Artykuły,Korea Pn news,Publicystyka

K. Dygulska-Jamro: Dzieci Korei Północnej – ofiary systemu „edukacji”

North KoreaWszystko, co Szanowny Czytelniku przeczytasz poniżej, jest moją analizą podręczników szkolnych, obowiązujących w KRLD do dziś. Książki zostały przemycone przez granicę z Chinami, a niektóre z nich wysłane w ramach wymiany dwustronnej z Koreą Południową, i obecnie można je przeczytać w Centrum Informacji o Korei Północnej w Seulu.

Fragmenty podręczników

“Pewien Amerykanin zobaczył jedenastoletniego Myong-sopa, gdy zrywał przy drodze jabłka. Dziki Amerykański Pies zaczaił się na chłopca jak na polowaniu, schwytał go i wypalił mu na czole dwie sylaby: tojok – złodziej, po czym przywiązał zakrwawione dziecko do drzewa” – oto fragment północnokoreańskiej czytanki dla drugiej klasy szkoły podstawowej. Ilustracja pod tekstem przedstawia księdza katolickiego w ciemnych okularach i zmaltretowane dziecko, a w tle wieżę kościoła. Na sutannie widać krzyż, na palcu sygnet. Czytanka „Amerykański Szakal” kończy się poćwiartowaniem księdza siekierami przez mieszkańców wioski.

Analizując północnokoreańskie podręczniki można znaleźć następujący fragment: „Podczas wojny o wyzwolenie ojczyzny (to obowiązująca w KRLD nazwa wojny koreańskiej 1950 – 1953 – przyp. red.) północnokoreański żołnierz chciał zarąbać 87 Amerykanów. Zabił 51, a pozostałych wziął do niewoli. Ilu ujął żywcem? ” – to zadanie z matematyki, również dla drugiej klasy podstawówki.

Trzecioklasiści mają trudniejsze zadania: „W jednym z miast NamChoson (nazwa Republiki Korei obowiązująca w KRLD – przyp. red.), okupowanych przez amerykańskich szakali, 2350 dzieci nie może uczęszczać do szkoły: x dzieci pracuje jako pucybuty, a pozostałe żebrzą o jedzenie. Jeśli x wynosi 1578, to ile dzieci żebrze o jedzenie? „. Od pierwszoklasistów wymaga się łatwiejszych obliczeń. „Na polu bitwy 12 uczniów strzelało do szakala Amerykanina. Troje chybiło. Oblicz, ilu strzeliło celnie”.

Lekcje biologii to także dobra okazja do prania mózgów. W podręczniku do klasy trzeciej czytamy: „W Korei Południowej, której marionetkowy, utworzony przez Amerykę rząd współpracuje z depczącym jej ziemię najeźdźcą, społeczeństwo żyje w nędzy. Jeśli ktoś ciężko zachoruje, nie jest w stanie kupić drogich lekarstw czy zastrzyków, dlatego na Południu stale rozprzestrzeniają się różne choroby”.

Z rozdziału o złożach w podręczniku dla klasy czwartej dowiadujemy się, że „ukochany wódz” i „drogi przywódca” (mowa o Kim Il Songu i Kim Jong Ilu) „w swojej mądrości sprawili, że w KRLD wydobywa się coraz więcej bogactw naturalnych. Dzięki temu wzrasta poziom życia narodu, podczas gdy marionetkowy rząd Korei Południowej pozwolił szakalom Amerykanom do woli wydobywać i wywozić z kraju bogactwa”.

Zabić, zastrzelić, poćwiartować

Słowo MijeSungnyangni – Szakal Amerykanin lub – jak kto woli – Dziki Amerykański Pies, powtarza się w podręcznikach najczęściej. Pierwszoklasiści uczą się sylabizowania na tym przykładzie, dodając takie czasowniki, jak: „zabić”, „zastrzelić”, „poćwiartować”. Sylabę „wo” wkuwają na przykładzie czasownika miwohada – „nienawidzić”. Kogo? Mijenom i Iljenom, imperialistów Amerykanów i Japończyków. Gdy materiał zostanie opanowany, dzieciom aplikuje się czytankę o wspomnianym księdzu lub szakalopodobnym Amerykaninie, który w jednej z południowokoreańskich wsi zastrzelił małego chłopca. Czytanka kończy się poćwiartowaniem złoczyńcy. Wzruszająca jest opowieść o dwóch dzielnych, północnokoreańskich chłopcach, którzy postanawiają zdobyć broń dla Kim Ir Sena. Spotykają Japończyka, który każe im się przenieść na drugą stronę rzeki. Wyciągają do niego pomocną dłoń, a w środku przeprawy katują go i topią, ku chwale wodza.

Od podziału półwyspu w 1948 roku treść podręczników nie uległa zmianie. W czytankach trudno znaleźć treści politycznie obojętne. Zmienił się natomiast papier. Od początku lat 90. książki szkolne wydaje się na najlichszym, szarym papierze, na którym miejscami trudno odczytać tekst. Na białym papierze drukowane są nadal podręczniki do dwóch przedmiotów. Jeden to obowiązujące od przedszkola do gimnazjum „Dzieciństwo ukochanego wodza Kim Il Songa”, od szkoły średniej po studia wyższe zastępowane „Działalnością rewolucyjną ukochanego wodza, generała Kim Il Songa”. Drugi przedmiot jest niemal identyczny, z tym że dotyczy „drogiego przywódcy Kim Jong Ila”.

Plan lekcji nie jest zbyt zróżnicowany. W szkole podstawowej, oprócz wspomnianych dwóch podstawowych przedmiotów, dzieci uczą się etyki komunizmu, a podczas lekcji języka koreańskiego przerabiają wojnę koreańską, masakrę w południowokoreańskim Kwangdzu z maja 1980 roku i kolonializm japoński. Przy okazji omawiania wojny wpaja im się nienawiść do Stanów Zjednoczonych, przykład masakry w Kwangdzu służy przekazaniu obrazu Korei Południowej dokonującej mordu na własnym narodzie, z kolei o Cesarstwie Japońskim dzieci dowiadują się, że przez wieki doszczętnie splądrowało Koreę.

Samowystarczalni?

Ideologia Dżucze (samowystarczalności) nauczana jest pod różnymi postaciami. Mamy więc filozofię Dżucze, literaturę Dżucze, wychowanie fizyczne Dżucze, muzykę Dżucze, a długą listę zamyka ideologia Dżucze, na wypadek, gdyby nie dostrzeżono jej we wcześniej wymienionych dziedzinach. Jak wynika ze świadectw uchodźców, w ostatnich latach znacznie zwiększono liczbę godzin chemii w szkołach i na uniwersytetach.

Wychowywanie metodą Pawłowa

Profesor Kim Dong Gyu, znawca tematyki północnokoreańskiej, autor książki „Nauka o Korei Północnej”, zwraca uwagę, że Phenian kładzie szczególny nacisk na kształcenie początkowe, od żłobka wpajając dzieciom wierność partii. – Nieprzypadkowo w KRLD jest trzykrotnie więcej żłobków i przedszkoli niż w Republice Korei. Pranie mózgu w dzieciństwie daje najlepsze efekty. Północnokoreańskie dzieci wychowywane są metodą Pawłowa: ciastka dostaną tylko te, które wyraźnie powiedzą „dziękuję wodzu Kim Il Songu” lub „dziękuję drogi przywódco Kim Jong Ilu” – twierdzi profesor.

Od 1947 roku Korea Północna prowadzi specjalną politykę wychowania przedprzedszkolnego, w 1976 roku ogłosiła „zasady wychowywania i kształcenia dzieci”. Szkoła jest obowiązkowa przez 11 klas, wliczając w to rok przedszkola. Na Północy jest 36 tysięcy żłobków i 24 tysięcy przedszkoli. Dzieci muszą stawić się tam przed 8.00 rano, wracają do domu po 16.30. W soboty uczestniczą w apelu ku czci „kochanego wodza” i „drogiego przywódcy”, jednak – jak twierdzą uchodźcy – od kilku lat nie przestrzega się tego zbyt rygorystycznie. Powód jest prosty: i dzieci, i wychowawcy mdleją z głodu i wyczerpania.

Od przedszkola dzieci przechodzą perfidne wychowanie muzyczne, podczas którego uczą się piosenek takich jak zaczynająca się od słów: „Nie przebaczymy przebiegłemu wrogowi Ameryce”.

Córka kobiety, która uciekła z KRLD do Seulu w 2009 roku, ma dziś niemal cztery lata. Mimo że dziewczynka mieszka na Południu już dość długo i uczęszcza do seulskiego przedszkola, to wciąż śpiewa piosenki o Kim Il Songu, i kłania się przed telewizorem, gdy widzi w nim wizerunek Kim Jong Ila. Znajomi seulczycy przekonani są, że podobnych zachowań nauczyła ją matka, jednak kobieta zarzeka się, że nie ma z tym nic wspólnego. To są owoce ciężkiej pracy północnokoreańskich przedszkoli, owoce, których nie da się pozbyć przez długie lata. – Są i tacy, którzy nazywają mnie otwarcie szpiegiem, ale co ja mam zrobić, jeśli dziecko tak się zachowuje? Dla niej Kim Il Song i Kim Jong Il byli całym światem – skarży się Jong.

Wystarczy przejrzeć ilustracje w podręcznikach, by zorientować się, że głównym celem edukacji jest wychowanie narodu oddanego bez reszty ideologii Dżucze, przywykłego do widoku krwi i scen mordu. 32-letnia pielęgniarka, która przedostała się z KRLD do Republiki Korei, twierdzi, że posługuje się bronią lepiej od przeciętnego południowokoreańskiego żołnierza. Panny, poczynając od licealistek, raz do roku – w czasie zimowych ferii – odbywają miesięczne szkolenie wojskowe.

Poznaj język wroga

Nauka języków obcych obejmuje rosyjski, chiński, japoński i angielski. Dziewięć na trzynaście czytanek w językach obcych dotyczy tematów politycznych. Kim Ir Sen wytłumaczył, że znajomość angielskiego i japońskiego może się przydać podczas zabijania wroga. Jak podkreślał ukochany wódz podczas jednego z wystąpień poświęconych potrzebie nauki języków obcych, najważniejsze jest opanowanie słownictwa militarnego. – Języków obcych trzeba się uczyć, by walczyć z amerykańskimi i japońskimi imperialistami. Nawet jeśli nasza młodzież nie umie rozmawiać w tych językach, to jest kilka wyrażeń, które musi znać. Każdy młody człowiek musi się nauczyć po angielsku i po japońsku: „Ręce do góry! „, „Rzuć broń i poddaj się! ” oraz „Nie strzelaj” – nauczał wódz.

Uchodźcy twierdzą, że na Północy musieli nosić przy sobie książeczki z dwoma tysiącami haseł w języku angielskim, które kazano im recytować w razie spotkania obcokrajowca. – Pokazywano nam filmy, które – jak mówiono – nakręcono w Korei Południowej, ukazujące ogromną nędzę, ludzi podobnych do manekinów, bezdomnych, szczury na ulicy. Każdy musiał pójść do kina na film o chłopcu, któremu amerykański misjonarz wypalił na czole słowo „złodziej”. Dlatego po ucieczce do Chin długo nie chcieliśmy słyszeć o Republice Korei. Byliśmy pewni, że czeka nas tam śmierć – mówi 27-letnia Kim Su Jin (imię i nazwisko zostały zmienione).

Na Południu nie było lepiej

– Otwieramy szeroko oczy ze zdumienia, gdy dowiadujemy się, że Republika Korei niemal przez pięćdziesiąt lat prowadziła podobną indoktrynację. Południowokoreańskim dzieciom wmawiano, że powyżej granicznego 38. równoleżnika mieszkają potwory. Lekcje wiedzy o społeczeństwie i etyki w szkole podstawowej polegały między innymi na rysowaniu Koreańczyków z Północy z rogami na głowie – wspomina 26-letni student literatury Kim Jong Gi. W czasach reżimu wojskowego, do początku lat 90., w ten sposób przedstawiano ludność KRLD.

Za kultowe uważano przechowywane do dziś w szufladach komiksy „Ttori Changgun”. Ich bohaterem jest chłopiec z lasu, koreański Tarzan, który walczy z rządem KRLD. Tytuł jednego z komiksów rozchodzących się jak świeże bułeczki brzmiał: „Generał Ttori łapie szpiega”. W 1979 roku reżyser Kim Jeong Gee przeniósł tę opowieść na ekran. Rodzice prowadzali na ten film nawet pięciolatki, mówiono o pokoleniu wyrosłym na tej historii. Fabuła jest prosta. Chodzi o obalenie północnokoreańskiego rządu i zabicie Kim Ir Sena, przedstawionego w filmie jako świnia, oraz jego współpracowników – wilki. Reszta Koreańczyków z Północy, występujących w tej edukacyjnej bajce, to dobrze wyszkolone potwory. Film kończy się sceną, w której Ttori przedziera się do KRLD w przebraniu wilka i zabija wieprza.

Nie powinno więc nikogo dziwić, że młode pokolenie Koreańczyków z Południa odnosi się do uchodźców z KRLD niechętnie. W szkołach przez lata wkładano im do głowy wyssane z palca brednie, karmiono komiksami o bestiach zamieszkujących Koreę Północną, wpojono im przekonanie, że Koreańczyk z Północy jest ich najgorszym wrogiem.

Filmowy przebój o agentce Hi

Seul zmienił politykę wobec Pyongyangu dopiero wtedy, kiedy (w lutym 1998 roku) prezydentem został Kim Dae Jung. Wówczas zaprzestano antypółnocnokoreańskiej propagandy, telewizja zaczęła promować ideę zjednoczenia, w Seulu pojawiło się sporo restauracji, które mają w nazwie „zjednoczenie”. Ale przez pięć lat ciężko zmienić coś, na co się ciężko pracowało przez pół wieku. Psychoza strachu wciąż jest wszechobecna. Posiadanie północnokoreańskiej gazety wydaje się mocno podejrzane, poruszanie tematów związanych z Koreą Północną uchodzi za nietakt. Większość Koreańczyków z Południa na wszelki wypadek zniża głos, jeśli zdarzy im się napomknąć o Korei Północnej w miejscu publicznym.

Największą popularnością cieszą się w dalszym ciągu filmy o agentach z KRLD. Rok po ociepleniu, w 1999, do kin wszedł słynny tu obraz Kang Je Gyuna „Swiri”. Mimo dwóch wątków zjednoczeniowych (mecz piłki nożnej Północ – Południe i wizyta delegacji z Phenianu) uwagę widza zajmuje zupełnie inna sprawa. Widownia wstrzymuje oddech, by zobaczyć, czy Seul zostanie zmieciony z powierzchni ziemi przez agentów KRLD. Agentka Hi to prawdziwa maszyna do zabijania, gotowa umrzeć za ideologię. Nie zmieni tego nawet uczucie do Koreańczyka z Południa, zresztą również tajnego agenta. Film wciąż bije rekordy popularności: utwierdza młode pokolenie w przekonaniu, że wiedza, którą wyniosło ze szkoły, nie była znowu taka absurdalna.

Tekst aktualizowany, został opublikowany w dzienniku „Rzeczpospolita”.

dr Kinga Dygulska-Jamro – politolog i koreanista. Studiowała w czołowych ośrodkach naukowych w Polsce, Korei Południowej, Hiszpanii. Biegle posługuje się koreańskim, angielskim i hiszpańskim. Przez kilka lat była korespondentem „Rzeczpospolitej” w Seulu. Obecnie pracuje naukowo na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (UCLA).

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
K. Dygulska-Jamro: Dzieci Korei Północnej – ofiary systemu „edukacji” Reviewed by on 10 kwietnia 2011 .

Wszystko, co Szanowny Czytelniku przeczytasz poniżej, jest moją analizą podręczników szkolnych, obowiązujących w KRLD do dziś. Książki zostały przemycone przez granicę z Chinami, a niektóre z nich wysłane w ramach wymiany dwustronnej z Koreą Południową, i obecnie można je przeczytać w Centrum Informacji o Korei Północnej w Seulu. Fragmenty podręczników “Pewien Amerykanin zobaczył jedenastoletniego Myong-sopa,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 35

  • @Wute
    przede wszystkim dziekuje za mile slowa oraz odp. na moje wczesniejsze pytania; jest Pan bardzo milym czlowiekiem i ma klase. Szkoda, ze nie napisal Pan jeszcze ksiazki o swoich podrozach. Bardzo chetnie Panu odpowiem (postaram sie, bo to nielatwe pytania); moge rowniez wyslac interesujace materialy oraz zdjecia, np.bylych rzezmieszkowPol Pota zajmujacych dzisiaj wazne stanowiska w rzadzie Kambodzy, w biznesie oraz w roznych instytucjach.
    Maja sie swietnie i zapoewne nie doczekaja sie swojej Norymbergii.
    Najlepiej gdyby dal mi Pan swoj email. Tematyka,ktora Pan poruszyl jest obszerna i wybiega poza ramy Forum. POnadto nie sadze, aby CSPA byla zainteresowana szczegolnie Tajlandia. Prosze zobaczyc na news o porwanym tajskim statku, ktory poprawilem i napisalem artykul niemal od podstaw.Nikt sie tym nawet nie zainteresowal. Nie powiedzial dziekuje. Za to dyskuja wokol jakiegos konkursu i osoby Zyggiego trwa nieprzerwanie.
    moje uszanowanie

    • @Snake
      Fajnie by jednak bylo jakby Pan mogl zamiescic odpowiedzi na forum na pytania wute, bo ja na przyklad takze z checia bym o tym poczytal.
      Na przyklad temat Kambodzy jest dla mnie bardzo interesujacy, mimo ze bylem tam tylko kilka tygodni (jako backpacker, wiec za eksperta sie nie uwazam, choc widzialem wiecej takze zwyklego zycia niz przecietny turysta ogladajacy Angor). Rzeczywiscie byli Khmerowie maja sie swietnie na to wyglada, bo przyznam szczerze ze bylem zaskoczony gestoscia terenowych Lexusow tychze osobnikow (wielu jezdzilo w mundurach wiec tak wnioskuje, ze to obecny jak i byly establishment wojskowy).
      Opisywanie tego wedlug mnie jak najbardziej sie nadaje na forum, albo na osobny artykul.

  • @Wute
    nabieram do Pana coraz wiecej szacunku i respektu. Zastanawiam sie, czy wydal Pan jakas ksiazke o swoich podrozach? Chetnie bym ja kupil. A czy bywal Pan rowniez w Tajladnii i biednych krajach osciennych: Kambodza, Laos, Birma?

    Zgadzam sie z Panem w ogolnosci co do poruszanych kwestii. Dodam, ze JP II w Tajlandii (nie tylko w srodowiskach chrzescijanskich) jest dosc znany i przedstawiany jako autorytet moralny. Widzialem kilka pomnikow Polaka-papieza, nie tylko w Bangkoku. Ponadto zdjecia Papieza z krolem Tajlandii mozna zobaczyc w wielu kalendarzach, podreczniku do historii najnowszej Tajlandii, a nawet w domach prywatnych. Byl to rok 1984, kiedy JP II odwiedzil Tajlandie.
    Czym sie Pan obecnie zajmuje?
    dzieki za pozdrowienia, odwzajemniam w pelni

    • Obecnie powróciłem do wyuczonego zawodu prawnika. Zajmuje się doradztwem prawnym, doradztwem inwestycyjnym, ubezpieczeniami, zabezpieczeniami majątkowymi..itp…
      W 2004 r. firma w której pracowałem, została wykupiona przez jednego z dwóch największych producentów papieru na świecie, który w następnym roku wprowadził swoje porządki tzn. zamknął nasze biuro eksportu papieru w Warszawie i zaczął sprzedawać polski papier swoimi kanałami.
      Próbowałem znaleźć prace odpowiadającą mojemu wykształceniu i doświadczeniu, ale bez efektu. Gość po pięćdziesiątce ma znikome szanse na znalezienie interesującej pracy. O ile się zorientowałem nie jest to tylko problem polski, ale chyba szerszy. Niemcy mi powiedzieli,
      że u nich 50-latek nie ma szans na znalezienie pracy. Mój włoski przyjaciel powiedział mi kiedyś, że u nich na rynku tak naprawdę to liczą się głównie trzydziestolatkowie. Jeżeli nawet te opinie są przesadzone to z pewnością odzwierciedlają wyraźny trend.
      W związku z powyższym założyłem własną „firmę” i prowadzę tzw. jednoosobową działalność gospodarczą z zakresu doradztwa prawnego oraz inwestycji kapitałowych.

      Z państw regionu Azji Południowo-Wschodniej byłem tylko w Malezji i w Singapurze. Niestety nie byłem w krajach, które Pan wymienił. M.in.z tego też powodu nie zabierałem głosu w dyskusji
      dotyczącej Tajlandii i Birmy, ponieważ dysponuję zbyt skromną wiedzą na temat tych krajów.
      Natomiast z przyjemnością czytałem Pana posty zawierające informacje o tych krajach.
      Książki niestety nie napisałem. Zbyt bardzo byłem zaangażowany w pracę i studia zaoczne. Teraz może żałuję.
      Natomiast warto byłoby, żeby Pan umieścił jakiś artykuł lub napisał, szerzej na temat Tajlandii (sąsiednich krajów) Ma Pan przecież przeogromną wiedzę na temat tego kraju, jak nikt z naszych
      komentatorów.
      Pozdrawiam

      • Avatar wute

        Chętnie dowiedziałbym się od Pana kilku spraw:
        1. Czy Kambodża jako kraj i Khmerowie jako naród wrócili już
        do równowagi po rzezi Czerwonych Khmerów.?
        Czy odbudowali już straty demograficzne?
        2. Jakla jest pozycja Laosu. Czy uważany jest za protektorat
        Wietnamu?
        3. Turystyka seksualna w Tajlandii. Czy jest to Pana zdaniem
        problem społeczny wynikający z biedy, czy jest to
        uwarunkowanie kulturalne (np. jak prostytucja gościnna u
        koczowników). Jak wpływa to na samoocenę Tajów.
        Byłbym zobowiązany za odpowiedź.
        Pozdrawiam

  • O POLSCE
    @wute
    Mówi Pan, że 38% działalności gospodarczej prowadzą kobiety? Ale pewnie wliczana w to jest własna działalność gospodarczą prowadzona aby nie być na etacie. A ile kobiet zasiada w radach nadzorczych spółek – tam gdzie są prawdziwa władza i odpowiedzialność a niekoniecznie dużo roboty.

    Poza tym zbyt wiele jest zmiennych aby na podstawie doświadczyń z biznespersons z branży papierniczej mówić o udziale kobiet ogólnie w biznesie w poszczególnych krajach. Zwłaszcza przy tak małych liczbach. Trzeba by do statystyk sięgnąć.

    @ciekawy
    brzmi sensownie

    O AZJI
    Pamiętam księgarnię w centrum handlowym w Kuala Lumpur. Większą niż jakakolwiek księgarnia w Polsce. Z całą półką przeznaczoną na przewodniki po Polsce i całą półką przeznaczoną na podręczniki do nauki języka polskiego. Podobnie jak do innych języków. Nie wiem, czy w Polsce są jakieś podręczniki do nauki malajskiego, ostatnio w Empiku znalazłem całą jedną książeczkę do nauki chińskiego (zresztą bardzo zabawną, konsekwentnie ignorującą istnienie tonów). W tamtej księgarni było też mnóstwo dzieł np. współczesnego feminizmu, których w Polsce nie wydano. Po takich doświadczeniach jestem sceptyczny wobec twierdzeń, że mieszkańcy np. Malezji są ograniczeni bardziej niż Polacy.

    • Te dane, jak napisałem, były przed kilku lat, kiedy przechodzenie z etatu
      nie było jeszcze tak nagminne jak teraz.
      Zgadzam się z Panem, że im wyższa hierarchia tym proporcjonalnie
      mniej kobiet.
      Nigdzie nie napisałem, że moje doświadczenie w branży papierniczej należy utożsamiać z udziałem kobiet ogólnie w biznesie w poszczegól-
      nych krajach. Opisałem tylko moje doświadczenie z wizyt i spotkań
      z ludźmi z tej branży i liczbę kobiet-menadżerów, które spotkałem.
      Na tej podstawie pozwoliłem sobie na wyciągnięcie wniosków co do
      udziału kobiet na stanowiskach kierowniczych w branży papierniczej.

    • @ ril
      Mam podobne spostrzeżenia. Widziałem w jednym z bydgoskich salonów Empiku właśnie taką żałosną książeczkę do chińskiego (może to ta sama – nie pamiętam wydawcy). Taki podręcznik to po prostu totalny bubel, kompromitacja autora i / lub wydawca oraz wyrzucone pieniądze klientów. Autor wiedział, że chiński to język tonalny, tylko że ktoś (autor lub kto inny) to zwyczajnie olał! Moim zdaniem powinno się ukarac za naciąganie tego, kto to wydał. To niemal tak samo jakby zamiast telefonu komórkowego próbowac sprzedac samą obudowę na zasadzie „przyjdzie głupi to kupi”. Kary pieniężne nauczyłyby takich niechlujów rozumu i rzetelnej pracy!
      Co do innych języków: moje poszukiwania podręczników do Bahasa Indonesia (trzeci język Azji pod względem liczby użytkowników) zakończyły się „nie lada sukcesem”: oto nabyłem mini-rozmówki i mini-słowniczek! Oba wydane ponad 10 lat temu przez Wiedzę Powszechną. Do prawdziwej nauki to jednak za mało. Pozostaje tylko korzystac z podręczników napisanych po angielsku.

  • Drogi Panie Wute!
    Nie przychlebiam sie Panu, ale zauwazylem, ze Pan rzeczywiscie ma wiedze i jest obiektywny. Panskie slowa sa autorskie, wynikajace z doswiadczen miedzynarodowych i studiow. Natomiast czy zastanawial sie Pan apropos „wiedzy” Zyggiego?
    Przeciez jego rozliczne zdania rownie dobrze moga byc wziete z internetu. Dla mnie ten czlowiek prezentuje wiedze mierna lub bardzo mierna. Bo jezeli uwaza, ze wina azjatyckiej plycizny duchowej i intelektualnej jest wplyw Hollywood, to co mozna sobie pomyslec? Jezeli pisze on, ze brud w Polsce jest porownywalny do III swiata? Nie widzielismy Zyggiego w programie jeden z dziesieciu by ocenic faktyczna jego wiedze.
    Druga sprawa. Jak Pan mysli,dlaczego wiekszosc spol. polskiego gardzi RadiemMaryja i o.Rydzykiem? Czy dlatego, ze glosza oni wartosci chrzescijanskie i doktryne katolicka? Bo przeciez glosza! Ludzie gardza nimi, poniewaz to srodowisko fanatycznie gloszace te wartosci, a przez to wypaczajace je. Dlaczego nikt przy zdrowych zmyslach nmie wysmiewa sie z Matki Teresy np.? Bo ona,choc glosila dokladnie to samo co o. Rydzyk,robila to w madry sposob, bez fanatyzmu, w duchu i w prawdzie.
    Analogicznie.Zyggi glosi fanatycznie uwielbienie dla Chin i rownie fanatycznie krytykuje Zachod, ostatnio skoczylna USA. Ja mam dokladnie inne doswiadczenia kontaktow z Amerykanami w Tajlandii. To ludzie obyci, kulturalni i oczytani. Kilkunastu spotkalem w swiatyniach buddyjskich.Uciekli z amerykanskiego konsumeruzmu do Tajlandii,zostali Monkami (mnichami) i pracuja pomagajac poznawac turystom historie buddyzmu w Tajlandii. W metrze w Bangkoku jezeli ktos czyta ksiazki to jest to bialy; w Lumpini Park, Tajowie sluchaja chinese disco,natomiast biali maluja, czytaja badz medytuja.
    Zyggi doprowadza mnie on do szalu, ze oisze w sposob fanatyczny. Najlepszym przykladem jest jego niedawny post odnosnie zatrutego mleka w Chinach. Wczesniej pisal,ze nie nalezy sie mieszac w wewnetrzne sprawy Chin.
    @CSPA liczylem, ze oswiadczenie portalu cos zmieni, ze Zyggi bedzie krytykowany rowniez przez innych forumowiczow.Niestety oswiadczenie tylko umocnilo jego pozycje i dalo mu legitymacje do wyrazania fanatycznych opinii tak dlugo jak dlugo cspa bedzie istniec. To nie sluzy dobrze CSPA, ale jest to jedynie moje osobiste zdanie i mozecie wrzucic to do kosza.
    Zona radzi mi, zeby z uwagi na potencjalny zawal serca nie otwierac jednak portalu i chyba ma racje.Po co sie denerwowac? Po co probowac zmienic poglad Zyggiego na Azje ogolnie? Jesli dobrze sie z tym czuje, pozwolmy mu zyc!
    pozdrowienia Panu Wute!
    farewell!

    • @ Snake.
      Czy potrafi Pan napisać choć jeden post bez osobistych uwag pod moim adresem? Był Pan kiedyś w Stanach, albo miał Pan do czynienia ze ZWYKŁYMI Amerykanami, że arbitralnie uważa Pan dzisiejszych Amerykanów za tak inteligentnych? A dlaczego tych kilkunastu Amerykanów, których Pan spotkał, uciekło z USA? Uciekli przed wszechobecną kulturą i wyrafinowaniem? Sam Pan przyznaje, że nie! Cyt. „Bo jezeli uwaza, ze wina azjatyckiej plycizny duchowej i intelektualnej jest wplyw Hollywood, to co mozna sobie pomyslec?”
      Czy uważa Pan, że Hollywood nie ma wpływu na Azjatów i ich kulturę? Grubo się Pan myli, Indonezyjczycy czy Filipińczycy znają bez liku amerykańskich aktorów, być może więcej niż Pan i ja!
      Poza tym napisałem Panu wyraźnie, że spotkani przeze mnie Azjaci w odróżnieniu od większości Amerykanów, są ciekawi świata, stąd mójh wniosek, że nie jest z nimi tak źle.
      A czy słyszał Pan o filmach takich azjatyckich twórców jak Zhang Yimou, Anh Hung Trang albo Kim Ki-Duk? W dzisiejszych Stanach też powstają tak ambitne filmy? A może jednak głównie w Europie i Azji?
      I jeszcze jedna uwaga. Gdyby Pan czytał uważnie moje posty zamiast je złośliwie przekręcać, to wiedziałby Pan, że nie jestem apologetą Chin, jak Pan uparcie twierdzi. A już na pewno nie władz w Pekinie. Chcę jedynie bronić ten kraj – jak i każdy inny – przed przesadnymi i niesprawiedliwymi oskarżeniami ze strony tych, którzy żadnym przykładem nie świecą. Stanów też nieraz broniłem, np. pisząc, że ich Krzemowa Dolina (gdzie pracuje więcej Azjatów niż Amerykanów) to wciąż inspiracja dla wielu krajów Azji. To, że Pan odmawia mi prawa do tego typu wypowiedzi, a CSPA uważa za jakąś prochińską „tubę”, dobitnie świadczy o PAŃSKIM ciasnym fanatyzmie i zacietrzewieniu.

    • No właśnie, Panie Snake. Nie rozumiem czemu w każdym komentarzu musi Pan zawierać jakaś wzmiankę o Zyggim. Zdaję mi się, że nie ma Pan psychicznej odporności na tego rodzaju dyskusje. Wypowiedzi bardziej odbiegające od Pana światopoglądu wywołują u Pana irytację. No cóż, trzeba się uodpornić na to, że inni widzą świat inaczej albo skorzystać za rady żony. Cenię Pana relacje oparte na pobycie w Tajlandii, ale to tonie w tekście, który poświęca Pan na krytykę Zyggi’ego.
      Nawiązując do tekstu zaintrygowało mnie porównanie Matki Teresy i O. Rydzyka. Myślę, że fanatyzm w fundamentalnych kwestiach katolicyzmu jest u Rydzyka na podobnym poziomie jak był u JP II czy Bojaxhiu (nazwisko Matki Teresy). Ideologia Radio Maryja wcale nie jest jakaś bardzo radykalna – to bardziej mieszanka katolicyzmu i nacjonalizmu. To jest główny punkt różniący te postacie, ale różnice w ich odbiorze przypisałbym raczej wysokiej moralności i innemu sposobowi działalności, a nie różnicom doktrynalnym.

      • Avatar wute

        Jedna uwaga. JP II i Matka Teresa nie byli fanatykami. Byli
        fundamentalistami. Różnica, w moim przekonaniu, polega na
        tym, że fundamentaliści są ludźmi głęboko wyznający swoją
        wiarę, ale tolerancyjni w stosunku do innych.
        Jan Paweł II znany był z prób nawiązania dialogu z
        przedstawicielami innych religii, w tym wrogo odnoszących się
        do chrześcijan.
        Fanatycy religijni to ludzie nie tolerujący innych wyznań czy
        innych poglądów. Za takiego uważam o.Rydzyka.

    • @ p.Snake
      Dziękuję za miłe słowa pod moim adresem.
      Poruszył Pan kilka spraw, na które postaram się odpowiedzieć w punktach.
      1. Pan Zyggi nie informował nikogo (nie jest do tego zobowiązany) czy
      swoją wiedzę nabył na zasadzie teorii (książki, media) czy pochodzi
      ona z praktyki. Brak jednej lub drugiej nie dyskwalifikuje dyskutanta,
      Niemniej uważam, ze wiedza „praktyczna” odnośnie opisu danego
      kraju jest ważniejsza. Jednak najważniejsze jest żeby pisać z
      sensem i obiektywnie.
      Poglądy p. Zyggi odbieram jako prochińskie, niemniej muszę
      przyznać, że po oświadczeniu CSPA, poglądy te stały się bardziej
      wyważone, jak mi się wydaje.
      W/g oświadczenia CSPA p.Zyggi ma wielu zwolenników wśród
      internautów, a dla niektórych jest niemal postacią kultową.
      To samo oświadczenie CSPA zawiera passus, mówiący , że „nie
      zgadzamy się z wieloma poglądami, które głosi Zyggi”. Jest to zdanie
      pod, którym się podpisuję. Jednakże uważam, że należy
      koncentrować się nie na osobie p.Zyggi, a na jego poglądach i
      dyskutować z nimi gdy się z nimi nie zgadzamy.
      2. Brud w Polsce w żaden sposób nie może być porównywalny
      z brudem krajów 3-go świata. W Egipcie, gdzie bywałem poza
      trasami dla turystów stan sanitarny to katastrofa. W Pakistanie,
      w Lahore i w Karachi widziałem brud nieporównywalny z niczym.
      W Karachi miałem okazję przejechać przez dzielnicę slumsów przy
      dzielnicy portowej. Dziesiątki tysięcy ludzi mieszały tam na górach
      śmieci. Myślę, że ktoś kto nie widział azjatyckich miast-molochów
      nie jest w stanie wyobrazić sobie całego tego syfu.
      Niemniej muszę przyznać był też wyjątek. Islamabad, stolica
      Pakistanu, to miasto w dużej mierze sterylne. Inna sprawa, że
      mieszka tam w zasadzie tylko elita kraju i dyplomaci.
      Wyjątkiem w drugą stronę jest Neapol. Byłem tam w latach
      dziewięćdziesiątych, a więc jeszcze przed znanymi problemami ze
      śmieciami. Już wówczas miałem wrażenie, że jest to miasto
      bliższe Aleksandrii niż Mediolanowi.
      3. Cywilizacja Zachodu, która na początku XX w. była w okresie
      apogeum, doznała głownie w Europie dwa potężne ciosy, od nazizmu
      i komunizmu. W efekcie część populacji uznała wszelkie izmy za
      nonsens, odrzuciła wszelkie idee/religie obarczając je winą za
      nieszczęścia obu wojen światowych. To spowodowało pęknięcie
      cywilizacji zachodu, podział na dwie części: liberalną nastawioną na
      „używanie życia”, bezrefleksyjną (o takiej pisze p.Zyggi) i tradycyjną,
      dla której idee/religie nie są obojętne (takich ludzi spotkał Pan w
      BKK).
      4. O. Rydzyk nie jest osobą, którą darzę sympatią. Jego brak tolerancji,
      arbitralność – nazwanie śp.Marii Kaczyńskiej czarownicą, która
      powinna poddać się eutanazji, a prezydenta Kaczyńskiego oszustem
      ,czynią go człowiekiem, któremu jest blisko do panów Palikota i
      Niesiołowskiego pod względem kultury politycznej
      – jednakże trzeba też obiektywnie wyrazić mu uznanie za jego doko-
      nania organizacyjne. Stworzył imperium medialne (Radio Maryja, TV
      Trwam, Nasz Dziennik), a więc to, co bezskutecznie próbował
      zrobić episkopat przez wiele lat.
      Odnośnie Radia Maryja to spotyka się ono z duża niechęcią wielu
      Polaków. Wynika to głownie z niewiedzy. Ogromna rzesza ludzi tak
      zajadle krytykująca to radio, z dużym prawdopodobieństwem jak
      sądzę, nigdy go nie słuchała. Opinie swoje wypowiadają nie znając
      tematu. Ja nie jestem słuchaczem tego radia, ale kilkakrotnie pod-
      czas podróży po kraju lub wieczorem w hotelu nastawiałem na jego
      falę. Może jest to zbyt mało na wyrażenie opinii, ale spróbuje.
      To radio, w zasadzie ma 3 bloki tematyczne:
      – modlitwy i czytanie Pisma Świętego
      – tematyka społeczna
      – tematyka polityczna
      Jest to radio, które zajmuje się problemami społecznymi ludźmi biednych, samotnych i chorych. Dyskusje polityczne jeśli nie
      było ojca dyrektora miały charakter nie napastliwy. Niektóre z nich
      reprezentowały zaskakująco wysoki poziom merytoryczny. Któregoś
      dnia wieczorem w hotelu Złotoryji słuchałem niemal dwugodzinnej
      dyskusji o obecnych stosunkach polsko-niemieckich. Dyskusja miała
      charakter otwarty bez żadnej autocenzury czy poprawności politycz-
      nej, byc może dlatego że prowadzili ją naukowcy a nie politycy. To
      była najlepsza dyskusja jaką słuchałem w życiu na ten temat. Taka
      dyskusja nie jest możliwa w mediach należących do establishmentu
      (TVP, TVN, Polsat, Radio Zet, RFM) .

      Mam nadzieję, że z Pańskim zdrowiem jest w porządku. Życzę
      sukcesów w prowadzeniu biznesu i w nauce tajskiego.

      .

  • @Zyggi:
    mialem na mysli „przymusowe aborcje w Europie nie maja miejsca”, natomiast te wynaturzenia,o ktorych Pan pisze w polnocnej Europie sa faktem i mnie to boli, bo kocham Europe. Nie jest mile patrzec jak stacza sie po rowni pochylej, chocby przyznajac prawa czlowieka szympansom (Hiszpania).
    A wreszcie niech Chinczycy podbija ekonomicznie Stary Kontynent, niech wukupia wszystko co sie da wykupic. Niech zaprowadza nowy porzadek swiata. Moze to dopiero otrzezwi urzednikow z Brukseli i zaczna myslec racjonalnie.
    Natomiast nie rozumiem,dlaczego odmawia mi Pan prawa miec b.krytyczne zdanie wobec np. Birmanczykow? Czy Niemcy nie maja krytycznego, czesto lekcewazacego zdania o Polakach. Narody z reguly nie lubia sie wzajemnie i to jest prawda. Pan proponuje polityczna poprawnosc, ale one jest daleka od prawdy. Prawda jest taka, ze tylko niektore narody lubia sie wzajemnie,lub toleruja. Wasnie miedzy narodami istnieja,poniewaz w historii ziemia przechodzila z rak do rak i rany pozostaly. Dlatego np.Ujgurowie nie znosza Chinczykow, Tajowie Birmanczykow, Litwini Polakow. Ja do nienawisci nie wzywam.Odwazylem sie napisac, co sadze o Birmanczykach. To bylo dla rownowagi wobec zachwytow p.Lubiny. W koncu to on napisal, ze Myanmar to najcudowniejszy kraj Azji, czym mnie doprowadzil do szalu, bo nie dodal „moim fanatycznym zdaniem…” Gdyby to dodal. nie byloby problemu.
    I ostatnie: moj podziw dla Europy to podziw dla jej kulturowych i naukowych osiagniec, m.in. malarstwa, rzezby, literatury , tudziez sportu. Zapewniam Pana,ze gdyby sie Pan urodzilChinczykiem czy Tajem myslalby Pan tylko o jednym:jak zarobic i do ktgorego marketu pojsc w weekend na zakupy, tudziez ktory debilny serial chinski,koreanski czy tajski obejrzec po pracy. Na tym by sie konczyly Panskie zainteresowania. Tymczasem interesuje Pana swiat, problemy, wartosci duchowe,bo jest Pan EUROPEJCZYKIEM i ma te zdolnosc do uczuc wyzszych we krwi. Tajowie pytaja sie glownie „co jadles ostatnio”, Chinczycy/Wietnamczycy „ile zarobiles w ostatnim tygodniu”, Panie Zyggi! Ja chodze na zajecia z tajami, bo studiuje zaocznie j.tajski. I poniewaz juz spororozumiem, wiec przysluchuje sie rozmowomstudentow.To sa rozmowy glownie o rzeczach, o blyskotkach, o zakupach i o tematach z seriali. Ze swieczka szukac czlowieka w BKK,ktory by sie interesowal problemami swiata.
    Oczywiscie ich uprzejmosc i przyjacielskie cechu rekompensuja ich dziecinnosc w odbiorze swiata.Dlategonp. jest tak przyjemnie mieszkac w Tajlandii.
    Europejczycy natomiast, choc przezarci nieco konsumpcja rozmawiaja wciaz o zagadnieniach, o polityce, nawet o filozofii czy Bogu. I to nas rozni od Azjatow. Oczywiscie sa w Azji wyjatki ale nieliczne
    pozdr.

    • „Byt określa świadomośc” – tu akurat zgadzam się z czerwonoskórym brodaczem, który to powiedział. ;-) Zresztą rozmowy o takich rzeczach jak filozofia, religia czy polityka to domeny ludzi bardziej wykształconych i faktycznie, głównie Europejczyków i co bardziej rozgarniętych ludzi Bliskiego Wschodu (np. Turków, Persów – oni też cenią poetów, filmowców, filozofów). Niech Pan natomiast spróbuje porozmawiac z Amerykanami. Ja miałem tę możliwośc, absolutna porażka, nudni i szablonowi do kwadratu! Nawet Indonezyjczycy, choc mało wiedzą o świecie, to przynajmniej są go ciekawi na swój infantylny sposób. „I heard that Europeans have blue eyes like Americans. Is it truth?” – to pytanie to tylko jedna perełka z indonezyjskiej „menażerii”. :-) Nie mają np. pojęcia o tym, że Tajlandia jest monarchią (raz napomknąłem o tym). Wiedzą tylko trochę o Chinach, Japonii i Malezji (tej ostatniej na ogół nie cierpią). Ale zadają pytania – to już coś!
      Z kolei Amerykanie (poza nielicznymi wyjątkami) są nie tylko słabi z wiedzy o świecie, ale często w ogóle się nim nie interesują. W tym kontekście mam wrażenie, że gdyby zamiast „jak się masz” pytali jak Chińczycy z Południa „ile dziś zarobiłeś”, byliby może bliżsi swoim rzeczywistym zainteresowaniom. Mój przyjaciel uciekł z Nowego Jorku po półrocznym pobycie. Mówi, że nigdy i nigdzie nie spotkał tylu ograniczonych materialistów jak tam. Może przesadza, ale coś w tym musi byc. A przecież większośc Amerykanów ma europejskie korzenie, ich przodkowie nie byli tak ograniczeni. Jeszcze 40-50 lat temu w Stanach powstawały ambitne filmy i inne dzieła kultury. A dziś? Degrengolada umysłowa toczy Amerykę… Dlaczego o tym mówię. Bo myślę, że to, co widac w Azji Pd.-Wsch., ta sieczka w ludzkich głowach, to w dużej mierze efekt amerykanizacji ostatnich dekad. Czy typowy Azjata słyszał takie nazwiska jak Almodovar, Michałkow, Kiarostami albo Kieślowski? Skądże, kino to dla niego albo rodzimi aktorzy albo gwiazdy Hollywood, nikt i nic więcej. Z muzyką jest tak samo. Dlatego małpując amerykańskie wzorce, małpują przy okazji amerykańskie wzorce rozrywki i zainteresowań. Na to nakłada się bieda wielu z nich, która każe myślec o garnku, nie o książkach, kinie czy filozofii. I tak kółko się zamyka. „Byt określa świadomośc”…

    • @Snake
      Uznanie za ujawnienie się. Jest OK..
      Mnie też boli degrengolada własnej cywilizacji. Zgadzam się z Panem, że Europejczycy mają o wiele większe zainteresowanie sprawami ducha niż ludzie z innych kontynentów. Pewien Libańczyk powiedział mi, że jego kraj w czasach kiedy był nazywany Szwajcarią Bliskiego Wschodu był odwiedzany przez Europejczyków, którzy zwiedzali zabytki. Obecnie, jak powiedział, przyjeżdzają Saudyjczycy, których interesują tylko nocne lokale.
      Miałem szczęście w życiu, że miałem taką pracę, ze przez 20 lat pod-
      różowałem po świecie jako menedżer średniego szczebla, w sprawach
      zawodowych. Każdą taką podróż starałem się wykorzystać maksymal-
      nie, dyskutując i zwiedzając, na tyle na ile to nie kolidowało z moimi
      obowiązkami zawodowymi (zajmowałem się eksportem papieru).
      Ponieważ moimi partnerami w dyskusji byli: właściciele, dyrektorzy,
      menadżerowie fabryk czy przebywający w tych krajach Polacy z BRH,
      a więc ludzie wykształceni, to wiedza, którą od niich nabyłem (ich
      postrzeganie świata, własnego kraju..itd) była bezcenna. Takie podróże
      bezwzględnie kształcą i korygują schematy myślowe lub uprzedzenia.
      Np. będąc kilkakrotnie w Iranie zrozumiałem, ze obraz tego kraju
      przekazywany wówczas (lata dziewięćdziesiąte) w światowych mediach nie jest prawdziwy. Irańscy biznesmeni,
      których spotkałem to ludzie bardzo wykształceni, mówiący nienaganną
      angielszczyzną, świetnie zorientowani w sytuacji światowej i własnego
      kraju. Reprezentowali wysoką kulturę osobista i sposób prowadzenia
      interesów. Zwykli ludzie na ulicy, w kafejkach – bardzo mili, o wiele milsi
      niż dla przykładu zwykli ludzie na ulicy w Kairze. Nawet policjanci na
      komisariacie, gdzie trafiłem, żeby przedłużyć wizę rozmawiali ze mną
      z uśmiechem. Oczywiście byli też w Iranie ludzie mniej mili, to urzęd-
      nicy ministerstw, różni fanatycy rewolucji islamskiej, których nowa
      władza dała stanowiska w nagrodę za wierność. Przypominali
      aparatczyków z PZPR. W Iranie jak mi mówiono, w kręgach biznesu
      prywatnego, ca. 90% ludności było już wówczas przeciwko rządom
      mułłów i temu systemowi. Tymczasem obraz Iranu przekazywany przez światowe media: to kraj dzikich, nieokrzesanych fanatyków.

      Mój sceptyczny stosunek do cywilizacji europejskiej (w obecnym
      kształcie, też wynika, w dużej mierze z własnych obserwacji
      i doświadczeń. W ciągu tych lat odwiedziłem gdzieś z 50 fabryk i firm
      w Europie. Poznałem tam (oraz przyjąłem z Warszawie) gdzieś
      ponad 200 biznesmenów. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że tylko
      trzech reprezentowało wiedzę o świecie, która na tym portalu
      prezentują stali bywalcy (Pan, p.Zyggi, p.Ciekawy, p.Izydorczyk,
      p.Dąbrowski i pozostali – przepraszam jeśli kogoś nie wymieniłem z nazwiska).
      Inną sprawą, która zweryfikowała mój stosunek do naszej cywilizacji
      jest sprawa kobiet. Wiadomo, że w zachodniej cywilizacji kobiety mają
      najwięcej wolności osobistej, najlepszą ochronę swoich praw i
      najlepsze możliwości rozwoju osobistego i zawodowego.
      Tymczasem jeżdząc po Europie Zachodniej, spotkałem tylko jedną
      kobietę menadżera. We Włoszech powiedziano mi, że nie ma mowy,
      żeby kobieta u nich w tym biznesie była menadżerem. W Niemczech,
      w kraju stawianym często nam za wzór – 100% dominacja mężczyzn
      w firmach, które zwiedziłem.
      Nie mniej jednak spotkałem kobiety menedżerów w mojej branży:
      2 – w Polsce
      2- w Iranie (tam na uczelniach jest więcej studentek niż studentów)
      1 – w Egipcie
      Tak wyglądała rzeczywistość, z którą się spotkałem.
      nasz kraj często jest krytykowany przez różnych ludzi jako zacofany a
      Zachód jest stawiany nam jako wzór w dziedzinie szeroko pojętych
      praw kobiet. Tymczasem jak ostatnio gdzieś czytałem (informacja
      przed kilku dni) Polska jest w czołówce krajów Unii mająch najmniejszą
      różnicę płac mężczyzn i kobiet (tzw. szklany sufit).
      Jesteśmy też lub byliśmy na pierwszym miejscu w Europie w udziale
      kobiet w prowadzeniu własnego biznesu. W Polsce wśród osób prowa-
      dzących własny biznes, kobiety stanowiły 38% pat lat temu (aktualnych
      danych nie znam). Powyższe dedykuje paniom feministkom wyżywają-
      cym się z różnych paradach i obronie mniejszości seksualnych, a nie
      zajmujących się prawdziwymi problemami Polek jakimi są: życie od
      pierwszego do pierwszego i mąż pijak.

      PS.
      Odnośnie dyskusji dotyczącej hiieny to podzielam zdanie, że Polska
      jest o wiele bardziej czystym krajem niż kraje azjatyckie (poza wyjątkami). Byłem w Azji i widziałem ten niewyobrażalny syf slumsów.
      Jednak w naszym kręgu cywilizacyjnym jesteśmy w ogonie.

      • Avatar Zyggi

        W Polsce faktycznie rola kobiet w biznesie jest większa niż w wielu krajach Zachodu, a zwłaszcza południowej Europy.
        Jeśli chodzi o rolę kobiet w biznesie azjatyckim, to tu pozytywnie wyróżnia się Tajwan. Cher Wang (prezes HTC Corp.), Nita Ing (prezes Taiwan High Speed Rail Corp.), Vivian Shun-wen Wu (ex-prezes Yulon Motor, a potem China Motor) – to przykłady kobiet z I ligi tajwańskiego biznesu.

  • @A.I.
    to jest ciemna historia tych krajow,ale juz historia jest. Dzisiaj to nie mamiejsca.W Chinach niestety ma miejsce nadal. Podobnie jakkwestiaprzesladowan Chinczykow-chrzescijan.Oto przyklad:
    http://www.persecution.com

    • Nie ma miejsca? Dla równowagi przypominam Panu, że w Europie istnieje taki kraj jak Szwecja, dawniej budząca szacunek ostoja tradycyjnych wartości protestanckich. Dziś w tym kraju co roku notuje się ponad 10 tys. decyzji o odebraniu praw rodzicielskich – często z błahych, wrecz banalnych powodów. Zresztą w dokumentach urzędowych nie używa się zwrotu „rodzic” tylko „opiekun”. Nie chcę się wdawac w dywagacje na temat tego, co jest bardziej okrutne i perfidne: odebrac życie nienarodzonemu dziecku (abstrahując od tego czy decyduje o tym zdesperowana lub po prostu wygodnicka kobieta czy jakiś bezduszny urzędas) czy też odebrac rodziców dziecku narodzonemu (a przy okazji vice versa – dziecko rodzicom), bo obrońcom praw człowieka w Brukseli jedno i drugie chyba niespecjalnie przeszkadza. Powiem tylko, że Pański podziw dla Europy jest w obecnych warunkach nieuzasadniony. Dzisiejsza Europa (zwłaszcza jej północna częśc) to już nie to samo, co kiedyś. Pod względem obyczajowym oscyluje gdzieś pomiędzy Love Parade a meczetem. Póki co, to tyle w temacie.

      • Avatar wute

        W Szwecji, w kraju tak szczycącym się przywiązanym do praw człowieka, można zgodnie z prawem trafić na dwa lata węzie- nia tylko za samo krytykowanie homoseksualizmu.
        Jakoś nie słyszałem, żeby Bruksela czy Amnesty International
        w tym przypadku protestowały z powodu prawa umozliwiające- go skazywanie ludzi za poglądy.

  • @ Zyggi
    Pan jednak ma wyrazne uprzedzenia do Polski.To przebija z wielu Panskich komentarzy,Drogi Panie. Teraz czytamo zasciankowosci, o niecheci do ksiazek. Czy aby na pewnop tak jest? Nig dy bym nie tworzyl czegos w rodzaju anty-Chiny,a raczej krytyka-panchinizmu. Nie nienawidze Chinczykow, tylko ich nielubie -to roznica.Podobnie jaknie lubia ich Wietnamczycy i Tajlandczycy. Ci ostatni np. decyduja sie pracowac u Chinczyka w Bangkoku w wyraznej ostatecznosci. Jesli maja alternatywe, wola zarobic miej i pracowac u Taja. To tez o czyms swiadczy.
    A czemu sie Pan dziwi niecheci Polakow do Chinczykow? Jesli np.slyszymy o przymusowych aborcjach ( a nazywajac rzecz po imieniu – przymusowymzabijaniu dzieci nienarodzonych) – to o czym mowimy?! W Europie nikt nikogo nie zmusza do takich strasznych rzeczy. Ostatecznie to wola matki i ojca i kwestia ich sumien. Z innej beczki: kiedy np. polski czytelnik (nie tylko Wyborczej) dowiaduje sie, jak Chinczycy traktuja Urgujow w Urumczi, ze o Tybecie nie wspomne – to,co ma myslec o chinskiejwladzy?
    Zastanawiam sie generalnie, czyim jest Pan adwokatem: zwyklego Chinczyka (jestem w stanie zrozumiec) czy moze chinskiej wladzy,ktora buduje nowoczesne Chiny kosztem godnosci ludzkiej, lamiac elementarne prawa czlowieka itp.

    • Hmm .. tutaj akurat Szanowny Pan się myli bo dokładnie takie same akcje występowały w Europie – jeszcze w latach ’70 !! Przykłady … Szwecji U.K Norwegii Kanady .. zresztą BBC zrobiło dobry dokument o sterylizacji w Szwecji, gdzie prawie 60 tyś kobiet zostało poddane temu procesowi
      W bloku komunistycznym zaś poddawano sterylizacji te osoby, które były wrogami systemu !!

      • Avatar ciekawy

        Sterylizacje były oparte na eugenice ?

      • Avatar wute

        W Szwecji były oparte na eugenice.

    • Odpowiem Panu: nie jestem adwokatem chińskiej władzy ani żadnej innej. Natomiast nie godzę się na uwłaczające uwagi pod adresem jakiejkolwiek grupy etnicznej ani na kampanię wrogości wobec kogokolwiek, czy to wobec Chińczyków czy wobec jakiejkolwiek innej nacji. Dobrze pamiętamy Pańskie lekceważące uwagi pod adresem Birmańczyków. Teraz o Chińczykach, a kto następny? Koreańczycy? Wietnamczycy? W historii już nieraz zaczynało się od zwykłej niechęci i lekceważenia jakiejś nacji, a kończyło się bardzo smutno. Dlatego uważam, że na wszelki wypadek lepiej miec na Pana oko!
      Cyt. „W Europie nikt nikogo nie zmusza do takich strasznych rzeczy. Ostatecznie to wola matki i ojca i kwestia ich sumien.”
      Nie neguję tego, iż na chińskiej prowincji dochodzi do takich i innych przerażających nadużyc. Natomiast nie sądzę, aby choc 1/2 z owych 80% podobno niechętnych Chinom Polaków wiedziała o przymusowych aborcjach w Chinach lub kojarzyła ten kraj z takowymi. Chiny budzą lęk raczej jako zagrożenie dla miejsc pracy, co skwapliwie wykorzystują różni demagodzy.

  • Mam de facto 2 doświadczenia związane z tematem Korei Północnej
    Pierwszą jeszcze z czasów pobytu w Japonii, kiedy poznałem nauczyciela z Korei Południowej, który posiadał rodzinę na Północy ( miał z nimi okazję spotkać się aż raz !! ) Osoba ta potwierdziła to o czym mówi się u nas w Europie o warunkach życia etc.etc.
    Drugie doświadczenia jest dłuższe i trwa cały czas !! a pochodzi od uciekinierów z Korei Północnej, którzy żyją w Szanghaju … mówi się, że na samym LongBai jest z 2000 osób ( podobno upodobali sobie moją dzielnicę ) i ci ludzi też potwierdzają jak wygląda te normalne życie w KP.
    więc wszystkim co tak kochają „wolność” Panowie wyjazd do KP cieszcie się wolnością nie tylko osobistą, ale także gospodarcza ! Faint O_o

    • Oj nie Panie Adamie, to zdradzieckie elementy na zdrowej skórze narodu koreańskiego finansowane z kieszeni imperialistycznych wyzyskiwaczy z Republiki Korei i Stanów Zjednoczonych !

  • Panie Piotrze!
    Moj komentarz slusznie moze Pan ocenic jako do bani, poniewaz byl zlosliwy. Natomiast Pani doktor – wydaje mi sie -napisalaten tekst na podstawie zebranych materialow dydaktycznych, ktore zostaly przemycone do Korei Poludniowej.
    Poznalemw Tajlandii kilkunastu Koreanczykow z poludnia, ktorzy pracuja w Bangkoku lub maja firmy. Zgodnie podkreslaja, ze sa zachwyceni Tajlandczykami:ich optymizmem, radoscia zycia, umiejetnoscia nieklocenia sie itp. Koreanczycy sa poniekad podobni do Polakow skupionych w rodzinie Radia Maryja: i jedni i drudzy lubia miec wroga, wtedy lepiej sie czuja, tyo daje im energie do dzialania,to ich umacnia. Imponujacy rozwoj gospodarczo-naukowy w w Korei pld. nie poszedl w parze z rozwojem mentalnym. Czytalem o tym ostatnio na stronie northkorea.
    pozdrawiam Pana
    PS.podzielam Panska opinie, ze Wyborcza to nie zaden potwor,tylko po prostu bardzo profesjonalne pismo,ktore czasem manipuluje, jak pewnie kazde medium. Ale pozytywnej roli Adama Michnika, jaka odegral po roku 1989 nie sposob zakwestionowac.

  • znakomity tekst.powinien sie ukazac w Gazecie Wyborczej. Gratuluje! A odnosnie propagandy: wydaje sie, ze poludnie jest warte polnocy i odwrotnie. Oba kraje sa siebie warte. Chce przypomniec, ze Koree Poludniowa za wzor czesto stawia niejaki Zyggi…(sic!), inna bajka to fakt,iz Korea Polnoca na protektorat Chin (sic!), ktore to Chiny stanowia centrum kultu panna Zyggiego.
    Postulat: Centrum Studiow Polska Azja powinno sie zmienic na Centrum Kultu Panchinizmu. Red. Naczelny juz jest. To Zyggi! I prosze mnie nie wzywac do polubienia tego pana. On robi wszystko, aby go bardzo nielubiano…

    • Szanowny Panie Snake
      Doprawdy wolałbym pisać „Panie Krzysztofie” (na drugie mam Krzysztof). Chyba nie zrozumiał Pan tekstu pani dr Kingi Dygulskiej-Jamro. Ja już kiedyś tu pisałem, że pani doktor specjalizuje się w bajkach. Jest autorką przepięknej bajki „Klara i Hauni”. Bajka powyżej jest zdecydowanie mniej udana.
      Skąd wiadomo, że to bajka? Ano np. z tego, że z artykułu dowiadujemy się, iż dzieci w żłobkach KRLD dostają w nagrodę ciastka, gdy wyraźnie powiedzą “dziękuję wodzu Kim Il Songu” lub “dziękuję drogi przywódco Kim Jong Ilu”. Tak ma podobno twierdzić znany w całym świecie profesor Kim Ping Pong. Tymczasem np. pan Zyggi może Panu zaraz wytłumaczyć, że za wyklepanie takiej formułki dzieci w KRLD mogą dostać co najwyżej dodatkowy kawałek kory sosnowej do pożucia. Ciastek tam od 1945 nikt nie widział.
      Z drugiej strony pani doktor wyraźnie nie docenia systemu edukacyjnego KRLD. Żadne tam ćwiartowanie Amerykanów. Przekaz jest nowocześniejszy, np. ładnie wyjaśnia się konieczność nauki prawidłowego posługiwania się kątomierzem. Mówi o tym dobranocka dostępna pod adresem (zamiast „3w” proszę w adresie wpisać trzy razy literę „w”):
      3w.youtube.com/watch?v=ujtp-70zQME&feature=related
      Życzę miłego oglądania

    • Tekst faktycznie nadaje się na publikację w Wyborczej ale nigdzie indziej. Tam właśnie prezentują poziom do tego w powyższym artykule o ile jakikolwiek poziom tego tekstu istnieje…

      Jak czytam, że ktoś używa słów „reżim”, „pranie mózgów” to od razu wiem, że albo pisze do wspomnianej Wyborczej, albo nie ma o tym bladego pojęcia.

      Tekst jest słaby dziennikarsko. Wiarygodność zerowa. Zastanawia mnie po co w Polsce ludzie piszą jednostronnie wypaczone teksty o innych krajach? Wyborcza ma „misję” więc mogę ich argumenty zrozumieć.

      • Avatar Piotr Badura

        Szanowny Panie JG
        Co się Pan tak uwziął na tę „Wyborczą”? Mnie się też wiele jej tekstów nie podoba, ale to i tak bardzo ciekawa gazeta. Równie ciekawa jak „Rzeczpospolita”, do której pisuje pani Kinga Dygulska-Jamro, ostatnio chyba o nudystach z Kalifornii
        3w.rp.pl/artykul/632017.html
        Dobrze jest czasem pewne rzeczy sprawdzić , nim się napisze. (W linku zamiast „3w” musi Pan wstawić trzy litery „w”.)

      • Avatar jg

        Po pierwsze tragicznie slaby poziom warsztatowy dziennikarstwa. Watpliwe czy „dziennikarze” piszacy dla Wyborczej kiedykolwiek studiowali dziennikarstwo czy pracuja tam w innym celu. Nie wszyscy dziennikarze musza miec takie wyksztalcenie ale dla edytorow to juz mus.
        Po drugie uprzedzenia i dyskryminacja, czasem przewija sie nienawisc, w tekstach o Chinach co skutkuje tym, ze oglupia sie Polakow zamiast przedstawiac im obiektywny obraz innych krajow.
        Po trzecie teksty Kruczkowskiej, ktora o Chinach pisze tzw. pijama articles, nie wychodzac z domu, uzywajac cytatow ze zrodel trzecich, a nie wlasnego reporting. Najbardziej gardzona praktyka wsrod dziennikarzy.
        Tekst o nudystach, ktory mi Pan podeslal rowniez jest niskich lotow, ale nie mam zamiaru ulatwiac roboty edytorom z Rzeczpospolitej i punktowac dlaczego tekst jest bardzo slaby. Wypunktowalem jeden z artykulow PAP-u w ostatnim czasie o zjezdzie CPPCC i NPC i dostalem odpowiedz, ze pisala go mloda dziennikarka na nocnej zmianie.
        Niestety nie ma w Polsce mediow drukowanych i online, ktore by prezentowaly przyzwoity przynajmniej poziom dziennikarstwa. Wszystko jest mizerne i zle zedytowane. Nie mam tu na mysli ortografii i przecinkow bo glownie na tym sie koncentruja uczacy dziennikarstwa w Polsce. Dlatego ciezko sie czyta polska prase komus kto zajmuje sie mediami i dziennikarstwem na globalnym poziomie. Polski PAP nie dorowuje chociazby francuskiej AFP.

        Jedynym plusem Wyborczej jest to, ze ma dostep jako pierwsza do politykow i ekonomistow poprzez koneksje Michnika, ktorzy chca sprzedaz swoje rzekomo demokratyczne poglady w rzekomo demokratycznej gazecie.

    • Panie Snake, dziękuję za to, że poświęca Pan tyle uwagi mojej skromnej osobie (choć przyznaję, aktywnej na Forum). Ze swej strony muszę przyznać, że Pan jest o wiele skuteczniejszy ode mnie. Pan ma szansę stanąć na czele Centrum Kultu Antychinizmu, któremu wg badań podobno przyklasnęłoby 80% Polaków. Co do nich, trudno się dziwić, im naród bardziej zaściankowy, w świecie niebywały, a i przed książkami lękliwy, tym bardziej nieufny, podejrzliwy wobec obcych, w każdym upatrujący wroga. A gdy takowego zbraknie, usilnie wypatrujący nowego. Tak jest i w obecnej Polsce (lub jak wolą niektórzy: Wolsce): Żydów już prawie nie ma, masonów też jakoś nie widać, innowierców jak na lekarstwo, komuchy się przefarbowały, a cykliści spowszednieli. Nawet Urban nie jest tak widoczny i drażniący jak kiedyś ze swoimi poglądami i odstającymi uszami. A więc potrzebny jest nowy wróg. I oto on, Narodzie: niewysoki, sprytny, rzutki, niebezpiecznie pracowity, raczej mało pijący (donosi?), nie chodzący do kościoła, do tego ma takie dziwne, niesłowiańskie rysy, oczy, włosy… Czysta zgroza! Tylko patrzeć, jak ów wróg zacznie nasze białogłowe chędożyć, dzieci chińszczyzny uczyć, kaczkę po pekińsku zamiast bigosu serwować, a w telewizji naszej chrześcijańskiej zamiast mądrości Prezesa Kaczyńskiego jakieś zabytki Pekinu pokazywać. Czy więcej nam trzeba? Brońmy cnoty Narodu!!
      ;-)

    • Południe warte Północy? A cóż to, na Południu też są łagry i kult jednostki?

Pozostaw odpowiedź