Relacje z podróży

Malezja, Singapur, Filipiny, Tajlandia, Laos – to była podróż! Część I

Jakub Hetmańczyk– socjolog, świeżo po ukończeniu studiów ruszył w trzymiesięczną wyprawę po Azji Południowo-Wschodniej. Jak twierdzi był to pierwszy i z pewnością nie ostatni raz w Azji…

Azja Południowo-Wschodnia

24 kwietnia 2009 roku rozpocząłem 3 miesięczną podróż po fantastycznym rejonie Azji Południowo Wschodniej. Wraz z moim przyjacielem odwiedziliśmy  tajemniczą Malezję (część kontynentalną oraz Borneo) oraz ultranowoczesne Miasto Lwa (sanskryckie znaczenie Singapuru), przemierzyliśmy kilkaset kilometrów jeepneyami przez rajskie bezdroża Filipin, zachłysnęliśmy się komercyjną Tajlandią, niemalże utonęliśmy w zieleni Laosu. Przez kolejny miesiąc eksplorowaliśmy nadzwyczajną Kambodżę,  sprawdziliśmy również zasady funkcjonowania jednostki-podróżnika- w socjalistycznym Wietnamie. Wyprawa, której celem było poznanie miejsc, gdzie wciąż słychać szepty przodków oraz ludzi, którzy żyją w tym rejonie świata zakończyła się pod koniec lipca. Cele zostały zrealizowane, jednocześnie kreując nowy- kolejną podróż na Daleki Wschód.

Tajemnicza Malezja i Miasto Lwa.

Malezja przywitała nas rzadko spotykaną w Polsce temperaturą i na pewno nie występującą w Europie wilgotnością powietrza.  Pierwsze kroki po wyjściu z samolotu w Kuala Lumpur kazały przewidywać, że ulice malezyjskie nie będą przypominały stereotypowych ulic w Azji- brudnych i niebezpiecznych. To tylko jeden z nielicznych stereotypów, który został obalony w czasie podróży , pokazując, że żeby poznać jakieś  miejsce i formułować  sądy należy to miejsce przede wszystkim odwiedzić.

Postanowiliśmy nie zostawać w Kuala Lumpur i w dniu w którym przylecieliśmy korzystając ze świetnie zorganizowanego, w porównaniu z innymi zwiedzonymi krajami,  transportu publicznego w Malezji(część kontynentalna)  przedostaliśmy się do czerwonej Melaki. Kolor w tym wypadku nie świadczy o komunistycznych korzeniach; odnosi się do sztandarowych  budowli tego miasta, które są koloru wyblakłej czerwieni (przypominając zresztą marokański Marrakesz) . Kościół i urząd miasta z czasów holenderskiej dominacji zostały pomalowane na wspomniany kolor przez Brytyjczyków, chcących w ten sposób pokazać, które budowle są ich dziełem. Wraz z położonym 200 km na północ Georgetown, Melaka była strategiczną lokalizacją dla żeglarzy i handlarzy praktycznie od XV wieku.

Melaka

Melaka

W Melace stało się pewnym, że azjatyckie jedzenie jest nieporównywalne do żadnej europejskiej kuchni, nie wspominając o  walorach smakowych. W przypadku kulinariów w Malezji na pewno niebagatelną rolę odgrywają wpływy chińskie, indonezyjskie czy hinduskie. Wpływy te nie kończą się na kulinariach. Z Melaki przejechaliśmy na południe- do Skudai, gdzie będąc goszczeni przez Josephine, Malezyjkę o chińskich korzeniach, dowiedzieliśmy się więcej na temat rozmaitych wpływów w Malezji. Kraj o islamskich przekonaniach cieszy się wysokim stopniem rozwoju dzięki gospodarności mniejszości chińskiej. Interesy przybyszy z Chin są widoczne na każdym kroku, podobnie jak wzmacniające się islamskie reguły kształtujące życie całego społeczeństwa (60% obywateli Malezji to muzułmanie).  Bardziej laickim rejonem wydaje się być trzecia największa wyspa na świecie: Borneo, podzielona pomiędzy Indonezję, malutkie Brunei oraz Malezję – pewnie ze względu na wielu turystów nieświadomie rozluźniających narzucone przez władze zasady.

Przed podróżą na Borneo postanowiliśmy z bliska przyjrzeć się azjatyckiej potędze gospodarczej. Poza iście godną pozazdroszczenia, widoczną na każdym kroku, drogą ku nowoczesności i ku gospodarczym wyżynom, Singapur zaskakuje stopniem ograniczania swobód obywatelskich oraz autokratycznymi rządami. Z bardziej absurdalnych – zakaz żucia gumy do żucia oraz ścisła cenzura i nierzadko wykonywana kara śmierci. Wieloletni premier Miasta Lwa – Lee Kuan Yew stworzył od podstaw (Singapur opuścił Federację Malezji w 1965 roku) doskonale zorganizowane państwo, w którym kamery nie opuszczają obywateli nawet na krok, a rozmowy w miejscach publicznych zastępują najnowsze gadżety techniczne (oczywiście  wymyślane w centrach technologicznych Singapuru) zabawiające tłum czekający na super szybkie metro.  W Singapurze zabawiliśmy tylko dzień , szybko okazało się, że nie podróżujemy po Azji Południowo Wschodniej szukając nowoczesności, powody naszej podróży były zgoła inne. Polecieliśmy na Borneo.

Borneo z jednej strony przyciąga podróżników niesamowitą fauną i florą, z drugiej strony grozę budzi dewastacja lasów tropikalnych na poczet przemysłu i rolnictwa.

Mamutik, Kota Kinabalu

Mamutik, Kota Kinabalu

Naszą bazą wypadową na Borneo było położone na zachodnim wybrzeżu, w stanie Sbah, Kota Kinabalu. Stąd wyruszyliśmy zwiedzać okoliczne wysepki (pierwsze próby nurkowania), tutaj też przygotowywaliśmy się na wejście na Mount Kinabalu (4095 m n.p.m.)- najwyższy szczyt pomiędzy Himalajami a Piramidą Carsztensa (Nowa Gwinea). Kota Kinabalu jest miastem, z dużą liczną imigrantów z Indonezji i Filipin, którzy najczęściej imają się rybołówstwa. Razem z Malezyjczykami co wieczoru handlują owocami morza oraz rybami na targu centralnym.  Można tu posilić się w jednej z wielu knajp serwujących wybrane przez Klienta ryby. Wszystko to pod gołym niebem,  z szumem, nieopodal rozbijających się o betonowe brzegi miasta, fal.

Wejście na Mt. Kinabalu nie jest sprawą łatwą i nie mam na myśli wysokości- chociaż ona też dostarcza sporych wyzwań. Ażeby móc wejść na szczyt trzeba najpierw władzom Parku Narodowego- Kinabalu Park (pierwsze miejsce w Malezji zapisane w 2000 roku przez UNESCO na liście World Heritage Site) przedstawić dokumenty , zapłacić za „bilet wstępu” (tzn. opłata za wejście, opłata za przewodnika, ubezpieczenie, podatek etc.) W cenie biletu znajduje się tez obowiązkowe skorzystanie ze schroniska górskiego. Całość- blisko 100 $. Nam udało się skorzystać z bardzo rzadko przydzielanej możliwości wejścia na czterotysięcznik w ciągu jednego dnia. Taka opcja pozwoliła nam zaoszczędzić kilkadziesiąt dolarów, szczególnie za schronisko, w którym noc (w wieloosobowy dormitorium ) jest nawet na europejskiej warunki horrendalnie wysoka. Wysoka cena wejścia wiąże się z faktem, ze szlak prowadzący na szczyt jest w niejasny dla nas sposób dzierżawiony od rządu malezyjskiego przez firmę Sutera Harbour Resort, która będąc posiadaczem praw do ścieżek winduje ceny dając szanse zobaczenia Borneo z ponad 4000 metrów tylko bogatym turystom z zagranicy. A widok zapiera dech w piersiach. Kilkugodzinna wędrówka na szczyt, ponad 9 km, rozpoczęta zaraz po wschodzie słońca jest w całości wynagrodzona fantastycznym kształtem wierzchołka góry. Trudności pojawiają się przy zejściu, stopnie utworzone na ścieżce maja metr wysokości co bardzo obciąża i tak zmęczone już stawy.

Mt. Kinabalu

Mt. Kinabalu

Zgodnie z naszym przewodnikiem odwiedzając Borneo trzeba koniecznie  zwiedzić Rezerwat Orangutanów Sepilok i udać się na trekking po miejscami dziewiczej dżungli.

Sepilok jest położony na wschodnim wybrzeżu, niedaleko Sandakanu. Przy pomocy wielu organizacji ekologicznych z całego świata udało się stworzyć doskonale warunki dla orangutanów, które najczęściej z przyczyn związanych z działalnością człowieka, wymagają rehabilitacji. Jest to jedna z nielicznych takich inicjatyw na świecie. Co prawda udało nam się zobaczyć tylko jednego przedstawiciela gatunku(w czasie podawania przez służby parku śniadania) ale i tak było warto.

Sandakan jest jednym z głównych centrów nurkowania oraz trekkingów na Borneo. Wraz z poznanymi podróżnikami z Czech postanowiliśmy skorzystać z drugiej możliwości. 2 godziny drogi jeepem od ostatnich zabudowań Sandakanu, w pobliżu jednej z ważniejszych rzeki na wyspie. Przyjęła nas trójka Malezyjczyków dopiero zaczynających pracę z turystami. Warunki lokalowe i żywieniowe jak przystało na dżunglę były ograniczone, nasi przewodnicy znali tylko  Basic English i pewnie gdyby nie wygórowana cena to żaden z mankamentów nie byłby istotny. Świadomość wysokiej opłaty i słabych świadczeń niestety nie wpływa dobrze na nastrój podróżnika. Zdecydowaliśmy, że 2 dni wykorzystamy efektywnie- w nocy odbyliśmy trekking poznając przy tym życie nocne ptaków, nad ranem spłynęliśmy kilka kilometrów w dół rzeki obserwując budzące się zwierzęta, w ciągu dnia eksplorowaliśmy okolicę.  Niestety nie sprawdziły się zapewnienia naszych przewodników: nieliczne na wyspie słonie nie pojawiły się naszym oczom. Ale i tak zaobserwowane zwierzęta były dla nas egzotyczne, podobnie jak pijawki, które postanowiły przez cały ten czas „umilać” nam towarzystwo.

Z Borneo, przez kontynentalną część Malezji ( zatrzymaliśmy się w Georgetown) dostaliśmy się do tajskiego Hat Yai…

Ciąg dalszy nastąpi….

Jakub Hetmańczyksocjolog, świeżo po ukończeniu studiów ruszył w trzymiesięczną wyprawę po Azji Południowo Wschodniej. Jak twierdzi był to pierwszy i z pewnością nie ostatni raz w Azji…

Udostępnij:
  • 1
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    1
    Udostępnij
Malezja, Singapur, Filipiny, Tajlandia, Laos – to była podróż! Część I Reviewed by on 8 grudnia 2009 .

Jakub Hetmańczyk– socjolog, świeżo po ukończeniu studiów ruszył w trzymiesięczną wyprawę po Azji Południowo-Wschodniej. Jak twierdzi był to pierwszy i z pewnością nie ostatni raz w Azji… Azja Południowo-Wschodnia 24 kwietnia 2009 roku rozpocząłem 3 miesięczną podróż po fantastycznym rejonie Azji Południowo Wschodniej. Wraz z moim przyjacielem odwiedziliśmy  tajemniczą Malezję (część kontynentalną oraz Borneo) oraz

Udostępnij:
  • 1
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    1
    Udostępnij

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź