Komentarz eksperta,Polecane

K. Iwanek: Do granic rozsądku. Rozstrzygnięcie kwestii enklaw na granicy Indii i Bangladeszu

Do rozmaitych rekordów pobitych w Indiach należy też rekord enklaw. Można byłoby jednak bezproduktywnie spierać się, do kogo ten rekord należy, skoro chodzi o przekładaniec terenów Indii i Bangladeszu… Lepiej zatem uznać, że jest to rekord wspólny i raczej niezbyt chlubny. Po obu stronach granicy tych państw znajduje się w sumie 198 enklaw, z czego 106 to eksklawy Indii w Bangladeszu, a pozostałe 92 to eksklawy Bangladeszu w Indiach. Pośród nich wszystkich 24 to enklawy drugiego stopnia i jedna enklawa trzeciego stopnia. To właśnie ta ostatnia, nosząca nazwę Dahala Khagrabari i rozmiarem niewiększa od poletka, ustanowiła rekord jako jedyna na świecie potrójna enklawa. Jest to kawałek ziemi należący do Indii, ale otoczony obszarem należącym do Bangladeszu, który z kolei jest otoczony terenami Indii, ale leżącymi w granicach Bangladeszu.

Ta dziwaczna sytuacja bierze się zapewne ze sposobu podziału ziem po stoczonej u początku osiemnastego wieku lokalnej wojny w Bengalu między imperium mogolskim a państewkiem o nazwie Koć Behar (aczkolwiek często cytowana opowieść głosi, że do fragmentacji ziem na enklawy doszło w wyniku grania nimi przez dwóch monarchów).[1] Bardziej współczesne czasy przyniosły mniej elastyczne spojrzenie na kwestie przynależności ziemi, przekraczania granic i obywatelstwa. W dwudziestym wieku los mieszkańców tych kuriozalnych terytoriów był nie do pozazdroszczenia. Owi ludzie – a  jest ich zapewne ponad 50 tysięcy – w większości nie mają na swoich ziemiach infrastruktury i szkół, jak też ochrony ze strony państwa, do którego przynależą. Jedyne, czym formalnie dysponują, to obywatelstwo, ale z wynikających z niego przywilejów trudno korzystać, gdy żyje się w granicach obcego kraju. Są to zatem w praktyce ludzie niczyi, w dużej mierze pozbawieni jakiejkolwiek pomocy.

Do 1947 r. część enklaw należała do brytyjskiej prowincji Bengal, druga zaś do wciąż istniejącego państewka Koć Behar, również podległego władzy brytyjskiej, ale cieszącego się częściową autonomią, jak wszystkie indyjskie ,,księstwa’’. Podział na Indie i Pakistan nie spowodował likwidacji enklaw, tylko stworzył dwa nowe, zarządzające nimi byty polityczne. Wschodni Bengal – i należące do niego enklawy na terenie Koć Beharu – stał się częścią Pakistanu; Koć Behar zaś przystąpił ostatecznie do Indii, wraz z jego enklawami, leżącymi teraz w granicach wschodniego Pakistanu. Od początku zatem Indie i Pakistan, dwie zwaśnione republiki, odziedziczyły w ramach swoich granic eksklawy wrogiego kraju. Mimo stale gorącego sporu o Kaszmir w przypadku enklaw żadna strona nie domagała się jednak ziem kontrolowanych przez drugą. Sprawa enklaw to nie spór graniczny, bo granica jest, niestety dla ich mieszkańców, ustalona i znana. Tragedia tych ludzi – w przeciwieństwie do Kaszmirczyków – bierze się nie ze zbyt wielkiego, ale zbyt małego zaangażowaniu dwóch zainteresowanych państw.

Źródło: Wikimedia Commons

Źródło: Wikimedia Commons

W tym wypadku tradycją strony indyjskiej stało się unikanie ratyfikowania gotowych już umów. Negocjacje w sprawie wymiany enklaw prowadzono jeszcze w latach 50. i prawie zakończyły się one sukcesem, gdyby nie brak ratyfikacji umowy ze strony Nowego Delhi. W 1971 r. Indie odegrały kluczową rolę w wojnie, w wyniku której Pakistan Wschodni stał się niepodległym państwem Bangladesz. W efekcie dotychczasowe enklawy Pakistanu stały się teraz enklawami Bangladeszu. Chociaż i stosunki Indii z Bangladeszem bywały różne, bez wątpienia były one i są lepsze niż stosunki Indii z Pakistanem. W 1974 r. podpisano porozumienie w sprawie granicy lądowej, ale parlament indyjski i tej umowy nie ratyfikował. Mimo licznych negocjacji i politycznych procesów problemu nie rozwiązano także przez kolejne 31 lat. W 2009 r. do Bangladeszu przybył premier Indii Manmohan Singh i wówczas dwa państwa dodały nowe elementy do umowy z 1974 r., ale w 2011. r. strona indyjska po raz kolejny tych nowych porozumień nie zatwierdziła. Stało się tak dopiero niedawno,  w wyniku przegłosowanej przez parlament indyjski w maju 2015 r. 119. poprawki do konstytucji Republiki Indii. Mówiąc pokrótce, kompromis zakłada, że każde z państw przejmie enklawy znajdujące się w jego granicach, a ich mieszkańcy będą mogli wybrać, gdzie chcą odtąd mieszkać i czy chcą przynależeć do Indii czy do Bangladeszu (otrzymają bowiem wyjątkową możliwość wyboru obywatelstwa). Jest to bez wątpienia rozwiązanie sprawiedliwe, które zlikwiduje niechlubne rekordy i przemieści nadgraniczne rejony w granice rozsądku.

Przedwczoraj (6 czerwca 2015 r.) premier Indii Narendra Modi w towarzystwie premier stanu Bengal Zachodni Mamty Banerjee[2] przybył z wizytą do Bangladeszu. Został tam przyjęty z ogromną pompą. Bez wątpienia jednym z najjaśniejszych aspektów relacji dwóch państw podkreślanych podczas tej wizyty jest właśnie rozwiązanie kwestii enklaw. Jeszcze miesiąc temu słuchałem premiera Modiego na żywo w Seulu i już wtedy przedstawiał on wymianę enklaw jako jeden z największych sukcesów polityki zagranicznej swojego rządu i dziękował wszystkich partiom w parlamencie, łącznie z opozycyjnymi, za wprowadzenie potrzebnej poprawki.[3] Podczas gdy Modi pławi się teraz w chwale dobroczyńcy mieszkańców enklaw, warto przypomnieć, że to między innymi jego partia – Bharatiya Janata Party (BJP)[4] – dotąd blokowała projekt wymiany enklaw. To ona zagłosowała przeciw podobnej ustawie w roku 2011, kiedy to nie obecnie rządząca BJP, ale przeciwna jej koalicja UPA rządziła Indiami[5]. Wówczas jednak hinduscy nacjonaliści z partii BJP i organizacji RSS (a obecny premier Modi należy do obu) twierdzili, że wymiana enklaw jest dla Indii niekorzystna, bo Indie oddadzą wówczas więcej ziemi niż otrzymają (o około 10 000 akrów) i że nie można dopuścić do wymiany w sytuacji, gdy napływ nielegalnych imigrantów z Bangladeszu stanowi zagrożenie dla Indii. Rozwiązanie sprawy zostało zatem spowolnione przez typowy polityczny oportunizm. BJP –  ta sama partia, która w 2011 r. wzięła udział w zablokowaniu wymiany enklaw – teraz do niej doprowadziła. Należy jednak zaznaczyć, że partie, które wówczas rządziły i chciały do wymiany doprowadzić – to jest przede wszystkim Indyjski Kongres Narodowy – również i teraz, będąc w  opozycji, zagłosowały za rozwiązaniem problemu. Jest to tym ważniejsze, że o ile BJP dysponuje większością mandatów w niższej izbie parlamentu (Lok Sabsze), nie ma jej w izbie wyższej (Radźja Sabsze), gdzie większą ilością posłów dysponuje jej największy rywal, Indyjski Kongres Narodowy. Bardzo istotnym elementem było również przekonanie partii w Asamie i Bengalu Zachodnim: dwóch większych stanach Indii graniczących z Bangladeszem i bardzo niepokojącym się o napływ nielegalnych imigrantów stamtąd. W 2011 r. także Asom Gana Parishad z Adamu i All India Trinmool Congress z Bengalu Zachodniego zagłosowały przeciw wymianie enklaw. Mimo to w chwili pisania tych słów jednak przywódczyni tej drugiej partii Mamata Banerjee towarzyszy Modiemu podczas wizyty w Bangladeszu. Na konto Modiego należy zatem zapisać fakt, że udało mu się przekonać inne, dotąd sprzeciwiające się porozumieniu ugrupowania. Ponadto, nowy rząd wysłał również ciepłe sygnały w stronę Bangladeszu. Będąc w opozycji, hinduscy nacjonaliści krytykowali między innymi dążność rządu indyjskiego do zawarcia porozumień w sprawie podziału wód między Indiami a Bangladeszem. Znowu jednak będąc u władzy, wykonali zwrot o 180 stopni, gdyż obecny rząd premiera Modiego zaakceptował decyzję arbitrażu z ONZ, która sugeruje ustalanie spornej granicy morskiej w sposób bardziej korzystny dla Bangladeszu.[6]

Jeśli chodzi o wspomnianą wcześniej kwestię nielegalnych imigrantów z Bangladeszu, to przedstawia ona faktycznie realny problem dla Indii. Stąd też Nowe Delhi od lat umacnia i uszczelnia kontrolę na długiej i wcześniej łatwej do przeniknięcia granicy. Straż graniczna uzyskała nawet rozkaz strzelania do próbujących się przedostać osób, a w 2001 r. doszło wręcz do krwawej strzelaniny między stróżami granic obu państw. Nie wydaje się jednak, by wymiana enklaw miała się przyczynić do eskalacji tego problemu. Stany Bengal Zachodni i Asam obawiają się tak naprawdę przede wszystkim imigrantów, a nie mieszkańców enklaw. Owszem, ci ostatni otrzymają wybór, a skoro jest ich w sumie ponad 50 tysięcy oznacza to, że po indyjskiej stronie może przybyć do kilkudziesięciu tysięcy nowych obywateli. Po pierwsze jednak, nie będą to przecież w związku z tym nielegalni imigranci, po drugie zaś: nie jest to wcale liczba wysoka w porównaniu z ilością nielegalnych imigrantów z Bangladeszu przebywających w Indiach. Tak naprawdę zresztą wymiana enklaw raczej pomoże Indiom odgrodzić się od imigracji z Bangladeszu. Dla dobra mieszkańców enklaw funkcjonowały bowiem specjalne strefy tranzytowe, takie jak korytarz Tin Bigha, który pozwalał Bangladeszowi mieć połączenie z enklawami Dahagram i Angarpota (Dahagram to najludniejsza ze wszystkich enklaw; żyje tam około 16 tysięcy ludzi i jako jedyna ma namiastkę realnych struktur państwowych). Nie jest wykluczonym, że ułatwianie przekraczania granicy dla mieszkańców enklaw mogło ułatwiać niektórym imigrantom przekradanie się. Wymiana enklaw może tak naprawdę ułatwić Nowemu Delhi domknięcie granicy.

Źródło: Wikimedia Commons

Źródło: Wikimedia Commons

Porozumienie powstrzymywały też szersze kwestie ideologiczne. Tak naprawdę nie tylko hinduscy nacjonaliści i partie z rejonów nadgranicznych nie były zbyt chętne na wymianę enklaw. Niemal każdemu państwu trudno jest tak po prostu zrezygnować z części swojego terytorium, jeśli nie jest do tego w ten czy inny sposób przymuszone przez silniejszy podmiot. Cała ideologia państwowa oparta jest na suwerenności i niepodległości i na konieczności ich obrony. Sformułowanie ,,ani piędzi ziemi’’ można zapewne odnaleźć w każdym języku narodowej ideologii. Oddanie nawet niewielkiego obszaru tworzy nie tylko niebezpieczne precedensy prawne, ale też ideowe. Pamiętamy, że Indie wciąż nie rozstrzygnęły konfliktu o Kaszmir z Pakistanem ani dysputy o długą granicę z Chinami i jak dotąd odmawiały nie tylko oddania choćby kawałka z tamtych spornych ziem, ale nawet przyznania, że duża ich część jest od dawna pod kontrolą rywala. Jak wspomniałem, enklawy nie miały znaczenia ideologicznego, strategicznego ani nawet gospodarczego, ale tego samego nie można powiedzieć o innych spornych obszarach Indii. Nie jest łatwo z jednej strony opiewać żołnierzy, którzy oddali życie za każdy kawałek Ojczyzny a z drugiej strony po prostu oddać kilkadziesiąt tysięcy akrów równin sąsiadowi. W samych Indiach za enklawami raczej nikt nie będzie płakał, ale po tym precedensie Nowe Delhi będzie musiało teraz liczyć się z nowymi naciskami ze strony Pekinu i Islamabadu. Jeszcze w latach 50. Chiny proponowały Indiom po prostu wymianę dwóch spornych terytoriów, odpowiednio na zachodnim i wschodnim krańcu Himalajów. Nowe Delhi jednak wówczas odmówiło i ostatecznie Chiny wywalczyły proponowaną wymianę zbrojnie w 1962 r. Teraz jednak Indie wymieniły się ziemią z Bangladeszem i Chińczycy na pewno mogą to skwapliwie wypomnieć. Nie sądzę jednak, by rząd Modiego był gotów na jakąkolwiek inną wymianę. O ile jeszcze – gdyby nie kwestie ideowe – do zatwierdzenia granicy z Chinami można byłoby doprowadzić w sposób pragmatyczny, to w wypadku spornego z Pakistanu Kaszmiru wymiana enklaw nie może raczej stać się żadnym wzorem, bo w tym wypadku obie strony chciałyby tak naprawdę kontrolować całe terytorium.

Niezależnie od przyszłych wypadków politycznych i pomimo długotrwałych procesów przeszłych, przynajmniej teraz kilkadziesiąt tysięcy ludzi znalazło się teraz w lepszej sytuacji.  Według mediów w enklawach panuje obecnie wielka radość i bez wątpienia to rozwiązanie oznacza dla nich szansę na normalne, a przynajmniej godne życie.

Dziękuję p. Tomaszowi Flasińskiemu z IH PAN za konsultacje kwestii historycznych wspomnianych w tym artykule.

[1] R. Jones, Sovereignty and statelessness in the border enclaves of India and Bangladesh, Political Geography, 28 (2009), s. 375.

[2] Wym. Narendr Modi, Mamta Banardźi.

[3] Pewne aspekty tego wystąpienia opisałem tutaj: http://www.polska-azja.pl/2015/05/27/k-iwanek-o-charyzmie-modiego-luzne-notatki-ze-spotkania-z-premierem-indii/. Na Youtube można również znaleźć całe ówczesne wystąpienie N. Modiego, a na jego stronie – narendramodi.in – również jego zapis.

[4] Wym. Bhartija Dźanta Parti, ,,Indyjska Partia Ludowa’’.

[5]Por. [b.a.] BJP won’t support Bill to ratify India-Bangladesh border pact, The Hindu, 3 marca 2013,  http://www.thehindu.com/news/national/bjp-wont-support-bill-to-ratify-indiabangladesh-border-pact/article4469794.ece

[6]Por. M. Phillips, Resolving the Absurd Indo-Bangladesh Border Complexities, The Diplomat, 26 września 2014, http://thediplomat.com/2014/09/resolving-the-absurd-indo-bangladesh-border-complexities/.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Do granic rozsądku. Rozstrzygnięcie kwestii enklaw na granicy Indii i Bangladeszu Reviewed by on 8 czerwca 2015 .

Do rozmaitych rekordów pobitych w Indiach należy też rekord enklaw. Można byłoby jednak bezproduktywnie spierać się, do kogo ten rekord należy, skoro chodzi o przekładaniec terenów Indii i Bangladeszu… Lepiej zatem uznać, że jest to rekord wspólny i raczej niezbyt chlubny. Po obu stronach granicy tych państw znajduje się w sumie 198 enklaw, z czego

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź