejscu jeśli chodzi o sumaryczną wartość kontraktów, ale zaraz potem podkreślam, że kraje na wyższych pozycjach – szczególnie Rosja – podpisały kontrakty na dużo większe sumy’’. Po czym sumy te porównuję, właśnie by pokazać, że w porównaniu z nimi jesteśmy relatywnie mniej ważni. Więc być może dalej użyte sformułowanie ,,jeden z głównych dostawców’’ było faktycznie niefortunne i nie powinienem był go użyć, ale myślę, że mniej więcej w tym akapicie nakreśliłem, jaka jest waga nas jako dostawcy w porównaniu do innych, ważniejszych państw.

      A na marginesie, to na imię mi Krzysiek, Paweł (Behrendt) też jest w CSPA, ale on napisał komentarz pod moim tekstem, pewnie się Panu przypadkiem skopiowało. No i Paweł nie popełniłby takich błędów jak ja:)

      Cieszę się, że mimo tych błędów zgadza się Pan z tezami tekstu.
      Jeśli ma Pan ochotę napisać na naszą stronę tekst o tej samej tematyce, np. z sugestiami, co Polska może robić lepiej w handlu z Indiami (na tym czy innych polach) to proszę dać znać – adres mailowy ma Pan napisany na końcu tekstu.

      Z wyrazami szacunku

  • czy aby Indie nie wyprodukowały też własnego bojowego samolotu nadźwiękowego bodajże Tejas? były chyba prace ale czy projekt w końcu wypalił?

  • Artykuł bardzo ciekawy i nie można się z nim nie zgodzić.
    2 lata temu miałem okazje oglądać jedne z indyjskich targów przemysłu obronnego. Były tam prezentowane bardzo nowoczesne technologie. Czym zainteresowana jest armia indyjska? Sprzęt bardzo zaawansowany technologicznie, super mobilny, pozwalający na natychmiastowe przerzucenie i zastosowanie w dowolnym miejscu. Do tego oczywiście sprzęt lotniczy. Polska takiego sprzętu w ofercie nie ma. Obaj panowie mają racje, dostarczamy części i zamienniki do sprzętu postradzieckiego.
    Jeżeli chcemy znaleźć się na rynku indyjskim, to przede wszystkim musimy mieć atrakcyjną ofertę.
    Bardzo sceptycznie należy też patrzeć na propozycje współpracy pomiędzy firmami polskimi i indyjskimi. Po pierwsze często podpisywane Memorandum of Understanding nie oznacza jeszcze kontraktu. Po drugie propozycja współpracy nie musi oznaczać współpracy na rynku indyjskim. Często jest idealnie odwrotnie, chodzi o wejście na rynek polski. Po trzecie Bumar już kilkakrotnie ogłaszał zawarcie kontraktów, a potem okazało się, że nic z tego nie wynikało. Bumar nie ma nawet firmy w Indiach, a to co ma jest starą strukturą opartą na ambasadzie.
    Podczas wizyty Premiera Tuska na spotkaniu dla biznesu, według listy zaprezentowanej przez polskie MSZ, były obecne raczej firmy zainteresowane sprzedażą w Polsce. Spotkanie było niedostępne dla dziennikarzy, być może aby ukryć stojąca za nim pustkę.
    Jeżeli do Indii, to raczej nie tak i nie tędy. Na razie robimy dużo, aby tam nie być.

  • Indie od dawna są zainteresowane rozwojem wspólnych projektów z Polską, nasze zbrojeniówka też; najmniej zainteresowane były zawsze (i jak zwykle) kolejne polskie rządy, mam nadzieję, że ostatnia wizyta premiera Tuska coś tutaj zmieni.
    Obecnie najbardziej perspektywiczny jest samobieżny zestaw p-lot „Loara”. Hindusi w rozmowach z Bumarem stwierdzili jasno, że chcą razem pracować nad tym projektem i gotowi są wyłożyć na ten cel znaczne sumy. Jest to wielka szansa dla obu stron!
    Całkowicie zgadzam się, że czasy zarabiania na modernizacjach postsowieckiego sprzętu nieubłaganie się kończą, chociaż państwa Afryki i Ameryki Łacińskiej mogą jeszcze dość długo zapewnić ograniczony popyt na takie usługi.

    • Szanowny Panie Pawle. Tu nawet nie chodzi o to czy polskie rządy są zainteresowane współpracą z Indiami tylko czy wolno im byc zainteresowanym. A ściślej mówiąc czy Bruksela (czytaj: Berlin i Paryż) pozwolą na takie bezczelne sobiepaństwo na ich folwarku, zwanym dla kamuflażu Unią Europejską.

Pozostaw odpowiedź