BLOGOSFERA

„Inowrocław.info”: Rok mieszkałem w Kaohsiung

Poniżej prezeAdam Drzewuckintujemy Wam rozmowę z Adamem Drzewuckim, absolwentem UMK w Toruniu, który rok spędził na praktyce w urzędzie miasta w Kaohsiung na Tajwanie.

Jakbyś się przedstawił po chińsku?
W języku chińskim nie ma odpowiednika imienia Adam, więc zostało ono dla mnie stworzone z podobnie brzmiących sylab, Ja-Dan. W chińskim, nazwiska są zawsze jednosylabowe, więc z Drzewucki przerobiliśmy na Drzewo, czyli Lin, co oznacza również las. Tak więc po chińsku nazywam się Lin Ja-Dan.

Znasz jeszcze jakieś słowa po chińsku?
„Cześć” po chińsku to „Ni-hao”.

Zatem Lin Ja-Dan, jak długo byłeś na Tajwanie? W którym miejscu byłeś? Czy widziałeś inne rejony wyspy?
Na Tajwanie spędziłem rok bez dwóch tygodni, od sierpnia 2006 do sierpnia 2007. Mieszkałem w drugim największym, po stolicy Tajpej, mieście Tajwanu, Kaohsiung, które jest położone w południowym krańcu wyspy. Ponadto byłem na północy w Tajpej oraz kilku innych miejscowościach takich jak Kenting, Tainan, Taichung, Chiayi czy Pintung.

Co szczególnego jest w mieście Kaohsiung?
Kaohsiung to jeden z największych na świecie portów kontenerowych. W związku z tym jest tam ogromna zatoka, w której ruch statków jest jak na autostradzie. W Kaohsiung mieszka 1.5 miliona ludzi, a milion z nich posiada skuter. Krótko mówiąc są one wszędzie. Idzie za tym nieprzyjemne zanieczyszczenie powietrza oraz wielki tłok na ulicach i parkingach.

Gdy mówiłem moim znajomym, że idę na wywiad z kimś kto był na Tajwanie, robili duże oczy i mówili, że to dość egzotyczny kierunek wyjazdu, jak na Europejczyka. Czy też się spotkałeś z takimi reakcjami?
Zacznijmy od tego, że cała masa ludzi była i wciąż jest przekonana, że byłem nie na Tajwanie, tylko w Tajlandii. Nazwy brzmią podobnie, ale to dwa zupełnie osobne kraje. Wielokrotnie spotykałem się z takimi pytaniami jak: „co ty tam robiłeś?”, „co ty tam jadłeś?”, „jak ty z nimi rozmawiałeś?”, nie wspominając już o reakcjach typu: „po co tam w ogóle jedziesz?”, „gdzie ty do Azji?” czy „zjedzą cię tam”. Czy kierunek wyjazdu był egzotyczny? Jak najbardziej tak. Z tym większą chęcią zdecydowany byłem tam pojechać, bo nikt z moich bliskich znajomych nie był w tej części Azji. Potraktowałem to jak wyzwanie, próbę i wielką przygodę.

Jak odnalazłeś się tam? Łatwo było nawiązać kontakt? Nie znasz przecież chińskiego.
W takiej jak ja sytuacji, były jeszcze cztery inne osoby biorące udział w tym, co ja programie praktyk. Były to dziewczyny z Rosji, Japonii, Włoch i Niemiec. Razem w piątkę stawialiśmy czoła początkowym przeciwnościom. Tajwańczycy wielokrotnie okazywali nam wiele cierpliwości. Bez nich nie zaaklimatyzowałbym się tak dobrze. Zawsze byli wrażliwi na nasze potrzeby. Opiekowali się nami, pomagając w najbardziej prozaicznych sprawach. Jestem im za to niezmiernie wdzięczny. To było coś wyjątkowego. Wszystko odbywało się za pomocą angielskiego, bo osoby, z którymi głównie mieliśmy kontakt znają ten język. Przede wszystkim byli to pracownicy urzędu miasta oraz studenci tamtejszego uniwersytetu.

Czy znajomości, które zawarłeś wciąż podtrzymujesz?
Jak się domyślasz, przez rok poznałem ogromną liczbę ludzi. W przeciągu samego pierwszego tygodnia chyba ze sto osób. Kontakt utrzymuję teraz tylko z małą garstką. Podstawą wielu znajomości była moja bezpośrednia obecność tam na miejscu. Po wyjeździe takie znajomości naturalnie przestają istnieć, bo są stosunkowo powierzchowne. Zżyłem się jednak z pewną grupą ludzi, z którymi mam wciąż kontakt. Przede wszystkim za pomocą wspaniałego wynalazku, którym jest poczta elektroniczna.

Było Ci łatwiej, gdy odnalazłeś ludzi bliższych sobie kulturowo?
To bardzo ważne pytanie. Jestem głęboko przekonany, że nie ma kultur lepszych i gorszych, czy wyższych i niższych. Kultury są przede wszystkim inne i w tym tkwi nieprzebrana różnorodność i piękno świata. Są jednak kultury sobie bliższe i dalsze. Z nieukrywanym zaskoczeniem odkryłem, że dużo więcej wspólnego mam z Nowozelandczykiem niż z Tajwańczykiem. Pamiętajmy o tym, że geograficznie Nowa Zelandia jest położona od Polski jeszcze dalej niż Tajwan. Tutaj kilometry nie odgrywają jednak decydującej roli. Chodzi o fundament kulturowy. Nowa Zelandia to część brytyjskiej Wspólnoty Narodów, a prawda jest taka, że nawet wobec wielu odmiennych kwestii, więcej łączy Polaka z Anglikiem, niż z Tajwańczykiem. Podobna sytuacja dotyczyła moich kontaktów z obywatelami Kanady, Stanów Zjednoczonych, Republiki Południowej Afryki czy Australii.

Jak Tajwańczycy spędzają czas wolny?
Trzeba zaznaczyć, że Tajwan to państwo o ustroju kapitalistycznym. Wolny rynek, komercjalizacja życia oraz konsumpcjonizm jest mocno rozwinięty. Co za tym idzie, ludzie wolny czas spędzają korzystając z różnorodnych atrakcji. Bardzo popularne są rodzinne wyjścia do restauracji, grillowanie w ogródku lub zwykłe wylegiwanie się przed telewizorem czy spacery po centrach handlowych.

Czyli całkiem podobnie do nas.

Czym różni się dzień Tajwańczyka od Polaka, czy globalizacja stylów życia jest już tak dalece posunięta, że większych różnic nie dostrzegłeś?
Najłatwiej dostrzegalną różnicą jest obecność lunchu, czyli czegoś na kształt drugiego śniadania, wczesnego obiadu. Cały Tajwan między godziną 12 a 13.30 wychodzi ze szkół, biur, urzędów, zakładów pracy i z nabożeństwem je. Są specjalne firmy, które dostarczają wcześniej zamówiony posiłek. Najprzyjemniej jest jednak wyjść na ulicę w poszukiwaniu małego baru, w którym można spróbować lokalnej kuchni. Podczas lunchu wiele osób ucina sobie zwyczajowe drzemki, zasypiając na ławkach, krzesłach, biurkach czy wręcz na ulicy. Mówiąc ogólnie o stylu życia, mam wrażenie, że wielu Tajwańczyków jest tradycjonalistami. Rodzina jest bardzo ważna. Szczególną pozycję mają w domu osoby starsze, otoczone wielkim szacunkiem i opieką. Hierarchia odgrywa w tamtej kulturze decydującą rolę.

Jak spędzałeś wolny czas?
Z czasem, gdy miałem coraz większą liczbę znajomych, możliwości spędzania wolnego czasu przybywało. Początkowo dużo chodziłem po ulicach, sklepach, centrach handlowych, aby obserwować tubylców, ich sposób bycia. Później odkryłem kina tzw. drugiego obiegu, gdzie pokazywane są filmy kilka miesięcy po premierze. Bilety były tanie, więc sobie nie odmawiałem, raz w tygodniu odwiedzając kino. Z równą przyjemnością wskakiwałem na skuter, zabierałem aparat fotograficzny i jeździłem po mieście szukając interesujących miejsc. Po pewnym czasie natknąłem się na drużynę piłkarską złożoną z obcokrajowców mieszkających i pracujących w Kaohsiung. Są to przede wszystkim ludzie z krajów anglojęzycznych, ale miałem też okazję poznać osoby z Ameryki Południowej. 100 Pacers, bo taką nazwę nosi nasz klub, są razem od ponad dziesięciu lat. Treningi odbywają się dwa razy w tygodniu. Będąc wielbicielem piłki nożnej z radością dołączyłem do drużyny. Choć średnia wieku przekraczała trzydziestkę, zostałem zaakceptowany i potraktowany jak swój. Tym samym zyskałem trzydziestu nowych znajomych.

Teraz mnie zdziwiłeś. Co ci wszyscy obcokrajowcy robią na Tajwanie?
Większość z nich uczy angielskiego w prywatnych szkołach. To popularne i całkiem dobrze płatne zajęcie. Dzieciaki są dość ułożone i nie wchodzą nauczycielom na głowy jak w Polsce. Tylko jeden z moim znajomych nie uczy. On buduje luksusowe jachty. Jest projektantem.

Wracając do futbolu, dużo bramek strzeliłeś?
Bramek powinienem strzelać dużo, ponieważ grałem głównie jako atakujący. Całą podstawówkę jednak, a potem trochę w ogólniaku, grałem w koszykówkę. Bardzo późno zetknąłem się z piłką kopaną. Właściwie dopiero na studiach. Krótko mówiąc byłem początkujący. Starałem się jednak osiągnąć przyzwoity poziom i chcę myśleć, że mi się to udało. A bramki strzelałem głównie na treningach (śmiech).

Jaki sport uprawiają Tajwańczycy?
Najbardziej popularna jest koszykówka. Telewizja pokazuje niezwykle widowiskowe mecze ligi NBA, a szkolne i publiczne boiska są wręcz zatłoczone. Ponadto bardzo powszechny jest baseball oraz softball, czyli jego wolniejsza odmiana. Dużo młodych uprawia te dyscypliny, ale cały kraj z uwagą śledzi poczynania tajwańskich graczy w amerykańskich bejzbolowych rozgrywkach ligowych, gdzie w sezonie 2007 występowało ich nie więcej niż trzech. Trudno się dziwić, że mają status gwiazd i wręcz bohaterów narodowych. Wyobraźmy sobie, że w legendarnej drużynie Chicago Bulls, obok Michaela Jordana grałby Polak. A w takiej sytuacji jest Wang Chien-Ming, miotacz sławnych New York Yankees. Każde wydanie wiadomości poświęca mu przynajmniej chwilę, a gazety prześcigają się w drukowaniu coraz to większych plakatów z jego podobizną.

Niedługo takie będę u nas z Ebim.

Czy Tajwańczycy uważają się za Chińczyków czy jednak za osobny naród?
Tajwan to państwo posiadające własny parlament, konstytucję, prezydenta, samorząd, armię, hymn i flagę. Stanowisko Chin traktuje jednak Tajwan jako jedną z wielu prowincji, tego najbardziej ludnego kraju świata, odmawiając mu tym samym państwowości i suwerenności. Co za tym idzie, Republika Chińska (oficjalna nazwa państwa szerzej znanego jako Tajwan) jest na arenie międzynarodowej izolowana. Tylko niesłychanie wąska grupa podmiotów politycznych oficjalnie traktuje Tajwan jako samorządny byt. Są to między innymi: Burkina Faso, Gambia, Salwador, Nikaragua, Paragwaj, Watykan czy Palau. Tak czy inaczej, fundament kulturowy w przypadku Chin i Tajwanu jest właściwie identyczny, ale kwestie polityczne odgrywają ogromną rolę w postrzeganiu tego zagadnienia. W społeczeństwie tajwańskim dominują dwie postawy, które w skrócie można opisać jako pro-chińskość i anty-chińskość. Pierwsza grupa twierdzi, że bliska kooperacja z mocarstwem może wyjść małej wyspie tylko na dobre, nawet za cenę utraty pewnych swobód. Drudzy stoją na stanowisku, które broni praw człowieka i szeroko rozumianej demokracji, która jest zdecydowanie bliższa tej w rozumieniu europejskim niż maoistowskim. W takim przypadku bliskie egzystowanie z Chinami nie wchodzi w grę. Szczególnie ta druga grupa lubi mówić o sobie jako o odrębnym narodzie, podkreślając znaczenie między innymi wolności słowa, czym starają się udowodnić wyższość Tajwanu nad Chinami.

Czy poza Tajwanem byłeś gdzieś jeszcze?
Jako turysta odwiedziłem również Hong Kong oraz Kambodżę.

Jak byś opisał Hong Kong?
Miasto-państwo o bardzo specyficznej atmosferze. Samowystarczalny mikrokosmos. Przygniatający rozmach super-nowoczesnej architektury. Wszędzie ogromna liczba ludzi wszelkich ras, płci, wieku i wyznania. Nowy Jork Azji. Choć Hong Kong nie jest wcale wielki powierzchnią, jego populacja liczy siedem milionów. Wspaniała i gęsta sieć metra pozwala wygodnie i szybko poruszać się po całym obszarze. Ponadto Hong Kong jest bardzo malowniczy, ponieważ położony na wzgórzach oraz wielu wyspach. Budynki są bardzo wysokie, a ulice ciasne i wąskie. Widać, że to miasto tętni życiem i nie zasypia. Choć spędziłem w nim niecałe sześć dni, zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Bardzo chciałbym tam kiedyś wrócić.

Kambodża w języku potocznym ma znaczenie pejoratywne, w sensie: „ale Kambodża”, jak byś się do tego odniósł?
Do Kambodży jechałem głównie po to, aby zwiedzić starożytny kompleks dawnego Królestwa Khmerów, czyli Angkor. Istniał on między IX a XV wiekiem i pozostawił po sobie wielką liczbę niesamowitych świątyń. Jest to coś zupełnie fantastycznego i nawet najlepsze zdjęcia nie oddają klimatu tamtych miejsc. Chcę powiedzieć przez to, że nie miałem okazji przyjrzeć się bliżej codziennemu życiu w Kambodży. W trakcie mojej tygodniowej podróży odwiedziłem jednak stolicę Phnom Penh oraz miasteczko Siem Reap. Oczekiwałem wspaniałych widoków i miejsc do robienia pięknych zdjęć. Okazało się jednak, że chociażby biedna Czarna Afryka może być fotogeniczna czy wręcz, przepraszam za wyrażenie, malownicza, to Kambodża na pewno taka nie jest. Jest to prawdziwy Trzeci Świat. Kraj wygląda jakby zbudowany prowizorycznie. Wszystko jest mizerne, tanie, jakby tymczasowe. Warunki życia zdecydowanej części ludności są wstrząsające. Dzieci i kalecy wyczekują na ulicach turystów z nadzieją, że uda im się sprzedać widokówkę, książkę czy koszulkę. Takich osób jest wiele i nie sposób kupić coś od każdego. Trudno też być zupełnie niewrażliwym na ich obecność, co potrafi być niezwykle krępujące i bolesne. Przebywając tam miałem pewne poczucie winy za kolor mojej skóry, za to kim jestem, skąd pochodzę. Dla tubylców automatycznie znaczyło to, że mam pieniądze. W innym wypadku przecież bym nie podróżował. Nie miałem również odwagi targować się z nimi, choć miałem poczucie, że przepłacam. Te kilka dolarów stanowiło dla nich znacznie więcej niż dla mnie. Prawdę mówiąc pobyt w Kambodży był lekko przygnębiający. Nie żałuję, że tam pojechałem, choćby dlatego, że zyskałem świadomość czym jest życie w tej części świata.

Co dała Ci ta podróż z Kujaw do Azji?
Przede wszystkim nieocenione doświadczenie, które, sądzę, będzie owocowało w przyszłości. Pewność siebie. Wiarę w to, że nie należy wstydzić się ambitnych celów i próbować do nich dążyć. Umiejętności podejmowania ważnych decyzji. Możliwość poznania i zaprzyjaźnienia się z ludźmi ze wszystkich kontynentów świata. Zrozumienie dla odmiennych kultur, obyczajów, tradycji.

Czy Tajwańczycy byli zainteresowani Tobą i Twoimi opowieściami?
Wydaje mi się, że Tajwańczycy bardziej interesują się obcokrajowcami mieszkającymi w ich kraju, niż Polacy mieszkającymi w Polsce imigrantami. W Polsce spotykają się oni niejednokrotnie z wrogością czy w najlepszym wypadku z obojętnością. Tajwańczycy wielokrotnie wypytywali mnie o Polskę, o Europę, o nasze obyczaje, pogodę, kuchnię, zainteresowania czy tradycje. Ciekawiło ich też w jaki sposób postrzegam Tajwan i jego społeczeństwo. Często zapraszali na obiad, proponowali wspólne zwiedzanie miasta. Spotkała mnie z ich strony niezwykła troska, gościnność i uwaga.

Gdy po powrocie opowiadałeś o swojej przygodzie, spotkałeś się z dużym zainteresowaniem?
Tak i nie. Przez cały okres mojego pobytu w Azji prowadziłem dziennik. Czasem zapisywałem kilka zdań, czasem więcej. Wszystkie bliskie mi osoby miały do niego dostęp za pomocą elektronicznego pamiętnika, jakim jest blog. W związku z tym na bieżąco mogły śledzić moje przygody. Wysyłałem również zdjęcia i wymieniałem korespondencję. Jeśli chciałem coś przekazać mogłem robić to regularnie i bez specjalnych opóźnień. Co za tym idzie, po powrocie okazało się, że wiele rzeczy zostało już powiedziane i opisane wcześniej, więc teraz nie stanowi to już rewelacji. Trochę inaczej wyglądało to z osobami, z którymi podczas tego roku kontaktu nie miałem. Zauważyłem jednak jedno. Nie wszystkich interesuje to, co poza ich domem, rodziną, miastem, regionem, krajem. Na niektórych mój wyjazd nie zrobił większego wrażenia. Spotkałem się z niedowierzaniem, traktowaniem z przymrużeniem oka albo zupełną obojętnością.

Najśmieszniejsza chwila, sytuacja jaka Ci się przydarzyła podczas wyjazdu?
Podczas pobytu w Azji powodów do radości i śmiechu miałem wiele, ale zawsze do łez bawiła mnie powaga z jaką tubylcy, przeważnie młode dziewczyny krążące w grupach, prosiły mnie o wspólne zdjęcie. Chyba myślały, że jestem kimś ważnym. Może wydawałem się im szczególnie przystojny, co dziwi mnie jeszcze bardziej. Przyznam się, że czasem czułem się niezręczne, choć w gruncie rzeczy było to miłe i sympatyczne. Nie oswoiłem się z tym do samego końca.

Co teraz planujesz? Dokąd teraz?
Po wielkich azjatyckich wojażach powinienem powiedzieć Afryka albo Ameryka Południowa. Tak jednak nie mówię. Nie jestem już studentem, nie przysługuje mi możliwość wyjazdu na kolejną praktykę. Po trzech miesiącach od powrotu z Tajwanu postanowiłem spróbować sił w Anglii. Nie z przymusu ani braku innych możliwości, ale z własnego wyboru. W samej Anglii byłem tylko raz i to wiele lat temu. W ostatnim czasie byłem w Szkocji, która przypadła mi do gustu, ale teraz chcę zobaczyć jak ludzie żyją w południowo-zachodniej Anglii.

Anglia brzmi dość, że tak powiem banalnie. Dlaczego tam?
To prawda. Jest tam tylu Polaków, że pracujemy we wszystkich restauracjach, barach, klubach nocnych i fabrykach. Nie wiem czy znajdzie się dla mnie w związku z tym jakiekolwiek miejsce. Dlaczego tam? Chcę zarobić, odłożyć. Gdzie lepiej jak nie w Stanach albo Wielkiej Brytanii? To najłatwiejsza i najbardziej dostępna opcja. Zdaje sobie sprawę, że jest to bardzo popularny pomysł.

Życzę zatem powodzenia.

Chyba nie boisz się wyzwań. Czy wyobrażasz w ogóle sobie życie poza Polską?
Poza Polską żyłem przez rok, ale w perspektywie był powrót. Prawdę mówiąc próbowałem znaleźć sposób, aby pobyt przedłużyć, ale to się nie udało. Na Tajwanie czułem się świetnie, więc myślę, że i gdzie indziej byłoby mi dobrze. W Polsce przeraża mnie agresja i przemoc obecna głównie na ulicach. Poza tym podobają mi się miejsca, w których zimą temperatura nie spada poniżej dziesięciu stopni.

Masz dość negatywny chyba stosunek do Polski i Polaków?
Przede wszystkim krytyczny. Nie wychodzę z założenia, że Polacy to naród wybrany czy lepszy od jakiegokolwiek innego. Nie akceptuję dumnej postawy patriotycznej, nie akceptuję naszej bogobojności i arogancji. Kraj jest jaki jest. Ludzie ze smutnymi minami chodzą po ulicach. Uśmiechnij się do obcego to pomyśli, że jesteś wariat. Chcieliśmy kapitalizmu to go mamy, ale społeczeństwo nie chce lub nie umie się go uczyć. Dominują postawy roszczeniowe, wyjęte rodem z PRLu.

Jaka jest mentalna różnica między nami a Azjatami?
O Azji jako o całości nie mam prawa ani wiedzy się wypowiadać, ale mogę powiedzieć kilka słów o Tajwańczykach. Mniej agresywni, dumni, wulgarni, zazdrośni niż Polacy. Bardziej pokorni, nieśmiali, cierpliwi, wstydliwi, ambitni, uśmiechnięci.

Co najbardziej Ci smakowało?
Tofu, czyli tzw. twarożek sojowy. Na Tajwanie stanowi on dużą część jadłospisu. Tofu jest przyrządzane na niezliczoną ilość sposobów. Na zimno, na ciepło, na słodko, na słono, na ostro. Smażone, w zupie, grillowane, marynowane. Palce lizać. Ponadto surowa ryba, głównie tuńczyk oraz łosoś. Podawane z sosem sojowym, piekielnie ostrym wazabi oraz specjalną rzodkwią.

Czy jadasz w Polsce jakieś potrawy stamtąd?
Niestety nie, bo sam niczego nie nauczyłem się gotować. Na Tajwanie mało ludzi gotuje w domach. Większość korzysta z tanich knajpek rozsianych po całym mieście. Aby przyrządzić coś tamtejszego w Polsce trzeba by mieć specyficzne przyprawy oraz charakterystyczne dla tamtego klimatu warzywa, co wydaje się niezwykle trudnym zadaniem.

Jakbyś mnie zachęcił do wyjazdu tam?
Jeśli chcesz przeżyć coś egzotycznego, pojechać gdzieś dalej niż do Turcji albo Portugalii, to Tajwan czeka na ciebie. Jest to, w krajobrazie ajzatyckim, maleńkie państwo, znane jako kulinarny raj. Ulice są bardzo bezpieczne, ludzie gościnni i ciekawi przybyszy z daleka.

Tęsknisz za czymś co tam zostawiłeś
Tęsknię za osobami, które tam poznałem. Tęsknię za Guyem, z którym jeździłem na rowerze, Brittą, z którą gadałem godzinami, Marshallem, z którym chodziłem do kina, Robem, który dzielił się ze mną wspomnieniami ze swoich podróży po Azji, Stevem, który służył mi radą, Ritą, która opiekowała się mną, Nestorem, z którym grałem w piłkę i Mikiem, który był niezwykle sympatycznym, ciekawym świata człowiekiem.

Mam nadzieję, że będziemy mieli okazję wkrótce się spotkać, byś opowiedział o swoich kolejnych przygodach. Dziękuję za rozmowę!

Artykuł ukazał się na portalu inowroclaw.info.pl , jego autorem jest Konrad Jóźwiak.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Inowrocław.info”: Rok mieszkałem w Kaohsiung Reviewed by on 27 kwietnia 2010 .

Poniżej prezentujemy Wam rozmowę z Adamem Drzewuckim, absolwentem UMK w Toruniu, który rok spędził na praktyce w urzędzie miasta w Kaohsiung na Tajwanie. Jakbyś się przedstawił po chińsku? W języku chińskim nie ma odpowiednika imienia Adam, więc zostało ono dla mnie stworzone z podobnie brzmiących sylab, Ja-Dan. W chińskim, nazwiska są zawsze jednosylabowe, więc z

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź