Indie news,Komentarz eksperta

K. Iwanek: Quis custodiet…? O antykorupcyjnej ustawie w Indiach i kontrowersji wokół niej

Po zeszłorocznych aferach w najwyższych kręgach władzy od kwietnia b.r. przez Indie przetoczył się ruch antykorupcyjny. Ma on na celu doprowadzenie do utworzenia urzędu indyjskich ombudsmanów – urzędników kontrolujących innych urzędników, posłów i ministrów w wypadku podejrzenia o korupcję. Ujawnianie tych afer jak i rozwój ruchu zostały dobrze udokumentowane na stronie polska-azja.pl w dziale Indie News. Przywódca tego ruchu, gandysta Kisan Baburao ,,Anna’’ Hazare, prowadził protesty i głodówkę na rzecz przegłosowania ustawy powołującej takie właśnie urzędy. Jego działalność stała się prawdziwym fenomenem godnym badań socjologicznych. Protesty wsparły miliony ludzi. Pewna bloggerka donosi nawet o przypadku, gdy datek na rzecz ruchu antykorupcyjnego, w wysokości dziesięciu rupii, dał pewien żebrak. Najwięksi zapaleńcy nazywają Hazarego współczesnym Gandhim* i porównują obecne wydarzenia z nową ,,wojną o niepodległość’’. W wyniku tych nacisków rząd uległ i powołał komisję składającą się po części z przywódców ruchu, z Hazarem włącznie, po części zaś z reprezentantów władzy. Z kolei na przełomie lipca i sierpnia b.r. projekt ustawy został wprowadzony do niższej izby parlamentu indyjskiego (Lok Sabha) i rząd projekt ten zatwierdził, pozostało jedynie jego przegłosowanie przez obie izby.**

Jednakże przywódcy ruchu antykorupcyjnego nie byli usatysfakcjonowani treścią ustawy, uważając, że jest ona za ,,słaba’’. Domagając się jej wersji ,,mocnej’’ Hazare na początku sierpnia od nowa zaczął kierować protestami. Został aresztowany, umieszczony w więzieniu Tihar w Delhi, następnie po kilku dniach wypuszczony i chwili pisania tych słów prowadzi, tak jak wcześniej w kwietniu, głodówkę na rzecz wprowadzenia ustawy w wersji promowanej przez jego środowisko, nie zaś proponowanej przez parlament. Aby lepiej zrozumieć, o co chodzi w całym sporze, przyjrzymy się treści ustawy.

Projekt ustawy nosi nazwę The Lokpal Bill.*** Rzeczony urząd, Lokpal, ma być połączeniem instytucji śledczej z sądem (ma uprawnienia obydwu) i badać podejrzenia o korupcję pośród byłych premierów, byłych i obecnych ministrów, posłów i senatorów, najwyższych urzędników (tzw. ,,klasy A’’), prezesów, dyrektorów itd. państwowych firm, stowarzyszeń itp., lub stowarzyszeń czy organizacji otrzymujących znaczące finansowanie od państwa (rozdz. VI, par. 17). Lokpal ma składać się z prezesa, który był w przeszłości sędzia najwyższym lub jednym z sędziów sądu najwyższego i maksymalnie ośmiu członków, z których połowa ma reprezentować władzę sądowniczą (rozdz. II, par. 2). Członków instytucji mianować ma prezydent, a komisja dokonująca selekcji członków składać się ma z premiera (mającego funkcję prezesa komisji selekcjonującej), marszałka (speaker) niższej izby parlamentu (Lok Sabhy), przywódców opozycji w obu izbach, jednego z ministrów ds. stanowych (Union Minister), jednego sędziego Sądu Najwyższego (Supreme Court), jednego sędziego sądu stanowego (High Court), jednego wybitnego znawcy prawa i jednej znanej publicznie znanej osoby mającej doświadczenie w walce z korupcją (rozdz. II, par. 4).

Hazare i jego zwolennicy odrzucili ten projekt ustawy przede wszystkim dlatego, że jurysdykcja urzędu Lokpal nie będzie obejmować urzędującego premiera. Moralnie i prawnie rzecz biorąc jest to argument słuszny: nikt nie powinien być ponad prawem, a szczególnie w sytuacji, gdy i tak sądzeni mogą być ministrowie. Tym bardziej, że być może w przeszłości premierzy Indii mogli wziąć udział w działalności korupcyjnych. W latach 80. Premier R. Gandhi był jednym z podejrzewanych o przyjęcie łapówek od szwedzkiej firmy Bofors w zamian za podpisanie z nią kontraktu na sprzedaż dział dla indyjskiej armii. W zeszłym ruchu wybuchła afera wokół rozdzielania przez rząd widma firmom telekomunikacyjnym po dawnych, zbyt niskich cenach (tzw. 2G spectrum scam) i do dziś spekuluje się, jaką wiedzę miał o aferze obecny premier, Manmohan Singh (który wywodzi się z tej samej partii co R. Gandhi: Indyjskiego Kongresu Narodowego). Uczciwie jest jednak dodać, iż żadnych ostatecznych dowodów na winę któregoś z premierów do dziś publicznie nie podano. Kontrargumentem może być kwestia stabilności państwa: jeśli premier może być sądzony przez urząd Lokpal, to wystarczy cień zarzutu (podrzuconego np. przez jedno z ugrupowań opozycyjnych) a premier może co prawda niekoniecznie stracić posadę, ale mieć co najmniej utrudnianą pracę przez dochodzenia i procesy, co przekładałoby się na funkcjonowanie całego gabinetu ministrów, bądź co bądź najpotężniejszego urzędu w państwie.

Z drugiej jednak strony zdumiewa mnie, dlaczego to właśnie kwestia nieuwzględnienia urzędującego premiera dominuje we wszystkich mediach. Czasem mogłoby się wręcz wydawać, że jest to jedyna różnica między dwoma projektami.  Podkreślam, że to, że dominuje ona w mediach bynajmniej nie oznacza, iż jest to jedyna różnica podkreślana publicznie przez środowisko Hazarego. Obecnie zgodziło się ono na kompromis pod warunkiem usunięcia trzech braków w rządowej ustawie: 1) braku powołania urzędów antykorupcyjnych na poziomie stanowym (w niektórych już istnieją, w innych nie, o nich niżej); 2) braku objęcia jurysdykcją niższych urzędników; 3) braku wprowadzenia tzw. ,,kart obywatelskich’’ (citizens’ charters). W chwili pisania tych słów (24 sierpnia) rząd i ekipa Hazarego nie porozumieli się w żadnej z tych kwestii****. Tym niemniej, w moim przekonaniu, istota problemu z urzędem Lokpal nie tkwi w żadnej z tych różnic, ale zupełnie gdzie indziej. Należy raczej, za Juwenalisem, spytać się ,,Quis custodiet ipsos custodes’’? A dokładniej: ,,Kto wybiera samych strażników’’?

Czy bowiem zaciekli zwolennicy objęcia jurysdykcją premiera nie zauważają, że to i tak właśnie premier stać będzie na czele komisji dokonującej selekcji członków urzędu Lokpal? Co więcej, w Indiach niezależność władzy sądowniczej od pozostałych jest fikcją. Niezależność sądów została złamana jeszcze w latach 70., szczególnie za Indiry Gandhi i od tego czasu zazwyczaj nie odważają się one działać wbrew woli rządu. Pamiętając o tym, można uznać, że w komisji obierającej członków urzędu na dziewięć osób będzie pięć reprezentujących rządzący establishment (premier, marszałek, jeden minister, dwóch sędziów). Z pozostałych czterech dwie również łatwo będzie dobrać ze środowisk prorządowych (,,wybitny znawca prawa’’ i ,,publicznie znana osoba’’), co oznacza, że jedynie dwie reprezentować będą inne środowisko (przywódcy opozycji w obu izbach). Tym bardziej może być w tak w wypadku członków urzędu Lokpal. Połowę z nich mają stanowić ludzie ze środowisk sądowniczych, czyli istnieje taka sama obawa o ich niezależność od rządu. Drugą połowę urzędu mają stanowić osoby ,,mające wyjątkową wiedzę i doświadczenie nie mniej niż 25 lat w kwestiach związanych z polityką antykorupcyjną, administracją publiczną, nadzorem, finansami włączając w to ubezpieczenia i bankowość, prawem i zarządzaniem’’ (rozdz. II, par. 2). Jest to cokolwiek ogólna definicja i w kraju tak ludnym jak Indie nietrudno będzie można odnaleźć osoby spełniające te warunki ale równocześnie o których będzie wiadomo, iż nie sprawią wielkich kłopotów aktualnie rządzącym (czy np. nie kwalifikuje się do tego stanowiska mający 30 lat stażu dyrektor banku… państwowego?).*****

To, że nowy urząd może być użyty do takich celów politycznych, zapowiadać może niedawna sytuacja ze stanu Karnataka. Lokpal funkcjonuje bowiem od dawna w wielu stanach indyjskich i tam nosi nazwę Lokayukta******. Urząd ten ma możliwości śledcze ale nie sądownicze. Niedawno karnatacki lokayukta uczestniczył w wykryciu oszustw w branży górniczej (jednego z głównych przemysłów tego stanu) jak i związków między górniczymi magnatami a rządzącą w tym stanie partią. Spowodowało to walki wewnętrzne w tym ugrupowaniu i zmianę na stanowisku premiera. Wszystko to może wydawać się krzepiącym. Dlaczego zatem sędzia, który dokonał tego w Karnatace, Santosh Hedge, nie był w stanie wraz z innym towarzyszami wprowadzić urzędu Lokpal na poziomie kraju (bo Hedge jest jednym z głównych pomocników Hazarego)? Otóż warto zwrócić uwagę, iż w Karnatace rządzi partia BJP, a więc największa partia opozycji i największy rywal rządzącego krajem (z koalicjantami) Indyjskiego Kongresu Narodowego. Należy zadać niewygodne pytanie: czy gdyby w Karnatace rządziła ta sama partia, co w centrum, to antykorupcyjnemu urzędowi byłoby równie łatwo wykryć tamtejszą aferę?

Problem z urzędem Lokpal to kwadratura koła. Ze względu na przeżerające urzędy i sądy korupcję i powolność ich działań chciano utworzyć połączenie urzędu śledczego z sądem, które byłoby równocześnie niezależne od establishmentu i oparte na osobach doświadczonych. Ale jak te osoby wybrać bez naboru z urzędów i sądów? I któż miałby dokonywać selekcji jak nie establishment?

Należy też spojrzeć na zagadnienie z szerszej perspektywy indyjskiej demokracji i państwowości, bowiem cały ruch Hazarego i jego dialog z rządem jest z pewnością sprawdzianem dla obydwu. Z jednej strony szkodzi on metodom demokratycznym. Chcąc zwalczyć bezkarność pośród polityków, Hazare wykazał się nie mniejszą bezkarnością w stosowaniu metod pozaparlamentarnych. Najpierw protestami i głodówką doprowadził do wprowadzenia ustawy do parlamentu, gdy jednak nie spełniła jego oczekiwań, powrócił do protestów i głodówki, by zmienić jej treść, na dodatek dając parlamentowi limit czasu na zrobienie tego (w zamian rząd chciał wyznaczyć mu limit dni na głodówkę, jak widać tak żądania jak i chęć kompromisu występują po obu stronach). Czy jeśli nowa wersja ustawy znowu nie będzie spełniać jego oczekiwań, Hazare po raz trzeci przystąpi do głodówki? Jak długo taki niesymetryczny dialog – niesymetryczny, bo z jednej strony mamy protesty, z drugiej działania parlamentarne – może trwać?

I czy Hazare uświadamia sobie, jaki przykład daje innym protestującym? A co jeśli przyjdzie po nim jakiś drugi Hazare, który z kolei zagrozi zagłodzeniem się na śmierć jeśli cała ustawa o Lokpalu nie zostanie wycofana? A gdyby na raz protestowało stu Hazarech, każdy z innym i sprzecznymi żądaniami i każdy mający tysiące zwolenników i każdy zapowiadający zagłodzenie się na śmierć? Wszystkim nie da się sprostać jednocześnie: w czerwcu, w czasie gdy protest Hazarego był na pierwszych stronach gazet, inny protestujący, to jest walczący o oczyszczenie świętej rzeki Ganges swami Nigamanand zmarł po 73 dniach głodówki, niemal niezauważony i zapomniany. Ale tak właśnie wyglądają dylematy indyjskiego państwa. Na dobre i na złe pozaparlamentarne protesty są tam bardzo częstą metodą wyrażania swojego sprzeciwu: jedne są ignorowane, inne tłumione zbrojnie, ale inne wymuszają na rządach i parlamentach zmianę decyzji.

Gdyby Hazaremu przedstawić te zarzuty, zapewne powiedziałby, że jego sprawa jest słuszna (w domyśle: w przeciwieństwie do argumentacji przeciwników) i to on reprezentuje społeczeństwo. Dla obu stron protestu, jak zawsze zresztą, bardzo ważna jest kwestia legitymizacji, reprezentatywności. Nieprzypadkowo centralny urząd antykorupcyjny ma nazywać się ,,strażnikiem ludu’’, a stanowy: ,,nominowanym przez lud’’. Z kolei niższa izba parlamentu indyjskiego, która dotąd ustawy nie przegłosowała, nazywa się ,,Zgromadzeniem Ludowym’’. W każdej z tych nazw pojawia się słowo lok, czyli ,,lud, ludzie’’. Hazare wydaje się zarzucać politykom, iż postępują niezgodnie z wolą większości. Ale tak samo można zadawać pytanie o jego reprezentatywność. Kiedy rząd uległ mu po raz pierwszy i powołał wspólny panel na rzecz napisania ustawy, utworzyły go dwie grupy: politycy z jednej strony i ,,społeczeństwo obywatelskie’’ (civil society) z drugiej. Tym ,,społeczeństwem obywatelskim’’ byli w gruncie rzeczy Hazare i jego towarzysze. Czy ktoś spytał się całokształtu społeczeństwa, czy na pewno chce ono właśnie tych osób do tego panelu? Hazaremu i jego druhom można zarzucić dokładnie to samo co politykom: pierwsi mierzą swoją reprezentatywność w ilości protestujących, drudzy w ilościach oddanych na nich głosów; bardzo często nie oznacza to nawet większości obywateli.

Z drugiej strony, działaniom Hazarego nie można odmówić racji moralnych. Korupcja to jeden z najbardziej palących problemów subkontynentu. Indie w 2010 r. zostały umieszczone na 87. miejscu na liście Transparency International*******, najwięcej brudnych pieniędzy w szwajcarskich bankach ma pochodzić właśnie z tego kraju a konieczność rozdawania łapówek jest jednym z głównych czynników odstraszających zagranicznych biznesmenów, a w każdym razie radykalnie podnoszącym ich koszta. Projekt ustawy o urzędzie Lokpal nie jest nowy; po raz pierwszy pojawił się w parlamencie w 1968 r. Gdyby nie upór Hazarego, tej ustawy zapewne już nigdy nie wygrzebano by spod dywanu. Co prawda, zapał wielu zwolenników ustawy jest cokolwiek naiwny. Często słyszy się teraz w Indiach, że wprowadzenie ustawy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zlikwiduje korupcję, a tak się stać nie może, wszak urząd ten jedynie zwalcza korupcję a nie jej zapobiega. Z pewnością jednak urzędy Lokpal i Lokajukta będą mogły w jakimś stopniu zredukować korupcję i to już będzie sukces (ważnym jest np., iż ustawa o Lokpalu w obecnej formie zaznacza konieczność deklaracji dochodów przez każdego urzędnika, por. rozdz. XIII ustawy). Problemem pozostanie to, co tu już wyłuszczono a tak mało się podnosi publicznie: kto będzie dobierać i pilnować samych custodes?

Według indyjskiej mitologii bóg Wisznu schodzi na ziemię za pomocą różnych wcieleń za każdym razem, gdy zło i demony zagrażają światu. Ta interwencja jest konieczna, by świat ratować, ale każde takie zstąpienie to konieczność złamania przez boga pewnych zasad, rozlania krwi, sięgnięcia do podstępu itd.. Podobnie jest z Hazarem, bądź co bądź też uważanym przez niektórych za wcielenie Gandhiego. Interwencja Hazarego była konieczna, by wprowadzić antykorupcyjny urząd, bez jego zaangażowania parlament sam by tego nie uczynił, ale interwencja Hazarego odbyła się też z pogwałceniem zasad parlamentarnych, była w zasadzie formą przymusu, która obnażyła słabość rządządych. Im bardziej końcowa ustawa będzie zgodna z żądaniami Hazarego, tym silniejszy będzie urząd antykorupcyjny, ale tym słabszym okaże się indyjski parlament i rząd, co będzie zachętą dla kolejnych protestów.

W wersji mitologicznej przy ostatnim, mającym nadejść wcieleniu Wisznu, świata już się nie będzie dało uratować. Będzie tak zdegenerowany, że jedynym ratunkiem będzie jego zniszczenie i stworzenie na nowo. Nie sądzę jednak, by Indie miały tak skończyć (tu odpowiednikiem mitologicznego zniszczenia byłaby rewolucja, z której wyłoni się nowy porządek). Państwo i Hazare bez wątpienia się porozumieją, kompromis zostanie osiągnięty i ustawa z pewnością przegłosowana, pytanie tylko w jakiej formie. Będzie to jednak kolejny test zarówno na stabilność państwa, na zdolność osiągania kompromisów jak i na walkę z problemami takimi jak korupcja. Państwo jako instytucja może nie wyjść z tego testu słabsze, ale być może mniej skorumpowane. Kiedy indziej wyraziłem opinię, iż obecne protesty w Indiach fundamentalnie różnią się od tych w krajach arabskich. Pokrótce: w Indiach nie każdy protest tłumi się siłą (chociaż wiele – tak), media są na tyle niezależne, że o tych protestach można przeczytać, łatwiej je upublicznić, władza nie jest dyktatorska i jest też zdecentralizowana, rozdzielona na rząd centralny i stany, a także instytucje niższych szczebli. Jak dotąd ten model państwa był źródłem tak jego słabości (bo opóźnia jego rozwój i pogrąża w sporach), z drugiej strony zabezpieczył przez kryzysem i upadkiem, jaki dokonał się w krajach arabskich (bo złość społeczna jest ciągle kanalizowana i upubliczniana). Jak będzie się on sprawdzać dalej zobaczymy w nadchodzących dziesięcioleciach.

* W języku hindi zaczęto używać sformułowania Adź ke jug ka Gandhi – dosłownie ,,Gandhi obecnej epoki’’ (lepiej może zgrabniej: ,,Gandhi naszych czasów’’). Sam Hazare, lub też otaczający go ludzie, dużo robią by to skojarzenie utrzymywać. Obecnie Hazare występuje z ogromnym plakatem Mahatmy Gandhiego za jego plecami.

** Przyznać w tym miejscu muszę, iż zakładałem zupełnie inny scenariusz. Swego czasu przewidywałem, iż przez utworzenie komisji Hazare został zamknięty w ,,złotej klatce’’, że nie będzie już mu wypadało wrócić do protestów ulicznych i głodówek i że teraz cały projekt utknie na lata w dyskusjach i przegłosowanie ustawy będzie się przeciągać na lata.

*** Lokpal, co znaczy dosłownie ,,strażnik ludzi’’ a tradycyjnie – ,,król’’, oznacza w tym kontekście właśnie centralny urząd badający i ścigający korupcję. Żeby było trudniej, powszechnie nazywa się forsowaną przez protestujących wersję ustawy mianem Jan Lokpal Bill (wym. Dźan Lokpal). Ponieważ również słowo dźan oznacza w hindi ,,lud, ludzi’’, cała nazwa może wydawać się masłem maślanym (,,ustawa o ludowym strażniku ludzi’’). Jednakże w tym kontekście dodanie słowa dźan oznacza, iż jest to ,,cywilny’’ Lokpal, to jest, że urząd Lokpal zostanie powołany staraniami obywateli. Dla kontrastu ustawę o Lokpalu wprowadzoną do parlamentu protestujący nazywają sarkari Lokpal, czyli ,,rządowy’’ Lokpal.

**** Uaktualnienie z 25 sierpnia: rząd zgodził się na jedno z trzech żądań: utworzenie Lokayuktów w każdym stanie a Hazare przerwał drugą głodówkę.

***** Dodajmy,  że członkowie urzędu Lokpal powoływani mają być na pięć lat (rozdz. II, par. 6), czyli tyle czasu ile trwa kadencja parlamentu. A zatem gdy będą powoływani za kadencji jednego rządu, to można się spodziewać, że niewiele będą mogli zrobić przeciw niemu, skoro wybrała ich komisja związana z tym rządem. Gdyby potem rząd się zmienił i do władzy doszłaby opozycja, to Lokpal mógłby atakować jej ministrów (choć nie premiera). W takiej sytuacji urząd Lokpal mógłby stać się rodzajem ,,zgniłego jaja’’, które rządząca w danym czasie koalicji będzie podkładać następnemu rządowi. Gdyby Lokpal był powołany na samym początku władzy nowej koalicji, to działałby tyle samo czasu co ona, byłby zatem pod ciągłym okiem ludzi, którzy go powołali.

****** Co wymawia się ,,lokajukta’’ a znaczy ,,nominowany przez lud’’.

******* Czyli ex eaquo z Albanią i Jamajką i zaraz nad całą listą państw afrykańskich. Wszystko jednak zależy od perspektywy. Z drugiej strony bowiem, Indie wypadły lepiej niż wszyscy ich południowoazjatyccy sąsiedzi: Sri Lanka (91. miejsce), Bangladesz (134.) Pakistan (143.) i Nepal (146.), lepiej też niż Iran (146.) i Rosja (154.), za to gorzej niż pozostali dwaj członkowie BRIC: Chiny (78.) i Brazylia (69.)

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Quis custodiet…? O antykorupcyjnej ustawie w Indiach i kontrowersji wokół niej Reviewed by on 26 sierpnia 2011 .

Po zeszłorocznych aferach w najwyższych kręgach władzy od kwietnia b.r. przez Indie przetoczył się ruch antykorupcyjny. Ma on na celu doprowadzenie do utworzenia urzędu indyjskich ombudsmanów – urzędników kontrolujących innych urzędników, posłów i ministrów w wypadku podejrzenia o korupcję. Ujawnianie tych afer jak i rozwój ruchu zostały dobrze udokumentowane na stronie polska-azja.pl w dziale Indie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 6

  • Czy możliwe byłoby pisanie obok tłumaczenia i transliteracji oryginalnej formy pisanej w dewanagari ?
    Np. tu: Adź ke jug ka Gandhi – dosłownie ,,Gandhi obecnej epoki’’ (lepiej może zgrabniej: ,,Gandhi naszych czasów’’).

    • Avatar Krzysztof Iwanek

      Przepraszam, że tyle to trwało, nie miałem czasu zaglądać na stronę:
      W tym wypadku tej frazy to będzie tak:
      आज के युग का गाँधी
      dobra, na przyszłość na Pana życzenie postaram się w komentarzu dopisywać w dewanagari:)

  • Na ile Pana zdaniem ten antykorupcyjny trend odniesie jakiś trwały sukces.
    Kilkanaście lat temu zbuntowani Włosi przeprowadzili operacje „czyste ręce”
    zakończoną pojawieniem się…..Berlusconiego.

    • Avatar Krzysztof Iwanek

      Wie Pan, na pewno jest to krok w dobrym kierunku, choć nie tak ogromny, jak wyobrażają sobie to miliony zwolenników Hazarego.
      Jestem przekonany, że urząd Lokpal ma szansę wykryć niejedną wielką aferę, ale, tak jak napisałem w tekście, problemem jest, że będzie pod kontrolą ludzi, których ma kontrolować – polityków.
      Na pewno dobrze, że powołano też urzędy stanowe, Lokayuktów. Teraz pytanie, kto będzie je wybierał, bo jak ma to wyglądać tak jak z Lokpalem, to będą pod taką samą kontrolą polityków stanowych.
      Sądzę, że Lokpal i Lokayuktowie w jakimś stopniu korupcję zmniejszą, ale by zadać jej naprawdę trwałe ciosy (oczywiście nic nie wykorzeni jej w pełni, ale chodzi o zmniejszenie skali), potrzebne są zmiany na bardziej podstawowym, strukturalnym poziomie.
      Po pierwsze, jeśli chodzi o wyższe sfery, o establishment, to szkopuł w tym, jak powołać urząd, który ma kontrolować go, nie będąc mu podległym. Właśnie po to Monteskiusz i inni wymyślili zasadę trójpodziału władzy; szczególnie ważne jest zupełnie niezależne sądownictwo. Może zatem lepiej reformy prowadzić w kierunku jak największego uniezależnienia sądownictwa i wzmocnienia go, zamiast powoływać nowe, ale podległe władzy urzędy? Tylko kto chciałby to zrobić? Politykom każdej opcji pasuje, że sądy są pod ich butem.
      Po drugie, jest poziom szarego człowieka. Korupcja jest oczywiście w Indiach wszechobecna i nie wierzę, by działała tu zasada ,,ryba psuje się od głowy”. Wręcz przeciwnie. Korupcji uczymy się (wszędzie, a w Indiach jeszcze bardziej niż w Polsce) od młodych lat, przekupujemy brata cukierkami, by nie wygadał czegoś mamie, przekupujemy stróża flaszką, by nas gdzieś wpuścił, przekupujemy dyrektora, by przyjął nasze dziecko do szkoły i jak któreś z nas dochodzi do pozycji ministra, to nie widzi już nic złego w braniu łapówki od właściciela wielkiego koncernu. W tym wypadku ryba psuje się od ogona. A jak to zwalczać? Nie wiem. W Indiach powszechny jest brak pieniędzy. W Indiach niski stopniem urzędnik czy policjant nic nie robią (albo robią wiele, by zarobić na boku), bo dostają małe pensje. Stąd łatwo ich przekupić. Dawno już wymyślono, by to rozumowanie odwrócić: trzeba w takim razie płacić podwładnym tak dużo, by się nie dało ich przekupić, musimy ich niejako przekupić (legalnie) bardziej niż inni. W Indiach pewnie zresztą to się rozumie; kilka lat temu znacznie podniesiono pensje sędziów najwyższych; w Wielkiej Brytanii o ile wiem, sedziowie najwyżsi dostają właśnie po to tak gigantyczne pensje, by już łapówki ich nie interesowały. Ale państwa indyjskiego nie stać na to, by podnieść tak radykalnie pensje wszystkim na najniższych szczeblach, całej policji, wszystkim niższych urzędnikom itd. A jakby było je stać, to przecież wszscy inni z budżetówki zaczęliby tego rządać i państwo utknęłoby w ciągłym podnoszeniu pensji, co hamowałoby dużą część rozwoju (całkiem spory procent zwiększania budżetu na armię to tak naprawdę podnoszenie pensjom oficerów).
      Może zatem należy szukać jakichś innych rozwiązań, ale jakich, tego nie wiem. Wymyślono w tym roku w Indiach, by instalować kamery w miejsach pracy i przekaz dawać na żywo do Internetu, każdy może zobaczyć, jak ludzie w danym urzędzie pracują (tylko że d;a mnie jakbym był urzędnikiem to już byłaby inwigilacja urągująca mojej wolności). W jednym miejscu w Indiach to zrobiono, tylk że jest tylko obraz… nie ma dźwięku:)

      • Avatar wute

        Dziękuję za pełne wyjaśnienie sprawy. Jest to rzeczywiście krok
        w dobrym kierunku, chociaż podporządkowanie tych urzędów
        tym, którzy maja być kontrolowani w ogromnej mierze kładzie
        cała idee.
        My to właśnie przerabiamy w postaci p.Pitery, która jako sekretarz stanu w rządzie zajmuje m.in. sprawami korupcji w instytucjach. Nie słyszałem, żeby coś wykryła.
        Tego rodzaju urzędy winny funkcjonować na zasadzie wyborów
        powszechnych i tylko wtedy mogą być uniezależnione od
        władzy wykonawczej.

Pozostaw odpowiedź