Komentarz eksperta,Polecane

K. Iwanek: Partia (nie)zwykłego człowieka. Arvind Kejriwal i jego Aam Aadmi Party

Nikt nie wie, ile mandatów może zdobyć debiutująca w wyborach do Lok Sabhy Aam Aadmi Party, czyli ,,Partia Zwykłego Człowieka’’ Arvinda Kejriwala.[1] Jeszcze żadna partia w historii Indii nie wystawiła tylu kandydatów, którzy biorą udział w wyborach po raz pierwszy (ponad 400!).[2] Czy AAP poniesie klęskę lub stanie się partią marginalną, politycznym planktonem z 1-5 posłami? A może urośnie do roli średnio ważnego ugrupowania, z 10-15 mandatami, o które będą już zabiegać wielkie sojusze? Czy też może zgromadzi 30-50 mandatów i od jej poparcia zależeć będzie los rządzących koalicji? Bo w to, żeby AAP mogła w debiucie zdobyć ponad 100 mandatów i utworzyć rządzącą koalicję, lub ponad 250 i rządzić sama, nie wierzę (ale też nie wierzyłem w Kejriwala wcześniej i się myliłem). Ponadto, nikt nie wie, co z tymi mandatami Kejriwal zrobi. I to czyni jego postać tak fascynującą.

Arvind Kejriwal; źródło: commons.wikimedia.org

Arvind Kejriwal; źródło: commons.wikimedia.org

Zacznę od rachunku sumienia – wymienię, ile razy zupełnie nie przewidziałem dalszego zachowania Arvinda Kejriwala. To wyliczenie będzie równocześnie krótkim przypomnieniem jego politycznych dziejów.

Po pierwsze, AK zaskoczył mnie samym faktem, że zdecydował się pójść w politykę sam. Kejriwal został po raz pierwszy zauważony w Indiach w ostatnich latach za sprawą ruchu India Against Corruption, w którym grał drugie skrzypce. Wcześniej był zwykłym człowiekiem, zaangażowanym w działalność społeczną, ale nie niezwykle sławnym. Pochodzi z Harijany, ukończył jeden z prestiżowych Indyjskich Instytutów Technologicznych (Indian Institute of Technology), był pracownikiem wydziału podatku dochodowego. Zaangażowany był w działalność na rzecz wprowadzenia Right to Information Act (Ustawy o Dostępie do Informacji Publicznej). Prowadził także przez pewien czas organizację pozarządową Parivartan (Zmiana), która nie odniosła jednak specjalnych sukcesów. Kiedy zaś w ostatnich latach ujawniano jedną aferę korupcyjną za drugą, Kejriwal włączył się do ruchu na rzecz utworzenia urzędu Lokpal, który, na zasadzie podobnej do ombudsmana, rozpatrywałby doniesienia o korupcji. Jednakże w konstelacji liderów ruchu India Against Corruption sława Kejriwala była jedynie światłem odbitym od blasku największej gwiazdy, Anny Hazare, gandyjskiego działacza społecznego. To Hazare wykazał się niezwykłą charyzmą, poświęceniem, prostym i świętobliwym zarazem sposobem bycia, którymi zjednał sobie miliony. Jednakże po licznych, potężnych protestach, długotrwałych negocjacjach i wielokrotnych głodówkach Hazarego, jego towarzyszy i zwolenników stało się jasnym, że rząd wprowadzi urząd Lokpal, ale nie w wersji ,,silnej’’, proponowanej przez India Against Corruption, ale ,,słabszej’’.[3] Członkom ruchu pozostało protestować dalej (ale na to już chyba nikt nie miał siły), lub poddać się. Trzecie rozwiązanie zaproponował między innymi kontrowersyjny Digvijay Singh, znany z ciętych wypowiedzi  rzecznik rządzącego Indyjskiego Kongresu Narodowego. Zasugerował  członkom India Against Corruption – zapewne ironicznie – że jeśli uważają, że  reformy przeprowadza się tak łatwo, to sami powinni pójść w politykę i spróbować to zrobić. Anna Hazare ostatecznie ogłosił, że zgadza się na rządową wersję ustawy. Tymczasem jeszcze wcześniej jeden z jego wiernych adiutantów, Arvind Kerjiwal, ogłosił, że on właśnie w politykę pójdzie i ostatecznie wprowadzi ustawę o Lokpalu w takiej formie, jakiej chciało tego India Against Corruption. Bez bezpośredniego politycznego zaangażowania Hazarego, decyzja Kejriwala wydawała mi się bez sensu. To Hazare był ulubieńcem mas, Kejriwal wydawał się nie mieć aż takiej charyzmy i być raczej zdolnym organizatorem niż inspirującym przywódcą. To było tak, jakby Mahatma Gandhi zdecydował się nie pójść w politykę a decyzję taką powziął samodzielnie jego sekretarz.

Po drugie, Kejriwal zaskoczył mnie tym, jak przeszedł od prowadzenia ,,nowej polityki’’ do standardowych, sprawdzonych indyjskich metod wyborczych. Aam Aadmi Party powstała 26 listopada 2012 r. i jeszcze w tamtym roku wydawało się, że będzie ona ugrupowaniem w pewnych względach podobnym do PTI Imrana Khana w Pakistanie. Obie partie twierdzą, że są przeciw establishmentowi, że wyrażają głos ludzi młodych a w polityce nowych, uczciwych i chcących zmienić kraj. Obie twierdzą, że pragną oprzeć się nie na konkretnym elektoracie, na dobrze zakreślonej bazie politycznej (np. danej grupie językowej czy religijnej), ale poparciu wszystkich tych, którzy mają dość dotychczasowych partii i rządów. Obie są bardzo aktywne w nowoczesnych mediach – na Facebooku, Twitterze i generalnie w Internecie, a zatem apelują do młodych ludzi z klas średnich, a mają znacznie mniejszy posłuch na wsi. Obie partie mają jednak tak naprawdę dość efemeryczny program i w dużej mierze szukają takich haseł, które znalazłyby im jak najwięcej zwolenników (to drugie można powiedzieć o każdej partii świata, ale jednak nie każda ma aż tak niedookreślony program). Obie też znalazły się ostatecznie w tej samej pozycji co wszystkie inne ugrupowania – zamiast wszędzie, ulokowały się w konkretnym regionie w oparciu o dość dobrze zdefiniowany elektorat. Jednakże w wypadku PTI Imrana Khana[4] była to raczej niezamierzona klęska. W ogólnokrajowych wyborach 2013 r. Khan chciał wygrać wszędzie, a zdobył władzę tylko w prowincji pasztuńskiej, KP. Kejriwal zaś postępował tu świadomie. Tworząc partię w 2012 r., na pierwszy cel wybrał sobie Delhi, ale nie w sensie stolicy państwa (New Delhi), ale wydzielonego terytorium z osobną administracją (National Capital Territory of Delhi). To było mądre, strategiczne rozwiązanie: zamiast atakować na wszystkich frontach równocześnie, wybrał jeden obszar, co prawda i tak duży, ale jednak w skali indyjskiej łatwiejszy do zbadania, a na dodatek dobrze mu znany, bo mieszka tu od lat.

W przeciągu 2013 roku Kejriwal zaczął stosować typowe, sprawdzone metody indyjskiej polityki: szukał kandydatów z najbardziej wpływowych wspólnot w danym okręgu wyborczym, wynajdywał ,,haki’’ na przeciwników i obiecywanie rozszerzenie państwowego rozdawnictwa.  Jeśli w danej dzielnicy silną pozycję mieli sikhowie, nominował na kandydata sikha. Udał się nawet do poddelhijskiej wsi na spotkanie z poważanym muzułmańskim duchownym żyjącym w zdominowanej przez wyznawców islamu okolicy (czym wywołał oburzenie części swoich zwolenników, uważających go za orędownika sekularyzmu). Znaczna część jego haseł wyborczych sprowadzała się do walki z korupcją – co też świetnie idzie w parze wyciąganiem ,,haków’’ – i zapewniania, że dostarczy np. mieszkańcom Delhi więcej wody za darmo. Jeśli chodzi o tę ostatnią część programu, to zwracano uwagę, że to pokazuje jego skupienie się na elektoracie z klas średnich i niższych średnich. Kejriwal raczej bowiem obiecywał więcej prądu i wody tym, którzy już je mają niż tym, którzy nie mają ich w ogóle. Do tych metod dokładał jednak swoje własne, po części wzięte z ruchu India Against Corruption: większy nacisk na walką z korupcją, demokratyzm i transparentność jego ugrupowania; większy nacisk na sprowadzanie do polityki ludzi nowych, trochę inny image (o którym dalej).

W grudniu 2013 r. Kejriwal zaskoczył mnie tym, że wszedł w koalicję z partią, którą dotąd najostrzej atakował – Indyjskim Kongresem Narodowym. W wyborach do zgromadzenia ustawodawczego Aam Aadmi Party uzyskała drugi najlepszy wynik po Bharatiya Janata Party i znacznie lepszy od Kongresu. BJP nie uzyskała jednak wystarczającej ilości, by utworzyć większość a pozostałe dwa ugrupowania nie chciały partii hinduskich nacjonalistów wesprzeć. W takim układzie tylko AAP i Kongres mogły razem utworzyć rząd, co też uczyniły. I tak oto, jeszcze przed obecnymi wyborami do Lok Sabhy, Kejriwal zapisał się do historii indyjskich polityków. W niewiele ponad roku od jej powstania, Aam Aadmi Party stała się dominującą siłą w stołecznym ugrupowaniu legislacyjnym. Żeby to dobrze zobrazować, wyobraźmy sobie, że w Polsce powstaje nowa partia, ale nie nowa na zasadzie zmiany nazwy, połączenia się kilku czy rozłamu w dotychczasowej, tylko naprawdę składająca się z ludzi dotąd nieznanych i partia ta po roku uzyskuje drugi najlepszy wynik w wyborach samorządowych w Warszawie i tworzy rząd.

Od początku istnienia jego ugrupowania Kejriwal znajdował się w bardzo niewygodnej sytuacji. Tak na arenie delhijskiej jak i krajowej, prym wiodą dwie partie – Indyjski Kongres Narodowy i BJP (choć na ten drugie scenie potrzebują one zastępu koalicjantów). Ponieważ od 10 lat u władzy centralnej jak i władzy w Delhi jest Indyjski Kongres Narodowy i jego sojusznicy, atakując skorumpowany establishment, Kejriwal uderzał przede wszystkim Kongres. Naturalnie zatem mógł ciągle wybrać opcję ,,przytulenia się’’ do BJP, której jego działania bardzo pasowały. BJP i RSS oficjalnie nie były częścią India Against Corruption, ale prywatnie ich członkowie brali udział w antykorupcyjnych protestach (znam członków RSS, którzy znacznie te protesty zasilali – np. dyrektora szkoły, który wyprowadził wtedy na ulicę wszystkich swoich uczniów). Zresztą duch przewodni India Against Corruption, Anna Hazare, wiele lat wcześniej współpracował z BJP w jego rodzimej Maharasztrze, ale potem drogi działacza społecznego. Ale Kejriwal tego nie chce. Sądzę, że nie chce on tworzyć BJP-bis, bo w krótszym okresie dałoby mu to synekurę jako przywódcy politycznej przybudówki dla większego ugrupowania, ale w dłuższej perspektywie nie dałoby szansy na rozwój – po co głosować na sojusznika BJP, który robi wszystko razem z BJP, a to drugie jest silniejsze?  Kejriwal od początku swojej samodzielnej drogi na równi atakował zarówno BJP, jak i Kongres. Zresztą, miał do tego i moralne wytłumaczenie, bo BJP na równi z Kongresem zablokowało ustawę o Lokpalu w wersji ,,silnej’’. Ale w efekcie wyboru tej bezkompromisowej drogi Kejriwal znalazł się między dwoma potężnymi wrogami, z których każdy spychał go w stronę drugiego. Przed wyborami w Delhi narzekał w wywiadzie, że na jednych autorykszach pojawiły się hasła, że ,,Kejriwal jest agentem Kongresu’’ a na drugich – że ,,Kejriwal jest agentem BJP’’.

Uzyskanie drugiego miejsca w wyborach do zgromadzenia ustawodawczego Delhi było dla Kejriwala zarówno sukcesem, jak początkiem nowego wyzwania. AAP znowu znalazła się między dwoma rywalami – jeden (BJP) uzyskał więcej mandatów, drugi (Kongres) uzyskał mniej i żaden nie mógł utworzyć rządu a razem nie tworzą go nigdy. Gdyby Kejriwal poparł Kongres, ryzykowałby, że straci w oczach tych wszystkich, którzy wierzyli, że wymieni rządy długoletnie Kongresu na w ich mniemaniu lepsze. Gdyby poparł BJP, utraciłby pozycję nowej, niezależnej od innych siły politycznej. Gdyby nie poparł nikogo, ryzykowałby krytykę, że zmarnował cały wysiłek wyborców, czas miasta i pieniądze podatników. Kejriwal wybrał koalicję z Kongresem.

Jednakże wybór ten miał podstawową przewagę nad drugą opcją, że w sojuszu z BJP Kejriwal byłby mniejszym partnerem, a w sojuszu z Kongresem był zdecydowanie większym. Było jednak jasnym, że jest to zaaranżowane polityczne małżeństwo, której żadna ze stron nie chciała, ale z której – w przeciwieństwie do warunków indyjskiego społeczeństwa – obie miały rozliczne możliwości wydostania się. Było dla mnie jasnym, że obie strony będą dążyć do – jak to się ładnie mówi po angielsku – ,,wyciągnięcia dywanu spod nóg’’ drugiej partii przed ukończeniem kadencji. Taka gra jest zawsze fascynująca i niebezpieczna dla obu stron (abstrahując już od tego, że to dopiero jest marnotrawstwo czasu i pieniędzy obywateli). Każda szuka bowiem takiego momentu na rozbicie rządu, który zapewni jej większą popularność i który postawi partnera w jak najmniej korzystnym świetle. Tę rozgrywkę, wydaje się, Kejriwal wygrał bez większego trudu. Rząd rozpadł się już po 48 dniach.[5] Po prostu, zgodnie zresztą z obietnicą wyborczą Aam Aadmi Party, w zgromadzeniu ustawodawczym Delhi poddano pod głosowanie ustawy o wprowadzeniu urzędu Lokpala na terenie tego miasta; urzędu oczywiście w wersji ,,silnej’’. Być może zyskał tym na arenie ogólnokrajowej, bo pokazał, że jest wierny swojej największej idei i obietnicy, ale na pewno też stracił w oczach wielu mieszkańców Delhi, którzy mieli prawo czuć się porzuceni (sam Kejriwal przyznał potem, że rozwiązanie rządu delhijskiego tak szybko było błędem). Jednakże to właśnie ogólnokrajowa scena jest ostatecznym celem przywódcy Aam Aadmi Party.

Po czwarte, Kejriwal zaskoczył mnie tym, że zaraz po rozwiązaniu delhijskiego rządu zdecydował się rozszerzyć działanie swojej partii od razu na całe Indie. Jest dla mnie jasnym i nie zaskakującym, że w sensie strategii politycznej rozwiązanie rządu w Delhi zostało tak zaplanowane, żeby na kilka miesięcy poprzedzić obecnie odbywające się wybory ogólnokrajowe, dzięki temu Kejriwal uzyskał czas na przygotowanie się do nich. Jednakże nie musiał przecież od razu wystawiać kandydatów w niemal każdym okręgu (AAP wystawi ich więcej niż dużo starsze i większe Kongres i BJP). Nagła szeroka ofensywa AAP w roku 2014 wydaje mi się odejściem od rozsądnej i ostrożnej metod roku 2013, kiedy skupiono się na Delhi. I teraz przecież Kejriwal mógł sobie wybrać kilka stanów i skoncentrować na nich. Można bowiem zadać sobie pytanie, jak w tak krótkim czasie był w stanie zebrać tylu kandydatów i czy taka łapanka nie skończy się dla niego źle. Sam wszak ciągle atakuje inne partie za skorumpowanie ich polityków – pewne niedawne odkrycia wykazały zaś, że nie zawsze miał czas dobrze prześwietlić swoich. Z drugiej strony, to podejście nie musi być aż tak nierozsądne. Nawet gdyby Kejriwal skupił się na jednym stanie – dajmy na to: Uttar Pradeś – to miałby tam do czynienia z dobrze osadzonymi krajowymi i regionalnymi partiami, których struktury są tak mocno zrośnięte z lokalnymi społecznościami, że trudno byłoby mu dokonać rewolucji. I tak zatem pewnie atakując jeden stan zdobyłby od kilku do kilkunastu mandatów. Równie dobrze zatem może próbować wszędzie w tym samym czasie, bo a nuż przyniesie to przynajmniej po jednym czy kilka mandatów na stan. Rzecz w tym, że kandydaci Kejriwala są nieznani wszędzie, ale też wszędzie jest znane jego nazwisko i idee ruchu India Against Corruption, z którymi AAP się utożsamia. W warunkach ordynacji proporcjonalnej Kejriwal odniósłby pewnie większy sukces, bo ciągnąłby całą listę partyjną w górę, ale w ordynacji jednomandatowej może tylko liczyć na to, że jego patronat pomoże przynajmniej niektórym z tych nieznanych ludzi osiągnąć sukces. W jakimś sensie zatem wyborcy nie będą głosować na ponad 400 kandydatów Aam Aadmi Party, ale ponad 400 razy na Arvinda Kejriwala.

Po piąte – i jak dotąd: ostatnie – Kejriwal zaskoczył mnie tym, że w tych samych wyborach ogólnokrajowych zdecydował się stanąć w twarz z Narendrą Modim, politykiem BJP, wieloletnim premierem stanu Gudźaratu, którego popularność znacznie wzrosła w ostatnich latach i który jest kandydatem opozycyjnego sojuszu National Democratic Alliance na stanowisko premiera. Modi ogłosił, że kandyduje w okręgu wyborczym Vanarasi, mieście świętym dla hindusów, a zatem ważnym dla hinduskich nacjonalistów. Ponadto, w Waranasi  jego partia – BJP – jest silna, miasto to znajduje się w najludniejszym, a zatem najważniejszym politycznie stanie Uttar Pradeś a także będzie głosowało jako jedne z ostatnich, a zatem Modi będzie miał jak najdłuższy czas na wywieranie wpływu na swoich wyborców (w Indiach nie ma ciszy wyborczej). Zasadniczo w indyjskiej polityce unika się takich starć gigantów. Jeżeli partyjny przywódca kandyduje z jakiegoś okręgu, gdzie cieszy się znacznym poparciem, to przeciwnicy mogą przeciw niemu wystawić dość znanego polityka, ale na pewno nie innego przywódcę, bo ryzyko jest zbyt duże. Przywódcy Kongresu na przykład mają swoje, sprawdzone okręgi wyborcze w Uttar Pradeś – Amethi i Rai Bareli, które można już niemal uznać za ich rodzinne terytoria – i w zasadzie nikt naprawdę sławny nie próbuje z nimi tam rywalizować. Dodatkowym zabezpieczeniem jest możliwość kandydowania z dwóch okręgów jednocześnie. O ile się nie mylę orientuję, jak dotąd nie ogłoszono kandydatury Kejriwala z jakiegoś drugiego okręgu, ale to jeszcze może nastąpić – wybory odbywają się etapami i w zależności obszaru są różne daty określające do kiedy należy złożyć dokumenty. Narendra Modi kandyduje równocześnie z Wadodary w Gudźaracie i Waranasi w Uttar Pradeś.[6] Te dwa  obszary symbolizują odpowiednio jego przeszłość i przyszłość: ten pierwszy to gudźaracka ziemia, na której się wychował i którą rządzi od wielu lat; tam po prostu nie może przegrać, to jego bezpieczny okrąg. Waranasi to niepewna przyszłość, ale też serce obszaru języka hindi, święte miasto i część najludniejszego stanu Indii, a zatem najważniejszego dla realizacji ambicji Modiego o zostaniu premierem całego kraju. Potężny wzrost sławy Modiego wydawał się gwarantować co najmniej wygranie w jego okręgu wyborczym, jeśli nie w obydwu, po co zatem Kejriwal miałby stawać  na drodze walca Modiego akurat teraz, skoro mógłby tej konfrontacji uniknąć i po prostu kandydować z jakiegoś bezpiecznego miejsca, np. gdzieś z Delhi? Kejriwal już raz podjął próbę pokonania przywódcy wrogiej partii, starł się bowiem zwycięsko z Shilą Dikshit[7] z Kongresu w Delhi, ale ona była regionalną liderką, której popularność właśnie gasła.

Po pierwsze, stawiając czoła Modiemu Kejriwal jeszcze bardziej ryzykuje bycia uznanym za ,,agenta Kongresu’’, po tym jak już raz z tą ostatnią partią wszedł w koalicję. Podczas gdy wielu w Modim upatruje przyszłego dobrego zarządcy, który podźwignie sytuację gospodarczą kraju, Kejriwal zaczął podkreślać, że jego wygrana nie jest tak ważna jak klęska Modiego (podczas gdy dotąd podkreślał, że najważniejsza jest likwidacja korupcji), zatem kolejne ryzyko polega na tym, że mógł przeszarżować z wyborczą retoryką.

Jednakże i to zachowanie może mieć sens. Narendra Modi jest u szczytu popularności i te wybory stają się w zasadzie rodzajem jednopytaniowego referendum – ,,Czy chcesz ,żeby premierem był Narendra Modi?’’. Kto jest przeciw, zagłosuje przede wszystkim na Kongres i jego sojuszników. Arvind Kejriwal znowu był tutaj ściśnięty między dwiema siłami i potrzebował czegoś, żeby silniej zaistnieć medialnie. I w tym sensie jego wyjście z sytuacji było genialne – kandydując przeciw Modiemu sprawia, że jego imię ciągle pojawiać się będzie niemal zawsze wraz z imieniem Modiego (a to w mediach pojawia się bez przerwy). Kandydowanie przeciw Rahulowi Gandhiemu z Kongresu nie miało w tym kontekście sensu, bo syn Sonii Gandhi jest znacznie mniej popularny, a jego partii daje się coraz mniejsze szanse. Kejriwal to mistrz wyczuwania medialnych nastrojów: doskonale wie, jakie tematy przyciągają dziennikarzy i teraz będzie szybować w eterze uczepiony balonu Modiego.

Po drugie, Kejriwal wcale nie jest tu ,,agentem Kongresu’’, ale właśnie… największym jego rywalem. Bo jedyną bronią Kongresu pozostaje teraz straszenie Modim i hinduskim nacjonalizmem (trochę na zasadzie: ,,Wiemy, że wiele rzeczy nam się nie udało, że jesteście nami zmęczeni, ale jak nas nie wybierzecie, to przyjdą ci fanatyczni, antymuzułmańscy radykałowie i znowu będą zamieszki’’). Narendra Modi z jego dwoistym wizerunkiem – o którym pisałem tu – jest tak naprawdę asem w ręku obu stron: jego pozytywnymi aspektami gra BJP, negatywnymi – Kongres. Aby przebić się przez ten układ, Kejriwal zagrał jedynym asem jaki miał, czyli samym sobą. Pokazał, że to on bardziej niż Kongres jest nadzieją na powstrzymanie Modiego, kandydując przeciw niemu. I w ten sposób uderzył w dwóch rywali równocześnie!

Po trzecie, jeśli Kejriwal ostatecznie po cichu złoży papiery w innym okręgu, to cała walka będzie mieć wymiar symboliczny, bo ostatecznie tak naprawdę żaden drugiego nie powstrzyma – każdy w razie czego wejdzie do Lok Sabhy z innego okręgu. Ale jakaż to będzie symbolika! Od bardzo wielu lat nie było w Indiach takiego starcia dwóch sławnych polityków. Jednakże Kejriwal jest nieszablonowy i kto wie, czy nie złoży swojej kandydatury tylko w tym okręgu. I w tym też może wykazać się taktycznym sprytem. Wyborcy w Waranasi mogą bowiem myśleć tak: ,,Nie chcemy głosować na Kongres, ale pośród sił opozycji Modi i tak wygra w Gudźaracie, a Kejriwal, jeśli przegra, nie będzie parlamencie w ogóle, zagłosujmy więc na Kejriwala’’.

Po czwarte, Kejriwal raczej czuje, że tych wyborów nie wygra. Mają być zatem one dla niego trampoliną do następnych wyborów, tak jak wybory delhijskie były trampoliną do tych. W jednym wywiadzie przywódca AAP powiedział – parafrazując – że te wybory są punktem zwrotnym w dziejach Indii, ale to następne wyniosą do władzy dobrych ludzi. W Waranasi Kongres  wystawił przeciw Modiemu polityka bez większych szans (imieniem Ajay Rai[8]), bo też szansę miałby ewentualnie tylko Rahul Gandhi, a takiego ryzyka Kongres nie chciał podjąć. Jeśli rzeczywiście walkę wygra BJP i jej sojusz NDA  a Narendra Modi zostanie premierem, to prędzej czy później – to jest nieuniknione – jego popularność zacznie spadać. I wtedy Kejriwal wyłoni się jako jedyna opcja dla tych, którzy będą mieć dość Modiego a nie będą chcieć powrotu Kongresu. Bo przywódca AAP przypomni wtedy wyborcom, że to on, nie Kongres, rzucił Narendrze Modiemu rękawicę. Mówiąc krótko – jeśli Kejriwal i tak ma przegrać, to lepiej niech przegra z Modim i jak już wyborcy zrażą się do Modiego, to Kejriwal im przypomni, że mogli głosować na niego (plan Kejriwala spali na panewce jeśli jednak NDA nie zbierze dość koalicjantów i rząd utworzy Kongres).

Reasumując – Arvind Kejriwal jako polityk jest człowiekiem fascynującym i na pewno uczynił on indyjskie wybory mniej przewidywalnymi i ciekawszymi. Być może złamał duopol dwóch wielkich partii i ich dwóch wielkich sojuszy, a w każdym razie udało mu się funkcjonować poza tym układem. To już jest dużo. Ale czy poza tym wniósł cokolwiek nowego?

Program AAP jest dość mglisty. Poza znanym dążeniem do ostrzejszego prawa antykorupcyjnego i większej transparentności, nie ma w nim za wiele konkretów. Wyraźne jest odwoływanie do ideologii gandyjskiej, w której duchu działa też mentor Kejriwala, Anna Hazare. Zwolennicy AAP noszą charakterystyczne białe czapki – które także wcześniej używane były w ruchu India Against Corruption – z różnymi hasłami, w tym pośród nich Mudźe ćahije swaradź (,,Potrzebuję samorządności’’). Swaradź (ang. Swaraj), czyli ,,samorządność, własne rządy’’ to także tytuł książki Kejriwala a historycznie jest to hasło, którego używali często indyjscy patrioci. Szczególnego znaczenia nabrało ono w ideologii Gandhiego, który napisał książkę Hind Swaraj, or Indian Home Rule.[9] Kejriwal w swojej książce odwołuje się do dzieła Gandhiego nie tylko w tytule, jak i w treści. Gandhi wyobrażał sobie Indie odrzucające ideę postępu technicznego i westernizację, Indie niezależnych wsi i dalekiej decentralizacji. Kejriwal odwołuje się tych pomysłów przynajmniej w tym sensie, że też wzywa do politycznej decentralizacji i do dania dalekiej niezależności finansowej okręgom wiejskim.[10] Ponieważ jednak jak dotąd działał politycznie tylko w jednym wielkim mieście – poza obecną kampanią – trudno powiedzieć, na ile jest to konkretny program, a na  ile ogólne ozdobniki wzięte z umiarkowanej wersji gandyzmu. Poza tym trudno powiedzieć wiele na temat pomysłu Aam Aadmi Party na, dajmy na to, stosunki międzynarodowe republiki Indii czy jej ustrój gospodarczy. Wydaje się, że jest to program powstający ad hoc, na zasadzie zbierania haseł odwołujących się do konkretnych, bardzo medialnych przypadków, ale w gruncie rzeczy ogólnych i niepowiązanych jedną ideologią. Pojawiły się w nim i wypowiedziach polityków AAP takie elementy jak ochrona miejscowych firm przed zagranicznymi koncernami czy zniesienie prawa uznające seks homoseksualny za przestępstwo. Aam Aadmi Party podkreślało na przykład dążenie do poprawy bezpieczeństwa kobiet, co wydaje się reakcją na nagłośnione w ostatnich latach przypadki okrutnych gwałtów, ale też do kilku najbardziej niesławnych doszło w Delhi, a tam krótki rząd AAP nic szczególnie trwałego z tą sprawą nie zrobił. Obecnie, w ramach szukania jak najszerszego grona kandydatów, AAP uczyniło jednym z nich S.P. Udayakumara z Tamilnadu, znanego z ruchu sprzeciwu wobec budowy reaktorów atomowych w Kudankulam, ale o ile się orientuję, AAP nigdy wcześniej nie wypowiadało się przeciw ich budowie.

Zachowanie Kejriwala jako polityka i zarządcy w pewnym stopniu go wyróżnia. Stwierdzenie, że przywódcy AAP jest populistą, jest zasadne, ale niesprawiedliwie wybiórcze. Nie przepadam za określeniem ,,populizm’’ używanym w odniesieniu do wybranych polityków czy partii. Bo który polityk populistą nie jest? Różnica polega na tym, że o ile Kejriwal mówi słuchaczom podobne rzeczy, co inni politycy, wydaje się bardziej podatny na ich głos niż inni. Jeśli jest bardziej populistyczny, to tylko w tym sensie, że bardziej ulega echom vox populi. Po wyborach w Delhi Kejriwal zastanawiał się, czy powinien przyjąć przysługujące mu mieszkanie, bo przecież w ten sposób wyróżniłby się od zwykłych ludzi. Podobne rozterki miał przy innych okazjach. Z jednej strony mogą one wynikać z czasowych chwiejności charakteru, z drugiej – być świadomą interakcją z publicznością. Kejriwal najpierw formalnie nie ogłosił kandydowania przeciw Modiemu, a jedynie udał się do Waranasi, by spytać się ludzi, czy ci tego pragnie. Wyglądało to jednak tak: przywódca AAP przybył na wiec w Waranasi i spytał ,,Czy mam tu kandydować przeciw Modiemu?’’ a tłum, złożony wszak z jego zwolenników, odpowiedział gromkim: ,,Tak!’’. Jest jasnym, że tego typu głosowanie przez aklamację nie jest tak naprawdę badaniem opinii publicznej. Inne eksperymenty z vox populi były znacznie mniej udane. Kejriwal na przykład podczas swoich rządów w Delhi sam protestował na ulicy przeciw policji, urządził publiczne, walne obrady w mieście otwarte dla wszystkich obywateli, którzy mieli wtedy zgłaszać swoje problemy, ale które zmieniły się w chaos i urządził ze swoimi towarzyszami nalot na obszar w Delhi, gdzie rezydowała grupa przestępcza (zamiast zostawić to policji). W oczach bardziej porywczych zwolenników po tych wszystkich działaniach przywódca Aam Aadmi Party pewnie zyskał, ale bardziej roztropni obywatele jednak unieśli brew i zwrócili uwagę, że jego miejsce jest teraz w gabinecie, nie na ulicy. Prezydent Indii P. Mukherjee nazwał to zręcznie – choć bez wskazywania na konkretne osoby i ugrupowania – ,,populistycznym anarchizmem’’. Kejriwal nie rozumie – albo raczej udaje, że nie rozumie – różnicy między przewodzeniem tłumem a zarządzeniem państwem.

Jednakże jego image jest bez wątpienia nowatorski. Swego czasu w tekście Baba Ramdev i ,,styl świętego’’ w indyjskiej polityce pisałem o trzech stylach, sposobach wyrażania się publicznego indyjskich polityków, które politolog Morris Jones podzielił na trzy: tradycyjny, współczesny i święty. Który z tych wzorców realizuje Kejriwal? Według mnie – żaden. On stworzył własny – image aam aadmi, zwykłego, szarego człowieka, tak jak w nazwie jego partii. Kejriwal ma ubiór i wygląd prostego człowieka z klasy średniej (chudy osobnik w swetrze i okularach) i zamiast zmienić image, z tej przeciętności uczynił swój znak rozpoznawczy. Na obrady delhijskiego zgromadzenia jeździł metrem, a kiedy pierwszego dnia nie mógł się stawić ze względu na niedyspozycję, na Twitterze z rozbrajającą szczerością wyznał, że ma rozwolnienie. Inny politycy tylko twierdzą, że są blisko zwykłego człowieka – Kejriwal jest zwykłym człowiekiem.

Popularność AAP pokazała coś jeszcze – niezwykłą żywotność idei gandyjskich w społeczeństwie indyjskim (bo nie w polityce!). Ideologia Gandhiego została przez indyjskie partie odrzucona w zasadzie zaraz po jego śmierci i niektóre zmiany wprowadzono niemal dokładnie odwrotnie niż by sobie tego życzył (np. industrializację). Mimo to, Gandhi jest w centrum ideologii narodowej, jego imieniem nazywa się główne ulice miast, jego podobizna zdobi każdy banknot, itd. Jest to zatem kwiatek gandyjskiej symboliki przy bynajmniej nie gandyjskim kożuchu. Niemal każda partia w Indiach na swój sposób chwali Gandhiego, ale niemal żadna nie chce w praktyce realizować jego postulatów. Jednakże idee Gandhiego funkcjonują, jak widać, gdzieś indziej – w społeczeństwie. I to ono, nie politycy, przechowało je do dziś. Pokazał to ruch India Against Corruption. Anna Hazare w sposób bardzo wyraźny, od sposobu bycia, przez ubiór, używanie portretów Mahatmy, aż po metody (bierny opór, głodówka) – odwoływał się do gandyzmu. Teraz, również na rozmaite sposoby, czyni to Kejriwal. I obydwaj zbierają wokół siebie tłumy. Nie znaczy to jednak, że po dojściu do władzy Aam Aadmi Party będzie rzeczywiście realizować mgliście przez siebie nakreślony swaradź. Jednakże dzięki temu widzimy, jak żywe są idee Gandhiego – tylko tyle i aż tyle.

A czy Kejriwal zmienił Indie w sposób głębszy? To się jeszcze okaże. Jeśli rzeczywiście jest taki uczciwy, jak siebie przedstawia i za jakiego jest przez jego zwolenników uważany, to ma jeszcze szansę zostawić trwały dobry wpływ na republikę Indii. Pamiętajmy, że głównym hasłem Kejriwala jest zwalczanie korupcji. To nie stanie się za machnięciem czarodziejskiej różdżki, ale są pewne rozwiązania, które wprowadzić można i które mogą to złe zjawisko zmniejszyć. Urząd Lokpala i zwiększenie transparentności mogą być niektórymi z nich. A to już będzie dużo. Kiedy patrzy się na miliardy rupii, które państwo indyjskie wydaje na rozmaite cele – np. programy socjalne czy rozwój lokalnych społeczności, można dziwić się, dlaczego efekty są tak słabo widoczne. Ogromne sumy znikają bowiem w tajemniczych okolicznościach. Każdy procent tych pieniędzy, który zamiast trafiać do kieszeni nieuczciwych polityków, urzędników i ich kuzynów w rozmaitych firmach, będzie wydawany zgodnie z jego przeznaczeniem, ma szansę poprawić bytowanie obywatelskich Indii (do których zresztą te rupie należą).

Co do odbywających się wyborów zaś ja uważam, że tym razem partia Kejriwala zgarnie istotną, ale nie decydujacą ilość mandatów (od kilkunastu do dwudziestu kilku) i zasiądzie w ławach opozycji niezależnie od tego, czy rząd utworzy BJP czy Kongres. Następnym razem jednak kto wie, jak wysoko zajdzie AAP i jego przywódca. Jednakże już kilka razy wyraźnie się co do Arvinda Kejriwala pomyliłem. A w indyjskich zakładach bukmacherskich szansę na uzyskanie przez przywódcą Aam Aadmi Party fotela premiera oblicza się na jeden do sześciuset…


[1] Wym. Am Admi Parti, Arwind Kedźriwal.

[2] Warto spojrzeć na ciekawą tabelkę porównującą największe debiuty – w sensie ilości debiutujących kandydatów – w historii wyborów do Lok Sabhy.

http://www.thehindu.com/news/national/in-terms-of-candidates-aap-first-among-all-debutants/article5859927.ece?homepage=true

Debiuty te były zazwyczaj spektakularnymi klapami, ale w tej tabelce wyróżnia się przykład Telugu Desam Party, która odniosła znaczny sukces.

[3] Te kwestie opisywałem tu: http://www.polska-azja.pl/2011/08/26/k-iwanek-quis-custodiet%E2%80%A6-o-antykorupcyjnej-ustawie-w-indiach-i-kontrowersji-wokol-niej/

[4] Wym. Imran Chan/Khan.

[5] Według innych wyliczeń było to zaś 47 dni, według jeszcze innych – 49. Tak czy inaczej, Kejriwal złożył rezygnację 14 lutego. Narendra Modi wykorzystał to przeciw niemu na swój złośliwy sposób mówiąc w trakcie obecnej kampanii wyborczej, że do pokonania Indii Pakistan potrzebuje trzech AK: AK-47 (kałasznikowa), AK-47 czyli Arvinda Kejriwala, polityka 47-dniowego (w ten sposób Modi wyśmiał fakt, że Kejriwal rządził tylko tyle i pokazał go jako nieprzewidywalnego i nienadającego się na głowę państwa) i AK, czyli A.K. Anthony’ego, ministra obrony narodowej.

[6]  W angielskim zapisie – Gujarat, Vadodara, Varanasi, Uttar Pradesh.

[7] Wym. Śila Dikszit.

[8] Wym. Adźei Rai.

[9] Książka tak, jak i wszystkie dzieła Gandhiego, jest dostępna w Internecie: http://www.mkgandhi.org/swarajya/hindswaraj.htm

[10] Polecam przy tej okazji analizę poczynań i programy Kejriwala pióra wybitnego znawcy indyjskiej polityki, Christophe Jaffrelota:

http://carnegieendowment.org/2014/03/28/can-arvind-kejriwal-rescue-indian-democracy/h67y

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Partia (nie)zwykłego człowieka. Arvind Kejriwal i jego Aam Aadmi Party Reviewed by on 18 kwietnia 2014 .

Nikt nie wie, ile mandatów może zdobyć debiutująca w wyborach do Lok Sabhy Aam Aadmi Party, czyli ,,Partia Zwykłego Człowieka’’ Arvinda Kejriwala.[1] Jeszcze żadna partia w historii Indii nie wystawiła tylu kandydatów, którzy biorą udział w wyborach po raz pierwszy (ponad 400!).[2] Czy AAP poniesie klęskę lub stanie się partią marginalną, politycznym planktonem z 1-5

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 7

  • Panie Włodzimierzu.
    Tak, Hindustan Times napisał wcześniej to samo:) – Kejriwal twierdzi, że dzięki temu chodzeniu od drzwi do drzwi już wyprzedza w Varanasi Modiego.
    Co ciekawe, The Hindu opublikowało bodaj wczoraj (świetnie napisany!) artykuł o Amethi, w którym wspomina o tym, że od dawna w Amethi to samo robi Kumar Vishwas, który po prostu zamieszkał w Amethi z rodziną na kilka miesięcy przed wyborami i od dawna chodzi tam od drzwi do drzwi.
    http://www.thehindu.com/opinion/lead/the-end-of-the-amethi-myth/article5989859.ece
    Ale oczywiście w obu wypadkach – również biorąc pod uwagę to co tu mówimy o stronniczości mediów – nie ma się co do końca sugerować. Wszystko i tak wyjaśni się już niedługo…

    Ostatnio Kejriwal na pytanie dziennikarza The Hindu czy jego partia jest ,,Nową Lewicą” odpowiedział ,,Nie jesteśmy ani lewicą ani prawicą. Jesteśmy praktyczni. Bierzemy to co dobre i z prawicy i z lewicy.”
    Oto jak zręcznie uciekł przed zarzutem o efemeryczny program.

  • Panie Krzysztofie. Potwierdzam.
    Dziś Times of India „zauważył” Kejrivala i jego kampanię chodzienia „od drzwi do drzwi”. Jego ludzie trafili nawet do dzielnicy „czerwonych latarni” (szczerze mówiąc nie słyszałem o takiej w Varanasi).
    Kto wie, może ona okazać się bardzo skuteczna.

  • Pańska uwaga jest bardzo cenna.

    W czasie wyborów stanowych w Delhi odniosłem wrazenie, że Times of India sympatyzował z Kejrivalem. Potem w wyborach parlamentarnych interesował się nim coraz mniej i mniej.
    Dziś wydaje się koncentrować i to w stopniu pozytywnym na Modim – często cytowane celne wypowiedzi Modiego, podnoszenie „podejrzanych” spraw związanych z biznesami męża Pryanki Ghandi, a Kejrival prawie zniknął. Oczywiscie opisano królewskie przyjęcie Modiego w Varanasi.
    Ma Pan absolutnie rację, że Kejrival w tym pojedynku w Varanasi ryzykuje dużo więcej. Wydaje mi się, że Modi nawet porażkę, gdyby ją poniósł, mógłby przekuć na sukces, gdyby odpowiedzni pogratulował Kejrivalowi, a miejsce z Barody i tak będzie miał. Kejrival nie ma takiej mozliwości.

    Dziś Times of India poinformował o „ewakuacji” urzędników rządowych związanych z Kongresem na placówki zagraniczne, czyli wskazuje, że Kongres nie wierzy w zwycięstwo. Wczoraj lub przedwczoraj pokazał zdjęcia Rahula Ghandiego w puncie do głosowania, gdzie „urzędowo” nie miał wstępu (to nie on był głosujacym).

    Wygląda na to, że ma Pan rację i Times of India „trzyma” z Modim.

  • Panie Włodzimierzu
    Przepraszam, miałem przerwę w odpisywaniu na komentarze i chyba już pod kilkoma tekstami nie odpowiedziałem na czyjeś (głównie Pana:) uwagi.

    Co do Times of India to po tych wyborach, jak to przy wyborach – lepiej niż normalnie widać polityczne sympatie poszczególnych mediów. Times of India widać nie jest po stronie Kejriwala. Jednakże niech pan wejdzie na Hindustan Times – tam Kejriwal rządzi. A na The Hindu – tam rządzi Modi, ale w sensie negatywnym. Wszystko kwestia doboru informacji i ich przedstawienia, jak to w mediach:)

    Modi może i dostał wtedy królewskie przyjęcie w Waranasi, a teraz jest tam znowu (chociaż nie pozwolono mu na część wieców). Jednakże między tym a poprzednim pobytem Modi był wszędzie a Kejriwal jest w Waranasi prawie ciągle i chodzi od drzwi do drzwi. I niektóre źródła już sugerują, że zaczął wyprzedzać Modiego – ale niektóre to znowu kwestia gdzie się patrzy. To Pan przeczyta na Hindustan Times, może na Times of India nie, ale to nie znaczy, że którymkolwiek należy ufać:)

    Obydwaj dużo ryzykują. Modi musi być wszędzie, bo taki jest sens kampanii, ale ryzykuje prestiżową porażkę z Kejriwalem. Kejriwal też powinien być wszędzie i może tracić więcej, bo nie dogląda swoich kandydatów (już w Delhi się pytali, gdzie on jest), którzy bez niego sobie nie poradzą (bo duża część kandydatów BJP może sobie poradzić bez Modiego). Ale właśnie może uznal, że i tak nie wygra i że ważniejsze jest prestiżowe zwycięstwo z Modim, które będzie jego punktem wyjścia do następnych wyborów?

  • Dziękuję za kometarz Panie Krzysztofie.

    Odnoszę wrażenie, że przynajmniej przez Times of India Kejrival zaczyna być traktowany marginalnie. Ale to nie znaczy, że wielu ludzi go popiera i jest gotowe na niego głosować.

    Varanasi zgotowało Modiemu iście „królewskie” przyjęcie. Ponoć witało go 300.000 ludzi. W tej temperaturze, tylko podziwiać. A Modi nadal punktuje przeciwników. „Jestem dumny, że jestem hindusem, ale najpierw Indie”. To jest chwytliwe. Jak przy tym wypada Kongres, którego urzędnicy w imię prywatnego interesu jednego (raczej jednej z nich) omal nie wywołali wojny dyplomatycznej w USA. Ciekawe, że Modi tego tematu akurat nie poruszył, ale to jest pamiętane, bo czasem gdzieś się pojawiaja jakieś wzmianki o tej sprawie.

  • Avatar Krzysztof Iwanek

    @A. Leśniak.
    Dziękuję i przepraszam za literówki. Za długo tekst pisałem, ale krótko go potem czytałem, przyznaję.

    @Włodzimerz Madziar.
    Dziękuję za ciekawy i rozległy komentarz.
    Fakt, rząd AK w Delhi zaliczył dużo wpadek, trochę ich jednak wymieniłem w tekście, zatem starałem się to pokazać, jeszcze więcej Pan wypunktował w swoich tekstach i komentarz i jako delhijczyk doświadczył:)
    Ale myślę, że AK rozwiązaniem rządu dzięki sprawie Lokpala sporo image uratował i wszedł na ,,higher moral ground”. Tak naprawdę też wycofał się w stosownym momencie. O ile się orientuję, te dodatkowe litry wody co to obiecał i zaczął rozdawać podczas swoich krótkich rządów skończyły się zaraz po jego rządach i musiałyby skończyć się i tak, ale tak to może się wykręcać, że to już nie było za jego rządów. A zatem w tej i wielu innych sprawach będzie mógł mówić: No dobrze, wicie rozumicie, początki były trudne, ale gdyby mi dano czas, dalej byłoby lepiej, ale dalej się nie dało, bo [jak zawsze] to wina Kongresu.”
    Zresztą, zobaczymy wyniki AAP w wyborach do Lok Sabhy w Delhi (tylko tu są zupełnie inne granice okręgów wyborczych).

    ,,Pomysłem Kongresu jest świeckie państwo, tylko że większosć jego mieszkańców to hindusi i ich Modi nie przeraża. A pomysł Modiego wyrazony chyba jednym zdaniem, ale chyba bijącym na głowe wszystkich pozostałych „Najpierw toalety, potem światynie”.”
    Moim zdaniem – wyraził Pan tu dwie bardzo celne uwagi!

    Przepraszam też na koniec, że nie odpisalem dotąd na Pana komentarz odnośnie Mulayama SIngha Yadava i że na ten odpisąłem z tak dużym opóźnieniem. Na wszystkie staram się odpisywać, ale trochę czasu nie starcza i robię to opieszale, zwłaszcza że jak z Panem zaczyna się rozmowa to można tylko pisac długie komentarze (i dobrze:)

    Pozdrawiam

  • Panie Krzysztofie, w znacznej mierze się zgadzam, ale trochę nie.

    Przede wszystkim rządzenie Delhi chyba jednak było porażka Kejrivala i to ciężką. Jego partia okazała się niezdolna do rządzenia. Zamiast zarządzać miastem Cheif Minister strajkował, aż do domu wypędził go zimny deszcz. To wygladało groteskowo. Obietnice, nie tylko bez pokrycia, ale będące często poza zakresem kompetencji Chief Ministra Delhi też mu wypomiano. Rasistowaskiego ataku na studenta z North Eastu Kejrival „nie zauważył”

    Również jego relacje z Kongresem trudno było nazwac sojuszem. Kongres wciagnął go w pułąpkę, co gorzej Kejrival nie mógł do niej nie wejść. Nie za bardzo mógł odrzucić mozliwosć stworzenia rządu, bo wtedy zarzucono by mu „że jest dobry tylko do gadania, a nie do konkretów”.

    Pierwotnym planem AK było wystapienie w Delhi, potem w North Eascie. Tam byłby dobrą alternatywą. Ludzie mają dość Kongresu, ale jako nie hindusi nie chcą BJP. Sukces w Delhi spowodował, że Kerrival „zadziałał” w całych Indiach. Ponadto jego w/w bezczynność po ataku na studenta z tego regionu bardzo podkopała tam jego wiarygodność.

    Ciekawie pisze Pan o Varanasi. Jeszcze pod koniec tygodnia czytałem, że z Varanasi gotowa była kandydować Pryanka Ghandi („Res ad triaros venint”), Kongres nie zapałał entuzjazmem. Pan pisze o innym kandydacie, czyli raczej był to tylko „balon próbny” i super starcia nie będzie.

    Taktyce Kerjivala i jego AAP największy prezent chyba dał Narendra Modi. To on sprowadził walkę wyborczą do walki liderów, czlyli jego i Rahula Ghandiego. Ale taka walka najbardziej odpowiada Kerjivalowi. On jezst znany, jego ludzie, jak pan pisze raczej nie.

    W Times of India strony zatytułowane „Dance of Demcracy” raczej pokazuja pojedynek BJP z Kongresem. AAP wzbudza znacznie mniejsze zainteresowanie. Z kolei czytałem, że telewizja (ale nie zwróciłem uwagi jaka) najwięcej czasu poświeciła właśnie Kejrivalowi. Chyba nawet więcej niz Narendrze Modiemu i Rahulowi Ghandiemu razem wziętym.

    Ale co się stanie, jeżeli w Varanasi Kejrival przegra z Modim i nie dostanie się do parlamentu, wspomiał pan, że jest taka mozliwosć. Chyba ciężko byłoby mu kierowac parlamentarną frakcją AAP, z poza parlamentu. Parlamentarna frakcja AAP może wtedy pójśc w rozsypkę.

    Jezeli chodzi o pozycję AAP po wyborach, to 2 czynniki są nader ważne.
    Wynik samej AAP, nie znamy go i trudno prorokować, choć na powtórke Delhi raczej nie ma co liczyć.
    Druga kwestia, to wynik zwycięskiej partii, na razie wskazują na BJP, a BJP jest coraz bardzie pewna swego, już napomyka się o bezwzględnej większości.

    Czy AAP zmieni Indie? Wszystko jest mozliwe. Czasem jakieś błache z pozoru wydarzenie uruchamia bieg wypadków zmieniajacy kraj. Hasło walki z korupcją jest chwytliwe. Zaczął juz Lord Cornwalis, ale efekty jakoś chyba zawsze były odwrotne od zamierzonych.

    Po pierwsze korupcja nie jest jedyną bolączką Indii, po drugie, jak pokazują ine azjatyckie przykłądy można z nia żyć i świetnie się rozwijać, po trzecie rozbuchana korupcja jest wynikiem pewnej wizji państwa, praktyki, filozofii ekipy rządzącej, itd. itd. Indie tak naprawdę potrzebuja pomysłu na państwo, a tego AAP nie ma.

    Pomysłem Kongresu jest świeckie państwo, tylko że większosć jego mieszkańców to hindusi i ich Modi nie przeraża. A pomysł Modiego wyrazony chyba jednym zdaniem, ale chyba bijącym na głowe wszystkich pozostałych „Najpierw toalety, potem światynie”.

Pozostaw odpowiedź