Komentarz eksperta

K. Iwanek: Narendra Modi vs Rahul Gandhi

Zbliżające się ogólnokrajowe wybory w Indiach zapowiadają się na znacznie bardziej fascynujące niż poprzednie. Po pierwsze – dlatego, że główna partia opozycji, BJP, ma wyraźne szansę na zdobycie największej ilości mandatów, ale niekoniecznie na zebranie wystarczającej ich liczby, by uzyskać większość. Po drugie – bo walka nie toczy się już tylko między dwiema wielkimi koalicjami, z których jedna, dowodzona przez rządzący obecnie Indyjski Kongres Narodowy, ma znacznie większe szansę na przygarnięcie ugrupowań spoza tych sojuszy. Pojawił się bowiem trzeci, szybko zyskujący popularność gracz – Aam Aadmi Party, która może podebrać głosy obu sojuszom, a której zachowanie podczas budowy powyborczych koalicji trudno przewidzieć. Po trzecie – bo wybory te przypadają na apogeum sławy dwóch charyzmatycznych polityków, z których żaden nie dzierżył dotąd władzy centralnej: Narendry Modiego z BJP i Arvinda Kejriwala z AAP. Po czwarte – bo dwaj ostatni zmierzą się w jednym okręgu wyborczym: Waranasi.

Narendra Modi i Rahul Gandhi; źródło: commons.wikimedia.org

Narendra Modi i Rahul Gandhi; źródło: commons.wikimedia.org

Na zbliżające się wybory można patrzeć z kilku perspektyw. Ogólna atmosfera w kraju, narracja medialna i wyniki sondaży wydają się wskazywać na zdecydowaną przewagę partii opozycyjnych, z BJP na czele. Co do sytuacji gospodarczej, to przemawia ona na niekorzyść rządzącej koalicji, ale z kolei wprowadzone przez nią programy socjalne powinny zdobyć jej wielu wyborców (i te kwestie zasługują na osobny komentarz). Jeśli chodzi o zdolność koalicyjną, to według mnie BJP znajduje się w zdecydowanie gorszej sytuacji (co wyraziłem w tym tekście).Na kampanię wyborczą można też spojrzeć z perspektywy partyjnych gwiazd, którzy stoją na jej czele, czyli star campaigners, jak są nazywani w Indiach. Jeszcze rok temu niektórzy sprowadzali zbliżające się wybory do Lok Sabhy do pojedynku między Narendrą Modim z BJP i Rahulem Gandhi z Kongresu. Teraz jest to nieaktualne choćby dlatego, że na scenie pojawił się Arvind Kejriwal, który skutecznie zabiera pozostałym dwóm część ich czasu antenowego, ale o nim wolę opublikować osobny tekst z dwóch powodów. Po pierwsze bo za każdym razem, kiedy zamierzam go skończyć, Kejriwal robi coś, co mnie zaskakuje i zmusza do rewizji poglądów. Po drugie, bo mimo to dalej uważam, że najważniejsza walka rozegra się między BJP a Kongresem, a AAP Kejriwala uzyskać istotną pozycję, ale na razie jeszcze nieporównywalną ilościowo z wynikami tamtych wielkich dwóch ugrupowań.

Porównywanie kandydatów na premiera jest oczywiście dalekim uproszczeniem, zwłaszcza w kraju o tak istotnych układach lokalnych i ordynacji jednomandatowej. Z drugiej strony, zalety i wady polityka robiącego za twarz partii są ważnym aspektem. Widać to chociażby po tym, jak w każdych indyjskich wyborach kandydat z danego okręgu pokazywany jest na plakacie w towarzystwie przywódcy, a ten ostatni winien wypowiedzieć się publicznie o zaletach co najmniej niektórych kandydatów. To jest dwustronna gra – sposób postrzegania Modiego i Gandhiego wpływa na to, jak wyobrażane jest ich ugrupowanie, a wpadki i sukcesy ich partii kształtują po części ich wizerunek. W wypadku tych dwóch ich osoby pod pewnym względami wręcz symbolizują różnice między politycznymi ugrupowaniami, do których należą.

63-letni Modi ma znaczne doświadczenie administracyjne, od kilkunastu lat rządzi stanem Gudźarat. 43-letni Rahul Gandhi ma kilkuletnie doświadczenie w działaniu w strukturach partyjnych (to doświadczenie Modi uzyskał jeszcze wcześniej, w latach 90. w swoim rodzimym Gudźaracie).  Modi potrzebował lat, by przebić się do ścisłego przywództwa swojej partii. Rahul Gandhi ma za to niepodważalną pozycję w swoim ugrupowaniu dzięki temu, że jest synem jej przywódczyni, Sonii Gandhi. Równocześnie jednak na razie nie ma on żadnych osiągnięć administracyjnych. Kongres jest bowiem partią kierowaną przez polityczną dynastię Nehru-Gandhi, w BJP zaś takiej wiodącej rodziny nie ma. Równocześnie jednak Modi to król z manierami: nie może być drugi, nie znosi sprzeciwu i rządzi twardą ręką. Jeszcze nieraz może wejść w konflikty ze strukturami własnego ugrupowania i nie będzie tu żadnej partyjnej matki czy ojca, którzy mogliby go utemperować. Rahul Gandhi to królewicz szykujący się do swojej intronizacji w cieniu królowej-matki. Jak dotąd nic nie wiadomo o konfliktach, w jaki byłby zaangażowany. Raz jeden wykazał się publicznym sprzeciwem wobec swojej matki, drąc publicznie ustawę przegłosowaną przez jego własną partię (ów akt prawny dopuszczał do kandydowania osoby, na których ciążą zarzuty w sprawach sądowych). Jednakże ten jeden czyn najwyraźniej nic nie zmienił, ani politycznie i wizerunkowo, ani interpersonalnie. Z drugiej strony, właściwe doświadczenie przywództwa jest dopiero przed Rahulem.

Radykalny i wywodzący się ze środowisk hinduskich nacjonalistów Narendra Modi wywołuje skrajne emocje; jedni go wielbią, inni nienawidzą. Bardziej stonowany Rahul Gandhi jest być może szerzej akceptowany przez nie-hindusów, ale nie stworzył sobie tak wyrazistego image. Modi potrafi przemawiać i używać dosadnego języka; Rahul Gandhi nieprzesadnie wykazał się dotąd jako orator. Na Modim cieniem kładą się wymierzone w muzułmanów gudźarackie zamieszki z 2002 r., Rahula Gandhiego nie prześladuje żaden upiór przeszłości. Wizerunek Modiego trochę oddziela go od szarego obywatela. Zapracowany premier stanu podczas kampanii wyborczej przemawiał z ekranu, a z Gudźaraktczykami rozmawia dużo, ale głównie poprzez e-maile (ale ponoć poświęca na to dwie godziny dziennie). Rahul Gandhi stara się być w różnych miejscach, gdzie cierpią prości ludzie, rozmawia z nimi twarzą w twarz. Ascetyczny i dbający o ubieranie swoich działań w sanskryckie terminy Modi jest pewnie lubiany przez kasty wyższe, Rahul Gandhi stara się przemawiać do kast niższych. Z drugiej strony, to Narendra Modi do wszystkiego doszedł w życiu sam – kiedyś pracował jako sprzedawca herbaty na stacji kolejowej, podczas gdy Rahul Gandhi za pieniądze rodziców studiował m.in. na Harwardzie.

Za Rahulem Gandhim stoi największa i najbardziej doświadczona partia Indii, przemawia też za nim fakt, że reprezentuje najsłynniejszą polityczną dynastię w tym kraju, która uważana jest przez część społeczeństwa i koalicjantów za ostoje sekularyzmu. Za Modim stoją RSS i BJP – radykalna, ale przez wielu znienawidzona organizacja hinduskich nacjonalistów i jej partia, od lat szukająca pomysłu na swoją strategię. Z drugiej strony, BJP w Gudźaracie – a właściwie Modi w Gudźaracie – prezentuje się jako osoba świetnie dbająca o rozwój gospodarczy i sprawny zarząd. Modi w pojedynkę dokonał czego, czego nie potrafiła cała jego partia – odwrócił oczy elektoratu od jej kontrowersyjnej ideologii, skupiając je na jednym, wypisanym na swoich sztandarach słowie: ,,rozwój’’. Indyjski Kongres Narodowy ma od dziesięciolecie gotowy i szeroko akceptowany wizerunek: obrońcy biednych i mniejszości, stróża podtrzymującego pokój między wspólnotami i świecki charakteru państwa. Jednakże image ten cierpi ze względu m.in. na przeszłe afery korupcyjne i zwalniającą od zeszłego roku gospodarkę, a Rahul Gandhi nie potrafił temu wizerunkowi dodać własnego blasku.

W Indiach kampania wyborcza już się toczy i wydaje się, że Narendra Modi swoją charyzmą dalece przyćmił Rahula Gandhiego. Maharadża z Gudźaratu stanie jednak teraz przed najtrudniejszym zadaniem – musi odłożyć na bok swoją bezkompromisowość i osiągnąć porozumienie z potencjalnymi koalicjantami, a to może być dla niego niewdzięczne zadanie. Rahul Gandhi o ten aspekt nie musi się martwić – ekspertką od montowania koalicji jest jego matka, Sonia Gandhi, i to ona w razie czego zbuduje powyborczy układ. Przynajmniej w tej jeden kwestii Modi i Gandhi są podobni – obaj są chwilowo swoim ugrupowaniom potrzebni przede wszystkim do kampanii wyborczych, ale pozakulisowe negocjacje powinni raczej zostawić innym.

Jaki będzie wynik wyborów parlamentarnych w Indiach? Weź udział w ankiecie!

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Narendra Modi vs Rahul Gandhi Reviewed by on 1 kwietnia 2014 .

Zbliżające się ogólnokrajowe wybory w Indiach zapowiadają się na znacznie bardziej fascynujące niż poprzednie. Po pierwsze – dlatego, że główna partia opozycji, BJP, ma wyraźne szansę na zdobycie największej ilości mandatów, ale niekoniecznie na zebranie wystarczającej ich liczby, by uzyskać większość. Po drugie – bo walka nie toczy się już tylko między dwiema wielkimi koalicjami,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • KOMENTARZ USUNIĘTY ZE WZGLĘDU NA ARGUMENTACJĘ AD PERSONAM

  • Znakomite porównanie obu postaci.
    Słusznie Pan zauważył, Panie Krzysztofie, że Kongres wydaje się mieć większą „zdolność koalicyjną” , więc wynik wcale nie jest pewny.

    Obecne wybory zdaja się przypominać pojedynek pomiedzy nimi, choć to duże uproszczenie. Niemniej wszędzie widać plakaty Modiego lub Rahula Ghandiego, a „w tle” lokalny kandydat. To samo w reklamach wyborczych w gazetach. Sprowadzenie kampanii do pojedynku tych dwu osób jest na pewno korzystne dla BJP, gdyż Modi mimo swoich „ciemnych kart” (zależy też dla kogo i jak są ciemne) reprezentuje modny dziś i poważany tyf self made mana.

    Co z Kejrivalem? Chyba jego sukces w Delhi przerodził się w porażke, po tak tylko można tłumaczyć dymisję po 45 dniach. Przypominam sobie Mayawati w 2009 r. Historia bardzo podobna. Zwycięstwo w wyborach lokalnych w 2007, brak sukcesów w wyborach lokalnych 2008 – 2009 i porażka w ogólnokrajowych w 2009. Potem klęska nawet w w jej „własnym” Uttar Pradesh. Nie chcę już przekreślać Kejrivala i AAP, ale coś moze być na rzeczy. Tak na wszelki wypadek Kongres i BJP zgodnie zarzucają kandydatom AAP brak kompetencji.

    Modi, jak Pan zauważył jest kojarzony z RSS. Ale sam stara się pokazać jako osoba mająca na celu dobro nie tylko Hindusów. Po ataku na studenta z North Eastu on pierwszy spotkał się z nim i taki akt określił jako niedopuszczalny, kiedy Kejrivala to chyba niespecjalnie nawet zaintetresowało. Nie przypominam sobie, aby pozwolił sobie osobiście na jakiekolwiek „wycieczki” atakujące inne religie, kulturę, itp., co zdarzało się innym działaczom BJP, czasem wręcz do granicy absurdu.

    Kampania Kongresu wydaje się bardzo anemiczna. Czasem przypomni się jakaś sprawa z przeszłości, czasem ktoś próbuje przekonać czytelników, że Gujarat, to nie jest kraj mlekiem i miodem płynący. Chwilami odnosze wrażenie, że Kongres nie wierzy w zwycięstwo.

    Jako riposta trafiają się ataki na Nehru, jakoś dziwnym trafem włąśnie teraz opublikowano raport wskazujący błędy Nehru jako główną przyczynę porażki w 1962 r.

    Kilka innych spraw pokazujących zmieniającą się kulturę polityczną kraju:

    W kampanię zaangażowali się celebryci, choć nie jest to skala polska. Choć nie jestem pewien, czy to akurat postęp.

    Starano się usprawnić uzyskanie kart do głosowania (tzw. Voter Identity Card), szczególnie przez ludzi młodych, których duża liczba z powodów proceduralnych jest odsunieta od wyborów. Ale dla mojej żony było to w zasadzie nieosiągalne. Wyjazd z Delhi do Guwahati, czy Imphal, z dzieckiem. Nie dało rady. Ale jakiś tam postęp jest.

    Ciekawe, że prasa nie podaje, ile spraw kryminalnych mają kandydaci na deputowanych, co skrupulatnie robiła. Może zresztą to się jeszcze pojawi, wraz z wyborami w kolejnych stanach.

    Przeciwnicy sie atakują, ale w sposób bardziej zawoalowany niż w Polsce i trzeba mocno śledzić wydarzenia, aby zorientowac się o co chodzi. Nie ma jakże łatwego i prostego zarzucania agenturalności, czy czegoś podobnego.

    Mało się mówi o polityce zagranicznej. To chyba dla wszystkich trudny temat ze wzgledu na elektorat. BJP nie wytknęło Kongresowi „wojny dyplomatycznej” z USA, która wywołał zresztą nie Kongresa, a grupa urzędników z indyjskiego MSZ.

    Dla głównych uczestników są to wybory bardzo ważne, byc może gra o wszystko i nie za bardzo mogą sobie pozwolić na porażkę.

    Za 5 lat Modi będzie miał 68 lat. Kampanie są intensywne i w lecie. Trudno powiedzieć, czy po porażce za 5 lat BJP wystawiłoby go ponownie i czy dałby radę w tak intensywnej kampanii.
    Jeżeli Kongres przegra, to mogą pojawić się pytania, o zasadność dziedzicznej władzy rodziny Nehru-Ghandi. Na pewno zmeiniłoby to indyjską scenę polityczną, pozycje rodziny raczej też, a sytuację Rahula Ghandiego na pewno. Gdyby tak się nie stało, to z kolei dla niego akurat 5 lat nie stnowi problemu.

    Te wybory to bedzie „dobra walka”, ale chyba nie będzie takiego widowiska, jak w kilka miesięcy temu w Delhi.

Pozostaw odpowiedź