Komentarz eksperta

K. Iwanek: Pakistan – który kryzys wybierze rząd?

iwanek2Drugiego stycznia 2011 r. władającą w Islamabadzie koalicję opuściła partia Muttahida  Qaumi Movement. Tym samym rząd premiera Y.R. Gilaniego utracił większość – MQM ma bowiem 25 posłów i wraz z ich odejściem do przewagi w głosowaniu zabrakło 12 mandatów. Rządząca Pakistan Peoples Party nie musiała jednak długo rozglądać się za nowym sojusznikiem, bowiem już po pięciu dniach zbuntowany koalicjant powrócił do rządu. Jednakże szybkie zażegnanie tego politycznego kryzysu tylko zapowiada potencjalne nadejście jeszcze większych.

Gdy MQM opuściło koalicję, w mediach zachodnich najczęstszym – i najbardziej ogólnikowym – komentarzem do tego wydarzenia było stwierdzenie, iż obecna władza w Islamabadzie jest sojusznikiem USA i NATO w Afganistanie, jak i przeciwnikiem terroryzmu muzułmańskiego w samym Pakistanie i że obecny kryzys koalicji mógł się przełożyć na wzrost zagrożenia ze strony fundamentalistów. Tak bez wątpienia mogło się stać, ale należy zaznaczyć, że owo chwilowe załamanie rządu bynajmniej nie było związane z terroryzmem – przynajmniej nie bezpośrednio.

Podstawową przyczyną kryzysu koalicji był stan pakistańskiej gospodarki. Jest on, mówiąc krótko, fatalny. Islamabad dopiero co zaciągnął opiewającą na 11 miliardów dolarów pożyczkę w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Podczas gdy kolejne transze tej pożyczki nadchodzą, rząd musi szukać źródeł oszczędności – lub zysku. Z tego to powodu wraz z 1 stycznia 2011 r. ceny benzyny wzrosły o 9%. Właśnie w proteście przeciw tej zmianie prowadzoną przez PPP koalicję opuściła partia MQM. Przechodząc do ław opozycji, ugrupowanie dodało, iż rząd nie uczynił nic, by przeprowadzić reformę finansów, zwalczyć inflację czy korupcję.

Zauważyć należy, iż MQM to partia mająca poparcie przede wszystkim w jednym mieście, ale jakże ważnym: Karaczi (a także innych miastach prowincji Sindh). Metropolia ta zaś, a zarazem ważny port morski i miasto o dynamicznej i zróżnicowanej populacji, to przeciwległy biegun do pasztuńskich terytoriów plemiennych, biednych i nierozwiniętych regionów, gdzie problemami są brak jakiegokolwiek wsparcia i autorytetu od rządu i wzrastająca samorządność pakistańskich talibów. Nie znaczy to, że Karaczi nie jest wolne od przemocy, jest ona jednak tutaj głównie etniczna bądź polityczna, nie zaś religijna.

Sama partia MQM ma wybitnie sekularny profil, co sprawia, iż znajdywała ona wspólny język z rządzącą PPP, która z kolei jest sojusznikiem USA w zwalczaniu Al-Kaidy i talibów. Jednakże dla większości zwykłych mieszkańców Karaczi, a zatem także dla wyborców MQM, cena paliw może mieć większe znaczenie niż walka z fundamentalistami (przynajmniej tak długo, jak ta druga nie przeniesie się na ulice Karaczi). Nie inaczej jest pewnie z większością obywateli Pakistanu – w zależności jak blisko od punktów konfliktu mieszkają. Przy takiej kalkulacji trudno dziwić się decyzji o MQM o wycofaniu się z koalicji, nawet mimo powszechnej świadomości, iż każdy kryzys rządu w Pakistanie zwiększa, przynajmniej potencjalnie, szansę dojścia do władzy radykalnych ugrupowań muzułmańskich.

O zagrożeniu ze strony tych ostatnich przypomniało dobitnie wydarzenie, do którego doszło, co znamienne, w trakcie rzeczonego kryzysu politycznego. W trzy dni po rozpadzie koalicji i na dwa przed jej odbudową zamordowany został gubernator Pendżabu, Salman Taseer. Dał się on poznać jako krytyk istniejącego w Pakistanie prawa karzącego za bluźnierstwa przeciw islamowi (Blasphemy Law), za co zamordował go ich zwolennik i jego własny ochroniarz.

Nietrudno odgadnąć pod jakim warunkiem MQM wróciła następnie do koalicji. Otóż 6 stycznia rząd ogłosił wycofanie się z podwyżki cen paliw. Sytuacja wróciła do punktu wyjścia, ale pozostawiła po sobie cenną naukę. Teraz widzimy mianowicie, przed jakimi dylematami będzie stał rząd w Islamabadzie.

Mając z jednej strony widmo bankructwa, winien on szukać sposobów na poprawienie finansów państwa, ale to nie jest łatwe, gdy z drugiej strony gęstnieje widmo wojny domowej. Próby kontrolowania rozrastających się organizacji terrorystycznych, m.in. powstrzymywania naporu talibów pakistańskich z terytoriów pasztuńskich, są kosztowne. Tym bardziej kosztownym jest wyścig zbrojeń z dużo bogatszymi Indiami (słynna jest wypowiedź nieżyjącego premiera Z.A. Bhutto, który miał powiedzieć, iż dla budowy własnej bomby atomowej – skoro swoją konstruowały Indie – Pakistańczycy będą ,,jeść trawę i liście, lub nawet głodować’’). Właśnie ów ciągły nacisk na zbrojenia i utrzymywanie wewnętrznego porządku od lat powoduje brak finansów na inne cele i pogarszanie się ekonomicznej sytuacji w Pakistanie. Do tego doszła zeszłoroczna, katastrofalna w skutkach powódź.

Pakistan Peoples Party jest u władzy już niemal dwa lata i po zmaganiach na polu bezpieczeństwa wewnętrznego (rozpoczęcie ofensywy przeciw talibom w 2009 r. i walka ze skutkami powodzi w 2010 r.) dla wielu jest to najwyższy czas, by uczyniono coś ze stanem państwowych finansów. Kiedy jednak partia podniosła podatki, utraciła kluczowego koalicjanta i musiała swoją decyzją cofnąć. Można zatem spodziewać się, iż teraz każda niepopularna decyzja rządu może być szachowana groźbą rozpadu koalicji.

Malując przyszłość w najciemniejszych barwach, można (oby przesadnie) rzec, iż teraz rząd Pakistanu wybiera już nie między kryzysem a ucieczką od niego, a między różnymi formami kryzysu. Skupiając się na bezpieczeństwie wewnętrznym i zewnętrznym, pomija gospodarkę – i na odwrót. Próbując poprawić swoją finansową sytuację niepopularnymi decyzjami, ryzykuje stabilność swojej koalicji. Nie robiąc nic, ryzykuje wzrost wszystkich zagrożeń na raz.

W tej sytuacji część pomocy może nadejść z zagranicy, przede wszystkim od USA, dla których Islamabad to kluczowy sojusznik w wojnie w Afganistanie i które już nieraz udzielały Pakistanowi finansowej pomocy. Jednakże im mocniej Pakistan wspiera w tej kwestii Waszyngton, tym bardziej naraża się fundamentalistycznym organizacjom w swoim krajom i rośnie opór wobec rządu: i tak domyka się kolejne błędne koło. Ameryka wydaje się rozumieć przynajmniej ten pakistański dylemat, tego samego dnia bowiem gdy koalicja została odnowiona – i to w kilka godzin po ogłoszeniu tego faktu – pojawiła się informacja, iż Waszyngton przeznaczy 66 milionów dolarów pomocy na projekt budowy dwóch tam na terytoriach pasztuńskich. Jednakże amerykańskie wsparcie, jakkolwiek wielkie, nie może rozwiązać wszystkich kłopotów Islamabadu, nie będzie też trwało wiecznie – wojna w Afganistanie kiedyś się skończy, co widać zresztą coraz wyraźniej.
Rzecz jasna, politycznie rzecz biorąc zawsze znajdą się wyjścia z obecnej sytuacji rządu. Ucieczką od tych dylematów może być zawsze zmiana koalicjanta – na ławach opozycji mogą się znaleźć partie mające dość posłów i politycznej woli, by wesprzeć PPP (może być to np. PML-Q, niegdyś wspierająca dyktaturę Musharrafa). Możliwym jest też, iż w razie upadku rządu i rozpisania wcześniejszych wyborów Pakistan Peoples Party miałaby wciąż szansę wygrać wybory. Ponadto, także środowisko, które z tyłu wspiera PPP, może również pewnego dnia zdecydować się na faworyzowanie innego ugrupowania i doprowadzić do zmiany władzy (choćby przez wybory) bez politycznych perturbacji. Wreszcie, kryzys rządu nie musi oznaczać kryzysu państwa: wbrew pozorom, partie fundamentalistycznie w Pakistanie zazwyczaj nie mają szans na zdobycie władzy w wyborach.

Rzecz jednak w tym, iż każdy czas spożytkowany na taki polityczny manewr to czas stracony na naprawianie pakistańskiej gospodarki, a ta ma się coraz gorzej. Pewnego dnia może okazać się, iż iskrą, która podpaliła lont pakistańskiej wojny domowej, będzie nie kolejny czyn pakistańskich talibów, Laszkar-e-Taiby czy innej radykalnej organizacji, ale wydarzenie takie jak niedawna podwyżka cen paliwa.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Pakistan – który kryzys wybierze rząd? Reviewed by on 8 stycznia 2011 .

Drugiego stycznia 2011 r. władającą w Islamabadzie koalicję opuściła partia Muttahida  Qaumi Movement. Tym samym rząd premiera Y.R. Gilaniego utracił większość – MQM ma bowiem 25 posłów i wraz z ich odejściem do przewagi w głosowaniu zabrakło 12 mandatów. Rządząca Pakistan Peoples Party nie musiała jednak długo rozglądać się za nowym sojusznikiem, bowiem już po

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź