Artykuły

K. Dygulska-Jamro: Kultura twarzy versus kultura sumienia

Na przestrzeni ostatnich lat powstało wiele prac naukowych udowadniających, że Europejczycy, Amerykanie i Azjaci mają zupełnie inną hierarchię wartości. Przykładowo Chińczycy, Koreańczycy i Japończycy, przy całym obszarze różnic międzykulturowych w regionie Dalekiego Wschodu, stawiają honor wyżej niż uczciwość.  Szacunek wobec starszych wiekiem i pozycją również stoi tam na piedestale, a w Europie jest rzadko wymieniany. Polacy, Francuzi czy Belgowie stawiają uczciwość i szczęście rodzinne ponad innymi wartościami. Po szeregu analiz dochodzimy do wniosku, że przyczyną tych różnic są nasze korzenie kulturowe, czyli judeochrześcijańskie  dziedzictwo Europy oraz konfucjanizm Chin i Sinosfery.

saving_face

źródło: deviantart.net/Lenin d’Cruz

Zachować twarz, stracić twarz, ochronić honor i stracić honor – te wyrażenia dynamicznie towarzyszą kontaktom biznesowym i towarzyskim w Chinach, Korei i Japonii. Są niemal nierozerwalne z koncepcją guanxi – relacji. Przełożenie tego terminu na języki Zachodu jest dość problematyczne, a najbliższym odpowiednikiem byłaby nasza reputacja lub przedwojenny honor Polaka, rzadko dziś wymieniany jako jedna z najwyższych wartości. A na Dalekim Wschodzie, niezmiennie od pokoleń, ‚twarz’ jest wszystkim, co w życiu ważne.

Jej utrata (czytaj: strata reputacji, plama na honorze) prowadzi do głośnych samobójstw polityków, jak choćby prezydenta Korei Południowej Roh Moo-hyuna, który w 2009 r. rzucił się ze skały, po tym jak afera korupcyjna zawładnęła mediami. Podobnie było w przypadku szefa Hyundaia Chung Mon-huna, który w 2003 r. rzucił się z dwunastego piętra siedziby firmy w Seulu, po tym gdy wyszło na jaw, że zgodził się przelać na konto rządu Korei Północnej 100 milionów dolarów, by pomóc ówczesnemu prezydentowi Kim Dae-jungowi w doprowadzeniu do szczytu Północ-Południe w 2000 r., za co tamten, o przewrotności losów, dostał Nagrodę Nobla. Co ciekawe, prezydent Roh, który zdecydował się na odebranie sobie życia, był praktykującym katolikiem, a mimo wszystko aspekty kulturowe Wschodu wzięły tu górę nad wiarą zapożyczoną z Zachodu.

Twarz można też w Azji ‚pożyczyć’, a robi się to w ten sposób, iż będąc osobą nieznaną w towarzystwie lub biznesie, należy się publicznie pojawiać z osobą o ‚dobrej twarzy’, która jest naszą rękojmią. Tylko w ten sposób można budować własną siatkę kontaktów i zdobyć zaufanie. Oczywiście można w międzyczasie dopuszczać się pewnych nieprawości bez obaw o swoją pozycję, ale tylko w sposób niewidoczny dla innych. Jednym słowem, w dużym uproszczeniu możemy uznać, że wszystko wolno dopóki inni się o tym nie dowiedzą. U źródła tej prostej zasady leży moralność, która nie kieruje się Dekalogiem, ale konfucjańskim systemem filozoficzno-społecznym, gdzie prawo i pięć zależności międzyludzkich, sformułowanych w neokonfucjanizmie, mają regulować działanie społeczeństwa.

Są to relacje zbliżone do dawnych feudalnych zależności w Europie: między władcą i poddanym, starszym i młodszym przyjacielem, starszym i młodszym rodzeństwem, mężem i żoną, rodzicami i dziećmi. Wszystkie one są zachowywane w sferze obyczajów, a także i form honoryfikatywnych w języku. Koncepcja ‚zła’ oraz ‚grzechu’ właściwie tam się nie pojawia. Liczy się prawo i twarz, którą można zachować lub stracić, zależnie od wywiązywania się w tych relacji.

Chiński film reżysera Janqui Huo, Nashan naren nagou (Listonosz w górach, 1999) w dość interesujący sposób pokazuje, jak ważny jest honor i w jaki sposób ojciec może się nim ‚podzielić’  z dzieckiem. Jest to historia starego listonosza, który stara się wprowadzić syna do zawodu. Przedstawia go mieszkańcom prowincji Hunan, dzięki czemu młody adept zyskuje zaufanie i… ‚dobrą twarz’.

Z rodzimego polskiego podwórka znamy wiele przypadków straty twarzy, reputacji, fałszywych oszczerstw i pomówień, które doprowadzają do zaplanowanego łamania karier konkurencji. Jednak rzadko się zdarza, by takie sytuacje doprowadzały do samobójstw ofiar czy oszczerców, co jest nader częstą praktyką w Korei Południowej i Japonii.  Osoby uznane za winne przez społeczeństwo w najlepszym wypadku decydują się na publiczne przyznanie się do winy oraz proszą z pochyloną głową o przebaczenie, które – w przypadku osób znanych – transmitują główne stacje telewizyjne.

Gwiazdy J-popu czy K-popu (japońskiej i południowokoreańskiej muzyki popularnej) decydują się na taki krok, by uratować ostatnią szansę na pozostanie w show-biznesie. Znany jest tu przypadek panny Minami Minegishi, gwiazdy zespołu AKB48, która złamała żelazną koreańsko-japońską zasadę zachowania dziewictwa do czasu zakończenia kariery. Złapana na randce z chłopakiem postanowiła przyznać się do winy, ogolić głowę i prosić fanów o wybaczenie. Jednak czy można się tak rehabilitować? Większość internatutów była wyraźnie zawiedziona plamą na honorze dziewczyny i zadowolona z faktu, iż dziewczynę usunięto z zespołu.

Te współczesne wystąpienia mają swoją długą historię kulturową. Najnowsza historia światowych konfliktów pokazuje, jaką wagę przykłada się na Dalekim Wschodzie do honoru. Tu należałoby przypomnieć strategię Amerykanów pod koniec Wojny na Pacyfiku, kiedy to Waszyngton skorzystał z wiedzy najlepszych specjalistów wykształconych w Japonii. Amerykanie świetnie wiedzieli, że należy zaproponować cesarzowi Hirohito bezwarunkową kapitulację, której nigdy nie przyjmie, przez co będą  mieli argument o konieczności przyspieszenia zakończenia wojny poprzez zrzucenie bomby atomowej. W sierpniu 1945 r. zbombardowano więc Hiroszimę, a później Nagasaki, a dopiero po wdrożeniu projektu Manhattan i przetestowaniu broni zaproponowano cesarzowi, że pozostanie nietykalny. Przypomnijmy, że wojna w Europie była zakończona trzy miesiące wcześniej, wojska japońskie wycofywały się z regionu Pacyfiku, a Amerykanie odszyfrowali japońskie wiadomości o chęci poddania się. Czy naprawdę trzeba było dawać Japonii takie ultimatum, skoro kilka dni później, gdy przetestowano broń i w niewyobrażalnych cierpieniach zginęło około 250 tys. osób, można było pozwolić cesarzowi zachować twarz?

Specjaliści analizują wartość honoru w biznesie i polityce regionu Dalekiego Wschodu. Interesują ich też drobne różnice międzykulturowe. Jedną z najbardziej znanych teorii jest teoria dr Stelli Ting-Toomey z 1985 roku (teoria ‚twarzy’ w negocjacjach). Dotyczy ona wpływu konfliktów na jednostkę oraz analizuje różne kultury twarzy w Chinach, Korei Południowej, Japonii, na Tajwanie i… w USA (odnosi się tutaj do reputacji). Badaczka próbowała odpowiedzieć na proste pytanie: jak  konflikt wpływa na ryzyko utraty twarzy w różnych kulturach.

Z badań Tinga-Toomey wynika, co następuje: 1. między Pekinem, Seulem, Tokio, Tajpej oraz Waszyngtonem istnieją wyraźne różnice w sposobie zachowania twarzy i wpływu społeczeństwa/konfliktu społecznego na jednostkę; 2. ludzie Dalekiego Wschodu wykazują wyższy stopień pozostawania w relacjach zobowiązań i bardziej się z nich wywiązują, niż Amerykanie. Przykładowo umowy są częściej dotrzymywane w Azji niż w Ameryce, przy czym Azjaci szanują umowy ustne bardziej niż pisemne. Chińczycy, Koreańczycy i Japończycy mają też tendencję do unikania konfliktów, podczas gdy Amerykanie je eskalują i mniej obawiają się o utratę reputacji.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Dygulska-Jamro: Kultura twarzy versus kultura sumienia Reviewed by on 21 grudnia 2013 .

Na przestrzeni ostatnich lat powstało wiele prac naukowych udowadniających, że Europejczycy, Amerykanie i Azjaci mają zupełnie inną hierarchię wartości. Przykładowo Chińczycy, Koreańczycy i Japończycy, przy całym obszarze różnic międzykulturowych w regionie Dalekiego Wschodu, stawiają honor wyżej niż uczciwość.  Szacunek wobec starszych wiekiem i pozycją również stoi tam na piedestale, a w Europie jest rzadko wymieniany.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 6

  • Czy Szanowna Autorka jest pewna, że polskim odpowiednikiem guanxi jest reputacja albo honor? Można wiedzieć skąd ta informacja?

  • ok, w takim razie wydaje mi sie, ze to drugie wyrazenie jest precyzyjniejsze, my mamy swoja koncepjce, azjaci swoja

  • @RYSIEK
    To w końcu istnieją niezależnie od siebie czy jedna koncepcja została zastąpiona drugą? :) Bo jedno i drugie się wzajemnie wyklucza.

    Co do różnicy między USA a krajami azjatyckimi to pełna zgoda, rzeczywiście jest tak, że w USA znacznie częściej traktuje się niepowodzenie jako po prostu jedno z wielu doświadczeń życiowych, z którego można wysnuć potem jakąś naukę na przyszłość. Jest to zresztą podejście, które zaleca, żeby w różnych trudnych sytuacjach szukać rozwiązań problemów, nie zaś się nimi załamywać (osobiście uważam je za godne naśladowania).

    Co do rozgrzeszenia to może inaczej. W trakcie spowiedzi rzeczywiście dokonuje go kapłan, ale czyni to z mocy bożej, bo on sam z siebie takiej mocy nie ma. Długo by pisać, a że nie jest to jednak tematyka, której dotyczy ten portal, to na tym chyba wolałabym poprzestać.

  • tu chyba nie ma co porownywac, one istnieja niezaleznie od siebie
    poza tym nie tyle chodzilo mi o powazne przewinienia, co raczej codzienne drobne zle uczynki, nie powodujace hanby itd

    o tyle masz racje, ze nieumiejetnosc prowadzenia firmy moze powodowac utrate twarzy, a nie jest grzechem
    jednak tylko wtedy, jesli sie ktos przejmuje taka sytuacja
    czesto mozna przeczytac, ze wlasnie to jest roznica miedzy usa a krajami azjatyckimi, ze tam ponoc nie jest to porazka, ale etap w rozwoju i doswiadczenie

    jak mnie za dziecinstwa pedzili do spowiedzi, to rozgrzeszali mnie ksieza, nie bog

  • @RYSIEK
    Trudno te dwie koncepcje porównywać, u ich podstaw leżą bowiem zupełnie inne systemy wartości, a ich zaniedbanie rodzi różne dla obydwu przypadków konsekwencje. To, co jest grzechem u nas, niekoniecznie spowodowałoby utratę twarzy w tamtych kulturach i na odwrót – to, co tam oznacza utratę twarzy, wcale nie musi być grzechem. Poza tym z utratą twarzy wiąże się „zhańbienie”, „utrata reputacji” i stracenie w oczach otoczenia, co następnie trudno jest (o ile w ogóle jest to możliwe) naprawić czy na nowo odzyskać. Osoby, które straciły twarz, mogą uważać, że właściwie straciły już wszystko, nie dziwią więc samobójstwa, które są ukazywane jako właściwie jedyne honorowe wyjście z sytuacji. W przypadku grzechu konsekwencją jest utrata więzi z Bogiem, zejście z drogi prowadzącej ku świętości, itd. Zawsze jednak można to odzyskać, konieczne jest jednak szczere nawrócenie (i nie jest to tylko spowiedz, ale deklaracja odmiany całego swojego życia) i inne działania z nim związane. Opinia otoczenia/świata w tej sytuacji nie odgrywa wiekszego znaczenia.
    P.S. Rozgrzeszenia nie udziela ksiądz, jedynie Bóg może to zrobić.

  • ciekawe jest to, ze nasza koncepcja grzechu i spowiedzi jest w azji zastapiona twarza
    katolikow rozgrzesza ksiadz, konfucjanistow / buddystow spoleczenstwo / sasiedzi / znajomi

    niewiele, ale jednak, znam przypadki, kiedy tajwanczycy prowadzili niedochodowe firmy, bo wstyd bylo im je zamknac i przyznac sie do porazki

Pozostaw odpowiedź