Artykuły,Polecane,Publicystyka

J.A. Olędzki: Azjatyckie zbrojenia

Rosnący poziom zamożności kluczowych graczy kontynentu azjatyckiego przejawia się nie tylko we wzroście inwestycji, zamożności społeczeństw czy PKB, ale również we wzroście zaawansowania technologicznego i potencjału narodowych sił zbrojnych. Jak wskazują dane statystyczne Banku Światowego i Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (Stockholm International Peace Research Institute, SIPRI), zjawisko to jest szczególnie wyraźnie obserwowalne w Azji. Wśród czołowej piętnastki państw wydających największe kwoty na zbrojenia znalazło się sześć państw z Azji – Chiny (2.), Arabia Saudyjska (4.), Japonia (8.), Indie (9.), Korea Południowa (10.) i Zjednoczone Emiraty Arabskie (15.). Jeśli do tej grupy zaliczyć też dwa państwa „euroazjatyckie”, Rosję (3.) i Turcję (14.), kontynent azjatycki definitywnie staje się liderem w dziedzinie wydatków na zbrojenia.

Należy tu nadmienić, że obok poziomu wydatków na zbrojenia bardzo istotnym wskaźnikiem jest wielkość importu i eksportu narodowego w tym sektorze. Zdecydowanym liderem w wydatkach i eksporcie są Stany Zjednoczone, które planują przeznaczyć na sektor militarny 585 mld USD w 2015 r., a ich udział w eksporcie w latach 2009-2013 kształtował się na poziomie 29% całkowitego obrotu produktami militarnymi na świecie. Nieznacznie mniejszy, bo 27%, udział ma Rosja (2.), dla której sektor zbrojeniowy obok energetycznego generuje lwią część dochodów budżetowych. Z kolei Chiny (4.), które z roku na rok zwiększają wydatki na zbrojenia i obecnie są na drugim miejscu w tej kategorii (141,45 mld USD), mają tylko 6% udział w obrocie bronią. Spośród pozostałych azjatyckich państw, które znalazły się na liście „piętnastki” tylko Korea Południowa (13.) jest wartym odnotowania eksporterem, z udziałem około 1%.

Struktura eksporterów w zestawieniu z państwami wydającymi najwięcej na zbrojenia pozwala na łatwą identyfikacje największych importerów, wśród których niekwestionowanym liderem są Indie z udziałem 14%. Drugie miejsce zajmują Chiny (5%), a następnie Pakistan (5%), ZEA (4%) i Arabia Saudyjska (4%). W pierwszej dziesiątce importerów znalazły się jeszcze dwa azjatyckie państwa – Korea Południowa (8.) i Singapur (9.) z udziałami odpowiednio 4% i 3%.

Rosnące wydatki na zbrojenia w Azji są efektem dwóch czynników. Pierwszym jest zwiększająca się (lub już wysoka) zamożność państw, a drugim wzrost napięć na tle etnicznym, religijnym i politycznym. Azja kontynentalna od dziesięcioleci pozostaje jednym z najbardziej zapalnych punktów na globie, przy czym regionalne konflikty znajdują swoje odbicie w kondycji całej gospodarki światowej. Oprócz tradycyjnego już konfliktu izraelsko-palestyńskiego, coraz większy niepokój budzi agresywny rozwój samozwańczego Państwa Islamskiego (PI) – kalifatu utworzonego na znacznych obszarach Syrii i części Iraku. Wobec osłabionej wojną domową Syrii i zdestabilizowanego przez amerykańską interwencję Iraku, plany kalifatu stają się realnym zagrożeniem agresją dla innych państw islamskich w regionie. Trudno się więc dziwić, że zamożne kraje arabskie, jak Arabia Saudyjska czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, zaczęły realizację intensywnego programu zbrojeń. W dodatku nie bardzo mogą one już liczyć na aktywną pomoc ze strony Stanów Zjednoczonych na skutek znaczącego spadku zdolności finansowej Waszyngtonu do projekcji siły (koszty wojen w latach 2001-2014 w Afganistanie i w Iraku są szacowane a 3,374 bln USD), ale też i zapewne po części w wyniku realizowania polityki niskich cen na surowce energetyczne, co miało uderzyć w opłacalność amerykańskich inwestycji w gaz łupkowy. Azja nie może również liczyć na wsparcie militarne Unii Europejskiej, która nie tylko nie jest zdolna do projekcji siły, ale nawet do podjęcia decyzji w kwestii przyjęcia wspólnej strategii postępowania wobec konfliktów w Europie.

Nieco inne są przyczyny zbrojeń realizowanych przez Chiny i Indie. Przez lata rosnącej potędze gospodarczej Państwa Środka towarzyszył proporcjonalny udział wydatków w sektorze militarnym, który kształtował się na średniorocznym poziomi 2,1% (najwyższy był w latach 1989-90 i w roku 1992 – 2,5%, najniższy w roku 1997 – 1,6%). Polityka Chin wobec konfliktów, które nie dotyczą ich bezpośrednio, jest neutralna i stanowi realizację jednego z elementów „strategii 28 chińskich znaków” Deng Xiapinga – trzymania się poza awangardą polityczną świata (pozostawania w ukryciu). Pekin nie angażuje się więc po żadnej ze stron, ograniczając zaangażowanie do udzielania pomocy humanitarnej lub inwestycji wspierających rozwój gospodarczy. Chiny zresztą oficjalnie potwierdzają, że nie mają zamiaru podejmowania rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi o prymat na arenie militarnej. Postawa chińskich władz wynika z pragmatyzmu, zdają sobie bowiem sprawę, że zniwelowanie przepaści technologicznej i w potencjałach obu armii wymagałoby dziesiątek lat inwestycji, co najmniej kilkakrotnie przekraczających nakłady amerykańskie. Pekin nie ma zresztą takich ambicji ani potrzeby, bowiem w przeciwieństwie do Waszyngtonu nie zamierza pełnić roli światowego „żandarma”. Niemniej, każde państwo stające się mocarstwem musi zadbać o odpowiedni poziom „siły odstraszającej” i to jest właśnie główny cel chińskich inwestycji w zbrojenia. Należy też zwrócić uwagę, że Chiny są również eksporterem broni, przy czym coraz częściej występują w roli dostawców broni wysoko zaawansowanej technologicznie. Przykładem jest choćby wygrany przetarg na dostawę rakiet ziemia-powietrze dalekiego zasięgu HQ-9 do Turcji, spodziewany kontrakt na dostawę dronów Rainbow No. 4 do Pakistanu i potwierdzona przez rząd Pakistanu dostawa 8 łodzi podwodnych Typ 041, a także rozwijana współpraca z tym państwem w zakresie konstrukcji samolotów myśliwskich JF-17.

Zbroją się również Indie, których wydatki na sektor militarny wyniosą w roku budżetowym 2015-16 40 mld USD, co oznacza wzrost o 11% rok do roku. Indyjskie inwestycje są odpowiedzią na zbrojenia chińskie, ale też wynikają z potrzeby wzmocnienia „siły odstraszającej” i realizacji strategii uczynienia z Oceanu Indyjskiego odpowiednika rzymskiego Mare Nostrum. Podobnie jak w przypadku Chin w inwestycjach indyjskich widoczna jest zmiana jakościowa – coraz większą uwagę przywiązuje się do rozwijania wojskowych technologii high-tech. Przez cały okres zimnej wojny i w latach 90. głównym dostawcą zaawansowanego uzbrojenia i nowoczesnych technologii pozostawała Rosja. Jednak sytuacja zdaje się coraz szybciej zmieniać, bowiem Indie są obiektem coraz silniejszego zainteresowania ze strony Francji, Stanów Zjednoczonych czy Izraela. Nie oznacza to jednak, że Rosja przestała być głównym partnerem w dziedzinie realizacji wspólnych projektów zbrojeniowych, które mają dla indyjskiej armii znaczenie priorytetowe. Jednym z elementów tej współpracy ma być kooperacja przy produkcji lekkich helikopterów wielozadaniowych Kamow 226, wspólne prace nad myśliwcem piątej generacji oraz samolotem transportowym o maksymalnym udźwigu 65 ton, który ma zastąpić wysłużone Bae 748 i An-26. Owocami tej kooperacji jest też Bhishma – indyjska wersja rosyjskiego czołgu ciężkiego T-90 i BrahMos – najszybsza na świcie naddźwiękowa rakieta krótkiego zasięgu, osiągająca prędkość do 3 Macha. Ważnym elementem współpracy jest też myśliwiec Su-30 MKI (Flanker-H), który powstał w kooperacji biur projektowych rosyjskiego Suchoja i indyjskiego Hindustana.

We współpracy z Rosją Indie realizują Zintegrowany Program Rozwoju Rakiet Kierowanych, w ramach którego powstało 5 modeli pocisków, w tym Prithvi-II zdolnego do przenoszenia 500-kilogramowych głowic nuklearnych i jego morska wersja Dhanush. Rosja nie jest jednak wyłącznym kooperantem w dziedzinie zaawansowanych technologii rakietowych, bowiem w lutym 2015 r. indyjska Kalyani Group i izraelaska Rafael Advanced Defence Systems utworzyły spółkę joint-venture, w której strona indyjska ma 51% udziałów. Celem działania firmy jest rozwijanie technologii rakietowych, zdalnych systemów bojowych i zaawansowanych rozwiązań w dziedzinie uzbrojenia.

Dynamikę indyjskich inwestycji w sektorze zbrojeniowym potwierdza wart 20 mld USD (początkowo było to 12 mld USD) kontrakt, jaki zawarł rząd tego kraju z francuską firmą Dassault Aviation Company na dostawę 126 nowoczesnych myśliwców Rafale. Faktem jest, że ta gigantyczna transakcja wciąż nie jest zatwierdzona do realizacji, pomimo zwycięstwa francuskiej firmy w przetargu. Ciągnący się od 2010 r. proces dopinania kontraktu opóźnia się głównie z winy wahających się władz Indii, które dążą do zawarcia w kontrakcie klauzuli o przeniesieniu części produkcji wraz z technologiami na teren Indii, na co z kolei nie chce przystać strona francuska. Warto dodać, że zwycięstwo Rafale mocno dotknęło Kreml, który uważał swoje wystawione do przetargu Su-30s za tańsze i „odpowiednie”. Indie tradycyjnie są mocno powiązane z francuskim przemysłem zbrojeniowym, który stanowi największą konkurencję dla rosyjskiego. Przykładem francusko-indyjskiej współpracy jest program budowy 75 okrętów podwodnych klasy Skorpena, trudnych do wykrycia dla sonarów, z których pierwszy został wodowany w kwietniu 2015 r., a jego wejście do służby jest planowane na rok 2016. Pięć kolejnych jednostek ma być oddanych do służby do 2020 r., a wartość kontraktu, który realizuje francuska firma DCNS jest szacowana na 4,6 mld USD.

Rosnąca potęga militarna Indii jest sygnałem do podjęcia podobnych działań przez Pakistan. Permanentny spór o Kaszmir uniemożliwia każdemu z państw bezkonfliktową koegzystencję, i to pomimo wspólnego zaangażowania w Szanghajskiej Organizacji Współpracy czy obecnie w Azjatyckim Banku Inwestycji Infrastrukturalnych. Dysproporcje w rozwoju gospodarczym nie pozwalają Pakistanowi na dotrzymanie Indiom kroku w dynamice zbrojeń, ale dzięki chińskiej pomocy Islamabad przyspieszył modernizację swojej armii. Oprócz wspomnianego wartego 5 mld USD kontraktu z Chinami na dostawę 8 okrętów podwodnych, do gry o pakistańskie zbrojenia włączyły się też Stany Zjednoczone, których relacje z Islamabadem w ostatnich latach bardzo się ochłodziły. Amerykański Departament Stanu zatwierdził sprzedaż broni do tego państwa na łączna kwotę 962 mln USD. Głównymi przedmiotami transakcji jest 15 helikopterów szturmowych AH-1Z Viper i 1000 rakiet Hellfire II, które mają być użyte w celu wzmacniania operacji antyterrorystycznych na terytorium Pakistanu. Dodatkową motywacją do inwestycji w sferę militarną jest dla Pakistanu bezpośrednie zagrożenie z sąsiedniego niestabilnego Afganistanu oraz rosnące wpływy fundamentalistów islamskich, w tym napływających z Państwa Islamskiego.

Chiny stały się ważnym dostawcą broni do Pakistanu od 1992 r., gdy dostarczyły 34 rakiety balistyczne średniego zasięgu M-11. Obecnie Państwo Środka pozostaje głównym kooperantem pakistańskiego przemysłu zbrojeniowego, a owocami tej współpracy są lekki myśliwiec JF-17, oparty na chińskim FC-1, oraz kosztujące po 750 mln USD cztery 2500-tonowe fregaty F-22P Zulfiquar.

Źródło: flickr.com, DVIDSHUB

Źródło: flickr.com, DVIDSHUB

Do grona kluczowych rynków uzbrojenia dołączyła Korea Południowa, która (podobnie jak Japonia) korzysta z amerykańskiego parasola ochronnego. Bez wątpienia główną przyczyną koreańskich zbrojeń jest kłopotliwe sąsiedztwo Korei Północnej, której kolejni przywódcy cechują się chimerycznymi i nieprzewidywalnymi zachowaniami. Program zbrojeń pogrążonej w kryzysie i głodzie Korei Północnej wydaje się nie tracić na dynamice, co wymusza na Seulu wzmocnienie sił obronnych. Głównym dostawcą są oczywiście Stany Zjednoczone, które też bez wątpienia odpowiednio podgrzewają atmosferę zagrożenia w związku z chińskim programem zbrojeniowym i sporami terytorialnymi o Wyspy Paracelskie, Spratly i Płyciznę Scarborough. W pierwszej kolejności Korea Płd. zdecydowała się na modernizacji systemu Patriot, który stanowi podstawę jej systemu obrony powietrznej, przeznaczając na ten cel 769 mln USD. Realizację modernizacji powierzono oczywiście amerykańskiemu dostawcy Raytheon Integrated Defense Systems.

Na zakończenie tego krótkiego przeglądu zbrojeń azjatyckich wypada wspomnieć o sytuacji militarnej Tajwanu. Republika Chińska, obok Japonii i Korei Południowej, stanowiła główny obszar amerykańskich dostaw broni w ramach tzw. Taiwan’s Relations Act, co notorycznie spotykało się z ostrym potępieniem i ostrzeżeniami dla Waszyngtonu ze strony Pekinu. Szczególnie silne emocje ze strony Chin wzbudziła amerykańsko-tajwańska umowa, w myśl której Waszyngton zobowiązywał się do przekazania Tajwanowi broni za ponad 6 mld USD. Przedmiotem umowy było m.in. 114 pocisków antyrakietowych PAC-3, 60 helikopterów UH-60M Black Hawk, 60 systemów informacyjnych MIDS, 2 trałowce klasy Osprey i 12 pocisków przeciwokrętowych Harpoon (w wersji ćwiczebnej).

