Indie news,Komentarz eksperta

K. Iwanek: Jednoręki bandyta. Co wnosi aresztowanie Abdula Karima „Tundy”?

Krzysztof IwanekTen podstarzały mężczyzna o zaciętym obliczu ma poglądy zapewne nie mniej ostre niż barwa jego brody i włosów, które są płomieniście rude, bo barwione henną. Mediom ukazano go w białej kurcie-padźamie i równie białej tradycyjnej, małej czapce muzułmańskiej (topi/takija). Brak mu  lewej ręki  po tym, jak próbował domowymi metodami sklecić ładunek wybuchowy. Taki los spotkał wielu terrorystów, np. Abu Hamzę z Al-Kaidy, który w podobnym wybuchu utracił dłoń i potem w jej miejscu przymocowano mu hak w stylu pirackiego kapitana. Od tamtego wypadku Abdula Karima okrzyknięto mianem „Tunda”, czyli ,,niepełnosprawny’’, „zdeformowany”. To właśnie jego obraz wypełnia indyjskie media od piątku (16 sierpnia), kiedy ogłoszono jego pojmanie.

Abdul Karim „Tunda” ma ponad 60 lat, a indyjskie służby poszukują go co najmniej od 1993 r. Niewiele wiadomo o jego życiu. Jest indyjskim muzułmaninem, pochodzi z dystryktu Ghaziabad w Uttar Pradeś, imał się w życiu różnych prac, wciąż nie mogąc znaleźć wystarczającego zarobku na utrzymanie rodziny. W mediach spekuluje się, że zradykalizował się po tym, jak w niesławnych zamieszkach w Bhiwandi w Maharasztrze (w 1984 r.) hindusi mieli spalić żywcem jego kuzyna. Nie wiadomo jednak dokładnie kiedy Abdul Karim wszedł w kontakt z pakistańskimi służbami wywiadowczymi (Inter-Services Intelligence) i kiedy wstąpił do radykalnej i terrorystycznej muzułmańskiej organizacji Lashkar-e-Tayyiba. Organizacja ta zaczynała od antyindyjskiej działalności w Kaszmirze, a potem rozszerzyła działalność na całe Indie, twierdząc, że chce przywrócenia prymatu islamu nad tym krajem. Mimo swojego wcześniejszego, bolesnego niepowiedzenia w konstrukcji bomby, w LeT „Tunda” stał się właśnie ekspertem od ładunków wybuchowych. W 1993 r. uczestniczył w przygotowywaniu tak zwanego Czarnego Piątku (12 marca 1993 r.), czyli niesławnych wybuchów w Mumbaju, które stanowiły zakończenie ciągnących się miesiącami zamieszek hindusko-muzułmańskich (które rozpoczęło zburzenie przez radykalnych hindusów meczetu Babura w Ajodhji 2 grudnia 1992 r.). To po tych wydarzeniach zaczęto go tropić i kiedy jednego z jego współpracowników aresztowano w 1994 r. „Tunda”  zbiegł z kraju. Potem żył  najpewniej po części w Bangladeszu, a po części w Pakistanie (w tym drugim kraju z pomocą tamtejszego wywiadu osiadła jego rodzina: dwie żony i szóstka dzieci). Jednakże raz na jakiś czas musiał wślizgiwać się do Indii, gdyż większość zamachów zorganizował już po 1994 r. Na „Tundę” czeka w Indiach 21 spraw sądowych, ale podejrzewa się go o organizację ponad 40 zamachów bombowych w Indiach, w  tym w Hajdarabadzie na południu, kilkakrotnie w Delhi i innych miastach północnych Indii. On i jego podwładni mieli też bezskutecznie próbować ataku podczas Igrzysk Wspólnoty Brytyjskiej w Delhi w 2010 r. W sumie indyjskie służby uznały go za jednego z 20 najbardziej poszukiwanych terrorystów.

Same okoliczności aresztowania „Tundy” – o ile ufać relacjom z mediów –  wydają się potwierdzać pewne wysnuwane od dawna domysły co do sposobu działania sieci terrorystów muzułmańskich w Indiach. Abdula Karima aresztowano na granicy indyjsko-nepalskiej (a według innych doniesień – na lotnisku w Katmandu), a do Nepalu przybył z Dubaju, gdzie dotarł z Karaczi, podróżując na pakistańskim paszporcie na fałszywe nazwisko. Dubaj i Nepal już kolejny raz pojawiają się w kontekście podróży terrorystów z organizacji takich jak LeT. Dubaj odgrywa rolę swoistego centrum kontaktowego i przesiadkowego tak dla członków radykalnych muzułmańskich organizacji, jest też jedną z baz indyjskich mafiosów. Indyjska granica z Nepalem ciągnie się w większości przez równinę Taraj, przez bezkresne i wyglądające tak samo po obu stronach pola, gdzie brak jest wystarczającej kontroli służb granicznych. Wiele było już doniesień o przestępcach i terrorystach przemykających się tą drogą, zresztą i wjeżdżając przez oficjalne przejście graniczne z Nepalu zwraca się na siebie znacznie mniej uwagi niż gdyby się przekraczało granicę indyjsko-pakistańską.

Do mediów przenikają także pierwsze udzielone przez „Tundę”  informacje.  Prawdopodobnie okaże się on skarbnicą wiadomości o Lashkar-e-Tayyibie, aczkolwiek jak dotąd to, co ujawniono, znowu tylko potwierdza wcześniejsze podejrzenia (bo i dlaczego śledczy mieliby dzielić się naprawdę ważnymi informacjami z prasą?). Oto wybór tych ujawnionych stwierdzeń (wyróżniam je w tekście podkreśleniem):

–  W ramach swojej działalności „Tunda” miał spotkać się w 1995 r. z pakistańskim generałem Hamidem Gulem, byłym zwierzchnikiem tamtejszych służb wywiadowczych – ISI. Tymczasem  Gul oficjalnie w 1989 r. przestał być szefem wywiadu a trzy lata później przeszedł na emeryturę. Od dawna podejrzewa się, że emerytura Gula to fasada, za którą działa dalej, współpracując z pakistańskimi radykalnymi organizacjami.

– Gul miał wyjawić „Tundzie”, że pakistański wywiad masowo fabrykuje indyjskie rupie, a zyski z tego procederu przeznacza na finansowanie antyindyjskich organizacji terrorystycznych. Z tymi fałszerstwami i przemytem Nowe Delhi rzeczywiście walczy od dawna i niejednokrotnie przemytników łapano na rzeczonej granicy indyjsko-nepalskiej.

–  Takich trójstronnych związków między oficerami ISI, organizacjami terrorystycznymi i siatkami przestępczymi jest zresztą więcej. Jak miał wyznać „Tunda”, indyjski gangster Dawood Ibrahim, główny organizator zamachów w Mumbaju w 1993 r., żyje w Karaczi pod ochroną pakistańskiego wywiadu – ISI (co też Indie od dawna twierdziły, a Pakistan zaprzeczał).

– W podobny sposób oficerowie ISI udzielają wsparcia organizacjom terrorystycznym. Skądinąd wiadomo, że chociaż LeT została zdelegalizowana w Pakistanie za dyktatury Musharrafa, w rzeczywistości działa dalej, a jej przywódca, Hafiz Muhammad Saeed żyje na wolności w Pakistanie. Istnieją dowody na udział Saeeda w organizację zamachów w Mumbaju w 2008 r. (uzyskano nagranie, gdzie słychać jego głos).  Jednakże według informacji ,,Tundy’’ – i to jest zapewne najbardziej wartościowa dana, jaką dotąd ukazano – Saeed jest już jedynie swoistym mentorem dla LeT. Właściwym organizatorem działalności tego ugrupowania jest obecnie Zaki-ur-Rehman Lakvhi. Chociaż Lakhvi przebywa w pakistańskim więzieniu, według ,,Tundy’’ steruje stamtąd całą LeT (co oznacza, że jego aresztowanie było równie wielką fasadą jak delegalizacja LeT).

Dlaczego „Tunda” to wyjawił? Jak sam twierdzi, próbował zajść wyżej w strukturach LeT, ale nie dopuszczał do tego Saeed; „Tunda” nie lubi się także z Lakhvim. Wrogość „Tunda”-Lakvhi jest podobna znana służbom indyjskim skądinąd. Być może teraz „Tunda” będzie się mścił na Lakhvim jedyną bronią jaka mu została – zeznaniami przed indyjskimi oficerami. Ale to oznacza, że trzeba być ostrożnym w ocenie jego wypowiedzi i to podwójnie. Po pierwsze, jeśli dyktuje je zwykła, niska chęć szkodzenia dawnym rywalom, to nie musi mówić prawdy; po drugie, w ogóle nie musi mówić prawdy, nawet mówiąc o swoim stosunku do z Lakhviego – to po prostu może być postawa wobec śledczych, np. po to, by uniknąć tortur (czyli „Tunda” mógł zmyślić historię o swojej personalnej zemście po to, żeby uwierzono, że praktycznie od razu chciał zeznawać).

Niezależnie od wyniku zeznań i dalszego śledztwa, aresztowanie Abdula Karima „Tundy” to bez wątpienia cios dla LeT. Pokazuje ono też, jakiego rodzaju działalność indyjskie służby powinny wzmocnić – np. kontrolę na granicy w Nepalu i współpracę ze swoimi odpowiednikami w Katmandu. Inną, palącą kwestią jest zajęcie się losem indyjskich muzułmanów – i to w sensie bytowym, a nie tylko rosnącej inwigilacji. O ile Saeed i wielu przywódców to Pakistańczycy, szeregowi członkowie ich organizacji to często zgorzkniali sytuacją gospodarczą i dotknięci przemocą międzyreligijną muzułmanie z Indii. Indyjskim muzułmaninem jest i „Tunda”, który zresztą szeregowy w LeT nie był. Z drugiej strony, zeznania terrorysty po raz kolejny dowodzą, że sukcesy organizacji antyterrorystycznych w Indiach zawsze będą ograniczone, bowiem główni organizatorzy na stałe żyją w Pakistanie i otrzymują tam od pewnych podmiotów ochronę i wsparcie.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Jednoręki bandyta. Co wnosi aresztowanie Abdula Karima „Tundy”? Reviewed by on 20 sierpnia 2013 .

Ten podstarzały mężczyzna o zaciętym obliczu ma poglądy zapewne nie mniej ostre niż barwa jego brody i włosów, które są płomieniście rude, bo barwione henną. Mediom ukazano go w białej kurcie-padźamie i równie białej tradycyjnej, małej czapce muzułmańskiej (topi/takija). Brak mu  lewej ręki  po tym, jak próbował domowymi metodami sklecić ładunek wybuchowy. Taki los spotkał

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 4

  • Avatar Wlodzimierz Madziar

    Przedwczoraj czytałem, że Tunda przeszedł dośc poważny zabieg operacyjny związany z sercem. Biorąc pod uwagę jego wiek i stan zdrowia nie wiadomo, jak bedzie wygląda proces. Zresztą trudno powiedzieć, na ile dowody okażą się „mocne” na procesie.

    • Avatar Krzysztof Iwanek

      Czyli jeszcze zafundował sobie darmowy proces na koszt indyjskiego podatnika? Cóż, i tak dostanie karę śmierci, co najwyżej wykonana zostanie za kilka lat.

      Tymczasem kilka dni temu został arsztowany Yasin Bhatkal, jeden z twórców Indian Mujahideen, również odpowiedzialny za liczne ataki. I znowu powtarzają się te same wątki
      – złapano go na granicy indyjsko-nepalskiej i po raz kolejny to dowodzi, jak łatwo ją przenikać
      – przyznał, że spotykał się z ISI w Karaczi
      – i że wiele planów ataków ustala się w Karaczi (ale też że on ćwiczył i przygotował wielu podwładnych w Nepalu)

  • Avatar Włodzimierz Madziar

    Prasa indyjska bardzo mocno akcentuje pakistańskie wątki w zeznaniach „Tundy”, szczególnie, że rośnie napięcie na granicy i wzrasta liczba incydentów. Ma Pan racje, że jednak do jego zeznań należy podchodzić z pewną rezerwą.

    • Avatar Krzysztof Iwanek

      Jeszcze Tunda przyznał, że współpracował z terrorystami z Babbar Khalsa, radykalnej organizacji walczącej o niepodległe państwo dla sikhów (Khalistan) i że wspiera ich Pakistan. Ale to znowu żadne zaskoczenie w Indiach. Można rzeczywiście obawiać się, że wyznał tylko to, co wiedział, że i tak śledczy będą wiedzieć (albo też ujawniono tylko to, co śledczy wiedzieli, że publika wie).
      Myślę, że oni sobie doskonale zdają sprawę, że trzeba podchodzić do tych zeznań z rezerwą. Cóż, może go przycisną.
      Jedyna nowość, to że przywódcą LeT jest Lakhvi, ale dlaczego Tunda mógł to powiedzieć, to już napisałem.

Pozostaw odpowiedź