Komentarze

Internauta Zyggi: Filipiny są jak Ameryka Łacińska

Publikujemy kolejny interesujący komentarz jednego z naszych Czytelników. Tym razem Internauta Zyggi przedstawia swoją opinię na temat podobieństw między Ameryką Łacińską a Filipinami.

Sytuacja Filipin była i jest podobna do tej w Ameryce Łacińskiej, gdzie wykształcił się niemal identyczny model patriarchalno-latyfundialny, poddany najpierw koronie hiszpańskiej (w Brazylii – portugalskiej), by potem zmienić patrona na USA.

Warto pamiętać, że od czasu hiszpańskiego podboju Filipiny stanowiły formalnie część wicekrólestwa Meksyku, czyli były daleką prowincją kolonii. W tej zapyziałej prowincji władzę sprawowała swoista kasta potomków hiszpańskich kolonizatorów z Płw. Iberyjskiego, czemu towarzyszyła eksponowana pozycja kleru rzymskokatolickiego i intensywna eksploatacja ludności miejscowej. Jako że rządzący rękoma i nogami bronili status quo, ten model społeczno-ekonomiczny cechował niski poziom rozwoju, mała innowacyjność, utrwalenie podziałów społecznych, powszechna bierność i marazm. Na to wszystko nałożyła się inwazja islamu na południe archipelagu (z terenów dzisiejszej Indonezji i Malezji) i dzisiejszy konflikt, jaki spowodowała.

Cyt.: “Na Filipinach wykształciły się bardzo jaskrawe podziały klasowe, w efekcie obok niewielkiej grupy ludzi zamożnych żyły ogromne rzesze biedoty. Z jednej strony ludzie biernie akceptowali taką sytuację, z drugiej – marzyli o utopijnej odmianie, nie dziwią więc sukcesy populistycznych przywódców. Tak należy też tłumaczyć fenomen Ferdinanda Marcosa. Dwukrotnie wygrał on wybory prezydenckie (1965, 1969), po czym w imię reform społecznych i rozwoju gospodarczego, wprowadził autorytarne rządy, oparte w dużym stopniu na wojsku.”

manila

fot: Nino Verde

Czy to nie scenariusz wypisz-wymaluj latynoski? Mamy tu do przecież do czynienia z takimi samymi czynnikami: ze spuścizną kolonialną Hiszpanii, patriarchalizmem, korupcją polityczną, nieformalnymi powiązaniami. W tej patologicznej sytuacji miejscowi zamiast polegać na własnych siłach stali się skłonni do ulegania nastrojom populistycznym, do pokładania nadziei w obiecujących “gruszki na wierzbie” demagogach…

Jeśli chodzi o wzmiankowanego tu Marcosa, postać tę nazwałbym czymś pomiędzy autorytarnej kleptokracji Suharto z populizmem a la Peron. Napisałem “pomiędzy” a nie “skrzyżowaniem”, bo Marcos nie był aż takim brutalem jak Suharto ani tak utalentowanym zwodzicielem tłumów jak Peron. Miał z każdego po trochu. Kradł, nie jak “skromni” latynoscy kacykowie jakieś tam miliony USD, tylko grube miliardy. Podobnie jak Suharto, nie znał umiaru.

Jednocześnie jego polityka miała pewne elementy latynoskiego populizmu (np. szumnie ogłaszana strategia “Nowego Społeczeństwa”). Nawet Imelda Marcos miała w sobie coś z Evity Peron; podobnie jak słynna argentyńska pierwsza dama, pani Marcos chciała uchodzić za dobrodziejkę ubogich. Jej narcyzm przekroczył granice dobrego smaku, bowiem krzykliwym image i ekscesami (typu dwóch tysięcy par butów na wszelkie okazje) usunęła w cień inne światowe pierwsze damy, jak również swego cokolwiek nijakiego męża.

Dzisiejsze Filipiny są dzieckiem tego wszystkiego. Filipińczycy nie są tak obrotni i przedsiębiorczy jak chińska mniejszość. Ciągle (podobnie jak Latynosi) uważają, że to państwo jest odpowiedzialne za ich los. A najlepiej, żeby pojawił się jakiś polityczny mesjasz, który da im dobrobyt…

To nawet nie wina tych ludzi. Osobiście lubię Latynosów i Filipińczyków. Zwłaszcza ci drudzy wydali mi się przemiłymi, sympatycznymi i uczynnymi ludźmi. Jestem skłonny im współczuć, że tak a nie inaczej ich życie ukształtowała ich historia i system, w którym tkwią. To trochę tak jak z realnym socjalizem, ale to już inna tematyka.

Co jednak podziwiam u Filipińczyków, to ich sposób bycia, pierwotną radość z samego faktu istnienia i to nawet w sytuacji głębokiego ubóstwa. Ci ludzie tak często śmieją się, żartują… Z powodu swojego zamiłowania do muzyki i tańca są nazywani “minstrelami Azji”. Poza tym wielkim szacunkiem cieszy się tam instytucja rodziny. Jest nie do pomyślenia, by dzieci “pyskowały” rodzicom albo podnosiły na nich rękę. Jednocześnie rzadko słyszy się, by jak u nas, rodzic wrzeszczał na dziecko lub wymierzał mu klapsa. Filipińscy geje, jakkolwiek obecni w przestrzeni publicznej, nie odczuwają perwersyjnej potrzeby organizowania obscenicznych parad i domagania się takich samych praw jak pary heteroseksualne, z adopcją dzieci włącznie. W ogóle tamtejszy typowy gej to raczej subtelna, ubrana w sukienkę “niby-panienka” z makijażem, nie żaden gorejący chucią mięśniak w stroju sado-maso. Jednocześnie nie budzi niczyjej agresji.

To wszystko wskazuje, że Filipińczykom z jednej strony nielekko z kolonialnym dziedzictwem. Oby w końcu stanęli na nogi i dołączyli do azjatyckiej czołówki. Nie będzie to łatwe. Przeszkodą będzie tu omawiany powyżej system władzy i mentalność, ale jestem optymistą, bo Filipińczycy jak reszta Azjatów, mają godne podziwu zdolności adaptacyjne i są raczej elastyczni. Atutami są: pracowitość, dość dobre wykształcenie jak na warunki azjatyckie (analfabetyzm poniżej 5%) i rozpowszechniona znajomość angielskiego.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Internauta Zyggi: Filipiny są jak Ameryka Łacińska Reviewed by on 29 października 2010 .

Publikujemy kolejny interesujący komentarz jednego z naszych Czytelników. Tym razem Internauta Zyggi przedstawia swoją opinię na temat podobieństw między Ameryką Łacińską a Filipinami. Sytuacja Filipin była i jest podobna do tej w Ameryce Łacińskiej, gdzie wykształcił się niemal identyczny model patriarchalno-latyfundialny, poddany najpierw koronie hiszpańskiej (w Brazylii – portugalskiej), by potem zmienić patrona na USA.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 8

  • @Zyggi – mam podobne spotrzeżenia nt. braku zainteresowania Polską na innych kontytentach. W pierwszej lepszej księgarni w USA czy na nawet na Filipinach jest pełno przewodników po Czechach, Węgrzech czy nawet Słowacji. Przewodników po Polsce brak.

  • Artykuł ciekawy, choć z natury rzeczy powierzchowny z powodu koniecznej zwięzłości. Ale i Filipińczycy o swój obraz nie dbają (a zamieszczona ilustracja do turystyki nie zachęca). Jest ich 100 mln, a więc więcej niż Wietnamczyków a są mało obecni na świecie. 8 stacji internetowych TV na http://wwitv.com/ a wietnamskich 16 (Polska 26), Tajlandia 29, Korea Płd 27 – w tym serwisy anglojęzyczne. Może autor mógłby podpowiedzieć znane mu interesujące linki, można je samemu wyszukiwać w Google, ale nie wszystkie są ciekawe. Książki to niekonkurencyjny przeżytek w w świecie multimedialnym. Książki, nie teksty.

    • W zasadzie to nic poza tym co można wpisac w Google: Philippines tourism, presidency, economy itd. Co do książek, faktycznie, wielu tak sądzi. Jednak ja właśnie z nich czerpałem najwięcej informacji. Zarówno zagranicznych jak Lonely Planet (2006) jak i tych wydanych za PRL (z braku nowszych – ku wstydowi polskich edytorów mających chyba na oczach z napisem „Tajlandia i Bali”). Szczególnie świetne dwie pozycje to „Wyspy na szlaku tajfunów” M. Klarner-Śniadowskiej i „Od Luzonu do Mindanao” J. Wolniewicza. Prócz tego swego czasu sporo artykułów nt. Filipin publikowały miesięczniki: „Poznaj Świat”, „Kontynenty” i „Widnokręgi”. Dwa ostatnie z nich zakończyły żywot jakieś 20 lat temu. Obecnie ukazujące się artykuły w prasie turystycznej jakkolwiek bardziej przydatne pod wzgl. praktycznym, to dużo mniej informują o rzeczywistości danego kraju, nie mówiąc o historii.

      • Avatar Zyggi

        Wcięło mi 1 wyraz, miało byc: ku wstydowi polskich edytorów mających chyba na oczach klapki z napisem “Tajlandia i Bali”.

  • Trzeba tę przestrzeń jakoś wypełnić :)

  • Jakby w uzupełnieniu powyższego zbioru moich luźnych przemyśleń powtórzę to, o czym jużbodaj dwukrotnie pisałem na forum CSPA. Otóż zagadką pozostaje dla mnie, dlaczego przez ostatnie niemal cwierc wieku nie ukazała się u nas ANI JEDNA książka, która przybliżałaby polskiemu czytelnikowi Filipiny. Przecież to kraj liczący niemal 100 mln mieszkańców, niesłychanie atrakcyjny turystycznie. W dodatku jedyny obok Timoru Wschodniego kraj katolicki w tej części świata, co w naturalny sposób zbliża go do Zachodu w sferze kultury i obyczajowości. A tu żadnych przewodników, żadnych relacji z podróży, żadnych filmów na DVD kompletnie nic… Zainteresowanym krajem 7000 wysp pozostaje tylko lektura blogów lub wydawnictw obcojęzycznych (Lonely Planet, Insight Guides), względnie książek wydanych w czasach PRL.
    Czyżby poszczególne oficyny wydawnicze wychodziły z założenia, że nikt z „naszych” tam nie zagląda? Trochę dziwne, jeśli zauważyc, że przewodników o takiej np. Tajlandii jest na pęczki. Nawet Gazeta Wyborcza, która kilka lat temu w dwóch seriach wypuściła łącznie około 60 świetnych przewodników o różnych krajach (przedruki z Insight Guides) – o Filipinach nie wydała, mimo, że w angielskim oryginale angielskim przewodnik o tym kraju został wydany. Co jest grane do jasnej …, Filipiny nie istnieją w umysłach polskich wydawców czy co?!…

  • Przemyślenia bardzo osobiste jednak z wieloma się zgadzam.Filipiny nie wiem dlaczego od samego początku kojarzyły mi się z Meksykiem.Szczególnie Intromuros w Manila,szybka kolej miejska i ogólnie – „ulica”. Prowincja jest już inna.Trochę indonezyjska, trochę tajska, ale tak naprawdę filipińska.
    Piękny kraj na końcu świata.
    P.

  • Ciekawy tekst! Sam jestem fanem Filipin. Ta przyroda, ta woda…

Pozostaw odpowiedź