Komentarz eksperta

K. Iwanek: Niepewne szanse opozycji w zbliżających się indyjskich wyborach

Do końca maja tego roku odbędą się najważniejsze wybory w Indiach: do Lok Sabhy, niższej izby parlamentu i najważniejszego politycznie ciała w kraju. W minionym, 2013 roku, znaczne wyborcze sukcesy odniosła opozycyjna Bharatiya Janata Party (Indyjska Partia Ludowa). To ma według wielu wieszczyć koniec dziesięcioletnich rządów Zjednoczonego Sojuszu Postępowego (United Progressive Alliance), koalicji prowadzonej przez Indyjski Kongres Narodowy (Indian National Congress) i wiktorię sojuszu wiedzionego przez BJP – Narodowego Sojuszu Demokratycznego (National Democratic Alliance). Lawinowo rośnie też popularność jednego z polityków BJP, Narendry Modiego, w którym wielu widzi przyszłego premiera Indii. Grudniowe wybory do pięciu zgromadzeń stanowych niektórzy nazwali nawet politycznymi ,,półfinałami’’ przed tegorocznym finałem – walką o parlament centralny. W rozgrywce tej BJP wygrała wybory w stanach Ćhattisgarh, Madhja Pradeś i Radźasthan. Uzyskała też najlepszy wynik w Delhi, ale nie mając większości oddała władzę koalicji AAP-Kongres. Kongres wygrał jedynie w Mizoramie, ale też był to najmniejszy i najmniej ważny z tych pięciu stanów. Czy rzeczywiście za kilka miesięcy Narendra Modi zasiądzie na fotelu premiera?

indian_general_elections_2014

źródło: picload.files.wordpress.com

Sprawa nie jest według mnie tak oczywista i to z co najmniej trzech powodów.

Po pierwsze, obecne zwycięstwo BJP to nie wiktoria Narendry Modiego, ale konkretnych przywódców i ich kadr w tych czterech stanach. Modi, owszem, brał udział w stanowych kampaniach wyborczych, ale trudno ocenić na ile wielki miało to wpływ na ich wynik. Inny z polityków BJP porównał jego roli do dodanego cukru do dania czy napoju cukru.  Ba, wszystko jednak zależy o jakim daniu czy napoju mówimy i jaką ilość cukru miał na myśli. W warunkach indyjskiej polityki szczególną znaczenie mają lokalne układy, miejscowa kultura, religia język i znające je i wywodzący się z nich kandydaci (a uwarunkowanie to jest dodatkowo wsparte przez jednomandatowy system wyborczy). Polityka stanowa co raz bardziej oddziela się od centralnej; w stanach coraz częściej rządzą regionalne ugrupowania. Jeśli przywódcy ogólnokrajowi to monarchowie, to premierzy stanów to udzielni książęta albo wpływowi magnaci, z którymi stolica musi się liczyć. To oni przegrywają bądź wygrywają wybory w danym stanie. Dokładnie tak samo było przecież z Narendrą Modim, który jeszcze kilka lat temu był znany głównie w jego rodzimym Gudźaracie – czy rzeczywiście jego nagłe pojawienie się, dajmy na to, w Madhja Pradeś, mogło przeważyć szale?  Zwycięstwo BJP w trzech stanach to w moim mniemaniu sukces lokalnych kadr i przywódców partii: Shivraja Singha Chauhana w Madhja Pradeś, Vasundhary Raje w Radźasthanie i Ramana Singha w Ćhattisgarhu. Gdy na przykład rozmawiałem ze zwolennikami BJP w Madhja Pradeś (gdzie przebywałem podczas samych wyborów), wychwalali oni Narendrę Modiego jako potencjalnego (a według nich – pewnego) premiera Indii, ale zwycięstwo BJP w ich stanie było dla nich przede wszystkim zwycięstwem Shivraja Singha Chauhana[1], na przykład ze względu na prowadzony przez niego program pomocy rolnikom. To z takich lokalnych uwarunkowań z poszczególnych regionów poskładany będzie końcowy wynik tegorocznych wyborów parlamentarnych. A im więcej stanów bierzemy pod uwagę, tym mniej wiktoria BJP wydaje się pewna.

Po drugie, grudniowe zwycięstwo BJP wcale nie jest decydujące. Sprawia one takie wrażenie po prostu dlatego, że do wyborów doszło w tych, a nie innych stanach. Gdyby do wyborów doszło w jakimkolwiek innym istotnym stanie, poza Gudźaratem, partia nie byłaby w stanie zwyciężyć w ogóle lub bez pomocy większego koalicjanta. Dowieść tego można dokonując krótkiego przeglądu sytuacji w ważniejszych politycznie stanach.

W najliczniej reprezentowanym w Lok Sabsze stanie Uttar Pradeś (80 posłów)  ostatnie wybory stanowe (w 2012 r.), przegrały zarówno Kongres jak i BJP i to przegrały na rzecz dwóch partii regionalnych.[2] Prawdopodobnie zatem w przyszłym roku najwięcej posłów z tego stanu dostanie się do parlamentu związkowego albo z ramienia rządzącej tu Samajwadi Party albo głównej opozycyjnej Bahujan Samaj Party. Nic nie wskazuje też na to, że gdyby wybory stanowe miały odbyć się w Uttar Pradeś teraz, BJP miałaby jakiekolwiek szanse na zwycięstwo. Tym niemniej, obecnie w Lok Sabsze ponad 10% posłów Kongresu ok. 8% posłów BJP wywodzi się z Uttar Pradeś, a zatem nawet uzyskanie średniego poparcia będzie dla tych ugrupowań ważne. Popularność Samajwadi Party wydaje się zaś spadać, Narendra Modi organizował w Uttar Pradeś wiece a równocześnie powróciło widmo napięć hindusko-muzułmańskich (za sprawą zamieszek w dystrykcie Muzaffarnagar), a to może przynieść trochę głosów hinduskim nacjonalistom.

W drugim najliczniej reprezentowanym stanie, Maharasztrze (48 posłów), BJP jest niewielką siłą i dochodziło do rządów tylko wraz z silnym koalicjantem, Shiv Seną. Shiv Sena przechodzi jednak obecnie kryzys, partię osłabiły podziały i śmierć przywódcy. W stanie tym na lepszy rezultat może liczyć duet Indyjskiego Kongresu Narodowego z Indyjskim Kongresem Nacjonalistycznym (Indian Nationalist Congress).

W Andhra Pradeś (42 posłów), w moim mniemaniu, Kongres strzelił sobie w stopę decydując w tym roku o wyodrębnieniu stanu Telangana. To w moim mniemaniu pozwoli wrócić do władzy lokalnej Telugu Desam Party. Samo BJP jest w Andhra Pradeś nieobecne, ale Telugu Desam Party jest było częścią sojuszu, któremu BJP przewodzi i, co najważniejsze, zapowiada lada chwilę do tego sojuszu powrót. W obecnym układzie to byłoby jedno z najważniejszych wzmocnień dla BJP, które w następnym parlamencie może dać mu nawet kilkadziesiąt szabel.

W stanie Bengal Zachodni (42 posłów) tak Kongres jak i BJP są w zasadzie nieobecne. Obecnie u władzy jest niegdysiejszy sojusznik Kongresu, Trinamool Congress a jego rywalem jest wielki sojusz partii komunistycznych. Trinamool Congress nie wydaje się chwilowo zainteresowany ani powrotem do koalicji z Kongresem ani dołączeniem do sojuszu BJP.

Stan Bihar (40 posłów) jest kolejnym, w którym BJP i Kongres praktycznie nie liczą się bez regionalnych koalicjantów. Tymczasem to tu BJP poniosła w tym roku ogromną stratę. Kiedy partia praktycznie ogłosiła Narendrę Modiego swoim kandydatem na premiera, dowodzony przez BJP Narodowy Sojusz Demokratyczny opuściła partia Janata Dal (United). Obecnie obie najsilniejsze partie Biharu bliższe są Kongresu niż BJP.  Tę utratę którą powetować może jedynie wspomniany powrót do sojuszu Telugu Desam Party z Andhra Pradeś.

Również w Tamilnadu (39 posłów) Kongres i BJP są nieobecne i opierają na lokalnych sojusznikach. Tu BJP wspierała niegdyś rządząca obecnie AIADMK. Co ciekawe, gotowość do przystąpienia do Narodowego Sojuszu Demokratycznego, ogłosiły niedawno dwie kolejne tamilskie partie – DMDK i PMK.[3] Są to jednak mniejsze ugrupowania: pierwsze ma  obecnie w Lok Sabsze 1 posła, drugie żadnego. Jednakże ważniejsze jest to silna AIADMK od pięciu lat nie jest już w koalicji z BJP a w ostatnich dniach pojawiła się informacja, że wejdzie w sojusz z komunistami.[4]

O kolejnym stanie, Madhja Pradeś (29 posłów), pisałem już wcześniej – stan wyrósł na bastion BJP. Jednakże w Karnatace, wystawiającej niemal tyle samo posłów (28) co MP, bastion BJP właśnie runął w gruzy. [5]Partia przegrała tegoroczne wybory stanowe z kretesem i sama niemal rozpadła. O ile poprzednio stan ten dał BJP bezcenne 19 mandatów w parlamencie związkowym, w przyszłym roku da zapewne jedynie kilka. Jednakże twierdzą, i to bardziej obecnie Modiego niż BJP, jest kolejny stan: Gudźarat (26 posłów); partia uzyska też zapewne dobry wynik we właśnie zdobytym Radźasthanie (25 posłów). W Orisie (21 posłów) BJP utraciła swego czasu ważnego koalicjanta (Biju Janata Dal), a że sama jest tam nieobecna, szanse na mandaty z tego stanu ma albo właśnie BJD, albo Kongres. W kolejnych stanach – Kerali (20 posłów), Asamie (14 posłów), Dźharkhandzie (14 posłów) i Pendżabie (13 posłów) – BJP też jest albo zupełnie nieobecna albo opierająca się dotąd na koalicjantach. Tylko sojusznik z Pendżabu, Shiromani Akali Dal, może dostarczyć garść ostrych sikhijskich szabel. Listę stanów mających ponad 10 posłów w Lok Sabsze zamyka Ćhattisgarh (11 mandatów), gdzie BJP właśnie ponownie zwyciężyła.

Przyjmijmy nawet, że BJP i cały jej Narodowy Sojusz Demokratyczny uzyskają całe 42 mandaty (dzięki Telugu Desam Party) z Andhra Pradeś, 29 z Madhja Pradeś, 26 z Gudźaratu, 25 z Radźasthanu, 13 (dzięki SAD i własnym wysiłkiem) z Pendżabu i 11 z Ćhattisgarhu. Jest już i tak zdecydowanie zawyżony i nierealny szacunek, bo nigdy nie uzyskuje się kompletu mandatów. Daje to 121 posłów w przyszłym parlamencie związkowym – nadal o ponad 150 za mało, żeby uzyskać większość.  Przyjmijmy nawet, że partia zdobyłaby 20 mandatów z Uttar Pradeś (ostatnio 10), 5 z Asamu (ostatnio 4) i kolejne 2 dzięki sojuszniczej Asom Gana Parishad (ostatnio 1), 15 z Biharu (ostatnio 12), 2 z Goa (ost. 1), jakieś 5 z Tamilnadu (dzięki sojusznikom), 4 z Himaćal Pradeś (ost. 3), 10 z Dźharkhandu (ost. 8) i kolejne cztery dzięki sojusznikowi – Jharkhand Mukti Morcha (ost. 2), 10 z Karnataki (co uważam za najmniej realne), 30 pospołu z Shiv Seną w Maharasztrze (ost. 20), 2 z Harijany dzięki sojuszniczemu Haryana Janhit Congress (ost. 1), po 1 możliwym z Andamanów i Nikobarów, Dadra i Nagarhaweli i Damanu i Diu (w sumie 3, tyle uzyskała ostatnio) i 5 z Delhi (ostatnio wszystkie 7 zdobył Kongres, ale jak widać w niedawnych wyborach stanowych BJP uzyskało najlepszy wynik) i 5 z Uttarakhandu (ostatnio zero, ale w tym stanie partia jest silna i ostatnio niemal zremisowała z Kongresem w wyborach stanowych). Razem dałoby to 252 mandaty. Ostatnim razem cały Narodowy Sojusz Demokratyczny zdobył 138.

W Lok Sabsze, aby uzyskać pewną większość, należy mieć ponad 272 posłów po swojej stronie. Aby podkreślić dążenie do tego celu, BJP prowadzi teraz nawet kampanię ponad nazwą Mission 272+, która jest jednak niczym więcej jak kolejnym z autopromocyjnych działań Narendry Modiego.[6] Jak jednak widać, w obecnej sytuacji cel ten jest może nie aż tak odległy, ale ciągle nierealny. Rezultat 252 mandatów został tu tylko oszacowany przy założeniu lepszych wyników w każdym stanie, gdzie działa BJP i jego sojusznicy i przy przyjęciu niemożliwego rezultatu uzyskania wszystkich mandatów w kilku stanach. Przyjęto tu również za pewnik ponowne dołączenie do sojuszu Telugu Desam Party, co jest rzeczywiście do zwycięstwa niezbędne, ale wciąż niepotwierdzone.

Po trzecie, jeśli BJP i jej sojusz nie uzyska większości, ale ten sam los spotka Kongres i jego sojusz, to o zwycięstwie zdecyduje ich zdolność koalicyjna (bo żadna trzecia siła nie będzie w stanie zdobyć większości). Większą zdolność koalicyjną ma zaś bez wątpienia Kongres. Trzeci sojusz w indyjskiej polityce prowadzony jest przez komunistów, którzy na pewno nie wesprą BJP, ze względu na jej ideologię hinduskiego nacjonalizmu. Wspierali za to w przeszłości Kongres, podobnie jak czyniły to dwie liczące się partie z Uttar Pradeś (SP i BSP) i kilka innych istotnych ugrupowań. Ewentualne zwycięstwo Narodowego Sojuszu Demokratycznego będzie zatem zależało od poszerzenia przez niego zdolności koalicyjnej. Tu zdolności Modiego są jeszcze nieznane, bo w swoim rodzimym Gudźaracie nigdy nie musiał polegać na sojusznikach, a na dodatek znany jest jako człowiek nieugięty i autokratyczny.

Przegrana BJP nie musi też jednak oznaczać zwycięstwa zdecydowanie tracącego na popularności Kongresu. Może być tak, że nie tylko obie partie, ale i ich oba sojusze, nie zdobędą większości. Tak też stało się przy okazji dwóch ostatnich wyborów (w 2004 i 2009 r.). Ale też żaden inny sojusz zwycięstwa nie może odnieść. Jeśli jednak reprezentacja obu wielkich sojuszu w parlamencie skurczy się na rzecz prowadzonego przez komunistów Frontu Lewicy (Left Front) i garści partii regionalnych,  w tym należących do Trzeciego Frontu (Third Front), a także dojdzie do zbliżenia tych dwóch sił (AIADMK z Trzeciego Frontu być może przejdzie do Frontu Lewicy), to nadal będzie to dobra informacja dla Kongresu, bo te siły mogą wesprzeć z zewnątrz jego rząd.

Do wyborów pozostało niecałe pół roku. Jeśli Narendra Modi, BJP i cały Narodowy Sojusz Demokratyczny chcą w nich odnieść zwycięstwo, muszą teraz pokazać coś nowego.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Niepewne szanse opozycji w zbliżających się indyjskich wyborach Reviewed by on 4 lutego 2014 .

Do końca maja tego roku odbędą się najważniejsze wybory w Indiach: do Lok Sabhy, niższej izby parlamentu i najważniejszego politycznie ciała w kraju. W minionym, 2013 roku, znaczne wyborcze sukcesy odniosła opozycyjna Bharatiya Janata Party (Indyjska Partia Ludowa). To ma według wielu wieszczyć koniec dziesięcioletnich rządów Zjednoczonego Sojuszu Postępowego (United Progressive Alliance), koalicji prowadzonej przez

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Bardzo celny artykuł.
    Pobieżny przegląd prasy, czy telewizji pokazuje serię trumfów BJP, a właściwie Narendy Modiego, a Pan Krzysztof pokazał, że wcale nie jest tak prosto.
    BJP i Narendra Modi starają się sprowadzić kampanie wyborczą do pojedynku Narendra Madi – Rahul Ghandi. Prasa i telewizja to podchwytują, ponieważ taki pojedynek jest bardzo medialny, ale wygląda na to, że może nie być decydujacy.
    Pisząc o zdolności kolaicyjnej partii warto moze wspomieć o zdolności koalicyjnej dwóch głównych graczy. Tu Rahul, jako skromniejszy może przekuć to na przewagę.
    Zapewne będzie się liczył też tzw. Trzeci Front.
    Ale tegoroczne wybory mogą tez dużo zmienić w jakości indyjskiej polityki, a przede wszystkim oznaczać koniec dominacji w niej rodziny Nehru-Ghandi. Rahulowi Ghandiemu wyzwanie w jego okręgu rzucił człowiek z AAP. Okręgi są jednomandatowe. Co bedzie, jeżeli Rahul przegra?
    Coraz częściej słychac krytykę „dynastyzmu” w Kongresie. Oczywiście są i akolici głoszący peany do granic absurdu, jak pewien urzędnik, który zobowiązał się raportować Rahulowi bezpośrednio swoje działania, do czego według hierarchii administracyjnej prawa nie ma, ale pytania o kierownictwo w Kongresie też się pojawiają.
    Jeżeli nawet Kongres utrzyma władzę, to raczej będzie to „trudny” sukces (celowo nie użyłem słowa zwycięstwo) i chyba można spodziewać się osłabienia pozycji rodziny Ghandich.
    Ponadto chyba nie ma co liczyć na znakomite gospodarczo lata 2004-2009. A sojusze mogą oznaczać też nieprzyjemne kompromisy. Przypominam skandal 2G.

    • Chociaż ,,fala Modiego” wydaje się zewsząd rosnąc, nadal podtrzymuję stwierdzenie, że bez szerszych możliwości koalicyjnych NDA może uzyskać najlepszy wynik, ale niekoniecznie większość mandatów.
      I jako update powyższego tekstu – możliwości koalicyjnie NDA zaczęły się trochę poprawiać:
      – TDP z Andhra Pradeś zapowiada rychłe sojusz wyborczy z NDA (ale jakoś formalnie to nie nastąpiło)
      – Lok Janshakti Party z Biharu, na czele z Ramem Vilasem Paswanem, dołączyła do NDA
      – zgodnie z zapowiedzią, w Tamilnadu grupa małych partii – MDMK, PMK, IJK, KMDK, dołączyły do NDA.
      Ale żadnego z tych wydarzeń nie uznałbym za przełom. Dolączenie TDP będzie najważniejsze, ale ciągle nie nastąpiło. LJP to obecnie trzecia siła w Biharze, znacznie słabsza od pozostałych dwóch lokalnych partii. Te cztery partie w Tamilnadu są małe, w Lok Sabsze obecnej kadencji tylko MDMK ma jednego posła, reszta nie ma ani jednego. Ale zawsze to jakieś wsparcie dla BJP, które w Tamilnadu jest niemalże nieobecne, lepszy zawsze jeden czy jakieś trzy mandaty niż żaden.

