Artykuły,Publicystyka

K. Hajduk, K. Osowski: Dlaczego wyrok trybunału w sprawie Morza Południowochińskiego niczego nie zmieni?

Uznanie za zasadne filipińskich roszczeń w kwestii terytoriów na Morzu Południowochińskim i tym samym odrzucenie przez Stały Trybunał Arbitrażowy w Hadze chińskich historycznych praw do nich wywołało fale komentarzy. Ponadto sprawą nie są zainteresowane tylko i wyłącznie państwa biorące czynny udział w sporze tj. Chińska Republika Ludowa, Republika Filipin, Malezja, Brunei i Wietnam, lecz także kraje ze wszystkich kontynentów.

Gra toczy się o wysoką stawkę. W krajach leżących nad rozciągającym się na obszarze 3 500 000 km2 Morzem Południowochińskim mieszka łącznie blisko 2 mld ludzi, a przez sporne wody przebiegają kluczowe szlaki morskie. Szacuje się, że około 1/3 transportu światowego wykonywana jest przez jego wody i co najważniejsze znajdują się tam potencjalne złoża gazu i ropy naftowej – główny powód sporu. Jest to również ważny obszar połowowy, co ma znaczenie dla gospodarek regionu, w których rybołówstwo odgrywa istotną rolę.

Historia konfliktu

Spory terytorialne na Morzu Południowochińskim zyskały na znaczeniu po zakończeniu drugiej wojny światowej. Dotyczą one problemu przynależności archipelagu Spratly, do którego roszczą sobie prawo Chiny, Malezja, Filipiny, Brunei, Wietnam, Tajwan oraz wyspami Paracelskimi, będące przedmiotem sporu pomiędzy Chinami a Wietnamem.   Deklaracja poczdamska z 1945 r. w ocenie Państwa Środka pozbawiała Japonię zwierzchnictwa nad archipelagami na Morzu Południowochińskim. W 1947 roku Chiny przedstawiły swoje stanowisko wobec spornych obszarów przez nakreślenie tzw. linii jedenastu kresek, która dwa lata później została zmodyfikowana do dziewięciu kresek (nine-dash-line). Chińskie roszczenia nigdy nie zostały uznane przez pozostałe strony sporu.

W najnowszej odsłonie spór toczy się o zwierzchnictwo nad kilkoma wyspami z archipelagu Spratly oraz największą w archipelagu wyspę Itu Aba, która znajduje się pod administracją Tajwanu. Strony mają przede wszystkim inną definicję tego, czym są sporne terytoria. Chińska Republika Ludowa oraz Tajwan uważają, że archipelag Spratly tworzą wyspy, a co się z tym wiąże przysługuje im prawo do wyznaczenia wyłącznej strefy ekonomicznej (exclusive economic zone, EEZ). Natomiast z punktu widzenia Filipin są to tylko skały.

W 2013 roku Filipiny przekazały spór na drogę postępowania arbitrażowego, ponieważ nie potrafiono uzyskać porozumienia na drodze negocjacji i konsultacji (wola rozwiązania sporów na drodze dialogu została zawarta w deklaracji postępowania – tzw. Code of Conduct – przyjętej w 2002 r. przez ministerstwa spraw zagranicznych ChRL i państw ASEAN[1]). Takie posunięcie zostało od razu skrytykowane przez Państwo Środka. Chińska Republika Ludowa dała wyraźnie do zrozumienia, że nie będzie respektować wyroku, gdyż zdaniem chińskich władz Trybunał nie ma jurysdykcji, aby zająć się sprawą. W orzeczeniu z 29 października 2015 roku Trybunał wyraził jednak odmienne zdanie.

Wydanie wyroku przez Trybunał w rzeczywistości sprowadza się wyłącznie do przedstawienia jego stanowiska. Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawie morza (KoPM) nie ustanowiła instrumentów prawnych, za pomocą których możliwe byłoby wymuszenie na stronie wykonania wyroku. Można więc pokusić się o stwierdzenie, że instytucja wydaje wyrok, który w tej sytuacji nic nie zmieni. Ponadto Pekin jeszcze przed opublikowaniem wyroku stwierdził, że będzie on niezgodny z prawem międzynarodowym.

Swoje racje w odniesieniu do spornego obszaru Chińczycy opierali o historyczne prawa do wysp, co stanowiło podstawę wyznaczenia linii dziewięciu kresek, oraz zwyczajowe międzynarodowe prawo morza. 12 lipca bieżącego roku Trybunał zakwestionował historyczne prawa Chin do wysp i orzekł, że nie istnieją powody, aby ten kraj miał wyłączność do dysponowania spornym obszarem. Dodatkowo budowa przez Chiny sztucznych wysp stanowiła naruszenie wyłącznej strefy ekonomicznej Filipin i ich suwerennych praw do eksploatowania tego obszaru. Poza tym chińskie działania trwale uszkodziły środowisko naturalne, co było złamaniem artykułów 192 i 194 KoPM[2].

Źródło: commons.wikimedia.org

Źródło: commons.wikimedia.org

Trybunał orzekł po myśli Filipin, że sporne terytoria to skały, co nie daje podstaw do wyznaczenia wyłącznej strefy ekonomicznej ani szelfu kontynentalnego. W efekcie Chińska Republika Ludowa nie może twierdzić, jakoby te tereny były wyłącznie chińską własnością i tylko Chińczycy mogą z nich korzystać. Ponadto rafa Mischief, Second Thomas Shoal, Reed Bank wchodzą w skład filipińskiej wyłącznej strefy ekonomicznej, która nie zachodzi na swój chiński odpowiednik. Z uwagi na powyższe Trybunał stwierdził, że Chiny przez swoje działania zakłóciły prace Filipin przy wydobyciu ropy i połowie ryb (w tym przypadku Chiny nie tylko pozwoliły swoim rybakom na połów, ale zapewniali im ochronę w postaci okrętów).

Dodatkowo Trybunał, opierając się na opiniach powołanych przez siebie ekspertów, stwierdził, że Chińska Republika Ludowa podczas aktu powstrzymywania filipińskich okrętów postąpiła niezgodnie z artykułem 94 KoPM oraz innymi postanowieniami prawa międzynarodowego.

Historia niezakończona

Pomimo że od ogłoszenia wyroku upłynął już miesiąc, spór pozostaje ciągle żywy. Powodem jest nie tyle  brak uznania przez Chiny takiego obrotu sprawy, co raczej jej umiędzynarodowienie. Podczas konferencji prasowej rzecznik chińskiego MSZ-u Lu Kang powiedział, że „Chiny są wspierane przez 60 państw”. Problem w tym, że niewiele z nich, bo tylko osiem, oficjalnie przedstawiło swoje poparcie dla ChRL. Pięć ze wskazanych przez Chiny, w tym Polska (wraz z Bośnią i Hercegowiną, Słowenią, Fidżi oraz Kambodżą) podały, że zgadzają się z orzeczeniem Trybunału. Nieporozumienie wynikało z tego, że w kwietniu chińskie władze opublikowały dokument, który nie został zaakceptowany przez polski MSZ, chociaż zdaniem Chin było odwrotnie. Polski MSZ skomentował, że „zostało przedstawione nie do końca takie stanowisko, jakie było przekazane Państwu Środka. Pozycja Polski pozostaje niezmieniona i jest spójna z polityką Unii Europejskiej”[3].

Zaraz po ogłoszeniu wyroku (15 lipca) Komisja Europejska opublikowała stanowisko instytucji oraz wszystkich państw członkowskich, w którym popiera się decyzję Trybunału. W dokumencie zawarto również zapis, że UE nie odnosi się do kwestii zwierzchnictwa żadnej ze stron, ponieważ powinno zostać to rozwiązane na drodze negocjacji, natomiast uznaje decyzję Trybunału. Jest to kolejne uderzenie ze strony instytucji unijnej w Państwo Środka.

Polska nie popiera roszczeń Chin

Decyzja o odmowie poparcia Chin przez Polskę mogłaby wydawać się dość ryzykowna, gdyż wciąż mamy w pamięci czerwcową wizytę przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinpinga. Chociaż stanowisko Polski w kwestii Morza Południowochińskiego nie uległo zmianie, to nie miało to wpływu na rezultat wizyty głowy państwa chińskiego. Podczas pobytu Xi Jinpinga postanowiono wynieść współpracę do rangi wszechstronnego partnerstwa strategicznego, podkreślając, że Polska pozostaje największym partnerem handlowym ChRL w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, a Chiny największym azjatyckim partnerem handlowym Polski. W ramach projektu Nowego Jedwabnego Szlaku ma zostać zbudowane połączenie kolejowe pomiędzy Chengdu a Łodzią oraz Suzhou i Warszawą, które mają przyczynić się do wzrostu wymiany handlowej.

To właśnie podczas tej wizyty wicepremier Mateusz Morawiecki ujawnił, że prowadzone są z Chinami negocjacje na wiele miliardów, a wiceminister Radosław Domagalski oświadczył, że Polska jest gotowa na wprowadzenie specjalnych stref inwestycyjnych dla Chińczyków, które ułatwiłyby im inwestowanie w kraju. Przewodniczący Xi Jinping podkreślił, że najbardziej zależy mu na rozwoju infrastruktury, budowaniu portów i stref przemysłowych, a przedsiębiorcy z Państwa Środka są zainteresowani polską żywnością, elektroniką oraz technologią energii odnawialnej.

 Wyrok nie zmieni sytuacji

Filipiny miały nadzieję, że wraz z wyrokiem Stałego Trybunału Arbitrażowego Chiny zaniechają uznawania wysp za własne. Do tego jednak nie dojdzie. Trudno się dziwić – żadne państwo nie chciałoby dobrowolnie zrzec się terytoriów, a już tym bardziej miejsc obfitujących w surowce mineralne i liczne gatunki ryb. Według danych Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) rybołówstwo jest ważnym aspektem chińskiej gospodarki. W 2005 roku Chiny na różnych akwenach dokonały połowu 32,4 mln ton ryb, a więc ponad 10 razy więcej niż drugie w rankingu azjatyckim Indie[4]. Na tym tle Morze Południowochińskim wyróżnia się jako akwen, gdzie dokonuje się połowu kilku tysięcy gatunków ryb.

W związku z nagłośnieniem sporu na Morzu Południowochińskim należy mieć na uwadze znaczenie czynnika kulturowego. Chińczycy mają mocno wpojony nacjonalizm, który jest okazywany szczególnie w kontaktach Chin z zagranicą. Chińskie media państwowe (Dziennik Ludowy, Global Times) po ogłoszeniu wyroku jednogłośnie stwierdziły, że Trybunał jest w ręku Amerykanów, a jak wiadomo, mimo poprawnych kontaktów, Waszyngton jest pierwszym konkurentem Pekinu. Państwo Środka dąży do objęcia prowadzenia w światowym wyścigu gospodarczym, a na drodze stoją już tylko Stany Zjednoczone. Pomimo że chińskie media społecznościowe po werdykcie próbowały namówić do bojkotowania amerykańskich marek (np. iPhonów czy KFC), to było to ostatnią rzeczą, do której dążyły chińskie władze. Państwowa Agencja Prasowa Xinhua oraz Dziennik Ludowy już następnego dnia niepochlebnie wyraziły się o takich pomysłach, a zdjęcia z protestów np. przed KFC zostały ocenzurowane.

Prowadzone w tej chwili przepychanki nie mają jednak najmniejszego sensu, chociaż wyrok wydany przez Trybunał jest jak najbardziej uzasadniony prawnie. Jednak w sytuacji, gdy instytucja tylko orzeka i nie niesie to za sobą żadnych konsekwencji materialnych np. w postaci sankcji, Chiny nie czują się zobowiązane do respektowania decyzji.

Można przypuszczać, że sprawa będzie ciągnęła się przez następne lata, gdyż Chińczycy w żadnym wypadku nie zrzekną się tego, co uważają za swoje. Natomiast Filipińczycy, po stronie których stanęły już Stany Zjednoczone i Japonia, będą dalej szukać korzystnego dla siebie rozwiązania. Ponadto wyrok Trybunału opowiadający się po stronie Filipin w przyszłości może stać się inspiracją dla innych zaangażowanych w konflikt krajów to jest: Wietnamu, Brunei, Malezji i Indonezji.

[1] Declaration on the Conduct of Parties in the South China Sea (4.11.2002), punkt 4

[2] Konwencja Narodów Zjednoczonych o Prawie Morza z 1982

[3] Center for Strategic and International Studies: https://amti.csis.org/arbitration-support-tracker/ Dostęp: 07.08.2016

[4] FAO, Aquaculture in China and Asia, http://www.fao.org/Newsroom/common/ecg/1000565/en/factsheet.pdf

Udostępnij:
  • 15
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    15
    Udostępnienia
K. Hajduk, K. Osowski: Dlaczego wyrok trybunału w sprawie Morza Południowochińskiego niczego nie zmieni? Reviewed by on 14 sierpnia 2016 .

Uznanie za zasadne filipińskich roszczeń w kwestii terytoriów na Morzu Południowochińskim i tym samym odrzucenie przez Stały Trybunał Arbitrażowy w Hadze chińskich historycznych praw do nich wywołało fale komentarzy. Ponadto sprawą nie są zainteresowane tylko i wyłącznie państwa biorące czynny udział w sporze tj. Chińska Republika Ludowa, Republika Filipin, Malezja, Brunei i Wietnam, lecz także

Udostępnij:
  • 15
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    15
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Wyrok nie może niczego zmienić, ponieważ nikt nie dysponuje siła materialną, aby go wyegzekwować.
    Bardzo istotna jest informacja, że Polska nie poparła Chin. Swiadczy to o tym, że polskie władze realistycznie oceniają chińską idęę nowego jedwabnego szlaku i połączenia kolejowego Chengdu z Łodzią, czyli widzimy Chiny jako ważnego partnera, ale wstrzymujemy się od eoforii typu „Polska chińskim lotniskowcem). Z pewnością trzeba też będzie w przyszłóości utrzymywać ostrożność przy ustanawianiu stref ekonoomicznych (mniej lub bardziej specjalnych) dla Chińczyków w Polsce.

Pozostaw odpowiedź