Indie,Polecane

Indyjski rozwój gospodarczy a szanse dla Polski

mumbai

indi.ca/CCBY

Nie ma nic bardziej krótkowzrocznego niż ignorowanie obecnej, jak i potencjalnej pozycji gospodarczej Indii. W trzecim kwartale 2010 r. PKB tego kraju rosło w tempie 8.9%. Raport Goldman & Sachs z 2003 r. przewidywał, iż państwo to stanie się trzecią gospodarką świata do 2050 r.  Już teraz Indie zajmują czwarte miejsce licząc według parytetu siły nabywczej, ale miejsce jedenaste według nominalnego produktu krajowego brutto. O rosnącej roli Nowego Delhi w świecie świadczą nie tylko ekonomiczne dane czy przewidywania niektórych ekspertów, ale także listy politycznych osobistości, które ten kraj wizytują. Dość zauważyć, iż w tym roku, poza premierem RP Donaldem Tuskiem, kraj ten odwiedzili między innymi prezydent USA Barack Obama, premier Federacji Rosyjskiej Władimir Putin, premier Wielkiej Brytanii David Cameron, prezydent Francji Nicolas Sarkozy, a uczynią to jeszcze premier CHRL Wen Jiabao i prezydent FR Dmitrij Miedwiediew. Najważniejszym aspektem każdej z tych wizyt była właśnie gospodarka. Można powiedzieć, iż świat ustawia się w kolejce po kontrakty z Indiami. Należy zadać sobie pytanie – jakie miejsce w tej kolejce zajmuje Polska?

Rzecz jasna, nie możemy porównywać naszych możliwości, do tych którymi dysponują światowe mocarstwa. Szukając naszego ,,miejsca w kolejce’’ należy wykazać się realizmem, ale też nie spisywać naszego kraju na straty już w przedbiegach. Rozwój gospodarczy Indii dokonuje się na różnych płaszczyznach i należy szukać tych, na których i Polska może odnieść korzyści. Poniższy tekst podaje tego kilka – mniej lub bardziej spekulatywnych, rzecz jasna – przykładów.

Indie to potężny rynek dla przemysłu budowlanego. W kraju tym powstają setki nowych osiedli. Ponad połowa mieszkańców tego kraju ma poniżej 25 lat a do 2020 r. wiek przeciętnego Indusa wynosić będzie 29 lat. Mamy zatem do czynienia ze społeczeństwem młodym, którego miliony młodych ludzi dorastają i potrzebują mieszkań. Większość dróg w Indiach, nawet tych noszących miano ,,National Highway’’ (autostrady państwowej) ma nie więcej niż jeden lub dwa pasy, a zatem wymagają rozbudowy i unowocześnienia. Wraz z nimi modernizacji lub budowy od podstaw wymaga szereg innych elementów infrastruktury. Mówiąc pokrótce i dobitnie, Indie to obecnie jeden wielki plac budowy. Zapotrzebowanie jest dosłownie na wszystko, od materiałów przez technologię po usługi inżynieryjne. Stwarza to perspektywy dla polskich firm, czego dowiedzie co najmniej jeden projekt z obszaru przemysłu budowlanego, który rozpocznie się w przyszłym (2011), a którego uczestnikiem będzie również firma polska. Ponadto, ostatnie doniesienie prasowe dowodzą, iż w Indiach, mimo ogromnej popularności tamtejszych uczelni technicznych, po prostu brak inżynierów do realizacji tych wszystkich zamówień. To oznacza, iż kraj ten może obecnie otwierać się nie na firmy, ale również pojedynczych, poszukujących pracy a znających język angielski specjalistów.

Indie to również państwo, jak by to można przełożyć z angielska, ,,głodne energii’’. Wiele wsi pozostaje niezelektryfikowanymi (według indyjskiego rocznika statystycznego z 2009 r. jest to 125 000 na 600 000, według danych Banku Światowego z 2004 r. 40% indyjskich gospodarstw wiejskich nie ma dostępu do elektryczności). W wielu miastach regularnie dochodzi do przerw w dostawach prądu. Ponadto, rozwój Indii oznacza, iż energii potrzeba będzie coraz więcej – według amerykańskiej instytucji Energy Information Administration państwo to może do 2025 r. znaleźć się na czwartym miejscu pośród krajów zużywających najwięcej energii (już teraz są czwartym największym konsumentem ropy). Indie dysponują własnymi zasobami, ale są one niewystarczające; stąd rosnąć będzie import (obecnie głównie z Bliskiego Wschodu, w bliskiej przyszłości prawdopodobnie z Birmy); państwo to posiada także reaktory atomowe i konstruuje nowe. Obecnie indyjskie firmy poszukują rezerw surowców na świecie; przykładem niech będzie ogłoszona niedawno decyzja indyjskiego giganta energetycznego JSW Energy Ltd. o kupnie kanadyjskiej firmy węglowej CIC Energy Corp. Należy zastanowić się, jaką rolę w tych procesach może odegrać Polska. Na przykład, Polska mogłaby skorzystać na rozwoju indyjskiego górnictwa, tak przez eksport maszyn (już teraz gros naszego eksportu nad Ganges to właśnie różnego rodzaju maszyny), jak i oferowanie usług technologicznych. Tymczasem, już teraz usługi geofizyczne to ważny element naszych stosunków z Indiami: Geofizyka Toruń prowadzi w Indiach poszukiwania nowych surowców.

Uwarunkowania wewnętrzne i geopolityczne sprawiają, iż Indie mają stałą potrzebę modernizacji swojego uzbrojenia. Tyczy się to w zasadzie każdej strefy obronności:

– wojny partyzanckiej w terenie wiejskim, leśnym czy górzystym (ze względu na zagrożenie ze strony grup maoistycznych, ugrupowań separatystycznych na pograniczu z Birmą, a także bojowników w Kaszmirze)

– walki z terroryzmem na terenie dużych skupisk miejskich (ze względu na zagrożenie ze strony radykalnych ugrupowań muzułmańskich)

– wojny z użyciem broni konwencjonalnej jak i niekonwencjonalnej, od piechoty i jednostek pancernych przez lotnictwo, marynarkę, po pociski, w tym także te zdolne przenosić głowice nuklearne, a w przyszłości być może też broń używaną w przestrzeni kosmicznej (ze względu na stały wyścig zbrojeń z Pakistanem i Chinami).

Wszystko to sprawia, iż Indie to jeden z największych nabywców broni na świecie. Obecnie do jednych z ich głównych dostawców należą tacy czołowi producenci jak Rosja (m.in. myśliwce i czołgi) czy Izrael (systemy radarowe), ale wysoko plasuje się także Polska. Według Stockholm International Peace Research Institute w latach 2005-2009 Polska znalazła się na czwartym miejscu pośród indyjskich dostawców, biorąc pod uwagę sumaryczną wartość kontraktów (było to 283 milionów dolarów, oczywiście trzej więksi dostawcy podpisali kontrakty na znacznie wyższe sumy). Głównym powodem tego jest fakt, iż nadal większość indyjskiego osprzętu jest produkcji sowieckiej, co umożliwia znającym go polskim specjalistom oferowanie prac modernizacyjnych. Jednakże prędzej czy później uzbrojenie to zostanie wymienione na nowe. Ponadto, w Indiach coraz częściej słyszy się głosy, iż polityka nabywania większości z zagranicy jest niepotrzebnie kosztowna; lepiej jest zainwestować w naukę i móc uzbrojenie konstruować samemu. Tą drogą coraz konsekwentniej idzie główny rywal Indii – Chiny. W dalszej perspektywie zatem lukratywne kontrakty dla Polski na modernizację indyjskiej broni skończą się. Należy zatem rozważać możliwości rozpoczynania wspólnych projektów naukowo-badawczych na polu technologii militarnej z partnerami z Indii, aby móc korzystać finansowo z rozwoju tego kraju nawet wtedy, gdy poziom zaawansowania indyjskiej broni oddalać się będzie od poziomu uzbrojenia posowieckiego. Mówiąc prościej: należy nie tylko ulepszać Indiom istniejący sprzęt, ale wraz z nimi budować nowy.

Indie ścigają się nie tylko z wrogami w uzbrojeniu, ale także z własną populacją – w możliwościach jej wyżywienia. Rolnictwo jest tu ważniejszą gałęzią gospodarki niż w krajach europejskich, bowiem ponad 60% obywateli Indii mieszka na wsi, a jeszcze większa ich część jest zależna od przemysłu rolniczego. Wymaga on zatem ciągłych innowacji i to również jest szansa dla polskich firm, np. w dziedzinach maszyn rolniczych, nawozów, przetwórstwa spożywczego. Jest to tym istotniejsze, iż obecnie jednym z celów indyjskiego rządu jest niezbędne zwiększenie wydajności rolnictwa.

O ile współpraca w np. przemyśle zbrojeniowym czy geofizycznym jest już faktem, należy zastanowić się, czy możliwy byłby jej rozwój w obszarze medycyny. Ten temat nie był dotąd praktycznie w ogóle poruszany. Z jednej strony, w Indiach przemysł i nauki medyczne rozwijają się bardzo prężnie, kraj ten słynie obecnie z doskonałych lekarzy, znaczącego eksportu farmaceutyków, jak i przyjmowania ,,turystyki medycznej’’ (przyjazdu pacjentów z innych państw w celu wykonania w Indiach zabiegów, które mogą być na takim samym poziomie jak gdzie indziej, ale są w konkurencyjnej cenie). Wszystko to może sugerować, iż Polska nie ma Indiom już nic do zaoferowania. Tak być może, ale nie musi. Polska ma jednak dziedziny medycyny na światowym i europejskim poziomie i należy przeanalizować, czy może w pewnych dziedzinach nie mamy czegoś do sprzedania Indiom (już teraz – choć jest to obok przemysłu medycznego – w Indiach działalność rozwija polski producent materiałów higienicznych, firma Bella).

Wszystkie te uwagi tyczyły się szans polskich w Indiach, nie zaś indyjskich w Polsce. Zwróćmy uwagę, iż inwestycjami w Polsce interesują się (a przynajmniej interesowały w ostatnich latach)  firmy z branż: motoryzacyjnej, outsourcingowej czy informatycznej. Jak często się zauważa, indyjskie przedsiębiorstwa mogą kraj leżący w Europie Wschodniej, taki jak Polskę, traktować jako punkt startowy dla działań na innych obszarach kontynentu. Jeśli indyjskie inwestycje nas interesują, powinniśmy świadomie promować Polskę w Indiach i bardziej otworzyć się na indyjskich przedsiębiorców. Można to osiągnąć poprzez bardziej liberalną politykę wizową. Słusznie premier RP Donald Tusk mówił niedawno w Bangalurze o tym, iż ,,Polska to otwarta brama Indii na Europę;;. W kontekście wiz musimy się jednak spytać samych siebie: na ile otwarte?

Na koniec generalna konstatacja, iż należy śledzić, czy zmienia się charakter indyjskiej gospodarki. Tak jak Chiny osiągnęły sukces stając się ,,fabryką świata’’, tak Indie stały się ,,światowym call center’’ , jak i ,,światowym laboratorium technologicznym.’’ Innymi słowy – Pekin sprzedaje światu głównie produkty, Indie – usługi. Przede wszystkim chodzi tu o przemysł outsourcingowy i informatyczny. Taki podział ról nie będzie jednak trwać wiecznie. Uważa się, iż kiedyś Chiny przestaną być ,,fabryką świata’’ i przeniesie się ona – lub już zaczyna przenosić – w inne regiony. Indie na zostanie następną ,,fabryką świata’’ mają zadatki, ale na razie są chyba jeszcze na to nie gotowe (o czym niżej) – na razie stać się nią może np. Azja Południowa-Wschodnia. Pytaniem jest też nie tylko, czy Indie mogą stać się w zastępstwie Chin ,,fabryką świata’’, ale czy chcą. Jedni ekonomiści uważają ową przewagę usług nad produktami w eksporcie indyjskim za słabość gospodarki, inni zaś za zaletę (argumentując, iż w ten sposób Indie przeskoczyły wręcz pewną fazę rozwoju ekonomicznego). To wszystko są na razie spekulacje, ale spekulacje jakże ważne. Bowiem jeśli charakter indyjskiej (jak i chińskiej) gospodarki miałby się rzeczywiście w najbliższym czasie zmieniać, to ten moment zmian należy wychwycić i odpowiednio na nim skorzystać, nim uczynią to inni.

Nie zamierzam pozostawić czytelnika z wrażeniem, iż Indie są niejako skazane na sukces i że ich wyniesienie na podium światowej gospodarki jest pewne. Owszem, z jednej strony, Indie to kraj o znaczącej pozycji gospodarczej i może być ona w najbliższych dekadach dużo wyższa. Być może nawet Nowe Delhi staje obecnie przed takimi szansami, przed jakimi u początku lat 80. stał Pekin. Kraj ma ogromną liczbę młodych, chętnych do pracy ludzi (których nie ubędzie tak szybko, bowiem Indie nie wprowadziły polityki jednego dziecka), sporą listę specjalistów na światowym poziomie, duże zasoby naturalne i – wbrew pozorom – stabilny system polityczny (ta sama koalicja jest tam u władzy od sześciu lat i będzie prawdopodobnie ją dzierżyć przez kolejne cztery). Jest jednak otwartym pytaniem, czy jutrzejsze Indie staną się dzisiejszymi Chinami. Oprócz wymienionych w niniejszym tekście zalet obecnej sytuacji tego kraju, należy  pamiętać o niewątpliwych wadach.

Ze względu na system polityczny rząd Indii bez wątpienia nie ma takich możliwości decyzyjnych jak rząd chiński. W Indiach ogromnym problemem jest korupcja a media co chwilę donoszą o nowych aferach (chociażby przy okazji niedawno odbytych igrzysk Wspólnoty Brytyjskiej). W 2010 r. na liście Transparency International (Corruption Perception Index) Indie znalazły się pod względem korupcji na 87 miejscu spośród 187 państw, ze współczynnikiem 3.3, przy 10 będącym najlepszym wynikiem. Korupcja zaś przekłada się na atrakcyjność inwestycyjną kraju, bowiem biznesmeni, jak donoszą różne źródła, muszą płacić tam wyjątkowo wysokie łapówki w celu rozpoczęcia nowego przedsięwzięcia. Indie do dziś uważane są za kraj dość zamknięty gospodarczo i niezbyt przyjazny dla zagranicznych inwestorów. Kraj ten ma jedne z najwyższych taryf celnych, a ociężała biurokracja spowalnia pracę tak miejscowych, jak i zagranicznych firm (według danych Banku Światowego z 2004 r. procedury potrzebne do rozpoczęcia interesów trwają w Indiach 90 dni, podczas gdy w Chinach jest to 30). Infrastruktura jest wciąż modernizowana, ale w kategoriach chińskich czy europejskich jest to proces wolny; obecna infrastruktura Indii raczej zniechęca niż przyciąga inwestorów. Jak wspomniano wcześniej, zerknięcie na mapę kraju może być budujące, jest on bowiem spleciony pajęczyną ,,państwowych autostrad’’ (national highway). Cóż jednak z tego, iż Indie mają jedne z największych sieci dróg na świecie, skoro na 66 000 km ,,autostrad’’ indyjskich jedynie ok. 9 000 km ma dwa lub więcej pasm?

Poza tym, jak zgodnie podkreślają chyba wszyscy specjaliści, indyjska nadwyżka ludnościowa może się okazać tak błogosławieństwem, jak i klątwą. Wiele z owych młodych ludzi, którzy demograficznie dominują w indyjskim społeczeństwie, to jednak osoby niewykwalifikowane, a nawet niepiśmienne (35% obywateli to analfabeci). Szacuje się, iż ponad jedna czwarta populacji Indii żyje poniżej granicy ubóstwa (przy czym ,,granicę ubóstwa’’ można definiować różnie, i w zależności od tej definicji odsetek ten może zdecydowanie rosnąć, sięgając i połowy mieszkańców kraju), co daje około jednej trzeciej ubogich ludzi świata. Ponieważ zaś ludzie biedni mają zazwyczaj więcej dzieci niż ludzie bogaci, owa indyjska fala demograficzna może się okazać tak potężną dźwignią gospodarki, jak i ogromnym jej brzemieniem. Indie stoją także przed znacznymi wyzwaniami z dziedziny stabilności – choćby jedno z nich, partyzantka maoistowska, choć działająca na terenach wiejskich, leśnych i górzystych, obejmuje powierzchniowo dużą część kraju. Skrajnie lewicowi bojownicy nie atakują co prawda miast, ale są w stanie wygrywać regularne bitwy z siłami bezpieczeństwa i atakować szlaki transportowe (zdarzało im się np. wysadzać pociągi). Jeśli ta ostatnia działalność nasiliłaby się, to może mieć ona swój wpływ na gospodarkę; ponadto, maoistowska wojna odstrasza inwestorów od niektórych rejonów. Wreszcie, indyjski wyścig zbrojeń z dwoma wzmiankowanymi wcześniej sąsiadami napędza koniunkturę innych państw, ale stanowi poważny ciężar finansowy dla rządu, a nic nie wskazuje na to, by przez najbliższe lata ów wyścig miał zwolnić.

Tym niemniej, z punktu widzenia Polski mniej istotnym pytaniem jest czy Indie będą światowym mocarstwem i trzecią gospodarką świata. Ważniejszym jest fakt, iż kraj ten dynamicznie się rozwija i nawet jeśli rozwój ten będzie dużo poniżej przewidywań rozmaitych ekspertów – co nie jest wykluczone – to z perspektywy Polski nadal będzie dynamiczny. Dlatego zatem warto zastanawiać się, jak na tym rozwoju mógłby skorzystać nasz kraj.

Gdyby tę korzyść przyjąć za cel naszej dyplomacji, należałoby zastanowić się jak można usprawnić nasz gospodarczy dialog z Nowym Delhi. Bez wątpienia dobrze stało się, iż premier RP Donald Tusk odwiedził Indie we wrześniu b.r. Był to czytelny sygnał dla Nowego Delhi – należy jednak pamiętać iż, takie sygnały wysyła połowa świata. Obecnie do dobrych kroków mogłoby należeć np. usprawnienie procesu przyznawania wiz indyjskim biznesmenom (trudno wpuszczać indyjski biznes bez wpuszczania biznesmenów), zadbanie o większą rozpoznawalność Polski w Indiach (np. przez stworzenie instytucji promujące polską gospodarkę w Indiach lub rozszerzenie działalności ciał już istniejących), stworzenie – jeśli jest to w ogóle możliwe i opłacalne – bezpośredniego połączenia lotniczego z Indiami (jak i innymi państwami Azji, jak Chiny czy Wietnam), nadanie ważnej roli Indiom w polityce Unii Europejskiej podczas zbliżającej się polskiej prezydencji, czynienie z wybranych państw Azji kierunku strategicznego dla Polski. Warto również myśleć o promocji turystycznej Polski, bo turyści indyjscy, choć nakierowani dotąd na wybrane kierunki świata, uchodzą obecnie za jedną z grup turystycznych wydających największe pieniądze.

Ważne jest nie tylko promowanie Polski pośród indyjskich środowisk biznesowych, ale także działalność odwrotna. Wartościową jest zawsze pomoc instytucji rządowych w kojarzeniu firm. Instytucje te mogłyby również rozważyć stworzenie swoistej mapy szans biznesowych w Indiach, ponieważ różne stany tego kraju – o czym przedsiębiorca Polski może nie wiedzieć – bardzo różnią się swoimi warunkami geograficznymi, poziomem rozwoju geograficznego czy aktywnością rządu. Znaczniejszą rolę w promocji Indii pośród polskich przedsiębiorców mogłyby również odegrać polskie media. Informacje o tym kraju mają bardzo często charakter egzotycznych ciekawostek, i to nawet wtedy, gdy równocześnie na subkontynencie dokonują się ważkie polityczne i gospodarcze procesy. Wciąż pokutuje obraz Indii jako kraju maharadżów i świętych krów, cudów i świętych mężów, brak wizerunku państwa o dynamicznej gospodarce i światowym statusie. Skoro przeciętny polski widz jest karmiony wizją Indii z ich (wyimaginowanej) przeszłości, to  przeciętnemu polskiemu przedsiębiorcy trudno zauważyć perspektywy drzemiące w Indiach przyszłości.


Artykuł pochodzi z biuletynu „Debata” (nr 5 2011), periodyku publikującego Materiały Społecznego Zespołu Ekspertów dla Komisji Zagranicznej Sejmu RP.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Indyjski rozwój gospodarczy a szanse dla Polski Reviewed by on 9 maja 2011 .

Nie ma nic bardziej krótkowzrocznego niż ignorowanie obecnej, jak i potencjalnej pozycji gospodarczej Indii. W trzecim kwartale 2010 r. PKB tego kraju rosło w tempie 8.9%. Raport Goldman & Sachs z 2003 r. przewidywał, iż państwo to stanie się trzecią gospodarką świata do 2050 r.  Już teraz Indie zajmują czwarte miejsce licząc według parytetu siły

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 11

  • Takie bardzo małe sprostowanie merytoryczne do artykułu – Bella nie jest firmą, tylko marką Toruńskich Zakładów Opatrunkowych i jeśli mamy na myśli przedsiębiorstwo, to należy napisać, iż Zakłady inwestują w Indiach, nie Bella.

  • Kilka wypowiedzi Romana Kluski – niech każdy sam wyciągnie wnioski:
    – „Kilka lat temu pojechałem do ministra rolnictwa, pokazuję mu złe prawo. I on mówi: Panie prezesie, nie będę owijał w bawełnę. W ministerstwie mam 5 tys. ludzi. 500 udaje, że coś robi, a reszta nawet nie udaje.”
    – „Ryszard Krauze, widząc mnie zafascynowanego internetem w początkach Optimusa, pytał z niedowierzaniem: „A co ty w tym widzisz takiego”?”
    – „Gdy ocieliła się jedyna krowa mojemu pracownikowi, to przyszła komisja kontrolna, a ciele nie miało kolczyka. Więc ma płacić 5 tys. kary i łaskawie mu nie kazali ubić tego zwierzaka. A przecież on ją chowa tylko dla siebie, po co ma ją kolczykować. Więc miejscowi mówią: takie prawo to jak za Niemca.”
    – „Byłem we francuskich mleczarniach i gdyby mój zakład był we Francji, to ja już dawno miałbym wszystkie zezwolenia. Ale w Polsce narzucono takie wymagania, że trudno sądzić, żeby ludzie poszli w moje ślady i by było jak we Francji — ile dolin, tyle serów.”
    – „(…) zamówiłem u Niemców wykonanie elektrowni uzyskującej energię ze Słońca, bo w Polsce tego się nie produkuje. Oni mi ją zainstalowali i pokazują mi: tyle a tyle pan energii produkuje, tyle pan zużywa, a tyle pan oddaje państwu. Gratulujemy. Wyłączcie to! — mówię. Bądź pan patriotą — tłumaczą. A przecież polskie prawo nie pozwala mi nawet za darmo oddać energii do sieci. Niemcy zbaranieli — instalowali podobne urządzenia na całym świecie i nigdzie nie spotkali się z takimi przepisami. Tak więc produkuję prąd tylko dla siebie, stąd wyspa. Podobnie złe rozwiązanie mamy na odcinku biopaliw dla rolników.”

    • Absurdów u nas co niemiara, ale nawet z tymi debilami urzędnikami dajemy sobie radę i jakoś nasza gospodarka idzie do przodu !!!
      Wiem o czym mówisz znam też inne przypadki, ale nie pozwolę sobie na mówienie tego publicznie. Jeśli kiedyś się spotkamy Zyggi to będzie okazja na takie tematy

      pozdrawiam i uciekam na masaż stóp :=D

  • Jeli wyobrażamy sobie polskie przedsiębiorstwa skutecznie konkurujące w Azji to chyba jesteśmy wciąż zbyt dużymi optymistami. Wyobrażacie sobie, żeby taka firma jak Prokom skutecznie konkurowała w Azji? A jestem pewny, że toto nawet w Polsce by z nikim nie wygrało gdyby nie „ręczne wspomaganie” ze strony aparatu państwa! A przecież takie firmy, upolitycznione lub zakładane przez TW SB i WSI, stanowią rdzeń gospodarki III RP.

    • Zyggi z tym rdzeniem oczywiście przesadzasz bo trzon polskiej gospodarki stanowią małe i średnie przedsiębiorstwa :)
      Co zaś do Prokomu po co mają konkurować na rynkach Azjatyckich jeśli tutaj mają wystarczający rynek na swoje potrzeby co lepsze gdzie są chronieni przez zamówienia publiczne etc.etc. ?
      To jest tak jak pytali chińskiego przedsiębiorcę !! Dlaczego nie ma Pan zamiaru wejść na rynek europejski ? A on odpowiedział po co tutaj mam 1 mld konsumentów w europie 400 mln :)
      Strategia rozwoju przedsiębiorstwa musi być przemyślana .. i podparta konkretnymi potrzebami ludzi … nie ma popytu to po co podaż ?!
      Po co bawić się w nową inwestycję na 2 mln usd jeśli nie ma pewności czy tobie się to zwróci ?
      Ogólnie temat ciekawy i warty poruszenia, ale bez konkretnych planów inwestycyjnych i bez analiz rynku indyjskiego wchodzenia tam na oślep może się bardzo źle skończyć !!

      • Avatar Zyggi

        Z tymi małymi i średnimi przedsiębiorstwami to myli Ci się Polska z Włochami – jak Kaczyńskiemu, gdy śpiewał hymn. :-) U nas małe i średnie firmy ledwo zipią, wiele nie ma kasy, na co dzień w tym siedzę. Niemal każda firma ma długi z jednej i wierzytelności z drugiej strony. Mówiąc kolokwialnie to jeden wielki kibel – tak wygląda ten filar polskiej gospodarki.
        Co do Prokomu, Polska to potencjał 35 razy mniejszy liczebnie niż chiński, więc ten przykład z chińskim przedsiębiorcą słabo mnie przekonuje. A ponieważ takie Prokomy u nas rządzą w gospodarce na mocy dawanych im przywilejów, państwo na nie chucha i dmucha, więc są nie przystosowane do walki na rynkach zagranicznych. Dlatego napisałem, że trzeba być optymistą, żeby wierzyć w skuteczność polskich firm w Azji. To samo dotyczy firm z Rumunii, Bułgarii, Ukrainy itp. Skuteczny byłby tam może tak utalentowany biznesmen jak Pan Roman Kluska, ale ponieważ nie należał do „swoich”, więc za pomocą aparatu państwowego III RP podstawiono mu nogę.

      • Avatar Adam Izydorczyk

        Zyggi oczywiście możesz powiedzieć, że te małe i średnie przedsiębiorstwa zipią etc.etc. to jest twoja subiektywna opinia

        „W Unii Europejskiej MSP stanowią 99,8 proc. firm działających na obszarze Unii, ich przychody ze sprzedaży stanowią około 56,2 proc. przychodów ogółem. Unijne małe i średnie firmy zatrudniają ponad 66 proc. zasobów siły roboczej. Około 1/3 stworzonych przez MSP miejsc pracy powstała w nowych firmach, przy czym przyrost zatrudnienia jest wyższy niż w dużych przedsiębiorstwach. Badania statystyczne prowadzone prze GUS potwierdzają, iż również w Polsce udział sektora MŚP jest znaczny i stale się zwiększa. Niepokój natomiast może budzić struktura małych i średnich firm, przeważają bowiem firmy zatrudniające do 5 osób, które w 1997 r. stanowiły 99,1 proc. firm zaliczanych do sektora MŚP oraz zdolności konkurencyjne polskich przedsiębiorstw.”

        A ja znam MSP tak samo jak Pan Gwiazdowski, który powołuje się na wytwarzany przez nich % PKB …. co zaś do terminu zapadalności, płacenia etc.etc. to i tak jest lepiej niż w przypadku firm państwowych gdzie KW S.A płaciła średnio po 6 miesiącach !! Masz wiele racji, ale na 100 % nie jest tak tragicznie jak mówisz .. chociaż ja też widzę problem licencji/koncesji/opodatkowania i głupich przepisów !!

      • Avatar Zyggi

        Kompania Węglowa płaciła po 6 miesiącach, bo co jej mogli zrobić wierzyciele? To norma w Polsce: wielcy zalegają bo mogą (dla wielu mniejszych firm są zbyt wartościowym klientem, by go stracić), a mali – bo nie mogą (i nie mówię tu o nieuczciwych). Problem to kwestia braku płynności finansowej polskich MSP. W porównaniu do Zachodu to przepaść. Jak powiedziałem znajomym z Hiszpanii, że niektóre firmy zalegają 1-2 miesiące lub dłużej za fakturę, to najpierw był wytrzeszcz oczu, a potem pytanie, czy nie możemy przyjść z policją i wyegzekwować co nasze? Z kolei we Francji zawalisz z płatnościami dwa razy i nie istniejesz. NIGDY więcej nie założysz firmy we FR. I nie ma co próbować na żonę czy szwagra, bo te numery tam nie zadziałają… Oczywiście możesz sobie zakładać firmę w Belgii albo Luksemburgu jak chcesz i dalej prowadzić interes we Francji, ale wtedy francuscy kontrahenci patrzą bardziej podejrzliwie.

  • Bardzo interesujący artykuł.

    Przy okazji. Winny byłem Panu informację odnośnie powstań chłopskich podczas
    powstania sipajów.
    Służę cytatami z książki Jana Kieniewicz – Historia Indii, wydanie 3, 1985 r.:
    s.615 – „Ludność wiejska udzieliła sipajom poparcia. Wioski przestawały płacić
    podatki”
    s.616 – „Powstanie składało się z dziesiątek, jeśli nie setek małych lokalnych ruchów
    działających na własną rękę, nawet wtedy gdy uznawały zwierzchność
    któregoś z wybitnych przywódców. Wieśniacy rzadko wychodzili poza
    obronę własnego terytorium.”
    s.519 – „We wrześniu było to już powstanie ludu, rola sipajów zmalała”.

    • Panie wute
      Dziękuję za te wyimki. W wolnej chwili – nie wiem kiedy to będzie:( – postaram się do tego ustosunkować sięgając też do jakichś innych publikacji, na razie przyznaje rację: jeśli chodzi o cytaty z tej syntezy, to wskazują na udział wsi.
      Pozdrawiam

  • Jeżeli polscy politycy dysponują takimi analizami i nie wykorzystają ich w przyszłości to biada im !
    Jeśli będę dysponować większą ilością czasu, pogrzebię coś w danych statystycznych i sprawdzę jak bardzo inne kraje Europy są zaangażowane w Indiach i w których krajach następuje rozwój wymiany handlowej, a w których regres.

Pozostaw odpowiedź