Artykuły,Polecane,Publicystyka

J. Piasecki: Tajwańska lekcja Kukiza – wnioski z doświadczeń tego odległego zakątka świata z JOW-ami dla zwoleników reformy ordynacji wyborczej w Polsce

Tajwan, jak głosi magazyn „Time”, to jedyna chińska demokracja świata. Co ciekawe, okładka tego renomowanego tygodnika z 29 czerwca, na której figuruje dostojny profil kandydatki na urząd prezydenta z ramienia opozycyjnej Demokratycznej Partii Postępu (DPP, tzw. obóz Zielonych) Tsai Ing-wen, wzbudziła najwięcej kontrowersji właśnie wśród jej zwolenników. Typowy wyborca DPP jest bowiem niechętny lub co najmniej nieufny wobec Pekinu i nie chce nawet słyszeć o unifikacji z kontynentem. W konsekwencji prowadzi to do odrzucenia chińskiej tożsamości.

Odkładając jednak na bok dywagacje na temat samoidentyfikacji społeczeństwa chińskojęzycznej Republiki Chińskiej (oficjalna nazwa Tajwanu), co do jednego nie ma wątpliwości: Tajwan od ponad 20 lat jest demokracją i to demokracją z jednomandatowymi okręgami wyborczymi, czyli popularnymi ostatnio za sprawą Pawła Kukiza JOW-ami.

Ściśle mówiąc, na Tajwanie obowiązuje ordynacja mieszana, z wyrażną przewagą JOW-ów: stosunek 73 do 34 miejsc w parlamencie, plus 6 kolejnych miejsc zagwarantowanych dla ludności rdzennej – tajwańskich Aborygenów. Jak wskazują najnowsze sondaże, ponad połowa Polaków opowiedziałaby się za wprowadzeniem JOW-ów w naszym kraju, gdyby zorganizowano w tej sprawie referendum. Warto się zatem przyjrzeć bliżej, jak JOW-y działają w praktyce. Zanim jednak przejdziemy do tajwańskich lekcji dla Polski, krótko o innej analogii i lekcji z naszego podwórka, z której tajwańczycy najwyraźniej nie wyciągnęli wniosków (co nie jest zaskoczeniem, biorąc pod uwagę geografię).

W pierwszej połowie lat 90., kiedy prezydentem RP był Lech Wałęsa, ówczesny przewodniczący SLD Aleksander Kwaśniewski napisał konstytucję, która znacznie ograniczyła władzę głowy państwa. Kierował się przy tym interesem politycznym, a głównym celem w tym kontekście było osłabienie przeciwnika z obozu Solidarności. Kwaśniewski najwyraźniej nie przypuszczał jeszcze wtedy, że to jemu już niebawem przyjdzie sprawować najwyższy urząd w państwie, a przeforsowane przez niego samego zmiany konstytucyjne będą mu się odbijać czkawką przez kolejne dwie kadencje.

Źródło: Wikimedia Commons

Źródło: Wikimedia Commons

Do analogicznej sytuacji doszło na Tajwanie, gdzie w 2005 roku były przewodniczący DPP Lin Yi-hsiung (林義雄) przeforsował zmiany w ordynacji wyborczej, wprowadzając wspomniany wcześniej system oparty głównie na JOW-ach. Warto wspomnieć, że Lin to postać symboliczna, którego matka i dwie córki zostały zamordowane w 1980 roku, w czasie kiedy on sam znajdował się w areszcie w związku z działalnością opozycyjną na ciągle jeszcze autorytarnym Tajwanie. Zapewne ze względu na tragiczne losy Lina i jego najbliższych zwolennicy DPP nie wypominają mu kluczowej roli, którą odegrał we wprowadzeniu na wyspie JOW-ów. Lin, podobnie jak Kwaśniewski, kierował się doraźnym interesem politycznym i, na nieszczęśnie swojego ugrupowania, zdołał przekonać kolegów partyjnych, że proponowane przez niego zmiany pomogą odsunąć od władzy znienawidzony Kuomintang. Na efekty nie trzeba było długo czekać, jednak płynące z nich wnioski okazały się wprost przeciwne od oczekiwań.

Sam obóz Zielonych zdaje się być zdania, że forsując obecną ordynację wyborczą, Lin strzelił sobie (i swojej partii) w stopę. Związany z DPP think tank Thinking Taiwan ubolewa, że obowiązujący system faworyzuje rządzący Kuomintang, wspomagając się przy tym twardymi danymi (i jednocześnie przemilczając, kto niekorzystne dla DPP zmiany wprowadził).

W wyborach w 2008 roku, kiedy po raz pierwszy obowiązywały JOW-y, KMT zdobył 51% głosów, co przełożyło się na aż 72% miejsc w parlamencie. Jednocześnie DPP zdobyło 37% głosów i zaledwie 24% mandatów. Cztery lata później wyścig był wyrównany do tego stopnia, że przytoczę dokładne wyniki. Na KMT i DPP oddało głos odpowiednio 44,55% oraz 43,56% wyborców. Jednomandatówki sprawiły jednak, że podział miejsc w parlamencie tego nie odzwierciedlał: KMT zdobyło ponad 56% mandatów, a DPP zaledwie 35%, łącznie ponad 90% miejsc w legislaturze. Wniosek: wprowadzona na Tajwanie przez DPP ordynacja wyborcza faktycznie faworyzuje Kuomintang.

Co ciekawe, DPP nie postuluje jednak zniesienia JOW-ów, a jedynie zwiększenie liczby deputowanych, którą wspomniana reforma z 2005 roku zredukowała o połowę – z 225 do 113. I tutaj pojawia się wniosek, który powinien zainteresować polskich zwolenników jednomandatówek: JOW-y, wbrew teoriom głoszonym przez Pawła Kukiza i jego fanów, cementują scenę polityczną i premiują największe ugrupowania. Są więc DPP do pewnego stopnia na rękę, bowiem eliminują początkującą konkurencję, a prawdziwym problemem z punktu widzenia tej partii jest kształt i liczba okręgów wyborczych, a nie same jednomandatówki.

Co prawda opinia publiczna na Tajwanie od dawna jest spolaryzowana, co w dużym uproszczeniu sprowadza się do podziału na obóz pro- oraz anty-chiński, i materializuje się to w parlamencie. Jednak to właśnie wprowadzenie JOW-ów doprowadziło do totalnej niemal dominacji dwóch ugrupowań w Yuanie Ustawodawczym (oficjalna nazwa jednoizbowego parlamentu na Tajwanie). Doskonale obrazują to wyniki przystawek, które po 2008 roku zachowały się jedynie w szczątkowej formie. Po wyborach z 2004 roku (a więc tuż przed wprowadzeniem JOW-ów) mniejsze ugrupowania i kandydaci niezależni mieli aż 57 mandatów w 225-osobowej izbie. Obecnie mają ich zaledwie 8.

Ciężko oczekiwać od Pawła Kukiza analizy systemu politycznego odległego Tajwanu, skoro pozostaje on głuchy na podobne argumenty i analogie z bardziej znanych przeciętnemu wyborcy Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii. Z kolei wspomniany wcześniej Lin Yi-hsiung nie słyszał też nigdy zapewne o masterplanie Aleksandra Kwaśniewskiego, który okazał się strzałem w stopę. Nie zmiena to jednak faktu, że zwolennicy jednomandatówek, którym zależy na zmianie pokoleniowej i jakościowej w polskiej polityce, powinni wspomnieć głośne słowa byłego prezydenta RP: „nie idźcie tą drogą”.

Jakub Piasecki (謝佳倫 – Xie Jia-lun) – Graduate of the Faculty of International and Political Studies at the Jagiellonian University in Krakow. From 2009 to 2012, he worked for the European Parliament as a Press Officer and Policy Advisor on China. Following close to four years of service at the EP, he moved to Taipei, where he completed a Visiting Fellowship at the Taiwan Foundation for Democracy. He is currently a Visiting Fellow at the Taiwanese Ministry of Foreign Affairs, where he conducts research on Taiwan’s relations with the European Union. His areas of expertise cover Taiwan and cross-strait relations. Fluent in English and Chinese

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
J. Piasecki: Tajwańska lekcja Kukiza – wnioski z doświadczeń tego odległego zakątka świata z JOW-ami dla zwoleników reformy ordynacji wyborczej w Polsce Reviewed by on 3 lipca 2015 .

Tajwan, jak głosi magazyn „Time”, to jedyna chińska demokracja świata. Co ciekawe, okładka tego renomowanego tygodnika z 29 czerwca, na której figuruje dostojny profil kandydatki na urząd prezydenta z ramienia opozycyjnej Demokratycznej Partii Postępu (DPP, tzw. obóz Zielonych) Tsai Ing-wen, wzbudziła najwięcej kontrowersji właśnie wśród jej zwolenników. Typowy wyborca DPP jest bowiem niechętny lub co

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 3

  • O JOWach nieco inaczej napisałem już trzy razy:
    http://blog-n-roll.pl/pl/zanim-pajace-zata%C5%84cz%C4%85#.VZ-VKKFgdz0
    http://blog-n-roll.pl/pl/zanim-pajace-zata%C5%84cz%C4%85-2#.VZ-VKKFgdz0
    http://blog-n-roll.pl/pl/zanim-pajace-zata%C5%84cz%C4%85-3#.VZ-VIaFgdz0
    Nie pretenduję do miana „publicysty obiektywnego”, więc proszę, przymknijcie oczy na moje poglądy polityczne, a zastanówcie się nad meritum zagadnienia, które opisuję. Bo przede wszystkim pisałem o tym, o którym właściwie nikt nie pisze, ale może się mylę…

  • ,,JOW-y, wbrew teoriom głoszonym przez Pawła Kukiza i jego fanów, cementują scenę polityczną i premiują największe ugrupowania.”
    Dzieje się tak prawie wszędzie, ale nie w Indiach, gdzie są JOW-y, ale partii są setki i wręcz ich przybywa. Niby są dwie największe partie, ale od dwudziestu lat zamiast cementowania postępuje fragmentacja: coraz więcej mandatów przejmują regionalne partie i w efekcie te największe partie coraz bardziej polegają na regionalnych (poza wyborami z zeszłego roku – po raz pierwszy od ponad 20 lat jedna partia zdobyła samodzielnie większość).
    Oczywiście trzeba zauważyć, że Indie są znacznie większe i bardziej złożone niż Tajwan, Wielka Brytania czy nawet USA, ale takie rzeczy dzieją się w Indiach nawet na poziomie lokalnym, gdzie też są JOW-y. Zatem zasadnym co do skali jest raczej porównywanie przypadku Tajwanu i Polski do średniej wielkości stanu w Indiach. Albo, żeby było jeszcze prościej – do samego Delhi.
    W Delhi jest ciało ustawodawcze złożone z 70 posłów, czyli nawet mniej niż na Tajwanie i faktycznie scena polityczna była zawsze zdominowana przez dwie partie. A teraz przyszła nowa, istniejąca ledwie 3 lata partia AAP – i buch! – zgarnęła 67 z 70 mandatów. Tak zdarzało się wcześniej z debiutującymi partiami np. w stanach Andhra Pradeś i Asam. Kompletnie wbrew założeniu, że JOW-y sprawiają, że większe partie mają mieć łatwiej niż mniejsze, itd.
    Bo ostatecznie JOW-y promują po prostu partię z najlepszym wynikiem w danym okręgu (w tym sensie, że promują zero-jedynkowo, bardziej niż inne systemy, czyniąc ją jedynym zwycięzcą), Ale oczywiście ten najlepszy wynik może być rezultatem różnych czynników, jak to przy wyborach. Historycznie rzecz biorąc JOW-y mogą cementować przewagę tych samych, dominujących od dawna partii, ale matematycznie rzecz biorąc, cementują tylko zwycięstwo zwycięzcy, dając mu znaczną przewagę nad rywalami, czego przykłady dał Pan w tekście.
    AAP w Delhi nie była ani największa, ani najstarsza, ani najbogatsza, ani najbardziej wpływowa. Była . po prostu najbardziej popularna.
    JOW-y rzeczywiście zazwyczaj betonują scenę i są doskonale historyczne przykłady państw, w których doprowadziły do sytuacji, gdzie dwie partie zdominowały politykę na… no właśnie, na ile? Na zawsze? Ale co to jest ,,na zawsze”? Czy jeśli jakieś dwie partie dominowały nawet 200 lat to znaczy, że będą dominować zawsze? Gdzieś kiedyś może nastąpić zmiana i jeśli nagle pojawia się ugrupowanie, które wyrasta na fali niebywale szybko rosnącej popularności to JOW-y bardziej niż inne systemy mogą właśnie przyczynić się do spektakularnej wiktorii takiej partii i do rozbicia zabetonowanego systemu.
    I to jest być może sytuacja, na którą liczy (czy trafnie czy nie – nie mi oceniać) ruch Kukiza.

    Od dawna chciałem napisać artykuł o tym, jak to powszechnie uważa się, że JOW-y prowadzą do okrzępnięcia systemu politycznego w dwie partie a wyjątkowy przykład Indii jednak nie do końca to potwierdza. Dziękuję Panu za ten ciekawy tekst i za inspirację – po jego przeczytaniu ostatecznie zdecydowałem o napisaniu czegoś podobnego o JOW-ach w Indiach.

    • Dziękuję za ciekawy komentarz. Bardzo chętnie przeczytam zapowiadany przez Pana tekst, tym bardziej, że Indie są dla mnie praktycznie ciemną plamą na mapie świata.

      Być może wyjątkowość Indii w tym temacie bierze się z poziomu biedy, poziomu rozwoju i wynikającej z powyższych niestabilności politycznej. Wszystkie inne kraje z JOW-ami, które przychodzą mi na myśl, zamieszkiwane są przez zamożne społeczeństwa i chociaż mają swoje problemy, są względnie stabilne politycznie.
      Raz jeszcze – trochę tutaj zgaduję i nie wiem jakiego typu partie polityczne są ostatnio na fali, ale być może w jakimś stopniu opisywane przez Pana zjawisko wynika z większej podatności Hindusów na populizm itp.

      „(…) matematycznie rzecz biorąc, [JOW-y] cementują tylko zwycięstwo zwycięzcy (…) I to jest być może sytuacja, na którą liczy Kukiz” – być może, tym bardziej przywołane przeze mnie przykłady A. Kwaśniewskiego i Lina mogą być tutaj przestrogą :)

      Pozdrawiam serdecznie, będę wyczekiwać Pańskiego tekstu.

Pozostaw odpowiedź