Komentarze

Internauta Zyggi: Największym problemem Indonezji jest korupcja

lapowkaPublikujemy kolejny interesujący komentarz jednego z naszych Czytelników. Tym razem Internauta Zyggi przedstawia swoją opinię na temat problemów Indonezji.

Indonezja dziś należy do G20. Ma też wszelkie dane, by wejść do grupy BRIC i być jednym z kluczowych graczy na arenie międzynarodowej. Liczy ok. 230 mln mieszkańców (4. miejsce w świecie), dysponuje ogromnymi bogactwami naturalnymi. Nie brak tam świetnie wykształconych, znających języki obce, bywałych w świecie fachowców i menedżerów. Poza tym ten największy wyspiarski kraj świata zajmuje rejon ogromnie ważny pod względem strategicznym. Co zatem stoi na przeszkodzie rozwojowi Indonezji?

Może się mylę, ale przypuszczam, że głównym hamulcem rozwoju tego kraju jest korupcja. Jakieś 2 lata temu Indonezja zajmowała pod tym względem mało zaszczytne 4. miejsce w świecie i 1. w Azji. Jak mówią znajomi Indonezyjczycy z Dżakarty, korupcja panuje dosłownie wszędzie. Od ministerstw, gdzie cichaczem “przyklepywane” są wielomilionowe kontrakty, po policjantów z drogówki, którzy biorą równowartość kilku USD za niewypisanie mandatu. Nieraz już dochodziło do niewiarygodnych nadużyć: na Kalimantanie (Borneo) i w Papui ludzi dosłownie wyrzucano z ich ziemi za śmiesznie niskim odszkodowaniem, by potem odsprzedać lub wydzierżawić tę ziemię zagranicznym koncernom lub rodzimym plantatorom. Do tego dochodzi dokuczliwa biurokracja i niekompetencja urzędników. Pozytywnym elementem natomiast są niskie podatki i brak przymusu ubezpieczeń – póki co jasne światełka w ekonomicznym tunelu, w którym wciąż tkwi największy archipelag świata.

Na koniec tych moich rozważań – parę zdań na temat społeczeństwa. W tym społeczeństwie, a zwłaszcza wśród mniejszości chińskiej widoczna jest niesamowita zaradność i przedsiębiorczość, tak różna od bierno-roszczeniowej postawy dominującej wśród dzisiejszych Europejczyków, mentalnie uzależnionych od socjalnego państwa jak niemowlę od matczynej piersi… Indonezyjczycy są dalecy od apatii i rezygnacji, biorą życie takim jakie jest i nie oczekują gruszek na wierzbie. Ten pragmatyzm pozwala im unikać rozczarowań typowych dla społeczeństw socjalistycznych, gdzie przed każdymi wyborami politykierzy obiecują obywatelom przychylić nieba (skąd my to znamy!!). Osobiście bardzo polubiłem Indonezyjczyków i to z wielu powodów. Zresztą, mówiąc półżartem, jak można nie polubić ludzi, którzy nijak nie pojmują jak może istnieć taki twór jak ZUS?

Udostępnij:
  • 2
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    2
    Udostępnienia
Internauta Zyggi: Największym problemem Indonezji jest korupcja Reviewed by on 8 października 2010 .

Publikujemy kolejny interesujący komentarz jednego z naszych Czytelników. Tym razem Internauta Zyggi przedstawia swoją opinię na temat problemów Indonezji. Indonezja dziś należy do G20. Ma też wszelkie dane, by wejść do grupy BRIC i być jednym z kluczowych graczy na arenie międzynarodowej. Liczy ok. 230 mln mieszkańców (4. miejsce w świecie), dysponuje ogromnymi bogactwami naturalnymi.

Udostępnij:
  • 2
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    2
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 12

  • Czy mogę poznać przyczynę dla której mój komentarz został skasowany ? Nie było w nim żadnych wulgaryzmów…

  • Na podstawie rankingu Transparency International
    http://en.wikipedia.org/wiki/Corruption_Perceptions_Index
    Indonezja ma rzeczywiście bardzo wysoki wskaźnik korupcji (2,8 w skali 1-10, 1 najgorsza sytuacja, 10 najlepsza), ale problem ten dotyczy również wspominanych w komentarzach Chin (3,6) czy Indii (3,4). Dla porównania sytuacja w Polsce została oceniona na 5, Japonii 7,7; Niemiec 8,0 a np. w Rosji czy na Ukrainie 2,2.

    Chciałbym również poruszyć temat krajów Europy, które są wyśmiewane jako sklerotyczne czy leniwe. Niektórzy nie uwzględniają w swoich ocenach faktu, że Europa okres bardzo dynamicznego wzrostu ma już za sobą (lata 50,60 aż do kryzysu naftowego). Rezerwa wzrostu w tych krajach jest bardzo ograniczona (np. wysokie płace, a przez to nieopłacalna produkcja), a Chin czy Indii, jak już wcześniej wspominałem ogromna. Mimo tych różnic kraje Zachodu od lat przodują w rankingach dot. poziomu życia, wolności słowa itd. Czyli pisząc w jednym zdaniu mieszkańcom Zachodu żyje się dużo lepiej i będzie tak jeszcze przez dziesiątki lat. Chociaż możemy zachwycać się niesamowitym tempem rozwoju Chin to ich obywatelom bliższy sercu jest ich własny stan materialny, a nie gospodarcza potęga państwa. Poza tym Europa to nie całość, tj. bardzo różnią się kraje śródziemnomorskie od krajów Północy. Do niedawna Niemcy (zdaje się od 2003 do 2009) były największym eksporterem świata i dopiero w tym roku wyprzedziły ich Chiny zresztą na skutek kryzysu finansowego. Niewątpliwie znaczenie Europy będzie słabnąć, lecz nie należy bagatelizować w takim stopniu jej ekonomicznego znaczenia (bo militarne czy polityczne jest nikłe).

    Oprócz tego wyjaśnię moje poprzednią tezę („I tak ogromnym sukcesem Chin byłoby osiągnięcie chociaż połowy poziomu gospodarczego Japonii.”)

    Przyczyną tego może być demografia. Średnia wieku Chińczyków wynosi 35,2. Oczywiście jest to znacznie mniej niż Japonia (44,6) czy Polska (38,2), ale niewiele mniej niż bardzo wysoko rozwinięte Stany Zjednoczone (36,8). Oznacza to, że Chiny nie zdążą się wzbogacić, a już będą miały kłopoty ze starzejącą ludnością. Nie wiem czy ChRL ma jakikolwiek system emerytalny, ale nawet jeśli nie to siła robocza będzie się w przyszłości kurczyć, a tym samym demograficzna rezerwa wzrostu gwałtownie maleć.
    Obecnie odsetek ludności w Chinach w wieku +65 wynosi 8 %. Ten sam odsetek Japonia miała pod koniec lat 70. Jednocześnie pod koniec lat 70. PKB per capita Japonii (nominalne) stanowiło 66 % PKB per capita USA. W przypadku Chin ich PKB per capita obecnie stanowi 15 % USA.

    Chiny tak czy inaczej zostaną supermocarstwem i będą realizować swoją politykę również w Polsce, ale oprócz zachwycania się, warto też poświęcić uwagę na wielkie problemy z jakimi będzie musiał zetknąć się ten kraj w przyszłości.

    • Dziękuję za link. Jak miłośnika Indonezji i jej kultury, krzepi mnie świadomość, że nastąpiła tam poprawa w zakresie walki z korupcją (z 2,3 w 2007 do 2,8 w 2009). Ufam, że w dalszym ciągu nastąpio poprawa, bo to przyczyni się do wzrostu aktywności gospodarczej.
      Co do Chin, wspomniane przez Pana problemy demograficzne są ewidentnym rezultatem uparcie prowadzonej od ponad 30 lat polityki 2+1 (nie dotyczącej mniejszości narodowych) przy jednoczesnym wzroście zamożności, a co za tym idzie, średniej długości życia. To fakt, że efektem tej polityki jest obecny spadek przyrostu naturalnego do zera. Ale w sytuacji, gdy kosztem ubocznym jest gwałtowne starzenie społeczeństwa, a dodam tu jeszcze przewagę liczebną mężczyzn nad kobietami o około 40 mln, wydaje mi się, że koszty przewyższają korzyści. I mam nadzieję, że Pekin skończy z tą polityką zanim problemy się powiększą.
      A propos systemu emerytalnego, na szczęście dotyczy on tylko pracowników sektora państwowego. Napisałem „na szczęście”, bo dzięki temu pozostali mają możliwość odkładania pieniędzy na starość, zamiast wpłacania ich do jakiegoś ZUS-opodobnego tworu (choć przypuszczam, że tamtejsze odpowiedniki ZUS nie marnują tak pieniędzy jak panowie i władcy „złotej jesieni” milionów zniewolonych Polaków).
      I jeszcze a propos eksportu. Myślę, że niemiecki sukces eksportowy to w dużej mierze rezultat przynależności do UE, dzięki czemu gros eksportu nie jest obciążone cłem. Do tego geografia: czekolada, jogurt i piwo przerzucone autostradą do Reala czy Kauflandu po drugiej stronie granicy też są zaliczane do owego eksportu. O tak cieplarnianych warunkach Chińczycy mogą tylko pomarzyć, bowiem gros ich eksportu odbywa się drogą morską i lotniczą. Nie mówiąc o Japonii, Korei Pd. i Tajwanie, które niczego nie eksportują drogą lądową.

  • jesli jest to jakakolwiek pociecha dla filipinczykow, to po w trakcie chyba 3. tygodnia mojego pobytu tutaj mialem spotkanie z gosciem, ktory zaproponowal mi prace. chyba mnie polubil, bo zaprosil mnie do domu. w takcie rozmowy pogratulowalem mu urodziwej zony. wtedy dowiedzialem sie, ze ta ladna to filipinska sluzaca, a brzydal to tajwanska zona. dosiorbalem wiec herbate do konca i juz niedlugo bylem w drodze do domu.

    • Skoro już jsteśmy przy tematach filipińskich, swego czasu znajoma Filipinka stwierdziła, że oni mają dużo dzieci, bo nie są leniwi w łóżku. :-) Magdalena Klarner-Śniadowska w swej świetnej, choć wydanej jakieś 30 lat temu książce „Wyspy na szlaku tajfunów”, pisze jak to filipińscy gospodarze zapytali goszczące u nich polskie małżeństwo, dlaczego mają tylko troje dzieci, czy nie są może chorzy… Co tu dużo mówić, wzorowy katolicki kraj. ;-)
      Ale Filipińczyków nie sposób nie polubić, bo gros z nich cechuje uśmiech, serdeczność i łatwość nawiązywania kontaktów, odmienne od rezerwy ludzi Zachodu czy Japończyków.
      A swoją drogą, ciekawe, kto i kiedy przełamie irytujący brak polskich książek o Filipinach..

  • dziekuje, nie spodziewalem sie tak szybkiej i obszernej odpowiedzi, bardzo mi milo. na tajwanie jest mnostwo filipinek, indonezyjek, tajow, wietnamskich zon.
    wiekszosc z nich to pracownicy fizyczni. duza czesc z nich traktowana jest z zenujacym poczuciem wyzszosci, sa ponizani i w domach i publicznie.

    kiedys pracowalem 8 miesiecy na zadupiu, na przedmiesciach Kaohsiungu. w fabryce tej zaprzyjaznilem sie z filipinczykami. bylem zaskoczony ich uczciwoscia i bieda. zaprosili mnie do swojej knajpy, czyli kontenera, w ktorym serwowano jedzenie, ktore z samego wygladu strach bylo jesc. w pewnym momencie pozstawilem wszysktim butelke gorzaly i dowiedzialem sie, ze czesc z nich pila ja pierwszy raz w zyciu, bo wczesniej nie bylo ich stac.
    do dzisiaj ich wszystkich przemile wspominam. jesli oni mnie tez, to wlasnie o to chodzilo w tym wszystkim.

    • Dziękuję. Twoje spostrzeżenie pokrywa się z moim. Sporo Filipińczyków pracuje na Tajwanie i w Hongkongu, gdzie niekiedy spotyka się z grubiańskim lub wręcz brutalnym traktowaniem. Stosunek tamtejszych Chińczyków do przybyszy z Kraju 7 Tysięcy Wysp ilustruje zdarzenie bodajże z ub.r., kiedy to jakiś znany dziennikarz z Hongkongu nazwał Filipińczyków „narodem służących”, czym wywołał protesty filipińskiej diaspory oraz rządu w Manili.
      Z kolei znajomi z Dżakarty zwrócili moją uwagę na niewesołą sytuację indonezyjskich niań zatrudnionych w Malezji. Również indonezyjskie media alarmują: Zaskakująco często kobiety te są tam poniżane, maltretowane, gwałcone. Zdarzały się nawet wypadki śmiertelnych pobic. Na te patologiczną sytuację zapewne wpływ ma antyindonezyjska postawa wielu Malajów i malezyjskich Chińczyków. A naturalnym rezultatem jest wzajemna niechęc obu krajów.

  • taka to prawda, ze fajnie jest bronic prawa czlowieka, rozne wolnosci i tym podobne i dobrze, ze w europie wiele tych praw jest zagwarantowanych. tyle, ze jest ich nadmiar.
    nie ma tego z czego finansowac. i nie ma odwaznego, ktory zlikwidowalby zus, platne urlopy chorobowe, chociaz na pewien czas wstrzymal platnosci wobec ofe, itd.
    mam nadzieje, ze napiszesz wiecej na temat Indonezji i jak sobie radza z gospodarka.

    • Faktem jest iż Indonezja nie tkwi w zastoju jak Europa. Ma tam miejsce rozwój gospodarczy, jednak nie jest on tak dynamiczny jak w Chinach, Indiach czy Wietnamie. Ostatnio wynosił on 6,3% w 2008, 6,1% w 2009, a prognoza na 2010 mówi o 4,4%. Już kilka lat temu Chiny wyprzedziły Indonezję pod względem PKB na 1 mieszkańca, a zanosi się, że niebawem uczynią to Indie i Wietnam.
      Problemem Indonezji, podobnie jak wielu innych krajów rozwijających się, jest wspomniana wyżej korupcja, a nakłada się na nią okoliczność iż urzędnicy nie zawsze identyfikują się z interesem narodowym. Podejmują bowiem nieraz decyzje z nim sprzeczne, faworyzujące różne grupy interesów czy też wielkie koncerny.
      Indonezja to olbrzymi, największy w świecie archipelag, a to powoduje określone uwarunkowania w sferze transportu. Poszczególne duże wyspy dzielą nieraz ogromne odległości, dlatego nie da się ich „spiąć” mostami czy tunelami drogowymi, jak to jest w wypadku głównych wysp Japonii. Indonezyjczycy są więc skazani na transport lotniczy i morski – zarówno w obrębie kraju, jak i w transporcie międzynarodowym. Z racji ubogich funduszy, a bywa że i zwykłej chciwości, często ów transport obsługują jednostki i samoloty, które w bogatszych krajach trafiłyby na złom. Stąd też raz po raz słyszymy dochodzące z Indonezji doniesienia o katastrofach lotniczych i morskich.
      Przemysł indonezyjski to siła znacząca, jednak nie jest on tak potężny i zróżnicowany jak chiński czy indyjski. Nie dysponuje zbyt zaawansowanymi technologiami własnymi, a i rynek wewnętrzny, jakkolwiek ogromny (230 mln ludzi), to jednak kilkakrotnie mniejszy niż rynki Chin i Indii.
      Istnieją lokalne firmy, które wypłynęły na szerokie wody, np. grupa finansowa Lippo, której piękne, bliźniacze wieżowce są jedną z wizytówek Hongkongu. W branży audio-wideo zaskakująco solidny Polytron dzielnie stawia czoła japońskim i koreańskim gigantom elektroniki. Rynek polski zawojował wielki producent szklanek KIG (jakość zbliżona do Arcoroc przy prawie 2 razy niższej cenie). Od kilku lat istnieje też u nas indonezyjska marka Kopiko (to ci od kawy i cukierków kawowych).
      Jednak to w porównaniu np. do Chin czy Indii ciągle mało. I podobnie jak w innych krajach ASEAN dużą część miejscowego przemysłu stanowią fabryki i montownie należące do zagranicznych koncenów korzystających z miejscowej taniej siły roboczej, względnie miejscowych podwykonawców, dla których zamówienia gigantów zza oceanu są racją istnienia. Nadruk „made in Indonesia” mają odtwarzacze Blu-ray LG, nagrywarki DVD Samsung, buty, odzież sportowa i akcesoria marek Adidas czy Nike.
      Jeśli chodzi o indonezyjską wytwórczość, podam kilka liczb dotyczących materiałów używanych w budownictwie. I tak produkcja stali w mln ton w 2009 wyniosła tam 3,5 mln ton. Dla porównania: w Polsce 7,2 mln t, w Indiach 56,6 mln t, a w Chinach zawrotną ilość 567,8 mln t. Światowa produkcja stali wyniosła 1,22 mld t.
      Jeśli chodzi o cement, mam dane z 2005 r.: Indonezja – 37 mln t, Indie – 217 mln t, a Chiny – 1038 mln t, przy czym produkcja światowa wyniosła wówczas 2310 mln t.
      Produkcja i zużycie obu tych wyrobów ilustrują skalę przedsięwzięć budowlanych w danym kraju. Widać tu np. ogromną skalę rozwoju Chin. Jeśli chodzi o Indonezję, to jakąś ilość stali i cementu Indonezja zapewne importuje. Jednak chyba niezbyt wiele, bo przecież gdyby miała na nie ogromne zapotrzebowanie, to przy swoich korzystnych dla produkcji warunkach (czego dowodem są wspomniane odtwarzacze LG czy buty Nike) na pewno opłaciłoby się produkować ich więcej na miejscu. Dlatego powyższe dane odnośnie stali i cementu oraz wskaźniki wzrostu PKB pokazują, że Indonezji bardzo daleko do statusu drugich Chin i nieprędko to się zmieni. Aby to się zmieniło, trzeba wydać bezpardonową – rzeczywistą a nie medialną – wojnę korupcji.

    • Avatar Jarek Smulski

      Tak na gorąco – dlaczego wstrzymać płatności na OFE? Genaralnie widzę, że jak mantra przewija się na portalu hasło rozkapryszonej i roszczeniowej Europy. Uważam, że jest to duże uproszczenie i stereotyp. Wiadomo jest mnóstwo patologii, chociażby z krajów PIG(S); to spuścizna lat rządów socjaldemokratycznych rządów. Daj Boże wszystkim krajom azjatyckim taki poziom PKB, jaki mają kraje europejskie. Niestety na pewnym poziomie kończy się konsumpcja łatwego wzrostu (Polska dochodzi do tego poziomu) i trzeba wykształcić w społeczeństwie pewne dodatkowe umiejętności współpracy, eliminować wiele patologii, aby te dodatkowe procenty wzrostu złapać. I tutaj zgadzam się z Zyggim, korupcja to poważny problem Indonezji i innych krajów regionu, gdzie mówi się o Crony Capitalism. Ten obrazek z wywłaszczeniami z Papui to nie tylko korupcja, ale nierówność wobec prawa – grzech chyba jeszcze większy jeśli chodzi o stosowanie tegoż. Kwestia wyspiarskości – to następny problem. W dalszym ciągu Indonezja balansuje na skraju dezintegracji.

      • Avatar Zyggi

        Zasadniczo się zgadzamy. Z tym, że nie w tym rzecz, że Azja będzie miała problem z dogonieniem Europy. Rzecz raczej w tym, że Europa będzie się osuwać gospodarczo w miarę postępów socjalizmu i islamizacji.
        W Azji przykładem, że można Europę prześcignąć i dalej dość szybko się rozwijać, są Hongkong, Makau i Singapur. Również Japonia, choć tkwi w stagnacji, to jest bogatsza od większości krajów Zachodu. Korea Pd. i Tajwan zbliżają się do poziomu najbogatszych i ani myślą zwalniać tempa. Wracając do UE – w jej wypadku dezintegracja jest dziś bardziej prawdopodobna niż stanie się najbardziej konkurencyjnym regionem świata (co było założeniem „nieboszczki” Strategii Libońskiej).

      • Avatar Zyggi

        P.S. Więcej o „nieboszczce” tu: http://www.strategializbonska.pl. Kalendarium zaprzestali prowadzić w 2007 r., gdy stało się jasne, że Strategia Lizbońska to zbiór opowiastek science-fiction.

Pozostaw odpowiedź