Artykuły,Publicystyka

J. A. Olędzki: Chiny rzucają wyzwanie amerykańskiej hegemonii finansowej

Koniec Zimnej Wojny wzmocnił amerykańską dominację na świecie na płaszczyźnie ekonomicznej, a zwłaszcza finansowej. Dwie kluczowe instytucje finansowe o zasięgu światowym, pozornie będące organizacjami ponadnarodowymi – Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy – stały się faktycznie amerykańskimi agendami realizacji idei Washington Consensus. Kryzys 2008 r. i bezprecedensowy rozwój gospodarczy Chin zachwiały amerykańską pozycją w świecie ekonomicznym. Chińska gospodarka absorbująca najwięcej na świecie bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) (wg danych Narodowego Biura Statystycznego Chin średnioroczna absorpcja BIZ w latach 1998-2014 wynosiła 402,87 mld USD), dysponująca tanią i wręcz nieograniczoną siłą roboczą w połączeniu ze strategią „produkować, co tylko się da i sprzedawać na całym świecie” stała się w 2014 r. liderem światowego obrotu gospodarczego (wg danych Głównego Urzędu Celnego Chin obroty wyniosły 4,16 bln USD, a nadwyżka ponad 600 mld USD). I, co niezwykle istotne, stała się też największym wierzycielem Stanów Zjednoczonych (wg danych Departamentu Skarbu USA na koniec 2014 r. było to 1,25 bln USD) i zgromadziła gigantyczne rezerwy walutowe, szacowane na koniec 2014 r. na prawie 4 biliony USD.

Kolejnym krokiem chińskich decydentów stała się idea stworzenia niezależnego od Amerykanów systemu finansowego, wspierającego rozwój gospodarczy Azji. Taką inicjatywą stał się Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych (ABII), szerzej znany pod angielskim akronimem AIIB (Asian Infrastructure Investment Bank). Propozycja chińska okazała się na tyle interesująca, że przyciągnęła uwagę państw na całym świecie, a Pekin dodatkowo ogłosił, że fundatorem banku może być każde państwo, które złoży taki akces, niezależnie od położenia kontynentalnego.

W Białym Domu szybko dostrzeżono niebezpieczeństwo, jakie niesie ze sobą chińska inicjatywa, głównie z uwagi na dwa czynniki. Pierwszym z nich jest dotychczasowa polityka kreowania relacji gospodarczych przez Chiny z innymi państwami, która nie uwzględnia kwestii różnic politycznych czy światopoglądowych. W odróżnieniu od Chin pomoc oferowana przez państwa zachodnie (Stany Zjednoczone, Unia Europejska) krajom rozwijającym się jest obwarowana spełnieniem określonych warunków politycznych (funkcjonowania zasad wolności, demokracji, praw człowieka itp.). Pekin nie zwracał uwagi na kwestie polityczne czy społeczne, wyraźnie oddzielając sferę ekonomiczną od politycznej, stając się przez to bardziej stabilnym partnerem. Drugą budzącą niepokój Amerykanów kwestią jest abstrakcyjnie wysoki poziom zdolności inwestycyjnych Państwa Środka, co pozwala chińskiej inicjatywie „na starcie” zdystansować inne projekty rozwojowe.

Do czasów zainicjowania ABII głównym projektem dla rozwoju Azji był założony w 1966 r. Azjatycki Bank Rozwoju (ABR), skupiający obecnie 67 państw, w tym 48 z regionu Azji i Pacyfiku. Organizacja ABR była wzorowana na formule wypracowanej w Banku Światowym, a głównymi inwestorami były dwa najbogatsze wówczas państwa regionu Azji i Pacyfiku – Japonia (udział 15,67%) i Stany Zjednoczone (udział 15,56%). Kapitał Banku systematycznie rósł, by w 2010 r. osiągnąć wartość 165 mld USD. Choć Chiny należą do inwestorów ABR (udział ponad 5%), to jednak ich rola w kreowaniu polityki kredytowej organizacji była marginalizowana przez japońsko-amerykański sojusz. Stany Zjednoczone traktowały ABR jako narzędzie wywierania nacisku na państwa regionu w kwestii kierunków polityki zagranicznej i rozszerzania swoich wpływów w strefie Azji i Pacyfiku, co oczywiście zaczęło coraz bardziej „uwierać” rosnące w potęgę Chiny.

Konsekwencją dążenia Chin do uniezależnienia się od prozachodniej instytucji finansowej było zaproponowanie nowej formuły działań wspierających inwestycje rozwojowe w Azji. Inicjatywa chińska miała też na celu zwiększenie wpływu Pekinu w świecie finansów, adekwatnie do statusu finansowego Państwa Środka, czego nie zapewniał ani MFW (udział głosów USA 16,75%, Japonii 6,23% i Chin 3,81%), ani ABR (udział głosów USA 12,7%, Japonii 12,8% i Chin 5,4%). Dla Chin nadszedł więc czas, by przeprowadzić reformę systemu finansowego, jeśli nie w skali globalnej, to na początek przynajmniej w skali kontynentalnej. Dodatkowo postępowanie Chin było warunkowane działaniami Waszyngtonu, który z jednej strony wyłączył Państwo Środka z Trans-Pacyficznego Partnerstwa (Trans-Pacific Partnership, TPP), a z drugiej negował potrzebę powoływania nowej instytucji finansowej w Azji. Trudno się więc dziwić stronie chińskiej, że poczuła się marginalizowana i izolowana przez amerykańską politykę, co musiało zaowocować nową inicjatywą wzmacniającą pozycję Pekinu na światowej arenie finansowej i znacznie zwiększającą rolę decyzyjną Państwa Środka.

Źródło: flickr.com, epSos .de

Źródło: flickr.com, epSos .de

Choć kapitał założycielski ABII został określony wstępnie na 50-100 mld USD, a więc znacznie mniejszy niż pozostający do dyspozycji ABR, to w praktyce okazało się, że inicjatywa spotkała się z szerokim pozytywnym odzewem ze strony nie tylko państw Azji, ale również największych światowych potęg gospodarczych. Propozycję chińską zdecydowanie odrzuciły Stany Zjednoczone, co nie wydaje się posunięciem rozsądnym w długim okresie, bowiem izoluje Amerykanów od wpływu na procesy decyzyjne dotyczące rozwoju Azji. Ponadto ku zaskoczeniu i wręcz wściekłości Waszyngtonu drogą wytyczoną przez Biały Dom nie poszli tradycyjni najbliżsi sojusznicy Amerykanów: Australia i Japonia zaczęły zastanawiać się nad przystąpieniem, a Wielka Brytania złożyła akces założycielski (strona chińska określiła amerykańską reakcję na brytyjską decyzję jako „histeryczną” i „paranoidalną”). Wyłom zrobiony przez Brytyjczyków w murze państw zachodnich skutkował decyzjami o przystąpieniu kolejnych krajów: Włoch, Francji i Niemiec. Biały Dom jeszcze nie ochłonął po tej „dezercji”, gdy swój akces złożyła Australia, a Kanada ogłosiła, że zastanawia się nad przystąpieniem. Waszyngtonowi został tylko jeden sojusznik – Japonia, która ostatecznie zrezygnowała z członkostwa w ABII. Co ciekawe, mocno powiązana z Chinami więzami gospodarczymi i politycznymi Rosja przystąpiła dopiero 28 marca (31 marca została zamknięta lista akcesyjna państw-fundatorów).

Nie ulega kwestii, że ABII jest postrzegany jako wyzwanie rzucone przez Chiny Bankowi Światowemu i Azjatyckiemu Bankowi Rozwoju, a więc pośrednio Stanom Zjednoczonym. Należy tu podkreślić, że oficjalne stanowisko władz chińskich zdecydowanie odrzuca amerykańskie chłodne opinie o potrzebie tworzenia nowej organizacji, wskazując na bardzo ograniczoną zdolność ABR do realizacji potrzeb inwestycyjnych Azji (szacowanych na co najmniej 8 bln USD). Zdaniem strony chińskiej po prostu dynamika rozwoju kontynentu przerosła dynamikę rozwoju banku, co wymaga wypracowania nowej, ale uzupełniającej, a nie zastępującej działania ABR formuły. Biały Dom od początku zarzucał Pekinowi, że ich inicjatywa nie będzie sprzyjać równomiernemu rozwojowi społecznemu, w kwestiach propagowania i wdrażania zasad demokratycznych czy praw człowieka, a nawet może przyczynić się do utrwalania obecnych patologii (głównie korupcja, nepotyzm, pogłębianie nierówności społecznych). Ostrzeżenia Stanów Zjednoczonych o umocowaniu nowej instytucji finansowej w państwie, które nie spełnia zachodnich standardów procedur prawnych, demokratycznych, środowiskowych i cechuje się brakiem transparentności procedur kredytowych i przetargowych nie spotkały się ze zrozumieniem państwa Azji i Europy. W tej sytuacji Amerykanie sięgnęli do nacisków politycznych, które jednak poskutkowały tylko w przypadku Japonii. Szczególnie niepokojące wydaje się być dla Stanów Zjednoczonych zbliżenie chińsko-australijskie – zacieśniająca się współpraca gospodarcza w zakresie dostaw miedzi i ropy do Chin, wzrost chińskich inwestycji w australijskim przemyśle wydobywczym, jak również projekt wspólnej strefy wolnego handlu miedzy obu krajami. Słabnięcie powiązań z Australią oznacza dla USA osłabienie wpływów w regionie pacyficznym i stopniowe zamykanie basenu Oceanu Indyjskiego (po wyrzuceniu Amerykanów z Pakistanu i zarzutach o zbrodnie wojenne i naruszenie suwerenności oraz porażce w próbie zwiększenia wpływów w Indiach kosztem ograniczenia wpływów Rosji).

Bez wątpienia proces kreowania ABII jest sukcesem dyplomatycznym Pekinu, a zarazem podkreśleniem wiodącej roli Chin w światowej gospodarce, co dostrzegają wszystkie liczące się państwa świata. Wyjątkiem są tu Stany Zjednoczone, które nie mogą się pogodzić z utratą hegemonii w świecie finansów i przyjęły strategię negowania wszelkich inicjatyw, w których nie przypada im rola lidera. Jak już widać wyraźnie na przykładzie ABII, taka strategia w długim okresie przyniesie jednak skutek odwrotny do oczekiwanego przez Biały Dom. Wpływy amerykańskie i zdolność Stanów Zjednoczonych do sterowania światowymi potęgami należy już do przeszłości, co udowodniły decyzje wiernych sojuszników Waszyngtonu: Wielkiej Brytanii i Australii (Kanada i Korea jeszcze nie podjęły decyzji, ale też dopuściły się w ogóle jej rozważania).

W rezultacie Stany Zjednoczone świadomie odizolowały się od procesu współdecydowania o sprawach gospodarczych kontynentu, który już w zasadzie odgrywa kluczową rolę w światowej gospodarce, a jego rola będzie rosła w kolejnych latach. Inicjatywę Pekinu poparła Unia Europejska (przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz stwierdził, że „uczestnictwo [w ABII] jest dobre, a im więcej państw weźmie udział, tym lepiej”), wspierając i zachęcając włączanie się państw członkowskich w poczet fundatorów ABII. Wypowiedź rzeczniczki Komisji Europejskiej Miny Andreevej, która wyraziła zadowolenie z zacieśniającej się współpracy Europy i Chin, skrytykował w zawoalowany sposób sekretarz skarbu USA Jack Lew, co dodatkowo potwierdziło, że sojusz gospodarczy USA i Europy Zachodniej przestał być monolitem.

Wobec powyższych faktów wydaje się, że jedyną drogą wzmocnienia wizerunku Stanów Zjednoczonych i podtrzymywania partnerstwa z krajami Azji i Europy jest poszukanie nowej formuły współpracy z Chinami. Problem w tym, że do tej pory to Amerykanie proponowali Pekinowi ewentualne przyłączenie do inicjatyw, w których byli liderem. Pojawia się więc pytanie czy już, a jeśli nie, to kiedy Stany Zjednoczone zauważą, że świat się zmienił i będą gotowe na poszukiwanie, a nie tylko oferowanie partnerstwa.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
J. A. Olędzki: Chiny rzucają wyzwanie amerykańskiej hegemonii finansowej Reviewed by on 15 kwietnia 2015 .

Koniec Zimnej Wojny wzmocnił amerykańską dominację na świecie na płaszczyźnie ekonomicznej, a zwłaszcza finansowej. Dwie kluczowe instytucje finansowe o zasięgu światowym, pozornie będące organizacjami ponadnarodowymi – Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy – stały się faktycznie amerykańskimi agendami realizacji idei Washington Consensus. Kryzys 2008 r. i bezprecedensowy rozwój gospodarczy Chin zachwiały amerykańską pozycją w świecie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • „Kanada i Korea jeszcze nie podjęły decyzji” – Korea Płd zgłosiła swój akces do AIIB.

    • Avatar Jerzy A. Olędzki

      To prawda. Artykuł ukazał się z lekkim poślizgiem, a dynamika zmian w kwestii akcesu do AIIB była niezwykle dynamiczna, zwłaszcza w ostatnich dniach marca.

Pozostaw odpowiedź