Komentarz eksperta,Top news

K. Iwanek: ,,Poproszę o rezerwację na nazwisko Patel’’. Indyjska kasta pateli domaga się akcji afirmatywnej

Hardik Patel ma 22 lata, a już zakłada partię, organizuje potężne demonstracje i wywołuje burzę w indyjskich mediach. Domaga się wprowadzenia ,,rezerwacji’’ (to jest indyjskiej wersji akcji afirmatywnej) dla swojej kasty pateli.

Jeśli wierzyć internetowym źródłom, wywodzący się ze stanu Gudźarat Hardik Patel urodził się na prowincji, ale jego prowadzący biznes ojciec miał na tyle środków, by przenieść się potem do miasta i zapewnić swoim dzieciom wykształcenie wyższe. Podczas studiów siostra Hardika Monika Patel nie otrzymała stypendium, podczas gdy otrzymała je jej koleżanka o gorszych wynikach, za to wywodząca się ze wspólnoty objętej programem pomocy rządowej. To doświadczenie rodziny Hardika zostało dodatkowo wzmocnione przez kontakt z  innymi członkami ich wspólnoty. Hardik Patel już w wieku 19 lat włączył się do Sardar Patel Group (Grupy im. Sardara Patela), organizacji skupiającej członków kasty pateli. To tu miał zdobywać wiedzę o sytuacji swojej wspólnoty, ale także pierwsze polityczne doświadczenie. Członkowie grupy podkreślali, że patelowie nie są objęci rządowym programem rezerwacji posad i przywilejów w państwowych instytucjach i uczelniach (i na tym właśnie miała ucierpieć Monika Patel).

Aby to zmienić, od lipca 2015 r., Sardar Patel Group i inne organizacje zrzeszające pateli zaczęły urządzać demonstracje w największych miastach Gudźaratu. Na ulice wyległy setki tysięcy pateli, miejscami doszło do zniszczenia publicznego mienia, starć z policją i ofiar śmiertelnych. Hardik Patel jest ewidentnie jednym z bardzo wielu młodych ludzi w Indiach, którzy uważają, że stan gospodarki ich kraju nie zapewnia im pracy i są równocześnie oburzeni faktem, że rządowa akcja afirmatywna promuje przy zatrudnianiu wybrane wspólnoty. O ile jednak Patel mówił publicznie, że rezerwację posad należy albo znieść zupełnie albo rozszerzyć na jego kastę, widać wyraźnie, że częściej sugeruje to drugie. Nie chce on zatem zmienić systemu, tylko wymusić jego przywileje.

Rząd stanu Gudźarat jest w wyraźnej defensywie. Premier stanu Anandiben Patel już obiecała szereg reform, które zamiast rozszerzenia akcji afirmatywnej na kastę pateli mają m.in. tymczasowo obniżyć dopuszczalny wiek pracowników w firmach (na czym mogliby skorzystać młodzi aspirujący ludzie jak Hardik) i wprowadzić zapomogi finansowe dla rodzin zarabiających mniej niż ustalona kwota (na czym skorzystaliby tylko biedniejsi patelowie). W chwili pisania tych słów nie jest jasnym, czy protestujący na te warunki przystaną. Hardik Patel wyśmiał te propozycje, nazywając je ,,lizakiem’’.

Równocześnie ruch pateli od początku przeżywał podziały. Jeszcze trzy lata temu Hardik Patel był nieopierzonym i początkującym członkiem Sardar Patel Group. Protesty i atmosfera medialna wokół nich w połączeniu z jego agresywną odmianą charyzmy katapultowały Hardika do roli twarzy ruchu. Jak przyznał faktyczny przywódca grupy Lalji Patel, Hardik przed kamerami robił wrażenie wodza, ale formalnie nim nie był. Ambitny młody człowiek został wyrzucony z przywództwa Sardar Patel Group, po czym założył własną organizację (Patidar Anamat Andolan Samiti), a obecnie zakłada własną partię nazywaną, przynajmniej obecnie, Patel Navnirman Sena.

W efekcie protestami kieruje teraz kilka odrębnych organizacji pateli, pomiędzy którymi widoczne są różnice, co daje możliwość rozbicia ruchu. Z drugiej strony, widać, że Hardik ma i ogromny posłuch i wielki polityczny apetyt. Co ważniejsze już teraz szuka sojuszników w innych regionach Indii. Wchodzi w kontakt nie tylko z członkami swojej kasty z innych stanów, ale przede wszystkim z innymi kastami, które również domagają się objęcia ich rezerwacją, takimi jak Kurmi i Gudźdźarowie.

Czym w istocie jest rezerwacja i czy patelowie na nią zasługują? I jakie polityczne znaczenie ma ich ruch?

Kiedy w pierwszych latach republiki Indii stawiano jej legalne fundamenty w postaci konstytucji, uznano, że plemiona i kasty niedotykalnych zasługują na specjalne traktowanie. Ze względu na ich znacznie zacofanie zdecydowano o przeznaczeniu wyłącznie dla nich części posad w państwowych instytucjach i firmach oraz części miejsc dla ich studentów na publicznych uczelniach. Rozwiązanie to nazwano ,,rezerwacją’’, skoro owe posady i miejsca zarezerwowano dla wskazanych wspólnot. Plemiona, nazwane w konstytucyjnym języku Scheduled Tribes (Plemiona Rejestrowe), otrzymały gwarancję 7.5% miejsc w każdej państwowej instytucji, firmie i uczelni, kasty niedotykalne zaś, nazwane Scheduled Castes (Kasty Rejestrowe), otrzymały gwarancję kolejnych 15%.

Twórcy prawa o rezerwacji twierdzili, że będzie to rozwiązanie tymczasowe, które przyspieszy progres tych wspólnot, zbliży je do pozostałych warstw społecznych i przysłuży się tym samym zwalczaniu nierówności. Prawo to od początku krytykowane było przez wiele środowisk i z wielu pozycji. Pozostało jednak w mocy do dzisiaj i jednym z efektów jakie przyniosło było dążenie rozmaitych wspólnot do włączenia ich do listy Scheduled Castes bądź nawet stworzenia nowej listy. Nikt chyba nie miał jednak wątpliwości, że plemiona i niedotykalni faktycznie na jakąś formę pomocy zasługiwali.

Źródło: facebook.com

Źródło: facebook.com/Hardik-Patel-Gujarat

Późniejsze rozszerzenie rezerwacji było znacznie bardziej kontrowersyjne. Na poziomie krajowym dokonano tego na początku lat 90., w czasach znacznej niestabilności politycznej i gospodarczej. Koalicyjny rząd premiera V.P. Singha wprowadził rezerwację dla tak zwanych Innych Zacofanych Kast (Other Backward Castes). Odpowiedziano tym samym na długoletnie żądanie wielu wspólnot, by objęto je rezerwacją, ale dobór tych grup pozostawiał wiele do życzenia. Państwowa komisja zastosowała system przyznawania punktów za rozmaite aspekty życia wspólnoty (nie rodziny czy jednostki) i kasta uzyskująca odpowiednią ilość punktów była wpisywana na listę Innych Zacofanych Kast. Kryteria punktacji ustawiono tak, że na liście tej znalazło się wiele wiejskich wspólnot, które nie były gospodarczo aż tak zacofane. Z pewnością niejedna z Innych Zacofanych Kast sytuowana była wyżej niż Kasty Rejestrowe czy Plemiona Rejestrowe, a na dodatek dla Innych Zacofanych Kast zarezerwowano 27% miejsc w państwowych instytucjach.  Można powiedzieć, że od lat 50. debatowano głównie o tym, kogo nie objęto akcją afirmatywną, a od lat 90. również na temat tego, kto nie powinien być nią objęty. Nie ma chyba wątpliwości, że decyzja o rozszerzeniu rezerwacji miała znaczenie polityczne i obliczona była na zdobycie elektoratu Innych Zacofanych Kast. Tym bardziej, że według rządowych szacunków (również bardzo arbitralnych i opartych na danych sprzed kilkudziesięciu lat) członkowie Innych Zacofanych Kast mieli znaczną część populacji Indii.

Przeciw rezerwacji w jej obecnej formie od dawna protestują różne nie objęte przez nią wspólnoty, w tym hinduskie kasty wyższe. Zwróćmy uwagę, że łącznie rezerwacja obejmuje już 49.5% miejsc w państwowych instytucjach (i to jest limit wyznaczony przez konstytucję). Oznacza to, że członkowie wszystkich nie objętych rezerwacją wspólnot muszą rywalizować między sobą o pozostałe 50.5% miejsc. To miała przeżyć Monika Patel, siostra Hardika, gdy nie dostała stypendium, a otrzymała je jej koleżanka z Innej Zacofanej Kasty.

Zauważa się, że rezerwacja, nawet jeśli część społeczeństwa uznaje ją za słuszną z punktu widzenia gospodarczego, na społecznym i politycznym poziomie, działa przeciw przyświecającej jej pierwotnej idei. Zamiast niwelować podziały społeczne, umacnia ona kastową rywalizację i dążność jednostek do podkreślenia przynależności do swojej wspólnoty (skoro to drugie może to przynieść rezerwacyjne przywileje). Nawet reprezentanci wielu kast wyższych chcą wpisania ich na listę wspólnot zacofanych, chociaż historycznie ci pierwsi odpowiadają często za zacofanie tych drugich. Skoro rezerwacją objęto w latach 90. wiele kast, które na nią niekoniecznie zasługiwały, tym trudniej odpowiedzieć na zarzuty innych grup, które chciałyby się na liście znaleźć, a też na to nie zasługują. Niektóre z tych wspólnot to raczej grupy aspirujące niż ubogie; wzbogacone na prowincji przenoszą się do miast i tam, widząc niedostatek miejsc pracy i możliwości rozwoju, kierują swoje niezadowolenie w stronę rządu. Do takiego modelu wydaje się też pasować rodzina Hardika Patela, który jest rozczarowana nie dlatego, że żyje w skrajnej biedzie, ale dlatego, że zapewne chciałaby awansować do pozycji klasy średniej.

Występująca w stanie Gudźarat kasta pateli, zwanych też patidarami, to tradycyjnie właściciele ziemscy i sołtysi, zatem w sensie gospodarczym i politycznym jest to bez wątpienia kasta wyższa (nawet jeśli nie byliby nią w tradycyjnym porządku rytualnym). Obecnie jednak, szczególnie w miastach i oczywiście na emigracji, patelowie imają się bardzo różnych zawodów. Część z nich zajmowała się do obróbką diamentów, a związany z nią przemysł obecnie w Indiach podupada i faktycznie wielu pateli straciło pracę. Eksport diamentów z Indii spadł ostatnio o kilkanaście procent i to właśnie w gudźarackim mieście Surat, indyjskim centrum obróbki diamentów, demonstracje pateli należały do największych. Jednakże ogólnie rzecz biorąc pozycja pateli w gudźarackim społeczeństwie jest silna. Często zamieszkują oni lepsza osiedla na wsiach i w miastach, są silnie reprezentowani politycznie i w indyjskiej diasporze. W Stanach Zjednoczonych termin ,,Patel Motel’’ wziął się właśnie z tego, że rodziny pateli prowadziły (i prowadzą) tam wiele hoteli i moteli.

Można ironicznie dodać, że siła, z jaką patelowie w krótkim czasie zorganizowali ogromne protesty i polityczny efekt jaki one wywołały, najlepiej świadczą o tym, że jest to dobrze sytuowana grupa. Jej międzynarodowe rozproszenie daje jej dodatkowe możliwości, tak i finansowe, jak i medialne, a co za tym idzie: polityczne. Kiedy niedawno premier Indii Narendra Modi udawał się na szczyt ONZ w Stanach Zjednoczonych słyszało się, że mieszkający tam patelowie mogą zakłócić protestami jego wizytę, ostatecznie jednak do tego nie doszło. Tym niemniej demonstracje pateli w Gudźaracie już teraz odnotowały światowe media. Wspólnoty naprawdę ubogie, mniej liczne i marginalne muszą często znacznie dłużej starać się, by uzyskać taką uwagę, a i wtedy nie mogą liczyć na to, że rząd obieca im tak dużą pomoc, jak w krótkim czasie zdecydowały się to zrobić władze Gudźaratu.

Agitacja pateli to fatalna informacja nie tylko dla rządu, ale i dla samego premiera Modiego. Wywodzi się on wszak właśnie z Gudźaratu, którym rządził przez kilkanaście lat zanim w zeszłym, 2014 roku, zdobył fotel premiera Indii. Modi wyrósł na obrazie sterowanego przez niego Gudźaratu jako jednego z najlepiej prosperujących i zarządzanych stanów Indii. Obiecywał przenieść swój gudźaracki model na cały kraj. Protesty Pateli pokazują, że rzeczywistość jego stanu nie jest tak różowa. Obnażają tym samym nie tylko problemy gospodarcze, ale i polityczne. Przez bodaj całe rządy Modiego nie było w Gudźaracie tak silnych protestów. Jedynym większym w skali konfliktem społecznym były rzezie muzułmanów w 2002 r., a w tym wypadku wielu oskarża ówczesny rząd Modiego o co najmniej bierność lub nawet ich inspirowanie; w każdym razie nie miały one charakteru antyrządowego. Sam Modi wywodzi się kasty znacznie niżej sytuowanej niż patelowie i dochodząc do władzy musiał zepchnąć na boczny tor między innymi rywali z tej wspólnoty. Jednakże jego późniejsza bezkonkurencyjna popularność sugeruje, że musiał być akceptowany przez wyborców z tej grupy. Ponadto odchodząc do stolicy kraju Narendra Modi przekazał stanowisko premiera Gudźaratu na ręce swojej partyjnej koleżanki Anandiben Patel, wywodzącej się właśnie z pateli. Jak widać, nie powstrzymało to wcale późniejszych protestów tej kasty. Anandiben Patel najwyraźniej nie ma charyzmy Modiego, on zaś może zwyczajnie nie mieć teraz czasu, by gasić pożar w swoim rodzimym Gudźaracie, gdy zajmuje się krajem ponad miliarda mieszkańców.

Modi zapewne wpada teraz w pułapkę, którą niechcący sam na siebie zastawił. Jako premier Gudźaratu i przywódca partii BJP w tym stanie nie znosił konkurencji, od pewnego czasu nie miał rywali, a otaczał się osobami absolutnie lojalnymi. Do takich należą Anandiben Patel czy prawa ręka Modiego, Amit Shah. Shah jest teraz prezydentem całej BJP, a Narendra Modi premierem kraju, a za sobą w Gudźaracie zostawili ludzi dużo mniej rozpoznawalnych i niezależnych, bo też tylko takich wokół siebie tolerowali. Ludzie ci zaś jak dotąd wydają się nie mieć pomysłu na uciszenie Hardika Patela. Dotąd wydawało się, że gwiazda popularności Modiego może zgasnąć dopiero wtedy, gdy zmierzy się ze złożonymi problemami całych Indii, z ich niepojętą różnorodnością regionalną i niezliczonymi rywalami politycznymi. Byłoby ironią losu, gdyby ta gwiazda zaczęła gasnąć tam, gdzie się pojawiła i dotąd świeciła najjaśniej: w jego ojczystym Gudźaracie.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: ,,Poproszę o rezerwację na nazwisko Patel’’. Indyjska kasta pateli domaga się akcji afirmatywnej Reviewed by on 4 października 2015 .

Hardik Patel ma 22 lata, a już zakłada partię, organizuje potężne demonstracje i wywołuje burzę w indyjskich mediach. Domaga się wprowadzenia ,,rezerwacji’’ (to jest indyjskiej wersji akcji afirmatywnej) dla swojej kasty pateli. Jeśli wierzyć internetowym źródłom, wywodzący się ze stanu Gudźarat Hardik Patel urodził się na prowincji, ale jego prowadzący biznes ojciec miał na tyle

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Poruszył Pan problem wyrównywania szans w Indiach, ale jest to bardzo trudne zadanie i nie jestem pewien, czy tak napradę ktoś w Indiach jest w stanie wymienić z pamięci główne zasady tego systemu, który chyba zaczyna dochodzić już do absurdu. Przy tym nasze punkty preferencyjne na studia były szczytem jasnosci i przejrzystości.
    Absurd nr 1. Pewne kasty, czy grupy społeczne mają zagwarantowany określony % posad, miejsc na uczelniach itd. Tylko, że nikt nie wie, jak duży % społeczeństwa stanowią te kasty/grupy.
    Absurd nr 2. W dzisiejszych Indiach o szansach młodych ludzi w znacznym stopniu decyduje status materialny, który w ogóle nie jest uwzględniany przy systemie rezerwacji.

    Tak dla wyobrazenia sobie tego systemu. „Zwykły” obywatel do egzaminu do IAS (Indian Administrative Service) moze podchodzić 4 razy w życiu, Scheduled Tribe – tyle razy, ile chce.
    Indian Institute of Technology – pensje dla absolwentów często są 6 cyfrowe. Przynależność do kast czy społeczności objetych systemem przywilejów pozwala na ten jeden bład w zadaniu na egzaminie wstępnym (np 98% zamiast 99,9%), co „ustawia” człowieka na całe życie.

    Ze środowisk nazwijmy „wspieranych” przez państwo wywodzi się Mayawati w UP. Jej ojciec otrzymał posade włąsnie w ramach systemu rezerwacji. Dziś nie ejst to tak widoczne, ale początki faktycznie był takie, że kasy niskie nie były wykształcone i różnice w punktacji na egzaminach były wręcz drastyczne. Ponoc wystarczało, że przedstawiciele niższych kas mieli po 30%, kiedy zwykle trzeba było mieć 70-80%.

    Natomiast nie byłbym taki prędki w wieszczeniu końca Modiego. Modi jest showmanem, ale nie tylko i ma wizję kraju i jego rządzenia. Przed nim wybory w Biharze, ale o przyszłości Modiego zadecydują wyniki jego rządów (przede wszystkim gospodarcze) i umiejętnosć poradzenia sobie z kłopotami i kryzysem zaufania, które predzej czy później przyjdą, ponieważ zawsze przychodzą, a nie jeden populista, choćby najsprawniejszy.

    Okazuje się, że Kejrivalowi wcale nie jest łatwo zamienić AAP w partie ogólnopaństwową i jest mała szansa, że czegoś podobnego dokona Hardik Patel, o którym zresztą od kilku dni juz jest cicho w prasie.

Pozostaw odpowiedź