Indie

K. Iwanek: Największy pomnik… polityki historycznej. Narendra Modi jak V. Patel

W  indyjskim stanie Gudźarat powstaje największy pomnik świata. Ma mierzyć 182 metry, dzięki czemu przewyższy Wielkiego Buddę z Lushan i Statuę Wolności. Do pracy zatrudniony został inny gigant: amerykański koncern Turner Construction, mający na swoim koncie m.in. najwyższy budynek świata, Burj Khalifa. Pomnik upamiętni działacza niepodległościowego i pierwszego ministra spraw wewnętrznych niepodległych Indii, Vallabhbhaia Patela (1875-1950). Czy zmarły 63 lata temu Patel potrzebuje teraz nagle aż takiego wywyższenia? Jego imię nosi wiele miejsc w Indiach, łącznie ze sztucznym zbiornikiem wodnym, nieopodal którego pomnik stanie.[1] Nasuwa się myśl, że komuś teraz taki gest jest potrzebny. Czyż w exegi monumentum chodzi o owo budowane monunentum czy raczej o exegi, w której to formie ukryta jest pierwsza osoba, czyli postać budującego? Myśl to tym bardziej uporczywa jeśli pamięta się, że w przyszłym roku Indie czekają walne wybory.

Narendra_Modi_2

Narendra Modi; commons.wikimedia.org


Vallabhbhai Patel był politykiem Indyjskiego Kongresu Narodowego w okresie walki o niezależność, a w końcu niepodległość Indii. W dziedzinie działalności społecznej i politycznej był uczniem Gandhiego, a następnie jego wieloletnim towarzyszem i zdobył bezcenne doświadczenie przy współorganizacji gandyjskich satjagrah. Patel wykazał się między innymi umiejętnością twardego i skutecznego prowadzenia rokowań; z czasem posyłano go do najtrudniejszych negocjacji (np. do rozmów ze strajkującymi żołnierzami sił morskich). W 1946 r., tuż przed odejściem Brytyjczyków  utworzono tymczasowy rząd, który w następnym roku stał się pierwszym rządem niepodległych Indii. Patel otrzymał w nim teki wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych. W tej funkcji musiał zmierzyć się z największymi wyzwaniami w swoim życiu. U progu niepodległości w Indiach funkcjonowały setki półzależnych państw, tzw. księstw (princely states), które z punktu widzenia Brytyjczyków miały w momencie ich odejścia stać się niepodległe. W praktyce udało się niemal wszystkie z tych, które znalazłyby się w otoczeniu nowego indyjskiego państwa, przekonać do akcesji. Ogromną rolę bez wątpienia odegrał tu nieugięty Patel i dużo wskazuje na to, że negocjacje niejednokrotnie przybierały formę mocnych nacisków. Zaraz potem, wbrew obietnicom złożonym monarchom, ich terytoria połączono administracyjnie z sąsiednimi terytoriami Indii, likwidując polityczną odrębność ,,księstw’’. I nad tym procesem pieczę pełnił Patel. Wreszcie, w wypadku ,,księstwa’’ Hajdarabad negocjacje toczyły się przez rok i znowu to właśnie Patel przeciął gordyjski węzeł przeprowadzając zbrojną aneksję, której obawiali się inni czołowi politycy, w tym łagodny premier Nehru. Ocena osiągnięć Patela na tych polach zależy od punktu widzenia, ale każdy zgodziłby się, że, na dobre i na złe, był jednym z najtwardszych ministrów w rządzie.

I tu dochodzimy do kluczowej sprawy: porównania Patela z innymi wiodącymi politykami tamtych czasów. Od momentu uzyskania niepodległości najważniejszą partią w kraju był niepodzielnie rządzący Indyjski Kongres Narodowy. Jego trzema kluczowymi politykami byli premier Jawaharlal Nehru, wicepremier V. Patel i oczywiście Mahatma Gandhi. Ten ostatni, jak miał w zwyczaju, nie piastował żadnego stanowiska w rządzie, ale wywierał ogromny wpływ na partię i opinię publiczną. Nehru, Patel i Gandhi do tego momentu połączeni byli działaniami niepodległościowymi. Jednakże teraz, jak u Słowackiego, na okrzyk ,,Indie’’ odezwał się głos pytający: ,,Jakie?’’. Wówczas bardziej niż wcześniej towarzysze broni odczuli, jak wiele ich różni. Każdy  z nich miał osobną wizję powstającego państwa. Można powiedzieć, że ta trójca symbolizowała nie tylko trzy stronnictwa w partii, ale trzy stanowiska w polityce i społeczeństwie indyjskim.

W polityce międzynarodowej Nehru był zwolennikiem zbliżenia się do obozu sowieckiego, Patel – do obozu zachodniego. Gandhi o sprawach międzynarodowych wypowiadał się mniej, zasadniczo jednak byłby zwolennikiem neutralności i pacyfizmu. Patel i Nehru chcieli rozwoju gospodarczego Indii. Nehru upatrywał na to szansy w industrializacji. Temu przeciwny był Gandhi, w ogóle odrzucający ideę postępu polegającego na wypieraniu pracy rąk ludzkich przez maszyny. Nehru chciał oprzeć ów rozwój na siłach państwowych, podczas gdy Patel zostawiłby więcej swobody firmom prywatnym. I Nehru i Gandhi byli zwolennikami sprawiedliwości społecznej, która musiałaby opierać się między innymi na odebraniu znacznych włości wielkim właścicielom ziemskim. Tu Nehru uznawał interwencję państwa za uprawnioną i niezbędną, chociaż Gandhi wolałby, by taki proces dokonał się ochotniczo. Patel z kolei uważał, że idea równości nie może przeważyć nad ideą własności. Innymi słowy,  państwo nie powinno mieć za szerokiego prawa do konfiskaty, bo to oznaczałoby przesadny interwencjonizm, nawet jeśli ziemi potrzebują niezliczeni biedni a nieliczni bogaci mają jej w bród. Nehru i Gandhi byli pacyfistami, chociaż nie bezwarunkowymi: uważali użycie przemocy za ostateczność. Patel był bardziej skłonny jej używać, co pokazał nie tylko przykład zajęcia Hajdarabadu, ale jego bardziej bojowej postawy w stosunku do Pakistanu i Chin. Nehru i Patel byli pod wieloma względami zafascynowani brytyjskością, Gandhi odrzucił tę fascynację wiele lat wcześniej. Gandhi nie chciał w ogóle widzieć wpływów brytyjskiej kultury w Indiach, Nehru uważał je za pod wieloma względami pozytywne, ale na przykład już aparat urzędniczy chciał radykalnie przebudować, czemu jednak sprzeciwił się Patel. Społeczny program Nehru był progresywny; Patela z można nazwać hinduskim konserwatystą. Gandhiego w bardzo wielu względach też, acz jego poglądy nie dają się tak łatwo zaszufladkować. Patel był na przykład przeciwny nadaniu różnych praw indyjskim kobietom, co było jedną z głównych idei premiera Nehru i tego w końcu dokonał. W przeciwieństwie do ateistycznego Nehru, Gandhi i Patel byli wierzącymi hindusami W wypadku Gandhiego nie kolidowało to z zabieganiem o jedność hindusko-muzułmańską, natomiast Patel pod koniec życia coraz widoczniej okazywać niechęć wobec muzułmanów.

Tak się jednak złożyło, że Gandhi został zamordowany pół roku po uzyskaniu przez Indie niepodległości, Patel zaś zmarł dwa lata po Gandhim. Na placu boju pozostał Nehru, który poprowadził kraj ku socjalizmowi. Jak wyglądałyby Indie, gdyby Gandhi i Patel pożyliby dużo dłużej? Jak dogadywaliby się i która wizja przeważyłaby w tych różnych kwestiach? Czy np. Gandhi byłby w stanie spowolnić industrializację dokonywaną przez Nehru, albo Patel przygotowałby Indie lepiej na konflikty z Chinami i Pakistanem w latach 60.? Tego się nie dowiemy, ale można powiedzieć, że duch dwóch zmarłych polityków unosił się nad indyjską polityką dużo dłużej. W wypadku Gandhiego jest to tyle mało zaskakujące, że nie tylko stworzył on bardzo oryginalną filozofię społeczną i miał poparcie mas, ale też jego partia – Indyjski Kongres Narodowy – zadbała o zbudowanie wokół jego postaci kultu. Brzydko mówiąc, gandyzm jako droga polityczna nie miał już takiego wsparcia rządu, ale pozostał fasadą przydatną do budowy tożsamości narodowej, podczas gdy przez pierwsze dziesięciolecia w istocie triumfowała ideologia Nehru. Postać Patela, tak krytycznego w stosunku do Nehru,  nigdy nie została otoczona aż taką  państwową adoracją. [2]

I to z owego zaniedbania postaci Patela w polityce historycznej skorzystał teraz Narendra Modi, premier stanu Gudźarat i kandydat na premiera Indii, pod którego auspicjami powstaje ów gigantyczny pomnik ku czci Patela.[3] Zwróćmy uwagę na podobieństwa. Patel był, a Modi jest Gudźaratczykiem. Obydwu łączy krytyka przesadnego państwowego interwencjonizmu. Modi, tak jak niegdyś Patel, jest zwolennikiem bezkompromisowych rządów silnej ręki, tak w kraju jak i w stosunkach międzynarodowych.  Modi należy do BJP, głównej partii hinduskich nacjonalistów i do RSS, głównej organizacji hinduskich nacjonalistów. Patel należał do Kongresu, ale po niepodległości dał się pokazać jako osoba bliska poglądom hinduskich nacjonalistów. Kiedy Gandhi został w styczniu 1948 r. zamordowany przez hinduskiego nacjonalistę, RSS zdelegalizowano na rozkaz Patela, ale także zalegalizowano rok później dzięki jego wstawiennictwu.  Jest to jednak podobieństwo dalekie i takie, do którego Modi wolałby się raczej nie przyznawać. Premier Gudźaratu jest podejrzewany o co najmniej bierność podczas rzezi muzułmanów w jego stanie w 2002 r.; na Patelu ciąży tylko oskarżenie o traktowanie wyznawców islamu z nieufnością. Modi odwołuje się do postaci Patela świadomie i w przemyślany sposób. Niedawno na wiecu w mieście Hajdarabad Modi nie tylko przypomniał, że przyłączenie księstwa Hajdarabad było dziełem Patela, ale dodał, że on sam urodził się dokładnie w rok po tym, jak Patel tego dokonał. Budując pomnik Patelowi, Modi buduje go również sobie. Narendra Modi obiecuje Indiom, że będzie nowym Vallabhbhaiem Patelem.

Modi już nieraz dał się pokazać jako mistrz politycznego PR-u i ten pomysł również może przynieść mu kilka korzyści. Po pierwsze, niejeden Indus rzeczywiście marzy o nowym Patelu. Wielu obywateli Indii jest zmęczonych rosnącym rozdrobnieniem sceny politycznej, ciągłymi koalicyjnymi rozgrywkami. Postać Patela, który przekonał setki władców by zaakceptowali podporządkowanie się jednemu państwu, może tu wywoływać sympatię, czy wręcz nostalgię. Modi zaś to autokrata, który niszczy wszelką konkurencję, ale dzięki temu wydaje się oferować sprawniejszy model zarządzania państwem. Reprezentanci klas średnich i wyższych krytykują rozrastający się program socjalny; socjalizm krytykował też Patel. Tymczasem Modi to ulubieniec  wielkich prywatnych koncernów.

Po drugie, sama budowa statuy jest tak zaplanowana, by stać się elementem kampanii przed przyszłorocznymi wyborami. Pomnik otrzyma nazwę Statuy Jedności i bez przerwy powtarza się przy tej okazji zasługi Patela w unifikowaniu Indii.  Konstrukcji towarzyszyć ma gromadzenie kawałków żelaza ze wszystkich indyjskich wsi (dodajmy, że na Patela mówiono Loh Purusz – Żelazny Człowiek). Podobnie planuje się, by zdjęcia sarpańćów, przywódców rad kastowych ze wszystkich wsi, zostały potem zamieszczone wewnątrz potężnej budowli. Jest jasnym, że statua nie będzie ukończona przed wyborami roku 2014 i że ten złom, który pozbierany zostanie z różnych siół (i to na pewno nie wszystkich), nie odegra kluczowej roli w procesie konstrukcyjnym. Pamiętajmy, że dotąd Modi rządził tylko w swoim rodzimym stanie: Gudźaracie. Teraz dąży do stania się premierem Indii, ale przejście od popularności regionalnej do ogólnokrajowej wymaga ogromnego wysiłku i charyzmy. Nie ma dla mnie wątpliwości, że w całej kampanii kolekcjonowania żelastwa chodzi tak naprawdę o to, by Narendra Modi mógł po raz pierwszy wysłać swoich ludzi po całym kraju.

Po trzecie, odwołując się do postaci Patela, Modi daje hinduskim nacjonalistom nowego bohatera i w pewnym sensie zabiera go przeciwnikowi. Patel wszak należał do Indyjskiego Kongresu Narodowego, czyli największego rywala BJP, partii Narendry Modiego. Hinduscy nacjonaliści spod znaku BJP i RSS dotąd w swojej polityce historycznej odwoływali się do postaci ze swojego nurtu ideologicznego. Za swoich rządów nazwali np. jedną z ulic w Delhi imieniem K.B. Hedgewara, założyciela RSS, a lotnisko na Andamanach imieniem V.D. Savarkara, twórcy ideologii hindutwy, to jest hinduskiego nacjonalizmu. Jednakże ta ideologia, wraz z jej architektami, jest kontrowersyjna i nie ma tylu zwolenników ilu potrzeba do wygrania wyborów. Postać Patela nie zastąpi hinduskim nacjonalistom ideologii, bo Patel takowej nie stworzył, ale będzie szerzej akceptowanym symbolem, który może pomoc gromadzić elektorat poza środowiskami radykalnych hindusów. Patel nie kojarzy się z tym wszystkim, za co hinduscy nacjonaliści są krytykowani: międzyreligijnymi walkami, obsesją na punkcie muzułmanów i Pakistanu czy zabójstwem Gandhiego. Poza tym, przypominając o Patelu, Modi pośrednio uderza w Indyjski Kongres Narodowy. Przywołując wypowiedzi Patelu z pewnością odświeży się całą krytykę, jaką Patel kierował pod adresem premiera Nehru. Patel był w pewnym sensie odwrotnością Nehru i to nie tylko politycznie, ale i z charakteru. Równocześnie  Kongres do dzisiaj podpisuje się pod ideologią Nehru, a partią kierują jego potomkowie (Sonia Gandhi, czy synowa córki Nehru, a w przyszłości Rahul i Priyanka Gandhi, prawnuki Nehru).

Po czwarte, budując pomnik Modi zwraca na siebie uwagę opinii międzynarodowej. Nazwa Statua Jedności jest wyraźnym nawiązaniem do Statuy Wolności. Modi zresztą wciąż powtarza, że jego dzieło będzie wyższe od symbolu Stanów Zjednoczonych. Premier Gudźaratu prezentuje się światu jako gospodarz bogatego regionu, który stać na taki wydatek i polityk z kraju, który gotowy jest rywalizować z innymi państwami bez wstydu. Ponadto, oskarżenie o  współorganizację lub ignorowanie rzezi na muzułmanach ciążące na Modim sprawiło, że swego czasu nie otrzymał wizy do Stanów Zjednoczonych i niechętnie też widzieliby go u siebie Brytyjczycy. Teraz trudniej im będzie się od niego odwrócić, nie tylko dlatego, że skutecznie od lat poprawia swój image i przyciąga zagraniczne inwestycje, ale też dlatego, że za pomocą konstrukcji pomnika zapewnił lukratywny kontrakt wielkiej amerykańskiej firmie budowlanej.

Uprawianie polityki historycznej nie jest czymś nowym w Indiach. Modi podąża tu utartym i sprawdzonym szlakiem. Wspomniałem już o tym, że po śmierci Gandhiego – a doszło do niej wkrótce po uzyskaniu przez Indie niepodległości – rząd Kongresu otoczył postać Mahatmy państwowym kultem (bo kult społeczny i tak już istniał). Imieniem Gandhiego nazwano główne ulice w wielu miastach, ustawiono mu liczne pomniki i zamieszczono jego oblicze na każdym banknocie (ciekawe, co na to powiedziałby wyzbyty materializmu Mahatma…). Podobnie na przykład Bahujan Samaj Party, ugrupowanie opierające się m.in. na elektoracie niedotykalnych, upamiętniało na piedestałach postać Bhimrao Ambedkara, najsłynniejszego niedotykalnego działacza i polityka. Pomysł Modiego jest oryginalny tylko dlatego, że sięgnął do postaci z teoretycznie obcej mu tradycji politycznej a także dlatego, że wyniósł politykę historyczną dosłownie na nowe wysokości.

Oczywiście samą budową pomników wyborów się nie wygrywa, a i cały pomysł Modiego może nie wypalić. Kongresowi specjaliści od spinu będą się teraz dwoić i troić, by wydobyć komentarze Modiego na tematy miłe hinduskim nacjonalistom. W ten przypomną o jego radykalizmie, przez co zostałby wypchnięty spod szyldu Patela z powrotem do wąskiej przegródki hinduskiego nacjonalizmu. Ponadto, skuteczne może się okazać wypominanie kosztów przedsięwzięcia. Projekt Statuy Jedności bez wątpienia rozsławia Indie na świecie, ale ma kosztować około 300 milionów dolarów. Tymczasem w Indiach żyją rzesze ubogich ludzi, w tym również w zarządzanym przez Modiego Gudźaracie. Jest też jeszcze jedno podobieństwo między dwoma politykami. W przeciwieństwie do Gandhiego i Nehru, Patel był, a  Modi jest raczej pragmatycznym administratorem niż myślicielem. Patel zajmował stanowisko w wielu sprawach, ale nie stworzył własnej filozofii. Podejrzewam, że nikt nie wyłuska z pism Patela tylu przemyśleń, by stworzyć cokolwiek więcej niż pozory nowego nurtu w polityce.  Wreszcie, do postaci Patela może teraz mocniej odwoływać się Kongres, który ma większe prawo ten symbol ,,posiadać’’ i w ten sposób zapobiegnie jego zawłaszczeniu przez Modiego. A jeśli osnuwający się wokół postaci Patela plan spali na panewce,  najwyższy pomnik świata okaże się tylko tym, czym w istocie jest: symbolem i miarą wybujałych ambicji Narendry Modiego.


[1] Pomnik ma powstać na wyspie na rzece Narmada. Wpływa ona do sztucznego zbiornika wodnego nazwanego Sardar Sarovar czyli Jezioro Sardara. Vallabhbhaia Patela często tytułowano bowiem Sardar (,,wódz’’).

[2] Jako dowód tego, jak kolejne rządy Kongresy pozostawiały na boku postać Patela można podać fakt, że pod auspicjami państwowymi wydano dzieła zebrane Gandhiego i Nehru, ale nie Patela. O wydanie listów Patela wystarała się osoba prywatna: pendżabski dziennikarz Durga Das. Dodajmy, że książkę Durga Dasa Indie. Od Curzona do Nehru i później wydano w Polsce. Das przedstawia tam wizję dwudziestowiecznej historii Indii w której brak gloryfikacji Nehru i Gandhiego, za to uwypuklone są właśnie poglądy bliskie Patelowi.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Największy pomnik… polityki historycznej. Narendra Modi jak V. Patel Reviewed by on 11 listopada 2013 .

W  indyjskim stanie Gudźarat powstaje największy pomnik świata. Ma mierzyć 182 metry, dzięki czemu przewyższy Wielkiego Buddę z Lushan i Statuę Wolności. Do pracy zatrudniony został inny gigant: amerykański koncern Turner Construction, mający na swoim koncie m.in. najwyższy budynek świata, Burj Khalifa. Pomnik upamiętni działacza niepodległościowego i pierwszego ministra spraw wewnętrznych niepodległych Indii, Vallabhbhaia Patela

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Avatar Wlodzimierz Madziar

    W kwestii PRu nie chodzi tu chyba o udezrenie w Kongres a bardziej w rodzinę Ghandich. Popularyzując Patela Modi w pewnym kwestionuje mandat rodziny Nehru-Ghandich do sprawowania władzy w Indiach a właściwie mierzy w swojego głównego w tej chwili przeciwnika politycznego Rahula – Ghandiego. Z opiniami, że Patel byłby lepszym premierem niż Nehru spotkałem się, np. wśród przemysłowców. Nie byli to ludzie specjalnie interesujący się historią, nie wnikam, czy mają rację, ale taka opinia funkcjonuje.
    Mamy „starcie” dwóch koncepcji Państwa. Z jednej strony człowieka, który coś zrobił, niezależnie, jak to oceniami, z drugiej dziedzica dynastii, które to „dziedzictwo” jest jedynym jego mandatem do sprawowania władzy, za to nie majacego na swoim koncie „wpadek”.
    Przypominanie o zasługach innych niż Nehru, to podważanie mandatu Kongresu i rodziny Ghandich.
    Ma Pan Panie Krzysztofie rację. Pomysł to jedno, wykonanie drugie, a wyjśc moze jak zawsze. Kongres może „odbić” Patela, wykazać wysokie koszty budowy i cała impreza może się obrócić przeciw Modiemu. Już raz to przećwiczono z pomnikami w Uttar Pradesh i panią Mayawati, chociaż Modi nie buduje pomnika sobie.
    Pomnik, jeżeli powstanie, ma dużą szansę stać się atrakcją turystyczną.

    • Avatar Wlodzimierz Madziar

      Przepraszam za liczne „literówki” w powyższym wpisie.

Pozostaw odpowiedź