Artykuły,Polecane,Publicystyka

K. Iwanek: O charyzmie Modiego (luźne notatki ze spotkania z premierem Indii)

Niedawno miałem okazję po raz pierwszy oglądać na żywo wystąpienie Narendry Modiego, obecnego premiera Indii. Okazją do tego było spotkanie Modiego z diasporą indyjską w Wielkiej Sali Pokoju na Kyunghee University w Seulu 18 maja 2015 r. Spotkanie nie miało mieć bardzo sprecyzowanego tematu i bynajmniej tego nie oczekiwałem. Potraktowałem je jako okazję, by nie tylko zobaczyć, ale przede wszystkim posłuchać Modiego i przekonać się w praktyce, na czym polega fenomen jego charyzmy. Pod tym względem mogę być w pełni zadowolony. Dlatego też poniższy tekst nie będzie miał charakteru analizy, ale raczej luźnych notatek na temat Modiego. W większości dotyczą one zresztą polityki indyjskiej w ogóle, jak też polityki jako takiej, i zasadniczo stanowią potwierdzenie tego, co o Modim powszechnie się pisze.

Po pierwsze, na wizerunek Modiego składa się oczywiście nie tylko jego osoba, ale atmosfera, jaka jest zręcznie wokół niego budowana. Kiedy wkroczył do sali, setki zgromadzonych Indusów poderwały się z miejsc, skandując Mo-di!, Mo-di! i Narendr Modi ki dźej! (,,Niech żyje Narendra Modi!’’). Okrzyki trwały na tyle długo, że przez chwilę premier stał na scenie, nie mogąc rozpocząć przemówienia. Nie wątpię w szczerość tej żywiołowej reakcji, ale należy jednak dodać, że była ona podsycana przez osobę prowadzącą, a na sali znajdowała się co najmniej jedna grupka, która ,,podrzucała’’ wciąż nowe okrzyki wtedy, gdy reszta widowni już wyraźnie wolała zamilknąć. Atmosferę wokół Modiego podgrzewa też przynajmniej część mediów. Po spotkaniu byliśmy świadkami klasycznego zagrania z medialnego repertuaru. Grupka ludzi stanęła tuż przed kamerą i zaczęła skakać, wykrzykując nazwisko premiera. Kamerę ustawiono tak, by widoczna była jedynie ta grupa. W telewizji mogło to wyglądać na część falującego i spontanicznie żegnającego premiera tłumu, choć w rzeczywistości podskakiwało dwadzieścia z 1500 zgłoszonych osób.

Po  drugie, Narendra Modi rzeczywiście obdarzony jest talentem krasomówczym. Przemawiał przez niecałe czterdzieści minut (cała przemowa jest zresztą dostępna tutaj), praktycznie bez błędu, zająknienia, pauzy, zmiany wersji w środku zdania – jak również bez kartki (co nie znaczy, że nie korzystał z telepromptera, ale nie sądzę, by w tym wypadku tak było). To oczywiście w świecie mówców jeszcze nie jest specjalnym osiągnięciem. Ważniejsze jest to, że bardzo dobrze panuje nad stylem, budując zarówno dłuższe zdania w czystym hindi, jak i zagajenia w bardziej potocznym języku (nie jest natomiast zbyt biegły w angielskim i raczej go unika w publicznych wystąpieniach). Potrafi mówić wyraźnie i gromko, umie sprawnie modulować ton, brzmiąc w jednej chwili bardzo poważnie, władczo i pouczająco, a w następnej chwili lekko przaśnie i zabawnie. W jego głosie i postawie jest „to coś”, co nazywamy charyzmą – słuchając go na żywo, bardzo łatwo mu we wszystko uwierzyć, dopóki oczywiście nie zastosuje się chłodnej logiki.

rsz_1431930291793

Przyjrzyjmy się teraz kilku bardziej konkretnym rozwiązaniom, które zastosował podczas tej przemowy. Po pierwsze, tak samo jak w kampanii wyborczej Modi jak ognia uniknął wątków religijnych czy nawet nawiązujących do tradycji. Nie nawiązał do żadnej idei z asortymentu hinduskiego nacjonalizmu, który sam wyznaje. Nie pojawiły się takie słowa jak: hindutwa, świątynia Ramy, jednolity kodeks prawa cywilnego i spadkowego, mniejszości, sekularyzm czy Kaszmir. Tak samo jak przed zeszłorocznymi wyborami Modi powtarzał głównie jedno słowo – wikas, „rozwój” – sugerujące skupienie na problemach gospodarczych i odstawienie na bok ideologii. Raz jedynie premier opisał „rozwój” metaforą, którą można byłoby (ale nie trzeba) uznać za nawiązanie do tradycji hinduskiej: nazwał mianowicie „rozwój” leczniczym ziołem (wikas ki dźari-bhuti). „Z przemowy pana premiera zapamiętałem przede wszystkim, że rozwój jest ważny dla kraju” – stwierdził jeden z moich przybyłych na spotkanie studentów.

Po drugie, Modi próbował tworzyć poczucie wspólnoty między nim a słuchaczami. Po części zastosował pod tym względem typowy, ogólnodostępny repertuar polityczny, jak na przykład pseudo-dialog polegający na zadawanie retorycznych pytań publiczności. W tym wypadku rolę słynnego „Pomożecie? – Pomożemy!” odgrywały stwierdzenia i pytania w rodzaju „Naprawa Indii to trudna praca. Czy należy ją wykonać?” – „Tak, należy!” (Je kam karna he ja na karna? – Karna he!). Podobnie, przypominał im, że mają tyle samo prawa (adhikar) do Indii co on i że wszyscy Indusi są tak samo za kraj odpowiedzialni (ham sab zimmedar). „Wystarczy wyrzucić jeden papierek na ulicę” – zauważył – „I działamy przeciw dobru państwa”. Wszystko to były dość typowe hasła.

Przede wszystkim jednak pamiętajmy, że przemawiał do rodaków mieszkających na obczyźnie, niekiedy od wielu lat i przemawiał jako premier. Nietrudno było zatem nieodpowiednim słowem oddalić się od nich, przypominając im niechcący, że porzucili Indie, które reprezentował, ale też wznieść się ponad nich, pokazując, że jest człowiekiem na dużo wyższym stanowisku. To pierwsze próbował osiągnąć poprzez podchodzenie z dystansem do siebie i sprofilowanie elementów przemowy pod słuchaczy, których istotną część stanowili informatycy, inżynierowie i inni profesjonaliści. „Kiedy przyjeżdżamy do domu i mama zrobi dobry obiad, to od razu piszemy na Twitterze: Mama zrobiła dobry obiad, nieprawdaż?” – pytał niejako retorycznie. Stwierdził nadto, że jako emigranci tak naprawdę lepiej orientują się w tym, co dzieją się w indyjskiej polityce, tak jak widz krykieta widzi lepiej całe boisko niż osoba stojąca na nim. Ważniejszym elementem było odwołanie się do krytyki Indii poprzez przywołanie, jak stwierdził, częstych przekonań samych Indusów: „Co za grzech popełniłem w poprzednim wcieleniu, że urodziłem się w Indiach? Czy to w ogóle jest kraj? Czy to w ogóle są ludzie?”. W ten sposób Modi zmniejszał poczucie winy słuchających emigrantów. Dał im do zrozumienia, że poczucie, że nie mogli spełnić się w swojej ojczyźnie czy wręcz złość na warunki, jakie w niej panują, są powszechne, że w pewnym stopniu podziela je sam premier i że w związku z tym ich decyzja o wyjeździe nie była nieuzasadniona. Oczywiście jednak wytrawny polityk zaraz dodał, że „teraz  wyobrażenie o Indiach zmieniło się” i „emigranci chcą wracać”. Nie powiedział im jednak ani razu „Wracajcie” albo „Powinniście wracać”, bo w ten sposób przyparłby ich do muru, stworzyłby presję. Nie powiedział nawet w drugiej osobie „Wy chcecie wracać”. Mówiąc ogólnie i w trzeciej osobie zagrał na uczuciach patriotycznych, ale bez przekuwania ich w zobowiązanie. Każdy mógł kiwać głową – tak, tak, oczywiście, emigranci chcą wracać – nawet jeśli konkretna osoba kiwającą głową wcale czynić tego nie zamierza lub może chciałaby, ale z pewnych życiowych powodów nie uważa tego za korzystne. Najbardziej umiejętnym według mnie zagraniem była próba wywołania patriotycznej dumy nie pomimo, ale w oparciu o świadomość bycia emigrantem. Indie potrzebują zaawansowanej technologii, jaką dysponuje Korea – przekonywał Modi swoich słuchaczy – I wy tu poznajecie koreańską technologię. Nauczcie się jej po to, by Indie się rozwijały.

rsz_20150518_144601

Nie zabrakło jednak typowej dla Modiego megalomanii i propagandy sukcesu, zwyczajowo połączonej z krytyką wrogów. Według premiera jego polityka zagraniczna opiera się nie na dyplomacji czy handlu, ale na wspólnych ludzkich wartościach (manavta). Tu nastąpiła lista starannie wyselekcjonowanych i cokolwiek pojedynczych przykładów: rząd indyjski wysłał wodę i sprzęt do oczyszczania wody na potrzebujące Malediwy, wynegocjował uwolnienie skazanych na śmierć indyjskich rybaków ze Sri Lanki itd. Wymienił też jednak bardziej realne sukcesy, które faktycznie są godne odnotowania: pomoc Nowego Delhi dla Nepalu po straszliwym trzęsieniu ziemi czy ostateczne zamknięcie spraw enklaw na granicy Indii z Bangladeszem. Te sukcesy zostały nie tylko odpowiednio dobrane, ale ubrane w odpowiednie słowa, z charakterystycznym dla Modiego sarkazmem i grami słownymi. Wcześniej Indie miały politykę Look East (Patrz na Wschód), ale teraz „dość już się napatrzyliśmy” (ab to bahut dekh lija) – przekonywał premier. Dlatego też jego polityką będzie Działaj na Wschodzie (Act East). Tą sprytną grą słów próbował zdyskredytować polityki zagraniczne poprzednich rządów. Podobno w nazwie BRICS „litera I zaczęła upadać” (BRICS me I lurak rahi thi), a przecież „BRICS nie może istnieć bez I”. Wszystko to jednak zaczęło się zmieniać od zeszłego roku (czytaj: od kiedy BJP wygrała wybory parlamentarne w Indiach, a Modi został premierem). Indusi, w tym emigranci, zaczęli ponownie pozytywnie postrzegać swoją ojczyznę, ba, nawet cały świat zaczął widzieć Indie w innym świetle (dunija ka nazrija badal gaja), a „I” w BRICS stanęło jak trzeba. Tym momentami przesadnym – nawet jak na polityka – samochwalstwem Narendra Modi wywołał zresztą także falę krytyki pod koniec swojej zagranicznej podróży. Podobnie jak w Seulu powiedział, że ludzie wyjeżdżali z Indii przed jego kadencją, myśląc „Co to za kraj? Co to za rząd?”, na wcześniejszym spotkaniu z diasporą w Szanghaju stwierdził, że do zeszłego roku Indusi wstydzili się przyznawać do swojej narodowości. Twierdzenie, że zwycięstwo jego partii miało niejako automatycznie przywrócić wszystkim narodową dumę jest już tak daleko idące, że może przynieść premierowi więcej strat niż korzyści – przede wszystkim dlatego, że implikuje wcześniejszy brak tej dumy.

W ogólnym rozrachunku jednak obecność na spotkaniu pozwoliła mi doświadczyć i lepiej zrozumieć fenomen charyzmy Modiego. Jest on bez wątpienia postacią, której jego partii, BJP, długo brakowało (lub też: której partia nie pozwalała przewodzić). Jest nie tylko jej twarzą i przywódcą, ale kimś wizerunkowo ponad nią. Jego charyzmatyczna i górująca postać odwołuje się do psychologicznej potrzeby wierzenia konkretnemu, namacalnemu człowiekowi zamiast trudniejszej do wyobrażenia sobie organizacji. To pozwala zapewne przyciągnąć wyborców, którzy może nie ufają samemu BJP, ale ufają Modiemu. Dość powiedzieć, że choć premier kilkakrotnie wymienił własne nazwisko, to – jeśli się nie mylę – nazwa partii nie pojawiła się w przemówieniu ani razu…

Składam podziękowanie mojej studentce, Hong Hyeri, która podzieliła się ze mną niektórymi z powyższych zdjęć.

I thank my student, Hong Hyeri, for sharing some of the above photos.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: O charyzmie Modiego (luźne notatki ze spotkania z premierem Indii) Reviewed by on 27 maja 2015 .

Niedawno miałem okazję po raz pierwszy oglądać na żywo wystąpienie Narendry Modiego, obecnego premiera Indii. Okazją do tego było spotkanie Modiego z diasporą indyjską w Wielkiej Sali Pokoju na Kyunghee University w Seulu 18 maja 2015 r. Spotkanie nie miało mieć bardzo sprecyzowanego tematu i bynajmniej tego nie oczekiwałem. Potraktowałem je jako okazję, by nie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź