Komentarz eksperta,Top news

J. Piasecki: Na Dalekim Wschodzie bez zmian – następnym prezydentem Tajwanu będzie kobieta

Latem tego roku media na całym świecie epatowały bliźniaczo podobnymi nagłówkami: „Prezydentem Tajwanu po raz pierwszy będzie kobieta.” W drugiej połowie lipca rządzący Kuomintang (KMT – Chińska Partia Narodowa) nominował bowiem wiceprzewodniczącą Juanu Legislacyjnego (jednoizbowego parlamentu) Hung Hsiu-chu (洪秀柱) do wyścigu o najwyższy urząd i wiadomo było, że zmierzy się ona z przewodniczącą Demokratycznej Partii Postępu Tsai Ing-wen (蔡英文).

W obliczu katastrofalnych „osiągnieć” Hung na polu sondażowym KMT wycofał jednak wczoraj (17.10) jej kandydaturę, wystawiając w zamian swojego przewodniczącego – i zarazem burmistrza Nowego Tajpej – Erica Chu (朱立倫). Pomimo tego, można dzisiaj śmiało powtórzyć tezę ze wspomnianych wyżej nagłówków: w styczniu przyszłego roku prezydentem Tajwanu wybrana zostanie kobieta. Dlaczego Tsai ma zwycięstwo w kieszeni? Powodów jest kilka. Oto niektóre z nich.

Po pierwsze, Tsai Ing-wen przygotowywała się do wyścigu przez całą, trwającą od 2012 roku kadencję. To właśnie niemal cztery lata temu po raz pierwszy stanęła do walki o prezydenturę, ustępując jednak pola ubiegającemu się o reelekcję Ma Ying-jeou (馬英九). Jednocześnie elektorat zdążył oswoić się z nią jako poważnym kandydatem na najwyższy urząd, czego nie można powiedzieć o jej przeciwnikach.

Filigranowa i słynąca z ciętego języka Hung, nazywana z tego powodu Ostrą Papryczką, była kandydatką z przypadku. Świadzy o tym mnogość teorii nt. kulisów jej startu. Krytycy Ma Ying-jeou argumentowali, że KMT wystawił polityka pokroju Krystyny Pawłowicz (w sensie kontrowersyjności i kultury politycznej, nie poglądów), ponieważ prezydent blokował swoich wewnątrzpartyjnych oponentów – przewodniczącego Juanu Legislacyjnego Wang Jin-pinga (王金平), z którym od dawna jest skonfliktowany, a nawet Erica Chu.

Źródło - Facebook, CH THONIC 閃靈's Photos.jpg

Źródło – Facebook, CH THONIC 閃靈’s Photos.jpg

Nie brakowało także głosów, że żaden ze wspomnianych wyżej polityków nie zdecydował się na start, by nie zakończyć swojej kariery spektakularną porażką. W obliczu braku alternatywy do wyścigu postanowiła stanąć Hung. I tutaj znowu dwie teorie. Według pierwszej z nich wykorzystała okazję, by zbudować sobie pozycję w partii, licząc oczywiście na cud nad urną, ale bez większego entuzjazmu. Inna teoria głosi, że start Ostrej Papryczki był zaledwie blefem. Problem w tym, że adresaci tego zagrania powiedzieli „sprawdzam,” zaskakując samą Hung, która nie mogła się już wycofać z wyścigu, na który nie była przygotowana.

Na nieszczęście dla KMT, Eric Chu również sprawia wrażenie kandydata z przypadku. Pomimo tego, że jako przewodniczący Kuomintangu powinien być jego naturalnym kandydatem, przez długi czas grał na zwłokę i został niejako zmuszony do startu w obliczu katastrofalnego dla wizerunku partii rządzącej „efektu Hung.” Nie od dzisiaj wiadomo, że polityk może się mylić, ale nie powinien się wahać. Chu zgrzeszył podwójnie: mylił się uważając, że uda mu się przeczekać kryzys na stanowisku burmistrza najwększej tajwańskiej aglomeracji i jednocześnie wykazał się niezdecydowaniem. Dramatyczna decyzja o starcie, ogłoszona za pięć dwunasta, komentowana jest dosyć jednoznacznie: przewodniczący KMT tak naprawdę nie walczy o prezydenturę, bo sprawa jest just posprzątana. Chodzi już tylko o to, by zatrzymać „efekt Hung” i wywalczyć dla partii możliwie dużą pulę miejsc w parlamencie, gdzie również spodziewana jest porażka. Pytanie tylko czy przyznanie, że Hung była kandydatem chybionym i eksponowanie podziałów w łonie KMT nie spowoduje więcej szkód niż pożytku.

Po drugie, Tsai, w odróżnieniu od naszego „pewniaka” – Bronisława Komorowskiego – wywodzi się z ugrupowania opozycyjnego. Nie musi się więc obawiać efektu zmęczenia elektoratu, który w naturalny sposób za wszystkie problemy wini rządzących. DPP nie pociągnie więc jej w dół, tak jak PO i jej afery oddały niedźwiedzią przysługę Komorowskiemu. Tym bardziej, że tradycyjny straszak na wyborców – w postaci zaognienia stosunków z Chinami w razie zwycięstwa DPP – przestał działać.

Partia pod kierownictwem Tsai wyciągęła wnioski z poprzedniej porażki i przeszła głęboką ewolucję w kontekście polityki wobec Pekinu. Domunijący nurt DPP – z Tsai na czele – nie nawołuje już do niepodległości de jure (alternatywa, którą Chiny oficjalnie traktują jako powód do konfliktu zbrojnego), tylko zobowiązuje się do utrzymania status quo w Ceśninie Tajwańskiej. W tym kontekście stanowiska obu partii wyraźnie zbiżyły się do siebie, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom społecznym.

