Komentarze

K. Iwanek: Recenzja „Nowej historii Indii” Stanleya Wolperta

nowa-historia-indiiWydana w 2010 r. przez Książkę i Wiedzę Nowa historia Indii pióra Stanleya Wolperta jest jedną z czterech dostępnych po polsku monografii dziejów Indii od ich początków. Pozostałe to Historia Indii J. Kieniewicza, Dzieje Indii K.M. Panikkara i Indie. Zarys historii M. Boivina. Tę ostatnią książkę omawiałem już tutaj. Stanley Wolpert był przez wiele lat wykładowcą University of California i napisał wielu publikacji o dwudziestowiecznych India i Pakistanie. W naszym języku dostępna jest także biografia Mamatmy Gandhiego jego autorstwa, która nosi zwyczajny tytuł: Gandhi.

O książkach historycznych istnieje podobne przekonanie jak o tłumaczeniach: albo są piękne albo wierne. W przypadku historii chodzi o to, że trzeba znaleźć równowagę między z jednej strony poczytnym stylem, który jednak, przez zastosowanie rozmaitych figur, może ubarwiać i upraszczać pewne procesy a bardzo precyzyjnym opisem, który może czytelnika nudzić i wprowadzać w labirynt szczegółów, w którym gubią się ogólne wnioski. Problem występuje do pewnego stopnia i tutaj. Wolpert pisze ze swadą i książka ma zdecydowanie wartość merytoryczną, chociaż czasem obawiam się, że przedstawił pewne kwestie zbyt stereotypowo i jednostronnie.

Zacznijmy jednak od zalet. Język jest klarowny a styl świetny, chwilami wręcz jak z powieści. Za przykład niech posłuży następujące zdanie: „Skalisty Dekan miał nadal zostać polityczną pułapką, wymykającą się pokusą, bezdenną otchłanią pożerającą fundusze i porażką militarną Wielkich Mogołów”.

Drugą zaletą jest fakt, że autor korzystał ze źródeł, aczkolwiek często z wyborów i samych tłumaczeń na angielski. Bardzo umiejętnie wplata cytaty ze źródeł w narrację i zazwyczaj, chociaż niestety nie zawsze, do cytowanych fragmentów daje przypisy z precyzyjnym opisem bibliograficznym.

Trzecia zaleta rzemiosła Wolperta to umiejętność wybierania mniej znanych faktów, ciekawostek a czasem także zabawnego ich ujmowania. Do moich ulubionych należy pod tym względem taki fragment: „młody Robert Clive (1725-1774), urzędnik w służbie Kompanii, który wcześniej, znudzony pracą w kantorze, próbował przestrzelić sobie mózg, lecz bezskutecznie: pistolet nie wypalił. Clive wkrótce odkrył, że swoje napięcia można odreagowywać równie dobrze, strzelając do innych” (s. 213).

Czwartą zaletą jest umiejętność zachowywania ciągłej narracji mimo wielowątkowości. Bardzo trudno pisać o procesach dokonujących się w Indiach, gdy w każdym regionie działo się co innego. Także i Wolpert nie opisuje na równi każdego obszaru (bo to jest niemożliwe, choćby przez wzgląd na nierówny rozkład naszej wiedzy). Ale autor dobrze radzi sobie z przechodzeniem od jednego tematu do drugiego w taki sposób, że czytelnik się w tym nie gubi.

Bardzo też podoba mi się, że autor zaczął od nakreślenia środowiskowych uwarunkowań dla historii Indii (i jak zwykle, nakreślił je bardzo barwnie). Książka jest też doprowadzona do wydarzeń XX wieku i podejmuje w tym momencie próbę spojrzenia na współczesne procesy przez pryzmat całokształtu dziejów cywilizacji indyjskiej.

Przejdźmy do wad. To dobrze, że Wolpert dąży do podsumowań, ale w moim mniemaniu niektóre z nich są zbyt stereotypowe. Do takich zaliczyłbym sposób przedstawienia islamu (s. 132-3). Podobnie jak Boivin, autor wydaje się doszukiwać w kulturze cywilizacji doliny Indusu cech protohinduizmu, co jednak wielu badaczy uznałoby za anachronizm. Za przykład niech poświadczy stwierdzenie, że jeden z rysunków może być najwcześniejszym artystycznym przedstawieniem Śiwy (s. 31)  a inne „pierwszym świadectwem hinduskiego zwyczaju sati” (s. 34). Wolpert nie odrzuca przy tym zwyczajowego i ugruntowanego twierdzenia, że Ariowie przybyli do Indii po upadku cywilizacji doliny Indusu (a to kultura Ariów, mówiąc w dużym uproszczeniu, stała się podstawą tego, co dużo później nazywano hinduizmem). Rozumiem, że autor zakłada tu, że Śiwę czczono w Indiach przed przybyciem Ariów i potem zasymilowano go do tradycji aryjskiej. Jednakże fakt, że potem w Indiach rzeczywiści czczono Śiwę i dokonywano sati nie jest wystarczającym dowodem na jakiekolwiek związki. Jedno i drugie działo się dużo, dużo później i w zupełnie innym kontekście. Nie chodzi przecież tylko o to, by sięgać jak najdalej wstecz szukając podobieństw do późniejszego kultu boga Śiwy, ale poszukiwać pewnej tradycji, ciągłości – bez tego drugiego to pierwsze działanie staje się teleologią.

Gdzieniegdzie Wolpert zbyt łatwo ulega źródłom lub ich pojedynczym interpretacjom. Pisze na przykład, że grecki król Menander został nawrócony na buddyzm (s. 93). Owszem, tak twierdzi buddyjskie źródło, ale to nie znaczy, że tak rzeczywiście było. Niejeden autor buddyjski jak i dźinijski próbował przekonać czytelnika, że różni wybitni władcy przechodzili na ich wiarę, ale w niektórych wypadkach istnieje pewność, że to tylko propaganda. Inny przykład wywodzi się ponownie z opisu czasów cywilizacji doliny Indusu. Autor pisze o niej, że „mogła być ona, podobnie jak Sumer, rządzona przez kapłana-króla” (s. 28). Wyjaśnię tutaj, że w cywilizacji doliny Indusu odnaleziono pojedyncze wyobrażenie brodatego i najwyraźniej możnego mężczyzny, którego ktoś kiedyś okrzyknął „kapłanem-królem”. I tak to się już potem utarło, ale to przecież nic więcej jak skojarzenie. Może i trafna, ale nie mając żadnych źródeł, które potrafiono by odczytać, nie wiemy, jak dokładnie wyglądał ustrój miast doliny Indusu – jaki zatem miałby być dowód, że władał nią akurat „kapłan-król”?

Tłumaczenie jest bardzo dobre i zręcznie oddaje plastyczny styl autora. W niejednym miejscu natknąłem się tylko na błędy w stylu lost in translation – to znaczy przełożenie na polski z angielskiego czegoś, co już jest przełożeniem jakiegoś sformułowania czy nazwy z języków indyjskich, może powodować, że ostatecznie gubi się sens pierwotny. Przykładem może być tłumaczenie nazwy organizacji Poona Sarwadźanik Sabha (s. 301) jako Związek Wszystkich Narodów. Sarwadźanik to „[należący/działający] dla wszystkich ludzi”, a więc chyba raczej tyle co „powszechny”, a nie ,,Wszystkich Narodów’’? Podobnie z wyrażeniem ,,chłopi z Radźputu i Dźiatu’’ (s. 283) i kilkoma podobnymi. Radźputowie i dźatowie są wspólnotami, nie nazwami geograficznymi, ale rzeczywiście kiedy czyta się takie sformułowanie po angielsku – pewnie to było „Rajput and Jat peasants” –  to nie jest to jasne. (Nie potrafiłem znaleźć tego sformułowania i kilku innych zdań w angielskiej wersji książki Wolperta, ale to na pewno dlatego, że dysponuję wersją z 1991 r., a tłumaczenie na pewno oparto na późniejszej).

Mimo tych uchybień i chociaż przestrzegam przed niektórymi generalizacjami autora, książkę polecam wszystkim zainteresowanym dziejami Indii. Spośród pozycji wydanych po polsku dzieło Wolperta jest na pewno lepsze od monografii Boivina i Panikkara, aczkolwiek gdyby osadzić ją w rankingu książek o historii Indii wydanych w języku angielsku, nie znalazłaby się aż tak wysoko (bardziej poleciłbym chociażby opracowanie Kulkego i Rothermunda, choć książka Wolperta jest znacznie lepiej napisana).

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Recenzja „Nowej historii Indii” Stanleya Wolperta Reviewed by on 27 października 2013 .

Wydana w 2010 r. przez Książkę i Wiedzę Nowa historia Indii pióra Stanleya Wolperta jest jedną z czterech dostępnych po polsku monografii dziejów Indii od ich początków. Pozostałe to Historia Indii J. Kieniewicza, Dzieje Indii K.M. Panikkara i Indie. Zarys historii M. Boivina. Tę ostatnią książkę omawiałem już tutaj. Stanley Wolpert był przez wiele lat wykładowcą University of

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź