Komentarz eksperta,Top news

J. Piasecki: Tsainami na Tajwanie: Opozycja bierze wszystko, pytanie co dalej

Zgodnie z przewidywaniami wybory na Tajwanie wygrała Demokratyczna Partia Postępu (DPP), a przewodząca ugrupowaniu Tsai Ing-wen (蔡英文) wzięła prezydenturę już w pierwszej turze, zdobywając ponad 56% głosów i deklasując rywali (ówczesny przewodniczący Kuomintangu (KMT) Eric Chu (朱立倫) dostał nieco ponad 30% głosów, a szef marginalnej People First Party (PFP) James Soong (宋楚瑜) niecałe 13%).

Wyniki głosowania już dzisiaj można uznać za wydarzenie historyczne. Tsai jest pierwszą kobietą, której udało się objąć najwyższy urząd na wyspie (w latach 2000–2008 wiceprezydenturę sprawowała Anette Lu z DPP), a KMT po raz pierwszy w historii stracił kontrolę nad Yuanem Ustawodawczym (LY – jednoizbowy parlament Tajwanu). Jak jednak do tego doszło?

Atmosfera eventów wyborczych DPP przywoływała na myśl eksplozję optymizmu po wejściu Polski do UE w maju 2004; fot. J. Piasecki

Atmosfera eventów wyborczych DPP przywoływała na myśl eksplozję optymizmu po wejściu Polski do UE w maju 2004; fot. J. Piasecki

Główne przyczyny zwycięstwa DPP

Dominującą narracją w obiegu międzynarodowym zdaje się być twierdzenie, że zwyciężyli proniepodległościowcy. Jest to jednak znaczne uproszczenie. Pomimo że statut DPP faktycznie zawiera klauzulę niepodległościową, DPP pod przewodnictwem Tsai to nie ta sama partia co DPP z czasów prezydentury Chen Shui-biana (陳水扁  2000-2008), którego celem było m.in. wprowadzenie Tajwanu do ONZ.  W przeciwieństwie do Chena, Tsai jest pragmatykiem i rozumie, że w obecnych warunkach geopolitycznych formalne ogłoszenie niepodległości to droga donikąd z co najmniej kilku powodów.

Po pierwsze, członkostwo w ONZ wymaga zgody wszystkich 5 stałych członków Rady Bezpieczeństwa, w tym Chin, które uznają Tajwan za swoją prowincję. Po drugie, jedynym skutkiem proklamacji niepodległości byłby otwarty konflikt z Pekinem, który najpewniej dążyłby do całkowitej alienacji Tajwanu na arenie międzynarodowej, blokady handlowej wyspy lub nawet konfliktu zbrojnego. Co jednak wydaje się najważniejsze w kontekście kampanii, przeważająca część opinii publicznej na Tajwanie opowiada się przeciwko niepodległości de jure. Tsai i jej ugrupowanie byli w stanie odnieść zwycięstwo między innymi dzięki temu, że DPP udało się pozbyć łatki owładniętych nienawiścią do Chin ideologów, a sama prezydent-elekt unikała sformułowań, które Pekin i jej oponenci z KMT mogliby uznać za prowokacyjne, trzymając się jak mantry deklaracji o utrzymaniu status quo.

Poza sprawnie przeprowadzoną kampanią i odświeżeniem wizerunku DPP (co przez jednoznacznych zwolenników niepodległości określane jest mianem KMT-izacji DPP) doszło także do zwykłego zmęczenia elektoratu, co po 8 latach rządów nie powinno dziwić. Polityka zbliżenia z Chinami, forsowana przez prezydenta Ma Ying-jeou, niewątpliwie doprowadziła do odprężenia w relacjach Tajpej z Pekinem, ale po upływie dwóch kadencji owo odprężenie stało się normą i ciężko było na nim budować skuteczną kampanię. Jednocześnie na płaszczyźnie gospodarczej zyskał głównie tajwański 1% (najbogatsi przedsiębiorcy prowadzący interesy w Chinach, tzw. 台商), a większość społeczeństwa została w tyle. I to właśnie problemy natury ekonomicznej i społecznej, nie wizja stosunków z Chinami, dominowały w kampanii.

Znamiennym jej epizodem jest propozycja spod znaku „500 złotych na dziecko” kandydata PFP na prezydenta Jamesa Soonga, który postulował jednorazową zapomogę w postaci 3 tysięcy dolarów tajwańskich (ok. 370 złotych). W debatach telewizyjnych kandydaci na najwyższy urząd sporo uwagi poświęcili właśnie kwestiom polityki prorodzinnej. Tajwan, podobnie jak Polska, znajduje się w ogonie światowej stawki, jeżeli chodzi o przyrost naturalny. Warszawa zajmuje pod tym względem 216 miejsce ze średnią 1,33 urodzeń na kobietę, a Tajpej 222 miejsce ze wskaźnikiem 1,12 (gorzej wypadły tylko Macao i Singapur).

Powody tego stanu rzeczy są podobne – stawianie kariery i rozwoju zawodowego ponad plany rodzicielskie i niepewna sytuacja na rynku pracy wśród młodych ludzi, co było kolejnym gorącym tematem kampanii.

Podobnie jak w Polsce spowodowana jest ona niedostosowaniem systemu edukacyjnego do wymogów rynku pracy. W kraju liczącym zaledwie 23 miliony mieszkańców mieści się aż 160 uniwersytetów i brakuje szkół zawodowych. W rezultacie absolwenci uczelni wyższych, którym uda się znaleźć zajęcie, skazani są na marne pensje.

Kandydaci na urząd prezydenta i wiceprezydenta ścigali się zatem na obietnice co do wysokości płacy minimalnej. Obecnie jest to stawka na poziomie 20 tys. dolarów tajwańskich  (około 2450 złotych), a więc znacznie więcej niż obowiązująca w Polsce kwota 1850 złotych. Pomimo niskich podatków (5% podatek dochodowy na pierwszym progu skali) i relatywnie niskich kosztów utrzymania, nie są to satysfakcjonujące zarobki z perspektywy byłego Azjatyckiego Tygrysa. Aspiracje Tajwańczyków bliskie są standardom Koreańskim i Japońskim, podobnie jak ambicje polskiej klasy średniej, dla której celem jest poziom życia, którym cieszą się np. Niemcy. Pocieszanie się, że na Tajwanie jest lepiej niż w Chinach, odniosło zatem ten sam skutek co retoryka ciepłej wody w kranie w Polsce.

KMT pogrążyły, podobnie jak przed kilkoma miesiącami Platformę Obywatelską, problemy dnia codziennego i afery z udziałem rządzących. Najgłośniejszą z nich była – nomen omen – afera podsłuchowa, gdzie ustępujący w maju prezydent Ma Ying-jeou miał zlecić zbieranie informacji, dzięki którym mógłby zdyskredytować swojego największego oponenta wewnątrz KMT – speakera parlamentu Wang Jin-pynga (王金平). I chociaż Ma uniknął w tej sprawie odpowiedzialności karnej, jego słabe notowania sięgnęły kolejnego dna, spadając do 9% i obnażając podziały wewnętrzne Kuomintangu. W rezultacie barwy KMT stały się tak niewygodnym obciążeniem, że część kandydatów tego ugrupowania zrezygnowała z ich eksponowania w kampanii wyborczej (zdj.2). Przywodzi to na myśl epizod z kampanii prezydenckiej, kiedy Andrzej Duda wręczył Bronisławowi Komorowskiemu chorągiewkę z logo PO mówiąc, że prezydent dziwnie unika partii, która go firmuje.

Pomimo dwucyfrowej przewagi w sondażach, prezydent-elekt Tsai Ing-wen 蔡英文) nie odpuściła kampanii wyborczej; fot. J. Piasecki

Barwy partyjne KMT byłby w tej kampanii obciążeniem. Na zdjęciu „bezpartyjny” baner kandydata KMT do parlamentu Lin Kuo-chun (林國春); fot. J. Piasecki

Kolejny element, który umożliwił przejście tytułowego Tsainami i bezprecedensowe zwycięstwo opozycji, jest znacznie bardziej istotny od opisanego powyżej „zmęczenia materiału” Nie wynika on jedynie z praw rządzących cyklami wyborczymi i najprawdopodobniej będzie miał charakter stały. Chodzi o zmiany, które zaszły w łonie tajwańskiego społeczeństwa na przestrzeni ostatnich trzech dekad, a więc od czasu przemian politycznych na wyspie, które, podobnie jak w Polsce, wpisały się w nurt „trzeciej fali demokratyzacji” Samuela Huntingtona.

Z roku na rok coraz mniejszy odsetek obywateli Republiki Chińskiej (oficjalna nazwa Tajwanu) czuje się związanych z Chinami. Według najnowszych sondaży, aż 90% mieszkańców wyspy deklaruje tożsamość tajwańską, w opozycji do chińskiej. Dodatkowo wyniki wśród młodszego pokolenia, którego spora część po raz pierwszy wzięła udział w głosowaniu (prawo głosu zyskuje się z ukończeniem 20 roku życia), były jeszcze bardziej jednoznaczne. Nie trzeba dodawać, że DPP zrobiło bardzo dobry wynik wśród wyborców z najniższej grupy wiekowej.

Zmiany pokoleniowe i umacniająca się tożsamość narodowa Tajwańczyków znalazły swoje odzwierciedlenie w mapie politycznej wyspy, gdzie tradycyjny podział na „zielone” południe (pro-DPP) i „niebieską” północ (pro-KMT) praktycznie zniknął. Stracił na tym głównie Kuomintang, ponieważ dominacja na ludniejszej północy niemal gwarantowała zwycięstwo. Tym samym Tajwańczycy dali do zrozumienia, że lansowana w międzynarodowych mediach koncepcja „dychotomii tożsamościowej” jest nieaktualna.

W kampanii wyszło za to na jaw, że problemy z własną tożsamością dotyczą co prawda pewnej części tajwańskiego społeczeństwa, ale tą częścią jest Kuomintang. O ile DPP w zgrany sposób przesunęła się w kierunku centrum, o tyle dyskord wybrzmiewający z szeregów KMT obnażył ich zdemoralizowanie. Pierwszym wyraźnym sygnałem, że coś jest nie tak, było postawienie na znaną z ciętego języka wicemarszałek parlamentu Hung Hsiu-chu (洪秀柱), dosyć słusznie zaliczaną do obozu prounifikacyjnego. Swoim przekonaniom dała wyraz, kiedy zaproponowała, by koncepcję „jedne Chiny, różne interpretacje,” stanowiącą podstawę polityki KMT wobec stosunków z Pekinem, zastąpić sformułowaniem „jedne Chiny, ta sama interpretacja.” Lapsus Hung wywołał konsternację przede wszystkim w samym Kuomintangu, a ówczesny przewodniczący partii Eric Chu pośpieszył z wyjaśnieniem, że opinie Hung odbiegają od stanowiska mainstreamu KMT. Kilka miesięcy później Chu zastąpił Hung w wyścigu o urząd prezydenta. Było już jednak za późno, pozostał niesmak, a kolejne sondaże nie pozostawiały złudzeń, że DPP ma szansę zgarnąć pełną pulę.

Budapeszt w Tajpej i prezydent jak Obama

Atmosferę nadchodzącego zwycięstwa wyraźnie było czuć na przedwyborczym wiecu DPP, który 15 stycznia zgromadził dziesiątki tysięcy osób. Tsai od miesięcy mogła czuć się pewniakiem, jednak nie popełniła błędu Bronisława Komorowskiego, który praktycznie odpuścił kampanię wyborczą. W ciągu kilku miesięcy odbyła masę spotkań i przemawiała do wyborców w niemal każdym zakątku wyspy, co wyraźnie odbiło się na jej formie na finiszu wyścigu. Pomimo zmęczenia tryskała jednak optymizmem.

Na kolejnym wiecu, zorganizowanym dzień później, tuż po zamknięciu lokali do głosowania, wystąpienie świeżo wybranej pani prezydent było już ledwo słyszalne. Potęgowało to jednak tylko efekt entuzjazmu jej zwolenników, którzy zamierali z chwilą gdy Tsai z trudem zabierała głos. Jedynym wydarzeniem, nasyconym podobnymi emocjami, w którym było mi dane świadomie uczestniczyć, było wstąpienie Polski do Unii Europejskiej w maju 2004 roku. Tutaj jednak analogie z naszym rodzimym podwórkiem się nie kończą.

Miażdżące zwycięstwo DPP przywołuje na myśl ubiegłoroczny triumf Prawa i Sprawiedliwości, które podobnie jak ugrupowanie Tsai Ing-wen zafundowało rywalom prawdziwy Budapeszt, przejmując pełnię władzy bez konieczności sięgania po przystawki i prowadzenia rozmów koalicyjnych. DPP zdobyło bowiem 68 ze 113 mandatów w Yuanie Ustawodawczym.

Tsai Ing-wen porównywana bywa głównie do Margaret Thatcher i Angeli Merkel. Na dzisiejszym etapie trudno jednak przewidzieć czy analogie te niosą z sobą coś więcej niż oklepane frazesy o „Teflonowej Kanclerz” i „Żelaznej Damie”

Tsai bez wątpienia udało się utrzymać żelazną dyscyplinę, dzięki czemu jej partia pozbyła się łatki nieprzewidywalnej, a oskarżenia o antychińkość i brak pragmatyzmu spływały po DPP nie pozostawiając śladu. Na razie jednak prezydent Tsai to wielka niewiadoma i co najwyżej symbol nadziei milionów Tajwańczyków i ikona pop-kultury. Dlatego też bardziej na miejscu jest porównanie do Baracka Obamy z 2009 roku, który zanim jeszcze wprowadził się do Białego Domu cieszył się statutem celebryty. Podobnie jak w przypadku prezydenta USA, swoją popularność Tsai zawdzięcza nie tylko charyzmie (nie jest jednak showmanką), ale i rozbuchanym oczekiwaniom społecznym, które swoje źródło mają w rozczarowaniu poprzednią ekipą. Nie brakuje głosów, że Obama poległ jako obietnica przysłowiowego „change.” Jak będzie z Tsai, przyjdzie nam się przekonać po 20 maja, kiedy zostanie zaprzysiężona.

Pomimo dwucyfrowej przewagi w sondażach, prezydent-elekt Tsai Ing-wen 蔡英文) nie odpuściła kampanii wyborczej; fot. J. Piasecki

Pomimo dwucyfrowej przewagi w sondażach, prezydent-elekt Tsai Ing-wen 蔡英文) nie odpuściła kampanii wyborczej; fot. J. Piasecki

Co dalej?

Postawione powyżej pytanie dotyczy trzech zagadnień. Po pierwsze, co dalej z Tajwanem i jego pozycją na arenie międzynarodowej? Po drugie, jak polityka nowych władz rzutować będzie na stosunki z Pekinem. Po trzecie, co dalej z Kuomintagiem, partią, która niemal nieprzerwanie rządziła wyspą od zakończenia II wojny światowej.

Jak już wspomniałem, nie należy spodziewać się rewolucji w kwestii podejścia Tajpej do spraw międzynarodowych. Ogłoszenie formalnej niepodległości nie wchodzi w rachubę z czterech przyczyn: 1) nie tego oczekuje po nowym rządzie społeczeństwo; 2) byłoby bezproduktywne – Taipei nie zdołałby nawiązać nowych stosunków dyplomatycznych kosztem Pekinu i nie uzyskałby członkostwa w ONZ; 3) oznaczałoby ryzyko konfliktu (nawet zbrojnego) z Chinami; 4) przeciwne są temu Stany Zjednoczone, kluczowy (nieformalny) sojusznik Tajwanu i główny gwarant bezpieczeństwa wyspy. Tsai stawia na ewolucję, nie rewolucję.

Głównym punktem jej programu jest w tym kontekście dywersyfikacja relacji handlowych, czyli zmniejszenia zależności od Chin, która kształtuje się obecnie na poziomie aż 40 procent. W pewnym sensie jest to kontynuacja polityki prezydenta Ma, który w odprężeniu z Chinami upatrywał szansy na zacieśnienie relacji z innymi gospodarkami (więcej na ten temat pisałem tutaj). Dzięki „zielonemu światłu” z Pekinu w 2013 roku Tajpej udało się podpisać dwie umowy o wolnym handlu (FTA): z Singapurem i Nową Zelandią. Pomimo tego, że umowy te nie miały znaczącego wpływu na dywersyfikację obrotów handlowych Tajwanu, stanowią one istotny precedens, który może ułatwić Tsai pracę. Możliwość zawarcia FTA z państwami, które nie utrzymują stosunków dyplomatycznych z Tajpej, oznacza bowiem, że umowy o wolnym handlu nie stanowią wyzwania dla polityki jednych Chin.

Tsai będzie więc miała w ręku silny argument, który może ułatwić rozmowy o członkostwie w lansowanym przez Stany Zjednoczone Partnerstwie Transpacyficznym (TPP). To właśnie członkostwo w tej organizacji stało się flagowym projektem DPP w kontekście dywersyfikacji relacji handlowych. Co bardzo istotne, Tsai wypowiadała się także pozytywnie o potencjalnym udziale Tajwanu w innym projekcie regionalnej integracji – promowanym przez Chiny i uważanym za odpowiedź na TPP Regional Comprehensive Economic Partnership (RCEP). Już po wyborach Tsai ogłosiła, że w planach jest rozpoczęcie negocjacji FTA z Japonią. Podobnie jak Ma, prezydent elekt nie odrzuca więc współpracy z Pekinem, w przeciwieństwie do niego, nie zamierza się jednak oglądać na Państwo Środka szukając alternatyw.

Pytanie co na to Pekin, bowiem w kontekście stosunków w Cieśninie Tajwańskiej piłka jest w korcie ChRL, a Tsai nie zamierza ich prowokować. Jak dotąd, Chiny zachowują się dosyć powściągliwie i ograniczają się lakonicznych komunikatów, w których wzywają Tsai do poszanowania tzw. „konsensusu z 1992 roku”, który stanowi definicję polityki jednych Chin i podstawę stosunków na linii Chińska Partia Komunistyczna (CCP) – Chińska Partia Narodowa (KMT). Formuła ta budzi jednak wśród Tajwańczyków kontrowersje, a sama prezydent-elekt konsekwentnie odmawia jej racji bytu.

ChRL stanie więc przed wyborem znalezienia nowej formuły, która byłaby akceptowalna dla obu stron lub konfrontacją. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że zgodnie z przyjętym w 2005 roku przez Narodowe Zgromadzenie ChRL „prawem antysecesyjnym” (anti-secession law), w którym Pekin potwierdza, że Tajwan stanowi część terytorium Chin, a także zastrzega sobie prawo do użycia siły nie tylko w przypadku ogłoszenia przez Tajwan niepodległości, ale także gdy uzna, że środki wiodące do pokojowego „zjednoczenia” zostały wyczerpane. Wiele zależeć więc będzie od sytuacji wewnętrznej w Chinach i otoczenia międzynarodowego (w tym kwestii pogorszenia stosunków z sąsiadami poprzez eskalację sporu na Morzu Południowochińskim), czyli od tego, na jak wiele Pekin będzie sobie w stanie pozwolić. Na razie prezydent ChRL Xi Jinping (習近平) zdaje się mieć pełne ręce roboty.

Ostatnia kwestia, dotycząca przyszłości Kuomintangu, również pozostaje otwarta. Po porażce na miarę zeszłorocznej klęski Platformy, KMT, partia z niemal stuletnią tradycją, znalazła się w bezprecedensowym kryzysie. Jej sytuacja przypomina jednak bardziej problemy Sojuszu Lewicy Demokratycznej z 2005 roku. Podobnie jak SLD, Chińska Partia Narodowa obarczona jest bagażem trwających około pół wieku rządów autorytarnych i licznych skandali, w tym o charakterze korupcyjnym. Podobnie jak SLD, pogrążona jest w kryzysie przywódczym i ideowym. W końcu, nawoływania ze strony zwolenników Tsai i DPP do zrzeczenia się przez KMT części swoich aktywów, szacowanych na około 900 milionów USD i czyniących Kuomintang najbogatszą partią na świecie, przywodzą na myśl kontrowersje związane z pamiętnym „uwłaszczeniem nomenklatury” i legendarnym majątkiem SLD, czy związanego z tą partią stowarzyszenia Ordynacka.

Podobnie jak wtedy SLD, KMT stoi przed wyborem nowego lidera, a decyzja ta rzutować będzie na to, jaki kierunek partia obierze w przyszłości. Jeżeli postawi na wywodzącą się ze starej gwardii (rocznik ‘48) Hung Hsiu-chu, która zgłosiła swoją kandydaturę, partia popadnie w permanentny kryzys, spychając się do narożnika zwolenników unifikacji z Chinami. Problem w tym, że w przeciwieństwie do SLD, w szeregach KMT nie widać lokalnej wersji Wojciecha Olejniczaka, który i tak zdołał jedynie przeciągnąć agonię Sojuszu. Kandydatem prezentowanym jako mającym nadać partii świeżości przedstawicielem młodej gwardii jest Chung Hsiao-ping (鍾小平), rocznik ‘62! Pojawiły się także głosy nawołujące do zmiany nazwy partii, która w całości brzmi 中國國民黨, czyli Chińska Partia Narodowa. Problem w tym, że nazwa „Tajwańska Partia Narodowa” jest już wzięta, a starzy wyjadacze i tak ignorują apele potencjalnych reformatorów.

Jeżeli tak wygląda sytuacja młodego pokolenia w KMT, historyczne przejęcie pełni władzy na Tajwanie przed DPP to dopiero początek politycznego Tsunami.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
J. Piasecki: Tsainami na Tajwanie: Opozycja bierze wszystko, pytanie co dalej Reviewed by on 28 stycznia 2016 .

Zgodnie z przewidywaniami wybory na Tajwanie wygrała Demokratyczna Partia Postępu (DPP), a przewodząca ugrupowaniu Tsai Ing-wen (蔡英文) wzięła prezydenturę już w pierwszej turze, zdobywając ponad 56% głosów i deklasując rywali (ówczesny przewodniczący Kuomintangu (KMT) Eric Chu (朱立倫) dostał nieco ponad 30% głosów, a szef marginalnej People First Party (PFP) James Soong (宋楚瑜) niecałe 13%). Wyniki

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • swietny artykul, z reszta jak i poprzednie
    szacun

    • Bardzo dziękuję i pozdrawiam :)

Pozostaw odpowiedź