Artykuły,Korea Pn news,Publicystyka

J. Kaczorowski: Korea Północna – U nas rewolucja trwa wiecznie (cz. I)

Korea Północna. Najbardziej tajemniczy kraj na świecie, ostatnia ostoja stalinizmu, państwo zbójeckie, oś zła, kraj z bronią masowego rażenia, sponsor terroryzmu – to tylko niektóre określenia, jakie można usłyszeć o tym kraju z ust światowych polityków. Państwo, które od czasu do czasu gości w czołówkach serwisów zagranicznych z powodu kolejnych incydentów zbrojnych, klęsk głodu, tudzież prób nuklearnych. Państwo pozostające nadal w stanie wojny ze swoimi braćmi z południa. Historia Korei to pasmo udręk i braku pokoju – zależność od Japonii przez kilkadziesiąt lat, a potem, wskutek niezręcznych ruchów Wielkich tego świata, rozłąka rodzin przez podział wzdłuż trzydziestego ósmego równoleżnika, bratobójcza wojna i trwająca do dziś niejasna sytuacja.

Pierwszy pomysł wjechania do tego kraju zrodził się podczas mojej kolejnej podróży po Chinach w lutym 2010roku, gdy pewnego nadzwyczaj mroźnego dnia stałem nad rzeką Yalu w miejscowości Dan Dong i patrzyłem na drugi brzeg. Stawały mi przed oczami obrazy, które widziałem w TV, przypominały mi się  sceny, które opisywali uciekinierzy z Korei Północnej w swych wspomnieniach i zastanawiałem się, czy możliwe  byłoby wjechanie do tego kraju. Z drugiej jednak strony, wiedziałem, że zobaczę to, co mi pozwolą, pójdę tam gdzie mnie zaprowadzą,  a głównymi punktami programu będą miejsca kultu Kim Ir Sena i Kim Jong Ila. Nie będzie możliwe podróżowanie tak, jak najbardziej lubię, czyli samemu, z plecakiem na plecach, bez żadnych wytycznych, ograniczeń i zobowiązań.

Postanawiam wejść do najbliższego biura podróży i dowiedzieć się. Niestety, jeszcze żaden z obcokrajowców nie korzystał z usług tego biura, więc pani obiecuje wszystkiego się dowiedzieć i prosi, abym przyszedł jutro. Stawiam się następnego dnia i już wszystko wiem. Sprawa jest prosta, muszę przedstawić zaświadczenie z pracy na którym będzie widniało zdanie, iż jestem zatrudniony na stałe i moja wizyta w KRLD nie będzie związana z pracą zarobkową (dobry żart…), kopie paszportu i  uiścić opłatę. Z tym że, cena z folderu obowiązuje Chińczyków, ja muszę zapłacić cenę podwójną.

Wieża Idei Dżucze

Wieża Idei Dżucze

Wakacje 2010. Pojawiam się ponownie w biurze podróży w Dan Dong, przedstawiam komplet dokumentów, płacę i dowiaduję się, że mój wjazd będzie zależał od decyzji konsula, a ten będzie chciał osobiście ze mną porozmawiać.  Zostawiam swój numer telefonu. Jeden z pracowników, po spojrzeniu na mój sprzęt fotograficzny, radzi, abym teleobiektyw zostawił w hotelu. Dziękuję za radę, wychodzę i czekam na kontakt od konsula. Zapoznaje się z umową, która poza programem czterodniowej wizyty, wymienia czego turystom nie wolno robić w Korei. Nie wolno  wwozić profesjonalnego sprzętu rejestrującego, teleobiektywów, lornetek, komputerów przenośnych, odtwarzaczy MP3 i telefonów komórkowych. Nie wolno wwozić gazet i czasopism zawierających informacje ze świata. Nie wolno rozmawiać z miejscową ludnością i przeprowadzać wywiadów.  Nie wolno robić zdjęć w czasie podróży pociągiem z Sinuiju do Pjongjangu, nie wolno komentować obecnej sytuacji politycznej i gospodarczej. Nie wolno rozmawiać z żołnierzami podczas wizyty w strefie zdemilitaryzowanej, nie wolno wychodzić samemu z hotelu i spacerować po ulicach. Podczas wizyty przy pomniku Kim Ir Sena należy zachować szczególną powagę.

granica chińsko-koreańska

Granica chińsko-koreańska

Telefon dzwoni kilka godzin później. W trakcie miłej  rozmowy opowiadam o sobie, o swojej pracy i wyjaśniam powód mojego zainteresowania Koreą Północną. Nic nie wspominam o zainteresowaniach historią najnowszą tego kraju, systemem politycznym, rodziną rządzącą, brakiem przestrzegania praw człowieka i obozach koncentracyjnych. Na koniec rozmowy słyszę: „Welcome to the Democratic People’s Republic of Korea. Enjoy your visit”.

Po kilku dniach na dworcu kolejowym zbiera się grupa składająca się z 29 Chińczyków i jednego Polaka. Cel: Korea Północna. Po ostatnim spojrzeniu na monument Mao, stojący przed dworcem, wchodzę do środka. Po kontroli paszportowej wsiadamy do pociągu, który ma nas przetransportować przez rzekę Yalu (dla Koreańczyków Amnok) do pierwszej stacji. Przejeżdżamy przez Most Przyjaźni Chińsko – Koreańskiej wybudowany w latach czterdziestych ubiegłego wieku. Obok widzimy most, który rozciąga się nad rzeką i urywa się w połowie. To pozostałość po wojnie; most został zbombardowany przez Amerykanów podczas bitwy powietrznej, która rozegrała się w tym rejonie w kwietniu 1951 roku.  Po kilku minutach, już na terenie Korei Północnej, pociąg zatrzymuje się w miejscowości Sinuiji. Do wagonu wsiada dwóch wojskowych, którzy szczegółowo sprawdzają nasze bagaże, nasza chińska opiekunka zbiera paszporty informując, że zwróci je przy wyjeździe do Chin. Następnie przechodzimy do budynku dworcowego, gdzie witają nas trzy osoby, które będą nam towarzyszyć przez cały  pobyt. Jedna z tych osób – kobieta, będzie naszą przewodniczką, jeden z mężczyzn będzie nagrywał nasz pobyt, a drugi mężczyzna będzie cały czas z nami, w roli bliżej nieokreślonej.

hostessa witająca gości

Hostessa witająca gości

W 2002 roku  władze północnokoreańskie ogłosiły Sinuiju Specjalnym Regionem Administracyjnym. W zamierzeniach Sinuiji miało być kapitalistyczną enklawą z własną walutą, systemem legislacyjnym, sądownictwem i policją. Własne paszporty, flaga oraz trzy oficjalne języki: koreański, chiński i angielski –  wszystko to miało zagwarantować sukces na miarę chińskich osiągnięć. Pieczę nad przedsięwzięciem objął trzydziestodziewięcioletni przedsiębiorca Yang Bin. W tym czasie był on drugim najbogatszym człowiekiem w Chinach i, zgodnie z listą Forbes’a,  piętnastym poza Stanami Zjednoczonymi. Już wtedy przeciwko niemu, jako prezesowi spółki Euro – Asia, toczyło się postępowanie w związku z nieprawidłowościami podatkowymi. Eksperci południowokoreańscy i dyplomaci zastanawiali się, dlaczego ten obszar wybrano na specjalną strefę i dlaczego tego człowieka do zarządzania nią. Yang obiecywał, że w ciągu dziesięciu lat stworzy tu prawdziwą strefę kapitalizmu opartą na handlu, turystyce i bankowości.  Sam twierdził, że został wybrany ze względu na swe trzy atuty: po pierwsze oddał pewne przysługi rolnictwu północnokoreańskiemu (planował wybudować tysiąc szklarni i uprawiać w nich warzywa na eksport do Rosji i Japonii), po drugie jest chińskim biznesmenem, po trzecie ma holenderskie obywatelstwo. Niestety pewnego październikowego dnia 2002 roku Yang został zatrzymany przez chińską policję i skazany na osiemnaście lat więzienia i grzywnę w wysokości miliona dolarów za przestępstwa podatkowe. Specjalny Region Administracyjny Sinuiji, w takim kształcie, nigdy nie powstał.

Hotel Yanggakdo

Hotel Yanggakdo

Dworzec jest nieduży, czysty. Na dole stoisko na którym można kupić książki, plakaty, kalendarze i drobne pamiątki. Głównie chorągiewki, proporczyki i znaczki. Na górze coś w rodzaju sklepu wolnocłowego – markowe papierosy, wódka, whisky, kawa, herbata i słodycze. Ceny dość wysokie. Grupa nasza została umieszczona w pomieszczeniu obok sklepu. Dowiadujemy się, że pociąg jest opóźniony o kilkadziesiąt minut. Siedzimy i nudzimy się.  Ze ściany spogląda na nas Kim Ir Sen z synem. Okna zamalowane są do połowy i niestety nie można ich otworzyć. Schodzę na dół i widzę, że Koreańczycy, którzy także gromadzą się w oczekiwaniu na pociąg, kierowani są do innego pomieszczenia. Chodzi oczywiście o to, aby nie doszło do kontaktu z obcokrajowcami.

Po  godzinie dostajemy posiłek na plastikowych tackach: ryż z warzywami i kurczakiem, do tego woda mineralna.  Ludzi na peronach i w pomieszczeniu na dole przybywa. Jeden z opiekunów naszej grupy próbuje po angielsku porozmawiać ze mną. Standardowe pytanie o kraj pochodzenia i standardowe zdziwienie – do którego, po ponad rocznym pobycie w Chinach zdążyłem się przyzwyczaić: „Aaa Polska… A gdzie to?” Gdy słyszy: Europa, Rosja, Niemcy kiwa głową ze zrozumieniem. Dowiaduję się też od niego, że w Pjongjangu będzie czekała na mnie angielskojęzyczna przewodniczka. Wynika z tego, że już cztery osoby będą „dbały” o naszą grupę.

Nasza koreańska przewodniczka przekazuje nam kilka ważnych informacji. Po pierwsze nie wolno nam oddalać się od grupy i nigdzie samodzielnie  chodzić. Nie wolno nam rozmawiać z Koreańczykami. I rzecz najważniejsza: Robimy zdjęcia tylko tam, gdzie otrzymamy pozwolenie. Nie wolno robić zdjęć z pociągu, ani z autobusu. Musimy także pamiętać, że w każdej w chwili policjant albo żołnierz mogą sprawdzić nasze zdjęcia. Także przy wyjeździe z Korei nasze aparaty zostaną poddane szczegółowej kontroli (na szczęście do tego nie doszło).

Parter hotelu

Parter hotelu

Wsiadamy do pociągu. Żołnierz, który będzie z nami jechał do Pjongjangu, umieszcza nas w pierwszej części wagonu, w drugiej siedzą Koreańczycy. Wagon dość stary, siedzenia niezbyt wygodne a u sufitu umieszczone są wiatraki. Taka klimatyzacja. No i oczywiście portrety wiecznego prezydenta i drogiego przywódcy. Nasi koreańscy sąsiedzi nie zwracają na nas żadnej uwagi. Pewnie przyzwyczajeni są do tego, że dwa razy w tygodniu dzielą wagon z chińskimi turystami.

Ruszamy. Przed nami pięć godzin podróży. Słyszymy raz jeszcze o zakazie robienia zdjęć. Nasi opiekunowie przechadzają się prawie cały czas wzdłuż wagonu. Pociąg jedzie co najwyżej 50 km/h. Za oknami głównie pola i łąki, ale co jakiś czas przejeżdżamy przez osady i małe miasteczka. Widok ten sam – blokowiska, jak z minionej epoki, w niektórych oknach brak szyb. Przed blokami małe poletka z kukurydzą i jakimiś innymi, bliżej mi nieznanymi roślinami. Dookoła dzieci bawiące się przy strumykach i w błocie. Nie widać nigdzie żadnego placu zabaw, gdzieniegdzie zdezelowana, nieczynna karuzela albo huśtawka. Szaro, ponuro, żadnych kolorów. Tylko co jakiś czas,  obelisk z kolorowym portretem uśmiechniętego Kim Ir Sena i pięknym, rewolucyjnych hasłem. Sięgam do plecaka, do mojego aparatu, ale natrafiam na wzrok żołnierza. Wyjmuję chusteczki i udaję, że oczyszczam nos (chociaż w krajach azjatyckich to nie jest miły gest). Przejeżdżamy przez mosty i wiadukty, na których co kilkadziesiąt metrów znajduje  się wysunięte na zewnątrz stanowisko strażnicze.  Na niektórych z nich stoi uzbrojony żołnierz. Podczas postoju na dworcach przy naszym wagonie zawsze jest mundurowy, który nie pozwala się zbliżać do okien innym podróżnym.

księgarnia w hotelu

Księgarnia w hotelu

W godzinach wieczornych wjeżdżamy do Pjongjangu. Przechodzimy szybko przez peron, przez dworzec do czekającego na nas autokaru. Autokar zachodniej marki z kierownicą po prawej stronie. Jak się później okazało, mimo ruchu lewostronnego, większość pojazdów ma kierownicę właśnie po prawej stronie. Jedziemy kilkanaście minut przez puste ulice stolicy. Po drodze widzimy trolejbusy, kilka samochodów i ludzi, którzy prawdopodobnie wracają z pracy. Dookoła czysto i zielono.

Po kilkunastu minutach dojeżdżamy do hotelu Yanggakdo. Jest to stusiedemdziesięciometrowy budynek, usytuowany na wyspie, na rzece Taedong. Hotel został wybudowany przez Francuzów i oddany do użytku w 1995roku. W obiekcie znajduje się basen, sauna, kasyno, kręgielnia, kilka restauracji, oraz obrotowa restauracja na czterdziestym siódmym  piętrze. Wnętrze hotele urządzone w stylu zachodnim – marmurowe schody i posadzki, kryształowe żyrandole i akwaria z różnymi gatunkami ryb. Na dole jest też mała księgarnia oferująca głównie dzieła Kim Ir Sena i Kim Jong Ila. Obok niej nieczynny kantor wymiany walut i sklep. Na zewnątrz znajduje się pole golfowe z dziewięcioma dołkami. Udajemy się na posiłek do sali na dole. Przed wejściem wita nas hostessa ubrana w narodowy strój koreański. Stoły są obficie zastawione: mięsa, przekąski, napoje i piwo. Na ścianie wielki obraz przedstawiający górzysty krajobraz. Domyślam się, że jest to mityczna góra Paektu, na której, zgodnie z oficjalną wersją (niestety nieprawdziwą), urodził się Kim Jong Il. Po kolacji  nasza grupa zostaje umieszczona na trzydziestym trzecim piętrze. Pokój z łazienką, czysty z meblami dość starymi. Jest też telewizor z programem koreańskim oraz chińskimi kanałami i BBC. Z wiszącego na ścianie kalendarza dowiaduję się, że mamy obecnie 98 rok Dżucze. Według tego kalendarza, obowiązującego w Korei Północnej, lata liczy się od narodzin Kim Ir Sena, czyli od 1912roku.

Zbombardowany most, w głębi Dan Dong

Zbombardowany most, w głębi Dan Dong

Otwieram okno i patrzę na miasto. Pośród zapadającego zmroku uderza mnie to, że po drugiej stronie rzeki, w wieżowcach nie pojawiają się żadne światła. Coraz ciemniej na zewnątrz i coraz ciemniej w  budynkach. Zapewne brak prądu. Przypomina mi się opis jaki Paul French umieścił w swej książce North Korea The Paranoid Peninsula: „ Ze względu na ciągłe braki w dostawie prądu wiele wind w wieżowcach już od dawna nie działa. Ludzie mieszkający na górze zazwyczaj wcześniej wychodzą do pracy lub do szkoły. Największy problem mają starsi uwięzieni na górnych piętrach. Krążą opowieści o ludziach, którzy po wprowadzeniu się do wieżowca nigdy nie byli w stanie go opuścić.” Przez kilka minut stoję w oknie z nadzieją, że za chwilę ulice i bloki rozbłysną światłem. Rozglądam się i obserwuję wnikliwie, szukając świateł. I oto jest. Wielki pomnik idei Dżucze – jedyny oświetlony punkt w tej części miasta.

Pomnik wybudowano w 1982 roku, aby uczcić siedemdziesiąte urodziny Kim Ir Sena. Budowla ma sto siedemdziesiąt metrów wysokości i składa się  z dwudziestu pięciu tysięcy pięciuset pięćdziesięciu granitowych płyt. Każda płyta symbolizuje jeden dzień z siedemdziesięcioletniego życia wiecznego prezydenta. Na górze znajduje się dwudziestometrowy znicz, który zawsze płonie. Nawet mimo braku prądu w większej części miasta – o czym mogłem się naocznie przekonać. Wieża Idei Dżucze – tak brzmi oficjalna nazwa – symbolizuje ideologię Korei Północnej. Ideologia ta, to samowystarczalność i samodzielność ekonomiczna i ideologiczna, niezależność w polityce i samoobrona kraju.  Autor, oczywiście Kim Ir Sen, postulował kontynuowanie rewolucji w oparciu o własne siły, samodzielne rozwiązywanie problemów i dalszą budowę socjalistycznego kraju – raju na ziemi.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
J. Kaczorowski: Korea Północna – U nas rewolucja trwa wiecznie (cz. I) Reviewed by on 10 maja 2011 .

Korea Północna. Najbardziej tajemniczy kraj na świecie, ostatnia ostoja stalinizmu, państwo zbójeckie, oś zła, kraj z bronią masowego rażenia, sponsor terroryzmu – to tylko niektóre określenia, jakie można usłyszeć o tym kraju z ust światowych polityków. Państwo, które od czasu do czasu gości w czołówkach serwisów zagranicznych z powodu kolejnych incydentów zbrojnych, klęsk głodu, tudzież

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 18

  • Bardzo ciekawa relacja z podróży. Nie ukrywam, iż chciałbym uczestniczyć w podobnej wycieczce. Natomiast nie zgadzam się, z powyższymi komentarzami, że pierwszy akapit negatywnie ukierunkowuje postawę czytelnika. Trzeba to przeczytać z odpowiednim dystansem i potraktować jako ciekawy wstęp przypominający trochę scenariusz do programu telewizyjnego. Aczkolwiek staram się również rozumieć nadwrażliwość niektórych osób spowodowaną nieobiektywnym i poprawnym politycznie przekazem w zachodnich mediach. Ponadto mam wrażenie, że w tekście jest drobny błąd: „Autokar zachodniej marki z kierownicą po prawej stronie. Jak się później okazało, mimo ruchu lewostronnego, większość pojazdów ma kierownicę właśnie po prawej stronie”. Czy przypadkiem na całym Półwyspie Koreańskim ruch nie jest prawostronny? Wskazywałaby na to również logika w powyższych zdaniach. A opisywany „autokar zachodniej marki” to prawdopodobnie autokar japoński. Oczywiście są to tylko drobiazgi, ale jestem ciekaw, czy ta „większość pojazdów”, które mają kierownicę po prawej stronie to samochody „Made in Japan”?

    • Dziękuję bardzo za uwagę, to moje przeoczenie. Ruch w Korei Północnej jest prawostronny. Co do marki autokaru, to nie pamiętam dokładnie, ale nie był z Japonii.

  • „Pokój z łazienką, czysty z meblami dość starymi. Jest też telewizor z programem koreańskim oraz chińskimi kanałami i BBC.”

    Wow, czyli jednak da sie stworzyc „miedzynarodowy” standard w tej „osi zla”. Nie za bardzo wydaje sie logicznym wpuszczanie obcokrajowcow turystow do DPRK tylko po to zeby im sztucznie pokazac ze w DPRK jest „normalnie” jak zachodnie media sugeruja. Na to samo wyjdzie dla tamtejszej wladzy, gdy nie wpusci sie nikogo. DPRK nie ma zadnych ambicji wizerunkowych na swiecie.

  • „Korea Północna. Najbardziej tajemniczy kraj na świecie, ostatnia ostoja stalinizmu, państwo zbójeckie, oś zła, kraj z bronią masowego rażenia, sponsor terroryzmu – to tylko niektóre określenia, jakie można usłyszeć o tym kraju z ust światowych polityków. Państwo, które od czasu do czasu gości w czołówkach serwisów zagranicznych z powodu kolejnych incydentów zbrojnych, klęsk głodu, tudzież prób nuklearnych. Państwo pozostające nadal w stanie wojny ze swoimi braćmi z południa. Historia Korei to pasmo udręk i braku pokoju – zależność od Japonii przez kilkadziesiąt lat, a potem, wskutek niezręcznych ruchów Wielkich tego świata, rozłąka rodzin przez podział wzdłuż trzydziestego ósmego równoleżnika, bratobójcza wojna i trwająca do dziś niejasna sytuacja.”

    Kto Ci czlowieku i ile placi za pisanie tych bzdetow?

    • @JG

      „to tylko niektóre określenia, jakie można usłyszeć o tym kraju z ust światowych polityków”

      To nie są słowa autora … tylko tezy stawiane przez polityków
      przykład Bush’a, który zarzucał NK .. sponsorowanie terroryzmu, posiadanie broni masowego rażenia etc.etc.

      Czasami warto czytać uważnie, a nie po łepkach … wtedy można uniknąć błędnych interpretacji !!

      „Państwo, które od czasu do czasu gości w czołówkach serwisów zagranicznych z powodu kolejnych incydentów zbrojnych, klęsk głodu, tudzież prób nuklearnych.”

      To też się zgadza, bo w taki sposób jest przedstawiana NK w mediach w Polsce ( jak znam życie w innych krajach UE też )

      Nigdy nie byłem w NK, ale z tego co słyszałem i wiem od uciekinierów mieszkających w SH … to ogólnie nasz punkt widzenia w wielu kwestiach się potwierdza !!! Władze w tym kraju sprawuje pewien mały idiota ( wiadomo małe jest wredne przykład z Polski Kaczyński Tusk .. wszystko kurduple po 1,60 ) … i ten mały idiota ciemięży ten kraj i ich obywateli …. bo na próżno tam szukać wolności własności prywatnej etc.etc.

      • Avatar jg

        @ Adam Izydorczyk

        Po co te tezy politykow i to jak DPRK przedstawiana jest w zachodnich media zostaly wstawione w pierwszym paragrafie? Nie maja nic wspolnego z relacja z podrozy, ktora jest ciekawa sama w sobie i czekam na druga czesc.

        Pierwszy paragraf automatycznie negatywnie ukierunkowuje postawe czytelnika. Niech zostanie sama relacja, a czytelnik niech sam sobie wyrobi zdanie na podstawie faktow, ktore przeczyta, a ktore autor doswiadczyl. Autor pojechal do DPRK potwierdzic to co wiedzial do tej pory z zachodnich mediow czy zweryfikowac czy to prawda?

      • Avatar Zyggi

        Pierwszy paragraf ma chyba jednak na uwadze pokazać, jak większość świata widzi KRLD i niekoniecznie wskazuje na jakieś uprzedzenia Autora.
        Gwoli wyjaśnienia: Nie jestem żadnym sympatykiem Phenianu i ani tamtejszego politycznego zamordyzmu. Jednak raz nabrany na bajki o 11 września oraz o irackiej broni masowego rażenia patrzę na zachodnią propagandę ze sporą rezerwą.

      • Avatar Adam Izydorczyk

        @JG

        Tutaj akurat zgadzam się z SzP w 100 %, ale nie wiadomo jaki był zamysł autora. Początkowy akapit miał jakoś zachęcić do przeczytania tekstu, a jak wiadomo najlepiej do przeczytaniu tekstu zachęca „bomba informacyjna” określenia „osi zła” lub „Najbardziej tajemniczy kraj na świecie” etc.etc.
        Te terminy mogą się w 100 % nie zgadzać z rzeczywistością, ale są chwytliwe, z drugiej strony każdy z nas ma własny warsztat … jednemu się spodoba a drugiemu nie :)

        pozdrawiam

      • Avatar Adam Izydorczyk

        P.S

        Przypomniałem sobie na tę okazję taki mały „joke”
        W BJ jest restauracja, która nazywa się ” tania kaczka” lecz kaczka tam podawana należy do jednej z droższych w BJ
        2 w 1 …. czyż nie ?

      • Avatar jg

        @ Zyggi

        Tutaj sa dwa zrodla mowiace o sfabrykowanym zlikwidowania Bin Ladena z przed paru dni:

        http://www.infowars.com/10-facts-that-prove-the-bin-laden-fable-is-a-contrived-hoax/

        Polecam zwrocic uwage na to co powiedzial Steve Pieczenik wysoko postawiony urzednik w rzadzie Nixona, Forda and Cartera o tym, ze Bin Laden juz nie zyl od 2001 roku. Gdzies czytalem, ze moze to zeznac pod przysiega.

        http://www.prisonplanet.com/inside-sources-bin-ladens-corpse-has-been-on-ice-for-nearly-a-decade.html

        Moze niektorym otworza sie oczy, a szczegolnie polecalbym to polskiej wladzy, ktora w tym miesiacu wejdzie Obamie w d***.

        Ciezko rowniez wytlumaczyc powody nieujawniania zdjecia martwego Bin Laden, ktorym tak sie szczyci rzad Obamy.

        Oficjalny powod:
        „The White House had been weighing the release of a photo, in part to offer proof that bin Laden was killed during a raid on his compound early Monday. However, officials had cautioned that the photo was gruesome and could prove inflammatory.”

        Tylko jak Washington Post pokazywal ciala martwych Irakijczykow, a nad nimi zolniezy amerykanskich z bronia, albo ofiary Haiti w zdjeciach na pol strony to nikt sie nie przejmowal, ze sa gruesome. Sic!

        Czytal moze ktos z szanownych forumowiczow w polskiej prasie jakikolwiek tekst o tym, ze cala akcja amerykanow z zabiciem Bin Ladena moze byc sfabrykowana? Ja widzialem tylko cieszacego sie Sikorskiego, ktory w imieniu Polakow (reprezentuje MSZ), rowniez w moim (sic!) gratulowal Amerykanom.

      • Avatar Zyggi

        @ jg
        Z dystansem podchodzę do źródeł związanych z Alexem Jonesem, ale dzięki za linki!
        Jeśli chodzi o P. Sikorskiego (albo jak kto woli Sikorsky’ego) to już swoje napisałem. Dodam tylko, że byłoby dobrze, gdyby go postawic w parlamencie w Belgradzie i pozwolic, by tam spokojnie i rzeczowo wytłumaczył dlaczego w 2008 r. zależało mu na szybkim uznaniu przez Polskę niepodległości Kosowa. :-)

      • Avatar ciekawy

        @ Zyggi

        Rozumiem sympatię do Serbów (nie podzielam) i antypatię do nowego tworu rządzonego przez mafię (podzielam), ale w ocenie kogokolwiek nie można kierować się tylko jednym błędem czy sukcesem.

      • Avatar jg

        @ ril
        Na podstawie tego co przeczyta Pan w zachodnich mediach i opracowanie, ktore w 100% nieswiadomie uznaje Pan za gloszace prawde. W tym wlasnie ich sila, zeby Pan myslal dokladnie tak jak napisal.

    • @jg

      Daruj Pan sobie takie chamowate insynuacje. Autor nie wyraża tutaj swoich poglądów, ale jedynie przytacza innych.

      Jeśli ma Pan problemy z czytaniem ze zrozumieniem (a z kulturą na pewno) to wyręczę Pana i własnoręcznie przytoczę pewne cytaty:
      „to tylko niektóre określenia, jakie można usłyszeć o tym kraju z ust światowych polityków”,”Państwo, które od czasu do czasu gości w czołówkach serwisów zagranicznych”

    • stek bredni pisanych pod dyktando biura na Piękna 12

    • U nas rewolucja trwa wiecznie (cz. I)

      Jak widać TAK !!!

Pozostaw odpowiedź