Zdecydowania większość Tajwańczyków przeciwna jest bowiem zarówno formalnej niepodległości wyspy, jak i reunifikacji z kontynentem. Biorąc pod uwagę nastroje społeczne i ogólne rozczarowanie minionymi dwiema kadencjami, zmniejszenie znaczenia czynnika chińskiego w nadchodzących wyborach działa głównie na korzyść DPP, która zdołała pozbyć się łatki partii nieodpowiedzialnej, nieracjonalnej i co za tym idzie – niewybieralnej. Potwierdzeniem tego trendu była wyjątkowo udana wizyta Tsai na przełomie maja i czerwca tego roku w Stanach Zjednoczonych, które w przeszłości były nieufne wobec DPP w kontekście relacji Tajpej z Pekinem.

Po trzecie, znowu w odróżnieniu od Komorowskiego, Tsai nie jest obciachowa. Wręcz przeciwnie – traktowana jest przez wielu Tajwańczyków jak ikona pop kultury. Podobnie jak Barack Obama, kiedy był u szczytu popularności. Kiedy w sieci pojawiła się okładka magazynu Time z profilem Tsai Ying-wen, nie brakowało złośliwych komentarzy, że przewodnicząca DPP wyszła na zdjęciu bardzo niekorzystnie, a nawet że przypomina Mistrza Yodę z serii Star Wars. Temat szybko został jednak podłapany przez zwolenników Tsai, a całość obrócona w przychylny dla niej żart. Można odnieść wrażenie, że porównianie do Yody dodało tylko Tsai mocy.

Samej szefowej DPP także nie brakuje dystansu do siebie – na tym zdjęciu wykonuje gest „devil’s horns” wspólnie z Freddym Lim – wokalistą popularnego zespołu death metalowego Chthonic i jednocześnie kandydatem w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Innym przejawem jej popularności, zwłaszcza wśród młodych ludzi, którzy prezentują znacznie bardziej liberalne postawy na tle dosyć tradycyjnego tajwańskiego społeczeństwa, jest sukses wydanej przez jej sztab karty komunikacji miejskiej „Light up Taiwan.” Pierwszy nakład, liczący 3000 sztuk, rozszedł się w pół godziny, przynosząc milion dolarów tajwańskich dochodu (ponad 100 tyś, złotych) na kampanię Tsai.  Drugi, tęczowy nakład (18 tysięcy sztuk, ponad 50 złotych za sztukę), promujący małżęństwa jednopłciowe, rozszedł się w zaledwie 15 minut. Warto wspomnieć, że zwykła karta komunikacji miejskiej kosztuje w przeliczeniu nieco ponad 10 złotych.

Konkludując, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Tajwan będzie miał kobietę prezydenta. Rządząca KMT nie potrafi się zmobilizować, nie mówiąc już o mobilizacji wyborców i zamiast tego grzęźnie we własnym bagnie, czego przejawem były burzliwe kulisy wycofania kandydatury Hung (zwolennicy KMT protestowali pod siedzibą KMT). Tsai nieprzerwanie jest na fali wznoszącej i może spodziewać się imponującego wyniku i solidnego mandatu społecznego. Z jednej strony oznacza to łątwą i przyjemną kampanię. Z drugiej – rozbuchane oczekiwania elektoratu, którym nie łatwo będzie sprostać w zderzeniu w rzeczywistością. Tsai bardzo sprawnie radzi sobie w kampanii, unikając konkretów odnośnie stosunków z Chinami i skupiając się na codzinnych problemach, takich jak wyśróbowane ceny nieruchomości czy niski przyrost naturalny. Jednocześnie jest postacią bardzo medialną. Wszystko to składa się na wysokie pokłady energii zgromadzone przez Tsai Ying-wen i jej zwolenników. Pytanie tylko czy tej energii (lub mocy, trzymając się porównań do Mistrza Yody) wystarczy na całą kadencję. Prawdziwy bój będzie ją bowiem czekał w walce o reelekcję, kiedy to elektorat nie będzie jej rozliczał ze słów, tylko z czynów. A oczekiwania wobec przyszłej pani prezydent są ogromne.

Jakub Piasecki (謝佳倫 – Xie Jia-lun) – Graduate of the Faculty of International and Political Studies at the Jagiellonian University in Krakow. From 2009 to 2012, he worked for the European Parliament as a Press Officer and Policy Advisor on China. Following close to four years of service at the EP, he moved to Taipei, where he completed a Visiting Fellowship at the Taiwan Foundation for Democracy. He is currently a Visiting Fellow at the Taiwanese Ministry of Foreign Affairs, where he conducts research on Taiwan’s relations with the European Union. His areas of expertise cover Taiwan and cross-strait relations. Fluent in English and Chinese.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
J. Piasecki: Na Dalekim Wschodzie bez zmian – następnym prezydentem Tajwanu będzie kobieta Reviewed by on 21 października 2015 .

Latem tego roku media na całym świecie epatowały bliźniaczo podobnymi nagłówkami: „Prezydentem Tajwanu po raz pierwszy będzie kobieta.” W drugiej połowie lipca rządzący Kuomintang (KMT – Chińska Partia Narodowa) nominował bowiem wiceprzewodniczącą Juanu Legislacyjnego (jednoizbowego parlamentu) Hung Hsiu-chu (洪秀柱) do wyścigu o najwyższy urząd i wiadomo było, że zmierzy się ona z przewodniczącą Demokratycznej Partii

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź