Artykuły,Japonia news

J.Strękowski: Yoshiho Józef Umeda- polski patriota z Japonii (1949-2012)

Mówi, że ma sześciu ojców. Ryochu Stanisław Umeda – ojciec biologiczny. Yukio Kudo – ojczym. Konrad Jażdżewski – przybrany polski ojciec. Juliusz Żuławski – teść, ojciec jego żony Agnieszki. Lech Wałęsa – ojciec chrzestny. Wreszcie papież Jan Paweł II – ojciec duchowy.

Yoshiho Umeda – przez przyjaciół zwany Yoho. Japończyk od 1963 r. mieszkający w Polsce, w tym przez 5 lat w Łodzi. Działacz polskiej opozycji demokratycznej lat 70., a potem “Solidarności”. W stanie wojennym współpracownik brukselskiego Biura “Solidarności”, członek japońskich organizacji wspierających zepchnięty do podziemia związek. Dziś specjalista zajmujący się m.in. doradztwem w dziedzinie ekologii. Jest na “ty” ze wszystkimi znanymi postaciami dawnej opozycji, szefami “Solidarności”, politykami. Ale zwyczajem japońskim do swego zięcia mówi: panie Konradzie. Podczas procesu zomowców z kopalni “Wujek”, gdzie był świadkiem, by podkreślić wagę zeznań wspierających wersję tzw. taterników, powołał się na japoński obyczaj. Sąd nie mógł zarzucić mu kłamstwa, bo jako Japończyk i człowiek honoru musiałby dokonać sepuku, gdyby się na kłamstwo  poważył.

Ryochu Stanisław Umeda

Żeby dowiedzieć się, co skłoniło w 1963 r. 14-letniego japońskiego chłopca do przyjazdu do Polski, trzeba cofnąć się nieco w czasie. Aż do 1921 r., gdy jego ojciec, mnich buddyjski, trochę muzyk, skrzypek, wybrał się na studia filozoficzne do Berlina. Traf chciał, że tym samym pociągiem wracali z Dalekiego Wschodu polscy oficerowie, a wśród nich Stanisław Michałowski, lotnik rozstrzelany później w czasach stalinowskich po oskarżeniu o szpiegostwo z powodu prowadzenia prywatnej korespondencji z Umedą. Ryochu Umeda i Stanisław Michałowski zaprzyjaźnili się w drodze. I to tak dalece, że namowy Polaków, by zamiast w Berlinie, zatrzymał się w Warszawie, odniosły skutek. Ryochu Umeda był człowiekiem uczuciowym. Zobaczył jak wracający z wojennej tułaczki oficerowie całują na granicy z Polską ziemię i to go bardzo poruszyło.

W ten sposób Polska zyskała  przez przypadek zrazu tylko studenta Uniwersytetu Warszawskiego, potem już doktora filozofii, historyka, tłumacza i popularyzatora polskiej literatury i historii oraz zdolnego muzyka, którego nauczycielem gry na fortepianie był m.in. młody Stefan Kisielewski. Na końcu wreszcie polska nauka zyskała twórcę japonistyki, nieobecnej wcześniej na polskich uczelniach.

W 1924 r. Ryochu Umeda otworzył w Warszawie pierwszy kurs języka japońskiego, który potem przekształcił się w studia japonistyczne. Jego studentem został m.in. młody Kamil Seyfried, syn poznanego w pociągu w drodze przez Syberię, gen. Kamila Seyfrieda. To w jego domu mieszka dziś Yoshiho Umeda, a urna z prochami Ryochu spoczęła w grobie Seyfriedów na wojskowych Powązkach. Innym wybitnym studentem Ryochu Umedy był Wiesław Kotański, japonista, odnowiciel japonistyki po II wojnie światowej na Uniwersytecie Warszawskim.

W pierwszych latach pobytu w Polsce Ryochu Umeda klepał biedę, co zdaje się wcale mu nie przeszkadzało. Ulubieniec literackiej bohemy, przyjaźnił się z wieloma pisarzami. Gałczyński, Saliński, Staff bywali w jego wynajmowanym za grosze mieszkanku w tzw. Domu Ludowym, gdzie dziś mieści się Muzeum Ruchu Ludowego. On zaś zapraszany przez pisarzy i ich rodziny, zwykł ich odwiedzać z nieodłącznymi skrzypcami. Ta sielanka polsko-japońska trwała do września 1939 roku, kiedy to Ryochu Umeda musiał opuścić okupowaną Polskę. Całą II wojnę światową spędził w Bułgarii, licząc jednak na rychły powrót do naszego kraju. Jednak po 1945 r. o powrocie do Polski komunistycznej nie mogło być już mowy. Ojciec Yoshiho wyjechał więc do Japonii. Wykorzystywał zdobytą w Europie wiedzę i znajomość języków. Nie tylko polskiego, ale także bułgarskiego i kilku innych, pracując jako historyk, archeolog, wreszcie tłumacz. Jemu to zawdzięczamy m.in. pierwsze przekłady Quo vadis Henryka Sienkiewicza, Ody do młodości Adama Mickiewicza, poezji Juliusza Słowackiego oraz wierszy Kazimierza Wierzyńskiego, z którym to poetą utrzymywał kontakt także po wojnie.

Ryochu Umeda utrzymywał listowne kontakty z wieloma przyjaciółmi w powojennej Polsce, nawiązał też przyjaźnie korespondencyjne m.in. z rodziną Stefanii i Konrada Jażdżewskich z Łodzi. Potrafił zarażać miłością do Polski swoich bliskich, nie tylko żonę Hisayo, ale także siostrzeńca Koji Kamoji. Ten wybitny artysta plastyk pod wpływem wuja przyjechał do Polski w 1958 r. i mieszka tu do dziś. Przed samą śmiercią w 1962 r. Ryochu Umeda przyjął chrzest i przybrał imię Stanisław. Wyraził wówczas życzenie, by jeden z jego synów pojechał na stałe do Polski. On też uzgodnił z rodziną Jażdżewskich, że to oni stworzą polski dom dla jego syna.

Konrad Jażdżewski

Yoshiho Umeda powtarza, że japońskie matki często przywołują przysłowie, które brzmi: “miłemu dziecku daj podróżować”. W Polsce matka stara się jak najdłużej być blisko swego dziecka, natomiast japońska matka zostawia mu wiele swobody. Mały Yoshiho bez obawy więc wyraził chęć wyjazdu do przybranej ojczyzny ojca. Nie było to jednak proste przedsięwzięcie. Przede wszystkim ze względu na trudności ze strony władz japońskich, które nie chciały wyrazić zgody na wyjazd małoletniego obywatela do kraju komunistycznego. Dopiero interwencje wysoko postawionych osób i zapewnienia, że dom państwa Jażdżewskich jest tradycyjnym domem katolickim, a nie komunistycznym zdołały przekonać japońską administrację. Wtedy też  prof. Konrad Jażdżewski wraz z żoną Stefanią oficjalnie adoptowali Yoshiho, a jego matka zrzekła się praw do opieki nad synem.

Był 1963 rok. 14-letni Yoshiho Umeda z torbą, w której wiózł urnę z prochami ojca, wsiadł samotnie na statek z Yokohamy do Nachodki, a potem samolotem, z przesiadką w Moskwie, poleciał do Warszawy. Na lotnisku oczekiwał go prof. Wiesław Kotański, który zabrał go do siebie. Do dziś Yoshiho pamięta pierwszy polski posiłek – chleb z masłem i pomidorami.

Pierwszą noc w Polsce spałem w łóżku Marka Kotańskiego, syna profesora – wspomina Umeda. Potem przyjechał kuzyn Koji Kamoji i zawiózł chłopca do Łodzi.

Tak Yoshiho został piątym dzieckiem państwa Jażdżewskich. Od tej pory miał dwie mamy, w Polsce i Japonii, a także nowego ojca, prof. Konrada Jażdżewskiego, znanego archeologa. Zaraz po przyjeździe profesor zabrał przybranego syna na wykopaliska nad Pilicę, gdzie Yoshiho poznał m.in. ówczesnego studenta archeologii Marka Niesiołowskiego, jednego z działaczy podziemnego Ruchu. Prof. Jażdżewski bezwzględnie pilnował, by Japończyk codziennie uczył się 10. polskich słówek. Yoshiho robił postępy i już jesienią rozpoczął naukę w liceum. Było to łódzkie III Liceum Ogólnokształcące im. Tadeusza Kościuszki – dziś noszące imię Józefa Piłsudskiego. Z tego pierwszego okresu wspólnej nauki Yoshiho zapisał się w pamięci łódzkiego pisarza – Jacka Krakowskiego. Potem stracił kolegę z oczu, bo Yoshiho z powodu trudności językowych musiał powtarzać klasę. W tej szkole nawiązał Umeda pierwsze polskie przyjaźnie. Wiele z nich m.in. z Markiem Urbańskim, trwają do dziś, podobnie jak przyjaźnie z okresu studiów w Warszawie. Zaprzyjaźnił się też szybko ze swoim przybranym rodzeństwem, choć, jak wspomina, nie rozumiał ich niechęci do systemu i komunistycznej władzy. Wspomina np. wyjazd z przybraną siostrą Ewą na obóz, podczas którego studenci prezentowali kabaret polityczny, krytykując ZSRR i ustrój. Wychowany w japońskiej tradycji szacunku dla władzy, długo nie mógł pojąć, dlaczego Polacy nie lubią swoich rządzących.

W domu państwa Jażdżewskich nie było miłości do komunizmu. Rodzina była bardzo katolicka, w domu bywali koledzy przybranego rodzeństwa, działacze podziemnej organizacji Ruchu: Marek i Stefan Niesiołowscy. Szczególnie dobrze pamięta atmosferę Marca 1968 roku, gdy dom Jażdżewskich stał się centrum wymiany informacji i kontaktów buntujących się studentów. To wtedy po raz pierwszy w szkole podczas apelu, na którym miano wmówić uczniom, że studenci buntują się z nadmiaru swobód i dobrobytu, Yoshiho zabrał głos. Wystąpienie chłopca skończyło się wezwaniem do szkoły prof. Jażdżewskiego.

Po wakacjach 1969 roku Yoshiho Umeda rozpoczął studia w Warszawie.

 

Yukio Kudo

Zamieszkał tam u ojczyma prof. Yukio Kudo i matki Hisayo Umeda – Kudo, którzy także od niedawna mieszkali w Warszawie.

Yukio Kudo, drugi mąż matki Yoshiho Umedy jest równie wielkim polonofilem jak niegdyś ojciec Yoshiho. Romanista z wykształcenia interesował się Rosją i literaturą rosyjską, ale po którymś pobycie w ZSRR zniechęcony zmienił zainteresowania. Wtedy zwrócił uwagę na polską literaturę i historię. Jako przedstawiciel agencji Kyodo, podczas pobytu w USA, zaczął uczyć się naszego języka, a w 1969 r. przyjechał do Warszawy. Prowadził wówczas zajęcia na uniwersyteckiej japonistyce.

Dziś Umeda z dumą zdejmuje z półki książki swego ojczyma poświęcone Polsce. 7 lat w Warszawie – to pierwsza z nich. Tyle lat trwał pobyt jego rodziców w Polsce, zanim władze PRL wyprosiły prof. Kudo z lekcji za jego kontakty z polską opozycją. Ta książka ukazała się w 1977 r., kiedy od roku już istniał KOR. Kudo jako pierwszy Japończyk napisał w niej o Komitecie Obrony Robotników. Potem były kolejne poświęcone Polsce książki: Rewolucja w Polsce 1980 r., Moja literatura polska.

W 1956 r. Yukio Kudo zabrał się za tłumaczenie z języka rosyjskiego powieści Brunona Jasieńskiego Zmowa obojętnych. Myślał wtedy, że to pisarz rosyjski. Kiedy zorientował się, że autor był Polakiem, zainteresował się literaturą polską. Owocem prawdziwej pasji prof. Kudo są dziesiątki przekładów. Na japoński rynek wydawniczy trafili m.in.:  Jan Potocki, Bruno Schulz, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Isaac B. Singer, Marek Hłasko, Witold Gombrowicz. Kudo przełożył także polski epos narodowy – Pana Tadeusza Adama Mickiewicza.

Prof. Yukio Kudo ma nieocenione zasługi także dla rozwoju niezależnego ruchu wydawniczego w Polsce. To on w drugiej połowie lat 70. przekazał za pośrednictwem japońskich biznesmenów wiele tysięcy bardzo wydajnych i wytrzymałych kalek stensilowych do powielaczy dla Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Na tych kalkach wydrukowana została słynna Czarna księga cenzury PRL.

Prof. Yukio Kudo ma jeszcze jedną zasługę. To on właśnie przedstawił pasierbowi swoją warszawską studentkę, Agnieszkę Żuławską. Wiele lat później miała zostać żoną Yoshiho. Dziś jest też znaną japonistką.

 

Juliusz Żuławski

Mieszkając w domu Jażdżewskich Yoshiho Umeda dostał pokój, gdzie nad łóżkiem wisiał portret polskiego oficera – Jerzego Żuławskiego. Nazwisko to nic nie mówiło małemu, zagubionemu w Polsce Japończykowi. Tak jak i nazwisko autora malowidła, marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego.

Po latach Umeda miał zostać mężem wnuczki tego oficera. Legionisty, pisarza, miłośnika Tatr, współtwórcy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, autora słynnej trylogii Na srebrnym globie, która przyniosła mu miano “polskiego Wellsa”. Z zięciem Juliusza Żuławskiego, cenionego pisarza, przewodniczącego polskiego PEN-Clubu, poprzez rodzinę Agnieszki, Umeda wchodził stopniowo w nastawione opozycyjnie wobec władzy środowisko artystyczne i literackie. Tam poznał bliżej i zaprzyjaźnił się z Tomaszem Jastrunem, Michałem Boguckim (bratem znanej działaczki opozycji Teresy Boguckiej) czy Markiem Karpińskim. Dzięki nim poznawał ludzi ze środowiska marcowego: Józefa Dajczgewanda, Sławomira Kretkowskiego, Irenę Lasotę. Nazwisko Żuławskich otworzyło mu drogę także na emigracyjne salony. W Paryżu poznał Jerzego Giedroycia, Marię i Józefa Czapskich, Zofię i Zygmunta Hertzów, czyli redakcję paryskiej “Kultury”. Kilka razy, jadąc do Berlina Zachodniego, przemycał dla “Kultury” teksty pisarzy z Polski. Odbierał je od niego mieszkający tam wtedy, a wcześniej wyrzucony z Polski, inny “Polak z wyboru”, pochodzący z Indii historyk – Peter Raina.

Dzięki Agnieszce trafił w Tatry, gdzie rodzina Żuławskich zaprzyjaźniona z rodzinami Stopków i Krzeptowskich i traktowana na równi z miejscowymi, posiadała domek.

Yoshiho wspomina swój pierwszy pobyt w schronisku Pięciu Stawów. Zabłądził wtedy i rozgrzewając się wypił spirytus, który niósł ze sobą. Kiedy trafił wreszcie do schroniska prowadzonego przez Józefa Krzeptowskiego, wdał się w bójkę z turystami, którzy mimo zakazu wspinali się po ścianach budynku. Rano niczego nie pamiętał, nawet tego, że sam jeden pobił kilku mężczyzn. Od tej pory po Zakopanem i okolicy poszła wieść o bitnym Japończyku, a Yoshiho został przyjęty przez górali jak swój. Wspinał się więc z przyjaciółmi w Tatrach, a jako człowiek towarzyski, nie odmawiał wizyt w gościnnych góralskich domach. Szybko zaprzyjaźnił się z taternikami. To wtedy poznał Jacka Jaworskiego i Janusza Hierzyka, autorów tzw. raportu taterników dotyczącego udziału oddziału specjalnego ZOMO w masakrze górników w kopalni “Wujek”. Wcześniej, kiedy tylko Umeda został pracownikiem “Solidarności” Regionu Mazowsze, szkolący zomowców Jaworski przekazywał za jego pośrednictwem informacje o niewątpliwych planach władz, przygotowujących się do wprowadzenia stanu wojennego. Stąd też wydaje się, że “raport taterników” zasługiwał na wiarygodność, choć już po ogłoszeniu stanu wojennego Yoshiho był deportowany i nie uczestniczył w jego przekazywaniu strukturom podziemnym.

W 1971 r. Umeda przeniósł się z polonistyki na historię sztuki i zaczął pracować jako tłumacz japońskich grup biznesowych, dziennikarzy i ekip telewizyjnych. Potem związał się z japońską firmą zajmującą się uruchamianiem fabryk związanych z produkcją stali i handlem węglem koksującym. W ten sposób zaczął częściej bywać na Śląsku. Zauważyło to oczywiście kierownictwo Służby Bezpieczeństwa. Już w lutym 1981 roku (jest w aktach IPN dokument na ten temat) wydało postanowienie o umieszczeniu Umedy na liście opozycjonistów przeznaczonych do internowania przez SB w Katowicach. Po kilku tygodniach decyzja ta została cofnięta. Widocznie zauważono, że inwigilowany nadal posiada obywatelstwo japońskie.

Wcześniej, w 1945 r. współpraca z japońskimi dziennikarzami sprawiła, że Umeda po raz pierwszy trafił na “dołek” w Pałacu Mostowskich – siedzibie stołecznej milicji i Służby Bezpieczeństwa. Było to podczas Zjazdu PZPR, który wizytował Leonid Breżniew. Atmosfera była mocno nerwowa, a Yoshiho znalazł się jako asystent jednego z japońskich dziennikarzy w Sali Kongresowej. Traf chciał, że rozpoznał go jakiś delegat na zjazd, który był reżimowym pisarzem. Po chwili Umedę wyprowadzono z sali obrad i umieszczono na 48 godzin w areszcie stołecznej milicji. Dziś wspomina z rozbawieniem, że kiedy przyprowadzono go do celi, siedzący tam aresztanci spytali: za co? Za Zjazd – odpowiedział Umeda, co spotkało się ze zrozumieniem współtowarzyszy z celi. Wiedzieliśmy, że dadzą kogoś ze Zjazdu.

 

Lech Wałęsa

W 1984 r. Yoshiho Umeda przyjął chrzest. Jego ojcem chrzestnym per procura był przewodniczący zdelegalizowanej “Solidarności” Lech Wałęsa, z którym Umeda zaprzyjaźnił się podczas Karnawału Solidarności. To było uwieńczenie pewnej drogi Japończyka. Pamięta wrażenie, jakie na nim zrobił od czasu, gdy zaczął podziwiać założycieli Komitetu Obrony Robotników. Fascynowała go ich odwaga i starał się, na ile mógł, pomagać. Kolportował komunikaty KOR i przekazywał informacje do Japonii. Wszedł także w życie towarzyskie ówczesnej opozycji. Pamiętam dobrze wesele Marka Karpińskiego w 1977 roku. Zainteresował mnie wtedy roześmiany Japończyk siedzący na drzewie w ogrodzie, gdzie odbywało się weselne przyjęcie. Wkrótce mieliśmy się spotkać w siedzibie “Solidarności” Regionu Mazowsze, gdzie trafiła większość kolegów Umedy z korowskiej opozycji, a także i on sam.

W sierpniu 1980 roku przyjechał do Yoshiho Umedy jego przyjaciel, Marek Lipiński. Przywiózł z Gdańska 21 postulatów strajkujących stoczniowców, ale źle je przekopiował, przegapiając jeden z punktów. Tekst z dwudziestoma tylko wnioskami Umeda przekazał korespondentom zagranicznym. W ten sposób w Radiu “Wolna Europa” odczytano 20 z nich, informując jednocześnie, że jest ich 21.

Umeda został pracownikiem Biura Zagranicznego “Solidarności” Regionu Mazowsze. Wraz z Markiem Chlebowiczem organizował kasetowe Radio “Solidarność”. Poznał wtedy Lecha Wałęsę, z którym wraz z delegacją “Solidarności” wybrał się w maju 1981 roku do Japonii. Wizyta ta była wielkim sukcesem Wałęsy i “Solidarności”. Szef związku był wtedy w świetnym nastroju, a jego błyskotliwe powiedzenia cytowała cała prasa.

Japończycy byli zachwyceni osobą Lecha Wałęsy, nadając jego wizycie prezydencką oprawę. Efektem pobytu  Japonii  było nie tylko nawiązanie bliskich kontaktów między “Solidarnością” i japońskimi centralami związkowymi, ale też stworzenie w Kraju Kwitnącej Wiśni struktur społecznych popierających polski niezależny związek. Była w tym duża zasługa Umedy, który ponadto otrzymał od japońskiej TV sprzęt telewizyjny przeznaczony dla mającej powstać telewizji “Solidarności”.

Choć do głównych obowiązków Umedy jako zastępcy szefa Biura Zagranicznego “Solidarności” w Regionie Mazowsze należały kontakty z delegacjami zagranicznymi, to także zajmował się on wieloma innymi sprawami, m.in. wspomagał powstający związek zawodowy milicjantów oraz “Solidarność” Rolników Indywidualnych. Yoshiho Umeda uczestniczył także w I Krajowym Zjeździe Związku w gdańskiej Olivii.

 

Jan Paweł II

W październiku 1981 roku podczas pobytu Umedy w Tatrach przyszedł do niego  Jacek Jaworski – taternik i milicjant – informując o tajnych przygotowaniach władz do wprowadzenia stanu wojennego. Umeda przekazał tę wiadomość Zbigniewowi Bujakowi i Januszowi Onyszkiewiczowi. Jednak ani Jaworski, ani jego koledzy nie znali wtedy daty wprowadzenia stanu wojennego. W styczniu 1982 roku Yoshiho Umeda, mający formalnie status rezydenta japońskiego w Polsce, po wielokrotnych przesłuchaniach i próbach straszenia uwiezieniem został przymusowo deportowany z Polski a jego kontakt z taternikami się urwał.

Po opuszczeniu Polski Yoshiho Umeda rozpoczął nowy etap życia poza przybraną ojczyzną. Wyjechał pospiesznie bez rodziny, przekonany, że wkrótce wróci. Mogło to jednak nastąpić dopiero w 1988 roku. Był on pierwszym działaczem “Solidarności”, który trafił na Zachód po ogłoszeniu stanu wojennego. Nic więc dziwnego, że zainteresowanie dziennikarzy jego osobą było tam olbrzymie. Umeda po krótkim pobycie w Sztokholmie trafił do Paryża, przywożąc przygotowane przez Pen-Club listy internowanych. Od razu zaczął działać w powstającym paryskim komitecie “Solidarności”. Wtedy też, jeszcze pod koniec stycznia 1982 roku wraz ze swoją matką, Hisayo pojechał do Watykanu, aby spotkać się z papieżem Janem Pawłem II. Przekazał tam zgromadzone w pierwszych tygodniach stanu wojennego przez działaczy japońskich organizacji wspierających “Solidarność” 50 tys. dolarów na pomoc dla Polski. Była to część pieniędzy zebranych w Japonii przez Komitet Pomocy Polakom, skupiający głównie Polki – żony Japończyków.

Wizyta w Watykanie stanowiła przełom w życiu Umedy. Yoshiho i jego matką zajął się bardzo troskliwie ksiądz Stanisław Dziwisz, dzisiejszy kardynał i metropolita krakowski, oprowadzając ich po papieskich pokojach i pokazując zbiory watykańskie. Było to bezcenne doświadczenie dla historyka sztuki, którym jest Yoshiho. Ojciec Święty zaś przytulił serdecznie młodego Japończyka i długo z nim rozmawiał.

Ta wizyta zapoczątkowała przemianę duchową Umedy, której zwieńczeniem było przyjęcie chrztu w grudniu 1984 roku w Japonii, podczas którego nowo ochrzczony otrzymał imię Józef. Fascynacja Umedy postacią Karola Wojtyły trwa zresztą do dziś, tak jak do dziś trwa jego przyjaźń z ojcem chrzestnym, Lechem Wałęsą.

Umeda zamieszkał ponownie w Japonii. Uczestniczył tam w pracach Centrum Informacji Polskiej, pomagał w wydawaniu “Biuletynu Polskiego”. Warto wiedzieć, że od listopada 1981 roku do 1991 roku ukazało się aż 150 numerów tego pisma. W swojej pierwszej ojczyźnie uczestniczył jako doradca w pracach zespołu parlamentarnego, zajmującego się wspieraniem “Solidarności”, organizował kontakty ze związkami zawodowymi, nie tylko zresztą japońskimi, ale i z innych krajów Azji. Jego doświadczenia z tamtego okresu są warte szerszego odkrycia, choćby takiego, że największe wiece poparcia dla zepchniętej do podziemia “Solidarności” miały wówczas miejsce… w Indiach, a uczestniczyły w nich kilkusettysięczne tłumy.

Lata 80. to także wielokrotne pobyty w Europie, przede wszystkim w brukselskim Biurze Zagranicznym “Solidarności”, gdzie Umeda zajmował się sprawami finansowymi i pracował jako przewodnik wycieczek japońskich. Tęsknił do Polski i rodziny, Japonia mu już nie odpowiadała. W połowie lat 80. przyjechała wprawdzie do niego rodzina, ale najstarszy syn Tomoho, po pół roku pobytu sam wrócił do Polski. Nie wytrzymał ułożonego precyzyjnie życia japońskich uczniów, brakowało mu zabaw z kolegami, kontaktów z innymi ludźmi. Tomasz Jastrun wspomina telefon od Yoshiho, którym ten zbudził go kiedyś w nocy. Żalił się wtedy, że nie może już wytrzymać oddalenia od Polski. Umeda jeździł wówczas w misjach do Polonii kanadyjskiej i amerykańskiej jako przedstawiciel brukselskiego Biura “Solidarności”. Próbował też godzić starą amerykańską Polonię z tą nową, “solidarnościową”. W tym celu spotykał się m.in. z ówczesnym prezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej, Alojzym Mazewskim.

Pod koniec 1987 roku po wielu staraniach dostał dwutygodniową wizę do Polski, ale po przylocie na Okęcie, okazało się, że nadal ważna jest decyzja SB o uznaniu go za osobę niepożądaną w Warszawie. Pierwszą noc spędził więc na lotnisku, oczekując na deportację. Udało mu się jednak zadzwonić do rodziny, a ta uruchomiła pomoc i następnego dnia mógł spotkać się z żoną, dziećmi, przyjaciółmi i pojechać w Tatry. Wkrótce udało mu się przyjechać ponownie znów tylko na dwa tygodnie, ale w październiku następnego roku otrzymał już wizę trzymiesięczną. I pewnie musiałby znów wracać do Japonii, gdyby nie obrady Okrągłego Stołu. W odzyskaniu prawa do stałego pobytu pomogli mu wtedy Jarosław Kaczyński, Andrzej Stelmachowski i Adam Strzembosz, którzy interweniowali u ówczesnego ministra spraw wewnętrznych – Czesława Kiszczaka. Umeda natychmiast zaangażował się w prace Komitetu Wyborczego “Solidarności”, zorganizował solidarnościowy sondaż wyborczy, zajmował się finansami komitetu, organizował spotkania z gośćmi zagranicznymi, akcje ulotkowe i plakatowe. On też przekazał z własnych oszczędności tysiąc dolarów na fundusz wyborczy. Była to pierwsza wpłata, jaka wpłynęła na wspomożenie wyborów.

 

***

W 1995 r. wraz z Bożeną Garus-Hockubą zrealizowaliśmy film pt. Góral z Tokio poświęcony postaci Yoshiho Umedy. Zapoczątkował on wymyślony przeze mnie cykl Polacy z wyboru, poświęcony obcokrajowcom, którzy wsiąkli w polskie sprawy, stając się często większymi patriotami polskimi niż wielu moich rodaków.

Yoshiho Umeda jest Polakiem z wyboru. Wciąż żyje sprawami polskimi, działa w nieformalnym Komitecie Seniorów “Solidarności”, także jego działalność biznesowa dotyczy Polski. Nie zapomina jednak o Japonii. Prowadząc firmę konsultingową propagującą stosowanie energii ze źródeł odnawialnych, stara się zachęcać do współpracy firmy i rządy Polski i Japonii.

Kim jestem? – pyta sam siebie. Jako Japończyk żyjący w Polsce, a zarazem działacz “Solidarności” jestem dysonansem dla niektórych ugrupowań politycznych. A przecież takich jak ja cudzoziemców, którzy w Polsce lub na świecie, działali na rzecz niepodległości Polski jest wielu – podkreśla, dając do zrozumienia, że oni także, chociaż podobnie jak on pochodzili z dalekich stron i wyrośli w innej tradycji, czują się w naszym wspólnym kraju “u siebie”.

Jan Strękowski

– dziennikarz, realizator TV

Tekst opublikowany w Bibliotece Kroniki Łodzi w 2007 r.

Przypominamy, iż wciąż otwarta pozostaje Księga Kondolencyjna Yoshiho Umedy, do której możecie się wpisywać.
Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
J.Strękowski: Yoshiho Józef Umeda- polski patriota z Japonii (1949-2012) Reviewed by on 17 maja 2012 .

Mówi, że ma sześciu ojców. Ryochu Stanisław Umeda – ojciec biologiczny. Yukio Kudo – ojczym. Konrad Jażdżewski – przybrany polski ojciec. Juliusz Żuławski – teść, ojciec jego żony Agnieszki. Lech Wałęsa – ojciec chrzestny. Wreszcie papież Jan Paweł II – ojciec duchowy. Yoshiho Umeda – przez przyjaciół zwany Yoho. Japończyk od 1963 r. mieszkający w

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź