Japonia,Polecane

Japonia – To nie jest kraj dorosłych ludzi… Wiśnia usycha?

Pod koniec października ubiegłego roku indeks tokijskiej giełdy Nikkei 225 spadł do najniższego poziomu od 1982 r. U inwestorów i tak zwanych „zwykłych obywateli” zdecydowanie przeważyły lęki przed skutkami recesji. Jen jest coraz mocniejszy, a japoński eksport staje się coraz droższy….- krytyczny obraz Japonii w dobie kryzysu, kreśli z Kraju Kwitnącej Wiśni Marek Skalski.

Tymczasem nowy rok japońska giełda powitała lekkimi zwyżkami. Publiczna telewizja poświęciła temu wydarzeniu obszerne relacje. Reporterzy filmowali rozanielonych inwestorów popijających szampana. Było to duże wydarzenie, bo indeks wzrósł po raz pierwszy… od ponad dwóch lat.

Jednak indeks Nikkei niemalże nikogo na Wyspach Japońskich nie obchodzi. Stagnacja gospodarcza w Japonii trwa już od blisko 20 lat. Japończycy przyzwyczaili się do recesji tak jak Polacy do telewizyjnych telenoweli… Sytuacja w tej chwili robi się jednak bardzo poważna. Druga gospodarka świata już nie stoi w miejscu – tak jak przez ostatnie dwie dekady – tylko zaczyna się cofać. Dla Polaków karmionych przez lata ideałem „japońskiego cudu gospodarczego” takie informacje są mocno zaskakujące. Oczywiście stagnacja utrzymuje się na niebywale wysokim poziomie – nie osiągalnym dla przeciętnego Polaka – jednak sygnałów alarmowych nie brakuje.

Nie pomogły zapewnienia tokijskich władz o wdrożeniu kolejnego pakietu ratunkowego (600 miliardów jenów, czyli ok 60 miliardów dolarów) oraz ustabilizowaniu bardzo wysokiego i tym samym niekorzystnego dla japońskiego eksportu kursu jena (obecny kurs jena w stosunku do dolara jest najwyższy od 13 lat). Wiele czołowych japońskich koncernów musiało lub będzie zmuszonych dokonać ostrej korekty prognoz (np. na każdym jenie płaconym więcej od dolara koncern Sony traci ok. 40 milionów dolarów).
Przyczyną kłopotów japońskiej gospodarki jest niezwykle archaiczna struktura przemysłu. Od czasów restauracji Meiji (zaczęła się mniej więcej sto pięćdziesiąt lat temu) władze kładły nacisk na rozwój przemysłu ciężkiego: zbrojeniowego, wydobywczego, produkcji okrętów i maszyn. Z czasem Japończycy niesamowicie rozkręcili przemysł samochodowy i elektroniczny. Dziś sześć z dziesięciu największych koncernów samochodowych świata ma swe siedziby w Japonii. Sęk w tym, że to co było dobre pod koniec XIX wieku, a nawet jeszcze pięćdziesiąt lat temu, dziś jest kompletnie bezużyteczne.

Japończycy nie chcą kupować samochodów, bo nie są im do niczego potrzebne. Japonia stała się ofiarą własnego sukcesu. Niesamowicie rozwinięty system transportu publicznego sprawia, że własne cztery kółka nikomu nie są potrzebne. Żaś zakup kolejnego gadżetu z oferty Sony czy Panasonic też na nikim nie robi najmniejszego wrażenia. Japończycy stali się syci komfortu.

Tylko komiksy i gry komputerowe

Próżno dziś szukać uznanej firmy produkującej nowoczesny sprzęt komputerowy czy oprogramowanie w Japonii. W najbardziej innowacyjnych branżach dominują Amerykanie (Apple, Intel czy Dell) oraz Europejczycy (Nokia). Japończycy zadowalają się produkcją infantylnych gier komputerowych, bez których nie może obejść się przeciętny mieszkaniec Kraju Kwitnącej Wiśni.

Tymczasem takie branże jak turystyka czy usługi w Japonii kuleją. Odwiedzając Japonię próżno szukać pracowników hoteli, muzeów czy informacji choćby na dworcach kolejowych, którzy choćby w stopniu minimalnym opanowaliby znajomość języka angielskiego. To zdecydowanie utrudnia poruszanie się po tym pięknym skąd innąd kraju turystom nie mówiącym w języku japońskim. Odwiedzający Wyspy mogą bez problemu dostrzec za to na każdym kroku potęgę japońskiego przemysłu budowlanego. Niektórzy mówią nawet, że Japonia nie jest krajem kapitalistycznym lecz krajem budowlanym.

Beton ponad wszystko!

Turysta, który dotrze do najdzikszych rejonów położonych na odległych od metropolii wyspach Kiusiu czy Sikoku może przeżyć coś w rodzaju wstrząsu estetycznego. Dzikie góry położone choćby wokół pięknej doliny rzeki Ija pokryte są w dużej mierze surowym betonem i pokryte zabezpieczającymi przed osunięciem się gruntu siatkami. Wszelkie górskie potoki wybetenowaane są z każdej strony cementem, zaś dno również przekształca się w potężne stopnie wodne. Szczyty wzniesień, często przekraczające dwa tysiące metrów ponad poziomem morza, pokryte są gęstym lasem stalowych masztów wysokiego napięcia.

Wszystko w okolicy niemalże nie zamieszkałej, gdzie w okresie, w którym ja odwiedzałem Sikoku mieszkali tylko pensjonariusze domu spokojnej starości.

Nie muszę dodawać, że cała dolina poszatkowana jest gęstą siecią nowoczesnych dróg, w tym dwóch autostrad. Publiczne autobusy punktualnie podjeżdżają pod puste przystanki i wożą powietrze. Kolej obsługuje kilkanaście kursów dziennie.

Subwencje, subwencje

Budowlany amok Japończyków wynika z niewydolnego systemu publicznych subwencji. Rząd chętnie przyznaje dotacje na różnorodne bezsensowne inwestycje budowlane, jak choćby akcja betonowania wybrzeży morskich. Urzędnicy ministerialni są przeżarci korupcją i ściśle uzależnieni od wielkich korporacji budowlanych. Program wielkich inwestycji traktowany jest zresztą w Japonii jako świetna metoda walki z bezrobociem i sposób na polepszanie samopoczucia obywateli. – Ludzie muszą czuć, że żyją w dobrobycie – to opinia jednego z burmistrzów niewielkiego miasta na wyspie Honsiu, który za publiczne pieniądze zafundował swoim obywatelom wielką halę widowiskowo-koncertową. Po co miejscowości wielkości Grójca hala na kilka tysięcy miejsc nie wiadomo. Oczywiście burmistrz nie mógł odmówić przyjęcia subwencji. Pieniądze natychmiast powędrowałyby do sąsiedniej prefektury, a sam burmistrz straciłby w oczach wyborców.

Urzędnicy decydujący o przyznaniu subwencji nazywani są w Japonii „Amakudari” czyli „zstępujący z niebios”. Japończycy uważają ich za absolutną elitę i wcale nikogo nie bulwersuje ich otwarta wręcz skłonność do korupcji. „Amakudari” po kilkunastu latach pracy na „państwowym” zawsze znajdują pracę w prywatnych korporacjach.

Zapał władz w marnotrawieniu publicznych funduszy jaskrawo widać odwiedzając japońskie metropolie. Wszystkie aglomeracje są do siebie nużąco podobne. I choć panuje w nich sterylna czystość próżno poszukiwać w nich „miejsc magicznych”. Kioto – starożytna stolica cesarska oprócz tuzina świątyń nie ma nic do zaproponowania. W Osace czy Tokio atrakcje turystyczne ograniczają się do kilku ulic.

Japonia to kraj fanatyków tam i elektrowni wodnych. Spośród 30 tysięcy rzek i potoków tylko TRZY nie zostały jeszcze przedzielone zaporą. I jest tylko jeden problem… Już naprawdę nie ma co budować!

Szansą ekspansja

Nic dziwnego, że w tej chwili jedynym pomysłem kolejnych rządów jest ucieczka do przodu. Japońscy politycy marzą o kolejnych terytoriach, gdzie mogliby realizować swoje budowlane fantazje. Naturalnym terenem wydawały się Chiny. Jednak uprzedzenia i wzajemna niechęć jest tak silna, że chińskie władze często nie chcą słyszeć o inwestorach zza morza. Szybko rozwijające się kraje Azji Południowo-Wschodniej także nieźle radzą sobie także bez pomocy Japończyków. W tej sytuacji perspektywy pobudzenia drugiej gospodarki świata wyglądają marnie. Uzdrowić sytuację mogłaby całkowita zmiana struktury gospodarki. Postawienie na rozwój nowych technologii i usług, w tym turystyki i rezygnacja z absurdalnej polityki budowlanej. Ale to zadanie na kilka dziesięcioleci… Japończycy zamiast działać wolą gry na Nintendo i dziecięce komiksy.

Marek Skalski

Artykuł opublikowano w Najwyższym Czasie! 01/2009

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Japonia – To nie jest kraj dorosłych ludzi… Wiśnia usycha? Reviewed by on 11 lutego 2009 .

Pod koniec października ubiegłego roku indeks tokijskiej giełdy Nikkei 225 spadł do najniższego poziomu od 1982 r. U inwestorów i tak zwanych „zwykłych obywateli” zdecydowanie przeważyły lęki przed skutkami recesji. Jen jest coraz mocniejszy, a japoński eksport staje się coraz droższy….- krytyczny obraz Japonii w dobie kryzysu, kreśli z Kraju Kwitnącej Wiśni Marek Skalski. Tymczasem

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Ciekaw jestem, jak autor odnosi się do pewnej pracy Alexa Kerra, wydanej w Polsce w 2005r. (oryginał 2001)… w sumie czyta się ten artykuł jak streszczenie owej książki, bardzo podobne wnioski, choć wyciągnięte po prawie 7 latach…

  • Bardzo ciekawy artykuł.

Pozostaw odpowiedź