Indie news,Komentarz eksperta

K. Iwanek: Hinduscy nacjonaliści w poszukiwaniu strategii: lekcja z wyborów w Karnatace

Krzysztof IwanekPiątego maja 2013 roku odbyły się wybory do zgromadzenia ustawodawczego południowoindyjskiego stanu Karnataka. Są to planowo ostatnie wybory stanowe przed walnymi wyborami ogólnokrajowymi do niższej izby indyjskiego parlamentu (Lok Sabhy), które mają odbyć się w roku 2014.[1] Przez wielu są zatem traktowane jako sprawdzian czy wręcz swoiste prawybory. Co prawda, tak nie musi być, bo każdy stan ma swoją specyfikę. To, że w stanie X dana partia Y traci popularność nie oznacza, że traci ją gdzie indziej – jest to zwyczajnie związane z rządami partii Y w stanie X, a nie w całych Indiach. Oczywiście, ci sami ludzie, którzy głosowali w stanie X na partię Y być może zagłosują na nią wkrótce w wyborach ogólnopaństwowych i to oczywiście jest ważne; na 542 posłów w Lok Sabsze 28 wybieranych jest z Karnataki, co czyni ją 8. najliczniej reprezentowanym stanem w parlamencie. Ważniejsze jest jednak co innego – jak w Karnatace sprawdziły się i nie sprawdziły pewne ogólne polityczne strategie.

Na 224 posłów zgromadzenia Karnataki najwięcej, bo 121, zdobył Indyjski Kongres Narodowy. Ta sama partia, na czele szerszej koalicji, włada obecnie całymi Indiami. Jako że jej rządy borykają się z coraz większymi problemami wizerunkowymi, karnatacka wiktoria jest znaczną pociechą. Jednakże stanowe elekcje Kongres nie tyle wygrał, co przegrała je dotychczas rządzącą w Karnatace partia – Bharatiya Janata Party.[2] Dotąd miała w zgromadzeniu stanowym 112 posłów, teraz pozostało jej jedynie 40. W parlamencie ogólnoindyjskim BJP jest główną partią opozycji. Wybory w Karnatace były zatem starciem między dwoma największymi ugrupowaniami kraju i wielu spodziewało się, że to, co stało się w tym stanie, będzie odwrotnością tego, co stanie się w całym kraju: w Karnatace BJP oddała władzę Kongresowi, w Indiach Kongres odda władzę BJP. Rozmiar obecnej klęski BJP może jednak wywoływać zwątpienie co do dalszych postępów tej partii.

BJP to ugrupowanie głoszące ideologię hindutwy (,,hinduskości’’), to jest hinduskiego nacjonalizmu. Światopogląd ten nigdy nie był popularny na południu Indii, to jest w stanach Karnataka, Andhra Pradeś, Kerala i Tamilnadu, a także na terytorium związkowym Puduććeri. Po pierwsze, hinduscy nacjonaliści są przekonani, że językiem spajającym całe Indie winien być hindi, którym mieszkańcy Południa się nie posługują (w większości mówią oni językami z języków drawidyjskich, odrębnych od indoeuropejskiego hindi). Po drugie, ich ideologia realizuje się poprzez symbole religijne, odwołania do historii i tradycje dużo bardziej ugruntowane na Północy, nie próbuje zaś inkorporować elementów typowych dla kultury Południa. Po trzecie, hinduski nacjonalizm, acz w zamierzeniu egalitarny, odwołuje się przede wszystkim do kultury braminów i ogólnie hinduskich warstw wyższych, tymczasem na Południu tradycje bramińskie, chociaż nie mniej ważne religijnie, mają znacznie mniejsze przełożenie na politykę: tu dużo silniejszą pozycję uzyskały warstwy niższe i średnie.

Stąd też na Południu BJP niemal nigdy nie odnosiła sukcesów. Tu dużo dłużej prymat wiódł Indyjskie Kongres Narodowy, ale tracił go stopniowo na rzecz innych partii (np. w Tamilnadu w latach 60., w Andhra Pradeś w latach 80.). Nawet wtedy jednak były to ugrupowania regionalne, czyli przynajmniej Kongres nie oddał władzy swojemu głównemu rywalowi. Jednakże w 2004 r. BJP uzyskało najlepszy wynik w Karnatace i to było pierwsze polityczne zwycięstwo partii na południu Indii (nie wzięło się ono oczywiście z powietrza – partia od dłuższego czasu zdobywała władzę w radach municypalnych niektórych miast wybrzeża, zresztą ze wszystkich stanów Południa język hindi jest najbardziej popularny właśnie w Karnatace). Hinduscy nacjonaliści nie zdobyli jednak większości mandatów i to dwie pozostałe ważne partie – Kongres i Janata Dal (Secular)[3] utworzyły rząd. Ich koalicja upadła w 2006 r. i wtedy nowy rządzący układ utworzyły BJP i JD(S). I ten sojusz przetrwał jedynie dwa lata, a w wyborach 2008 r. BJP ponownie wprowadziła najwięcej posłów do stanowego zgromadzenia i tym razem uzyskała pełnię władzy w Karnatace. Niektórzy analitycy wieszczyli wówczas przełom. Na Północy w wielu kluczowych stanach, takich jak Uttar Pradeś, BJP ma od dawna problemy z uzyskaniem samodzielnej władzy, a jej bastiony znajdują się obecnie tak naprawdę na obrzeżach obszaru języka hindi, lub poza nim (m.in. w stanach takich jak Gudźarat czy Radźasthan). Partia ma szansę rywalizować z wiodącym Indyjskim Kongresem Narodowym tylko dzięki koalicji, której przewodzi.[4] Zwycięstwo w Karnatace mogło zapowiadać zmianę układu na korzyść BJP. Teraz już jednak wiemy, że po 5 latach rządów BJP straciła w Karnatace władzę. Co takiego się stało?

Po pierwsze bowiem, sukces BJP w Karnatace nie miał nic wspólnego ze wzrostem popularności hinduskiego nacjonalizmu. Partia wygrała, gdyż weszła w sojusz z bogatymi biznesmenami. Ale też ostatecznie przez nich przegrała. Byli to przede wszystkim właśnie trzej bracia Reddy, pochodzący z sąsiedniego Andhra Pradeś, którzy stali się swego czasu ,,górniczymi baronami’’ bogatego w rudy żelaza regiony Bellari.[5] Wszyscy oni uzyskali wysokie pozycje w partii, a  jej rząd – cóż za zaskoczenie – przymknął oko na dokonywane przez nich nielegalne wydobycie.  Potężni i wpływowi bracia znaleźli się jednak już od 2009 r. w konflikcie ze swoich zwierzchnikiem: premierem B.S. Yedyurappą i wreszcie wymusili jego rezygnację w 2011 r. Potem nadeszły kolejne spory, w których bracia Reddy ciągle chcieli utrzymać maksimum wpływów na partię. W efekcie przez większość kadencji ugrupowanie było skupione na swoich wewnętrznych konfliktach, a rezultaty rządzenia były mizerne. Kiedy bracia Reddy kopali w karnatackiej ziemi i kopali się ze swoimi przeciwnikami w partii, Centralne Biuro Śledcze[6] zaczęło kopać w papierach. Winę Reddych udowodniono, a ich monopol w Bellari złamano. Jeden z nich, Janardhana Reddy, jest obecnie w więzieniu. Zresztą i na B.S. Yedyurappę czeka w sądzie 15 zarzutów. W tych walkach BJP straciła tak potężnych partnerów jak i wizerunek. Ostatecznie bowiem bracia Reddy opuścili BJP i założyli własną partię[7] i to samo uczynił Yedyurappa.[8] Odchodząc cały kompromitację zostawili w schedzie partii.

Po drugie, próby zaszczepienia hinduskiego nacjonalizmu w Karnatace były drugorzędne i zawiodły. Owszem, tak ówczesny przywódca partii (B.S. Yedyurappa), jak i obecny (J. Shettar) należą do Rashtriya Swayamsevak Sangh[9], najważniejszej organizacji hinduskich nacjonalistów, która utworzyła i stara się kierować BJP. Owszem, w Karnatace BJP próbowała grać na typowych dla hinduskich nacjonalistów akcentach. Zakazano oboju krów, zwierząt świętych i niespożywanych przez większość hindusów; zapowiedziano także wprowadzenie obowiązkowych lektur traktatu Bhagawdgita w karnatackich szkołach. Jednakże to nie dlatego ugrupowanie wygrało w stanie i nie dlatego przegrało; jeśli te ideowe zagrania miały jakieś większy wpływ na wyniki, to raczej negatywny. W każdym razie partia nie zorganizowała szeroko zakrojonej inicjatywy opartej na ideach hinduskiego nacjonalizmu, jak to uczyniła w 1992 r. w stanie Uttar Pradeś burząc meczet Babura czym, na dobre i na złe, zdecydowała o znacznej części swojego wizerunku.

Po trzecie, partia oparła się na konkretnych kastach i warstwach, co jest w Indiach strategią typową i nieraz skuteczną, było to jednak wbrew teoretycznym założeniom ideologii hinduskiego nacjonalizmu, który głosi równość wszystkich hindusów. Od dawna w karnatackiej polityce dominowały dwie kasty właścicieli ziemskich – lingayatowie i vokkalligowie (wym. lingajat, okkaliga). Lingayatem jest były premier z ramienia BJP B.S. Yedryurappa, vokkalligą jego następca na tym stanowisku, inny polityk BJP:  D.V. Sadananda Gowda. Kryzys między dwoma frakcjami w karnatackim BJP, do którego doszło w 2009 r., nie był kryzysem wokół idei i programu: na jednym skrzydle byli tu bracia Reddy, którzy zawdzięczali swoje wpływy pieniądzom, na drugim B.S Yedyurappa, który zawdzięczał je reputacji reprezentanta ważnej wspólnoty. Niedawne odejście Yedyurappy z BJP i utworzenie przez niego nowej partii miało odebrać hinduskim nacjonalistom część poparcia lingayatów. Zasadniczo jednak lingayatowie wspierają bardziej BJP, vokkalligowie zaś Janata Dal (Secular). Kongres opiera się natomiast głównie na kasacht niższych. Z tej warstwy wywodził się polityk tej partii i obecnie premier Karnataki K. Siddaramaiah.

Najwybitniejszy współczesny badacz ideologii hinduskiego nacjonalizmu, Christophe Jaffrelot, już dawno nakreślił trzy dotychczas zastosowane polityczne strategie tego nurtu. Pierwsza, którą nazwała ,,sangathanistyczną’’ (od sangathan – organizacja, konsolidacja), opierała się na powolnym, oddolnym organizowaniu komórek hinduskich nacjonalistów w każdym regionie. Tutaj najważniejsza była ideologia; sukcesy polityczne miały być w zasadzie jedynie pochodną czy jednym z efektów tej organizacji. W drugiej metodzie dostrzeżono pragmatyczne potrzeby polityki i zawierano sojusze z, jak ich nazywa Jaffrelot, ,,notablami’’ (notables), czyli najbardziej wpływowymi osobami w danym regionie. W tej strategii zdobycie władzy było ważniejsze niż ideologia. Ostatecznie wypracowano strategię pośrednią między dwoma poprzednimi. Obecnie najskuteczniej stosuje ją Narendra Modi, premier z ramienia BJP w stanie Gudźarat, który jest zarówno gorącym orędownikiem hinduskiego nacjonalizmu, jak i ulubieńcem wielkich firm, a stanem rządzi od lat kilkunastu.

Gdyby Jaffrelot pisał swoje uznane The Hindu Nationalist Movement and Indian Politics, 1925 to the 1990s teraz, a nie kilkanaście lat temu, Karnataka posłużyłaby mu za idealny przykład drugiej strategii. Bracia Reddy to wzorcowy przykład ,,notabli’’. Nie było tu żadnych wspólnych podstaw ideowych, tylko prosty i brutalny układ: pomoc przyszłego rządu dla biznesmenów w zamiast za głosy, które mogli kupić partii. I tak samo jak niegdyś w północnych Indiach mógłby to być wniosek dla partii, że należy wrócić do ideologii. Organizacja RSS, która zazwyczaj kieruje BJP i jest orędowniczka strategii sangathanu mogła po katastrofie z braćmi Reddy powiedzieć ,,A nie mówiliśmy?’’. Ideologia niekoniecznie zapewnia większy elektorat i na pewno nie czyni tego błyskawiczne, ale przynajmniej zapewnia większą spójność i dyscyplinę, dzięki której wewnętrznych sporów i rozłamów, do jakich doszło w Karnatace, można byłoby uniknąć. W całej politycznej historycznej Indii BJP przeżyło tak naprawdę znacznie mniej podziałów niż Kongres i zapewne mniej niż niejedna inna partia.

W Karnatace partia znalazła się w paradoksalnej sytuacji. Dalsze opieranie się na ,,notablach’’ może przynieść tylko pieniądze, ale wizerunkowa powtórka z ludźmi pokroju braci Reddych byłaby ciosem, którego w tym stanie partia mogłaby nie przeżyć. Z drugiej strony, chyba partia po prostu miała pecha do ,,notabli’’. Przecież przyjęcie wpływowego biznesmena do partii nie musi być złe – może on się okazać sprawnym zarządcą, a nawet może osobą nieskorumpowaną (albo kryjącą swoje ciemne sprawki zręczniej niż górniczy magnaci z Bellari). Kongres przecież też ma w swoich szeregach licznych ,,notabli’’, także w Karnatace (ba, to właśnie Kongres był przez dziesięciolecia partią wspieraną przez lokalne układy). Ale znaleźć ,,notabla’’ odpowiedniego pod każdym względem jest trudniej niż znaleźć jakiegokolwiek ,,notabla’’. Można zatem byłoby wrócić do sprawdzonej na Północy metody sangathanistycznej, to jest ideologicznej, tylko że na Południu ona niezbyt się przyjmuje. Ponadto, dalsze opieranie się na wspólnotach kastowych jak lingayatowie jest nieuniknione, z czego wydawałoby się, że partia powinnaa raczej stawiać na rozgrywanie lokalnych układów niż na głoszenie ogólnoindyjskiej idei hinduskiego narodu.

I w pewnym sensie podobnie wygląda dylemat hinduskich nacjonalistów jeśli chodzi o nadchodzące wybory ogólnoindyjskie . Rządzący Indyjski Kongres Narodowy i jego koalicja tracą ostatnio punkt za punktem, pogrążając swój rząd w kolejnych aferach, a tymczasem opozycyjna BJP wciąż nie wypracowała przedwyborczej strategii. Granie na ideologię przyniosło wsparcie wielu radykałów, ale odrzuciło osoby umiarkowane. Wygranie samemu nie jest możliwe, a współpraca z koalicjantami zmusza do rezygnacji z kluczowych haseł. Na Północy trudno już o nowe zwycięstwa, a Południe ideologię hindutwy odrzuca. Zaangażowanie się w pragmatyczną walkę o wpływy za wszelką cenę zakończyło się w Karnatace katastrofą, niezaangażowanie się w ogóle oznacza oddanie pola Kongresowi. Skutecznym powinno być chyba takie przebudowanie i niuansowanie ideologii, by była do przyjęcia na Południu i w innych regionach – to na pewno się opłaciłoby hinduskim nacjonalistom w dłuższej perspektywie, ale to nie jest strategia, którą można byłoby zrealizować w rok, a tyle zostało do wyborów. Tak długo jak BJP nie wypracuje strategii pozostanie jej mieć nadzieję, że rządzący Kongres popełni tak wielkie błędy, że wściekły elektorat sam wybierze opozycję.



[1] Chociaż niektórzy spekulują, że odbędą się one jeszcze pod koniec roku.

[2] Wym. Bhartija Dźanta Parti, ,,Indyjska Partia Ludowa’’.

[3] Partia Ludu (Świecka). Wym. Dźanta Dal.

[4] National Democratic Alliance, czyli Narodowy Sojusz Demokratyczny. Także i Kongres rządzi tylko dzięki swojej koalicji, ale jeśli spojrzymy na wyniki tych 2 partii poza koalicjami, to Kongres jest popularniejszy na znacznie szerszym obszarze niż BJP.

[5] Ang. Bellary.

[6] Central Burea of Investigation.

[7] Badavara Shramika Raitala Congress (,,Kongres Biednyh Robotników i Chłopów’’ –  nazwa w sam raz dla partii trzech magnatów). Wywalczył on ledwie 4 mandaty w ostatnich wyborach.

[8] Karnataka Janata Paksha, Wym. Karnataka Dźanta Paksza, ,,Stronnictwo Ludu Karnataki’’. Uzyskało ono jedyne 6 mandatów w wyborach 2013 roku.

[9] ,,Narodowy Związek Ochotników’’, wym. Rasztrija Słejamsewak Sangh.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Hinduscy nacjonaliści w poszukiwaniu strategii: lekcja z wyborów w Karnatace Reviewed by on 19 maja 2013 .

Piątego maja 2013 roku odbyły się wybory do zgromadzenia ustawodawczego południowoindyjskiego stanu Karnataka. Są to planowo ostatnie wybory stanowe przed walnymi wyborami ogólnokrajowymi do niższej izby indyjskiego parlamentu (Lok Sabhy), które mają odbyć się w roku 2014.[1] Przez wielu są zatem traktowane jako sprawdzian czy wręcz swoiste prawybory. Co prawda, tak nie musi być, bo

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 14

  • @MG
    Przepraszam, byłem uwiązany różnymi sprawami, a od dawna chciałem wypowiedzieć się w kwestii odgadywania wyników następnych wyborów na podstawie wyborów stanowych.
    Ja widzę to tak: należy patrzeć przede wszystkim na te stany, które wysyłają najwięcej posłów do Lok Sabhy.
    Sześć-siedem najbardziej wpływowych politycznie stanów decyduje o ponad połowie miejsc w indyjskim sejmie. Kto w nich polegnie, nie ma praktycznie szans na rządzenie.
    Na 543 posłów te kluczowe stany to:
    UP – 80
    Maharasztra – 48
    AP – 42
    Bengal Zachodni – 42
    Bihar – 40
    Tamilnadu – 39
    MP-29

    UP: Niedawno zwyciężyła Samajwadi Party, druga była BSP. Prawdopodobnie w 2014 te partie też podzielą się tu wynikami, a one obie są bardziej skłonne do wspierania Kongresu niż BJP.

    Maharasztra: przywódca Shiv Seny zmarł w zeszłym roku i wydaje się ona coraz słabsza. Dwie pozostałe partie to Nationalist Congress Party i Kongres, z czego ten pierwszy i tak w razie czego wspiera w rządach ten drugi, czyli sytuacja jest raczej komfortowa dla Kongresu.

    AP: Tu może być ciekawie, bo rządzi Kongres, ale przed wyborami chyba będzie próbował utworzyć Telenganę i to może albo dać mu nową bazę wyborców (w Telanganie właśnie), ale odebrać w reszcie AP. Z Drugiej strony, to może być strzał w stopę, bo w Telanganie i tak mogą potem wygrywać partie lokalne. Podejrzewam, że cała akcja z utworzeniem Telangany raczej Kongresowi zaszkodzi, ale raczej skorzysta głównie Telugu Desam Party (niegdyś sojusznik BJP, ale teraz nie). BJP jest tam nieobecne.

    Bengal Zachodni: Cokolwiek się stanie, nie wygra tam nieobecna BJP. Jednakże obecny tam Trinamool Congress chyba traci trochę popularność. Jeśli jednak ją zachowa, kto wiem, może Mamta Banerjee wejdzie w sojusz z BJP, znacznie ją wzmiacniając. Inny scenariusz to zwycięstwo silnych tam, choć ostatnio przegranych komunistów, co nie jest ani zwycięstwem ani Kongresu ani BJP, ale w razie potrzeby szerszej koalicji w Lok Sabsze komuniści mogą wesprzeć UPA, co już robili.

    Bihar: Jeśli wygra JD(U), to raczej niedobrze dla BJP, bo to partia, która dopiero co opuściłą sojusz z BJP. Jeśli wygra RJD, to też niedobrze dla BJP, bo to sojusznik Kongresu.

    Tamilnadu: Tu rzeczywiście na dwoje babka wróżyła, bo może wygrać albo AIADMK (sojusznik BJP) albo DMK (sojusznik Kongresu); ostatnie w stanowych wygrała AIADMK.

    Madhja Pradeś: Tu rządzi BJP i całkiem nieźle się trzyma.

    Następna w kolejce jest w Karnataka (28), gdzie dopiero co BJP poniosła spektularną porażkę, więc pewnie teraz będzie tak samo, a dopiero dalej Gudźarat (26), gdzie może raczej liczyć na bardzo dobry wynik.

    Reasumując, z tej perspektywy nie widać za bardzo możliwości uzyskania większości przez BJP, ale też z drugiej strony w większości z tych stanów to nie Kongres jest faworytem. Czyli żadna nie jest w stanie sama zebrać dużej ilości miejsc (ponad 200, co już jest bardzo bliskie większości) i wszystko zasadzać się będzie na możliwości budowania sojuszy, w czym lepszy jest Kongres. Czyli, jak pisałem wcześniej, Kongres nie wygra, BJP też nie wygra i Kongres zbuduje koalicję.

    No, ale może jednak Modi zaskoczy wszystkich żywiołową i oryginalną kampanią?

    Mimo że nie ufam sondażom, podaje link do wyników niedawnych sondaży CNN-IBN-The Hindu, która zakładają podobny rezultat; nikt nie ma większości, najbardziej rozdrobniony wynik od 20 lat:
    http://www.thehindu.com/news/national/hung-lok-sabha-predicted-as-nda-upa-fall-far-short/article4956437.ece?homepage=true

    • Dziękuję za komentarz i link do sondażu.
      Sondaże w przypadku Indii są rzeczywiście obarczone jeszcze większą niepewnością, aczkolwiek wskazują pewien trend.
      Wg sondażu BJP osiągnie lepszy wynik niż Kongres, ale jako partia, nie koalicja.
      Wybory rozgrywają się jednak na szczeblu lokalnym i sztuka ich wygrywania polega nie tylko na skutecznej kampanii ogólnokrajowej, ale umiejętności obsadzenia cieszącego się szacunkiem w regionie kandydata.
      Ponieważ okręgi wyborcze są jednomandatowe zdarzało się nieraz, że partia w skali kraju miała więcej głosów, ale otrzymała mniej mandatów (np. wybory w 1996 – Kongres zdobywa 30 mln głosów więcej, ale dostaje 20 mandatów mniej niż BJP).
      Tak więc, nawet zakładając, że sondaże odzwierciedlają nastroje to i tak przewidzenie wyników jest bardzo trudne o ile niemożliwe.
      Być może się mylę, ale wątpię w to że indyjscy rolnicy czy mieszkańcy slumsów interesują się polityką na poziomie krajowym, jest to raczej domena bardzo licznej, lecz wcale nie dominującej wykształconej klasy średniej (popierającej zresztą raczej BJP). Głosują raczej nie dlatego, że uważają że Modi będzie lepszym premierem od MM Singha lub gorszym, a prędzej dlatego że znają kandydata z działalności lokalnej, jest lokalnym autorytetem religijnym, dalekim członkiem rodziny, należy do tej samej kasty itp.

  • Co do Narendy Modiego, to zgadzam sie z Panem, ze jest to wielki showman. Bylem kiedys na Vibrant Gujarat. Byl marzec, goraco jak w piecu, rozstawione namioty i wlasciwie jedynym wydarzeniem bylo wejsce do namiotu Modiego, podpisanie ilus tam MoU i nic wiecej. Z wydarzeniem gostpodarczym typu spotkanie B2B nie mialo to nic wspolnego.
    Czy system polityczny Indii moze byc zmienialny? Nie wiem, czy scena opisana w Bialym Tygrysie jest prawdziwa „Piec razy bralem udzial w wyborach, a nigdy nie ogladalem kabiny od srodka”. Wydaje sie, ze autor opisywal czasy Indiry Ghandi. Teraz tak juz chyba nie ma. Pisze chyba, bo nigdy nie czytalale lub nie slyszalem, aby taki numer sie zdarzyl. Ten system panstwa de facto jednopartyjnego irzadzacej rodziny eroduje, powoli, ale eroduje. Mamy juz druga partie ogolnokrajowa BJP, mamy wiele partii lokalnych.
    Wstrzasem dla systemu bylaby pewnie eliminacja rodziny Ghandich z polityki. To wcale nie musi sie stac metodami gwaltownymi ani wynikiem zlej woli. Wystarczy choroba, oczywiscie nikomu jej nie zyczmy.
    Powolna erozja systemu to wszelkie dzialania rozbijajace rzady miejscowych notabli. Powstajace nowe szkoly, szpitale, firmy, to sa nowe alternatywy, gdzie czlowiek przestaje byc zalezny od miejscowego barona, nie musi prosic go o przyslugi.
    Partie lokalne i ich rosnaca popularnosci. To jak z Ruchem Palikota w Polsce. Widze to na przykladzie North Eastu. Z przyczyn oczywistych (chrzescijanie) nie chca glosowac na BJP. Jak maja juz dosc Kongresu, glosuja na wlasne partie lokalne.

  • @MG
    ,,A może osłabienie się partii ogólnokrajowych na rzecz lokalnych wiąże się z tym, że przeciętny mieszkaniec Indii bardziej jest związany ze swoim regionem niż z samymi Indiami ?”

    Jasne, zgadzam się z tym i z wieloma następnymi uwagami.
    Ale Pan pisał wcześniej o tym, że dziwi się Pan, jak to możliwe, że ten system w ogóle jeszcze działa, a nie dlaczego tak jest. Dlatego odpowiedziałem pisząc raczej o tym, co utrzymuje ten system, a nie skąd ten system (koalicji opartych na partiach regionalnych) się wziął.

    ,,Fakt, że coś działa dzisiaj nie znaczy że będzie działać za 30 lat. Jeżeli utrzymają się trendy odśrodkowe to okoliczności będą zupełnie inne. Często jednak takie procesy przebiegają niezauważane lub lekceważone nawet przez kompetentnych analityków i dopiero silny impuls w postaci kryzysu gospodarczego, konfliktu zbrojnego wywołuje niespodziankę.”

    Racja – i przyznaję, że tego zupełnie nie wziąłem pod uwagę odpowiadając na Pana wcześniejszy komentarz.. Nie wierzę, by system indyjski się zmienił od środka*, ale ma Pan rację, że kryzys czy zagrożenie z zewnątrz mogą nim wstrząsnąć.
    Zawsze podaję taki przykład: Indie od niepodległości przez praktycznie 30 lat budowały gospodarkę socjalistyczną (poza pewnymi deregulacjami lat 80.). Po czym na początku lat 90. nagle ta sama partia, to samo środowisko, które tak długo ją budowało, w obliczu kryzysu i bliskiego bankructwa państwa nagle pozwoliło ministrowi finansów na zrobienie kapitalistycznej rewolucji. Jak tylko kryzys został zażegnany, cugle rewolucji ściągnięto.
    Nie oszukujmy się: minister Singh nie miał żadnej bazy politycznej, tak się po prostu złożyło, że był zwolennikiem prorynkowych reform, ale nigdy by żadnej nie przepchnął, gdyby nie to, że nie widziano już żadnej innej opcji. To była kapitalistyczna brzytwa, którą gotowi byli złapać nawet tonący socjaliści.
    Teraz Singh jest premierem od 9 lat, a nie przeprowadził dziesiątej części reform, które dokonał w 1991-1993. Dlaczego? Bo nie ma kryzysu i bankructwa. I nagle okazał się zupełnie związany strategią partii. Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, że obecna polityka rządu wcale nie odpowiada prywatnym poglądom premiera.

    Wolę jednak nie myśleć – choć przecież należy – jak wielki musiałby nastać kryzys, żeby można było indyjski system polityczny kompletnie przebudować. No i problem jest taki, że w takiej chwili nigdy nie ma pewności co się stanie. To jest chwila chaosu bądź zagubienia się, która w dłuższej perspektywie może przynieść nie pozytywne zmiany – ale wszystko zależy, kto przejmie stery w chwili chaosu i jakie rozwiązania zostaną przyjęte…

    *Chociaż widzę jeszcze jeden sposób zmiany systemu od środka. Może pewnego dnia masa krytyczna ilości partii regionalnych zostanie przekroczona. Jeśli kiedyś okaże się, że trzeba mieć 30 partnerów, z których każdy ma po 2 posłów i co drugiemu trzeba dać tekę, to może dwie główne partie ogólnokrajowe powiedzą ,,basta” i razem zmienią ordynację wyborczą. Bo koalicjanci by in ma to nie pozwolili, ale Kongres i BJP zazwyczaj mają łącznie tylu posłów by to zrobić. Oczywiście byłby chwilowy kryzys, wszyscy koalicjanci by się na nich obrazili, rząd – czyjkolwiek by był – by padł, ale po nowych wyborach te dwie partie uzyskałyby lepszy wynik, a obrażeni koalicjanci potulnie przytuliliby się do jednego lub drugiego ugrupowania.
    Ale
    – rozdrobnienie systemu dokonuje się bardzo powoli, więc tych zmian tak bardzo się nie odczuwa (jak z tą wodą, której ignorujemy, gdy jej poziom podnosi się powoli)
    – trzeba bardzo odważnego polityka, by przeprowadzić taką reformę
    – jaką ordynację trzeba byłoby wprowadzić, by osłabić małe partie?

    Dziękuję za komentarz, bo dał mi do myślenia:)

    • ,,chwila chaosu […] która […] może przynieść nie pozytywnie zmiany”
      Przepraszam, miałem na myśli ,,może przynieść pozytywne zmiany”:)
      Oczywiście negatywne też może:)

  • Panie Krzysztofie. Z szacunkiem dla wszystkich czytelników, chyba tylko Pan zauważył swój błąd. Nie myli się ten, kto nic nie robi.
    Co do Narendry Modiego, to najprawdopodobniej ma Pan racje. On nie musi odwoływać się do hinduskiego nacjonalizmu. Daje chleb, to po co marnować energię na igrzyska. Zresztą gdzieś czytałem, że w czasie jakiejś „zadymy” kazał użyć siły wobec nacjonalistów, co wręcz przydało mu popularności.
    Zresztą zarządzanie, efektywność w działaniu to jego główna broń przeciw Kongresowi, odwołanie się do nacjonalizmu, to byłby najlepszy prezent, jaki mógłby zrobić Rahulowi Ghandiemu, ponieważ wtedy starłyby się jak równa z równą dwie ideologie – religijny nacjonalizm kontra świeckość. Jeżeli mówimy o good governance, to będzie raczej gra do jednej bramki, aczkolwiek należy się liczyć, że Kongres będzie się starał wyciągnąć „afery” z udziałem BJP. W Karnatace to zadziałało.
    Odnośnie zburzenia meczetu w Adyoha, to w ToI był artykuł „Noc, która zmieniła bieg historii”, bardzo ciekawy, szczególnie dlatego, że nasunęły mi się porównania z Polską.

    • ,,Daje chleb, to po co marnować energię na igrzyska”
      O, mądre słowa, chociaż też Modi potrafi robić igrzyska z dawania chleba. Jak tylko ściągnie jakąś firmę do Gudźaratu, to jest o tym wszędzie głośno. No i ten jego starannie wypracowany image technokraty i rybaka inwestycji – do ostatnich wyborów prezentował się wszystkim wyborcom na ekranach w 3D.

      ,,Zresztą gdzieś czytałem, że w czasie jakiejś „zadymy” kazał użyć siły wobec nacjonalistów, co wręcz przydało mu popularności.”
      O ile pamiętam – jeśli piszemy o tym samym – to była taka kwestia stawiania nielegalnych świątyń hinduskich, które nagle zaczęły pączkować w Gudźaracie. I nagle Modi-hinduski nacjonalista i Modi-sprawny zarządca, dwie nogi, na których stoi jego image, zaczęły iść w różne strony. Bo gdyby pozwolił na dalszą budowę świątyń, to by znaczyło, że toleruje bezprawie, a gdyby nie pozwolił, to znaczy, że nie jest prawowitym hindusem. Co prawda, nie kojarzę, by użyto wtedy siły, musiałbym poszperać, ale generalne zakończenie sprawy pamiętam – rząd Modiego zabronił dalszej budowy nielegalnych świątyń i wiele z nich zburzono (w pewnym momencie dalsze burzenie powstrzymał apel RSS do Modiego). Czyli wygrał image zarządcy.
      Tego typu sprawy powinni wyciągać przeciw niemu spin-doctorzy Kongresu, jeśli chcą klęski BJP. A przede wszystkim powinni przypominać o rzeziach z 2002 r.

      Wczoraj w Hindustan Times był sondaż, który dawał Modiemu 38% poparcia na stanowiska premiera, znacznie więcej niż komukolwiek innemu. Ale ja sondażom nie ufam już samym w sobie… abstrahując od faktu, w jakiej gazecie był i od tego, że nawet nie podano, ile osób spytano… (w Polsce podają i zazwyczaj to około 1000 osób…)

      Jestem pewien, że Modi będzie grał kartą good governance i na pewno wiele na tym ugra. Ale w odniesieniu do tego artykułu zastanawia mnie nie jaką strategię PRu przyjmie, ale jaką strategię mobilizacji kadr w regionach. Jeśli zrobią go przywódcą, będzie musiał przecież jeździć po kraju i rozsądzać spory, kto gdzie ma kandydować, a to zawsze wąskie gardło indyjskiej polityki (ordynacja jednomandatowa – partia wystawia tylko jednego kandydata na każdy okręg, a co jak chce dwóch? Struktury partyjne muszą ich rozsądzić).
      Zgodnie z kategoriami Jaffrelota, może oprzeć się na wszystkim, co zbudowano dzięki sangathanowi: na komórkach RSS i wiernych kadrach hinduskich nacjonalistów, co zapewni głosy radykałów, ale to może być za mało, by zdobyć większość. Może też szukać pozapartyjnych ,,notabli” rządzących w danym okręgu, jak to robiono w Karnatace, ale poza rodzimym Gudźaratem ciężko będzie mu ich ocenić, musiałby robić to trochę na ślepo (i wtedy o wpadkę jak w Karnatace łatwo).
      No i czasu ma coraz mniej – ostatnio spotyka się po kolei z każdym przywódcą BJP, czyli na razie powoli pozwalają mu ugruntować się jako członkowi wodzowskiej koterii. W takim tempie zostanie jednoznacznym przywódcą tuż przed wyborami, a wtedy już będzie za późno na szukanie nowych kandydatów w regionach.

      I zastanawiam się, czy tych wszystkich wyborów stanowych nie zrobią jednak łącznie z Lok Sabhą, której trochę się skróci kadencję. Tak bywało w przeszłości, bo
      – łatwiej zapanować nad bezpieczeństwem i właściwym przebiegiem
      – taniej
      – no i pytanie, czy czasem to nie lepiej dla partii rządzącej.
      Zastanawiam się nad tym ostatnim. Z jednej strony, jeśli Kongres ma przegrać w kilku stanach, to może żeby nie osłabiać image partii lepiej, żeby wyniki wyborów z tych stanów nie ujrzały światła dziennego przed walnymi, czyli robić je razem. Z drugiej strony – przypuśćmy, że w kilku stanach w grudniu wygra BJP. Niby to źle, cios dla Kongresu i jeszcze pewnie ci sami wyborcy zaraz zagłosują na BJP w wyborach do Lok Sabhy. Ale z drugiej strony może dzięki temu osoby nielubiące BJP i poczują się bardziej zmobilizowane, by ruszyć do urn i zagłosować przeciw tej partii?

      • Avatar MG

        Przewidzenie wyników przyszłorocznych wyborów w Indiach to prawdziwe wyzwanie. Z powodu silnego regionalizmu takie sondaże są skazane na niepowodzenie, chyba że reprezentatywna próba byłaby odpowiednio duża – proporcjonalnie do populacji subkontynentu. Jak Pan Iwanek napisał nie podano nawet metodologii badania. Ponadto nawet zakładając przybliżone odwzorowanie rzeczywistości jest to sondaż dot. preferowanego premiera. Nie uwzględnia to partii regionalnych, na które w niektórych stanach pójdzie większość głosów.

        W każdym razie dopiero szacując wyniki wyborów w poszczególnych stanach poprzez analizę panujących tam nastrojów, specyfikę polityczną stanu oraz aktualny stan partii i następnie syntetyzując analizy dla poszczególnych stanów.
        Nie mniej jednak, na podstawie artykułów prasowych (które przecież reprezentują poglądy redakcji), komentarzy internautów (którzy nie są przecież reprezentatywnymi wyborcami, raczej reprezentują lepiej lub gorzej sytuowaną klasę średnią), a także ostatnich wydarzeń można pokusić się o dość mgliste prognozy.
        Moim zdaniem w rywalizacji Kongres – Indyjska Partia Ludowa (choć chyba to tłumaczenie nie do końca się przyjęło) przewaga leży po stronie BJP. Wynika to na pewno ze zmęczenia długimi już rządami Kongresu, aferami korupcyjnymi, a także nienajlepszej sytuacji gospodarczej. Modi jest najpopularniejszym kandydatem BJP i to będzie jego solidny argument, aby to jego partia namaściła na przyszłego premiera.
        Modi może przyciągnąć nie tylko hinduskich komunalistów, ale także wyborców którzy nie sympatyzują z prawicą, ale widzą w nim dobrego zarządce. Rywalizacja więc nie toczy się o mniejszości ,które tradycyjnie głosują na Kongres lub regionalne partie populistyczne, ale o rosnącą grupę wykształconych dwudziestolatków, którzy niekoniecznie identyfikują się z ideami hindutwy, ale od kwestii ideowych bardziej zależy im na poprawie sytuacji gospodarczej i liberalizacji gospodarki. Reprezentatywni dla tej grupy internauci indyjscy sympatyzują z Modim jako premierem, ale niekoniecznie z BJP jako partią rządzącą.
        W wyborach w Indiach nie biorą jednak udziału dwie partie i w tej sytuacji przewaga BJP wcale nie musi oznaczać, że przewagę będzie miała też koalicja NDA (Narodowy Sojusz Demokratyczny ?). Czy w razie wygranej BJP dobry wynik osiągną w Biharze JDU i w Maharastrze Shiv Sena ?

        Próbując odpowiedź na to pytanie warto przytoczyć wyniki do parlamentów stanowych.
        W Biharze ostatnie wybory w 2011 stanowe wykazały absolutną dominację koalicji NDA. W Maharastrze odbyły się w tym samym roku co wybory do Lok Sabha.

  • Aj, przepraszam, jednak poważny rzeczowy błąd popełniłem w tym tekście. To nie były ostatnie wybory przed tymi do Lok Sabhy! Wręcz przeciwnie, cały ich wysyp jeszcze i wszystkie mogą być przed Lok Sabhą, jeśli te ostatnie nie będą przedterminowo. Oto lista, a w nawiasie pozostała kadencja:
    Madhja Pradeś (do grudnia 2013)
    Mizoram (do grudnia 2013)
    Delhi (do grudnia 2013)
    Radźasthan (do końca grudnia 2013)
    Ćhattisgarh (do stycznia 2014)
    Poza Mizoramem, dla rywalizacji BJP-Kongres to praktycznie same ważne wyniki, bo we wszystkich tych stanach te partie są zaangażowane i silne bezpośrednio, bez sojusznika.
    W MP i Ćhattsigarhu rządzi BJP, w Delhi i Radźasthanie Kongres i we wszystkich wypadkach ta druga partia stanowi najważniejszą opozycję. Będzie zatem masa nowych danych przed wyborami walnymi.
    (Chociaż w takiej sytuacji mogą zrobić je łącznie z Lok Sabhą, tak się zdarza, zobaczymy)
    Zasugerowałem się stroną Election Commission of India, gdzie zawsze sprawdzam zakładkę z przyszłymi wyborami, a tam była tylko Karnataka (jakbym sprawdził tabelkę z kadencjami na każdy stan, wszystko byłoby dla mnie jasne). Wyjątkowo wikipedia miała dokładniejsze dane niż ECI – też paradoks
    W każdym razie przepraszam za błąd.

  • Ze swojej strony moge tylko dodac, ze dzialania „ideologiczne” wladz Karnataki opisywane przez Times of India wygladaly malo sympatycznie, jezeli nie kuriozalnie. Napisal Pan o obowiazku nauki Gity w szkolach, do tego doszly ataki na puby (w czasie, kiedy nie bylo tam klientow, czyli walka z barmanami i barmankami), czlonkowie rzadu w bialych szatach pielgrzymujacy do tego lub innego miejsca. Przekonywujace to nie bylo.
    Ponadto chyba Bangalore powoli traci pozycje Indyjskiej Doliny Krzemowej na korzysc Noidy i Gurgaonu.
    Ponadto zwrocil Pan uwage na afery. To obecnie mocno zniecheca wyborcow.
    I tak jak Pan napisal, chyba to wszystko razem zadecydowalo.

    • A racja, zapomniałem o tych atakach na puby, dobrze, że pan zwrocił uwagę, chociaż bowiem tego nie robił rząd, a ci hinduscy nacjonaliści, co atakowali chyba nie należeli do RSS tylko innej organizacji, to w mediach tego bylo pelno i ogolnie wpisano tow nurt hinduskiego nacjonalizmu. I w ten sposob pojawil sie inny watek, tu przeze mnie nieporuszony – sprzeciwu nacjonalistow wobec westernizacji.
      Natomiast na Północy to jest tak, że jak nawet hinduscy nacjonaliści robią coś takiego, to zyskują tak nowych przeciwników, jak i nowych zwolennikow. A na Południu najwyraźniej więcej przeciwników.
      Weźmy Ajodhję 1992: tłum nacjonalistów plus politycy rządzącej w stanie partii (BJP) na oczach biernej policji i mediów, a więc całego kraju, burzą kompletnie bezprawnie meczet i uchodzi im to na sucho. Czy wsadzono ich na dłużej do więzienia? A przecież wiemy, kto to robił, nawet na youtube można znaleźć nagrania z ich przemowami – to czołowi politycy BJP. Co prawda, rozwiązano rządy BJP w Uttar Pradeś i innych stanach, ale partia od razu… wróciła w UP do władzy. Co świadczy o nastrojach wyborców.
      A w Karnatace robili rzeczy porównywalnie znacznie mniej kontrowersyjne (żadnego meczetu nie zburzyli), a stracili popularność dużo bardziej. Zabrakło właśnie sangathanu – czyli tego co RSS robi od dziesięcioleci na Północy: konsolidowania hindusów, czyli w praktyce rozpowszechnienia swojej ideologii. Czy inaczej: to rozpowszechnienie na poziomie lokalnym, ludzkim, na Południu nie było nigdy zbyt popularne, trudno więc, żeby było popularne na poziomie politycznym.
      Hinduscy nacjonalisci musieliby sobie w Karnatace znalezc coś takiego, co by z jednej strony pasowalo do ideologii hindutwy i wpasowywało się w regionalne sentymenty – nie wiem, co to może być i wcale nie chcę, by to znaleźli:), ale to będzie skuteczna droga.
      A jeszcze bardziej ciekawi mnie, jak pogodzi te wszystkie kwestie Narendra Modi na poziomie ogólnokrajowym, bo jest coraz bardziej pewnym, że to on będzie prowadzić BJP podczas kampanii. Na poziomie PR-owym nie będzie na pewno odwoływać się do ideologii ani do walki o władzę tylko mówić o rozwoju gospodarczym i lepszym governance – ale co będzie robić w praktyce w poszczególnych stanach?

  • Na ogólnokrajowe wyniki wyborów ma wpływ znacznie więcej czynników niż w Europie i co ważne, szczególne znaczenie ma specyfika lokalna. Nastroje wyborców odnośnie konkretnej partii mogą być diametralnie różne w sąsiedniych stanach. Sytuacje komplikuje dodatkowo mnogość partii, ruchów politycznych. Od lat jestem pod wrażeniem, że to wszystko w ogóle działa.

    • Mnie tez fascynuje, jak to dziala:) Myślę, że po części odpowiedzi są takie:
      1.
      Działa siłą rozpędu. Tak już się ułożyło, że partie ogólnokrajowe osłabły a lokalne się wzmocniły, nikt tego nie zaplanował, ale ustrój jako taki od tego nie upadł, proces ten dokonywał się wolno i stopniowo i politycy się do tego dopasowali: mechanizm porusza się tak samo, tylko jest więcej małych trybików zamiast kilku dużych.
      2.
      Działa, bo musi. Partie ogólnokrajowe na pewno by chciały ten system zmienić (a lokalne nie). Ale jak to zrobić?
      Wprowadzić autokrację? Nie da się, bo własnie ta różnorodność partii stoi na przeszkodzie. Rządy stanowe są silne. Jak przejąc władzę, kiedy nie ma się jej wszędzie?
      Zmienić ordynację? A na jaką? Paradoks: w UK i USA ordynacja jednomandatowa doprowadziła do zmniejszenia ilości partii, w Indiach – do zwiększenia.
      3.
      Działa, bo na niższych poziomach władzy funkcjonowanie kandydatów niezależnych czy lokalnych inicjatyw nie jest takie znowu nienormalne. A w Polsce? W małym mieście i poniżej zazwyczaj zna się kandydata (niekoniecznie osobiście, ale się o nim zawsze coś słyszało skądinąd niż z mediów, jako o członku tej samej społeczności), w wielkim mieście często nie sposób go znać. W małych polskich miastach nieraz przecież wygrywają osoby nienależące do głównych partii i rządzą przez lata. W wielkich miastach głosujemy na partie, w mniejszych społecznościach – na ludzi.
      Oczywiście różnice z Indiami są istotne
      W Indiach mamy, powiedzmy, trzy poziomy: lokalny (np. wladze miasta), stanowy i centralny. Stan ma bardzo duze znaczenie niz wojewodztwo w Polsce. Jakby znalezc analogie, to stan odpowiada panstwu europejskiemu, a poziom centralny – Parlamentami Unii (ze wszystkimi roznicami politycznymi).
      Na poziomie lokalnym w Indiach moga wygrac osoby niezalezne, na stanowym juz nie, ale tu moga wygrac partie lokalne, na centralnym – tylko koalicje partii – tak jak w Parlamencie Unii. W Unii, gorzej czy lepiej, ale jakos to dziala, i tak samo w Indiach.
      4.Działa, bo tym niższym poziomom władzy to pasuje. Taka lokalna partia w zamian za wsparcie duzej partii w koalicji rzadzacej dostaje wsparcie od rzadu (pieniadze na projekty) i jeszcze jakies teki w rzadzie centralnym. Koalicje przez to toną w kompromisach, ale też często nie muszą obawiać się separatyzmu stanów.
      Traci natomiast na tym rząd centralny, bo czasem taki mały partner dostaje nieproporcjonalnie duży kawałek tortu – bywały sytuacje, gdzie jedynych dwóch posłów jakiejś partii, która popierała rząd, dostawało dwie teki ministrów!

      Reasumując, cała ta sytuacja jest dobra jako government (w sensie demokratycznym, ze bardzo wiele podmiotow ma wplyw na rzad), ale zla dla governace (czyli praktyki zarządzania państwem, bo tych podmiotów jest za dużo).
      Albo inaczej: w Indiach polityka to sztuka formowania (rządów) a nie reformowania (państwa).

      • Avatar MG

        Dziękuję za odpowiedź.
        A może osłabienie się partii ogólnokrajowych na rzecz lokalnych wiąże się z tym, że przeciętny mieszkaniec Indii bardziej jest związany ze swoim regionem niż z samymi Indiami ?
        Jeżeli ludność głosuje raczej na partie regionalne, kieruje się pobudkami kastowymi, a w państwie nadal językiem pomocniczym jest język dawnego kolonizatora to znaczy, że Tamila łączy z Bengalczykiem niewiele więcej niż przykładowo Polaka z Włochem. Łącznikiem bywają (jak chyba kiedyś Pan pisał) bardziej przynależność do tej samej kasty czy wyższe wykształcenie, niż abstrakcyjna dla niewyedukowanych mas przynależność do wielkiej, starożytnej cywilizacji.
        Mówi się o indyjskim wzroście gospodarczym (który bardziej przecież wynika z ogromnej przepaści do krajów Zachodu, a nie z jakiejś konkretnej), które ma awansować Indie do pozycji supermocarstwa, ale pomijając atuty statystyczne (jak ogromny potencjał demograficzny, a przez to i gospodarczy) można odnieść wrażenie że każdy dąży w innym kierunku. Jeśli chodzi o wspomnianą przez Pana praktykę rządzenia to Indiom bliżej do UE niż do krajów federalnych jak np. USA.
        Nawet nacjonalilzm hinduski jest zafiksowany na punkcie religii, paradoksalnie najmocniejszym, realnym spojeniem między odległymi (językowo i nieraz kulturowo) od siebie stanami. Wiadomo jednak, że w opozycji do państwa religijnego był budowany współczesny ustrój indyjski.
        W swojej niedługiej przecież historii jako niepodległe państwo nie było poddane odpowiednio mocnej próbie, która potwierdziłaby solidność jego fundamentów. W przeszłości bardziej skonsolidowane struktury upadały pod wpływem podmuchów historii, gdyż okazało się właśnie że ich mieszkańców łączy zbyt mało. Oczywiście nie wieszczę żadnego rozpadu (wielokrotnie bardziej prawdopodobny jest chociażby rozpad arcywroga – Pakistanu, ale w kolejce jest bardzo wiele państw), ale też nie można z góry tego wykluczać.
        Fakt, że coś działa dzisiaj nie znaczy że będzie działać za 30 lat. Jeżeli utrzymają się trendy odśrodkowe to okoliczności będą zupełnie inne. Często jednak takie procesy przebiegają niezauważane lub lekceważone nawet przez kompetentnych analityków i dopiero silny impuls w postaci kryzysu gospodarczego, konfliktu zbrojnego wywołuje niespodziankę.

Pozostaw odpowiedź