Artykuły,Birma news

Jacek Żalek: Birma – powiew wiatru przemian?

O Birmie niewiele się mówi w naszym kraju, ale już wkrótce może się to zmienić za sprawą wyborów uzupełniających do lokalnego parlamentu, które odbędą się już w najbliższą niedzielę. Prawdopodobnie mało kto wie, że istnieje wiele podobieństw między obecną sytuacją w tym odległym zakątku świata a sytuacją w Polsce z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX w.

Otóż, dokładnie od 50 lat Birmą rządzą wojskowi, choć od roku formalnie jest to rząd cywilny, na czele którego stoi emerytowany generał Thein Sein. Po drugiej stronie sceny politycznej znajduje się, dopuszczona ostatnio do wyborów, Narodowa Liga na rzecz Demokracji z laureatką Pokojowej Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi. Do tego należy dodać fakt, że w ostatnim czasie władze w Naypyidaw wypuściły na wolność prawie wszystkich więźniów politycznych oraz zawarły rozejmy z większością separatystycznych mniejszości narodowych, m.in. z najdłużej walczącą armią Karenów.

Ważnym sygnałem zachodzących zmian jest także trzydniowa wizyta Hillary Clinton w Birmie, która miała miejsce w grudniu ubiegłego roku i była pierwszą od 1955 roku wizytą amerykańskiego sekretarza stanu w tym kraju. Państwo nad Irawadi stało się tym samym ważnym polem na globalnej szachownicy. Z jednej strony mocno uzależnione gospodarczo od Chin i szukające możliwości dywersyfikacji poprzez współpracę z Zachodem. Z drugiej strony potrzebne Zachodowi w rywalizacji w rosnącymi w siłę Chinami.

Strategiczne położenie kraju sprawia, że jest o co walczyć. Chiny dzięki Birmie zyskują bezpośredni dostęp do Oceanu Indyjskiego, a Stany Zjednoczone możliwość szachowania Państwa Środka. Ponadto w grę wchodzą bogate złoża naturalne oraz rynek liczący 60 mln mieszkańców. Dlatego wybory uzupełniające w Birmie są istnym preludium do gry o bardzo wysoką stawkę. Nie wiadomo tylko, czy władze w Naypyidaw rzeczywiście chcą zwrócić się w stronę Zachodu, czy może chcą wykorzystać Zachód w celu podbicia tej stawki w rozgrywce w Pekinem.

Nie zmienia to faktu, że rząd birmański musi zacząć się demokratyzować, aby przynajmniej dać pretekst do współpracy władzom w Waszyngtonie i w stolicach europejskich. Nikt nie wie jak dalej może potoczyć się ta rozgrywka i czy przypadkiem odrobina demokracji nie rozsadzi w przyszłości skamieniałego systemu ustanowionego przez wojskowych. Wszystko jest możliwe, szczególnie gdy patrzy się z perspektywy Polski i przemian ustrojowych zapoczątkowanych na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Polska mając doświadczenia Okrągłego Stołu oraz transformacji ustrojowej wydaje się być atrakcyjnym partnerem dla głównych graczy na birmańskiej scenie politycznej. O ile rozmowy przy okrągłym stole wywołują zrozumiałe kontrowersje w naszym kraju, o tyle z dalszej perspektywy (pomijając obecny w takich sytuacjach cynizm) może to być dość rozsądna metoda do zapoczątkowania istotnych przemian. Nie oszukujmy się, wojskowi nie oddadzą władzy w imię demokracji, a słaba politycznie opozycja nie będzie w stanie tej władzy przejąć bez porozumienia albo bez przelewu krwi, tym bardziej, że zbliżające się wybory uzupełniające gwarantują jedynie niewielki procent miejsc w birmańskim parlamencie. Od czegoś jednak trzeba zacząć.

Skoro amerykanie eksportują demokrację, my możemy eksportować doświadczenia związane z jej wdrażaniem. Przemawia za tym fakt, że o polskich przemianach kilkakrotnie wspominała noblistka Aung San Suu Kyi. Przemiany w Polsce z pewnością analizował również prezydent Thein Sein. Sytuacja sprzyja do budowy dobrych relacji między naszymi państwami i w związku z tym polskie służby dyplomatyczne muszą trzymać rękę na pulsie, bo jeśli ONZ, Unia Europejska i USA zniosą nałożone na Birmę sankcje, to może nie starczyć czasu na myślenie, a liczyć się będzie wówczas szybkie działanie.

Państwo nad Irawadi jest obecnie jednym z najbiedniejszych państw świata, ale zanim Ne Win dokonał zamachu stanu w 1962 r., a następnie zaczął wdrażać podbudowany marksistowską ideologią program „Birmańskiej drogi do socjalizmu”, Birma była najbogatszym krajem w regionie. Przykład ten pokazuje jak lewicowa ideologia może zrujnować bogaty kraj, ale również ujawnia wielkie możliwości wynikające z uwolnienia zdławionego przez reżym państwa. Na okazję z pewnością czekają najwięksi gracze, dlatego mam nadzieję, iż Polska jej nie przegapi. Jeśli chcemy, żeby świat z nami się liczył, musimy działać szybko i zdecydowanie!

Jacek Żalek, poseł na Sejm RP z ramienia Platformy Obywatelskiej, niezwykle aktywny w rozwijaniu relacji między Polską, a krajami azjatyckimi.
Wywiad, którego udzielił naszemu portalowi w czasie kampanii wyborczej, znajduje się tutaj.
Tekst pierwotnie ukazał się na autorskim blogu posła Jacka Żalka w salonie24.
Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Jacek Żalek: Birma – powiew wiatru przemian? Reviewed by on 29 marca 2012 .

O Birmie niewiele się mówi w naszym kraju, ale już wkrótce może się to zmienić za sprawą wyborów uzupełniających do lokalnego parlamentu, które odbędą się już w najbliższą niedzielę. Prawdopodobnie mało kto wie, że istnieje wiele podobieństw między obecną sytuacją w tym odległym zakątku świata a sytuacją w Polsce z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź