Artykuły,Publicystyka

J.A. Olędzki: Turecki kurs na SOW

Turcja należy do grupy najszybciej rozwijających się państw świata, a poziom rozwoju gospodarczego umożliwił jej uzyskanie członkostwa w grupie G20. Położenie geograficzne daje Turcji bardzo silną pozycję strategiczną, stanowi bowiem łącznik między Azją a Europą, a poprzez sprawowanie kontroli nad cieśninami Bosfor i Dardanele faktycznie decyduje o przydatności Morza Czarnego dla wymiany handlowej Rosji.

Położenie Turcji należy rozpatrywać na kilku płaszczyznach. Po pierwsze jako silne gospodarczo państwo będące łącznikiem Europy z Azją jest pożądanym partnerem dla Unii Europejskiej z jednej strony a państwami Azji Centralnej, włączając również Chiny i Rosję. Po drugie Turcja ideologicznie łączy dwa światy: chrześcijański z islamskim, a także limituje bezpośredni dostęp Rosji do Środkowego Wschodu, stąd atrakcyjność Ankary jako partnera dla NATO. Po trzecie Turcja jest kluczowym państwem tranzytowym dla przebiegu rurociągów transportujących surowce energetyczne z Azerbejdżanu, Azji Centralnej (Turkmenistan, Kazachstan) i Środkowego Wschodu (Iran, Syria) do Europy. Trudno się więc dziwić, że Biały Dom uznał za swój sukces włączenie Turcji w poczet członków NATO (z drugą co do wielkości armią po USA). Z kolei Rosja od kilku lat zabiega o jak najlepsze stosunki z Ankarą, aby uzyskać przychylność tureckiego rządu dla przeprowadzenia rurociągu po szelfie Morza Czarnego u wybrzeży Turcji. Póki co, Turcy nie wykazują entuzjazmu dla rosyjskich inicjatyw, w kwestii budowy rurociągów skłaniając się do zacieśniania współpracy z Iranem i państwami Azji Centralnej. Najbardziej złożone są relacje Turcji z Unią Europejską, a trwający już ponad 40 lat proces uzyskiwania pełnego członkostwa (Turcja jest od 1963 r. tzw. członkiem stowarzyszonym) stanowi permanentne źródło frustracji i rozgoryczenia kolejnych rządów w Ankarze.

Rosnące znaczenie państwa w gospodarce światowej, relatywnie duża siła militarna i strategiczne położenie geograficzne przełożyły się na wzrost poczucia własnej wartości przez Turków. Obserwowana od pewnego czasu wzmożona aktywność Ankary na forum międzynarodowym dowodzi definitywnego porzucenia roli „podporządkowanego partnera” w NATO czy wobec UE. Nowym kierunkiem aktywnej polityki zagranicznej Turcji jest Azja – budowanie nowych relacji z państwami Bliskiego Wschodu, jak również zacieśnianie i pogłębianie kontaktów z Chinami i republikami Azji Centralnej i Kaukazu.

Potwierdzeniem uczynienia azjatyckiego kierunku priorytetem polityki zagranicznej Ankary są trzy znamienne wydarzenia. Pierwszym z nich jest wzrost wspólnych inwestycji Turcji z państwami Azji Centralnej i Chinami, drugim coraz bardziej jednoznaczne dążenie do członkostwa w Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SOW), a trzecim przejawy preferowania Chin ponad Unię Europejską czy Stany Zjednoczone w rozwijaniu kontaktów handlowych. W październiku 2013 r. Ankara dokonała ostatecznego wyboru dostawcy nowoczesnego rakietowego systemu rakiet obrony przeciwlotniczej. Kontrakt szacowany na 4 mld USD wygrała chińska firma China Precision Machinery Import and Export Corporation oferująca system FD-2000. Nieco wcześniej, bo pod koniec września Ismet Yilmaz, turecki minister obrony, ogłosił że podstawą tureckiego rakietowego systemu dalekiego zasięgu będzie chiński HQ-9. W zasadzie nie powinno to być dla nikogo zaskoczeniem, zważywszy na rosnącą popularność chińskich produktów przemysłu zbrojeniowego, które cechują się wysokim stopniem zaawansowania technologicznego (w wielu aspektach nie ustępując, czy nawet przewyższając sprzęt amerykański czy zachodnioeuropejski) i atrakcyjną ceną na tle konkurencji. To, co niewatpliwie najbardziej zaskoczyło wszystkich, to fakt, że państwo członkowskie NATO po raz pierwszy w historii przedłożyło chiński system nad amerykański Patriot, francusko-włoski (Eurosam Samp-T) czy popularny rosyjski (S-400). Warto podkreslić, że do tej pory Turcja nie dysponowała własnym systemem rakiet dalekiego zasięgu, cedując tę sferę działań militarnych na NATO (system amerykański). Zakup przez członka NATO chińskiego uzbrojenia i wartość kontraktu wskazują na dwie ważne rzeczy: dystansowanie się Turcji od państw zachodnich na rzecz zacieśniania kontaktów z Chinami oraz stopniowe przełamywanie przez Chiny monopolu pięciu mocarstw na dostawy uzbrojenia (łączny udział Stanów Zjednoczonych, Rosji, Francji, Niemiec i Wielkej Brytanii w sprzedaży broni szacowany jest na 90%). Warto też dodać, że w przypadku dostaw zaawansowanych systemów rakietowych niekwstionowanym liderem są Stany Zjednoczone, których sprzedaż wg danych za 2012 r. wyniosła 69 mld USD, co stanowi ok. 60-70% całego handlu tym typem uzbrojenia. Na drugim miejscu uplasowała sie Rosja, której sprzedaż na poziomie 17 mld USD pozwoliła opanować ok. 20% rynku. Turecki kontrakt dla Chin, którego całkowita wartość może wynieść ponad 15 mld USD oznacza nagłe przetasowanie w rankingu największych dostawców uzbrojenia na świecie.

Źródło: Wikimedia Commons

Źródło: Wikimedia Commons

Kontrakty zbrojeniowe dla Chin i wizyta premiera Recepa Tayyipa Erdoğana w Moskwie, będąca zapowiedzią ocieplenia stosunków na linii Rosja-Turcja, a także opozycyjna postawa Ankary wobec sankcji nałożonych na Iran stanowią potwierdzenie tureckich ambicji dotyczących uzyskania pełnego członkostwa w SOW. Turcja, ma obecnie status „partnera w dialogu” (podobnie jak Białoruś i Sri Lanka), ale premier Erdoğan otwarcie mówi o dążeniu do uzyskania członkostwa. Już we wrześniu 2013 r. na Szczycie SOW w Biszkeku Turcja wyraziła jednoznacznie swoje plany i oczekiwania wobec SOW, uzyskując poparcie dla członkostwa ze strony Chin. Premier Turcji miał nawet zażartować, że dla uzyskania członkostwa w SOW byłby gotowy porzucić Unię Europejską. Niby było to powiedziane żartem, ale zapewne zaniepokoiło Brukselę, jak i Waszyngton. Dodatkowo chiński prezydent Xi Jinping podkreślał istotny udział Turcji w budowie nowego Jedwabnego Szlaku, otwierając tym samym Turcji drogę do budowy nowych, ekwiwalentnych do UE kontaktów handlowych.

Członkostwo Turcji w SOW byłoby wydarzeniem bezprecedensowym – po raz pierwszy w historii jedno państwo byłoby członkiem dwóch organizacji o charakterze militarnym i przeciwstawnych dążeniach (choć SOW określa się jako anty-NATO, to trudno mówić o wrogości – siły NATO w ramach operacji w Afganistanie stacjonują w Uzbekistanie, a do niedawna również w Kirgistanie). Słowa premiera Erdoğana o porzuceniu UE dla SOW, choć wypowiedziane żartobliwie, w zasadzie nie są dalekie od prawdy. Turcja już tylko teoretycznie może liczyć na członkostwo w UE – Bruksela wymienia wystarczająco dużo powodów odmowy dla Ankary (np. brak równouprawnienia Kurdów, niski poziom demokratyzacji, nieprzestrzeganie praw człowieka), aby Turcy mogli mieć złudzenia. Oczywiście nie ma to wpływu na istniejące więzi ekonomiczne między UE a Turcją, ale, wobec pogrążonej w kryzysie i recesji Europy, Ankara musi szukać nowych kierunków rozwoju, jak i akceptacji. Tą nową drogą jest zbliżenie gospodarcze z Chinami i członkostwo w SOW, której założenia znakomicie wpisują się w tureckie potrzeby (głównie walka z trzema siłami zła – ekstremizmem, terroryzmem i separatyzmem). Ponadto żaden z obecnych członków nie będzie od Turcji wymagał przeprowadzenia głębokich reform demokratycznych, czy żądał uregulowania praw mniejszości kurdyjskiej.

Pod względem ekonomicznym UE nie jest już dla Turcji wystarczającym partnerem dla podtrzymania bieżącej dynamiki wzrostu gospodarczego – w latach 2009-2011 PKB Turcji wzrosło z 614.6 mld USD do 775 mld USD, a więc o prawie 10%, podczas gdy wskaźnik ten dla UE wyniósł w 2011 r. zaledwie 1.6% przy inflacji 2.9%. Pomimo, że UE nadal stanowi dla Turcji główny rynek zbytu, to zauważalny jest wzrost udziału państw azjatyckich w tureckiej wymianie handlowej, zwłaszcza Rosji (19%), Chin (14%) i Indii (4%).

Tureckiego zwrotu w stronę Azji i SOW nie należy odczytywać jako zerwania z polityką podtrzymywania i rozwijania relacji z UE, zwłaszcza na płaszczyźnie gospodarczej. Trzeba bowiem brać pod uwagę, że SOW, powmimo manifestowanej na zewnątrz jedności państw członkowskich, w istocie jest wciąż spolaryzowana pod względem celów polityki zagranicznej. Ponadto relatywnie krótka historia organizacji i, jakkolwiek zabrzmi to kuriozalnie, wzajemna nieufność członków wobec siebie, skutkują niską rangą SOW na arenie międzynarodowej, a także wciąż niezakończonym procesem określania własnej tożsamości. Jedną z konsekwencji braku pożądanej przez organizację spójności w polityce wewnętrznej i zewnętrznej jest zahamowanie procesu rozszerzania SOW o nowe państwa członkowskie, a chętnych do akcesji jest spora liczba państwa, w tym obok Turcji również Indie, Pakistan i Iran.

Kluczowym czynnikiem dla uzyskania członkostwa przez Turcję (jak i inne państwa kandydujące) jest akceptacja ze strony Rosji i Chin. O ile Chiny chętnie widziałyby rozszerzenie SOW o Turcję, o tyle dla Rosji byłoby to działanie na własną szkodę. Ta odmienność postaw dwóch kluczowych członków wynika z coraz większego rozdźwięku w kwestiach gospodarczych. Od kilku lat Chiny coraz intensywniej forsują utworzenie strefy wolnego handlu (FTA) w obszarze Azji Centralnej, jako bazowy element integracji ekonomicznej państw w ramach SOW. Bez wątpienie Turcja wsparłaby Chiny w tych dążeniach, co z kolei budzi sprzeciw Rosji, która obawia się zdominowania przez dynamicznie rozwijającą się gospodarkę Państwa Środka. Drugą kwestią hamującą gospodarczą integrację w łonie SOW jest realizacja przez Kreml własnego pomysłu na unię ekonomiczną, materializującego się jako Unia Eurazjatycka. Zamierzeniem Rosji jest powiązanie gospodarek byłych republik radzieckich z rosyjską, co znacząco wzmocniłoby siłę przetargową Moskwy wobec Pekinu, zwłaszcza w obszarze żywotnej dla chińskiej gospodarki polityki energetycznej. W obecnej sytuacji Rosja z coraz większym niepokojem obserwuje rosnący poziom inwestycji w republikach Azji Centralnej, szczególnie w przemyśle wydobywczym i rozwoju infrastruktury transportowej dla przesyłu surowców naturalnych. Pod względem siły inwestycyjnej Rosja nie jest w stanie konkurować z Chinami, a nawet sama jest zmuszona zabiegać o chiński kapitał dla realizacji inwestycji mających na celu eksploatację złóż syberyjskich. W tych warunkach wsparcie przez Kreml zacieśniania powiazań chińsko-tureckich nie ma ani politycznego, ani gospodarczego uzasadnienia, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę niechętną postawę Turcji wobec planów ekspansji gazowej Rosji w Europie. Oczywiście Kreml może wykorzystać aspiracje Ankary do członkostwa w SOW i udzielić wsparcia, ale za cenę zaangażowania Turcji w realizację projektów energetycznych Rosji wobec Europy i wycofania się z projektów kunkurencyjnych, czyli udziału w budowie rurociągów wspólnie z Chinami, Turkmenistanem, Azerbejdżanem czy Iranem.

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt potencjalnego członkostwa Turcji w SOW. Jeśli Turcja uzyskałaby status członka, tym bardziej taki status musiałyby otrzymać Indie i Pakistan, które znacznie wcześniej związały sie z SOW. Dodatkowo, zarówno Pakistan, jak i Indie są strategicznymi partnerami odpowiednio Chin i Rosji, co rodzi określone implikacje. Po pierwsze przyjęcie Turcji z pominięciem wspomnianych dwóch państw bez wątpienia ochłodziłoby relacje na linii Pekin-Islamabad i Moskwa-New Delhi, a tego Chiny i Rosja chciałyby za wszelka cenę uniknąć. Po drugie przyjęcie w poczet członków tylko jednego ze wspomnianych państw nie jest możliwe, bowiem taki ruch zostałby natychmiast zablokowany przez oponenta. W konsekwencji sytuacja z poszerzeniem SOW o tak istotne dla gospodarczego i politycznego wzmocnienia organizacji państwa, jak Indie, Pakistan i Turcja stała się patowa.

W kontekście kształtowania relacji politycznych chińsko-tureckich warto bliżej przyjrzeć się wizycie premiera Erdoğana w Xinjiangu (Wschodni Turkiestan) w kwietniu 2012 r., która była pierwszą od 27 lat wizytą głowy tureckiego państwa w tym regionie. Xinjiang jest rdzenną prowincją Ujgurów, nacji mzułmańskiej i posługującej się językiem tureckim, a obecnie zdominowanej przez chińską ludność Han. Powiązania tego regionu z Turcją sięgają jeszcze czasów rozkwitu Jedwabnego Szlaku. Podczas swojego przystanku w Urumqi, dawnej stolicy Xinjiangu, Erdoğan nie zapomniał o tym fakcie, wskazując na kolejną historyczną szansę na stworzenie Nowego Jedwabnego Szlaku i, na dowód dążenia Turcji do odtworzenia gospodarczych powiązań, przywiózł ze sobą 300 biznesmenów zainteresowanych inwestycjami w regionie. Pozornie mogłoby sie wydawać, że wizyta Erdogana w regionie, który jest źródłem permanentnego niepokoju Pekinu w kontekście ruchu separatystycznego, będzie przyjęta przez chińskie władze z co najmniej mieszanymi uczuciami. W rzeczywistości Pekin wspiera wszelkie inicjatywy międzysąsiedzkie, zarówno o charakterze ekonomicznym, jak i kulturalnym czy społecznym, ale warunkując swoją przychylność bezwzględnym przestrzeganiem zakazu jakichkolwiek form wspierania niepodległości Wschodniego Turkiestanu. Zarówno w Urumqi, jak i podczas pobytu w Pekinie premier Erdoğan, który sam boryka się z problemem kurdyjskiego separatyzmu, w ogóle zdawał się nie dostrzegać istnienia ujgurskiego ruchu niepodlegościowego, skupiając się na kresleniu wizji „tureckiej strefy wpływów od Morza Adriatyckiego po chiński Wielki Mur”. Obecne poprawne relacje chińsko-tureckie w kwestii Xinjiangu są świeżej daty, bowiem jeszcze do niedawna postawa rządu w Ankarze wobec Ujgurów była postrzegana przez Pekin za „nazbyt przychylna”. Szczególnie silnie zareagował Erdoğan podczas rozruchów separatystów ujgurskich w 2009 r., którzy zostali bezwzględnie spacyfikowani przez chińskie siły policyjne. Premier Turcji nie zawahał sie wówczas gośno mówić o ludobójstwie i rządać postawienia winnych pacyfikacji w stan oskarżenia za łamanie praw człowieka. Strona chińska odrzuciła wówczas zarzuty Erdoğana argumentując, że ofiarami rozruchów wywołanych przez ujguskich separatystów byli przede wszystkim przedstawiciele chińskiej ludności Han i ostrzegając Ankarę przed skutkami mieszania się w wewnętrzne sprawy Chin.

Wzajemne relacje zaczęły ewoluować ku ociepleniu wraz z dojściem do władzy Xi Jinpinga w 2013 r., po którym tureckie władze spodziewały się otwartości w kwestii strategicznego partnerstwa. Tureckie dążenia do poprawy wzajemnych stosunków zbiegły się w czasie z obchodami Roku Tureckiego w Chinach, co dodatkowo przyczyniło się do wzmocnienia pozytywnego postrzegania Turcji przez Pekin. To wydarzenie było efektem obchodów Roku Kultury Chińskiej, trwającego 12 miesięcy i zakończonego w lutym 2013 r. Owocem tureckich zabiegów była wizyta przewodniczącego Xi w Turcji, po której turecki minister spraw zagranicznych Ahmet Davutoglu stwierdził, że spotkanie potwierdziło „osiągnięty poziom partnerstwa i nieprzerwanie rozwijających się obustronnych relacji” oraz że „turecko-chińskie relacje będą ciągle rozwijały się dla obustronnych korzyści naszych narodów w przyszłości”.

W pięc lat po wydarzeniach w Xinjiangu relacje chińsko-tureckie uległy znaczącej przemianie – „poprawna” wizyta premiera Erdogana w Xinjiangu wzmocniła pozytywne relacje Pekinu z Ankarą. Dla Turcji ma to bardzo istotne znaczenie w kontekście zacieśnaiania kontaktów gospodarczych z Państwem Środka i dążeń do członkostwa w SOW, a dla Chin przychylność rządu Erdoğana ma kluczowe znaczenie dla wzmacniania chińskiej pozycji na Bliskim Wschodzie.

Wzajemne relacje handlowe obu państw osiągnęły pułap 19 mld USD w 2013 r. i stale rosną. Z punktu widzenia Ankary bilans handlowy jest zdecydowanie niekorzystny, co jednak nie hamuje optymizmu tureckiego rządu w kreowaniu celu, jakim jest osiągnięcie obrotów handlowych na poziomie 100 mld USD do 2020 r. Od kilu lat zauważalny jest też znaczący wzrost zainteresowania chińśkiego kapitalu inwestycjami w turecki przemysł wydobywczy i energetyczny, budownictwo, komunikację oraz transport. Przykładowo Chiński Bank Eksportowo-Importowy pożyczył 770 mln USD Tureckim Kolejom Państwowym na realizację projektu buowy szybkiej kolei, a ostatnio Chińczycy zaproponowali Turcji wybudowanie drugiej elektrowni atomowej, której koszt szacuje sie na 20-24 mld USD. Tureccy decydenci są bardzo przychylni chińskiej ofercie, uznając ją za konkurencyjną w stosunku do ofert rosyjskiej, południowokoreańskiej, francuskiej czy kanadyjskiej.

Trudno przewidywać, jak sytuacja w trójkącie UE-Turcja-SOW zmieni się w długim okresie. Raczej mało prawdopodobnym scenariuszem w niedalekiej perspektywie jest uzyskanie przez Turcję członkostwa w SOW, porzucenie NATO i rozluźnienie relacji z UE. Ankara zdaje sobie z tego sprawę, stąd głośno wyrażane przez Erdoğana pragnienie związania z SOW za cenę porzucenia UE nie zrobiły w Brukseli większego wrażenia. Zapewne jednak można spodziewać się pogłębienia współpracy politycznej i ekonomicznej między Turcją a Chinami i Rosją, a nie można też wykluczyć dryfowania Ankary w kierunku zacieśniania współpracy z tymi krajami na płaszczyźnie militarnej. Turcja wykazując coraz większe zainteresowanie aktywizacją w Azji Centralnej staje się automatycznie coraz mocniej zaaangażowana w problem bezpieczeństwa regionalnego, co może skutkować uzyskaniem statusu obserwatora, a już na pewno aktywnym włączeniem we współpracę wojskową w ramach SOW. Taki scenariusz wydaje się tym bardziej prawdopodobny po wyborach prezydenckich z 10 sierpnia 2014 r., w których zwyciężył premier Erdoğan. Z kolei na stanowisku szefa rządu zastąpił go dotychczasowy minister spraw zagranicznych Ahmet Davutoglu, którego również można zaliczyć do grupy orędowników azjatyckiego kierunku polityki państwa.

W Brukseli turecka postawa jest raczej postrzegana jako przejaw frustracji i próba wymuszenia aktywizacji Unii, bez realnego zagrożenia destrukcyjnymi dla relacji turecko-unijnych decyzjami Ankary. Pomimo zdecydowanej postawy proazjatyckiej w polityce zagranicznej, Turcja zdaje sobie sprawę, że SOW wciąż jest organizacją o charakterze regionalnym, a nie globalnym. Przyjęcie Turcji w poczet członków SOW nie będzie więc stanowiło „politycznej” rekompensaty wobec zamkniętych drzwi UE. Dodatkowo trzeba pamiętać, że powiązania gospodarcze między Turcją a UE są znacznie gęstsze i głębsze niż z krajami Azji. UE stanowi główny rynek zbytu dla tureckich produktów (40% to produkty zaawansowane technologicznie), a obroty handlowe z krajami UE wzrosły prawie trzykrotnie (z 20 mld USD w 2002 r. do 60 mld USD w 2012 r.). Oczywiście należy tu zwrócić uwagę, że wzrostowi wartości obrotów handlowych z UE towarzyszył jednoczesny spadek ich udziału w całej wymianie handlowej na skutek dynamicznego rozwoju handlu z państwami Azji.

Z punktu widzenia SOW rozszerzenie organizacji o nowe państwa kandydujące ma kluczowe znaczenie dla układu sil wewnętrznych oraz faktycznych korzyści dla pozostałych członków. Niewątpliwie z punktu widzenia malych republik azjatyckich pojawienie się nowego, silnego gracza może sprzyjać dynamice ich rozwoju. Dla Turcji jednak te małe rynki zbytu nie są dostatecznym bodźcem do walki o członkostwo w SOW. W zasadzie jedynym państwem zainteresowanym w rozwoju stosunków gospodarczych są Chiny, które jednak dość ambiwalentnie postrzegają czlonkostwo Turcji z uwagi na niestabilną postawę Ankary wobec Xinjiangu. Turcja nie moze też liczyć na poparcie Rosji, wobec silnych negatywnych uwarunkowań historycznych, m.in. w kwestii gorącego obecnie Krymu. Ponadto Turcja jest przedstawicielem NATO – organizacji, którą Kreml dla potrzeb swojej polityki postrzega jako wrogą wobec Rosji.

Reasumując, sytuacja wewnętrzna w SOW, rzeczywista pozycja organizacji na arenie międzynarodowej oraz faktyczne polityczne i gospodarcze potrzeby Turcji wskazują raczej na dość odległy w czasie proces uzyskania członkostwa przez Ankarę. Działania premiera Erdogana są raczej ukierunkowane na uzyskanie przychylności Rosji i państw azjatyckich, niż faktyczną wiarą w członkostwo. Również w kwestii zmiany kursu z europejskiego na azjatycki, wszystko wskazuje na to, że Turcja przez najbliższe 10-20 lat będzie „skazana” na prymat rynków Europy. Przynajmniej dopóki rynki państw azjatyckich nie staną się na tyle rozwinięte, by wchłonąć rosnącą produkcję zaawansowanych technologicznie tureckich dóbr. Nawet wówczas sytuacja dla Turcji nie będzie aż tak prosta, bowiem cenowo trudno będzie tureckim wyrobom konkurować z chińskimi czy indyjskimi, a pod względem jakości i technologii chińskie i indyjskie fabryki poczyniły znaczące postępy.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
J.A. Olędzki: Turecki kurs na SOW Reviewed by on 16 września 2014 .

Turcja należy do grupy najszybciej rozwijających się państw świata, a poziom rozwoju gospodarczego umożliwił jej uzyskanie członkostwa w grupie G20. Położenie geograficzne daje Turcji bardzo silną pozycję strategiczną, stanowi bowiem łącznik między Azją a Europą, a poprzez sprawowanie kontroli nad cieśninami Bosfor i Dardanele faktycznie decyduje o przydatności Morza Czarnego dla wymiany handlowej Rosji. Położenie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź