Chiny,Polecane

Jak ujarzmić smoka? Propozycje działań Polski wobec Chin

avatar Źródło: Oficjalna zapowiedź  filmu Avatar, www.youtube.com

Główny bohater filmu Avatar dokonał rzeczy praktycznie niemożliwej, mimo że był obcy i pozornie mniej sprawny od rdzennych mieszkańców planety, ujarzmił smoka Turuka i zmienił bieg historii. Podobnie może być w przypadku Polski, jeżeli podejmie właściwe działania wobec Chin. Zostańmy Turuk Mak Tao.

Główne tezy referatu

1. Pomimo nadchodzących poważnych problemów gospodarczych Chiny w szybkim tempie stają się światowym mocarstwem gospodarczym, finansowym, militarnym i politycznym. Nie jest to nic nowego, powraca globalny porządek światowy sprzed XIX wieku

2.  Większość krajów prowadzi politykę stworzenia warunków do wzrostu eksportu z tych krajów do Chin, wzmocnienia wzajemnych inwestycji i intensyfikacji wymiany w obszarze kultury i edukacji

3. Polska, w aliansie z krajami RMB powinna przygotować strategię współpracy z Chinami na zasadzie wygrany-wygrany w kilku obszarach (gospodarka, finanse, kultura, nauka, edukacja). Rekomenduję podjęcie szeregu działań odróżniających Polskę od innych krajów w relacjach z Chinami. Rekomenduję tryb projektowy tych działań.

* * *

1. Powrót potęgi Chin

Wszyscy pamiętamy jedną z najważniejszych podróży w historii ludzkości, podróż Krzysztofa Kolumba w 1492 roku i odkrycie Ameryki.   Za to mało kto pamięta, że prawie sto lat wcześniej, w 1405 roku wielki chiński admirał Zheng He (鄭和; pinyin Zhèng Hé)odbył pierwszą ze swoich siedmiu wielkich wypraw[1]. Pierwsza flota Zheng He liczyła 317 statków i 28,000 ludzi, w porównaniu z trzema statkami Kolumba i 90 żeglarzami. Statki Zheng He zostały zbudowane w najnowocześniejszej stoczni na świecie w Nanjing, a sumie zbudowano tam prawie 1700 statków. Stocznie w Nanjing zawsze wywoływały głębokie wrażenie zarówno pod względem rozmiarów, jak i dorobku technologicznego. Stosowano tu tzw. suche doki, które w europejskim okrętownictwie zaczęto stosować dopiero pod koniec 15 wieku. Podczas, gdy w Chinach stosowano je przynajmniej od 10 wieku.

W czasie swoich podróży flota admirała opłynęła Ocena Indyjski, Azję Południowo Wschodnią i dotarła do Afryki. Najdłuższy statek miał ponad 400 stóp długości – cztery razy dłuższy niż Santa Maria i pięć razy dłuższy od statków Vasco da Gamy – i dziewięć masztów. Najmniejszy statek floty, wojenny pięciomasztowiec był dwa razy większy od legendarnego hiszpańskiego galeonu. Dotarł on do Wschodniej Afryki pół wieku przed Kolumbem. Mógł z łatwością pokonać drogę dookoła Przylądka Dobrej Nadziei i prowadzić bezpośredni handel z Europą, jednak w tym czasie Europa była regionem jeszcze dość zacofanym, zaś Chiny nie były zainteresowane europejskimi towarami, takimi jak: wełna, czy wino. Chińczycy dowiedzieli się o Europie od arabskich kupców, jednak nie widzieli potrzeby, by tam popłynąć. Europa nie była w tym czasie dla nich ciekawa. Afryka natomiast miała wszystko to, czego ówczesne Chiny potrzebowały: kość słoniową, medykamenty, przyprawy, egzotyczne lasy, czy okazy dzikiej przyrody. W czasach Zheng He to właśnie Chiny i Indie razem wzięte stanowiły więcej niż połowę produktu narodowego brutto całego świata! W tym czasie towary zagraniczne, medykamenty, wiedza geograficzna, płynęły do Chin w bezprecedensowym tempie. Rozszerzyły także sferę swoich politycznych wpływów na wskroś Oceanu Indyjskiego. W tym czasie połowa świata była pod wpływem chińskiego panowania, natomiast druga połowa była niewątpliwie w zasięgu ich ręki. Gdyby Chiny chciały, mogły stać się wielką kolonialną siłą sto lat przed „wielkim wiekiem” europejskich odkryć i rozwoju. Ale Chiny nie chciały!

Ponieważ Chiny rozwijały się w izolacji od innych wielkich kultur, więc miały zupełnie unikalną ocenę stosunków z zagranicą. W każdym kraju, który odwiedzał Zheng He miał on obowiązek zostawiać dary od cesarza dla miejscowego króla i wymagać daniny dla sławy dynastii Ming. Ponieważ Chiny uważały się za „Królestwo Środka”, Cesarz natomiast był władcą „wszystkiego, co pod niebem”, stąd nawet obcy wysłannicy mieli obowiązek „kłaniania się w pas” cesarzowi.

Chińscy żeglarze korzystali z bardzo doniosłego wynalazku, jakim był kompas, zwany też „łyżką wskazującą południe”. Potrafili także mierzyć prędkość, długość i szerokość geograficzną, sporządzać mapy. Do liczenia używali liczydeł. Ale chińskie statki miały też inne ciekawe i nowatorskie rozwiązania. Były zaopatrzone w wodoszczelne komory pod pokładami, które chroniły je od zatopienia. Stosowali kształt „V” dla dna statków, oraz tzw. zrównoważony ster. Budowali także statki o płaskim dnie. Niektóre lodzie były opancerzone dla ochrony. Komunikacja między statkami w czasie podróży morskich odbywała się na zasadzie dobrze wypracowanego systemu znaków i sygnałów dźwiękowych. Posługiwano się także gołębiami pocztowymi w komunikacji tzw. „dalekiego zasięgu”. Każdy statek armady był zawsze doskonale rozpoznawany poprzez specjalny system oznaczeń.

Chińscy historycy opisują flotę Zheng He w taki sposób: „statki, które pływają na morza południowe są jak domy. Kiedy ich żagle są rozciągnięte, wyglądają jak wielkie chmury na niebie”. Oczywiście armada Zheng He była daleko większa niż którakolwiek dotychczas. Jego statki mogły przewozić konie, środki transportu, zapasy słodkiej wody w ilości, którą zawierać może 20 tankowców. Pełny kontyngent zawierał 28 000 marynarzy i żołnierzy, w tym tłumaczy arabskiego i innych języków, astrologów, astronomów, geomantów, brygady remontowe, farmakologów, lekarzy, protokolantów i wielu innych. Flota zatrudniała też 10 nauczycieli, których oficjalny tytuł brzmiał:” tong yi fan shu jiao yu guan” – co w dosłownym tłumaczeniu znaczy „nauczyciel, który zna obce książki”. To właśnie oni pracowali jako tłumacze. Flota miała 180 inspektorów sanitarnych i farmakologów do zbierania ziół w obcych krajach. Na każde 150 ludzi przypadał jeden inspektor sanitarny. Podczas każdej podróży przeprowadzono obserwacje astronomiczne, przewidywano pogodę, opracowywano kalendarz, interpretowano zjawiska przyrodnicze, odkrywano tajemnice świata. Zabierał ze sobą lekarzy, pisarzy, budowniczych statków, nawigatorów, ale także przywódców religijnych, mnichów buddyjskich, by się nimi posłużyć w rozmowach dyplomatycznych na muzułmańskich, czy buddyjskich ziemiach. Każdy statek przewoził tyle żywności, by wystarczyło na całą podróż, w przypadku, gdyby nie było możliwości uzupełnienia zapasów. Co więcej, statki były zaopatrzone w ogromne kontenery ziemi, by samodzielnie uprawiać ryż, czy inne rośliny na pokładzie statku!

Najzupełniej już wtedy Chińczycy byli świadomi swojej potęgi, więc wyruszyli na „podbój świata”, nie mając jednak zamiaru nikogo krzywdzić, podbijać, zawłaszczać ich ziem, przede wszystkim  wykorzystywali nawiązane kontakty do handlu. Warto dodać, że Chińczycy wszystko zawsze dokładnie planowali. Na długo przed tym, jak rozpoczęto budowę statków w pobliżu nasadzono tysiące drzew, by dostarczyć drewna dla budownictwa okrętowego. Cesarz założył także szkołę języków obcych, by wyszkolić tłumaczy. Musimy zauważyć, że były to czasy, gdy przyszły dowódca Wielkiej Floty Chińskiej – Zheng He, był jeszcze małym chłopcem, a może nawet niemowlakiem, ale plany podróży dalekomorskich już istniały i wytrwale szykowano się do ich realizacji.

Niestety dla Chin, ale być może z korzyścią dla Europy, kolejni cesarze chińscy nie chcieli rozwijać kontaktów z zamorskimi państwami, a w 1525 roku zakazano oceanicznych podróży i zniszczono wszystkie statki!

avatar1

Z tej historii płynie wiele wniosków dla współczesnych czasów. Chiny traktują wymianę handlową jako narzędzie budowania swojej potęgi, uznają swój kraj za centrum świata i swoją kulturę za dominującą, z poszanowaniem innych. Swoje wpływy umacniają poprzez dominację gospodarczą, a nie poprzez agresję militarną.

Pomimo lat izolacjonizmu które nastąpiły w XVI wieku, do XIX wieku Chiny były wiodącą potęgą gospodarczą i jak pokazano na rysunku na poprzedniej stronie, w 1820 roku wspólnie z Indiami ciągle wytwarzały połowę światowego PKB. Potem nastąpił okres potęgi Wielkiej Brytanii, gdy w pewnym momencie 3% światowej populacji wytwarzało 30% światowego PKB, a następnie okres dominacji Stanów Zjednoczonych, gdy w okresie 125 lat 5% światowej populacji wytwarzało 25% światowego PKB. Obecnie kończy się okres globalnej dominacji jednego kraju i wchodzimy w okres świata multi-polarnego. Prawdopodobnie w połowie XXI stulecia powróci naturalny dla świata porządek, czyli ponowna globalna dominacja Azji, ze szczególną rolą Chin[2].

O rosnącej roli Chin w globalnej gospodarce świadczy nie tylko rozmiar samej gospodarki, wielkość rezerw dewizowych i nadwyżka handlowa, ale także siła chińskich przedsiębiorstw. Boston Consulting Group[3] publikuje od kilku lat listę 100 firm z szybko rosnących krajów rozwijających się, takich firm które w najbliższym czasie rzucą wyzwanie gigantom ze świata zachodu. Podział tych firm według kraju i sektora znajduje się na rysunku poniżej, aż 36 firm pochodzi z Chin, natomiast nie ma żadnej polskiej firmy.

avatar2

W kolejnych latach Chiny będą dążyły do dalszego szybkiego rozwoju swojego potencjału, przesuwając się w kierunku większej wartości dodanej i w kierunku wzrostu opartego w większym stopniu na krajowych innowacjach. Pod względem ilości wniosków patentowych Chiny już przegoniły Unię Europejską, chociaż z pewnością ciągle mają mniej przełomowych innowacji niż Europejczycy.

avatar3

Poniżej znajduje się podsumowanie strategicznych polityk Chin oraz prognozy średnioterminowe sporządzone przez Economist Intelligence Unit:

Prywatne przedsiębiorstwo i konkurencja

2010-2011: rządy regionalne podejmą starania stworzenia lokalnych championów, co może wiązać się z trudniejszym dostępem zachodnich firm do chińskiego rynku

2012-2014: nastąpi konsolidacja zrestrukturyzowanych przemysłów państwowych. Planowana jest liberalizacja sektora usług zdominowanego przez firmy państwowe (bankowość i telekomunikacja).

Inwestycje zagraniczne

2010-2011: zachęty rządowe dla inwestorów zagranicznych staną się bardziej selektywne. Chińskie firmy otrzymają znaczące wsparcie (tanie kredyty) w celu intensyfikacji ekspansji na rynki zagraniczne. Preferowane przejmowanie przez chińskie firmy firm za granicą.

2012-2014: Intensyfikacja inwestycji chińskich za granicą i jednocześnie większe otwarcie chińskiego sektora usług na zagraniczne inwestycje.

Handel międzynarodowy, kontrola przepływu kapitału

2010-2011: Pomimo spadku nadwyżki handlowej prawdopodobna jest intensyfikacja sporów handlowych. Niektóre restrykcje w przepływie kapitału zostaną usunięte. Zachęty podatkowe zostaną zmienione w celu wsparcia „zielonych przemysłów” i wsparcia eksportu o wyższej wartości dodanej.

2012-2014: Wprowadzenie nowych podatków, w tym być może podatku od nieruchomości

Finanse

2010-2011: szeroki dostęp firm do bankowego finansowania zostanie utrzymany, dodatkowo zostanie rozwinięty rynek niebankowego finansowania (fundusze, rynek obligacji korporacyjnych). Proces może zostać zaburzony przez problemy sektora bankowego ze złymi długami, może być konieczna ponowna interwencja rządu.

2012-2014: banki spoza pierwszej piątki staną się poważnymi konkurentami pierwszych pięciu, szczególnie na wschodzie kraju. Sektor finansowy będzie działał w znacznie większym stopniu na zasadach komercyjnych. Banki innych krajów będą dalej rozwijały swoje operacje w Chinach.

Rynek pracy

2010-2011: utrzyma się nadpodaż niewykwalifikowanej siły roboczej, ponownie pojawi się niedobór kwalifikowanych pracowników, prowadzący do dużej rotacji pracowników, szczególnie w takich obszarach jak zarządzanie kadrami, ICT i finanse.

2012-2014: niedobory rąk do pracy staną się powszechne prowadząc do wzrostu płac. System edukacyjny pozostanie wąskim gardłem.

Infrastruktura

2010-2011: wąskie gardła utrzymują się w wielu regionach mimo potężnych inwestycji. Dalszy szybki rozwój portów lotniczych, dalszy silna ekspansja firm sektora logistyki.

2012-2014: Pojawia się nadwyżka mocy przerobowych w portach, oraz nadwyżka podaży energii elektrycznej. Program budowy dróg i połączeń kolejowych będzie kontynuowany.

2. Strategie innych krajów wobec Chin[4]

W analizie Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych przedstawiono strategie czterech krajów wobec Chin: Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Austrii i Czech. Strategie te mają wiele cech wspólnych, główne cele dotyczą realizacji interesów gospodarczych, przede wszystkim promocji eksportu i inwestycji w Chinach oraz przyciągania chińskich inwestycji. Inne to: rozwój współpracy naukowo-badawczej, technologicznej, edukacyjnej, kulturalnej, dialog na temat praw człowieka i rządów prawa czy zwiększenie udziału Chin w rozwiązywaniu problemów globalnych. Cele są określone w czasie i mają mierniki skuteczności, chociaż nie są zapisane w formule SMART (specific, measurable, achievable, relevant, time-bound). Dla realizacji tych celów kraje rozbudowują aparat dyplomatyczny (krajowy i miejscowy), angażują organizacje pozarządowe i biznesowe, intensyfikują wzajemne wizyty.

Zwiększenie eksportu do Chin

Wszystkie wspomniane w opracowaniu kraje borykają się z problemem deficytu handlowego, jednak perspektywy jego ograniczenia są niewielkie. Niemniej podejmuje się działania zmierzające do zwiększenia eksportu na rynek chiński, czemu służyć ma przede wszystkim właściwa identyfikacja zarówno własnych możliwości eksportowych, jak i potrzeb importowych Chin. Najlepsze perspektywy zwiększenia eksportu na rynek chiński mają towary zaawansowane technologicznie, które dominują w strukturze towarowej eksportu Zjednoczonego Królestwa, Hiszpanii i Austrii. Przedsiębiorcy z Europy wciąż dostrzegają wiele przeszkód w dostępie do rynku chińskiego, a na skutek presji środowisk biznesowych rządy próbują wpłynąć na ograniczenie barier zarówno za pośrednictwem Unii Europejskiej, jak i przez dialog dwustronny z rządem ChRL.

Ważnym wydarzeniem wpływającym na perspektywy eksportu na rynek chiński jest nowa inicjatywa rządu ChRL, tzw. misja zakupowa. W lutym 2009 r. taka misja przebywała w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Niemczech i Szwajcarii, a jej efektem były umowy dotyczące eksportu do Chin na łączną kwotę 15 mld euro. Premier Wen Jiabao zapowiedział kolejną wizytę misji zakupowej w Europie, co stwarza szansę na zwiększenie eksportu do ChRL dla tych państw, którym uda się nakłonić chiński rząd do ich uwzględnienia w programie wizyty chińskiej delegacji.

Wzrost wzajemnych inwestycji

Dostrzec można duże zainteresowanie przedsiębiorstw wzrostem zaangażowania inwestycyjnego w Chinach; liczą one na pomoc swojego państwa w tym zakresie. Stąd też znacznie zwiększyło się znaczenie nie tylko roli rządu w wywieraniu presji na większe otwarcie rynku chińskiego dla zagranicznych inwestorów, lecz także zakres zadań przedstawicielstw dyplomatycznych związanych z ułatwieniem przedsiębiorcom realizacji projektów inwestycyjnych na terenie Chin. Poza tym państwa różnymi kanałami starają się zachęcić do inwestycji na ich terytoriach chińskich inwestorów, ze względu na coraz większą aktywność przedsiębiorstw z Chin poza krajowym rynkiem.

Tematyka zależna od preferencji kraju (klimat, technologie, Ameryka Łacińska)

Z analizy stosunków wspomnianych państw z Chinami wynika, że istnieją specyficzne dziedziny, w których dane państwo szczególnie dąży do rozwoju współpracy. W przypadku Zjednoczonego Królestwa jest to problematyka energii i zmian klimatycznych, Austrii – transfer nowoczesnych technologii, Hiszpanii – współpraca w Ameryce Łacińskiej.

Kultura i edukacja

Ważnym elementem polityki wobec Chin jest też promowanie własnej kultury. Odbywa się to najczęściej poprzez instytucje kulturalne (British Council, Instytut Cervantesa, austriackie Forum Kulturalne) działające w Chinach. Organizują one w wybranych chińskich miastach wystawy, koncerty lub dni kultury. Realizowane są także takie programy kulturalne, jak China UK Connections through Culture, którego celem jest współpraca instytucji kulturalnych obu państw; akcja promocyjna ThinkUK czy program zachęcający chińskich turystów do przyjazdu do Wielkiej Brytanii Britain welcomes China, prowadzony w ramach organizacji VisitBritain. Kraje unijne kładą duży nacisk na rozwijanie współpracy edukacyjnej, która jest postrzegana jako element wspierający realizację najważniejszych celów gospodarczych, gdyż pozwala na poznanie partnera, ułatwia zrozumienie jego specyfiki wynikającej z odmienności kulturowej, a także „związuje” go z danym krajem. Wiele uniwersytetów współpracuje z uczelniami chińskimi zarówno przez nawiązywanie kontaktów bilateralnych, jak i w ramach sieci skupiających uczelnie (Europe–China Academic Network; Eurasia–Pacific–Uninet). Podejmowane są próby przyciągnięcia na studia chińskich studentów: przyznaje się im stypendia (np. program stypendialny Chevening Scholarship finansowany przez brytyjskie MSZ) i rekrutuje na studia komercyjne. Określa się też priorytetowe kierunki studiów, np. stosunki międzynarodowe, prawo, ekonomia, finanse, handel, ochrona środowiska, media.

Prawa człowieka

W stosunkach z Chinami wybrane kraje unijne starają się poruszać kwestie praw człowieka, ale sprzeciwiają się otwartemu krytykowaniu Chin (tzw. dyplomacja megafonów czy wielkich gestów) za przypadki łamania tych praw. Zagadnienia te są poruszane np.w ramach instytucji, jak UK–China Human Rights Dialogue, czy podczas austriackiego dialogu na rzecz państwa prawa, polegającego na szkoleniach dla chińskich kadr prawniczych i częstych wizytach chińskich urzędników w austriackim ministerstwie sprawiedliwości.

3. Rekomendacje działań

PISM w swoim opracowaniu przedstawił następujące rekomendacje dla rządu:

  • Rozwój współpracy gospodarczej
  • Uruchomienie stałych połączeń lotniczych
  • Zwiększenie polskiej obecności w Chinach (uzupełnienie personelu o osoby znające lokalne uwarunkowania, zwiększenie obecności instytucji o profilu gospodarczym)
  • Udział polskich instytucji badawczych w projektach realizowanych w Chinach (analiza rządowa)
  • Wspieranie chińskich studentów w Polsce (w WB studiuje 45,000 Chińczyków, w Polsce 300), obecność na targach edukacyjnych, oferta w języku angielskim
  • Zwiększenie wiedzy o Chinach w Polsce i promocja Polski w Chinach
  • Wzmocnienie dialogu na temat praw człowieka, np. MZS we współpracy z MS może przygotować program szkoleń dla chińskich prawników

Powyższe postulaty są słuszne, oparte na doświadczeniach i strategiach innych krajów. Proponuję, aby w duchu powyższych propozycji przyjąć szereg szczegółowych działań, które zwiększą skuteczność strategii. Potrzebne są też działania  wyróżniające Polskę, żeby nie upodobnić się do Czech, które próbują nawiązać lepszą współpracę z Chinami, ale są zbyt małym i zbyt mało znanym krajem żeby pojawić się na chińskich radarach (myszka popiskująca na słonia).

Proponuję podjęcie następujących działań

Działanie

Uzasadnienie

Stworzenie projektu międzyresortowego z silnym i wysoko umocowanym liderem Polityki resortowe/silosowe są słabe, traci się szansę na wzajemny pozytywny wpływ, zasoby są wykorzystywane nieefektywnie
Określić cel strategii wobec Chin, propozycja „Stworzenie mostu wiedzy i innowacji pomiędzy Chinami i regionem morza bałtyckiego” (RMB)

(tutaj region rozumiany jako Polska, dawne republiki bałtyckie, Dania, Szwecja i Finlandia).

Każdy z krajów RMB (poza Niemcami) sam jest zbyt mały, żeby prowadzić niezależną politykę wysokiego szczebla z Chinami, razem mamy wspólne cele, większe możliwości i większe korzyści
Powołać zespół badawczy, który określi jakie są potencjalne kierunki rozwoju współpracy między Chinami a RMB (analiza strategii rządu Chin, analiza strategii chińskich championów, analiza rodzajów produktów i usług RMB, które są w obszarze zainteresowań Chin). Żeby nawiązać dobrą współpracę potrzebne jest myślenie w kategoriach korzyści i wartości Chińczyków.
Zebranie informacji na temat istniejącego kapitału relacji (chińscy studenci w krajach RMB teraz na wysokich stanowiskach w Chinach), relacje biznesowe, kulturalne, osobiste. Stworzenie serwisu społecznościowego  China-BSR (Chiny-RMB) który umożliwi skuteczne wykorzystanie tych relacji. Wykorzystajmy serwis i istniejące relacje do skutecznego wdrożenia strategii. Słowo guanxi, czyli relacja jest kluczowe w Chinach. Jeżeli ktoś może powiedzieć Wo guanxi hen hao (mam bardzo dobre relacje), to znaczy że jest w stanie robić w Chinach dobre interesy. Polskie guanxi jest dramatycznie złe.
Nastawienie się na sukces w długim okresie, bez „szybkich zwycięstw”. Zaplanujmy, że na uczelniach RMB w 2020 będzie studiowało 50,000 Chińczyków i stopniowo realizujmy ten cel. N.p. zaplanujmy, że marka Created in the Baltic Sea Region będzie najbardziej rozpoznawalną marką europejską w Chinach w 2020 roku, i stopniowo realizujmy ten cel. Jak pokazała historia admirała Zheng He, w Chinach sukces trzeba zaplanować na wiele lat wcześniej.
Podjęcie działalna rzecz radykalnego zwiększenia popularności języka chińskiego jako drugiego języka obcego (po angielskim), stworzenie programu w RMB – Chinese your major second foreign language. Sfinansowanie pobytu w krajach RMB odpowiedniej ilości lektorów, zapewnienie odpowiedniej ilości materiałów edukacyjnych, stworzenie w partnerstwie z uczelniami chińskimi programów e-learningowych języka chińskiego Pomimo szybkiego rozwoju urządzeń tłumaczących (np. Google translate) Chiny można zrozumieć tylko ucząc się języka chińskiego, laowai (cudzoziemiec, 老外; pinyin: lǎowài)) który nauczy się języka będzie zawsze traktowany lepiej (prywatnie i w biznesie) niż osoba która korzysta z tłumaczenia.
Opracowanie programu działań opartego na osobistych korzyściach odnoszonych przez Chińczyków (zysk, prestiż, inne jakie?), szczególnie przez osoby wpływowe. Np. być może żona bardzo ważnego decydenta marzy o tym, żeby usiąść w pierwszym rzędzie podczas konkursu Chopinowskiego, spełnienie jej marzeń może poprawić relacje polityczne i biznesowe. Politycy we wszystkich krajach są motywowani przez osobisty sukces, skuteczna polityka nie zakłada działania innych w interesie kraju, tylko zakłada, że działają w celu osiągnięcia osobistego sukcesu. Należy to wykorzystać.

[1] http://www.eioba.pl/a1794/wyprawy_zheng_he

[2] Obszerna dyskusja na ten temat jest w książce F.Zakaria The Post American World, W.W.Norton, 2008

[3] The 2009 BCG 100 New Global Challengers, Boston Consulting Group, 2009

[4] Założenia i realizacja polityki wobec Chin wybranych państw Unii Europejskiej. Wnioski dla Polski, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, lipiec 2009

dr hab. Krzysztof Rybiński – profesor i rektor Uczelni Vistula (dawniej: Wyższa  Szkoła Ekonomiczno-Informatyczna) w Warszawie, były wiceprezes NBP, obecnie wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Alior Banku.

Tekst został opublikowany w ramach debaty toczącej się na portalu polska-azja.pl na temat roli i znaczeniu Chin w polskiej polityce międzynarodowej. Tej samej tematyce zostały poświęcone zamieszczone niedawno artykuły Konrada Godlewskiego, prof. Bogdana Góralczyka oraz Radosława Pyffela.

Tekst jest dostępny także na stronie autora.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Jak ujarzmić smoka? Propozycje działań Polski wobec Chin Reviewed by on 20 kwietnia 2011 .

Źródło: Oficjalna zapowiedź  filmu Avatar, www.youtube.com Główny bohater filmu Avatar dokonał rzeczy praktycznie niemożliwej, mimo że był obcy i pozornie mniej sprawny od rdzennych mieszkańców planety, ujarzmił smoka Turuka i zmienił bieg historii. Podobnie może być w przypadku Polski, jeżeli podejmie właściwe działania wobec Chin. Zostańmy Turuk Mak Tao. Główne tezy referatu 1. Pomimo nadchodzących

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

komentarze 34

  • Ten tekst jest dobry tutaj dla nas, a nie dla polskich polityków. Dla tego tez właśnie nigdy on nie dotrze do „uszu” Sejmu.
    To raz.
    Po drugie, zdaje się, że trzeba poczekać, aż ‚elity’ pamiętające czasy PRL-u wyginą/wymrą itp. a ludzie od rocznika ’86 wezmą się za politykę. Ale (duże ALE), Polska w sprawie Chin nie może już czekać.
    A więc proste – tę (kolejną) sprawę już przegraliśmy.

  • zainteresowanym polecam link do nagrania ze spotkania, w ktorym bralem dzisiaj udzial. gosciem byla kandydat na prezydenta tajwanu w przyszlorocznych wyborach, dr tsai ing-wen. ciekawa i swietnie wyksztalcona osoba, z bardzo bogatej rodziny, posiadajaca coraz wieksze poparcie, przy rownolegle malejacym dla obecnego prezydenta. bylo dla cudzoziemcow, tak wiec prowadzone po angielsku.

    prezentowana na filmie czesc jest najciekawsza, ta dotyczaca polityki, w ktorej wypadla swietnie. przypadek czy nie, ale nie ma pozniejszej czesci o gospodarce, w ktorej odebralem ja jak niespelna rozumu. wywody na poziomie niemowlecia. to poglady osoby, ktora nic nie miala wspolnego z gospodarka, nie prowadzila wlasnej dzialalnosci, nie drzala o nia, jednak cos od kogos na ten temat slyszala i ma wlasne pomysle. poglady intelektualisty teoretyka.
    z moich rozmow w innymi uczestnikami wynikalo, ze odebrali te czesc znacznie lepiej, ale dla mie byla tragiczna.

    niezaleznie od tego o polityce mowila ciekawie i tworczo.
    inna sprawa jest czy zostanie prezydentem i ile z tego zrealizuje.

    youtube.com/watch?v=cL2S9N_a3B8&feature=youtu.be

  • @ PZ
    To są rzeczywiście dziedziny, w których można by coś zwojowac na światowych rynkach. Wydaje mi się, że kult przemysłu ciężkiego, o którym piszesz, wynika z faktu, że odnosi on wciąż spektakularne sukcesy. Np. w przypadku Niemiec, Francji, Włoch, Japonii czy Stanów są to dziesiątki jeśli nie setki mld dolarów rocznie z eksportu branż motoryzacyjnej czy maszynowej, więc logiczne, że w Polsce (i wielu innych krajach) sporo ludzi zastanawia się: „A gdybyśmy my tak produkowali i sprzedawali?”
    Oczywiście, tak jak piszesz, inwestycje nie zwracają się z roku na rok. Zwłaszcza jeśli chodzi o branże, które dopiero nabierają tempa rozwoju, jak biotechnologia czy nowoczesna inżynieria materiałowa. Tu potrzeba cierpliwości i konsekwentnych, planowych wysiłków. Nie wiem czy na to się zdobędziemy. Ale może któregoś dnia nasze tzw. elity z jakichś tajemniczych przyczyn zmądrzeją i stwierdzą, że trzeba coś zrobic, by Polska nie była jedynie gospodarczą „przybudówką” i rynkiem zbytu dla Zachodu.

  • Zdaję sobie, że się rozpiszę teraz, ale inaczej się nie da. Zgadzam się z Internautą PZ, że polskie cele muszą być osiągalne, żadne tam rzucanie się z motyką na Słońce. Własnego BMW nie stworzymy, bo nie mamy na to pieniędzy ani technologii. Dlatego podwykonawstwo to potencjalnie dobre wyjście. Jednak tkwi tu kolejny problem wynikający z braku jakiejkolwiek strategii rozwojowej w III RP. W odróżnieniu od np. Chin, gdzie poprzez joint-venture Chińczycy mają bezpośredni dostęp do mnóstwa technologii produkcyjnych, u nas podwykonawstwo sprowadza się do produkcji np. foteli samochodowych przez polskie firmy dla zagranicznych koncernów. Jest dobrze, dopóki ci ostatni nie znajdą tańszych i nie gorszych dostawców w Chinach, Turcji, Rosji czy gdzie indziej. Wtedy przyjdą płacz i zgrzytanie zębów oraz masowe zwolnienia załóg przez plajtujące zakłady, na których wyroby nie będzie zbytu. Jeśli chodzi o bardziej zaawansowane produkty (np. silniki samochodowe czy telewizory LCD) to już niemal w 100% domena zagranicznych koncernów, które dziś są u nas ale za rok mogą się przenieść tam, gdzie bardziej się opłaci. Przykładem jest stopniowe przenoszenie produkcji samochodów czy telewizorów przez japońskie i koreańskie koncerny z UK i Hiszpanii do Europy Środkowo-Wschodniej. I znów zwolnienia, płacz i zgrzytanie zębów. A za co uruchomić produkcję własnych silników czy paneli LCD? A jeśli nawet byłyby pieniądze w budżecie na wsparcie takiej inicjatywy, to czy Bruksela pozwoli nam zrobić taką „niegodziwość” jak konkurencja wobec Opla czy Philipsa? ;-) Tak to jest, gdy zamiast wspomagać własną wytwórczość, czeka się na zagraniczne inwestycje jak na deszcz.
    Edukacja jest niezbędna, bez tego żadna gospodarka się nie zmodernizuje. Ale jak pokazuje życie, brak możliwości jej spożytkowania w kraju skutkuje drenażem mózgów. Z kolei aby importować wykwalifikowane kadry, musimy im coś w zamian zaoferować.
    Inną możliwością dla Polski teoretycznie mogłyby być np. usługi finansowe. Polacy to naród w sporej części rzutki, przedsiębiorczy i mogliby tu wiele zdziałać, także w Azji. Jednak decydenci III RP zrobili wiele, by odebrać rodakom chęć i możliwość zrobienia czegokolwiek. Świadectwem tego była eksplozja drobnej przedsiębiorczości 20 lat temu, skutecznie zdławiona „ustawą o uporządkowaniu stosunków kredytowych”, po której – niczym po nokaucie Tysona – do dziś nie możemy się pozbierać. Widać to w takiej informacji statystycznej, która mówi, że 70% Polaków nie ma żadnych oszczędności. Tu dygresja a propos tych ludzi. Oni żyją od 1-go do 1-go i nie dla nich wyjście na sushi, narty w Zakopanem czy wakacje w Chorwacji. Z zachodniego punktu widzenia to biedacy, nie mniej niż np. bezrobotni Arabowie z peryferii Paryża i Marsylii. A jak ci ludzie mają rozwinąć własną działalność gosp. i choćby założyć głupi kantor albo sklep, skoro skutecznie niszczy ich ZUS? To stąd się wzięły miliony emigrantów, którzy nie mają zamiaru wracać do kraju rządzonego przez politycznych cinkciarzy. Wystarczy sobie porównać: w UK żyje 6 tysięcy Czechów, 25 tysięcy Słowaków i tyleż Węgrów oraz aż 1,5 mln Polaków. O czym te liczby świadczą, niech sobie każdy sam odpowie.
    Wracając do finansów. Odrodziły się Kasy Stefczyka, pojawiły się nawet na Ukrainie, ale w porównaniu do zachodnich gigantów to niewiele, no bo jaki SKOKi mogą mieć kapitał mając na ogół niebogatych klientów? A jest wiadome, że Polska to jedyny duży kraj Europy, który wyprzedał swoje banki zagranicznym podmiotom. Pozostał nam ociężały PKO BP i finansowy „plankton” w postaci różnych banków spółdzielczych itp. To w nich zwykli Polacy (głównie zamieszkali na prowincji, gdzie nie zaglądają banki zagraniczne jak ING czy Millenium) pracownicy, emeryci i renciści otrzymują świadczenia, które szybko wyparowują pod naporem potrzeb dnia codziennego. Zamożniejsi, mieszkający w dużych miastach, odkładają tam, gdzie są większe odsetki, gdzie korzystniej, a więc niemal wyłącznie w bankach zagranicznych.
    Gdy o tym wszystki pisać, serce się człowiekowi kraje… Widzę tu cały szereg problemów będących efektem ostatnich 2 dekad zaniedbań. Jeśli z tym nie zrobimy czegoś sensownego, to po prostu będziemy dostawcą fajnych foteli dla Mercedesa, ale już dla Chińczyków – niekoniecznie, skoro im opłaca się wyprodukować niemal wszystko u siebie. Jak na razie pozostaje więc tylko pytanie, notabene leninowskie: „Co robić?”. Albo: „Jak rozsupłać gordyjski węzeł niemożności w stosunkach gospodarczych z Chanami?”. Artykuł Prof. Rybińskiego jest ciekawą próbą odpowiedzi na to pytanie. Tym ważniejszą, że Chiny to najbardziej perspektywiczny rynek świata.

    • Kardynalne bledy ostatnich 20 lat raczej ciezko bedzie odwrocic i naprawic, o ile jest to w ogole mozliwe. Jesli chodzi o podwykonawstwo to takze masz czesciowo racje, ze chodzi o koszty. Natomiast nie do konca tak jest ze koszty mozna ciac bez opamietania, outsourcowac kluczowa produkcje i przez to rozciagac lancuch dostw, o czym przekonala sie Toyota w ostatnich latach. Dlatego tez uwazam, ze jesli chodzi o przemysl samochodowy (a takze lotniczy – samoloty glownie) to Polsce pozostaje tylko podwykonawstwo i trzymanie jakosci.
      Natomiast nie uwazam, ze brak w Polsce dziedzin w ktorych jest mozliwa budowa przewagi konkurencyjnej. Tyle tylko, ze nie sa to dziedziny tak „pociagajace” jak samochodowka i przemysl lotniczy.
      Niemniej jednak budowe swiatowych marek zawsze zaczyna sie zawsze we wlasnym kraju. Zaryzykuje wymiane kilku dziedzin, w ktorych moznaby powalczyc troche.
      1) Przemysl spozywczy i rolnictwo (ogolnie dziedzina w Polsce wysmiewana i niedoceniana, ale wykazujaca dodatni bilans wymiany towarowej z zagranica). Zdziwilibys sie jakie marze mozna nakladac na jedzenie dla starszych osob (bardzo perspektywiczny rynek).
      2) Biotechnologia (dodatkowe wsparcie do poprzedniego w postaci R&D i innowacji)
      3) Farmacja (wciaz jest sporo polskich spolek, ktore sa obecne za granica, aktywnie uczestnicza w prywatyzacji – Adamed, Polpharma).
      Jesli dodac do tego na przyklad kosmetyki (gdzie wklad farmaceutow jest nie maly) np. Irena Eris (od niedawna dostepne w Niemczech), to tez jest to jakas perspektywa.
      4) Przemysl chemiczny (szeroko pojety), w co wliczam takze prace nad czystymi technologiami weglowymi.
      5) Informatyka (mimo niedoinwestowania polscy informatycy ciagle sa w swiatowej czolowce)
      6) Inzynieria materialowa (pozostaje niesmak po blekitnym laserze i nadzieja z grafenem)
      Kazda z tych dziedzin wymaga jednak inwestycji w R&D, w edukacje oraz wsparcia panstwa dla firm (szczegolnie badawczych), bo efekty nie przyjda w ciagu roku. Wszystkie dziedziny wymienione sa wysokoinnowacyjne, a wiec daja mozliwosc konkurowania czyms wiecej niz tylko kosztami.
      Niestety w Polsce wciaz panuje kult przemyslu ciezkiego i nic tak nie dodaje dumy jak budowa samochodow i to mimo, ze coraz ciezej producentom w Europie na tym zarobic. Poza tym efekty na lokalny rynek pracy budowy montowni sa niemal natychmniastowe, niestety sa tylko chwilowe. Ciecie wezla gordyjskiego wymaga takze odwagi zostawienia tego, gdzie wygrac sie nie da.

    • Do listy dodalbym jeszcze medycne w powiazaniu z inzynieria biomedyczna. Bardzo perspektywiczne branze.

    • @ Zyggi
      Gratuluję. Świetny post.
      Co jest w tym najbardziej smutne. A to, że pewnie 90-80% ludzi podpisze
      się pod tym, a i tak potem pójdzie głosować na to samo towarzystwo
      wzajemnej adoracji. Karuzela nadal się kręci.

      • Avatar jg

        Bo politycy z Walesa na czele wyprali Polakom mozgi i wmowili, ze demokracja jest najlepszym co moze ich spotkac. Otoz, obecnie okazuje sie, ze nie do konca.

        Ponoc w demokracji politycy klamia, a wyborcy chca zeby klamali…I tak do nastepnych wyborow.

      • Avatar ciekawy

        To co byś proponował w zamian w tamtym czasie ?
        Zachowanie władzy PZPR przy reformach gospodarczych na wzór chiński ?

      • Avatar jg

        Jesli zalozymy, ze aktualny stan polskiej gospodarki jest zadowalajacy, a takie nastawienie rzad i media juz od kilku lat probuja Polakom wmowic, ze juz lepiej byc nie moze, to nic tylko bic poklony Michnikowi i zajmowac sie rzeczami typu prawa czlowieka i Dalai Lama itp.

        Dwadziescia lat temu jeszcze nie bylo pewnosci czy chinski model gospodarczy sie sprawdza. Obecnie to juz wiadomo, a Polska mogla by byc Chinami Azji, gdyby nie nieszczesna przynaleznosc do UE, polityczne wplywy Amerykanow i medialne Amerykanow i Brytyjczykow lansujace poglad o zbawiennych skutkach prywatnego nad panstwowym.

        Po zakonczeniu pakietu obecnego pakietu prywatyzacyjnego w Polsce nie bedzie potrzebny rzad skoro firmy, drogi i kolej maja byc z zalozenia prywatne i zastaja wyprzedane.

      • Avatar jg

        Problemem PZPR nie byl brak wolnosci obywateli, o czym na prawo i lewo probuje sie Polakow przekonywac, tylko brak jedzenia w sklepach. Ostatnio ktos mi nawet powiedzial, ze gdyby polki byly pelne to to juz nie nazywalby sie komunizm. Nie widze innych negatywnych cech systemu.

        Zaraz ktos powie, ze przeciez media byly panstwowe i obywatele musieli ogladac tylko to co chce parta. Dzisiaj zamiast tego co chce partia ludzie ogladaja to czego chca dwaj czy trzej brzuchaci CEOs, ktorzy albo maja silne powiazania z rzadem bo sami sa jego czlonkami, albo politycy sa w radach nadzorczych firm medialnych. Zmiana wolnosciowa faktycznie jest, z mundurow na garnitury…

      • Avatar Zyggi

        @ jg
        To trzeba było odpowiedzieć temu mądrali, że w takim razie w NRD, Czechosłowacji, na Węgrzech i w Jugosławii nie było komunizmu, bo półki były tam pełne wszelakich dóbr. :-)
        P.S. Zgadzam z Twoją oceną mediów.

      • Avatar wute

        @jg
        „Problemem PZPR nie był brak wolności obywateli…tylko brak jedzenia w sklepach.”
        To jest stwierdzenie z którym zupełnie nie mogę się zgodzić.
        Problemy pustych sklepów to efekt braku wolności zafundowanej społeczeństwu przez PZPR i ich protektorów za wschodniej granicy.
        Brak wolności to brak nie tylko politycznej, ale kulturalnej ,
        związkowej i przede wszystkim gospodarczej.
        Społeczeństwo, które mniej więcej do roku 1980, z grubsza
        akceptowało socjalizm, po kryzysie z końca lat siedemdziesiątych, żądało już coraz bardziej wolności
        gospodarczej, kulturalnej i związkowej. Od stanu wojennego
        doszło żądanie wolności politycznej. Już wtedy praktycznie
        „nikt” nie miał wątpliwości, łącznie z szeroką rzeszą
        szeregowych członków partii, że system polityczny jest
        anachronizmem i hamulcem rozwoju kraju.
        Z braku wolności funkcjonował system gospodarczy, który
        był nieefektywny i powodował gigantyczne marnotrawstwo.
        Z braku wolności gospodarka nie była konkurencyjna zarówno na zewnątrz (eksport) jak i wewnątrz kraju (firmy
        z braku towarów nie musiały konkurować między sobą)
        Z braku wolności firmy nie mogły produkować to co chciały
        tylko to co zakładał narzucony im plan przez zjednoczenie
        czy ministerstwo.
        Z braku wolności firmy miały narzucony sztywny system
        wynagradzania, w związku z czym pracownicy nie byli
        zainteresowani efektywnością pracy (czy się się stoi czy się
        leży leży dwa tysiące się należy)
        Z braku wolności o pozycji przedsiębiorstwa nie decydował
        rynek ale ideologia i koncepcje urzędników, którzy natworzyli
        tysiące zbędnych przedsiębiorstw. Efektem – ciągły brak
        pracowników i ogromne pijaństwo w zakładach, bo wyrzuconego pijaka z jednego zakładu zaraz przyjmowali w drugim.
        W PRL problem pustych sklepów nie powstał w próżni inie
        funkcjonował oddzielnie od problemu wolności ale był
        nieodłącznie związany z brakiem wolności.

      • Avatar Zyggi

        @ Wute.
        Postulaty Solidarności to było nic innego jak socjalizm z „ludzką twarzą”. W sensie zarówno społeczno-politycznym jak i ekonomicznym bliżej im było do postulatów Hugo Chaveza niż Ronalda Reagana. Tak to sobie wymyślili panowie z KOR. Doskonale wiedzieli, że gdyby wyszli z programem tzw. neoliberalnych reform, to stoczniowcy i górnicy wsadziliby ich na taczki albo dali im zwyczajnie po zębach.
        Pozostaje tylko pytanie: dlaczego w warunkach braku wolności gospodarczej, półki w sklepach czeskich czy węgierskich były pełne, a u nas puste. Czyżbyśmy byli aż takimi niedołęgami, że nawet komunizm u nas był gorszy niż u sąsiadów? A może to strajki plus ekonomiczny drenaż ze strony ZSRR (który jak wiadomo miał aż nadto wydatków związanych z szerzeniem swojej ideologii) doprowadziły naszą gospodarkę do przysłowiowego parteru?

      • Avatar wute

        @Zyggi
        Moja odpowiedź dotyczyła związku wolności i pustych półek
        czyli jak brak wolności wpływa na braki na półkach.
        Odnośnie problemu, który poruszyłeś to:
        1. Społeczeństwo wówczas dopiero sobie uświadamiało
        zasady gry ekonomicznej było poniekąd manipulowane
        przez różnego rodzaju graczy
        2. W ówczesnej sytuacji politycznej (Wielki brat, ciągłe grożby interwencji) nie można było podać celów ostatecznych czyli gospodarki rynkowej i wolności politycznej
        Mieliśmy więcej wolności niż NRD, CSRS i Węgry \, ale za to
        był niższy poziom życia
        NRD – to okno wystawowe socjalizmu. Z powodów prestiżowych i propagandowych robiono wszystko, żeby to państwo nie traciło tak strasznie dystansu do RFN.
        CSRS – kiedy rozpadła się monarcha Austro-Węgierska to
        okazało się, że 3/4 przemysłu tego państwa jest zlokalizowane na terenie Czech. W przed wojną poziom
        w Czechach (nie w Czechosłowacji) był oceniany jako
        wyższy niż w Republice Weimarskiej. Czesi nie zostali tak
        zniszczeni w czasie wojny jak my.
        Węgry – były też miarę nieźle rozwinięci w monarchii. Poza
        tym Kadar przeprowadził pewne nieśmiałe reformy gospodarcze za zgodą Sowietów, w zamian za zupełne
        podporządkowanie się politycznie. Takich reform w Polsce
        nie przeprowadził ani Gomułka ani Gierek.
        Niemniej w latach 70-tych, szczególnie w pierwszej połowie
        (kredyty) ta różnica między nami a w/w państwami nie była tak drastyczna.
        Może, były też inne powody. Napisz.
        Pozdrawiam

        ekonomicznie

      • Avatar Zyggi

        @ Wute
        W latach 80-tych powracający z wczasów w Bułgarii i Jugosławii mówili o tamtejszych zaopatrzonych sklepach. Wydaje mi się, że tylko strajki mogły doprowadzić do takiego paraliżu i fatalnego stanu zaopatrzenia. Ocet i musztarda – nawet Rumuni w czasach Ceausescu nie mieli większych braków, choć Słońce Karpat w imię spłaty długów przykręcało im śrubę ile tylko się dało. W efekcie Rumunia zadłużenie niemal spłaciła, podczas gdy Polska w zasadzie przestała nawet obsługiwać zadłużenie; w 1989 r. wynosiło ono ponad 40 mld USD (w cenach bieżących 2 razy więcej niż pod koniec dekady Gierka).

      • Avatar ciekawy

        W sporze PZPR – Solidarność to oczywiście PZPR miało bardziej racjonalne stanowisko z punktu ekonomicznego utrzymania tego systemu. Realizacja postulatów sierpniowych skończyłaby się ekonomicznym paraliżem i tak niedołężnej gospodarki. Jaka była przyczyna reglamentacji ?
        Ludzie stać było na więcej niż centralnie sterowana gospodarka mogła wyprodukować. Najrozsądniejszym rozwiązaniem były podwyżki cen, ale społeczeństwo ich nie akceptowało. Wprowadzono więc reglamentację w imię zasady: wszystkim równo czyli wszystkim g***.
        PZPR być może poszedłby drogą KPCh (ustawa Wilczka uchwalona przez komunistyczny sejm, a najbardziej liberalna i przez to ograniczana, a w końcu uwalona), ale po decydenci wywęszyli okazję na większe dochody w przyszłym systemie. Dla mnie bilans III RP jest negatywny, choć doceniam wolność słowa (dlatego możemy tu dyskutować) i demontaż centralnego sterowania.

      • Avatar wute

        @ Zyggi @ Ciekawy
        Byłem w Bułgarii z przyjaciółmi pod namiotem w 1978.
        Rzeczywiście zaopatrzenie w kurortach było na poziomie
        gierkowskiej Polski. Nie wiem jak było w reszcie kraju.
        Jugosławia to inna bajka. Inny system gospodarczy oparty na
        samorządności, udziale pracowników w zysku i sporej ilości
        twardej waluty przysyłanej przez gastarbeiterów.
        Wbrew pozorom strajki nie przyniosły tak wielkich strat. Powodem upadku gospodarki PRL (oczywiście oprócz
        systemowej nieefektywności) była nieudana reforma z
        pierwszej połowy lat 80tych.
        Kilka tygodni po wprowadzeniu stanu wojennego, władza
        zaserwowała społeczeństwu gigantyczną podwyżkę na
        poziomie 240% wzrostu cen żywności i 170% wzrostu cen
        energii. I to był w zasadzie jedyny realny sukces tamtego
        reżimu. Ambitna reforma została skutecznie zablokowana
        i zbojkotowana przez komunistyczną nomenklaturę. Efektem
        była systematycznie pogarszająca się sytuacja gospodarcza,
        brak twardej waluty i możliwości spłaty długu i na końcu
        półki z przysłowiowym octem i musztardą

  • „N.p. zaplanujmy, że marka Created in the Baltic Sea Region będzie najbardziej rozpoznawalną marką europejską w Chinach w 2020 roku, i stopniowo realizujmy ten cel.” – przepraszam Panie Profesorze ale nie rozumiem potrzeby i celu formułowania katalogów pobożnych życzeń. Jestem inżynierem a nie ekonomistą i może dlatego uważam, że swoją (Polski) pozycję gospodarczą buduje się nie poprzez takie katalogi ale rozwijanie produkcji, która da się sprzedać (w Chinach itp.). „Ekonomiści” (politycy – rządzacy), mogą to tylko ułatwić – przez nie utrudnianie. Prawdziwe nie utrudnianie, a nie programy typu „przyjazne państwo”. Konkretne zniesienie koncesji, zezwoleń. Obniżenie podatków od produkcji (!) raczej niż od konsumpcji (podnoszone są jedne i drugie). I bardzo, bardzo ważne jest kształcenie (czyli to czym Pan Profesor się zajmuje), łącznie z kształtowaniem postaw i umiejętności samodzielnego przyswajania wiedzy, łącznie z perfekcyjną nauką języka ANGIELSKIEGO. Ważniejszą niż chińskiego, bo inteligencja chińska tego języka się chętnie uczy, więc z menedżerami dogadać sie można. Chińczycy wiedzą, że nie nauczą reszty swiata języka chińskiego i chyba takiego celu sobie nie stawiają. A język angielski jest kluczem do wiedzy wszelkiej, inne to tylko hobby (moje także).

  • Artykuł bardzo ciekawy, w tym także pouczające uwagi z historii Chin. Jeden fragment daje szczególnie do myślenia.
    Cyt. „Najzupełniej już wtedy Chińczycy byli świadomi swojej potęgi, więc wyruszyli na „podbój świata”, nie mając jednak zamiaru nikogo krzywdzić, podbijać, zawłaszczać ich ziem, przede wszystkim wykorzystywali nawiązane kontakty do handlu. Warto dodać, że Chińczycy wszystko zawsze dokładnie planowali. Na długo przed tym, jak rozpoczęto budowę statków w pobliżu nasadzono tysiące drzew, by dostarczyć drewna dla budownictwa okrętowego. Cesarz założył także szkołę języków obcych, by wyszkolić tłumaczy. Musimy zauważyć, że były to czasy, gdy przyszły dowódca Wielkiej Floty Chińskiej – Zheng He, był jeszcze małym chłopcem, a może nawet niemowlakiem, ale plany podróży dalekomorskich już istniały i wytrwale szykowano się do ich realizacji.”
    Ten fragment zwraca uwagę na dwa istotne aspekty: 1) Mało wojowniczy (w porównaniu do innych potęg) charakter Chin. Świadczy o tym zresztą fakt budowy Wielkiego Muru – czyż trzeba lepszego dowodu na to, że większość władców Kraju Środka myślało w kategoriach defensywnych niż ofensywnych? Jeśli już zdarzało im się najeżdżać inne kraje, to głównie pod rządami Mongołów i Mandżurów, Hanowie z kolei preferowali asymilowanie mniejszości, jak to miało miejsce na południu dzisiejszych Chin.
    2) Zawczasu zasadzono tysiące drzew… Szkoła jzyków obcych… Widzimy tu cechę charakterystyczną kraju poważnego – przyjęcie określonej strategii i stworzenie warunków do jej realizacji. Czy jest to możliwe w Polsce, w takim a nie innym systemie politycznym? Teoretycznie tak, w końcu wiele krajów poważnych to kraje demokratyczne, o parlamentarno-gabinetowym systemie rządów. Ale w wypadku Polski – trudno powiedzieć.
    Jest jeszcze inna sprawa. Chodzi o wspomniane w jednym z wykresów wnioski patentowe. Wnioski zgłaszane w Polsce stanowią jakieś 1% tego, co w Niemczech i niewielką pociechą jest, że taka np. Rumunia czy Bułgaria niemal nie istnieją na tym polu. Polski eksport do Chin też nijak się ma do niemieckiego, kształtuje się na poziomie ok. 1 % tego, co sprzedaje w ChRL nasz zachodni sąsiad. Cóż, nie mamy takich renomowanych potentatów jak Mercedes, BMW, VW, Bosch, Siemens, Thyssen, Kuka, MAN, Deutz, Liebherr. I raczej mieć ich nie będziemy, bo jak kolokwialnie stwierdza ludowe porzekadło: „Z g***a bata nie ukręcisz”…

    • Trzeba „mierzyc sily na zamiary”. Masz racje, ze w Polsce marek porownywalncyh do niemieckich nie ma i nie wiadomo czy kiedykolwiek powstana. Natomiast fakt, ze Niemcy takowe maja to akurat uwazam za szanse do realizowania podwykonawstwa (i podgladanie technologii przy okazji), co w polaczeniu z inwestycjami z Chin (jesli takowe nadejda) daje jakies mozliwosci gospodarcze. Kraje ktore obecnie zapewnily sobie udzial w globalnym rynku ze swoimi markami budowaly to latami, zaczynajac od edukacji przede wszystkim (ukierunkowanej na pewne dziedziny). Stad tez pomysl opisany w artykule dotyczacy zwiekszenia wymiany edukacyjnej, sciagniecia studentow i wykladowcow jest jak najbardziej trafny (takze biorac pod uwage zblizajacy sie niz demograficzny, ktory zaboli uczelnie). Potega ekonomiczna Polska raczej nie bedzie (na pewno nie na miare Niemiec czy Francji), ale kilka krajow w UE moznaby jeszcze podgonic i na to trzeba sie nastawiac. Polskie cele maja byc SMART, dla mnie przede wszystkim achievable. :)

  • 1. istnieje mozliwosc otworzenia sie na chiny, nawet w ustroju demokratycznym, potrzebny bylby polsce jednak kolejny duet nixon-kissinger made in poland. nie jest jednak pewne, czy jest to wskazane, bo z perspektywy czasu efekt ich dzialalnosci nie jest zbyt budujacy. politycznie nie wykorzystali istniejacej szansy, tak jak ponownie nie wykorzystal jej na poczatku lat 90. bush ojciec. gospodarczo zas chiny mialy byc rynkiem zbytu a sa sprzedawca, nie zas odbiorca. to jednak ta dwojka i potem carter rozpoczeli normalizacje w ramach systemu demokratycznego, tyle ze poza kontrola kongresu i mediow oraz fachowcow. i dlatego ja przeprowadzili.

    2. tak wiec moznaby sciagnac do warszawy roznych przedsiebiorcow i bylych stypendystow, ktorzy maja w chinach znajomosci i prowadza z powodzeniem dzialalnosc gospodarcza, celem ulozenia i przeprowadzenia strategii zaciesnienia wspolpracy z chinami. nastepnie ich tam odeslac, by prowadzili ja z pomoca panstwa. nie tylko w duzych miastach, ale na poziomie lokalnym, w calym kraju. przypadkiem nie angazowac w to naukowcow ani dyplomatow, poniewaz prowadzic maja to praktycy, nie zas teoretycy biznesu, nie polacy w polsce, ale polacy w chinach.

    3. nalezy ich wesprzec rezygnujac z omawiania praw czlowieka i roznych wolnosci, poniewaz jest to sprawa obywateli chinskich. juz ta zmiana pomoglaby zyskac przychylnosc wladz chinskich. nastepnie znacznie poprawic stosunki z tajwanem, dajac do zrozumienia, ze nie jeden tylko rzad ma w nazwie slowo chiny.
    tutaj nalezaloby oczekiwac propozycji w zamian za stonowanie wspolpracy, czego nie nalezy robic, nalezy ja dalej prowadzic, choc moze mniej oficjalnie. caly czas trzymac ogien pod wokiem, bo inaczej przestanie sie potrawa gotowac.

  • Myślę, że p. Rybiński jest na najlepszej drodze- którą sam pracowicie konstruuje- do wysokiego stanowiska w ew. przyszłym rządzie tzw. niezależnych fachowców. I tak jak p. PZ napisał powyżej, kto w przyszłym rządzie- po wyborach- zechce zająć się problematyką Polska- Chiny…. jeśli nie p. Rybiński? .No bo jeśli nie On, to mamy znowu na następnych kilka lat „przechlapane”.
    Mnie również pomysł bloku RMB nie przekonuje, ale lepsze to niz stać z boku.

    • Zgadzam się. RMB jest mało przekonywaujące.

  • Propozycje ciekawe i wdlug mnie czesciowo do zrealizowania, przynajmniej jesli chodzi o inicjatywy oddolne na tym etapie – nauka jezyka, promocja kultury Chin. Natomiast jesli chodzi o dzialania na poziomie krajowym to zaiste przy fanatyzm „antykomunistyczny” co niektorych politykow na pewno nie bedzie pomagal.:)
    Natomiast pomysl bloku krajow RMB, nie jest dla mnie calkiem jasny, jako, ze brakuje mi wspolnych interesow. Szwecja to przy Polsce gospodarcza potega, z Dania tez raczej brak porownan, a jesli dolozyc do tego roznice kulturowe to predzej widze blok skandynawski + „Pribaltyka” jako organizaujacy wspolna strategie wobec Chin. Przede wszystkim w takim zestawie widze wiecej mozliwosci wzajemnego konkurowania o inwestycje z Chin, niz wspolpracy.
    Polsce chyba bardziej po drodze z Czechami, Slowacja, Wegrami probowac blok wspolpracujacy zbudowac, ewentualnie podpinac sie pod Niemcy, gdzie widze wiecej wspolnych interesow.
    Tak czy inaczej najwazniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi, kto w rzadzie odwazy sie brac Chiny takie jakie sa, zachecac do inwestycji, otwarcie oswajac z tym Polakow, bez zbednego moralizowania? Bez tego co najwyzej bedziemy sie mogli przygladac jak ujarzmiaja smoka inni.:)

    • Czescy prezydenci Havel i Klaus bezlitośnie krytykowali i krytykują
      Chiny za łamanie praw człowieka. Efekt – Chińskie inwestycje omijają szerokim łukiem ten kraj. Można się do nich przyłączyć zgodnie z naszą kilkuwiekową tradycją walki „Za wolność naszą i waszą”, ale wtedy
      zapomnijmy o interesach z Chinami.

      • Avatar ril

        Krytykowanie łamania praw człowieka i upominanie się o dysydentów zasadniczo nie jest opłacalne. Czy jednak działania dyplomatyczne krajów Zachodu wobec łamania praw człowieka w Polsce przez 1989 rokie uznajemy teraz za niepotrzebne?

        Chiny nie są skłonne tak jak USA zaatakować jakiegoś kraju. Ale nie mają oporów przed wspieraniem zbrodniczego reżimu np. w Korei Północnej, bo tak im się bardziej opłaca. W nowym multilateralnym świecie pewnie nikt się nie będzie przejmował, że w jakiś kraju jedna grupa etniczna morduje milion przedstawicieli innej grupy etnicznej. Bo zwycięży pragmatyzm i niewtrącanie się w wewnętrzne sprawy innych państw.

      • Avatar Zyggi

        @ Ril
        Nie wiem, czy krytykowanie łamania praw człowieka przez PRL było potrzebne czy nie. Natomiast jeśli miało znaczenie, to o wiele mniejsze niż gorbaczowowska pierestrojka i głasnost w ZSRR. Gdyby na Kremlu wybrano wariant chiński, tzn. reformy ekonomiczne przy zachowaniu monopolu kompartii na rządy, to Wałęsa mógłby sobie i 20 razy skakac przez płot, nawet z obu Kaczyńskimi na plecach i przy akompaniamencie tuzina rozgłośni Wolna Europa – nic by nie wskórał wobec supermocarstwa.
        Co do drugiej części Pańskiego postu – zgadzam się, że zwycięży pragmatyzm. Z obawy przed ekonomicznym odwetem Chin (nawet jeśli ta obawa byłaby bezzasadna) większośc będzie wolała siedziec cicho. Zresztą tzw. pragmatyzm już wcześniej zwyciężał. Już w latach 70-tych Zachód tak dalece wkradał się w łaski Pekinu przeciw ZSRR, że był nawet gotów potępic Wietnamczyków, gdy ci obalali Pol Pota – jednego z najgorszych łobuzów XX wieku. Albo czy Zachodowi przeszkadzało jak Saddam gazował Kurdów i irańską piechotę? W oczach Zachodu tyranem stał się, gdy najechał Kuwejt i jeszcze raz dekadę później, gdy przeszedł w rozliczeniach na euro. To jest właśnie ten pragmatyzm zakrapiany hipokryzją, dyrdymałami o prawach człowieka, które wypowiadających je obchodzą mniej więcej tyle, co pouczanych.

      • Avatar wute

        @ Zyggy
        Nic dodać nic ująć.

      • Avatar PZ

        Przyznam, ze o Czechach za czasow Havla wiedzialem wiecej niz teraz. Jesli jest wiec tak , ze rowniez Klaus chce byc „swiety jak Papiez” to niech tak bedzie. W Polsce najwyzszy czas zajac sie wolnoscia (gospodarcza) nasza, o innych niech martwia sie inni z tym sie w pelni zgadzam.

      • Avatar Zyggi

        A propos Vaclava Klausa. Mój szacunek dla niego wzrósł, gdy facet w Europarlamencie kulturalnie ale stanowczo powiedział lewactwu, co mnóstwo mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej myśli na temat ich wizji Unii. Odpowiedzią były karczemne okrzyki, gwizdy, a nawet czyjeś głośne czknięcie. Chyba tylko strach przed słowiańską ripostą sprawił, że zezwierzęciali lewacy nie pobili Prezydenta Republiki Czeskiej. Ale tak jak od małpy nie oczekujemy tolerancji ani dobrych manier, tak samo nie oczekujmy ich od skomuszałych ateistów, dla których człowiek jest tylko zwierzęciem, efektem ewolucji.

  • Postulaty może i są słuszne tylko nie do końca widzę kto w Polsce miałby się tym wszystkim zajmować. Grupa parlamentarna ds. Chin, której skład zmienia się corocznie? Osamotniony Pawlak, który i tak już dużo wylobbował dla KGHM-u, na tyle, że ten jest w Chinach postrzegany za miedziowego giganta? W Polsce planowanie długoterminowe jest nierealne przy takim systemie politycznym jaki obecnie panuje i rotacji rządzących. Założenia z tekstu są realne do wykonania, ale w systemie jaki panuje w Chinach, a nie polskiej demokracji.

    W Polsce istnieje silne lobby antykomunistyczne wśród polityków, a ich wiedza jest ograniczona do wypowiadania się w mediach na tematy Chin odnośnie tylko takich wydarzeń jak: Olimpiada, Expo, wizyta Dalai Lamy, Jia Qinglin czy Tuska w Chinach. Gazeta Wyborcza dorzuca co tydzień swoje trzy grosze do budowania negatywnego wizerunku Chin wśród Polaków. I antykomunistyczne lobby się zamyka.

    Jeśli w tekście chodziło o liczbę chińskich studentów w Wielkiej Brytanii („WB”) to studiuje ich tam już około 100,000 w 2010 roku, a nie 45,000. Największa grupa na The University of Sheffield. Niektóre uczelnie nałożyły już limity na rekrutację z Chin, żeby Ci nie blokowali miejsc na studia dla Europejczyków. Nie dziwię się, że w Polsce jest tylko 300 studentów jak polskie konsulaty w Chinach odmawiają wydawania wiz dla tamtejszych studentów. Tłumaczenie jest zawsze takie samo: „Nie, bo nie.”

    • Cyt. „Gazeta Wyborcza dorzuca co tydzień swoje trzy grosze do budowania negatywnego wizerunku Chin wśród Polaków. I antykomunistyczne lobby się zamyka.”
      Michnik to moim prywatnym zdaniem albo 1) hipokryta albo 2) człowiek nieszczęśliwy (i do tego nieleczony). Tylko tak mogę wytłumaczyć sobie to, że z jednej strony rozczula się nad Jaruzelem i Kiszczakiem jak mama nad zesr**ym niemowlęciem, jak to strasznie się męczyli w 1981 dokonując takich a nie innych wyborów. Z drugiej zaś strony potępia chińskich liderów, którym liderzy PRL mogliby najwyżej glancować buty, tak jak tchórzliwy Bierut mógłby glancować buty marszałkowi Ticie.

      • Avatar jg

        Oto aktualny przykład angażowania się Michnika w polsko-chińskie stosunki. Gazeta Wyborcza napisała:

        „Wzywamy, aby doprowadził pan do uwolnienia Ai Weiweia i innych aresztowanych. Będzie to dla pana okazja do wypełnienia obietnic dotyczących wprowadzenia reform politycznych i przestrzegania praw człowieka” – napisali w liście do premiera Chin europejscy intelektualiści.
        List podpisali laureatki literackiego Nobla Elfriede Jelinek z Austrii i Niemka Herta Müller, były prezydent Czechosłowacji i Czech Václav Havel, czescy literaci Ivan Klima, Jir~ Gruša, Jáchym Topol, niemiecki pisarz Helmuth Frauendorfer, a z Polski – pisarz Adam Zagajewski i naczelny „Gazety” Adam Michnik.”

        Aż mi się rzygać chce jak przeczytałem bo Michnik o całej sprawie Ai zapewne wie najwięcej grzejąc stołek w Warszawie. Albo tyle co raz w tygodniu przetłumaczy Kruczkowska z Washington Post albo Guardiana.

Pozostaw odpowiedź