Komentarz eksperta,Top news

K. Iwanek: Czy zagraniczne firmy zbudują indyjską armię?

20 czerwca 2016 r. rząd w Nowym Delhi ogłosił decyzję o rozluźnieniu szeregu zasad, na których zagraniczne firmy będą mogły funkcjonować w Indiach. Zdecydowano między innymi o (1) podniesieniu dopuszczanego poziomu bezpośrednich inwestycji zagranicznych w przemyśle zbrojeniowym do 100% udziałów (dotąd było to 49%); (2) umożliwieniu BIZ w przemyśle lotnictwa cywilnego do tego samego poziomu; (3) umożliwienie BIZ w przemyśle farmaceutycznym w inwestycjach typu brownfield do poziomu 74% (dotąd było to 49%); (4) ułatwienie BIZ w handlu detalicznym czy o (5) podniesieniu dopuszczanego poziomu BIZ  przemysł prywatnych agencji bezpieczeństwa z 49% do 74%. Wprowadzono również udogodnienie dla takich firm jak Apple.

Z jednej strony decyzje te po części zaprzeczają stanowisku rządzącej partii Bharatiya Janata Party (wym. Bhartija Dźanta Parti) z czasów, gdy była opozycji. Wówczas to samo ugrupowanie sprzeciwiało się umożliwieniu BIZ w przemyśle obronnym do poziomu 100%. W podobny sposób obecny premier i członek tej partii, Narendra Modi, jeszcze jako jeden z regionalnych liderów krytykował swego czasu bezpośrednie inwestycje zagraniczne w handel detaliczny. Jako premier zaś nie tylko ich nie zabronił, ale nawet obecnie je ułatwił. Innymi słowy, jest to element typowej politycznej gry w udawanie, że jest się innym od adwersarzy. Z drugiej strony, przyjęte obecnie ułatwienia są w zgodzie z polityką gospodarczą tejże partii z czasów jej poprzedniej kadencji (1999-2004) kiedy, przynajmniej przez pierwsze trzy lata, opowiadała się za kursem wolnorynkowym.

Ponadto, co najmniej pierwsza zmiana – w przemyśle zbrojeniowym – jest być może zapowiedzią prawdziwego początku dawno obiecywanej przez rząd kampanii. Flagowym projektem premiera Modiego jest kampania Make in India (,,Produkuj w Indiach’’) zakładająca, pokrótce, że Nowe Delhi ułatwi zagranicznym firmom prowadzenie produkcji w Indiach, szczególnie w przemyśle ciężkim. W domyśle kampania ta ma zapewne zbliżyć kształt gospodarczy Indii do modelu, który niegdyś stworzyły Chiny stając się fabryką świata. Tak naprawdę jednak poblakłe już eleganckie foldery i przebrzmiałe filmy promocyjne kampanii Make in India w większości reklamowały zmiany, do których doszło jeszcze przed początkiem tej kampanii, a poza tym obiecywały zmiany, do których w praktyce przez następne dwa lata nie doszło. Tak naprawdę zatem dopiero obecna reforma może zwiastować faktyczny, a nie formalny tylko początek projektu Make in India. Formalnie zaś stanowi ona nawet krok naprzód: zarówno prawo indyjskie jak i foldery kampanii Make in India mówiły o umożliwieniu BIZ w przemysł zbrojeniowy do poziomu 49%, teraz zaś będzie to 100%. Zbrojeniówka jest oczywiście szczególnie wrażliwym sektorem i to jej pragnę poświęcić resztę tego tekstu.

Nie ma wątpliwości – tak w Indiach jak i poza nimi – że indyjska armia jest w wielu względach wyposażona w przestarzały sprzęt. Od lat podejmuje się próby jej modernizacji a zagraniczne firmy ustawiają się w karnych kolejkach, by przedstawić swoje oferty. Temat sprzedaży sprzętu wojskowego przewija się wielokrotnie podczas wizyt głów rozmaitych państw w Nowym Delhi. Według danych SIPRI Indie w ciągu ostatnich lat zazwyczaj zajmowały pierwsze miejsce pośród państw wydających najwięcej pieniędzy na import sprzętu wojskowego z zagranicy. Równocześnie co najmniej część (jeśli nie większość) polityków i oficerów to zwolennicy uniezależnienia od zagranicznych produktów i samodzielnego tworzenia kluczowych broni. Jednakże – na co wskazuje sam poziom importu – osiągnięcia indyjskich inżynierów na tym polu były niespecjalne. Być może najlepiej broni się program budowy rakiet. Jednakże jedną ze spektakularnych porażek była ciągnąca się latami budowa pierwszego indyjskiego czołgu Arjun (wym. Ardźun), który dopiero od niedawna wchodzi w użycie a i tak oparty jest na dotąd stosowanym w Indiach modelu rosyjskim (i to radzieckie/rosyjskie czołgi nadal i tak stanowią podstawę indyjskie armii). Państwowa firma Hindustan Areonautics Limited przez dwadzieścia lat budowała pierwszy indyjski myśliwiec: rezultatem był, co prawda, produkt bardzo tani (w porównaniu do produkcji zagranicznych), ale w praktyce oparty tylko w 40% na komponentach wyprodukowanych w Indiach.

źródło: commons.wikimedia.org

źródło: commons.wikimedia.org

Z tej perspektywy decyzję rządu w Nowym Delhi można uznać za swego rodzaju kapitulację: przyznanie, że Indiom nie udało się uniezależnić i stworzyć gamy własnych, wartościowych produktów sektora zbrojeniowego. Zwolennicy obecnego rozwiązania mówią, że w zaistniałej sytuacji lepiej już mniej importować, a zaprosić firmy do siebie. Dzięki temu ich produkty będą tańsze, a wiele osób miałoby szansę na zatrudnienie w nowych fabrykach. Zapewne też rząd uświadomił sobie, że ,,bezpieczny’’ – bo nie pozwalający na przejęcie kontroli nad firmą – limit 49% udziałów w tym i innych przemysłach nie jest dla wielu inwestorów tak atrakcyjny. Oczywiście jednak sektor zbrojeniowy jest na tyle ważny, iż rząd podkreślił przy okazji, że jakakolwiek umowa, w wyniku której zagraniczne przedsiębiorstwo przejęłoby ponad 49% udziałów indyjskiej firmy tego sektora i tak będzie wymagała zgody władz. Można jednak zgadywać, że rząd nie po to wprowadził te zmiany, by teraz blokować inwestycji. Poza wszystkim Indie zwyczajnie potrzebują potężnych zastrzyków pieniędzy, by rozruszać gospodarkę.

Jeśli inwestycje rzeczywiście się pojawią, może to spowodować kilka interesujących procesów. Po pierwsze, prawdopodobnie zmniejszy się uzależnienie Indii od importów sprzętu wojskowego z Rosji, jak dotąd głównego dostawcy Nowego Delhi. Import ten i tak słabnie ze względów technologicznych (Moskwa nie może zaoferować wystarczająco zaawansowanego sprzętu), teraz zaś osłabnąć może z powodów finansowych (firmy z innych krajów będą miały więcej pieniędzy na zainwestowanie w produkcję sprzętu wojskowego w Indiach). Po drugie, zwiększyć się mogą kontakty z firmami z państw już teraz coraz częściej sprzedających Indiom zaawansowane technologie: przede wszystkim z przedsiębiorstwami amerykańskimi. Byłby to jednak kolejny przykład przenoszenia produkcji do Indii, co jest przez wiele osób w USA krytykowane i pytanie, jak zareaguje na to Waszyngton. Politycznie jednak zaistnienie takich inwestycji (o odpowiedniej skali) bardzo przysłuży się dalszemu umacnianiu stosunków amerykańsko-indyjskich. Do innych wyspecjalizowanych dostawców Nowego Delhi należą również obecnie firmy francuskie i izraelskie, a w zaistniałej sytuacji pośród inwestorów mogą się pojawić np. przedsiębiorstwa niemieckie. Chiny zaś znajdą się w sytuacji nie do pozazdroszczenia: nowa oferta Indii otwiera szerokie możliwości inwestycyjne, ale dla Pekinu produkowanie w Indiach sprzętu wojskowego (i przecież po to właśnie, by m.in. Indiom go sprzedawać) oznaczałoby dozbrajanie swojego rywala. Prędzej zatem ChRL zdecyduje się w inwestycje we wszystkie inne sektory poza tym. Innymi słowy – indyjska armia zmierzać będzie ku dywersyfikacji zamówień a jej sprzęt coraz mniej oparty będzie na poradzieckich rozwiązaniach. Pomysł na ,,zindyjszczenie’’ sprzętu wojskowego ucierpi, chociaż w zasadzie przetrwa na innym poziomie: jeśli dojdzie do wielkich inwestycji, być może upadnie kilka projektów zbudowania przez Indie własnego sprzętu, ale na innym, materialnym poziomie, część sprzętu faktycznie stanie się indyjska przynajmniej w tym sensie, że tworzona będzie z komponentów produkowanych w kraju. Wszystko to jednak zależy od skali inwestycji. Nie jest wykluczonym, że w krótszej perspektywie reformę wprowadzono ze względu na być może już toczące się za kulisami negocjacje w sprawie budowy np. jednego wielkiego zakładu (np. przez firmę amerykańską). Podejrzewam też, że dużym problemem okażą się – jak zazwyczaj w tej sytuacji – warunki techniczne, bezpieczeństwa i infrastruktury panujące w Indiach, które są szczególnie ważne przy produkcji tak kosztownego i wymagającego sprzętu. Wiele firm może po prostu obawiać się ryzyka utraty jakości i wizerunku (chyba że skończy się na produkcji prostszych rzeczy jak np. amunicja).

Na koniec zostaje pytanie dla nas najważniejsze: na ile ta zmiana stanowi szansę dla Polski? Firmy z naszego kraju w ostatnich latach również niejednokrotnie trafiały na listę ważnych dostawców Indii. Tym niemniej, historycznie głównym tego powodem był fakt, że nasze – indyjskie i polskie – technologie są w dużej mierze kompatybilne, gdyż jedne i drugie oparte są na rozwiązaniach radzieckich. Obmyśloną przez polskich inżynierów modernizację (np. czołgu czy wozu opancerzonego) można zatem łatwo zaoferować dysponującym tym samym sprzętem Indiom. Obecnie wprowadzona przez Nowe Delhi zmiana oferuje znacznie więcej i jest też znacznie większym wyzwaniem. Teoretycznie możliwe jest stworzenie całej fabryki zupełnie od podstaw: ale co polska firma sektora zbrojeniowego miałaby produkować w Indiach, co byłoby nowe i atrakcyjne tak cenowo jak i technologicznie? Nie będę próbować odpowiedzieć tu na to pytanie i na pewno nie próbowałbym odpowiedzieć na nie sam, bo to wymagałoby znacznie bardziej wyspecjalizowanej wiedzy o obu rynkach. Z pewnością jednak jest to pytanie, które polskie firmy zbrojeniowe mogłyby sobie teraz zadać.

Udostępnij:
  • 17
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    17
    Udostępnienia
K. Iwanek: Czy zagraniczne firmy zbudują indyjską armię? Reviewed by on 5 lipca 2016 .

20 czerwca 2016 r. rząd w Nowym Delhi ogłosił decyzję o rozluźnieniu szeregu zasad, na których zagraniczne firmy będą mogły funkcjonować w Indiach. Zdecydowano między innymi o (1) podniesieniu dopuszczanego poziomu bezpośrednich inwestycji zagranicznych w przemyśle zbrojeniowym do 100% udziałów (dotąd było to 49%); (2) umożliwieniu BIZ w przemyśle lotnictwa cywilnego do tego samego poziomu; (3)

Udostępnij:
  • 17
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    17
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Autor niniejszego artykułu słusznie połączył idee indianizacji Sprzetu wojskowego i „made in India”.

    Już kilka lat temu władze Indii zauważyły, że zatrudnienie masom ludzi może dać jedynie produkcja, ponieważ jedynie fizyczna produkcja jest parcochłonna. Szanse, aby Indie stały się fabryką świata są ograniczone, a hasło premiera Narendry Modiego „Róbcie w Indiach, sprzedawajcie, gdzie chcecie pięknie brzmi. „Oogranicznikami sąe jakość pracy, „wydajność administracji, itd, a ponadto to samo może powiedzieć wielu.. Jeden z prostych przykładów. Mercedes uruchomi swoje fabryki w Chinach i w Polsce, a nie w Indiach.
    Natomiast produkcjue w Indiach można wymusić, a to szczególnie jest możliwe przy dużych kontraktach rządowych i szczególnie wojskowych. Nikt nie obrazi sie na klienta i Indie mają silną pozycję przetargową nawet wobec tak dużych partnerów jak USA, czy Rosja. Rośnie na rynku znaczenie Izraela.

    Przenosząc część produkcji do Indii może się uda nieco oszczędzić, indyjskie firmy zyskają know how i doświadczenie.
    Zmienia sie też świat.

    Niezbyt wierzę, że Indie wzmocnią swój przemysł lotniczy. Raczej mała jest szansa na postęp w czołgach, chyba, żeby ktoś wymyślił lżejsze. Natomiast „zaognia” sie sytuacja na morzu i jest szansa na rozbudowę flot, szczególnie, że Iindiom mocno zależy na marynarce i postępie w tej dziedzinie.

    W temacie marynarki, czy żeglugi szanse sa duże. W tym też są szanse dla Polski. Okręty patrolowe, itd. W Indiach jest duże zapotrzebowanie, potrzebny jest sprzęt zołnierzoodporny, nadający sie do eksploatacji w trudnych warunkach, itd. A Okrętówka zawsze była bardzo mocnym punktem Polski. Mamy BUMAR, CTO i kilka świetnych firm. Ważne, aby rząd wziął na siebie część procesu ofertowgo i przetargowgo o ogólnie „papierologii”. Są to sprawy kosztowne i pochłaniające sporo energii.
    Przemyśleć by można wizyty generałów

    Problem polega na tym, że obie strony bardzo chciałyby współpracy, ale ich pragnienia są idealnie odwrotne. To znaczy każdy chciałby współpracować, ale to aby partner zapewniał zbyt a produkcja była dla armii partnera. Niemniej może pojawi się jakis interesujący temat.

Pozostaw odpowiedź