Indie news,Komentarz eksperta

K. Iwanek: Czym handluje Modi? Kryzys sukcesji w BJP

Wybory do indyjskiego parlamentu związkowego mają planowo odbyć się dopiero za dwa i pół roku, ale już teraz pytanie, kto będzie przyszłym premierem, rozpala wiele głów. Obecnie rządząca koalicja, United Progressive Alliance, dzierży lejce władzy po raz drugi ma ona narastające problemy z wizerunkiem ze względu na ujawnienia kilku korupcyjnych afer i jej opór wobec przyjęcia antykorupcyjnego ustawodawstwa. W chwili obecnej poparcie dla UPA jest nadal wysokie, jednak gdyby miało przegrać, niemal pewnym zwycięzcą wyborów byłaby druga największa koalicja – National Democratic Alliance. Tymczasem główna partia tego sojuszu i drugie co do liczebności ugrupowanie[1] w parlamencie – Bharatiya Janta Party (BJP) – przechodzi obecnie przez kryzys przywództwa. Jego objawem jest brak konsensusu, kto z ramienia tej partii miałby być premierem w razie wyborczej wiktorii.

Jeszcze do niedawna władzę w BJP trzymał tandem L.K. Advani i A.B. Vajpayee. Byli oni w stanie wygrać wybory w roku1998, apotem ponownie w 1999 i utrzymać ją przez całą kadencję (premierem był wówczas Vajpayee), ale od tego czasu dwa razy przegrali w elekcjach, co oczywiście osłabiło ich prestiż. Ponadto, obydwaj weszli w wiek starczy. Advani ma obecnie 83 lata, Vajpayee zaś 86. Od dawna część członków partii mówi, iż w przywództwie BJP musi dojść do pokoleniowej zmiany warty, co oznaczać ma dopuszczenie do władzy pięćdziesięcio- i sześćdziesięciolatków. Jednakże stara gwardia nie ustąpi łatwo. O ile Vajpayee jest na tyle chory, iż według doniesień prasowych nie jest w stanie mówić, o tyle dziarski Advani jest wciąż aktywny. Dwa lata temu prezydentem ugrupowania został 54-letni Nitin Gadkari. Ma on jednak przede wszystkim doświadczenie w zarządzaniu strukturami partyjnymi i to lokalnymi; nie zdobył ostróg we władzy wykonawczej; nigdy nie był ministrem w rządzie związkowym ani premierem rządu stanowego, zakres jego wpływów wydaje się mało wyraźny (co oczywiście może być mylące). W kontekście kandydatury na premiera nazwisko Gadkariego się nie pojawia, nazwisko Advaniego zaś – jak najbardziej. Jednakże spekuluje się, iż stanowisko to chętnie zdobyłby ktoś z młodszego pokolenia. Mogłaby to być 59-letnia Sushma Swaraj, obecnie przewodząca opozycji w Sejmie czy 59-letni Arun Jaitley, obecnie przewodniczący opozycji w Senacie. Oboje są bliscy Advaniemu, ale też skłóceni między sobą w walce o to, które z nich przejmie po nim berło. Jeśli zaś władza miałaby pozostać w starszym pokoleniu, to mógłby ją odziedziczyć 77-letni Murli Manohar Joshi.[2]

Jednakże od września tego roku indyjska prasa zastanawia się, czy czarnym koniem w wyścigu o zostanie kandydatem na premiera nie zostanie ktoś zupełnie inny: 61-letni Narendra Modi. Już od dziesięciu lat piastuje on funkcję premiera stanu Gudźarat. Oznacza to, iż w przeciwieństwie do wymienionej wyżej czwórki kandydatów (Advani, Swaraj, Jaitley, Joshi) Modi spędził ostatnie lata nie jako opozycyjny poseł czy działacz struktur partyjnych, ale jako sternik władzy wykonawczej, co dla wielu jest argumentem za tym, iż sprawdzi się jako premier całej republiki. Zwłaszcza, że najwyraźniej jest on premierem bardzo sprawnym. A początki nie były łatwe. Na około dziewięć miesięcy przed przejęciem przez Modiego tego stanowiska, jego rodzimym Gudźaratem wstrząsnęło potężne trzęsienie ziemi, które mogło spowodować śmierć ok 20 000 ludzi i straty rzędu pięciu i pół miliarda dolarów. Obecnie ten stan jest jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się w całych Indiach. Modi skupił się na przyciąganiu się inwestorów, szczególnie tych wielkiego kalibru, na zakładaniu wolnych stref ekonomicznych.  Utrzymuje on grupę urzędników zajmujących się poszukiwaniem nowych inwestycji a czasem wysyła ich poza granice stanu, aby szukali kontaktu z biznesmenami. Kiedy firma Tata ogłosiła chęć budowy najtańszego samochodu świata (Nano), zamierzała uczynić to w Bengalu Zachodnim, ale tamtejsze władze uniemożliwiły przedsiębiorstwu założenie fabryki, Modi dołożył starań, by zakład powstał w jego stanie. Obecnie Gudźarat jest stanem przyciągającym największą liczbę krajowych inwestorów (wyprzedził na tej pozycji Maharasztrę) a jeśli chodzi o wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych zajmuje miejsce trzecie (tu ciągle rządzi Maharasztra, drugie miejsce zajmuje Tamilnadu).[3] Nawet niektóre ze środowisk nieprzychylnych Modiemu przyznały, że odniósł on ekonomiczny sukces. Należy jednak pamiętać, iż premier bynajmniej nie budował gospodarki swojego stanu od zera. Nawet mimo niszczycielskiego trzęsienia ziemi jego stan był jednym z najbogatszych w Indiach jeszcze zanim przejął on władzę a Gudźaratczycy od dawną mają opinię wprawnych handlarzy. Pytanie, czy Modi poradziłby sobie tak dobrze stojąc na czele rządu tak ubogiego stanu jak np. Bihar, Dźharkhand czy Orisa?

Jednakże dotychczasowe osiągnięcia premiera Gudźaratu okrywa cień grozy równie silny jak opromieniająca go sława. U progu jego rządów, w roku 2002, w gudźarackim miasteczku Godhra muzułmanie spalili pociąg, w którym podróżowali hindusi[4], doprowadzając do okrutnej śmierci blisko 60 osób. Sam Modi jest hindusem i jego partia, BJP, opiera się głównie na elektoracie hinduskim, czasem sięgając wręcz po retorykę antymuzułmańską. Modi otwarcie zresztą używa swoich religijnych afiliacji w polityce. Kiedy kandydował w roku 2007, używał sloganu ,,Krajem będzie rządzić właśnie ten, kto mówić będzie o dobru hindusów’’[5] (wyraźnie zatem zwracał się tylko do hindusów, nie zaś Indusów). Po dojściu do władzy zaczął jednak mówić raczej o rozwoju dla wszystkich. Wkrótce po spalenie pociągu z hindusami w Gudźaracie wybuchły rzezie wyznawców islamu – zginęło ich co najmniej ponad 1000. Jak zawsze w takich sytuacjach w Indiach powstaje pytanie jak siły porządkowe mogły dopuścić do aż tak licznych ofiar i czy nie miały wyraźnego rozkazu, by pozostać biernymi. Poważne podejrzenia ciążą w tym kontekście na rządzie Modiego, łącznie z nim samym. Sanjiv Bhatt, jeden z oficerów policji obecnych na odprawie przeprowadzonej przez premiera stanu przed początkiem zamieszek twierdzi, iż Modi powiedział wtedy funkcjonariuszom by pozwolili hindusom ,,dać upust swej złości’’ na muzułmanach. Trzydziestego września b.r. wciąż publicznie oskarżający premiera Bhatt został aresztowany, choć wypuszczono go 17 października. Związki między rządem Modiego a rzeziami na muzułmanach do dziś nie zostały satysfakcjonująco zbadane w drodze śledczej i sądowej. Po zarzutach, jakie wytoczono premierowi wkrótce po zamieszkach, czyli w 2002 r., rozwiązał on rząd i rozpisał nowe wybory, które wygrał, tak jak i następne w 2007 r., ale to oznacza jedynie, iż rozgrzeszyła go większość głosujących, nie zaś odpowiednie organy. Podejrzenia wobec Modiego mają również Amerykanie i są one na tyle głębokie iż w roku 2005 odmówiono mu wizy. Sonia Gandhi, przewodnicząca Indyjskiego Kongresu Narodowego, największego rywala BJP, okrzyknęła niegdyś Modiego mianem maut ka saudagar – ,,handlarz śmiercią’’.[6] Wizerunek Narendry Modiego jest zatem rozpostarty między dwiema skrajnościami – dobrego zarządcy, rybaka inwestycji, czyli świetnego handlarza z jednej strony i człowieka oskarżanego o rzezie innowierców, czyli ,,handlarza śmiercią’’, z drugiej.

We wrześniu tego roku amerykańskie Kongresowe Centrum Badawcze wygłosiło proroctwo, według które koalicja z BJP na czele wygra następne wybory a premierem zostanie właśnie Modi. Dwunastego dnia tego samego miesiąca Sąd Najwyższy zdecydował się nie wygłaszać wyroku w sprawie ,,celowego niedziałania’’ premiera i innych osób podczas zamieszek ale przedłużyć postępowanie w celu zbadania kolejnego wątku, co obie strony odtrąbiły jako swój sukces. Te dwa wydarzenia przypomniały opinii publicznej o ciążących na Modim oskarżeniach i pewnie dlatego premier zapowiedział na październik trzydniowy, bardzo nagłośniony medialnie post, który, nota bene, odbył się w intencji ,,pokoju i harmonii’’ w Gudźaracie. Post był też pewnie przeprowadzony pod kątem mających odbyć się w przyszłym roku wyborów w stanie. Prasa dostrzegła w nim jednak trzecie dno: według wielu Modi chciał też zwrócić uwagę na siebie jako przyszłego premiera państwa. Tak w każdym razie mógł to odebrać Advani, który w tym samym czasie zaczął 40-dniową pielgrzymkę przez Indie w intencji walki z korupcją. Stosowanie w działaniach publicznych postów i pielgrzymek przez polityków indyjskich (szczególnie tych pokazujących otwarcie swoją religijność) jest normalne, ale jeśli dwóch wiodących polityków tej samej partii stosuje oba zabiegi równocześnie, bez żadnego udziału i współpracy między sobą[7], to może to oznaczać rozpoczęcie między nimi medialnego wyścigu. Tak widzi to indyjska prasa, która uznała te zabiegi jako początek rywalizacji między Advanim a Modim o kandydaturę na premiera (sam Advani temu zaprzecza i twierdzi, że premierem zostać nie chce). Jeszcze bardziej wymowny jest fakt, iż mimo namów Modi nie stawił się na zjazd egzekutywy partii (30 września b.r.).

Pośród nieobecnych na tym zjeździe byli również dwaj inni czołowi politycy BJP, jeszcze do niedawna piastujący funkcje premierów stanów – Ramesh ,,Nishank’’ Pokhriyal (Uttarakhand) i B.S. Yedyurappa (Karnataka).[8] Obydwaj zostali w ciągu trzech ostatnich miesięcy usunięci ze swoich stanowisk z powodu oskarżeń o korupcję, przy czym w wyniku tego drugiego zostały one dowiedzione, w wypadku pierwszego zaś sprawa jest na razie dość niejasna. Czy nieobecność każdego z nich wynikała z ich osobistego niezadowolenia czy też na naszych oczach wyrasta w BJP ,,grupa buntowników’’, to jest frakcja Modiego? Drugim istotnym pytaniem jest jak w obliczu konfliktu Advani-Modi zachowa się ,,młodsze pokolenie’’ partii, to jest osoby tak jak wpływowe jak Sushma Swaraj czy Arun Jaitley. Dotąd, jak wspomniano, trzymają się oni oboje Advaniego ale są też przecież świadomi, iż kiedyś jednak będzie on musiał przekazać berło.[9]

BJP od innych partii odróżnia to, że jest połączona z jedną organizacją. Mowa o Rashtriya Svayamsevak Sangh (RSS)[10], potężnej i rozległej organizacji reprezentującej ideologiczny nurt hinduskiego nacjonalizmu (hindutwa). BJP i RSS są zrośnięte podwójnym członkostwem. Advani, Vajpayee, Modi – wszyscy oni są równocześnie członkami RSS i politykami BJP. Organizacja stara się oczywiście mieć jak największy wpływ na to, kto kieruje partią. I tak na przykład prezydent ugrupowania, Gadkari, uzyskał to stanowisko właśnie dzięki ingerencji RSS. Gadkari wywodzi się zresztą z Nagpuru, miasta, gdzie znajduje się główna siedziba RSS i mieszka obok niej. RSS wybrało Gadkariego ponoć dlatego, iż nie chciało dopuścić do funkcji prezydenta nikogo z tak zwanego ,,D-4’’, czyli czwórki wpływowych polityków BJP osiadłych w Delhi (Sushma Swaraj, Arun Jaitley, Venkaiah Naidu, Ananth Kumar, wszyscy należący do młodszego pokolenia partii). Trudno zatem wyobrazić sobie, by któryś polityk BJP mógł zostać premierem bez namaszczenia RSS. Jak dotąd, również RSS wydaje się stać bardziej po stronie Advaniego niż Modiego; w każdym razie ten pierwszy w trakcie swojej pielgrzymki odwiedził siedzibę organizacji, by, jak złośliwie stwierdziła część mediów, uzyskać błogosławieństwo RSS jako kandydat na premiera.

 Reasumując, dylematy BJP i RSS wyglądają następująco. Jeśli Advani będzie chciał pozostać przywódcą i potencjalnym premierem, to musi liczyć się z narastającym niezadowoleniem młodszego pokolenia, sam jest zresztą coraz mniej popularny. Mógłby przekazać berło jednej z dwójki najbliższych mu młodszych polityków – Sushmie Swaraj lub Arunowi Jaitleyowi. Problem w tym, że gdy tylko Advani wybierze jedno z nich, to drugie stanie się jego zaciekłym rywalem i utworzy konkurencyjne środowisko. Można byłoby wyjść poza te koterie i uczynić kandydatem na premiera Modiego, który ze wszystkich liczących się polityków BJP ma największe osiągnięcia jako administrator. Jednakże z Modim BJP i RSS  mają bodaj największy problem, właśnie ze względu na dwoistość jego wizerunku.

BJP popierają niemal sami hindusi, szczególnie bardziej radykalni. Równocześnie, znacząca część elektoratu to drobni i średni przedsiębiorcy – dla jednych i dla drugich premier Gudźaratu, wyraźnie grający na hinduskich sentymentach i dbający o dynamiczny rozwój gospodarczy, może wydawać się najlepszym wyborem. Z drugiej strony BJP jest doskonale świadome ciągnącego się za Modim cienia antymuzułmańskich rzezi. Może on, co prawda, przyciągać najbardziej radykalny elektorat, ale odpycha z kolei bardziej liberalnych wyborców, ale także niektórych kluczowych koalicjantów, z którymi BJP jest związana. Żadna partia w Indiach nie jest bowiem w stanie zdobyć sama większości w parlamencie związkowym i BJP też tego nie osiągnie w nadchodzących wyborach. O ile BJP nie dba zanadto o elektorat muzułmański, to niektórzy z najważniejszych jej koalicjantów – tak. Nie przełkną oni człowieka, na którym ciążą takie podejrzenia, jako ,,swojego’’ premiera[11]. Wreszcie, chociaż w kontekście rzezi wyznawców islamu BJP zawsze broniło niewinności Modiego, to partia na pewno świadoma, iż proces w sprawie ,,celowego niedziałania’’ Modiego wciąż się toczy, wyrok może okazać się niekorzystny i może zapaść on w najmniej wygodnym momencie – na przykład tuż przed lub tuż po wyborach. To jest zresztą chyba jedna z najważniejszych przesłanek co do jakiegoś zaangażowania – lub właśnie ,,niedziałania’’ – rządu Modiego przy rzeziach: z jakichś powodów te wydarzenia są niewygodne nawet dla jego własnej partii.

Tych problemów nie ma rządzący (na czele swojej koalicji) Indyjski Kongres Narodowy, który jest partią dynastyczną. Lada chwila przywódczyni tego  ugrupowania, Sonia Gandhi, przekaże lejce swojemu synowi, Rahulowi a w razie zwycięstwa w następnych wyborach to on najpewniej zostanie premierem. Wtedy dywagacje na temat przywództwa w BJP będą mniej ważne. Jednakże w razie gdyby prowadzona przez BJP koalicja NDA miała wygrać, problem sukcesji w tej partii stanie się jednym z najważniejszych zagadnień w indyjskiej polityce.

 

[1] BJP ma obecnie 115 na 543 posłów. Sterujący UPA Indyjski Kongres Narodowy, największa obecnie partia, ma 207 posłów.

[2] Wym. Atal Bihari Wadźpeji, Lal Kryszn Adwani, Nitin Gadkari, Suszma Słaradź, Arun Dźetli, Murli Manohar Dźoszi.

[3] Na postawie sumarycznych danych zebranych od sierpnia 1991 do marca 2011 r. (a więc również wliczając okres dziesięciu lat sprzed władzy Modiego) i przedstawionych przez Secretariat for Industrial Assistance we wrześniu 2011 r.

http://articles.timesofindia.indiatimes.com/2011-09-22/mumbai/30189236_1_gujarat-car-project-narendra-modi

Jedną z zagranicznych firm, które podpisały z rządem Modiego umowę na założenie fabryki w Gudźaracie był Peugot (w 2009 r.).

[4] Według wielu opisów byli to hinduscy ,,pielgrzymi’’, jest to jednak określenie nieścisłe. Ludzi, którzy zostali wówczas spaleni żywcem w pociągu, nazywa się w hindi słowem kar sevak, co oznacza osobę wykonującą ochotniczo pracę dla własnej wspólnoty religijnej (np. budowa miejsca kultu). Wracali oni z Ajodhji, miejsca, gdzie w 1992 r. zburzono meczet Babura, szesnastowieczny budynek mający stać według wielu w miejscu świątyni boga Ramy. Za owo zburzenie była odpowiedzialna w dużej organizacja RSS (wymieniona dalej w tekście) i jej partia – BJP. Owi ,,pielgrzymi’’ w oczywisty sposób mogli skojarzyć się muzułmanom w Godhrze ze zburzeniem meczetu i antymuzułmańską organizacją RSS. Nie jest to oczywiście w niczym wytłumaczeniem dla zbrodni spalenia pociągu, ale może być wytłumaczeniem, dlaczego zbrodnia ta spotkała się z tak krwawą zemstą w sytuacji, gdy w Gudźaracie rządzili akurat ludzie należący do BJP i RSS.

[5] ,,Dźo hindu hit ki bat karega, wohi deś par radź karega’’.

[6] Wym. mot ka sodagar.

[7] Ostatecznie dwaj panowie wystąpili publicznie, kiedy pielgrzymka Advaniego dotarła do stanu Modiego – Gudźaratu – 6 listopada b.r. Część prasy starała się jednak i w tej sytuacji dowodzić, iż relacje między nimi nie poprawiły się, bowiem Modi nie siedział na scenie tuż obok Advaniego ale dwa krzesła dalej. Spekulacje medialne głoszą również, iż podczas wizyty Advaniego w Gudźaracie nie zauważano, by rozmawiał on z Modim i że być może Modi nie pozwolił Advaniemu zacząć całej pielgrzymi od swojego stanu.

[8] Wym. B.S. Jedjurappa i Rameś ,,Niśank’’ Pokhrijal.  Drugi z nich jest poetą i ,,Niśank’’ jest jego nom-de-plume, stąd brane jest w cudzysłów (innym poetą w BJP jest Vajpayee).

[9] Jeśli chodzi o reprezentującego ,,starsze pokolenie’’ Murliego Manohara Joshi, to biorąc pod uwagę poglądy gospodarcze, nie powinien on Modiego popierać, bowiem Joshi jest zwolennikiem ochrony rdzennie indyjskiego przemysłu (czyli swadeśi) za wszelką cenę, Modi zaś, jak wspomniano, preferuje wolny rynek i wpuszczanie inwestorów zagranicznych.

Kandytaturę Modiego (na prezydenta partii dwa lata temu) wsparł natomiast wpływowy pisarz i dziennikarz,  członek BJP i dawny minister, Arun Shourie. Wówczas poparcia Modiemu udzielił też Arun Jaitley.

Kolejnym pytaniem jest jak wobec kryzysu zachowa się prezydent partii, Nitin Gadkari. Jak dotąd próbował on koncyliacji, starając się sprowadzić Modiego na zjazd egzekutywy. Brak powodzenia może dowodzić słabości autorytetu Gadkariego lub hardości i niezależności Modiego – lub jednego i drugiego.

[10] Wym. Rasztrija Słejamsewak Sangh, ,,Narodowy Związek Ochotników’’.

[11] Chociaż z drugiej strony również Advani i Vajpayee wzięli udział w zburzeniu meczetu Babura (patrz przypis 4) a mimo to 6 lat później wygrali wybory a ich sojusznicy jakoś tę antymuzułmańską przeszłość przełknęli.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Iwanek: Czym handluje Modi? Kryzys sukcesji w BJP Reviewed by on 9 listopada 2011 .

Wybory do indyjskiego parlamentu związkowego mają planowo odbyć się dopiero za dwa i pół roku, ale już teraz pytanie, kto będzie przyszłym premierem, rozpala wiele głów. Obecnie rządząca koalicja, United Progressive Alliance, dzierży lejce władzy po raz drugi ma ona narastające problemy z wizerunkiem ze względu na ujawnienia kilku korupcyjnych afer i jej opór wobec

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 5

  • Avatar Krzysztof Iwanek

    Panie Stefanie.
    Ale kto ,,jeszcze zyje”? Bo maharadza nie zyje od dawna, to byloby posmiertne.
    Reszte kwestii porusze jak wroce, bo na razie jestem w Indiach.
    Pozdrawiam

  • Niestety nie posiadamy forum z prawdziwego zdarzenia, więc napiszę tutaj z racji tego, że jest to najbardziej aktualny wątek indyjski.

    Przeczytałem dość ogólny, ale bardzo ciekawy artykuł nt. wpływu badań nad sanskrytem i wpływu filozofów czy starożytnych językoznawców indyjskich na rozwój XIX wiecznej lingwistyki. Zdawałem sobie już wcześniej sprawę z tego wpływu, ale nie wiedziałem że był tak bardzo kluczowy.

    Wierzących mogą zapewne razić niektóre z fragmentów tego tekstu, ale nie krytyka religii jest w nim najistotniejsza.

    Tutaj link:
    3w.racjonalista.pl/kk.php/s,7526

  • Bardzo brakuje szerokich artykułów nt. polityki indyjskiej i ten zasklepia częściową tą lukę.
    Takie pytanie retoryczne:
    –Czy da się rządzić miliardowym krajem odnosząc się z wrogością do 15 % mniejszości religijnej i bagatelizować problemy setek milionów wyrzuconych poza system kastowy czy lokujący się na samym jego dnie ?
    A teraz nieretoryczne:
    – Jaki jest stosunek sympatyków hindutwy do 700 letnich wpływów islamskich na kulturę hinduską ?
    – Czy wniosek o odznaczenie maharadży został odrzucony ? Czemu oczekiwanie trwa tak długo ?
    – Czy są już dostępne wyniki cenzusu w Indiach z tego roku, a jeśli nie to kiedy należy ich oczekiwać ?

    Bardzo dziękuję z góry za odpowiedzi na te pytania.

    • Avatar Krzysztof Iwanek

      Panie ciekawy.
      Dziękuję za komentarz. Skoro pierwsze pytanie jest retoryczne, to na nie nie odpowiadam:p
      Dalej.
      Ad 1. Zwolennicy hindutwy mają z tym oczywiście dobrze skrywany problem. Oni widzą kulturę hinduską jako coś czystego (cokolwiek to znaczy), co nie zmieniło się od ,,Złotego Wieku” starożytności, przed przybyciem islamu. Zazwyczaj starają się zatem przemilczać w swoich publikacjach cały pozytywny wkład islamu – architekturę, poezję itd. Np. w niektórych szkołach prowadzonych przez RSS podręcznik do historii opisuje władzę Mogołów tylko pod kątem walk, budowa Tadź Mahalu ani jakiejkolwiek innej budowli nie została wspomniana ani słowem! U radykalnych zwolenników hindutwy islam jest przedstawiany jako religia, która przyniosła tylko wojnę a cały czas władzy dynastii muzułmańskich jest opisywany jako okupacja, przeciw której trwała ,,wojna o niepodległość”. Dziś – przede wszyskim Vishwa Hindu Parishad, część RSS – wzywa do zburzenia wielu meczetów, bo staneły na miejsach świąttyń (co skądinąd bardzo często jest prawdą, przyznajmy). Niektórzy wielbiciele hindutwy, choć raczej mniejszość, radzą się z problelem wpływów islamskich inaczej: po prostu twierdzą, że ich nie było, bo każdy meczet, grobowiec czy inna piękna budowla, z Tadź Mahalem włącznie to po prostu… przeróbka świątyni (tak robi Puroshottam Nagesh Oak).
      2. Wniosek nie zostł odrzucony, wręcz przeciwnie, jak mnie informowano niecałe 2 tygodnie temu, ma on wszelkie potrzebne zgody i czeka tylko na podpis.
      3. Są dostępne wstępne wyniki cenzusu, jak najbardziej, sporo ciekawych danych już udostępniono, proszę sprawdzić na stronie National Registrar of India.

      Pozdrawiam

      • Bardzo panu dziękuję za ciekawy artykuł o Indyjskim maharadży jestem bardzo wzruszony tymi wydarzeniami o których nic nie wiedziałem.Jakie to miłe w przeciwieństwie do bandytów profanujących nasze Święto Narodowe.Szkoda że nasz prezydent dopiero teraz zdecydował się odznaczyć tego pana i dobrze że jeszcze żyje.Ciekawe czy dowiedział się z pana artykułu.

Pozostaw odpowiedź