Birma,Polecane

Interludium. „Odwilż birmańska” od środka.

Wyjazd do Birmy to niczym dotknięcie historii. Czuć, że to moment niezwykły, swoiste „w przededniu”,  „za pięć dwunasta”. Interludium między tym, co było, a tym co (najpewniej) nastąpi. Parafrazując znane chińskie powiedzenie: w Birmie stare wciąż nie odeszło, nowe jeszcze nie nadeszło.

Odwilż jest namacalna, odczuwalna. Od pierwszego momentu, lądowania na ongiś sennym lotnisku Mingalardon w Rangunie, czuć zmiany. Jest mniej siermiężnie, jakby barwniej, na pewno zaś – luźniej. Ludzie są radośniejsi, mniej zgnębieni, pełni niespotykanej tu do tej pory energii. Powróciła nadzieja na wyrwanie się z zaklętego kręgu izolacji. Ludzie liczą na to, że Birma się otworzy, że stanie się takim samym krajem jak pozostałe z Azji Południowo-Wschodniej: że rząd pozwoli im wreszcie zarabiać pieniądze, wyrwać się biedy i gonić sąsiadów w tym, co Azjaci kochają najbardziej – konsumpcji i shoppingu.

„Kapitał nadchodzi” – powiedział mi miejscowy biznesmen, wskazując nowe reklamy na ulicach Rangunu (i wyraźnie się z tego ciesząc) . Wraz z ogromnym napływem kapitału zachodniego, w ciągu roku, może dwóch Birma zmieni się z wygodnej (dla nas) „alternatywnej utopii” w nową kolonię globalnego świata. Procesy okcydentalizacji i globalizacji zahamowane najpierw przez autarkię Ne Wina, a następnie izolację Than Shwe, zdają się teraz nieuchronne. Nowoczesność – rozumiana jako westernizacja masową kulturą – jest w przededniu przeorania Birmy na podobieństwo sąsiadów. „Złota Ziemia” przestanie być tą „inną”, „tajemniczą” i „niezwykłą”. Ku rozpaczy turystów i radości miejscowych.

To niczym Polska na początku lat 90-tych . To wychodzenie z siermiężności, groteska pierwszych reklam i produktów, nieudolność pomieszana z pełnym entuzjazmem w udawaniu obcych wzorców, zachłyśniecie się masową kulturą Zachodu, utożsamianą z nowoczesnością. Wszystko wskazuje na to, że Birma pójdzie tą samą drogą. Nie będzie „premii zapóźnienia”.

To, jak potoczy się transformacja zależy w dużej mierze od zmian gospodarczych. Sektor bankowy, prywatyzacja, reforma walutowa, dostosowanie gospodarki do świat: to są kluczowe kwestie. Podstawowa różnica między Polską AD 1989 a Birmą AD 2012 jest jedna: tutaj większy kapitał stoi u bram.

W całym procesie transformacji decydującą rolę odegra armia. To ona ma jedyne struktury, środki i zdolność do reformy. Opozycja posiada siłę wyłącznie symboliczną: z wyjątkiem moralnego przywództwa Aung San Suu Kyi, niewiele ma do zaoferowania. Cokolwiek się stanie, władza pozostanie w rękach generałów, przebranych teraz po cywilnemu.

To niczym ChRL w 1989 r., gdy Deng Xiaoping dyskutował z Zhao Ziyangiem. „Mam armię” – powiedział Deng; „A ja mam lud” odparł Zhao. „To nic nie masz” skwitował Deng.  W Birmie jest jeszcze gorzej: armia ma prawie monopolistyczną pozycję i nie powinniśmy mieć co do tego złudzeń.

Jednakże wraz z otwarciem Birmy, zaczną się podziały wewnątrz armii. W momencie którym wróg zewnętrzny zniknie (lub raczej: zamieni się w partnera handlowego), zaczną się konflikty wewnątrz armii. To, jak zostaną rozwiązane, również odegra kluczową rolę w charakterze tej transformacji.

Nie powinniśmy zapominać o Chinach. To wciąż główny aktor w Birmie i nic nie wskazuje na to, że się to w najbliższym czasie zmieni. Chiny mają kapitał, wpływy i autorytet wśród eszelonów armii i w dłuższej perspektywie będzie to miało ważniejsze znaczenie niż antychińskie resentymenty. Poza tym Chiny z ich spokojną i długofalową polityką mogą zyskać najwięcej na „odwilży birmańskiej”. Nowoczesna, zreformowana i stabilna Birma daje wielkie możliwości chińskiemu kapitałowi na drodze do Indii.

Armia birmańska będzie teraz miała szansę się wykazać – po raz pierwszy od wielu dekad. I chociaż mentalność armijna nigdzie dobrze nie współgra z rozwojem gospodarczym, wojskowi nie są skazani na porażkę. Po raz pierwszy bowiem będą mieć to, czego im zawsze brakowało: kapitał (zachodni). A jak powiedział mi pewien biznesmen, „trudno się robi kapitalizm bez kapitału”. Teraz po raz pierwszy od czasów kolonialnych kapitał (zachodni) będzie obecny w Birmie.

A kapitał może wiele pomóc. Rozwiązać wiele problemów wewnętrznych. Na przykład mniejszości mogą być znacznie bardziej skłonne do zaakceptowania status quo jeśli otrzymają wsparcie na projekty socjalne (szkoły, szpitale itp.) No, i jeśli nie będą prześladowane…

Kapitał wreszcie powinien wybić generałom z głów pomysły na skończenie reform i ponowne zamknięcie kraju. Mogą mieć teraz pieniądze, prawdziwe pieniądze – zachodnie. Ta świadomość powinna nie dopuścić do ponownego „cofnięcia się zegara” w Birmie.

To nie znaczy oczywiście, że po prostu oddadzą władzę Aung San Suu Kyi. Zrobią wszystko by „zjeść ciastko i mieć ciastko”. Wobec ASSK i NLD będą  utrudnienia, przekręty, machinacje, ale w umiarkowanym stopniu. Taki, w jakim cały proces „odwilży” nie będzie zagrożony. Zatrzymanie wszystkiego po prostu im się nie opłaci.

Dla mnie najciekawszym miejscem w Birmie jest teraz Naypyidaw. To dobra weryfikacja perspektyw kraju. Można patrzeć na to miasto jak na orientalny absurd, ale można i – jak na wielki projekt przyszłości. Z jego ogromnymi prospektami (większymi niż w Moskwie!), gigantycznymi (wciąż pustymi) przestrzeniami i tysiącem inwestycji w trakcie, Naypyidaw pozostaje wielką niewiadomą. By osiągnąć sukces i stać się stolicą bogatego i rozwiniętego kraju, Naypyidaw, jak jego gospodarze, potrzebuje jednego: kapitału. A „kapitał nadchodzi”.

Na Zachodzie nagle odkryto jak wielki potencjał ma Birma: bogactwa naturalne, ropę, gaz, kamienie szlachetne, drewno tekowe i wiele innych atutów. Położenie między Indiami a Chinami. A co ważniejsze: Birma jest ostatnim „niezdobytym” przez kapitał zachodni państwem Azji Południowo-Wschodniej (nie licząc Timoru Wschodniego). Staje się powoli „nowym eldorado” Azji, do którego masowo ściągają biznesmeni zwabieni perspektywami kraju, który nic nie ma, ale może mieć wszystko.

Wszyscy czekają na jeden sygnał: na 1 kwietnia 2012, wybory uzupełniające do parlamentu birmańskiego. Jeśli wybory będą uczciwe, a wszystko na to wskazuje, to będzie ten moment w którym fala ruszy. Birma obecnie jest przededniu wielkiej zmiany.

Cokolwiek się stanie, to fascynujący moment w dziejach Birmy. To, co się dzieje, można oddać innym chińskim przysłowiem, przekleństwem: „obyś żył w ciekawych czasach!”. Lecz to, co jest przekleństwem dla Chińczyków, wcale nim nie musi być dla Birmańczyków.

Artykuł ten w wersji anglojęzycznej ukazał się na stronie Brukselskiego Think-Thanku Eu-Asia Center: The Burmese Interlude. Political Changes in Burma Seen from Inside

Michał Lubina

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Interludium. „Odwilż birmańska” od środka. Reviewed by on 25 marca 2012 .

Wyjazd do Birmy to niczym dotknięcie historii. Czuć, że to moment niezwykły, swoiste „w przededniu”,  „za pięć dwunasta”. Interludium między tym, co było, a tym co (najpewniej) nastąpi. Parafrazując znane chińskie powiedzenie: w Birmie stare wciąż nie odeszło, nowe jeszcze nie nadeszło. Odwilż jest namacalna, odczuwalna. Od pierwszego momentu, lądowania na ongiś sennym lotnisku Mingalardon

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Michał Lubina

Doktor nauk społecznych UJ, pracownik w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, magister rosjoznawstwa oraz studiów dalekowschodnich UJ, absolwent Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich UJ. Kilkukrotny stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (m.in. w latach 2009/2010 w Pekinie). Laureat grantu Narodowego Centrum Nauki na badanie współczesnych stosunków rosyjsko-chińskich. Oprócz tego w kręgu jego zainteresowań badawczych znajduje się przede wszystkim Azja Południowo-Wschodnia, w szczególności zaś Birma. Jest autorem czterech książek. Pierwszej w Polsce historii Birmy („Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”, Trio, Warszawa 2014) oraz monografii „Birma: centrum kontra peryferie. Kwestia etniczna we współczesnej Birmie 1948-2013″; (Kon-Tekst, Kraków 2014), pierwszego poświęconego temu zagadnieniu opracowaniu w języku polskim oraz – również pierwszej w Polsce – książki o współczesnych stosunkach rosyjsko-chińskich („Niedźwiedź wcieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014″, Akademicka, Kraków 2014), która stała się naukowym bestsellerem. Niedawno wydał „Panią Birmy. Biografię polityczną Aung San Suu Kyi” (Wyd. PWN, Warszawa 2015). Ponadto jest autorem dwóch przewodników turystycznych po Litwie i Rosji (współautorstwo) oraz internetowych przewodników po Chinach, Hongkongu, Laosie i Bangladeszu. Publikował artykuły m.in. w „Rzeczpospolitej”(Plus/Minus), „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost”, „Do Rzeczy”, „Nowej Europie Wschodniej”, „Nowej Konfederacji” i "National Geographic Traveller". Znajomość języków: angielski, rosyjski, ukraiński, chiński(komunikatywnie). Mieszka w Krakowie. Ekspert CSPA: Birma, Chiny-Rosja.

Pozostaw odpowiedź