Zmiany polityczne na Tajwanie (przejęcie władzy przez Demokratyczna Partię Postępu i prezydentura jej przywódcy Ma Ying-jeou) i zbliżenie gospodarcze obu państw chińskich w postaci Ramowej Umowy o Współpracy Ekonomicznej (Economic Cooperation Frame Agreement – ECFA) zmniejszyło napięcie między obu krajami, co przełożyło się na zahamowanie amerykańskich dostaw uzbrojenia. Nie oznacza to, że Tajwan zrezygnował z programu dozbrajania swojej armii, o czym świadczy ogłoszony przez jeszcze przez prezydenta Ma program zwiększenia wydatków na ten cel do 3% PKB (obecnie wynosi 2,2%, czyli ok. 10,5 mld USD). 23-milionowy Tajwan rozwija też własny przemysł zbrojeniowy, czego najświeższym przejawem jest przekazanie marynarce wojennej dwóch okrętów w całości zbudowanych na wyspie. Pierwszym z nich jest 500-tonowa korweta Tuo Jiang, która kosztowała tajwański rząd ponad 66 mln USD. Warto podkreślić, że korweta została wyposażona w systemy rakiet do zwalczania okrętów Hsiung Feng II i III, które również są produkowane na Tajwanie. Drugą jednostką jest statek zaopatrzeniowy Pan Shi o wyporności 20 tys. ton, na który Tajwan wydał 130 mln USD.

Rosnące wydatki na zbrojenia można odczytywać z jednej strony jako wzrost ambicji mocarstwowych (Chiny, Indie), ale też jako dążenie do wzmocnienia własnej obronności wobec eskalacji zagrożeń agresją ze strony muzułmańskich fundamentalistów, jak i mających swoje źródło we wspomnianych przykładowo sporach terytorialnych i różnicach światopoglądowych (Korea Północna i Południowa). Bez wątpienia Azja stanie się na najbliższe lata, a wiele wskazuje, że nawet na dziesięciolecia, wiodącym rynkiem importu broni. Wynika to z rosnącej rywalizacji Chin i Indii, jak również efektu wpływów czołowych państw-eksporterów broni, zwłaszcza zaawansowanej technologicznie (Rosja, Stany Zjednoczone, Niemcy, Francja, Wielka Brytania). Wzrastające mocarstwa, jak Chiny czy Indie, będą dążyć do ograniczenia importu gotowych produktów na rzecz rozwijania własnych technologii, czy to samodzielnie, czy to w kooperacji. Warto zwrócić uwagę na Chiny, które choć militarnie ustępują i zapewne w przewidywalnej przyszłości będą ustępować Stanom Zjednoczonym, to jednak stają się coraz poważniejszym konkurentem dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego. Przykładem są choćby wspomniane rakiety typu HQ, ale też drony serii Rainbow czy samoloty bojowe JF-17. Poziom zaawansowania technologicznego chińskiego przemysłu zbrojeniowego jest coraz wyższy, co przy niższych kosztach produkcji sprawia, że produkty Państwa Środka coraz skuteczniej konkurują z amerykańskimi, francuskimi czy brytyjskimi.

Nie należy jednak zapominać, że eskalacja zbrojeń, zwłaszcza motywowanych sporami terytorialnymi, może mieć fatalne konsekwencje w postaci wybuchu konfliktu, niekoniecznie zamierzonego przez którąkolwiek ze stron. Takie zagrożenie dotyczy zwłaszcza relacji indyjsko-pakistańskich w kwestii Kaszmiru czy obu Korei. Jednocześnie zbrojenia są też techniką zapobiegania konfliktom. Warto w tej kwestii odwołać się do pracy naukowej z zakresu wykorzystania teorii gier w strategii konfliktu Thomasa C. Schellinga, za którą w 2005 r. otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Według Schellinga istotą zapobiegania konfliktów jest bowiem skuteczne odstraszanie, polegające na przekonaniu przeciwnika o nieopłacalności aktu agresji. Rozładowanie konfliktu może się odbyć na drodze negocjacji (poszukiwania punktów wspólnych korzyści), ale warunkiem ich skuteczności jest istnienie wspólnego interesu obu stron. Dlatego tak istotne jest, by procesowi zbrojeń towarzyszyło rozwijanie wielostronnych relacji gospodarczych, a także społecznych między skonfliktowanymi stronami.

Rosnący poziom zamożności kluczowych graczy kontynentu azjatyckiego przejawia się nie tylko we wzroście inwestycji, zamożności społeczeństw czy PKB, ale również we wzroście zaawansowania technologicznego i potencjału narodowych sił zbrojnych. Jak wskazują dane statystyczne Banku Światowego i Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (Stockholm International Peace Research Institute, SIPRI), zjawisko to jest szczególnie wyraźnie obserwowalne w Azji. Wśród czołowej piętnastki państw wydających największe kwoty na zbrojenia znalazło się sześć państw z Azji – Chiny (2.), Arabia Saudyjska (4.), Japonia (8.), Indie (9.), Korea Południowa (10.) i Zjednoczone Emiraty Arabskie (15.). Jeśli do tej grupy zaliczyć też dwa państwa „euroazjatyckie”, Rosję (3.) i Turcję (14.), kontynent azjatycki definitywnie staje się liderem w dziedzinie wydatków na zbrojenia.

Należy tu nadmienić, że obok poziomu wydatków na zbrojenia bardzo istotnym wskaźnikiem jest wielkość importu i eksportu narodowego w tym sektorze. Zdecydowanym liderem w wydatkach i eksporcie są Stany Zjednoczone, które planują przeznaczyć na sektor militarny 585 mld USD w 2015 r., a ich udział w eksporcie w latach 2009-2013 kształtował się na poziomie 29% całkowitego obrotu produktami militarnymi na świecie. Nieznacznie mniejszy, bo 27%, udział ma Rosja (2.), dla której sektor zbrojeniowy obok energetycznego generuje lwią część dochodów budżetowych. Z kolei Chiny (4.), które z roku na rok zwiększają wydatki na zbrojenia i obecnie są na drugim miejscu w tej kategorii (141,45 mld USD), mają tylko 6% udział w obrocie bronią. Spośród pozostałych azjatyckich państw, które znalazły się na liście „piętnastki” tylko Korea Południowa (13.) jest wartym odnotowania eksporterem, z udziałem około 1%.

Struktura eksporterów w zestawieniu z państwami wydającymi najwięcej na zbrojenia pozwala na łatwą identyfikacje największych importerów, wśród których niekwestionowanym liderem są Indie z udziałem 14%. Drugie miejsce zajmują Chiny (5%), a następnie Pakistan (5%), ZEA (4%) i Arabia Saudyjska (4%). W pierwszej dziesiątce importerów znalazły się jeszcze dwa azjatyckie państwa – Korea Południowa (8.) i Singapur (9.) z udziałami odpowiednio 4% i 3%.

Rosnące wydatki na zbrojenia w Azji są efektem dwóch czynników. Pierwszym jest zwiększająca się (lub już wysoka) zamożność państw, a drugim wzrost napięć na tle etnicznym, religijnym i politycznym. Azja kontynentalna od dziesięcioleci pozostaje jednym z najbardziej zapalnych punktów na globie, przy czym regionalne konflikty znajdują swoje odbicie w kondycji całej gospodarki światowej. Oprócz tradycyjnego już konfliktu izraelsko-palestyńskiego, coraz większy niepokój budzi agresywny rozwój samozwańczego Państwa Islamskiego (PI) – kalifatu utworzonego na znacznych obszarach Syrii i części Iraku. Wobec osłabionej wojną domową Syrii i zdestabilizowanego przez amerykańską interwencję Iraku, plany kalifatu stają się realnym zagrożeniem agresją dla innych państw islamskich w regionie. Trudno się więc dziwić, że zamożne kraje arabskie, jak Arabia Saudyjska czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, zaczęły realizację intensywnego programu zbrojeń. W dodatku nie bardzo mogą one już liczyć na aktywną pomoc ze strony Stanów Zjednoczonych na skutek znaczącego spadku zdolności finansowej Waszyngtonu do projekcji siły (koszty wojen w latach 2001-2014 w Afganistanie i w Iraku są szacowane a 3,374 bln USD), ale też i zapewne po części w wyniku realizowania polityki niskich cen na surowce energetyczne, co miało uderzyć w opłacalność amerykańskich inwestycji w gaz łupkowy. Azja nie może również liczyć na wsparcie militarne Unii Europejskiej, która nie tylko nie jest zdolna do projekcji siły, ale nawet do podjęcia decyzji w kwestii przyjęcia wspólnej strategii postępowania wobec konfliktów w Europie.

Nieco inne są przyczyny zbrojeń realizowanych przez Chiny i Indie. Przez lata rosnącej potędze gospodarczej Państwa Środka towarzyszył proporcjonalny udział wydatków w sektorze militarnym, który kształtował się na średniorocznym poziomi 2,1% (najwyższy był w latach 1989-90 i w roku 1992 – 2,5%, najniższy w roku 1997 – 1,6%). Polityka Chin wobec konfliktów, które nie dotyczą ich bezpośrednio, jest neutralna i stanowi realizację jednego z elementów „strategii 28 chińskich znaków” Deng Xiapinga – trzymania się poza awangardą polityczną świata (pozostawania w ukryciu). Pekin nie angażuje się więc po żadnej ze stron, ograniczając zaangażowanie do udzielania pomocy humanitarnej lub inwestycji wspierających rozwój gospodarczy. Chiny zresztą oficjalnie potwierdzają, że nie mają zamiaru podejmowania rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi o prymat na arenie militarnej. Postawa chińskich władz wynika z pragmatyzmu, zdają sobie bowiem sprawę, że zniwelowanie przepaści technologicznej i w potencjałach obu armii wymagałoby dziesiątek lat inwestycji, co najmniej kilkakrotnie przekraczających nakłady amerykańskie. Pekin nie ma zresztą takich ambicji ani potrzeby, bowiem w przeciwieństwie do Waszyngtonu nie zamierza pełnić roli światowego „żandarma”. Niemniej, każde państwo stające się mocarstwem musi zadbać o odpowiedni poziom „siły odstraszającej” i to jest właśnie główny cel chińskich inwestycji w zbrojenia. Należy też zwrócić uwagę, że Chiny są również eksporterem broni, przy czym coraz częściej występują w roli dostawców broni wysoko zaawansowanej technologicznie. Przykładem jest choćby wygrany przetarg na dostawę rakiet ziemia-powietrze dalekiego zasięgu HQ-9 do Turcji, spodziewany kontrakt na dostawę dronów Rainbow No. 4 do Pakistanu i potwierdzona przez rząd Pakistanu dostawa 8 łodzi podwodnych Typ 041, a także rozwijana współpraca z tym państwem w zakresie konstrukcji samolotów myśliwskich JF-17.

Zbroją się również Indie, których wydatki na sektor militarny wyniosą w roku budżetowym 2015-16 40 mld USD, co oznacza wzrost o 11% rok do roku. Indyjskie inwestycje są odpowiedzią na zbrojenia chińskie, ale też wynikają z potrzeby wzmocnienia „siły odstraszającej” i realizacji strategii uczynienia z Oceanu Indyjskiego odpowiednika rzymskiego Mare Nostrum. Podobnie jak w przypadku Chin w inwestycjach indyjskich widoczna jest zmiana jakościowa – coraz większą uwagę przywiązuje się do rozwijania wojskowych technologii high-tech. Przez cały okres zimnej wojny i w latach 90. głównym dostawcą zaawansowanego uzbrojenia i nowoczesnych technologii pozostawała Rosja. Jednak sytuacja zdaje się coraz szybciej zmieniać, bowiem Indie są obiektem coraz silniejszego zainteresowania ze strony Francji, Stanów Zjednoczonych czy Izraela. Nie oznacza to jednak, że Rosja przestała być głównym partnerem w dziedzinie realizacji wspólnych projektów zbrojeniowych, które mają dla indyjskiej armii znaczenie priorytetowe. Jednym z elementów tej współpracy ma być kooperacja przy produkcji lekkich helikopterów wielozadaniowych Kamow 226, wspólne prace nad myśliwcem piątej generacji oraz samolotem transportowym o maksymalnym udźwigu 65 ton, który ma zastąpić wysłużone Bae 748 i An-26. Owocami tej kooperacji jest też Bhishma – indyjska wersja rosyjskiego czołgu ciężkiego T-90 i BrahMos – najszybsza na świcie naddźwiękowa rakieta krótkiego zasięgu, osiągająca prędkość do 3 Macha. Ważnym elementem współpracy jest też myśliwiec Su-30 MKI (Flanker-H), który powstał w kooperacji biur projektowych rosyjskiego Suchoja i indyjskiego Hindustana.

We współpracy z Rosją Indie realizują Zintegrowany Program Rozwoju Rakiet Kierowanych, w ramach którego powstało 5 modeli pocisków, w tym Prithvi-II zdolnego do przenoszenia 500-kilogramowych głowic nuklearnych i jego morska wersja Dhanush. Rosja nie jest jednak wyłącznym kooperantem w dziedzinie zaawansowanych technologii rakietowych, bowiem w lutym 2015 r. indyjska Kalyani Group i izraelaska Rafael Advanced Defence Systems utworzyły spółkę joint-venture, w której strona indyjska ma 51% udziałów. Celem działania firmy jest rozwijanie technologii rakietowych, zdalnych systemów bojowych i zaawansowanych rozwiązań w dziedzinie uzbrojenia.

Dynamikę indyjskich inwestycji w sektorze zbrojeniowym potwierdza wart 20 mld USD (początkowo było to 12 mld USD) kontrakt, jaki zawarł rząd tego kraju z francuską firmą Dassault Aviation Company na dostawę 126 nowoczesnych myśliwców Rafale. Faktem jest, że ta gigantyczna transakcja wciąż nie jest zatwierdzona do realizacji, pomimo zwycięstwa francuskiej firmy w przetargu. Ciągnący się od 2010 r. proces dopinania kontraktu opóźnia się głównie z winy wahających się władz Indii, które dążą do zawarcia w kontrakcie klauzuli o przeniesieniu części produkcji wraz z technologiami na teren Indii, na co z kolei nie chce przystać strona francuska. Warto dodać, że zwycięstwo Rafale mocno dotknęło Kreml, który uważał swoje wystawione do przetargu Su-30s za tańsze i „odpowiednie”. Indie tradycyjnie są mocno powiązane z francuskim przemysłem zbrojeniowym, który stanowi największą konkurencję dla rosyjskiego. Przykładem francusko-indyjskiej współpracy jest program budowy 75 okrętów podwodnych klasy Skorpena, trudnych do wykrycia dla sonarów, z których pierwszy został wodowany w kwietniu 2015 r., a jego wejście do służby jest planowane na rok 2016. Pięć kolejnych jednostek ma być oddanych do służby do 2020 r., a wartość kontraktu, który realizuje francuska firma DCNS jest szacowana na 4,6 mld USD.

Rosnąca potęga militarna Indii jest sygnałem do podjęcia podobnych działań przez Pakistan. Permanentny spór o Kaszmir uniemożliwia każdemu z państw bezkonfliktową koegzystencję, i to pomimo wspólnego zaangażowania w Szanghajskiej Organizacji Współpracy czy obecnie w Azjatyckim Banku Inwestycji Infrastrukturalnych. Dysproporcje w rozwoju gospodarczym nie pozwalają Pakistanowi na dotrzymanie Indiom kroku w dynamice zbrojeń, ale dzięki chińskiej pomocy Islamabad przyspieszył modernizację swojej armii. Oprócz wspomnianego wartego 5 mld USD kontraktu z Chinami na dostawę 8 okrętów podwodnych, do gry o pakistańskie zbrojenia włączyły się też Stany Zjednoczone, których relacje z Islamabadem w ostatnich latach bardzo się ochłodziły. Amerykański Departament Stanu zatwierdził sprzedaż broni do tego państwa na łączna kwotę 962 mln USD. Głównymi przedmiotami transakcji jest 15 helikopterów szturmowych AH-1Z Viper i 1000 rakiet Hellfire II, które mają być użyte w celu wzmacniania operacji antyterrorystycznych na terytorium Pakistanu. Dodatkową motywacją do inwestycji w sferę militarną jest dla Pakistanu bezpośrednie zagrożenie z sąsiedniego niestabilnego Afganistanu oraz rosnące wpływy fundamentalistów islamskich, w tym napływających z Państwa Islamskiego.

Chiny stały się ważnym dostawcą broni do Pakistanu od 1992 r., gdy dostarczyły 34 rakiety balistyczne średniego zasięgu M-11. Obecnie Państwo Środka pozostaje głównym kooperantem pakistańskiego przemysłu zbrojeniowego, a owocami tej współpracy są lekki myśliwiec JF-17, oparty na chińskim FC-1, oraz kosztujące po 750 mln USD cztery 2500-tonowe fregaty F-22P Zulfiquar.

Do grona kluczowych rynków uzbrojenia dołączyła Korea Południowa, która (podobnie jak Japonia) korzysta z amerykańskiego parasola ochronnego. Bez wątpienia główną przyczyną koreańskich zbrojeń jest kłopotliwe sąsiedztwo Korei Północnej, której kolejni przywódcy cechują się chimerycznymi i nieprzewidywalnymi zachowaniami. Program zbrojeń pogrążonej w kryzysie i głodzie Korei Północnej wydaje się nie tracić na dynamice, co wymusza na Seulu wzmocnienie sił obronnych. Głównym dostawcą są oczywiście Stany Zjednoczone, które też bez wątpienia odpowiednio podgrzewają atmosferę zagrożenia w związku z chińskim programem zbrojeniowym i sporami terytorialnymi o Wyspy Paracelskie, Spratly i Płyciznę Scarborough. W pierwszej kolejności Korea Płd. zdecydowała się na modernizacji systemu Patriot, który stanowi podstawę jej systemu obrony powietrznej, przeznaczając na ten cel 769 mln USD. Realizację modernizacji powierzono oczywiście amerykańskiemu dostawcy Raytheon Integrated Defense Systems.

Na zakończenie tego krótkiego przeglądu zbrojeń azjatyckich wypada wspomnieć o sytuacji militarnej Tajwanu. Republika Chińska, obok Japonii i Korei Południowej, stanowiła główny obszar amerykańskich dostaw broni w ramach tzw. Taiwan’s Relations Act, co notorycznie spotykało się z ostrym potępieniem i ostrzeżeniami dla Waszyngtonu ze strony Pekinu. Szczególnie silne emocje ze strony Chin wzbudziła amerykańsko-tajwańska umowa, w myśl której Waszyngton zobowiązywał się do przekazania Tajwanowi broni za ponad 6 mld USD. Przedmiotem umowy było m.in. 114 pocisków antyrakietowych PAC-3, 60 helikopterów UH-60M Black Hawk, 60 systemów informacyjnych MIDS, 2 trałowce klasy Osprey i 12 pocisków przeciwokrętowych Harpoon (w wersji ćwiczebnej).

Zmiany polityczne na Tajwanie (przejęcie władzy przez Demokratyczna Partię Postępu i prezydentura jej przywódcy Ma Ying-jeou) i zbliżenie gospodarcze obu państw chińskich w postaci Ramowej Umowy o Współpracy Ekonomicznej (Economic Cooperation Frame Agreement – ECFA) zmniejszyło napięcie między obu krajami, co przełożyło się na zahamowanie amerykańskich dostaw uzbrojenia. Nie oznacza to, że Tajwan zrezygnował z programu dozbrajania swojej armii, o czym świadczy ogłoszony przez jeszcze przez prezydenta Ma program zwiększenia wydatków na ten cel do 3% PKB (obecnie wynosi 2,2%, czyli ok. 10,5 mld USD). 23-milionowy Tajwan rozwija też własny przemysł zbrojeniowy, czego najświeższym przejawem jest przekazanie marynarce wojennej dwóch okrętów w całości zbudowanych na wyspie. Pierwszym z nich jest 500-tonowa korweta Tuo Jiang, która kosztowała tajwański rząd ponad 66 mln USD. Warto podkreślić, że korweta została wyposażona w systemy rakiet do zwalczania okrętów Hsiung Feng II i III, które również są produkowane na Tajwanie. Drugą jednostką jest statek zaopatrzeniowy Pan Shi o wyporności 20 tys. ton, na który Tajwan wydał 130 mln USD.

Rosnące wydatki na zbrojenia można odczytywać z jednej strony jako wzrost ambicji mocarstwowych (Chiny, Indie), ale też jako dążenie do wzmocnienia własnej obronności wobec eskalacji zagrożeń agresją ze strony muzułmańskich fundamentalistów, jak i mających swoje źródło we wspomnianych przykładowo sporach terytorialnych i różnicach światopoglądowych (Korea Północna i Południowa). Bez wątpienia Azja stanie się na najbliższe lata, a wiele wskazuje, że nawet na dziesięciolecia, wiodącym rynkiem importu broni. Wynika to z rosnącej rywalizacji Chin i Indii, jak również efektu wpływów czołowych państw-eksporterów broni, zwłaszcza zaawansowanej technologicznie (Rosja, Stany Zjednoczone, Niemcy, Francja, Wielka Brytania). Wzrastające mocarstwa, jak Chiny czy Indie, będą dążyć do ograniczenia importu gotowych produktów na rzecz rozwijania własnych technologii, czy to samodzielnie, czy to w kooperacji. Warto zwrócić uwagę na Chiny, które choć militarnie ustępują i zapewne w przewidywalnej przyszłości będą ustępować Stanom Zjednoczonym, to jednak stają się coraz poważniejszym konkurentem dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego. Przykładem są choćby wspomniane rakiety typu HQ, ale też drony serii Rainbow czy samoloty bojowe JF-17. Poziom zaawansowania technologicznego chińskiego przemysłu zbrojeniowego jest coraz wyższy, co przy niższych kosztach produkcji sprawia, że produkty Państwa Środka coraz skuteczniej konkurują z amerykańskimi, francuskimi czy brytyjskimi.

Nie należy jednak zapominać, że eskalacja zbrojeń, zwłaszcza motywowanych sporami terytorialnymi, może mieć fatalne konsekwencje w postaci wybuchu konfliktu, niekoniecznie zamierzonego przez którąkolwiek ze stron. Takie zagrożenie dotyczy zwłaszcza relacji indyjsko-pakistańskich w kwestii Kaszmiru czy obu Korei. Jednocześnie zbrojenia są też techniką zapobiegania konfliktom. Warto w tej kwestii odwołać się do pracy naukowej z zakresu wykorzystania teorii gier w strategii konfliktu Thomasa C. Schellinga, za którą w 2005 r. otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Według Schellinga istotą zapobiegania konfliktów jest bowiem skuteczne odstraszanie, polegające na przekonaniu przeciwnika o nieopłacalności aktu agresji. Rozładowanie konfliktu może się odbyć na drodze negocjacji (poszukiwania punktów wspólnych korzyści), ale warunkiem ich skuteczności jest istnienie wspólnego interesu obu stron. Dlatego tak istotne jest, by procesowi zbrojeń towarzyszyło rozwijanie wielostronnych relacji gospodarczych, a także społecznych między skonfliktowanymi stronami.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
J.A. Olędzki: Azjatyckie zbrojenia Reviewed by on 23 kwietnia 2015 .

Rosnący poziom zamożności kluczowych graczy kontynentu azjatyckiego przejawia się nie tylko we wzroście inwestycji, zamożności społeczeństw czy PKB, ale również we wzroście zaawansowania technologicznego i potencjału narodowych sił zbrojnych. Jak wskazują dane statystyczne Banku Światowego i Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (Stockholm International Peace Research Institute, SIPRI), zjawisko to jest szczególnie wyraźnie obserwowalne w

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź