Relacje z podróży

Jadwiga Koprowska: Na chwilę przed katastrofą…

Jadwiga Koprowska, dziennikarka Radia Koszalin, autorka wielu reportaży z Azji, którą regularnie odwiedza, opisuje swoją podróż do indonezyjskiego Padangu na Zachodniej Sumatrze.

Przyjeżdżam do Padang (Zachodnia Sumatra) późnym popołudniem, 22 marca 2010, po uciążliwej podroży znad jeziora Maninjau.

koprowska3Na szukanie tu czystego, w miarę taniego noclegu  nie mam siły. Sporo tutejszych hoteli została zniszczona w ostatnim trzęsieniu ziemi. Wcześniej sprawdziłam, że niedaleko miasta, w Pasir Jambak jest nad oceanem przyjemne miejsce „Uncle Jack’s”, mały ośrodek złożony z bungalowów . Zanim tam dojeżdżam oglądam miasto, które nie podniosło się jeszcze po wrześniowej tragedii. Trzęsienia ziemi to tutaj częste zjawisko , ale 30 września 2009 roku ziemia zatrzęsła się z siłą 7,6 stopni w skali Richtera. Podobno wielkie budynki składały się jak domki z kart.  Zginęło wówczas ponad 1000 mieszkańców Padangu i okolic.

Jadąc opeletem  widzę popękane domy i nawierzchnie ulic, właściwie pozostała jedynie  zabudowa  jedno- lub dwupiętrowa, gdzieniegdzie płoty z blachy, a za nimi jakieś maszyny budowlane; tylko ruch uliczny, jak w większości azjatyckich miast tego regionu – nieokiełznany, chaotyczny i przybierający na sile pod koniec dnia.

W Pasir Jambak jestem już po zmroku. Gospodarz ośrodka wita mnie szerokim uśmiechem, mówi nieźle po angielsku i zaprasza do oglądania domków. Te pobudowane z cegieł , mają pęknięcia. Na środku  małego placyku w centrum ośrodka leży jeszcze sterta gruzu zgarnięta z miejsc, gdzie w wyniku trzęsienia ziemi posypały się stropy, przybudówki czy fragmenty dachu. Powoli rodzina  „wujka Jacka” łata dziury po odczuwalnym i tu trzęsieniu ziemi. Kiedy zasiadamy do kolacji, pytam o zapowiadane przez sejsmologów wielkie trzęsienie ziemi w rejonie Padang: czy wiedzą o tych zapowiedziach? Tak – odpowiada uśmiechniętyIndonezja_koprowska2– no ale co z tego? Tyle razy już trzęsła się tu ziemia, że czekając na następne można by popaść w paranoję. Wiemy, że tu znowu kiedyś coś się stanie, ale wszystko w rękach Allaha. Widzisz, ja jestem wiernym muzułmaninem i mam przeświadczenie, że jeśli Allah zaplanował dla nas tę katastrofę, to dla mnie to jest dobre. Nie przygotowuję się do niej, bo i jak? Żyję z dnia na dzień, staram się być dobrym  człowiekiem, modlę się, czytam Koran i nie myślę za dużo. Allah wie lepiej ode mnie co ma mi jutro zesłać!

Zachodnia Sumatra, której stolicą jest ponad 800-tysięczny Padang to w ogromnej większości  rejon muzułmański. Prawie 90 % kobiet i dziewcząt chodzi w chustach, pięć razy dziennie we wszystkich zakątkach prowincji rozlega się śpiew z minaretów. Podobne opinie, o bezwzględnym poddaniu się woli Allaha, usłyszę nazajutrz dość często:  w czasie wędrówek jego ulicami, podczas odpoczynku w miejscowych barach czy na zakupach na bazarze Pasar Raya. Ludzie teoretycznie wiedzą, że dla miasta przygotowano katastroficzną prognozę, choć z pobieżnego oglądania miejscowej telewizji czy z oglądu samego miasta wynika, ze media nie są tu wykorzystane do ostrzeżeń, nie widać też przygotowania ewentualnej ewakuacji czy prostych sposobów ochronienia życia podczas kataklizmu. Ale w rozmowach władze nie są źle oceniane, wręcz przeciwnie, mówi się wiele dobrego o próbach odbudowy miasta, o pomocy finansowej dla poszkodowanych, a nawet ze zrozumieniem przyjmuje się opóźnienia w wypłatach  i powolne tempo likwidacji gruzowisk.

Najgorzej sytuacja wygląda w dzielnicy chińskiej nad rzIndonezja_koprowska1eką. Tam co drugi dom do dziś leży w gruzach.  I nawet te grożące zawaleniem pozostawiono same sobie. Cała dzielnica wygląda jak wymarła, choć od trzęsienia ziemi minęło pół roku. Muzułmanie mówią, że to wina Chińczyków, bo żyli w domach mających po sto lat, nieremontowanych , ani niezabezpieczanych od dziesięcioleci. Teraz zaś nie robią nic, bo czekają aż dostaną pieniądze od rządu. Trudno się zresztą temu dziwić, bo chińska mniejszość na Sumatrze należy do biedniejszych warstw społecznych, a już na pewno niewiele ma do powiedzenia w tutejszych władzach. Dalsze dzielnice i trasę wzdłuż wybrzeża oceanicznego oglądam z wąskiego siedziska dwukołówki ciągnionej przez niedużego konika; to taka niby dorożka, charakterystyczna dla Padangu. Woźnica  nie rozumie dlaczego interesują nas pozostałości po wrześniowej tragedii: „Są i już, tu nikt się nie spieszy z niczym, z odbudową również ” a czy boi się zapowiedzianego kataklizmu? „Nie, przecież i tak będzie co ma być. Jakby co…. ucieknę na wzgórza, które są jakieś 2-3 km od centrum”.

Przyglądam się nowowybudowanym obiektom. Materiałami są lekkie ścianki kartongipsowe i blaszane dachy na specjalnych lekkich konstrukcjach, przypominających resory czyli przy lekkich trzęsieniach ziemi konstrukcja zadrży, ale ma większe szanse przetrwać. A gdy jednak runie, łatwiej wydobyć spod niej ludzi i dobytek. Mieszkańcy  Padangu starają się żyć normalnie, na ulicach setki młodych  wracających ze szkół i uniwersytetu, na bazarach kwitnie handel, a we wszelkiego rodzaju zakładach usługowych praca wre. Czy następne trzęsienie ziemi zmiecie to wszystko z powierzchni ziemi? Mieszkańcy Padangu odpowiadają: …Inshallah !

Jadwiga Koprowska

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Jadwiga Koprowska: Na chwilę przed katastrofą… Reviewed by on 28 kwietnia 2010 .

Jadwiga Koprowska, dziennikarka Radia Koszalin, autorka wielu reportaży z Azji, którą regularnie odwiedza, opisuje swoją podróż do indonezyjskiego Padangu na Zachodniej Sumatrze. Przyjeżdżam do Padang (Zachodnia Sumatra) późnym popołudniem, 22 marca 2010, po uciążliwej podroży znad jeziora Maninjau. Na szukanie tu czystego, w miarę taniego noclegu  nie mam siły. Sporo tutejszych hoteli została zniszczona w

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 6

  • Panie Szymonie!

    Absolutnie nie odebrałam Pańskiej opinii tak emocjonalnie, jak Pan się obawia. Podróżując( a nie mieszkając dłużej w danym miejscu) , staram się jednak oglądać wnikliwiej miejsca do których jadę, czasami specjalnie odwiedzam miasto czy region, o którym przeczytam cos intrygującego , wcale nie turystycznego… Dla mnie inspiracją są międzynarodowe aktualności, albo ciekawostki z angieskojęzycznych portali kraju do którego się wybieram,czasami jakiś film dokumentalny…Najmniej ważne są sugestie przewodników turystycznych :) a co za tym idzie trafiają mi się w tych podróżach świetni , nieskażeni masową turystyką ludzie , tyle że czesto słabo mówiący po angielsku.Staram się oczywiście pisać rzetelnie o swoich doświadczeniach w podróży, ale doskonale Pan wie po 3 latach spedzonych w Indonezji,że znajomość angielskiego nie jest tam powszechna i nawet w turystyce bywa z tym kulawo ( przynajmniej takie miałam doswiadczenia na Sumatrze). Stąd niuanse ,że ktos powiedział coś nie tak lub nie zrozumiał czegos do konca( takie jak ten z końcówki mojego artykułu właśnie) mam wkalkulowane w moje podróżowanie . A mimo wszystko dzielę się z ludźmi w Polsce moimi obserwacjami czy to w artykułach czy audycjach radiowych, bo myślę że wnioski do jakich dochodzę są tego warte , informacje do których docieram nie są w Polsce znane szerokim kręgom odbiorców. I tylko tyle, albo aż tyle…

    Moze kiedyś będzie mi dane , tak jak Panu, dłuzej pobyć w Indonezji…Bardzo bym chciała, bo to piękny kraj i ludzi zrobili na mnie wrazenie ciekawych.

    Jeszcze raz dziekuję za komentarz do artykułu i pozdrawiam -takze Panią Darię :)

    J.Koprowska

  • Droga Pani Jadwigo,
    Rozumiem oczywiscie, ze Pani ma jak najlepsze intencje i nie ma sprawy :) Tylko chcialem ta jedna rzecz naprostowac, ale przeciez nie ze zlosliwosci, tylko dla dobra i wiedzy jak najlepszej wszystkich ludzi czytajacych artykuly.
    Ciesze sie, ze moge byc pierwszym, ktory Pani to wskazal. Dzieki Bogu mialem okazje mieszkac w Indonezji prawie 3 lata i wiem, ze jest tak jak mowie. Niestety czytelne do konca to nie bylo, zwlaszcza dla ludzi zajmujacych sie Indonezja prawie, ze zawodowo :) Ale przeciez nie pisze tego, zeby kogolwiek ponizyc, czy tez ukazac swoja wyzszosc. Po prostu zebysmy wszyscy wiedzieli jak jest naprawde :) Pozdrawiam serdecznie Pania a takze Pania Darie, ktora juz chyba rozumie jak jest naprawde.

  • Panie Szymonie!
    Znając świetnie Indonezję i Indonezyjczyków to pewnie Pan ma rację, nie ja (zwłaszcza ,że nie znam bahasa i rozmawiałam po angielsku) choć przyznam ,że Pan pierwszy wskazał mi na nieco inne rozumienie i zastosowanie zwrotu „Insya Allah”. Zastosowałam go , bo zwykle ten właśnie zwrot kończył moje rozmowy o ewentualnym niebezpieczeństwie wiszącym nad Padangiem i nie tylko…Na swoje usprawiedliwienie napiszę też, że ostatnie dwa zdania mojego tekstu to swoiste uogólnienie , skrót myślowy…sądziłam ,że jest to czytelne. Ale z pokora przyjmuję uwagę i serdecznie pozdrawiam

    J.Koprowska

  • Pani Dario…
    Zgadza sie, ze „insya Allah” oznacza „jesli taka jest wola Boga” i poddanie sie jego woli,lecz NALEZY ZWROCIC UWAGE na wazny niuans jezykowy: Indonezyjczycy uzywaja tego zwrotu majac na mysli aprobate Boga wobec ich oczekiwan!!!! Jezeli np pada pytanie: „Czy jutro jedziesz do Jakarty?” odpowiedz na to pytanie: „Insya Allah” oznacza, ze „Planuje i chce tam pojechac, jesli taka jest wola Boga” (Mam nadzieje, ze tam pojade, jesli Bog da). A nie oznacza to wcale, ze „zobaczymy, moze pojade a moze nie”. W tym przypadku, ktory tutaj mamy czyli:”Czy następne trzęsienie ziemi zmiecie to wszystko z powierzchni ziemi?” nikt nie powie „Insya Allah” poniewaz na pewno nikt nie ma na mysli: „Mam nadzieje, ze jesli Bog da, to wszystko zostanie zmiecione z powierzchni ziemi”. JEDYNA POPRAWNA ODPOWIEDZIA KTORA MOZNA TUTAJ ZASTOSOWAC PRZY UZYCIU ZWROTU „INSYA ALLAH” JEST: „INSYA ALLAH TIDAK AKAN JADI” (Mam nadzieje, ze tak sie nie stanie przy woli Boga). Mam nadzieje, ze wyjasnilem Pani dostatecznie ta sprawe. Pozdrawiam

  • Panie Szymonie,
    pozwolę sobie przypomnieć, iz drugie znaczenie „insya Allah” to „jeśli taka jest wola Boga” i wyraża poprostu chęć oddania sie w jego ręce i poddania sie Jego woli, czyli w tym wypadku jest to jak najbardziej adekwatne.
    Pani Jadwigo,
    dziękuję za ten ciekawy artykuł, ostatnio czytałam artykuł międzynarodowego towarzystwa geologicznego na temat przewidywań trzęsienia zemii w Padangu w 2012roku i byłam ciekawa czy władze miasta planują jaoś się przed tym bronić…

  • Szanowna Pani Jadwigo,
    chcialem tylko zwrocic uwage, ze na samym koncu tekstu mamy nieprawdziwe stwierdzenie. Na pytanie zadane na koncu tekstu nigdy w zyciu zaden mieszkaniec Padang nie odpowie „Inshallah”. „Inshallah” (badz w pisowni j.indonezyjskiego „Insya Allah”) oznacza „Mam nadzieje, ze tak sie stanie, jezeli Allah pozwoli”. A przeciez chyba zaden z mieszkancow Padang nie chcialby, zeby nastepne trzesienie ziemi zmiotlo wszystko z powierzchni ziemi…

Pozostaw odpowiedź