      Z wydarzeń może nie aż tak ważnych dla faktycznego formowania się koalicji i losowych,, ale wpływających na pewną ogólną atmosferę wokół wyborów
      – znany pisarz i dziennikarz, z urodzenia muzułmanin, M.J. Akbar, przystąpił do BJP i zaczął chwalić Modiego (10 lat temu należał do Kongresu)
      – co najmniej równie znany pisarz i dziennikarz, sikh, Khushwant Singh, zmarł (w wieku 99 lat). Był od bardzo wielu lat znacznie bliższy Kongresowi niż BJP, wręcz przeciwnikiem tych ostatnich.
      – jeden poseł w Uttarakhandzie i trzech w Dźharkhandzie przeszło z Kongresu do BJP i ponoć to zapowiedź wiekszego przepływu, ale chyba za wcześnie, by wyrokować.

      Natomiast wydarzeniem o ogromnym znaczeniu jest fakt, że Narendra Modi zdecydował się kandydować nie ze swojego rodzimego Gudźaratu (chyba że będzie kandydować z dwóch okręgów, co jest możliwe), ale z Waranasi. I usłyszwszy to, to samo zdecydował się uczynić… Arvind Kejriwal. I nagle zaczął mówić, że ważniejsza od jego zwycięstwa jest klęska Modiego. Po raz kolejny kompletnie nie przewidziałem zachowania Kejriwala. Dlatego absolutnie nie podejmuję się przewidzenia wyniku starcia Kejriwal-Modi, poza tym, że jest jeden z najciekawszych pojedynków w jednym okręgu w historii niepodległych Indii (bo od lat w zasadzie silnych kandydatów raczej obsadza się tak, żeby nie przegrali).

      Kongres tymczasem, w sposób zupełnie dla mnie niezrozumiały, skupił się na dokończeniu kwestii Telangany, które według mnie nie tylko nie jest tak ważna dla wyborów w sensie ogólnoindyjskim jak też po prostu dla niego szkodliwa.

      @Włodzimierz Madziarz.
      Koalicję w razie czego budować będzie za kulisami i po cichu Sonia Gandhi, nie Rahul Gandhi, ale tak, ona ma możliwość zbudowania szerokiego sojuszu. Rahul – z czym się chyba Pan zgodzi, mieszkając w Indiach – jakoś rozczarowuje. Okres przedwyborczy w pełnej gorączce, Modi i Kejriwal na ustach wszystkich, a Rahul?… cóż, chyba zwyczajnie brak mu charyzmy.

      Tak, Trzeci Front i komuniści będzie kluczowi i rzeczywiście było w ostatnich tygodniach spotkanie tych partii trzeciego kręgu, niezwiązanych z BJP czy Kongresem. Ale nie wydaje się, by na razie wiele z tego wynikało. Mam wrażenie, że większość dużych i dobrze osadzonych partii po prostu siedzi sobie okrakiem i czeka na to, kto wygra i wtedy zacznie się targować. Czyli to nie tyle Trzeci Front co ławka zawodników do kupienia – za odpowiednio wysoką sume.
      Tak mi się wydaje, bo znacząca liczba ważnych partii idzie do wyborów poza jakąkolwiek koalicją – na przykład BSP w Uttar Pradeś, AIADMK i DMK w Tamilnadu. Po prostu wiedzą, że Kongres może być przegrany, ale że BJP niekoniecznie jest wygrane.

Pozostaw odpowiedź